Kit, który sami sobie wciskamy + darmowa wysyłka „Wychodząc z mody”

Widziałam się niedawno z koleżanką, Anią. Jadłyśmy babkę cytrynową i rozmawiałyśmy o greenwashingu. O tym dlaczego tak rośnie w siłę i jest wszędzie – od tetrapaków udających tekturę w spożywczaku po “ratujące planetę” spodnie z recyklingowanego poliestru. Nie powinno tak być. Klienci nie muszą znać się na milionie aspektów ekologii i nie powinni być robieni przez producentów w balona na każdym kroku. Potrzebujemy lepszych regulacji, żeby takie produkty w ogóle nie powstawały.

Ale jest też druga strona medalu. Greenwashing jest tak popularny, bo działa. A działa, bo jest nam z nim wygodnie. 

Możemy robić dokładnie to samo, co wcześniej i czuć się przez kogoś rozgrzeszeni. Niby kupiliśmy trzy sukienki, które skończą nienoszone w szafie, ale przecież z odpowiedzialnej, polskiej marki! Więc to w sumie dobry uczynek! Czytaj dalej

Wałek dekoracyjny – jak malować + wystrój mojej mini sypialni.

Hej! Dzisiaj chciałam Wam pokazać jeden z moich ulubionych wnętrzarskich tricków, czyli zastąpienie tapety znacznie tańszym malowaniem z użyciem wałka dekoracyjnego. Partnerem wpisu jest marka Magnat. To właśnie ich farb z linii Ceramic użyłam do ozdobienia ścian, podobnie jak we wszystkich poprzednich remontach – sprawdzają się i zawsze chętnie do nich wracam.

Pomysł podsunęła mi moja koleżanka Aga, a ona z kolei podpatrzyła go w krakowskim bistro Ranny Ptaszek. Potem przypomniało mi się, że pasek takiego dekoru był też kiedyś pod sufitem w mieszkaniu mojej babci – w PRLu było to bardzo popularne rozwiązanie.

Pierwotnie na ściany sypialni planowałam położyć tapetę, ale pan majster zasugerował że na dość cienkiej północnej ścianie mogą być z nią problemy, potem okazało się że to jednak inna ściana i tapeta da radę, ale zapaliłam się już do pomysłu z wałkiem i machina ruszyła. Czytaj dalej

Beżowa łazienka na farmie

Chciałam zacząć ten wpis zaproszeniem do obejrzenia mojej łazienki po remoncie i zdałam sobie sprawę, że to nawet nie był remont – tej łazienki w ogóle nie było! Kiedy kupiłam farmę, miała ubikację za zasłonką…w kuchni, a tuż obok stała wolnostojąca wanna. W sumie dokładnie w tym samym miejscu, w którym stoi moja wanna w sypialni. 

Ale zanim przejdziemy do zawiłych kwestii układu, chciałam Wam jeszcze dać znać, że partnerem wpisu jest marka Magnat, z którą niejedno już pomalowałam – współpraca z nimi to sama przyjemność, podobnie jak malowanie ich farbami. Jedziemy! Czytaj dalej

Metamorfoza kuchni w kolorze Bałtyku

Dziś zapraszam na herbatkę na farmę – metamorfoza kuchni gotowa! Partnerem posta jest IKEA – marka, której fanką jestem od lat.  

Jak śledzicie mój remont na Insta (wszystkie remontowe stories poprzypinałam) to pewnie kojarzycie, że trochę namieszałam w układzie mieszkania. Poprzednia kuchnia była co prawda duża, ale bardzo nieustawna – kwadrat z nisko osadzonym oknem albo drzwiami na środku każdej z czterech ścian. Połączyłam więc ze sobą dawną kuchnię i salon, a meble kuchenne zdecydowałam się umieścić na długiej ścianie w głębi pokoju.  Czytaj dalej

Czy warto było się wyprowadzić na farmę na Żuławach?

Parę miesięcy temu postanowiłam rzucić to wszystko i wyjechać może nie w Bieszczady, ale na względnie rymujące się z Bieszczadami Żuławy. A konkretnie to chciałam mieszkać blisko morza, ale nie uśmiechało mi się wydawanie astronomicznych sum na trójmiejskim rynku nieruchomości – a jednak wciąż chciałam być blisko wspaniałego Gdańska i Gdyni.

I tak po przebudzeniu nie widzę już jamnika sąsiada na grochowskim skwerku, tylko bociana dziobiącego trawnik w moim ogródku. Cały proces poszedł bardzo sprawnie. Znalazłam niezwykłe miejsce, na widok którego wiele osób popukałoby się w czoło, ale do moich potrzeb jest idealne. To mieszkanie stanowiące połowę dawnej farmy – została zbudowana w 1941 roku dla niemieckiego hodowcy koni, a w PRL-u podzielona na mieszkania. Dość szybko zdecydowałam się na zakup (choć zaliczyłam też dodatkową wizytę ze specjalistą, by mieć spokojną głowę i upewnić się, że nic mi się nie zawali na głowę), jakimś cudem udało mi się też znaleźć wspaniałą ekipę remontową z terminem na już, bo akurat ktoś im wypadł z grafiku, przyblokowany za granicą przez pandemię. Trzy miesiące od wbicia pierwszego łomu w starą posadzkę jestem już rozpakowana, zadomowiona i jem owsiankę w ogrodzie, przy jasnym stole z desek, który zrobił własnoręcznie poprzedni właściciel. Czytaj dalej