Podsumowanie 2018 i plany na 2019

2018 był stresujący. Ciągle działy się jakieś duże rzeczy i nie bardzo miałam czas na złapanie oddechu.

Najpierw miałam na głowie remont, zupełnie sama. Dobrze, że nie wiedziałam, ile stresu to kosztuje, bo chyba bym się nie zdecydowała. U mnie związany był głównie z tym, że cały czas miałam wrażenie, że za chwilę wyląduję pod mostem – za wszelką cenę chciałam uniknąć brania kredytu i pierwszy raz od wielu lat nagle nie miałam oszczędności. No i było do załatwienia mnóstwo administracyjnych spraw, typu zmiana mocy u dostawcy prądu, które wydawały się proste, a okazały się wielotygodniowymi bataliami.

Potem wyszła moja trzecia książka, “W to mi graj!” – to też mnóstwo pracy i mnóstwo emocji.

Potem przeprowadziłam się do nowego mieszkania i odkryłam, że przeprowadzka “od zera”, do mieszkania pełnego poremontowego pyłu, bez karniszy i żarówek, to coś zupełnie innego niż przewiezienie swoich rzeczy do wysprzątanego, wynajmowanego mieszkania.

Potem skończyłam i wypuściłam mój nowy kurs online, Pracuj Sprytniej. Zrobiłam przy tym mnóstwo głupich błędów, od popsucia na własne życzenie strony sprzedażowej, po zamknięcie Facebookowej grupy dla kursantów tak skutecznie, że nikt już nie mógł do niej dołączyć.

W międzyczasie zaczęłam się spotykać z moim chłopakiem, poszłam na terapię, wysłałam psa na terapię, bo okazało się, że mój chłopak też ma psa, którego mój pies z kolei nienawidzi – jak wszystkich innych zwierząt. Nie trwało to długo, bo Bobik, pies Michała, zgubił się po tym jak czmychnął z działki, więc całymi dniami szukaliśmy go po krzakach. Znalazł się po 10 dniach, 30 kilometrów dalej, dzięki adresówce – ktoś po prostu do nas zadzwonił. Nie chcieliśmy mu dokładać stresów, bo był już w bardzo podeszłym wieku, więc porzuciliśmy plany integrowania piesków i Bobik został w rodzinnym domu Michała – z własną sypialnią!

Dołączyłam do kooperatywy spożywczej i przez kilka miesięcy jeździłam do gospodarstwa pani Basi pod Grójcem odbierać jabłka, aronie i najpyszniejsze na świecie orzechy.

Wzięłam udział w kilku warsztatach improwizacji i latem pojechałam do Maradek na obóz impro, na którym uczyłam się pisania skeczy.

Jesienią straciłam dwa rodzinne koty, w tym Pulpa, który był z nami od moich osiemnastych urodzin. Potem odszedł Bobik. A potem moja mama znalazła na drzewie zmarzniętego, głodnego kociaka, którego wzięła do domu. Kot został ochrzczony Zeflikiem i został. Jest śmieszny i coraz grubszy, do tego aportuje lepiej niż którykolwiek z naszych psów.

Podsumowując: całkiem sporo się działo, oczywiście jak na moje bułkowe standardy. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób działa o wiele bardziej intensywnie. Ja nie.

W zeszłym roku pisałam o rytuale osoji i pytaniach, które zadaję sobie pod koniec roku. W tym roku postanowiłam zrobić to samo. Fajnie jest potem popatrzeć na to, jak odpowiedzi zmieniały się z roku na rok.

Parę dni temu nagrałam też film o rytuale osoji, czyli po prostu porządkach, w przestrzeni cyfrowej. W mediach społecznościowych, skrzynce mailowej, telefonie. Możecie zobaczyć go na moim kanale na Youtube, polecam też kliknąć przycisk subskrybcji, bo będę robić więcej filmów i nie zawsze będą się zazębiać z tym, co się dzieje na blogu.

Okej, to jedziemy!


