Jak urządzić przedpokój i nie wydać przy tym fortuny

“Pierwsze wrażenie robi się tylko raz” – taki slogan mignął mi na reklamie mebli do przedpokoju w którymś ze sklepów. Urządzam mieszkanie raczej po to, by przyjemnie mi się w nim mieszkało, niż by robić wrażenie na kurierach czy dostawcach pizzy, ale przyznam że naprawdę miło wraca się ładnego przedpokoju. Tym bardziej, że w mieszkaniach, w których mieszkałam do tej pory, to pomieszczenie było zwykle potraktowane po macoszemu – bo to w końcu tylko przedpokój. Mój przedpokój nie tylko naprawdę mi się podoba, ale też udało mi się też wycisnąć z niego prawie-tak jakby-niemalże dodatkowy pokój. Zapraszam na wycieczkę!

Taki widok mam po wejściu do mieszkania.

Dla przypomnienia – zobaczcie, jak to wyglądało wcześniej. Więcej zdjęć sprzed remontu znajdziecie w tym poście.

Z kategorii “grubsze zmiany” – pozbyłam się okropnych rur od gazu i w ogóle gazu z domu. Drzwi do łazienki, te które widać na końcu przedpokoju, naprzeciw wejścia, przesunęliśmy o kilka centymetrów w lewo, bardziej na środek. Wcześniej były zamontowane w rogu, więc nie dość że nie można było zamontować ościeżnicy, to jeszcze do łazienki wchodziło się prosto na grzejnik. Magda Milejska z Odwzorowania, która projektowała moje mieszkanie, dorobiła też dodatkowy punkt świetlny bliżej drzwi. Wcześniej w przedpokoju była tylko jedna lampa (czy raczej goła żarówka) i było w nim dość ciemno. Teraz rozświetlają go dwie kule z Ikei (39 zł sztuka!) i jest naprawdę w porządku.

Pan parkieciarz odnowił podłogę, która nabrała szlachetnego, brązowego koloru i nawet niepozorny wzorek w drabinkę zaczął wyglądać ciekawie. Listwy przypodłogowe to najzwyklejsze drewniane ćwierćwałki, pomalowane białą farbą. Panowie z ekipy remontowej doradzali mi pozbycie się dębowego parkietu z przedpokoju na rzecz płytek – bardzo się cieszę, że ich nie posłuchałam! 

Kiedy znałyśmy już kolor podłogi (z olejowaniem nigdy nic nie wiadomo i efekt końcowy to trochę kinder niespodzianka), wybrałyśmy z wzornika idealny odcień burzowego niebieskiego na lamperię, czyli pas koloru do wysokości 120 cm. To kolor NCS 4020 B, z mieszalnika. Panowie od remontu bardzo mnie poganiali, więc zamiast jak zwykle zawracać głowę Śnieżce po prostu podjechałam po farbę do sklepu – byłam zaskoczona, jak sprawnie działa system mieszania farb. Spodziewałam się jakiegoś zamawiania, odbioru za kilka dni, a tu bach, przyjeżdżam, podaję kolor i ilość, za 20 minut farba gotowa do odbioru!

Ekran lubi przekłamywać kolory, więc jeśli zamawiacie kolor z mieszalnika, według numeracji NCSu, postarajcie się zerknąć na żywo na wzornik NCS – ja podejrzałam kolor na wzorniku Magdy, mojej projektantki. Jeśli wybieracie kolor ze stałej oferty Śnieżki, na pomoc przyjdzie Wam Kolor do testowania.

Baza niebieskiej farby to Śnieżka Perfekt, biała farba na pozostałej części ścian i suficie to matowa Śnieżka Prestige White. Obie pozwalają ścianom oddychać, nie kapią przy malowaniu (panowie remontowcy nie mieli żadnych zastrzeżeń, zresztą to oni dobierali typ farby, bazując na swoim doświadczeniu) i łatwo zmywa się z nich zabrudzenia, i na sucho, i na mokro. Śnieżka jest partnerem dzisiejszego wpisu, podobnie jak całej reszty moich remontowych przygód – przyznam się Wam, że ogromnie się z tej długofalowej współpracy ze świetną polską marką cieszę.

Niebieski super się skomponował z kolorem parkietu, więc żeby nie burzyć tego połączenia innymi kolorami (zwłaszcza że w przedpokoju kolorów w postaci kurtek i płaszczy jest zwykle aż nadto), zdecydowałam się za radą Magdy na czarne meble i dodatki oraz parę złotych akcentów, które zresztą powtarzają się w całym mieszkaniu.

