Archiwa tagu: slow life

Cena wygody

Dwa lata temu kupiłam sobie samochód. Wcześniej jeździłam dwudziestoletnim garbusem, który ciągle się psuł i dużo palił. Któregoś dnia postanowił po prostu nie odpalać, więc stwierdziłam że najwyższy czas na zmianę. Tym bardziej, że akurat tego miesiąca miałam w firmie dużą kumulację przychodów i to był dobry moment na zakup. Spory koszt zmniejszyłby kwotę, od której musiałam zapłacić podatek.

Wzięłam kartkę, ołówek i porównałam różne możliwości – zakup używanego samochodu, zakup nowego, wzięcie nowego w leasing. Ta ostatnia opcja okazała się najbardziej korzystna, z księgowych powodów, którymi nie będę Was teraz zanudzać. Leasing to taki trochę kredyt hipoteczny dla samochodów. Część kwoty płacimy gotówką, a resztą bank rozkłada nam na raty. Po spłaceniu wszystkich rat, w moim przypadku po pięciu latach, samochód jest nasz. Możemy go sprzedać albo po prostu jeździć nim dalej – i to właśnie był mój plan. Wybrałam model, który słynie z niezawodności, z założeniem, że będę nim jeździć do końca świata i o jeden dzień dłużej. Czytaj dalej

Co daje terapia? I dlaczego się nie wstydzę, że na nią chodzę?

Jakiś czas temu spotkałam się z dawno niewidzianym kolegą. W przypadkowym zdaniu powiedziałam “a moja pani terapeutka mówi, że…” i wtedy zapadła cisza. Po chwili usłyszałam “Asia, tak dawno się nie widzieliśmy, bądź ostrożniejsza, skąd wiesz, że ja tego komuś nie rozgadam? To znaczy ja nie, ale ktoś inny mógłby!”.

I wtedy pomyślałam sobie, że jednak wiele osób wciąż postrzega psychoterapię jakoś coś wstydliwego.

Coś dla ludzi z problemami. Ludzi, z którymi jest coś nie tak.

Dla słabiaków, którzy nie radzą sobie sami.  

Od czasu do czasu wspomnę gdzieś na blogu czy Instagramie, że chodziłam i chodzę na terapię i za każdym razem dostaję od Was wtedy wiadomości w tonie “super, że o tym piszesz, ja też chodzę i wstydzę się powiedzieć znajomym, a  moja rodzina myśli że jestem dziwna”.

Myślę, że najwyższa pora odczarować terapię. Czytaj dalej

Jak poznawać nowych ludzi w dorosłym życiu?

W lipcu miałam urodziny. Postanowiłam urządzić przyjęcie w moim, pachnącym jeszcze wtedy farbą, mieszkaniu. Szybko okazało się, że mój salon nie jest taki duży, jak mi się wydawało i gdyby przyszła jeszcze jedna osoba, to musiałaby stać na korytarzu. I że zbieranie krzeseł po śmietnikach to jednak przydatne hobby – można szybko wyskoczyć do piwnicy i zażegnać kryzys związany z miejscami siedzącymi. Niektóre śmietnikowe krzesła się zresztą moim gościom spodobały i wrócili z nimi do domu.

Kiedy wszyscy goście już przyszli, jedna z moich koleżanek, Arlena, powiedziała że jest ciekawa, gdzie poznałam resztę ludzi – bo rzeczywiście wiele osób wcześniej się nie znało. Zaczęłam więc po kolei opowiadać.

Że Michała poznałam na warsztatach impro, byliśmy razem w grupie dla zupełnie początkujących. A drugiego Michała na studiach podyplomowych z prognozowania trendów.

Że Aga była moją sąsiadką na Mokotowie, a doszłyśmy do tego dzięki Instagramowi (szczegóły w filmie poniżej!). A Marysia napisała mi maila, że adoptowała psa ze schroniska zainspirowana Chrupkiem i umówiłyśmy się na psią randkę. Czytaj dalej

Moda na zero waste – fajne czy naciągane?

Nie ma tygodnia, żebym nie dostała maila o warsztatach, kolekcji czy targach w duchu świadomej konsumpcji. Zero waste, ruch dążący do minimalizowania produkowanych przez nas śmieci, atakuje z okładki każdej gazety. Czy to dobrze? A może to nadmuchana bańka, która zaraz pęknie, chwilowy trend, który przeminie, a my jak głupi zostaniemy z tymi bawełnianymi torbami? Najpierw cała polska tańczyła, potem interesowała się modą, potem fitnessem, a teraz jest eko? Nawet jeśli tak jest, to ja za Taco Hemingwayem mówię: bardzo proszę!

To trochę jak z pomocą charytatywną. Jakiś czas temu mignęło mi na Facebooku, jak znana blogerka zbierała krytykę za wrzucenie w social media informacji, że pomogła chorej osobie charytatywnie i zachęca do tego samego. Pewnie się nie spodziewała, że przeczyta, że robi to na pokaz, że się chwali, że lans na bycie dobrą panią. Nie sądzę, żeby to był to ten przypadek, ale nawet jeśli ktoś pomaga na pokaz, to…wciąż pomaga. Osobie, która pomoc otrzymała z pewnością pomogła bardziej, niż krytykujący, którzy nie zrobili nic. Czytaj dalej

O co walczycie?

Tytuł mi wyszedł trochę patetyczny, ale sprawa jest bardzo prosta. Chyba każdy z nas ma coś, na czym mu zależy, a czego inni ludzie często nie są świadomi. I nic dziwnego, mamy codziennie tyle spraw na głowie, że trudno się spodziewać, żebyśmy ogarniali wszystko. Czasem zresztą chętnie byśmy coś zmienili, ale brakuje nam wiedzy.

Opowiem Wam na swoim przykładzie. Zawsze był u mnie w domu jakiś pies (najpierw seter o jakże oryginalnym imieniu Gordon, potem kundelek Kajtek, wreszcie mój ukochany Polar), więc wydawało mi się, że w temacie psów niewiele może mnie zaskoczyć (to chyba zresztą przekonanie wielu osób). Dopóki nie przygarnęłam Chrupka i nie trafiłam na psie blogi, jak Pies do kwadratu czy Biały Jack. Dopiero tam dowiedziałam się, że zaczepianie obcych psów, czyli na przykład “zagadywanie” ich w tramwaju, nie jest wyrazem sympatii, a dość nieodpowiedzialnym zachowaniem. Wcześniej zdarzało mi się próbować nakłonić siedzącego koło mnie psa, żeby przyszedł się poczochrać, teraz już tego nie robię, a przynajmniej nie bez wcześniejszego zapytania właściciela. Czytaj dalej