O planach i zmianach jak kanapka z tuńczykiem

Dokładnie dwa lata temu wyskoczyłam z pomalowanej na niebiesko i żółto łódeczki do błękitnego oceanu, spory kawałek od brzegu. Podwinęłam szorty, ale na nic mi to było, bo woda i tak sięgała mi do bioder. Na plecach miałam plecak z kilkoma t-shirtami, letnią sukienką i laptopem, w rękach buty. Tak zaczęło się moje tajskie workation (od słów work _ vacation) – razem z kilkoma koleżankami zapakowałam swoje bardzo mobilne biuro (czyli wspomnianego już laptopa) i ruszyłam na parę tygodni na rajskie wyspy, by zamienić burą zimę na ciepły piasek, parujący ryż i pachnące ziołami masaże.

Dzisiaj wydaje mi się, że to jakieś inne życie, inna rzeczywistość. A myślałam o tym niedawno nie tylko dlatego, że tęsknię za wyjazdami czy zwykłym wypiciem herbaty w kawiarni, ale też w kontekście kanapki z tuńczykiem jako metafory zmian.

Yyy, co? Czytaj dalej

Jak mi się mieszka nad morzem?

Od miesiąca mieszkam nad morzem. I to dosłownie – na sopocką plażę mam dwie minuty.

A stało się to tak: mój rok miał wyglądać zupełnie inaczej. Jak pewnie wszystkich zresztą, ale u mnie do zawirowań ogólnoświatowych doszły jeszcze te osobiste. Jedno się nie zmieniło – od jakiegoś czasu miałam poczucie, że mimo że Warszawę bardzo lubię, to mieszkam w niej już długo i chciałabym przenieść się gdzie indziej.

Myślałam o Azji, ale z oczywistych względów nie wyszło. Mam też psa i nie chciałabym go zostawiać moim rodzicom na bardzo długo. Po głowie zaczął mi więc chodzić Berlin. Ale potem ktoś napisał mi na Instagramie komentarz, że nie mam w jakiejś eko kwestii racji i żebym się doedukowała – i że w nowym numerze Pisma jest na ten temat artykuł. Poszłam więc do kiosku po Pismo, którego nigdy wcześniej nie czytałam, i odkryłam że organizują nad morzem rezydencję artystyczną dla pisarzy. Czyli opłacają wybranej osobie miesięczny pobyt w Sopocie, żeby mogła w spokoju tworzyć.

Wysłałam od razu zgłoszenie, a potem… doszłam do wniosku, że co ja będę czekać na wyniki, przecież sama mogę sobie zrobić rezydencję artystyczną. Tym bardziej, że chciałam wyjechać na dużo dłużej niż miesiąc.

Pomysł z morzem mi się spodobał, więc się spakowałam, wynajęłam swoje warszawskie mieszkanie i znalazłam mieszkanko na poddaszu w 200-letniej rybackiej chacie nieopodal sopockiej plaży. Czytaj dalej

Czy stać Cię (tylko) na konsumpcję?

Byłam wczoraj u Karoliny Sobańskiej nagrywać podcast. Kiedy wracałam na rowerze (na rowerze się najlepiej myśli), przypomniałam sobie, że podzieliłam się różnymi sztuczkami na to, jak kupować mniej i trickami w stylu listy przyjemności, które nie są zakupami, ale nie powiedziałam najważniejszego.

Stać nas na więcej, niż na życie w konsumpcyjnym kołowrotku. I zasługujemy na bycie kimś więcej niż tylko konsumentami.

Jestem bardzo wdzięczna losowi, że załapałam się jeszcze na dzieciństwo offline. I nie napisałam tego zdania po to, żeby zgrabnie przejść od niego do standardowej tyrady “ach ta dzisiejsza młodzież, tylko na Instagramie siedzi”. Nie mamy prawa na “dzisiejszą młodzież” narzekać, bo sami im taką rzeczywistość zgotowaliśmy. Z obsesją na punkcie marek i standardami piękna wystrzelonymi w kosmos. Dlaczego im to robimy? Myślę, że każdy z nas zna odpowiedź. Jak mówi znany cytat, gdyby jutro rano wszystkie kobiety obudziły się pełne miłości i akceptacji dla swojego ciała, zbankrutowałyby nie tyle konkretne firmy, co całe branże. Czytaj dalej

13 mniej więcej darmowych sposobów, dzięki którym mam najlepszą cerę w życiu

zdjęcie po lewej jest z czerwca zeszłego roku, zdjęcie po prawej – aktualne. Nie mam jakiejś szczególnie problematycznej cery, bardziej kategoria “niby spoko, ale zawsze coś”. Teraz nie tylko nie muszę walczyć z ciągłymi niespodziankami, ale też skóra jest bardziej sprężysta, lepiej nawilżona, ma mniej przebarwień i nie świeci się tak w ciągu dnia.

Nie od dziś wiadomo, że przemysł kosmetyczny żeruje na niskim poczuciu wartości kobiet. Mężczyzn zresztą też, choć może na mniejsza skalę. Wytyka nam wyimaginowane problemy, żeby zaraz później podsunąć rozwiązanie. Oczywiście odpowiednio wycenione.

Tymczasem jeśli coś faktycznie nam przeszkadza, często mamy cały szereg darmowych środków, które mogą pomóc. Ale jakoś łatwiej nam dodać ten jeden, jedyny, cudowny krem do koszyka niż zastanowić się, czy nie skuteczniej byłoby zmienić coś w naszych nawykach. Życie uczy, że to w nich leży klucz do sukcesu, nie w magicznych kremach, zabiegach ujędrniających czy sokowych detoksach.

Na kwarantannie wciągnął mnie twarzing i włosing, czyli świadoma pielęgnacja skóry i włosów. Wcześniej niby coś tam wiedziałam, ale działałam trochę z przypadku. Nagromadziłam trochę dobrych nawyków, ale dopiero poskładanie ich wszystkich do kupy dało mi cerę, jakiej nigdy w życiu u siebie nie widziałam.  Czytaj dalej

Spraw, by centrum Twojego świata
nie było handlowe

Powyższy cytat użyczyłam od Loesje. Otwiera moja książkę. Od razu mi się spodobał, ale im dłużej siedzę w temacie slow fashion, tym częściej o tym myślę. Śledzę afery związane z markami modowymi, czytam Wasze maile, zwracam uwagę na to, jakie myśli mnie czasem przychodzą do głowy. I mam jedną refleksję, którą chciałabym się podzielić, ale zanim to zrobię, mały wstęp, żebyście mnie źle nie zrozumieli. Czytaj dalej