Przedpokój jest dość wąski, nie było więc szans na żadną sensowną szafę. Za to idealnie zmieścił się zgrabny, metalowy wieszak z Ikei z półkami na buty. Przy nim znalazło się miejsce na mój ulubiony psi kącik. To wieszak na smycz na kształcie psiego zadka (wspaniale jest nie musieć wieszac ufaflunionej smyczy na wieszaku z jasnym płaszczem!) oraz chrupkowy portrecik, który podarowała mi kilka lat temu Mroux – w końcu doczekał się swojego miejsca na ścianie!

Po drugiej stronie wiszą plastikowe pojemniki z Ikei. Trzymamy w nich buty sportowe, które zwykle są dość utytłane, pasty do butów i tak dalej. Reszta butów, szaliki i czapki mieszkają w szafie w sypialni – na razie to rozwiązanie sprawdza się bardzo dobrze, jak zimą nie zda egzaminu, to będę kombinować.

Tuż obok wisi plakat z mapą, niby ozdoba, a tak naprawdę kryje pod sobą (już nie tak bardzo) tajną skrytkę. To spora wnęka, w której mieszkają korki. Jak kiedyś wejdę w posiadanie mapy wskazującej drogę do skarbu, to też ją tam schowam.

Dalej mamy duże lustro, jedyne w całym domu. Wisi naprzeciwko drzwi do sypialni.

I teraz hit hitów, czyli sekretarzyk, który kupiłam za 300 zł w komisie meblowym Sezam na Mińskiej – polecam Wam zrobić sobie tam wycieczkę, jest tam naprawdę wszystko, a ceny są bardzo w porządku. Jak tylko zaczęłam myśleć o wyposażeniu mieszkania, jako jeden z priorytetów pojawiło się PBPPz3KNK, czyli Porządne Biurko Prawdziwej Pisarki z Trzema Książkami na Koncie. Niestety okazało się, że porządne, odnowione biurko vintage to koszt przynajmniej 2000 zł, a w szale remontu nie w głowie mi były takie fanaberie. Poza tym szybko stało się jasne, że nie bardzo mam na takie biurko miejsce – no chyba, że chcę pracować w salonie, a nie chciałam. Wtedy właśnie wybrałam się na przeszpiegi do komisu i wyszłam z lekko rozklekotanym, za to niezwykle zgrabnym sekretarzykiem. Ciekawa jestem jego historii i tego, ile może mieć lat – jak się domyślacie, dajcie mi proszę znać! Najpierw myślałam o oddaniu go do renowacji, ale potem zaczął mi się podobać z tymi wszystkimi obiciami i rysami, więc na razie dam mu spokój.

Początkowo sekretarzyk miał stanąć w sypialni, ale niemal równowcześnie wpadłyśmy z Magdą na pomysł, żeby postawić go przy wolnej ścianie w przedpokoju. Wbrew pozorom wcale tam nie zawadza, a ja zyskałam przestrzeń do pracy, która nie jest ani w sypialni, ani w salonie, no normalnie biuro jak się patrzy! Najdziwniejsze jest to, że sekretarzyk jest wręcz stworzony do pracy z laptopem – stawiam go na górnej półce, na dole, zgodnie z radami ekspertów od kręgosłupa, mam zewnętrzną klawiaturę, pod nogami roller spełniający rolę podnóżka i jest w sam raz. Lampka dawniej służyła mi jako lampka przy łóżku, ale teraz nie mam stolika nocnego, więc zmieniła rolę na biurkową. Najczęściej korzysta z niej Michał, mój chłopak, który jest fanem bullet journali i co wieczór coś tam sobie notuje w dzienniczku.

Krzesło, które stoi przy sekretarzyku, spełnia dwie funkcje – czasem jest krzesłem do biurka, czasem stoi przy stoliku w kuchni, w zależności od potrzeb (update: teraz przy biurku stoi bardzo podobne krzesło z fabryki Thoneta, które znalazłam na… śmietniku!). Jest naprawdę wygodne i niesamowicie zgrabne, mam takie dwa i żałuję że nie było ich więcej. Krzesła pochodzą z fabryki w Radomsku i przez wiele lat stały w poczekalni gabinetu dentystycznego dziadka Michała w Kozienicach. Ja dostałam je w prezencie od rodziców Michała w środku remontowego kryzysu i sprawiły mi ogromną radość. Postawiły też krzesłową poprzeczkę na tyle wysoko, że nie mogę teraz znaleźć równie ładnych krzeseł do salonu, a przydałyby mi się jeszcze przynajmniej ze dwa.

Na koniec drzwi i klamki o które często mnie pytacie. Drzwi są marki Dre, to model Nestor. Klamki to Tupai, model 1908 R.