Największa frajda 2018


  • kajaki na Radomce

  • powrót po świętach do swojego mieszkania i nagłe uczucie “o, jak miło być w domu!”. Wcześniej byłam na tyle zestresowana remontem, że właściwie nie miałam takiego momentu stuprocentowej radości z mojej norki.
  • robienie video na YT – uczenie się czegoś nowego i bycie w tym totalnie zieloną sprawia mi wielką radość. Do tego tworzenie video to wyjątkowo satysfakcjonujące zajęcie, bo wymaga sporo wysiłku i przygotowań.
  • wycieczka do Żyrardowa z Agą z The Awwwesomes – w zeszłym roku nie bardzo miałam czas i energię na małe wycieczki, a tak je lubię! W tym roku mam nadzieję odbyć ich dużo więcej.

  • chodzenie po wzgórzach w Grecji z mamą – po raz kolejny przekonałam się, że to nie atrakcje turystyczne, ale łażenie po krzakach jest moim ulubionym sposobem na spędzanie wakacji

  • poranne zajęcia z jogi – cały dzień staje się nagle lepszy
  • masaże – głównie tajskie. Za każdym razem, kiedy wychodzę z masażu, zastanawiam się, dlaczego ja nie robię tego częściej? Teraz zamawiam vouchery na masaże na każde święta i urodziny, a moim planem na ten rok jest przetestowanie masażu Lomi Lomi. Wybieram się też niebawem do Tajlandii (juhu!) i mam zamiar korzystać z masaży ile wlezie.
  • dzień w Krakowie, spędzony na przepytywaniu Magdy Milejskiej w jej pięknym mieszkaniu pachnącym ciastem i dobrą herbatą. Potem poszłyśmy na pyszny obiad. Bardzo dawno nie byłam w Krakowie i miło było wrócić, poza tym to był taki miły, spokojny dzień w środku remontowego szału.

View this post on Instagram

Bardzo się stresowałam wczorajszym dniem. W czwartek pracowałam do późna, w piątek musiałam wstać rano i dojechać z Bielska do Krakowa na wywiad z @mmilejska, a potem jeszcze wrócić do Warszawy. Prawo jazdy mam od lat, ale nie jestem fanką siedzenia za kierownicą przez pół dnia, więc spodziewałam się raczej nerwowego końca tygodnia. 🚗 Zapomniałam o tym zupełnie, kiedy zaparkowałam pod rodzinną kamienicą Magdy i weszłam do jej pięknego mieszkania na poddaszu. Na kuchence grzała się woda na białą herbatę, z piekarnika pachniało chlebem bananowym. Z planowanego godzinnego wywiadu wyszła nam 2,5godzinna rozmowa o projektowaniu wnętrz, o nadmiarze, o sztuce sprawiania sobie małych przyjemności – zobaczycie, będzie ekstra. 🌱 Potem Magda zaprowadziła mnie do @veganic.restaurant, restauracji z pysznym roślinnym jedzeniem, której jeszcze nie było, kiedy mieszkałam w Krakowie. Jadłam pesto i awokado i orzechy i podjadałam Magdzie frytki z batata. ❤ Nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłam w Krakowie. Wczoraj świeciło słońce i przyjemnie było przypominać sobie, którędy chodziłam na zajęcia i znów popodziwiać tajemnicze kamienice. 👬👫👭 A potem wsiadłam w samochód i byłam tak naładowana dobrą energią, że właściwie nawet nie wiem kiedy minęły mi te 4 godziny drogi. Przesłuchałam 2 podcastów Jamesa Altuchera, odkryłam parę nowych piosenek na Spotify. I grałam w taką grę – za każdym razem, kiedy przejeżdżałam przez większe miasto, zastanawiałam się u kogo mogłabym się zatrzymać, gdybym poczuła się bardzo zmęczona. Zawsze ktoś się znalazł. 🐕 Niedługo przed północą dotarłam do domu i wyprzytulałam za wszystkie czasy mojego chłopaka i Chrupka. Mieli chłopacki tydzień i świetnie się przez ten czas dogadywali. A na stole w kuchni czekał na mnie prezent na Dzień Kobiet – trylogia o Szackim, którą próbuję przeczytać od nie pamiętam kiedy i ciągle zapominam i najsłodsze psie magnesy na lodówkę autorstwa @hashtagpsiesucharki. 🌙 Myślałam że położę się do łóżka wyczerpana i zestresowana. A zasypiałam w bąbelkach wdzięczności. Żeby kontynuować dobrą passę, zaczęłam sobotę od dobrego śniadania i zabieram Chrupka na długi spacer:) #loft

