Archiwa kategorii: Podróże

Jak mi się mieszka nad morzem?

Od miesiąca mieszkam nad morzem. I to dosłownie – na sopocką plażę mam dwie minuty.

A stało się to tak: mój rok miał wyglądać zupełnie inaczej. Jak pewnie wszystkich zresztą, ale u mnie do zawirowań ogólnoświatowych doszły jeszcze te osobiste. Jedno się nie zmieniło – od jakiegoś czasu miałam poczucie, że mimo że Warszawę bardzo lubię, to mieszkam w niej już długo i chciałabym przenieść się gdzie indziej.

Myślałam o Azji, ale z oczywistych względów nie wyszło. Mam też psa i nie chciałabym go zostawiać moim rodzicom na bardzo długo. Po głowie zaczął mi więc chodzić Berlin. Ale potem ktoś napisał mi na Instagramie komentarz, że nie mam w jakiejś eko kwestii racji i żebym się doedukowała – i że w nowym numerze Pisma jest na ten temat artykuł. Poszłam więc do kiosku po Pismo, którego nigdy wcześniej nie czytałam, i odkryłam że organizują nad morzem rezydencję artystyczną dla pisarzy. Czyli opłacają wybranej osobie miesięczny pobyt w Sopocie, żeby mogła w spokoju tworzyć.

Wysłałam od razu zgłoszenie, a potem… doszłam do wniosku, że co ja będę czekać na wyniki, przecież sama mogę sobie zrobić rezydencję artystyczną. Tym bardziej, że chciałam wyjechać na dużo dłużej niż miesiąc.

Pomysł z morzem mi się spodobał, więc się spakowałam, wynajęłam swoje warszawskie mieszkanie i znalazłam mieszkanko na poddaszu w 200-letniej rybackiej chacie nieopodal sopockiej plaży. Czytaj dalej

Jak było w Gwatemali?

Siedzę pod palmą na leżaku (niebieskim), nogi opieram na drugim leżaku (różowym). Przed sobą mam morze w tym odcieniu błękitu, który dotychczas widywałam tylko w wynikach wyszukiwania grafiki Google. Pod drzewem przed chwilą śmignęła iguana. Caye Caulker to raj.

Dziś rano pożegnaliśmy w porcie znajomych, którzy odpływali z tej nieziemskiej wyspy z powrotem do lądowego Belize, stamtąd wracali do Gwatemali i w końcu – do domu. Ściskałam ich w porannym słońcu i myślałam o tym, ile szczęścia mamy, że możemy zostać tu jeszcze przez kilka dni.

Opowiem Wam, jak to się stało, że w ogóle się tutaj znalazłam. Bo choć myślałam, że zupełnie nie będę miała ochoty na jakiekolwiek relacje z podróży (lustrzanki nie brakowało mi ani odrobinkę), okazało się, że pod koniec każdego dnia zdania same układają mi się w głowie. Poczułam ochotę, więc usiadłam i napisałam kilka akapitów, potem jeszcze kilka, aż pod koniec podróży miałam gotowy post. No więc dawno, dawno temu… Czytaj dalej

Porto – część druga i ostatnia

Pamiętacie, gdzie skończyliśmy opowieść z Porto? Po trzech dniach intensywnego spacerowania pogoda zdecydowała za nas. Zaczęło padać, nie było więc innego wyjścia, jak tylko zwolnić tempo. 

Postanowiliśmy wykorzystać chłodniejszy okres na kulinarne odkrycia. Zaczęliśmy od polecanego w wielu offowych przewodnikach lokalnego baru z kanapkami, Casa Guedes. Po odstaniu swojego w kolejce, dostaje się tam do jednej ręki bułę ze świeżo odkrojonym plastrem szynki i rozpływającym się serem, do drugiej kieliszek sangrii. Można usiąść przy którymś z chybotliwych stoliczków i odpłynąć w kulinarny zachwyt. Czytaj dalej