Jak urządzić przedpokój – kosztorys wyposażenia


I ostatnia rzecz – kiedy remontowałam mieszkanie, bardzo brakowało mi kosztorysów, cen i konkretów. Nie napiszę Wam, jak rozłożyły się koszty robocizny czy projektu, bo były ujęte w kosztach za całe mieszkanie, ale mogę rozpisać koszty wyposażenia.

 

  • Wieszak – Ikea PINNIG, 299 zł
  • Wieszak na psią smycz – Ikea BASTIS, 7,99 zł
  • Chrupkowy portrecik – 0 zł, a jednak bezcenny, prezent od Mroux
  • Pojemniki na buty montowane na ścianie – Ikea TRONES, 129 zł za 3 sztuki
  • Plakat z mapą – 120 zł z przesyłką + 150 zł za oprawę
  • Lustro – Ikea NISSEDAL, 199 zł
  • Lampy (2 sztuki) – 2 x 39 zł, czyli 78 zł
  • Sekretarzyk – 300 zł, komis meblowy Sezam
  • Lampka – kupowałam ją dawno temu w TK Maxx, kosztowała chyba koło 60 zł
  • Krzesło – 0 zł, vintage, dostałam w prezencie
  • Roślina (no właśnie, jaka? kto wie?) + doniczka – Plantarium, około 30 zł

RAZEM = 1372,99


Uf, nie wiedziałam, że o przedpokoju można się tyle nagadać! Dajcie znać jak Wam się podoba, jakie Wy macie u siebie przedpokojowe rozwiązania i szykujcie się na kolejne odsłony mieszkaniowych wpisów.

PS Z tematów wnętrzarskich – wczoraj opublikowałam na YT filmik, w którym wykorzystuję resztkę farby i odmieniam szafkę z Ikei. Zobaczycie go tutaj:

Co jest trudnego w byciu blogerem? 7 problemów, z którymi borykają się twórcy

Często słyszę, że ktoś chciałby założyć bloga, ale obawia się, że nie podoła z regularnością, albo nie będzie miał wystarczająco dużo pomysłów, albo nie umie dobrze pisać, albo boi się, że nie uda mu się zgromadzić grona czytelników, albo nie zna się na technicznej stronie blogowania. To wszystko oczywiście wyzwania, ale dla mnie najtrudniejsze w blogowaniu są zupełnie inne aspekty – takie, o których nie mówi się zbyt często. I dlatego ja Wam o nich dziś opowiem.

Czytaj dalej

Założyłam kanał na Youtube

Hej! Mam takie tajne hobby. Nagrywam filmiki z zamysłem wrzucenia ich na Youtube i… wcale ich potem nie publikuję, bo ciągle coś mi przeszkadza. Ale dziś w końcu zebrałam się do kupy i opublikowałam kilka pierwszych filmów – możecie je zobaczyć tutaj. Od razu zachęcę Was do subskrypcji kanału, bo filmów na pewno będzie więcej, a pewnie nie wszystkie będą lądować na blogu.

Już parę dobrych lat temu pomyślałam sobie, że fajnie byłoby pokazać swoje treści w innej formie i że wiele rzeczy łatwiej jest pokazać na video. Tym bardziej, że Youtube był wtedy świątynią konsumpcji, królowały relacje z wielkich zakupów czy wycieczki po garderobach i toaletkach z takim zapasem kosmetyków, jakich jeden człowiek nie ma szans zużyć do końca życia. Wydaje mi się, że teraz nieco się to zmieniło – i bardzo dobrze! Czytaj dalej

Pytania i odpowiedzi dotyczące “W to mi graj!” – to już ostatni moment na zakup książki bez kosztów wysyłki!

Hej! To ostatni moment na zakup mojej nowej książki „W to mi graj! 97 gier, dzięki którym wygrasz w życie towarzyskie” bez kosztów wysyłki i z moim podpisem – można to zrobić tylko do 9.06, czyli do soboty! Pomyślałam, że to idealny moment, żeby odpowiedzieć Wam na najczęściej pojawiające się pytania.

Dlaczego właściwie napisałam tę książkę?

Wersja TLDR: bo uwielbiam gry towarzyskie, uważam że są zdecydowanie za mało doceniane i zepchnięte do lamusa, a dają nam przecież tyle dobrego! Dają nam przestrzeń, jakiej rzadko kiedy doświadczamy jako dorośli ludzie – zabawy w gronie innych osób, bez oceny, za to z mnóstwem śmiechu. Grając w gry, jesteśmy tu i teraz z drugim człowiekiem – to nie zdarza się dziś tak często. Ja po wieczorze gier zawsze czuję się odstresowana, zresetowana i jak po miłym masażu mózgu. I bardzo bym chciała, żeby czuło się tak więcej osób. Czytaj dalej