A post shared by Joanna Glogaza (@joannaglogaza) on

  • wycieczka nad moją ulubioną rzeczkę Mienię (tu instrukcja dojazdu), ze znajomymi, których uwielbiam. Co prawda skończyło się psią bójką między narwanym Chrupkiem a gigantyczną panią owczarkową mojej przyjaciółki, ale udało się opanować sytuację.

View this post on Instagram

Uwielbiam pytać sparowanych ludzi o to, jak się poznali. Patrzę, jak rozjaśniają im się twarze i rozbłyskują oczy, kiedy mówią o autobusie linii 171 czy portalu randkowym, na którym mieli 98% zgodności. Czasem okazuje się, że nikt ich o to wcześniej nie zapytał. U mnie w rodzinie nikt nie wiedział, jak poznali się moi dziadkowie (na basenie). Dokładnie rok temu rozpakowywałam się w świeżo wynajętej kawalerce na Mokotowie. Wkładałam kubki do szafki i myślałam sobie, że nie ma co, teraz to już na bank skończę jako crazy dog lady z siedmioma pieskami ze schroniska. Kilka tygodni później, szukając gier do nowej książki, zapisałam się na warsztaty impro. I spotkałam chłopaka, który był wolontariuszem w schronisku dla psów (+100 punktów na starcie!), adoptował 15-letniego kundelka (kolejne +200), trenował sztuki walki i… przyszedł na impro pokonać swoją nieśmiałość. Być może mi nie uwierzycie (Michał mi na przykład nie wierzy!), ale nic sobie o tym nie pomyślałam, poza "niesamowite, że po świecie chodzi tylu bufonów przekonanych o własnej wspaniałości, a taki fajny chłopak walczy z nieśmiałością". Byłam przekonana, że ma z 20 lat, no max 23 i w ogóle nie w głowie były mi romanse. Aż przyszedł Blue Monday, najbardziej ponury dzień w roku. Wybrałam się do baru na wieczór impro i okazało się, że nikomu z moich znajomych nie chciało się przyjść. Nikomu, oprócz Michała. I dowiedziałam się że nie ma 20 lat, ani nawet 23. Ma 26, czyli o 3 mniej niż ja. Kiedyś wydawałoby mi się, że to spora różnica. Dzisiaj też mi się tak wydaje, ale to też ciekawe i odświeżające. Okazało się też, że parę tygodni wcześniej zaprosił mnie na randkę, ale zrobił to z takiej przyczajki, że… nawet się nie zorientowałam. Niedługo potem Michał przyszedł poznać Chrupka i właściwie już nigdy nie wyszedł. A ja codziennie czegoś nowego się od niego uczę (od traktowania się z wyrozumiałością po pompki z klaśnięciem) i gratuluję sobie w duchu, że chciało mi się ruszyć tyłek z domu w ten mroźny styczniowy wieczór. To teraz ja chcę wiedzieć – jak poznaliście swoją drugą połówkę? Albo najlepszą przyjaciółkę czy inną wyjątkową osobę? Będę odświeżać komentarze jak szalona! #miłość

A post shared by Joanna Glogaza (@joannaglogaza) on

  • czerwcowy wyjazd z mamą do babci w Bawarii – nie byłam tam już parę lat i wspaniale było zobaczyć miejsca, w których spędzałam każde lato z dziadkami

  • grudniowy z Michałem, moim chłopakiem do babci – tak mi się spodobało w czerwcu, że obiecałam babci, że przyjadę jeszcze raz przed świętami. I też było super, no może z wyjątkiem jednego zamku.

View this post on Instagram

Gdyby ten post był artykułem na Pudelku, miałby tytuł "blogerka lamentuje, bo zamek nie wyglądał jak na Instagramie". Było tak: w każdym przewodniku po Bawarii czytałam, że obowiązkowym punktem jest zamek #neuschwanstein . Mama mi mówiła, że zwiedzaliśmy go jak byłam dzieckiem, ale jakoś nie mogłam sobie przypomnieć. A potem sprawdziłam zdjęcia na Insta i pomyślałam "whaaaaaat, jak to możliwe, że tego nie pamiętam, takie piękne miejsce!". No więc pojechaliśmy. Kupiliśmy bilety. Doszliśmy do zamku. I okazało się, że wygląda jakby został zbudowany w 2011 na potrzeby jakiegoś parku rozrywki. Tak naprawdę powstał dopiero pod koniec XIX w. jako atrapa średniowiecznego zamku i nikt w nim za bardzo nie mieszkał. I da się to odczuć. Potem odczekaliśmy godzinę, żeby w końcu móc w wielkim tłumie wejść do środka i powoli przesuwać się do kolejnych pomieszczeń, które nie do końca wiem jak wyglądały, bo były częściowo w remoncie, no i wpuszczono tyle osób na raz, że nie dało się obrócić. Tour trwał 25 minut, wyjście przez sklep z pamiątkami, a potem przez jeszcze jeden, dla pewności. Bardzo chciałam przespacerować się mostkiem, który widać na zdjęciu, ale akurat był zamknięty. W rzece turystów (i strugach deszczu) pomaszerowaliśmy więc w stronę auta. W momencie największego zgniecenia podczas zwiedzania trochę się rozpłakałam, więc ten pudelkowy tytuł byłby całkiem adekwatny. Żałuję, że nie poszliśmy po prostu na spacer gdzieś w górach, w jakieś zupełnie niepozorne i niepopularne miejsce, bez własnego hasztaga. Wnioski dla siebie na przyszłość: 1. Instagram pokazuje tylko najatrakcyjniejszy wycinek niekoniecznie porywającej całości i łatwo jest sobie zbudować oczekiwania nie do spełnienia. 2. Zapamiętać, że nie cierpię tłumów i zatłoczonych atrakcji turystycznych, z wyjazdu do Peru najmniej podobało mi się Machu Picchu, a najbardziej siedzenie w lesie. #neuschwansteincastle #castle #bawaria #bavaria #bayern #neuschweinstein #marienbrucke #slowlife #germany #wycieczka

A post shared by Joanna Glogaza (@joannaglogaza) on

  • oglądanie Outlandera – to jest dość randomowy punkt, ale pamiętam, że pierwszy weekend po zakończeniu okołoksiążkowych spraw spędziłam oglądając milion odcinków tego serialu. To zdecydowanie kategoria “guilty pleasure”, tak naprawdę to wcale nie jest nawet szczególnie dobry serial, ale nie mogłam się oderwać i bardzo się zrelaksowałam.
  • bullet journal – pod koniec roku zaczęłam prowadzić bullet journal, tylko do prywatnych spraw. Do organizowania projektów w pracy używam Asany, do ważnych wydarzeń typu wizyta u lekarza kalendarza Google i wydawało mi się, że niczego więcej mi nie potrzeba. Ba, zawsze się w duchu podśmiewywałam (nieładnie, wiem!) z youtuberek spędzających długie godziny na przyklejaniu naklejek w swoich drogich dzienniczkach. Co prawda wciąż naklejek nie przyklejam, ale sporo piszę, no i pierwszy raz codziennie pamiętam o łykaniu witaminy B12, do tej pory większość czasu smętnie leżała w szafce.
  • każda gra w Taboo (uwielbiam tę grę) i w ogóle wszystkie gry towarzyskie testowane do książki – jestem przekonana, że w tym roku płakałam więcej razy, niż w jakimkolwiek innym, ale szcześliwie jakaś część tych płaczów była ze śmiechu
  • saying yes to the dress na żywo, czyli poszukiwania sukni ślubnej dla mojej przyjaciółki i przymiarki w miłej atmosferze
  • jeżdżenie na hulajnodze – zapomniałam jej wymienić w poście o najlepiej wydanych pieniądzach w 2018, a zdecydowanie na to zasługuje! Kupiłam najtańszy model z Decathlonu i jestem zachwycona. Jeżdżę wszędzie, do kawiarni, na siłownię, na spotkania i żałuję, że nie wpadłam na to wcześniej
  • spacer po Sadybie z Harel – w jesienny weekend, w połączeniu z pysznym śniadaniem. Było super!

View this post on Instagram

Mniej więcej 7 lat temu zostałam twarzą rajstop 😄 Joanna Horodyńska wypuściła kolekcję z Gattą i przyjechałam do Warszawy, żeby wziąć udział w jakiejś sesji zdjęciowej dla blogerek. Plan był taki: sesja, potem spotkanie z @harelblog, którą uwielbiałam czytać i pociąg z powrotem do Krakowa, gdzie wtedy mieszkałam. Ale jak tylko dotarłam do miejsca sesji, okazało się, że… pomyliłam daty (klasyk!), impreza jest kolejnego dnia. Wkurzona na siebie powlokłam się na spotkanie z @harelblog, a ona w całej swojej życzliwości powiedziała że mnie przekima i nie ma przecież żadnego problemu! Byłyśmy na spacerze z widoczną na zdjęciu Łatką, wtedy jeszcze malutką, zjadłyśmy śniadanie w Charlotte, które było wtedy totalną nowością i szałem, ba, nawet spałam w pokoju ze słynnym kontaktem (kto czytał blogi szafiarskie, ten wie!). Mega miło to wspominam i spotkanie z @harelblog to dla mnie zawsze ogromna radość:) Ach, te Internety! Zdarzyło Wam się dzięki nim nawiązać jakąś fajną relację? Opowiedzcie! #jackrussel #jackrusselterrier #warszawa #sadyba #harel #śniadanie #dziewczyny #slowlife #dejchciwku

A post shared by Joanna Glogaza (@joannaglogaza) on


Z czego jestem dumna?


  • z regularnego chodzenia na jogę
  • z bycia bardziej asertywną, ale i bardziej cierpliwą
  • z tego, że kupiłam i ogarnęłam sama mieszkanie, w którym dobrze się czuję
  • z wielu fajnych zdjęć na Insta
  • z nauki robienia video
  • z giętych krzeseł z fabryki Thoneta, znalezionych na śmietniku (jeden u mnie został, dwa dałam koleżance)
  • z kilku tekstów, które opublikowałam na blogu – te najpopularniejsze wrzuciłam na FB, ale moje ulubione to ten o psich adopcjach, ten o terapii i “zanim powiesz tak”
  • z ugotowania masy zdrowych potraw

Czego chcę robić więcej?


  • więcej przewidywalnych dni, odbywających się według rutyny: wstaję o stałej porze, piszę, idę z psem, jem śniadanie, siadam do pracy, kończę o ludzkiej porze. W takim systemie zdecydowanie działam najlepiej.
  • więcej bywać nad morzem. W ogóle mam takie marzenie żeby przeprowadzić się do Trójmiasta lub pod Trójmiasto – uwielbiam Bałtyk, nad morzem mam mniejszą alergię, no i chętnie przeniosłabym się do miejsca, gdzie jest mniejszy smog – przynajmniej na zimę.
  • więcej miłych rzeczy dla siebie: książek, kina, masaży, wycieczek

Czego mam dosyć?


  • przywiązania do słodyczy
  • stresu związanego z wszelkiego rodzaju premierami
  • porównywania się do innych

Jakich nowych rzeczy chcę spróbować?


  • kettlebells – wydają się bardzo fajnym, minimalistycznym, przynoszącym konkretne efekty sportem. Na razie byłam na jednych zajęciach i przez dwa kolejne dni nie mogłam się ruszać, ale liczę na poprawę!
  • chcę po prostu sobie pobyć, bez wielkich planów podbicia świata – co pewnie będzie oznaczało więcej postów na blogu, filmów, podcastów, zdjęć i tak dalej, bo będę miała więcej czasu na ich tworzenie.

Podsumowując – myślę, że 2019 rok będzie dla mnie rokiem dokręcania śrubek, dopracowywania rzeczy, nad którymi pracowałam przez ostatnie lata, tworzenia przydatnych treści i cieszenia się tym, co mam. Właściwie od 2014 roku przeskakiwałam z jednego dużego projektu w kolejny. To dobry moment, żeby się zatrzymać, dopracować codzienną rutynkę, przekazać stery w niektórych obszarach.

A jak u Was? Jak Wam minął poprzedni rok? Co planujecie na obecny?

38 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. Ewa

    Kurczę, cały poprzedni rok miałam chęć na masaż, ale jakoś nigdy się nie zebrałam (czasowo i finansowo…). Pieniądze za to regularnie wydawałam na fizjoterapeutę, ale coś mi się wydaje, że jedno jest dobrym uzupełnieniem drugiego. Muszę wreszcie w tym roku ogarnąć temat. :)
    PS. Ależ bym chciała mieć Twoje włosy <3

  2. Ola

    Ja miała podobnej jak Ewa. Fizjoterapia była grana, a na masażu nie byłam jeszcze nigdy w życiu! Asiu, możesz polecić jakieś miejsce w Warszawie do re na pierwszy (i kolejny) raz?

    1. Beata

      Mega polecam Akademię Kettlebells na Długiej, wspaniałe miejsce. Nienawidziłam sportu, od lat szukałam jakiejś dyscypliny dla siebie, poszłam tam dwa lata temu i chodzę regularnie do mojej kettlowej grupy od tamtej pory.
      Polecam każdemu zarówno kettle, jak i to miejsce :)

  3. Anna

    To był rok wielkich zmian – z małą córką u boku, z niespodzianką w postaci kolejnej ciąży, a wreszcie z decyzją, żeby zrezygnować z etatu i poświęcić się wyłącznie własnej działalności. W związku z tym mam wrażenie, że czas pędzi jak szalony, z niczym się nie wyrabiam i nad niczym nie panuję. Plan na 2019 brzmi: przetrwać. I też marzę o tym, żeby wprowadzić odrobinę przewidywalności i rutyny. W czym ma pomóc usystematyzowanie pracy z komputerem i używania internetu.

  4. Martyna

    Asiu, ale miałaś fajny rok!
    Zdjęcie z Chrupkiem w kajaku <3 <3
    Ja w tym roku może nie miałam zbyt wielu atrakcyjnych dni, ale i tak uważam, że 2018 był dobry i w jakiś sposób wyjątkowy, zaowocował m.in. zakończeniem związku, który niestety nie miał przyszłości i ta decyzja chyba kosztowała mnie najwięcej. Jestem mega dumna, bo latem własnymi rękoma ogarnęłam remont przedpokoju i łazienki, łącznie z położeniem gładzi na suficie! (Tutoriale na YT są the best!) Jestem wielkim fanem muzyki więc z tego roku zapamiętam szalone koncerty, z czego najfajniejszy był wypad do Łodzi na koncert Depeche Mode, które kocham od zawsze. W 2018 postawiłam na siebie samą, zrezygnowałam z kilku znajomości i odkrylam, że nie ma nic strasznego w spędzaniu czasu samej (a kiedyś bardzo się tego obawialam), miałam czas na usłyszenie siebie, liczne przemyślenia i dziś u progu 2019 jestem gotowa na to, by na nowo budować relacje z ludźmi wokół mnie, ale w nowy sposób. Czekam na kilka koncertów, mam w planach kontynuować życie w nurcie slow life, dużo czerpać ze sztuki i czytać mnóstwo książek! (właśnie kończę pierwszą)
    Ps. Pozdrowienia z Żyrardowa!

  5. Nixon

    Asiu, szczerze przyznam, że mnie nudziły takie zestawienia blogerów pod koniec roku, które czasem były tylko rozpiską artykułów… Ale ty wlasnie tutaj zrobiłaś coś absolutnie ciekawego i fajnie opracowanego! Napisałaś też o własnej perspektywie, osiągnięciach, ale też i porażkach… Zaciekawiły mnie dodatkowe artykuły, których nie czytałam jeszcze i te propozycje (muszę wypróbować te masaże). Super! Rób tak dalej i twórz dalej fajne rzeczy! 😊 Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego najlepszego na nowy rok. :)

  6. Ania M.K.

    Asiu, przeczytałam ten post z ogromną przyjemnością. W ogóle dzięki za tego bloga, cały zeszły rok mi się go miło czytało. Z nowych rzeczy u mnie, też kupiłam mieszkanie na Pradze, zrobiłam remont i jeszcze w tym miesiącu czeka mnie przeprowadzka. Trochę się boje czy spodoba mi się Grochów po Środmiesciu, czy nie będę się czuła obco, ale z drugiej strony jestem też bardzo nowej dzielnicy ciekawa. Niestety nie będę mieszkac w wymarzonej klimatycznej kamienicy tylko zwykłym bloczku 4-pietrowym z wielkiej płyty, ale mam drzewa pod oknem no i udało nam się na 47 metrach wydzielić wymarzone 3 pokoje ( będę mieć swój pokój do pracy w koncu! :)) Remont faktycznie jest super stresujący. Nie robiłam go sama, tylko z mężem i z jednej strony dzięki temu było lżej, ale też przy okazji nagle odkryliśmy w sobie nawzajem mroki Mordoru. Już chyba nigdy nie będziemy na siebie patrzeć tak idealistycznie jak przed remontem :D

  7. Oszczędna Polka

    Dla mnie rok 2018 był rokiem bardzo pozytywnych zmian. W czerwcu wystartowałam ze swoim własnym blogiem finansowym. Dziś, po tych 7 miesiącach blogowania, mogę powiedzieć, że to była dobra decyzja, bo to właśnie dzięki blogowaniu zdobyłam i wciąż zdobywam wiele nowych umiejętności. Czuję, że się rozwijam :)

    Moje plany na 2019 rok: przede wszystkim rozwój blogaska.
    Wiem, że przede mną jeszcze dużo pracy, ale sprawia mi to niesamowitą frajdę, więc praca nad blogiem będzie dla mnie czystą przyjemnością.

    Asiu, korzystając z okazji życzę Ci wspaniałego 2019 roku! :)
    Pozdrawiam:)

  8. Kasia Korneluk

    Rozstałam się z chłopakiem po prawie 9 latach razem, znalazłam nową pracę, zaczęłam uczyć się francuskiego, poznałam kilka fajnych osób… Intensywny rok, zwłaszcza emocjonalnie.

  9. Aga

    Asiu, ja też wybieram się do Tajlandii. Czy już coś zaplanowałaś? Bo odczuwam tak samo – łażenie po krzakach i medytacja w ruchu to dla mnie fajniejsze wakacje niż choćby najmocniej rozreklamowywane atrakcje “must-see”…

    1. Pat

      Hej Aga i Asiu. Właśnie jestem w Tajlandii na Phuket i chętnie podzielę się doświadczeniami lub odpowiem na pytania, o ile będę miała sprawdzona wiedzę.
      Masaże wymiatają! Owoce, jedzenie, ludzie…ach!

  10. Ula

    Joasia, nie myślałam że mogę zapałać do Twoich tekstów jeszcze większą miłością po tekście o terapii i wszystkich świetnych rzeczach, które wygrzebujesz na śmietniku, ale okazuje się, że nie ma rzeczy niemożliwych – przestaję się wstydzić że resetuje głowę oglądając Outlandera zamiast słuchać BBC robiąc interwały xD

  11. Hania Ananas

    U mnie wręcz odwrotnie – nie wiem, jak potoczy się moje życie w następnych latach (już po 2019), ale ten 2019 mam dla siebie i planuję go w pełni poświęcić na pracę i na samorozwój. Więcej czytać, zacząć słuchać podcastów, kierować się swoją intuicją i niepohamowaną kreatywnością, rozwinąć moje studio fotografii wnętrz, częściej pisać na blogu. Nie to, że tęsknię za stresami w życiu i chcę mieć ich więcej, ale czuję w kościach, że w 2019 uda mi się zrealizować wiele zaległych projektów i planów zawodowoch. Oby udał się to bestresowo ;)

  12. Weronika - Moja inspiratornia

    Świetnie, że w tym roku będziesz mogła zwolnić :). Naprawdę sporo się u ciebie działo, jednak z pożytkiem dla czytelników, bo twoja najnowsza książka jest wspaniała, a każdy opublikowany wpis podobał mi się tak samo bardzo! Ja mam dużo planów, liczę, że 2019 będzie przełomowy, a żeby nie stracić motywacji do realizacji marzeń stworzyłam po raz pierwszy swoją vision board i niebawem też napiszę szczegółowiej o niej na blogu. Dziękuję Ci za to, że jesteś jedną z tych osób, które swoją działalnością w internecie motywują do pozytywnych zmian i życia zgodnie ze swoimi marzeniami! Ściskam!

  13. Marta

    U mnie w tym roku:
    Certyfikat potwierdzający kompetencje zawodowe
    Zmiana pracy
    Miesiąc wakacji pomiędzy jedną a drugą pracą
    Decyzja o zakupie mieszkania właśnie wtedy, kiedy zmieniałam pracę
    Całkiem sporo małych i dużych wycieczek
    Wyciąganie przyjaciółki z doła po zerwaniu z chłopakiem

    Co mnie czeka:
    Urządzenie mieszkania – mam nadzieję, że nie będzie mnie to doprowadzać do płaczu ;)
    Zmiana samochodu, bo moja kochana Corsa, która jeżdżę od 18-go roku życia okazała się trochę “poprawiana” i mimo teoretycznie małego przebiegu, psuje jej się silnik :/
    Dalszy rozwój techniczny w pracy :)
    I tyle wystarczy.

  14. .

    Ja też skończyłam 30tkę i z tej okazji wybrałam się sama do Londynu, zmieniłam pracę, byłam na stażu w Paryżu, odwiedziłam tez Berlin i Reykjavik. Aczkolwiek samotność wszystko to przyćmiewa..

  15. v.

    Asiu, uwielbiam Cię! Zazdroszczę świetnego roku, chętnie bym się z Tobą zamieniła (mój 2018 też był ciekawy, ale jednak Twój wygrywa). Jesteś dla mnie wielką inspiracją “dobrego” życia i podejścia do świata. Fajnie, że będzie Cię więcej w 2019 :)

  16. Gajcolandia

    Ja swój zaliczam do najbardziej udanych a to z okazji narodzin mojej córki :) Popimo wzlotów i upaków mogę powiedzieć , że to najpiękniejszy rok w moim życiu . Pozdrawiam Cię Asiu a w Nowym Roku życzę dużo uniesień i radości .

    Pozdrawiam Marika :)

  17. Namysłowska 3

    Jedna z ważniejszych rzeczy to zmiana pracy. Zaczęłam w sumie „dopiero” 1 stycznia tego roku ale już w grudniu podpisałam umowę. I jestem z tego powodu baaardzo zadowolona, bo to miejsce, które zaplanowałam w swoim CV jako docelowe za jakieś 5 lat.
    Ale najważniejsza „rzecz” dzieje się cały czas od 2009 roku czyli K. – moja druga połowa!

  18. Aleksandra

    Cześć, bardzo podoba mi się Twoje podsumowanie roku, a jeszcze bardziej podoba mi się Twój blog, który śledzę od „czasów krakowskich” w Twoim życiorysie :-) To co niezmiennie zachwyca mnie w treści, która prezentujesz, to działanie zgodne z własna intuicja i wyznawanymi wartościami. Pozdrawiam, Ola

  19. Ania

    Po raz kolejny przekonuję się, że to co najlepiej wspominamy to przeżycia. I że tak niewiele potrzebujemy: robienia rzeczy, które lubimy, bycia z tymi, których kochamy, satysfakcji z naszych działań i więcej codziennych przyjemności. Oby Ci się udało Asiu :) Dobrego roku!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *