Porto – część druga i ostatnia

Pamiętacie, gdzie skończyliśmy opowieść z Porto? Po trzech dniach intensywnego spacerowania pogoda zdecydowała za nas. Zaczęło padać, nie było więc innego wyjścia, jak tylko zwolnić tempo. 

Postanowiliśmy wykorzystać chłodniejszy okres na kulinarne odkrycia. Zaczęliśmy od polecanego w wielu offowych przewodnikach lokalnego baru z kanapkami, Casa Guedes. Po odstaniu swojego w kolejce, dostaje się tam do jednej ręki bułę ze świeżo odkrojonym plastrem szynki i rozpływającym się serem, do drugiej kieliszek sangrii. Można usiąść przy którymś z chybotliwych stoliczków i odpłynąć w kulinarny zachwyt.

porto-co-zobaczyć

Mimo niepogody, nie odpuszczaliśmy spacerów po mieście i wszędzie chodziliśmy pieszo. Szkoda byłoby przegapić te wszystkie piękne zaułki i niespodziewane odkrycia, to mój ulubiony aspekt zwiedzania.

porto-co-zobaczyć-23

porto-co-zobaczyć-8

porto-co-zobaczyć-1

Pokonaliśmy też setki schodów. Poszczególne poziomy Porto łączy system ukrytych ulic-klatek schodowych. Naprawdę warto je zobaczyć, nie wytłumaczę Wam, jak do nich dojść, bo znajdywaliśmy je raczej przypadkiem, ale świetnie opisała to Dorota w swoim przewodniku.

porto-co-zobaczyć-22

Kanapka była naprawdę solidna, więc sporo się nachodziliśmy, zanim znów zrobiliśmy się głodni. Tym razem wybór padł na polecaną w równie wielu miejscach cukiernię Leitaria da Quinta do Paco, która słynie z eklerów. Eklery okazały się dość przeciętne, pastel de nata też smakowały nam bardziej w małych, przypadkowych cukierniach, a do tego obsługa była naprawdę koszmarnie niezorganizowana.

porto-co-zobaczyć-20

Zwiedziliśmy też wszystkie obowiązkowe kościoły i inne historyczne budynki. Jedyne zdjęcie, jakie z nich mam, to fotka widoku zrobiona z tarasu. Ile razy zmuszę się do zaliczenia “obowiązkowych historycznych atrakcji”, tyle razy żałuję, że nie przeznaczyłam tego czasu na włóczenie się po mieście. Ale jeśli interesujecie się historią czy dawną architekturą, to Porto ma sporo do zaoferowania.

porto-co-zobaczyć-2

Czas kiepskiej pogody wykorzystaliśmy też na zobaczenie słynnej, starej księgarni Lello. Kupiliśmy bilet (można go potem odjąć od ceny kupionych książek), odstaliśmy swoje w kolejce (pracownicy rozdawali czekającym parasole!) i w końcu mogliśmy przekroczyć próg.

Księgarnia ma ponad stuletnią historię, ale tłumy ciągną do niej nie tylko dlatego, że jest stara i piękna. Rozniosła się wieść, że podobno zainspirowała J.K. Rowling. I faktycznie, można się w niej poczuć jak w Hogwarcie.

Dzikie tłumy trochę odejmują temu miejscu magii, ale zdecydowanie warto je zobaczyć. Można zajrzeć też do sporego sklepu z pamiątkami w kamienicy kilka kroków dalej, po wyjściu z księgarni trzeba skierować się w lewo – to chyba najpiękniejszy tego typu sklep, jaki widziałam.

porto-co-zobaczyć-21

porto-co-zobaczyć-9

porto-co-zobaczyć-17

porto-co-zobaczyć-3

Któregoś popołudnia, kiedy pogoda się poprawiła, wybraliśmy się na plażę do Miramar, miejscowości leżącej pod Porto, oddalonej o pół godziny jazdy pociągiem. Ma bardzo ładne wybrzeże, choć raczej do podziwiania niż do pływania – rozbijające się o skały ogromne fale nie zachęcają do kąpieli. Bardzo malowniczo wygląda też wybudowana na skale kapliczka, idealna na ślub i wesele prosto z Pinteresta.

porto-co-zobaczyć-5

Któregoś z pierwszych wieczorów wybraliśmy się do wyszukanej gdzieś na blogach, tajnej restauracji Camafeu. Tajnej, bo nie ma najmniejszych szans na trafienie tam przypadkiem. Znajduje się na piętrze, nie ma też właściwie żadnego szyldu. Musimy wiedzieć, że istnieje i wiedzieć, gdzie jej szukać.

Ucieszyliśmy się, bo większość stolików była pusta, uprzejmy pan kelner odesłał nas jednak z kwitkiem. Wszystko zarezerwowane. Na szczęście mieliśmy jeszcze kilka dni, więc zrobiliśmy rezerwację na któryś z kolejnych wieczorów (kolejnego dnia i jeszcze następnego też wszystko było zajęte!).

Co najciekawsze, kiedy już jedliśmy naszą (doskonałą!) kolację, mnóstwo chętnych zostało podobnie jak my wcześniej odprawionych, mimo że większość stolików była pusta i pozostała pusta, dopóki nie wyszliśmy dobre dwie godziny później. Stoliki osób, które skończyły jeść, nie były ponownie nakrywane. Zastanawiam się, czy portugalski obyczaj zakłada, że rezerwacja przysługuje na cały wieczór?

porto-co-zobaczyć-10

Miejsce jest niezwykłe. Nie chodzi tylko o świetne jedzenie, ale też o poczucie, że siedzimy w salonie portugalskiej babci, która dba o to, żeby nikt nie wyszedł głodny.

Do tego mieliśmy najbardziej romantyczne miejsce, tuż przy wielkim oknie, wychodzącym na zalany ostatnimi promieniami słońca plac. Absolutnie fantastyczne doświadczenie!

porto-co-zobaczyć-6

porto-co-zobaczyć-16

Ostatnie dni upłynęły nam na kolejnych spacerach, czytaniu w parkach, a nawet kąpieli w basenie – na ostatnią noc, musieliśmy przenieść się do innego hotelu, bo pomyliłam daty, i skwapliwie skorzystaliśmy z możliwości pluskania się na dachu.

Później wsiedliśmy w pociąg i pojechaliśmy do Costa Nova, małej, malowniczej wioski nad oceanem, gdzie włączyłam tryb 100% wakacji i nie robiłam już zdjęć. A przynajmniej nie aparatem, na Instagramie jest ich całkiem sporo.

porto-co-zobaczyć-19

porto-co-zobaczyć-12

porto-co-zobaczyć-25

portoporto

porto-co-zobaczyć-24

 


Jeśli zastanawiacie się nad ciekawym miejscem na kolejny wyjazd, koniecznie wciągnijcie Porto na listę. Jest naprawdę niezwykłe i zupełnie inne od europejskich miast, które widziałam do tej pory. Jedzenie jest pyszne, widoki spektakularne, a ceny rozsądne. Wysyłam tam wszystkich znajomych, a sama zastanawiam się, kiedy wrócić do Portugalii – tym razem bardzo chciałabym zobaczyć Lizbonę.

 

 

 

 

 

24 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. Hania Ananas

    Gdy patrzę na Twoje zdjęcia, to faktycznie Porto nie przypomina mi żadnego innego europejskiego miasta. Nie to, żebym ich bardzo dużo widziała, bo więcej jest miast, które mam dopiero zamiar odwiedzić, ale nawet po fotografiach widać, że jest w Porto coś wyjątkowego. Do tej pory nie rozważałam Portugalii na cel moich wycieczek, głównie dlatego, że wydaje się być taaak daleko, a przecież w sumie samolotem co to za różnica – lot 2 czy 3 godzinny :) Bardzo przyjemnie czytało i oglądało się Twoje wspomnienia z podróży, od razu zatęskniłam za wycieczkami. Ja ostatnio odwiedzałam Cinque Terre we Włoszech (w maju) i Twój tekst przywołał właśnie te wspomnienia. Pora zacząć planować następne wojaże…

    Pozdrowienia z Gdańska spowitego mleczną mgłą :)

  2. Ania

    Kurczę, szkoda, że się tak boję latać i przynosi to ogromny stres, bo tak to myślę, że już bym się pakowała :) Bardzo piękna relacja i wyjazd, trzeba zebrać odwagę :)

  3. Dorota

    Super sie czyta Twoje relacje z podrozy Asiu !My z mezem tez duzo chodzimy zwiedzajac i odkrywajac niestandardowe miejsca w czasie urlopu.Twoj wpis o Islandii bardzo nam sie przydal.

  4. Marta

    Czekałam na ten wpis i podsumowanie wyjazdu zeby skonfrontować wrazenia. Ja długo marzyłam o wakacjach w Portugalii i niestety chyba trochę się zawiodłam… Pierwszych 5 dni spędziłam w Lizbonie po czym polecieliśmy do Porto na kolejne trzy. Lizbona ma swój urok, ale Porto zrobiło na mnie o niebo lepsze wrażenie. Ładniejsza architektura. Czystsze miasto. Z większa ilością zieleni (w porto było naprawdę sporo ładnych parków, w Lizbonie o to mega cieżko). Oczywiście widoki w Portugalii piękne. Ocean, plaże, architektura. Natomiast ja na jedzenie trafiałam naprawdę średnie. I w porto u w Lizbonie. Moze to kwestia miejsc? Cieżko powiedzieć, ale z tego co wiem Portugalczycy nie odznaczają sie też jakimś nad wyraz super gustem kulinarnym. Podsumowując ja sie zawiodłam, a moze to kwestia oczekiwań i wakacji na Teneryfie, ktore były rewelacyjne? Miałam ogromny dystans do tych wysp, ale juz wiem ze tam wrócę. Chyba bardziej pasuje mi jednak hiszpański klimat. ;-)

  5. Asia | Stacja Styl

    Ale narobiłaś mi ochoty na Portugalię! Jeszcze większej, niż miałam do tej pory. Namawiam znajomych na ten kierunek już od kilku sezonów, ale chyba dlatego, że nie jest zbyt popularny, nikt nie podziela mojego entuzjazmu. Muszę im pokazać Twoją fotorelację. Ta księgarnia, ukryta knajpka, wąskie uliczki – cudo!

  6. madeleine d84

    Z wielką przyjemnością przeczytałam i obejrzałam Twoją relację z podróży do Porto :) Miasto jest bardzo malownicze i ma specyficzny klimat, który urzekł i mnie podczas kwietniowej wizyty. Jeżeli chodzi o Lizbonę, to jest zupełnie inna, dużo bardziej “wielkomiejska”, ale na pewno warta odwiedzenia :) Pozdrawiam serdecznie ze wschodniej Francji!

  7. Wiola

    Kiedyś mieszkałam godzinę od Porto, a co niedziela jeździłam do Costa Nova. W ogóle to już trzeci blog w tym roku, na którym widzę Costa Nova, co to tak wszyscy tam jeżdżą? ;)

  8. Natalia

    Tak czekałam na drugi post o Porto! A złożyło się, że byłam w Porto pomiędzy Twoimi dwoma postami. Fajnie obejrzeć te same miejsca z perspektywy kogoś innego :) Mi akurat w Leitarii eklerki bardzo smakowały. Odwiedziliśmy dużo miejsc polecanych przez Olę Bogusławską, szczególnie Palato w Matosinhos skradło moje serce! W ogóle całe Matosinhos jest super! Też jestemttotalnie oczarowana Porto, można się zgubić i chodzić, chodzić i odkrywać i jeszcze odkrywać te wspaniałości! Na zawsze zapamiętam moment w środku nocy po przylocie, dojeżdżamy do centrum, wysiadamy z metra, a tam – ot tak, po prostu Capela das Almas, taka piękna! a my mieszkamy zaraz za rogiem :) Pozdrawiam Cię serdecznie Asiu z Poznania :)

  9. Dorota

    Znowu przywołałas cudne wspomnienia:-) Uwielbiam Portugalię, przede mną jeszcze wyprawa kiedyś do doliny Douro :-)
    Tak, jak ktoś wcześniej napisał, Lizbonę warto odwiedzić (w ogóle chyba nie ma miejsca, które nie jest warte odwiedzenia…), ale po Porto ciężko będzie o podobny zachwyt:-D Jest na pewno bardziej turystyczna, ale trzeba zobaczyć, żeby wyrobić sobie zdanie. W Lizbonie oczywiście obowiązkowo Pasteis de Belem, belemki są przepyszne i podawane jeszcze ciepłe. Mniam! Natomiast w okolicy polecam szczególnie Nazare i Obidos! Piękne, wyjątkowe, klimatyczne. A z oczywistości – Sintrę i Cabo da Roca. Pozdrawiam serdecznie :-)

  10. Madame Malonka

    Krótko i na temat. Zdjęcia mówią swoje. Również najbardziej lubię włóczyć się po mieście. Gdziekolwiek nie jestem, najbardziej lubię chodzić, oglądać i wyłapywać perełki, których przy szybkim oglądaniu się nie zauważa. Wąskie uliczki, specyficzne zdobienia i elementy dekoracyjne tworzą niesamowity klimat :)

  11. Places and Plants

    Wpis jak na zawołanie, bo my właśnie jesteśmy pierwszy dzień w Porto :))) Dziś byliśmy w Matoshinios nad oceanem – było super, a potem spowiła wszystko mleczna mgła i zrobiło się nierealnie i bajkowo! Fale Atlantyku wypływały z bieli… coś niesamowitego… Uwielbiam włòczęgi po starych uliczkach i odkrywanie smaczkòw :) Po powrocie zapraszamy do nas na wpisy o Porto naszym okiem :) Pozdrawiamy!

  12. Zuza

    Ale śmiesznie, na ostatnim zdjęciu jest dom(ten na rogu, w kafelkach), w którym mieszka moja koleżanka i w którym czasami spędzamy czas gotując sobie kolacje :)
    Jestem w Porto na wymianie już od miesiąca, dzisiaj na przykład byłam na gigantycznym pchlim targu, który miał miejsce w ogromnym parkingu w stylu brutalistycznym. Za parę euro kupiłam całą masę autentycznych odbitek fotograficznych z lat 40-60tych, przedstawiających nieznane mi portugalskich ludzi, kobiety, dzieci, koty, ulice.
    Tak poza tym to jest bardzo deszczowo.

  13. REwelka

    Cześć! Porto rzeczywiście jest prze-pię-kne, ale Lizbona to takie zabetonowane (nieco snobistyczne) miejsce – takie bez ducha… Mnie do siebie nie przekonało to miasto, chociaż jest kilka fajnych zakątków ale bez euforii

  14. Olga Komorowska

    Wciągam Porto na listę przyszłych podróży :-). Jaka mega księgarnia!!! Uwielbiam regały pełne książek. W Empiku na Rynku we Wrocławiu przepadłam na długi czas, pomimo, że takiego klimatu nie było jak w ksiegarni w Porto, ale za to był ogrom książek :-)

  15. JoP

    Numer z “ojejkujej, wszystko zarezerwowane” i potem pusta knajpa przez cały wieczór to nie jest portugalska specjalność – podobny numer zdarzył nam się w poznańskim Mielżyńskim. “Wszystko zarezerwowane, ale cudem państwa wciśniemy”, przez cały nasz pobyt (ponad 2 h) obłożenie stolików w knajpie w żadnym momencie nie przekroczyło 1/3.

    Mam dwie teorie: 1. leniwa obsługa, której po prostu nie chce się kombinować i jak ma rezerwację na 18, to nie będzie się spinać, żeby posadzić gości pojawiających się o 16, którzy do tej 18 powinni spokojnie zdążyć; 2. sztuczne podsycanie ekskluzywności – knajpa dla wybranych, wejdziesz jak masz telefon do menedżera, ewentualnie w drodze wyjątku czasem zostaniesz wpuszczony (i powinieneś się poczuć bardzo ekskluzywnie).

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *