Cena wygody

Dwa lata temu kupiłam sobie samochód. Wcześniej jeździłam dwudziestoletnim garbusem, który ciągle się psuł i dużo palił. Któregoś dnia postanowił po prostu nie odpalać, więc stwierdziłam że najwyższy czas na zmianę. Tym bardziej, że akurat tego miesiąca miałam w firmie dużą kumulację przychodów i to był dobry moment na zakup. Spory koszt zmniejszyłby kwotę, od której musiałam zapłacić podatek.

Wzięłam kartkę, ołówek i porównałam różne możliwości – zakup używanego samochodu, zakup nowego, wzięcie nowego w leasing. Ta ostatnia opcja okazała się najbardziej korzystna, z księgowych powodów, którymi nie będę Was teraz zanudzać. Leasing to taki trochę kredyt hipoteczny dla samochodów. Część kwoty płacimy gotówką, a resztą bank rozkłada nam na raty. Po spłaceniu wszystkich rat, w moim przypadku po pięciu latach, samochód jest nasz. Możemy go sprzedać albo po prostu jeździć nim dalej – i to właśnie był mój plan. Wybrałam model, który słynie z niezawodności, z założeniem, że będę nim jeździć do końca świata i o jeden dzień dłużej.

Wszystko szło super, aż do zeszłego tygodnia, kiedy pojechałam do warsztatu na pierwszy przegląd. Akurat wróciłam z Grecji, potem pociągiem odbierałam psa od rodziców, więc jadąc do warsztatu uruchomiłam samochód po raz pierwszy od dobrych trzech tygodni. W ogóle jeżdżę nim strasznie mało. Jak tylko mogę, wybieram transport publiczny, sto razy bardziej wolę czytać książkę albo pisać w pociągu, niż nudzić się za kierownicą. Jak jest ciepło, jeżdżę na rowerze. Obstawiam, że zimą uruchamiam samochód raz albo dwa w tygodniu, latem dużo rzadziej.

Ale do brzegu! Zostawiłam samochód w warsztacie i wróciłam do domu. Pieszo – bo jak mogę, to idę na nogach, i to wcale nie tylko dlatego, że już niewiele mi brakuje do kolejnej odznaki w aplikacji do mierzenia kroków. Usiadłam spokojnie na kanapie, zadowolona że mam to z głowy. W załatwianiu tego typu spraw jestem beznadziejna, wszelkie poczty, przeglądy i urzędy wiszą nade mną tygodniami. Mój dobry nastrój trwał do momentu, w którym nie zadzwonił do mnie pan mechanik. Do wymiany skorodowane klocki i tarcze hamulcowe, razem będzie 1700 złotych. Okazało się, że… za rzadko jeżdżę. Rdza nie ma kiedy ścierać się z hamulców i w końcu przeżarła je doszczętnie.

Strasznie mnie to wybiło z równowagi. Nie dość, że kwota kosmiczna i nie po to kupowałam nowy samochód, żeby po dwóch latach płacić miliony za wymianę jakichś części, to jeszcze pan mechanik powiedział że owszem, klocki trzeba wymienić, ale jeśli dalej będę jeździć tak rzadko, to za rok czy dwa czeka mnie to samo. No a przecież nie będę wynajdywać sobie powodów do przejażdżki. Jeżdżę tyle, ile potrzebuję – czyli bardzo mało.

Gdybym miała podejmować decyzję dzisiaj, chyba sprzedałabym stary samochód i w ogóle nie kupowała nowego. Jestem przekonana, że finansowo wyszłoby mi to na dobre. Jeżdżę tak mało, że nawet gdybym miała za każdym razem wozić psa do weterynarza taksówką albo wypożyczać na minuty samochód do przewiezienia mebli z Ikei, byłabym dużo do przodu. Miałabym też mniej zawracania głowy z przeglądami, wymianą opon, myciem i tak dalej. A właśnie, mycie! Okazało się, że z drzew, które rosną na mojej ulicy, kapie mi na dach jakiś sok czy żywica, który wżera się w lakier. Więc wypadałoby, żebym do tego samochodu, którym prawie nie jeżdżę, dokupiła sobie jeszcze garaż za kilkadziesiąt tysięcy. Aaa!

To idealny przykład tego, ile naprawdę kosztują nas nasze zachcianki. Nie tylko pieniądze, które zapłaciliśmy na początku i czas potrzebny na zarobienie tych pieniędzy, ale też wszystkie dodatkowe koszty, czas i zamieszanie związane z ich utrzymaniem.

Jaki wniosek płynie z tego tekstu? Nie mam pojęcia. Więc liczę na to, że Wy mi opowiecie, czy zdarzyło Wam się kiedyś boleśnie odczuć koszty jakiegoś zakupu. W kupie raźniej!

 

113 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. M

    Wlaśnie dlatego razem z moim partnerem nie decydujemy się na zakup samochodu. Mieszkamy w Krakowie, gdzie komunikacja miejska działa bardzo dobrze,a jazda autem po centrum oznacza korki. Jeśli potrzebne nam auto to bierzemy Ubera albo Traficara (auto na minuty). Kiedyś wyposażyliśmy auto na weekend w Bieszczadach. Nie bylo to tanie,wyszlo ok 400zl. Mając swoje pewnie wydalibysmy 100-150 na benzynę. Tylko,że za swoje placi się tak naprawdę dużo wiecej w skali roku. Policzylismy to kiedyś i to sie naprawdę nie opłaca.

        1. Joanna Glogaza Autor wpisu

          Kupił, ale to nie zmienia tego faktu w żaden sposób:) Myślę, że motywacją Michała przy zakupie Mustanga nie było wybranie najbardziej opłacalnej finansowo opcji:)

      1. Adam

        Coś chyba nie macie pojęcia o samochodach, bo takie marki jak BMW czy Volvo mają pakiety serwisowe w cenie zakupu i nie trzeba płacić za przeglądy ani części eksploatacyjne.

        1. Anka

          To się tyczy nowych samochodów z salonu – na gwarancji. W przypadku leasingów trzeba takie koszty ponosić na własną rękę. Dodać jeszcze należy, że są w ofercie leasingi z ograniczeniem ilości km, które można przejechać. Po ich przekroczeniu płaci się dodatkowo sporo pieniędzy.

  2. Michasia

    Hej, my z mężem też nie mamy samochodu. Mamy jedno dziecko, drugie w drodze i na razie planów na zakup auta brak. Ja chodzę pieszo do pracy, wcześniej jeździłam autobusem, gdy moje biuro było nieco dalej, mąż dojeżdża rowerem. Czasem wyjeżdżamy na wakacje lub na weekend, staramy się wtedy pożyczyć samochód od rodziny. Korzystamy też czasem (raczej sporadycznie) z taxi, ubera czy ostatnio bolta. Myślimy o miejskim car-sharingu, gdy już pojawi się drugie dziecko i potrzeba wpinania dwóch fotelików. W Poznaniu, gdzie mieszkamy, a przynajmniej na naszym osiedlu jest problem z parkowaniem. Póki co na razie samochód zupełnie nam się nie kalkuluje :). Twój post jeszcze dodatkowo dał mi do myślenia. Pozdrowienia :) Michasia

  3. Aga

    Może nie wchodzą u mnie w grę aż tak duże sumy, ale chyba mogę podpiąć dwie sytuacje.
    Pierwsza też ma związek z samochodem – kiedy zrobiłam prawo jazdy, dziadek przekazał mi swój samochód. Dziadek naprawdę nie powinien był już jeździć, więc skorzystał z takiego wyjścia, które nie ubodło mocno jego ego ;) W momencie, kiedy go przejęłam, samochód miał 21 lat i nazwałam go pieszczotliwie Kaszlakiem. Nie powiem, przydał się bardzo, bo akurat robiliśmy remont, więc Kaszlak zwiedził wiele parkingów przy sklepach budowlanych i meblowych. No ale po jakimś roku użytkowania, dużo bardziej intensywnego niż za dziadkowych czasów, Kaszlak odmówił posłuszeństwa tak na amen. Szkoda tylko, że najpierw władowaliśmy pieniądze w nowy akumulator, przegląd i różne naprawy 21-letniego samochodu, który i tak rozkraczył się totalnie tuż przed przeprowadzką :/ Teraz nie mamy samochodu w ogóle i brakuje mi go tylko w dwóch sytuacjach – kiedy jedziemy 160km odwiedzić teściów i kiedy dobrze byłoby zrobić większe zakupy.
    Druga sytuacja ma miejsce teraz – kupiłam pakiet 3 kursów za 1700zł, żeby się dokształcić przed założeniem swojej działalności. Na razie mój poziom satysfakcji z zakupu rozkłada się… różnie. Jednego kursu jeszcze nie zaczęłam, drugi zaczęłam i widzę, że będzie bomba, a trzeci, od osoby, która firmuje całe przedsięwzięcie i który miał być najbardziej dla mnie istotny, jest delikatnie mówiąc rozczarowujący. W prezentacjach są błędy wynikające z niedbałości, osoba prowadząca mówi nieskładnie i ma mało charyzmy. Same nagrania i platforma kursu też mogły by być przygotowane lepiej. Teraz myślę, że powinnam była wcześniej poszukać opinii o tym kursie, ale dałam się ponieść świadomości, że nie ma za bardzo konkurencji w tej tematyce. Cóż, mam nadzieję, że pozostałe 2 kursy mi to wynagrodzą.

    Uważam, że nie warto wyrzucać sobie braku pomyślunku. Jeśli się na czymś nie znamy, nie jesteśmy w stanie przewidzieć takich rzeczy, jak rdza i żywica w Twoim przypadku. Za to zdobywamy wiedzę, która ułatwi podejmowanie decyzji w przyszłości :)

    1. Aga

      A opłacalność samochodu w mieście to też kompletnie inny problem. Z partnerem nie decydujemy się na nowe auto właśnie ze względu na to, że sprawiałoby więcej problemów niż dawało korzyści.
      Mieszkamy w centrum Wrocławia = brak miejsca parkingowego (a parkowanie już dość mnie stresuje samo w sobie ;). Dojeżdżanie do pracy autem jest kompletnie bez sensu, bo korki, a przecież mamy tramwaje. Samochodu nie używalibyśmy więc często (wyjazdy poza miasto + zakupy) i kompletnie nie kalkulowałoby się to z kosztami utrzymania.

    2. Joanna Glogaza Autor wpisu

      Kurs – ach! A nie możesz zwrócić? Dziadek jaki sprytny myk zrobił, kochany! Miałam to samo z garbusem – miałam wrażenie, że włożyłam w niego więcej kasy, niż jest wart jako całość.

  4. Joanna eSz

    Może mogłabyś komuś wynajmować auto? Wiem, że niektórzy dorabiają sobie np jako kierowcy Ubera i nawet po odliczeniu połowy kwoty za przejazd dla właściciela auta im się to opłaca :)

      1. Pola - odpoczywalnia

        W naszym przypadku (mieszkanie dość daleko od centrum i trójka dzieci, I bardzo częste wycieczki za miasto) nieposiadanie samochodu nie wchodzi W grę. Mamy niezawodne volvo. Teraz w lecie więcej jeździmy rowerami, ja czasem autobusem, ale docelowo chciałabym się przeprowadzić bliżej centrum, żeby ten samochód na codzień nie był taki niezbędny.
        A Twoja historia to idealna ilustracja tego, że kupowanie przeważnie wiąże się z dalszym kupowaniem. Jakie masz teraz opcje? Ppza kontynuacja? Rezygnacja z leasingu?
        Pozdrawiam serdecznie:)

  5. Ewelinek

    Wydałam bardzo duzo pieniędzy na weselne atrakcje a dzisiaj wiem że wolałabym wszystkim gościom zapewnić nocleg w jednym miejscu. Nie musiałabym przez pół wesele biegać z paczkami ciastek a pożegnać wszystkich po śniadaniu…

      1. Aneta

        Wszystko fajnie ale kiedy mieszkamy na wsi do pracy mamy z mężem po 15 albo 30 km a ja parcuję na dyżury to czasem bardzo bym chciała móc po nieprzespanej nocy wrócić komunikacją prywatną bo o miejskiej to mogę pomarzyć. No i mamy jedno auto ale stałe pożyczamy od rodziców drugie, jak również szukamy dojazdu ze współpracownikami.

    1. Joanna Glogaza Autor wpisu

      Rozumiem:) Wesela to w ogóle chyba częste źródło różnych mniejszych i większych nauczek, najgorzej że (w idealnym scenariuszu) nawet nie ma gdzie później tego nabytego doświadczenia wykorzystać:)

  6. EMI

    Joasiu, rozumiem Cię doskonale! Auto w leasingu kupione dwa lata temu. Leasing na trzy lata, wzięty z dokładnie takich samych powodów jak Twoje. Stare auto zawodne (przy tym drogie w utrzymaniu), a przypływ do firmy duży. Wtedy zakup był zasady – mój chłopak miał 3 razy w tygodniu pracę w mieście oddalonym od naszego o 200 km. W tym roku praca w oddalonym o dziesiątki kilometrów mieście przestała się opłacać, a samochód okupował płatny parking strzeżony, bo miejsc pod kamienicą jak na lekarstwo. Służył głównie jako podwózka do Ikei i czasochłonna (i droga!) do pracy (parking w centrum zawalony po brzegi, płatny w dni robocze). Aż do momentu aż nawet do pracy pojechać nim nie było można. Okazało się, że kuny na parkingu strzeżonym (otoczonym krzakami i zaroślami) przegryzły części o łącznej wartości 2,5 tys. złotych. Do tego koszt robocizny i prawie 3 tygodni walki z ubezpieczycielem, bo OC sprawcy było trudne do namierzenia (ach, te kuny i ich zwyczaje ubezpieczeniowe!). Przybijam Ci piątkę i mówię – takie rzeczy dają nam lekcje warte wiele więcej niż nominalne wartości płacone za nasze błędy :)

    1. Joanna Glogaza Autor wpisu

      Hahaha tak to z tymi kunami jest właśnie, zero poszanowania dla przepisów i cudzej własności. Czuję Wasz ból i przybijam piąteczkę, no i trzymam kciuki, żeby kuny znalazły sobie inny bufet!

      1. Marta

        Na kuny można kupić odstraszacz do samochodu ;) piszczy sobie cichutko i koniec problemu :D Mąż zainstalował po tym, jak dwa razy znalazł jedzenie pod maską samochodu.

        1. Anna

          My kiedyś na urlopie w górach znaleźliśmy pod maską stostowany chleb i ślady z błota takich słodkich łapek. Ale w nocy była burza, więc zwierzątko znalazło sobie schronienie i jeszcze na gorącym silniku upiekło grzanki:D. Całe szczęście kable nie były drugim daniem.

    2. Ratata

      Kostki “zawieszki” do toalety! Dajesz pod maske i zapach odstrasz kuny i inne zwierzatka lubiace podgryzac kable :)

    3. Kamila

      Wiem co czujesz. My mieliśmy ten sam problem. Kuny poprzegryzały nam kable w nowym aucie. Mąż to prawie oszalał. U nas to było ponad 3 tys zostawione u mechanika a rozwiązaniem okazał się woreczek z psią sierścią kunagone za 10 zł…10 zł!!!

  7. Zuzia

    Asiu, my się dlatego zdecydowaliśmy na wynajem długoterminowy (coś jak leasing, ale samochód należy do firmy i to ona pokrywa koszty wszystkich napraw + można zerwać tanio umowę). Samochód potrzebny głównie ze względu na dziecko i nasze umiłowanie do podróży po Polsce. W tygodniu nie jeździmy wcale. Zanim urodziło się dziecko przez rok nie mieliśmy samochodu, wypożyczaliśmy go na wyjazdy.

    I muszę powiedzieć, że bardzo podoba nam się ta opcja. Ale ilość komentarzy (“Nie chcecie kupić samochodu NA WŁASNOŚĆ??”) zdziwiła nawet mnie. ;)

  8. Anita

    U nas akurat zakup samochodu byl dobra decyzja, mimo ze z ekonomicznego punktu widzenia sie to nam nie oplaca… swiadomie zdecydowalismy sie dzwignac te koszty na rzecz komfortu. Jezdzimy duzo „po trasie”, miedzy miastami (rodzina mieszka doslownie na dwoch roznych krancach Polski 😅), a latem takze na weekendowe wypady pod namiot. Mozna wypozyczyc, mozna pociagiem albo blablacarem, ale przy czestych pozdrozach (min. 1x miesiacu) to staje sie to po prostu na maksa uciazliwe. Takze przy zakupie trzeba byc tego bardzo swiadomym.

  9. Aes

    Bardzo dobrze Cię rozumiem – w ogóle po pierwsze okazało się, że mam strasznie słabo podzielną uwagę w samochodzie i jeżdżenie mnie przez to bardzo stresuje, więc zrezygnowałam z podchodzenia do egzaminu. Ludzie z rodziny i znajomi do dziś nie mogą zrozumieć mojej decyzji. “Nie chcesz mieć samochodu? Przecież to sama wygoda?”. A ja dodatkowo dość szybko rozkminiłam, że koszty (naprawy, OC, stłuczki, obrapana karoseria, no i beznzyna), jak również kwestie związane z parkowaniem, korkami i tysiącem innych drobiazgów utwierdzają mnie w słuszności mojej decyzji. Jedyny minus jaki widzę na ten moment to większy trudność przy ewentualnym wożeniu starszych członków rodziny. Ale poza tym – najlepsza decyzja świata.

  10. Ania

    Właśnie dlatego ja urodzona antynegocjatorka zlecam takie sprawy mężowi. Wiem, że po prostu on jak pójdzie do mechaniora, to z góry ustali, co i jak i nie będzie żadnej ściemy. Nie mówię, że u Ciebie była, ale np. wymiana klocków i tarcz to norma, a jedni wydają na to 1700, a inni 700 zł. Wciąż dużo, ale tysiak w kieszeni. Wcale tak drogo być nie musi. Ja akurat chciał, nie chciał do pracy mam daleko i komunikacją jechałabym z 3 przesiadkami prawie 2h, bez sensu. Wydaję więcej niż wydałabym na mpk, ale jakoś ten czas odzyskany jest dla mnie droższy pieniędzy jak to mówią. A samochód mam używany ;) Żeby się nie denerwować, nie myślę o tym. Dopóki mam co jeść, gdzie spać, nie stresuję się tym wydatkiem. U nas failem był aparat, zaraz po gwarancji zepsuł się flesz. Okazało się, że bardziej opłaca się kupić nowy niż naprawiać. A nasz aparat nagle na rynku staniał z 700 zł na 100 zł. Miał byc zwykły, taki do robienia zdjęcia z pomnikiem i fontanną. A wyszło jak wyszło.

    1. Joanna Glogaza Autor wpisu

      Uu beznadzieja z aparatem! Ja właśnie tak zrobiłam, co prawda bez męża – wyszłam i postanowiłam zajrzeć do innego, niefirmowego warsztatu, gdzie pan mi ostatnio cośtam ogarniał z kołami za 5 zł <3

    2. Michał

      “(…) a jedni wydają na to 1700, a inni 700 zł.”

      Jeśli cena dotyczny jednego modelu samochodu, to ta skrajnie niska cena wynika z najlichszej jakości części. Lepiej dać 1700 i mieć części z najwyzszj półki.

  11. vagabond

    Nie mam samochodu, ani prawa jazdy- choć cały czas myślę żeby zrobić :) Nigdy mi nie przeszkadzał brak samochodu. Do pracy dojeżdżam pociągiem, zakupy większe dostarcza mi Tesco lub przywożę taksówką/ rowerem a Ikea już wozi wszystko do domu więc nie jest źle.

  12. Sara

    Taka ciekawostka, na stronie https://www.walkscore.com można wpisać swój adres i sprawdzić, czy w danej okolicy można się obejść bez samochodu czy nie koniecznie. Jak ktoś szuka nowego miejsca zamieszkania to bardzo przydatne info :P

  13. zagubiony omułek

    Największa bezsensowna wtopa pieniędzy to w moim przypadku studia podyplomowe – chciałam się czegoś nauczyć, a okazało się, że zdecydowana większość osob, które wybrały się na te studia, pracują już w zawodzie (lub pokrewnym) i tylko chcą mieć papier. Więc marudzili ciągle żeby nas wcześniej puścić do domu a wykładowcom było to na rękę i całość była ściemą. Później jak rozmawiałam z różnymi ludźmi to okazało się, że wiele podyplomówek tak wygląda…

      1. Asia

        a ja mogę powiedzieć, że pójście na studia to była najlepsza decyzja w moim życiu, to ile drzwi otworzyło się przede mną dzięki uczelni to niewyobrażalne, na pewno zależy to od uczelni, od kierunku, itp, ale ja jestem bardzo zadowolona

  14. Basia

    Trochę zazdroszczę możliwości nieposiadania auta, a jednocześnie dość wygodnego życia. Mieszkam w małej wsi, więc żeby dostać się do większego miasta (choćby na kawę) to odległość ok 15 km. Do chłopaka mam 18, a na studia… 50. Nie wyobrażam sobie nie mieć auta. Ze wsi w ciągu tygodnia autobus jedzie raz na 50 minut przy dobrych warunkach. Dojeżdżanie autobusem (bo pociągi już nawet tędy nie jeżdżą XD) zajmowało mi bardzo dużo czasu. Przez kilka lat jeździłam sobie starym VW Vento (starszym niż ja o kilka lat), w końcu mama nade mną się zlitowała i postanowiła, że kupujemy nowe auto. I cóż mi przyszło po tym, że auto jak dla mnie świeżo z salonu (2010 rok! toż to nówka!), jak ledwo nim wyjechałam na studia, to kumpel lawetą musiał mnie zbierać :D Mam je od pół roku i w sumie ciągle coś wymieniam i naprawiam. Gdyby nie to, że mój narzeczony jest mechanikiem to bym się załamała i poszła z buta na studia.
    Warto dodać, że stare auto się nie psuło. Przez 3 lata jeżdżenia może 2 razy odmówiło posłuszeństwa. Polepszyłam sobie sytuację, że hej! :D

    1. Joanna Glogaza Autor wpisu

      Ja tak miałam przez większość życia, jak przeprowadziłam się do Krakowa na studia i mogłam pójść po batonika do sklepu PIESZO, kiedy tylko MIAŁAM OCHOTĘ, bez planowania tego 3 dni wcześniej, to były ekscytacja max :D Mam nadzieję, że to takie dotarcie się i samochód będzie Ci już lepiej służył! PS Kiedyś rozwaliłam mojej mamie cały zderzak w nowym aucie, znam ten ból!

  15. Pola

    Ja bez auta nie istnieję. Dojeżdżam codziennie do pracy w sumie 60 km. Komunikacja publiczna na Mazurach nie istnieje. Plus odwiozę dziecko do niani, do tego zakupy, bo mieszkam na przedmieściach. Jeżdżę wielkim czołgiem, ale plus taki, że na gaz.

  16. agata

    Mieszkam w małym mieście, wszędzie mogę dojść na piechotę, ale nie chcę- dwa lata temu kupiłam nowe małe auto miejskie i je kocham, to jest mój luksus i moja niezależność; jasne, że ekologia, jasne. że się nie opłaca, ale rano daje mi komfort późniejszego wyjścia i podrzucenia dzieci, popołudniu robię zakupy i nie targam wszystkiego przez pół małego, bo małego, ale jednak miasta, mogę jeździć na warsztaty, szkolenia, do kina i gdzie tylko chce, nie m usze się nikogo prosić, ani się tłumaczyć.

  17. Aga

    Faktycznie przykra sprawa! A nie możesz się go pozbyć? Nie znam się na leasingach, ale każdą umowę można zakończyć ;)
    Z kolei ja sobie nie wyobrażam funkcjonowania bez auta, kwestia dojazdu z mojej dzielnicy (obrzeża Poznania) środkami komunikacji byłaby problematyczna, poza tym mam trójkę dzieci, więc auto to zbawienie ;) wszystko zależy od stylu życia i aktualnych potrzeb :)

  18. Ella-5

    Nowa nawigacja samochodowa (ok. 800 zł) kilka lat temu. Stara mi się psuła, zacinała, a była mi bardzo potrzebna, bo dużo jeżdżę w pracy i wybrałam taki lepszy model, z dobrą mapą. A za chwilę okazało się, że dostępna bezpłatnie w każdym telefonie komórkowym… Kupionej nie użyłam ani raz.

  19. Marysia

    Komentarz nie ma temat, ale chciałam po prostu powiedzieć, że ten post super się czyta! Jest taki lekki i w sam raz, spójny i zgrabny. Wiem, że po napisaniu tyłu postów i książek, pewnie sobie pomyślisz “noooo duh, oczywiście, że super tekst”, ale musiałam się podzielić. #fangirling

  20. Fk

    A ja tam cieszę się z posiadania auta w Krakowie :) czas dojazdu do pracy autem a komunikacja to od 30 do 60 min dziennie. A dojeżdżam razem z chłopakiem, więc to taki czas dla nas na rozmowy. Czasami też czytałam książki na głos. W lecie jeździmy rowerami tak często jak się da. Zakupy robimy raz w tygodniu więc tu auto wymiata. Jak chłopak był 3 miesiące na delegacji to przesiadłam się na tramwaj, żeby się nie nudzić i czytałam. No i wszystko spoko, tylko musiałam bardzo wcześnie jeździć do pracy, bo inaczej nie było miejsc siedzących a od stania w dusznym tramwaju regularnie robiło mi się słabo :/ no i dzięki temu znacznie więcej jeździmy poza miasto. Ale u nas to zwykle użytkowanie we dwoje, więc się sprawdza :)

  21. Hanka

    Post pisany strasznie pod tezę. Kupiłam samochód, muszę go naprawić i wydać kasę to przy okazji udowodnię, że posiadanie samochodu to zło. Kupno pojazdu mechanicznego wiąże się także z kosztami jego użytkowania. I są to także naprawy, myjnia (nie nie musisz od razu kupować garażu za kilka tysięcy. Wystarczy myjnia raz w tygodniu. Szybkie mycie na bezdotykowe to koszt 8-10 złotych). Więc Twoja wypowiedź o garażu to gruba przesada. A co do korzystania z samochodu. Może trzeba było zastanowić się ile jeżdzisz i dopiero wtedy podjąć decyzję o zakupie. I nie narzekać że musisz jeżdzić bo Ci zardzewieją klocki hamulcowe. Poza tym jeśli kupno auta to dla Ciebie zachcianki to raczej trudno będzie znaleźć jakąś płaszczyznę porozumienia bo dla mnie zachcianki to nietrafione para butów, sukienka czy książka a nie samochód. A wszystkie koszty o których piszesz to cena wygody. Nie chcesz ponosić dalszych kosztów zerwij umowę leasingu i nie narzekam. Tylko to pewnie wiązało y się z karami umownymi więc mimo wszystko będziesz musiał jeszcze pojeżdzić prawda?

    1. Iza O.

      Niby wszystko nawet słuszne, tylko po co od razu być niemiłym? Asia nie narzeka, tylko snuje refleksje nad decyzją, która jeśli nie błędna, okazała się dla niej problematyczna. Niefajnie czyta się Twoją wypowiedź napisaną z pozycji Alfy i Omegi. :(

    2. Nitka

      Zachcianka rownie dobrze może być i sukienka i samochod czy nawet dom. Cena akurat nie ma tu nic do rzeczy. Zachcianka jest po prostu cos, co nie jest nam w danej chwili niezbedne do funkcjomnowania, ale być moze poprawi nasz komfort czy nawet samopoczucie. Jesli mieszkam w 3 pokojowym mieszkaniu tylko z meżem to teoretycznie nie potrzebuje domu z ogrodem. Ale jesli mnie stać to taki kupie, bo bardzo chce domu z ogrodem – jest to zachcianka. Bardzo droga, ale nadal zachcianka. Byc może bede tego żalowac i narzekac że w zimie rachunki sa kosmiczne, ale to nie znaczy że bede twierdzic że posiadanie dużego domu to zlo.

  22. Ania

    Ja kupiłam starsze autko i niestety sporo wydaję na naprawy, utrzymanie i benzynę. Jeżdżę codziennie do pracy, podróżuję teże po Polsce, kilka razy w roku. Raczej wybieram auto niż komunikację i transport publiczny. Ale głównym powodem dlaczego tak robię jest to, że nieznoszę podróżować z obcymi ludźmi ;). Dlatego zaciskania żeby i tyram na mój samochodzik :). Asia, masz dużo znajomych. Może zawiążecie jakąś grupę osób, która chciałaby korzystac z auta, ale musiałaby partycypowac w kosztach utrzymania. 5 osób, które chciałoby odebrać mebel z Ikei i juz nie musisz wymyśleć powodów do przejażdżki autem. Taka współpraca to tez dobra rozgrzewka dla tych co chcą mieć auto, a nie mogą się zdecydować.

  23. Emilia

    A ja trochę nie w temacie, ale odnośnie zdjęcia Twoich stóp… mamy ten sam rodzaj stopy! Czyli drugi palec jest najdłuższy. Zazwyczaj mam problemy z kupnem butów, bo często drugi palec nie mieści mi się w wkładce. Ostatnio zdecydowałam się kupić Birkenstocki i póki co jeszcze jest Ok więc trzymam za siebie kciuki! Pozdrawiam :)

  24. Ewa

    Hmmm a czy pomyślałaś aby podzwonić po mechanikach i zapytać ile kosztuje wymiana klocków hamulcowych i tarcz hamulcowych? 1700zł ogromna kwota. albo robisz to w autryzowanym salonie (wtedy mogę zrozumieć twn koszt bo oni sobie liczą bajońskie sumy). U zwykłego mechanika to jakiś kosmos…..

      1. Michał

        Ewa, Joanna Glogaza
        To nie jest ogromna kwota. To optymalna cena w ASO za najlepsze części i ilość rbg (roboczogodzin) za usługę. Hamulce to nie żarty i nie powierza się napraw samochodu żadnym przypadkowym “fachoffcom”. Zrobiłaś dobrze, że nie oszczędzałaś na tym remoncie. Od jakości napraw zależy bezpieczenstwo Twoje i innych. Poza tym masz na wszystko faktury, czyli normalna gwarancje na te naprawy.

  25. M.

    Dlatego ja, mieszkając pod miastem, mam tylko jedno auto i oprócz wykorzystania głównego samochodu w razie potrzeby jeżdżę też taksówką tudzież chodzę na nogach albo korzystam z komunikacji podmiejskiej. W przeciwieństwie do większości społeczeństwa, które w podmiejskich domach posiada po dwa czy trzy auta. Myślę, że sporadyczne korzystanie z taxi generuje mniejsze koszty niż utrzymanie auta. Aczkolwiek zdarzają się nieprzyjemne komentarze. Pani dyrektor w szkole podstawowej na przykład kazała mi kupić auto, bo świetlice przepełnione i dziecko nie może poczekać dwóch godzin w szkole na odbiór naszym jednym samochodem. Jak można komukolwiek narzucać kupowanie samochodu? Totalny brak empatii.

    1. Tes

      We mnie uczucie że ktoś ma problem z empatią wzbudziła raczej wizja, że dzieciak siedzi po dwie godziny po szkole w świetlicy, sądząc po opisie – systematycznie, z założenia, a nie w sytuacji gdy coś poszło nie tak. Wówczas dyrektorka zwraca rodzicowi uwagę na problem (olewania dziecka), rodzic buduje narrację wokół braku drugiego samochodu, dyrektorka odpala “to proszę kupić drugie auto” żeby uciąć wymówki.
      …A obrażony rodzic jeszcze później się wyżywa za obrazę po internecie. “Totalny brak empatii”…

      Jeśli to była jakaś jednorazowa sytuacja, z tym dwugodzinnym czekaniem, to zwracam honor. Ale cóż, serio była?

        1. Pati

          Ja też nie rozumiem problemu. Jakie „olewanie dziecka”? Może po prostu rodzice pracują na pełen etat? Poza tym chyba bezpieczniej jest, kiedy dziecko siedzi na świetlicy pod okiem opiekunów niż samo w domu.

        2. Michał

          Zależy do której jest czynna ta świetlica i czy ta opieka sie nie przeciąga po godzinach… Normalnie świetlice były czynne do 16-17.

  26. B.

    Do ceny wygody wyrażonej w złotówkach dodałabym cenę jaką płaci środowisko za te zachcianki, a o których nikt tu nie napisał. :(

  27. Kasia Korneluk

    Ja może od innej strony, ale dalej w temacie. Wydałam dziesiątki tysięcy złotych na wynajmowanie mieszkania/pokoju w Krakowie w czasie studiów. Pieniądze, których nigdy już nie zobaczę – gdybym kupiła mieszkanie na kredyt, byłabym w dużo lepszej sytuacji. No ale w wieku 19 lat moja zdolność kredytowa wynosiła zero a rodzice nie bardzo mogli wziąć kredyt na siebie,. więc trochę czuję się rozgrzeszona:)

  28. Justyna

    Aaa ja mam autko, już nie pierwsze i kocham!
    Jednak doskonale rozumiem co można przezywać w takich momentach, jeżeli o pewnych rzeczach się po prostu nie wie (no, ale kim jesteśmy, żeby wiedzieć wszystko). Jasne, że nie dla każdego samochód pełni taką samą rolę w życiu, ale trzeba mieć świadomość, że się zużywa. No i klasycznie- że jak się o czymś nie wie, to zawsze znajdzie się ktoś, kto wie, ale każe za to odpowiednio zapłacić.
    Poza tym, tak jak miałaś okazje się przekonać, nowe samochody są drogie w użytku. Niezawodny model? Owszem, będzie. Pod warunkiem, że będziesz o niego odpowiednio dbać.
    Osobiście śmigam 20-letnim chrupkiem, po kilkadziesiąt tysięcy rocznie- części nie kosztują milionów, zazwyczaj są łatwo dostępne, wiele mogę zrobić sama lub pod czujnym okiem lepiej znającego się na tym chłopaka czy znajomych, dbanie o nią przynosi mi dużo frajdy (mimo momentów krytycznych). No lubię to, takie hobby :)
    Oczywiście, zupełnie się zgadzam, że samochód mimo swoich plusów nie będzie dla każdego. Rozumiem też, że nie każdy lubi się brudzić czy szukać sobie fachowca, który zrobi to odpowiednio dobrze czy w ogóle zajmować sobie głowę rzeczami związanymi z szeroko rozumianym dbaniem o auto. Poza tym, szczególnie w miastach, jest ogromne pole do popisu, jeżeli chodzi o alternatywę dla posiadania własnego samochodu.
    I jeszcze raz, to co, na początku- nie wiemy wszystkiego o wszystkim, ale wydaje mi się, że każdy w swoim najbliższym otoczeniu ma kogoś, kto temat będzie znał lepiej i dlatego warto pytać, żeby właśnie później nie okazało się, że wykopaliśmy pod sobą dołek :)

  29. Hrabina Weltmeister

    To dlatego zawsze mówię „nie”, gdy ktoś namawia mnie do zakupu samochodu. Na transport miejski wydaję 99 zł miesięcznie i nie interesują mnie korki i brak miejsc do parkowania. Z żywica z drzew też mam swoje doświadczenia… Ciebie podziwiam za odwagę, że podzieliłas się swoimi refleksjami publicznie.
    P.S. Nie bardzo wiem, jak należy interpretować zdjęcie tytułowe, a zwłaszcza obrazek na ulotce…

  30. Marta

    Chociaż mieszkamy we Wrocławiu, jednym z najbardziej zakorkowanych miast, ciężko byłoby nam bez samochodu. Rodzina z innego miasta, zakupy, dziecko – przydaje się. Jednak naprawy robimy u znajomych mechaników teścia w rodzinnym mieście i wychodzi taniej. Sporo umie też naprawić mój mąż :) Generalnie samochód to skarbonka bez dna.

  31. Ituska

    Ja jestem z grupy za samochodem. Pracuje razem z mężem więc nie jeżdżę sama. Do pracy jadę 15minut, wracam 30. Komunikacja miejska uwzględniając metro które mam pod domem plus jeszcze dojście z kolejki WKD do pracy? Godzina albo i dłużej. Nie opłaca się w tym wypadku. Mimo to zazdroszczę tym dla których komunikacja jest optymalnym rozwiązaniem, bo mi czasem brakuje przebywania wśród obcych ludzi bo w samochodzie jednak jestem odseparowana.

  32. Marta

    Ciekawa historia :) Wniosek nie wiem, jaki, ale … tak mi się skojarzyło. Mam znajomego Niemca, ok. 60-letniego, który nigdy nie posiadał samochodu. Za duże wydatki, jego zdaniem bez sensu. Nie ma takich potrzeb, aby przemieszczać się autem. Mieszka w Berlinie, a tam jest w większości ograniczenie co do miejsc parkingowych przy danych budynkach mieszkalnych, musiałby nie wiadomo gdzie nim stawać. Komunikacja miejska i podmiejska jest tam świetna, a poza tym jeździ głównie rowerem (choć nawet mimo że to Niemcy, w Berlinie też jest momentami dość ryzykownie). Ma prawo jazdy i chyba kiedyś sporadycznie jeździł czyimś autem, ale poza tym nigdy nie uważał, że mu jest potrzebne. Czasami podróżuje po świecie i też nie korzysta z aut. Mam też innego znajomego, mieszka w Poznaniu, ma 2 dzieci (w wieku szkolnym), niedawno sprzedał auto i nie zamierza kupować nowego. Wszędzie jeździ komunikacją miejską, rowerem, pociągami, a jak wyjeżdżał gdzieś za miasto i te formy transportu nie odpowiadały, to wypożyczył auto i był zadowolony. W Polsce nie stawia się na rozwój komunikacji miejskiej, PKP (to nadal nie jest konkurencyjne dla aut) i np. autobusów typu PKSy. Sieć dróg też jest marna. Poza tym mam wrażenie, że też poza tym posiadanie auta stało się dla wielu ludzi jakimś priorytetem, na podobnej zasadzie, jak mieszkanie. I to nie jeden samochód, a np. dwa, dwoje rodziców – dwa auta, a potem jeszcze dziecko dostaje auto :P (to już może ekstremalna wersja). Dzieci odwożone są autem do szkoły, mimo że jest ona bardzo blisko i właściwie można by je odprowadzić, ale ci sami ludzie jadą autem 7 km do pracy, a mogliby autobusem. Do najbliższego sklepu po parę rzeczy dojeżdżają autem. W dodatku zarządzający miastem często robią wszystko pod auta. Jest mnóstwo na ten temat napisane i dyskutowane, więc nie ma sensu, abym więcej się rozwodziła.
    Być może możesz zawsze jeszcze sprzedać to auto po wykonaniu napraw.
    Pozdrawiam serdecznie!

    1. Luna

      Mieszkam na wsi, w domu mamy 5 kierowców i 5 samochodów. Niestety, ale ekologia schodzi na dalszy plan, jak komunikacji PKS praktycznie nie ma w ogóle, PKP brak, co z tego, ze do pracy TYLKO 3 min, ale autem! Pieszo- niewykonalne. Weźmy tez pod uwagę to, ze starsi ludzie, mimo niezbyt odległego miejsca pracy, nie są w stanie dojechać tam rowerem, zwłaszcza, jeśli do tejże pracy codziennie trzeba tachac 2 torby z dokumentami itp. U nas auto to wybawienie, każdy ma na podwórku tyle, ile jest kierowców, mimo ze to wieś 🤷‍♀️

      1. Marta

        Zgoda. Chodziło mi o życie w mieście. Nie wiem, jak to jest żyć na wsi i raczej nie planuję się przeprowadzać na wieś lub pod miasto (chyba, że nagle zmieni się moja sytuacja życiowa i jakieś zdarzenie spowoduje, że będę musiała wyprowadzić się na wieś).
        Pewnie to, co opisałam wyżej ma odniesienie do osób żyjących w miastach, sprawnych fizycznie, aby przemieszczać się pieszo, rowerem lub korzystać z komunikacji.

      1. Marta

        Np. nie ma dobrej opcji dojazdu PKP z różnych części Polski do innych części Polski. Zachód jest lepiej “otorowany” niż wschód. Do niektórych miejsc nie dociera PKP ani żaden dalekobieżny bus. Niekiedy dojazd autem jest jedyną opcją, ale też w warunkach mało bezpiecznych.

        1. Anna

          Z Twojego wcześniejszego komentarza wywnioskowałam, że sieć dróg (czyli tych dla samochodów) jest marna. A z tym się nie zgadzam.

    1. Ella-5

      :))) Przem, to może nie czytaj, skoro Cię nie interesuje i nie trać czasu na komentarze? Ja często tak robię, wiele jest postów (również na tym blogu), które mnie nie interesują, wtedy przeglądam i idę dalej.

  33. Metius

    Bardzo dziękuję Ci z ten wpis. Jesteśmy z żoną właśnie na etapie rozglądania się za nowym autem. Właściwie to nowym używanym 😉 A tak naprawdę to “byliśmy na tym etapie”. Byliśmy, ponieważ Twój tekst zmusił nas do przemyśleń na temat sensu wydania dużych pieniędzy na kolejną studnię bez dna. Już jakiś czas temu rozważaliśmy pozbycie się samochodu na dobre. Na co dzień korzystamy z komunikacji miejskiej, a samochód używamy tylko z wygody. Spokojnie możemy się bez niego obyć i właśnie Twój wpis zmusił nas do uruchomienia arkusza w Excelu, no i jak nie liczyć, nie chce wyjść inaczej-samochód jest zbędny 😱 Oczywiście w naszym przypadku-mieszkamy w tzw. “metropolii śląskiej” z całkiem znośną komunikacją, powiększającą się ilością wypożyczalni aut, z działającym uberem, mytaxi etc. Także dzięki serdeczne za pomoc w podjęciu decyzji.

  34. Marcjanna

    To fakt, że czasem zachcianki kosztują więcej niż zakładaliśmy, ale nie tylko w kwestii finansów, ale i czasu!
    Mój chłopak ma samochód, bo wcześniej jeździł do pracy 35 km w jedną stronę. Teraz auto często po prostu stoi, bo każde z nas ma jeszcze motocykl i rower :) I na te jednoślady brakuje nam czasu, więc auto maksymalnie idzie w odstawkę.
    Jest jeszcze opcja na nogach (chodzę tak do pracy 2,5 km) i komunikacją miejską (z której też rzadko korzystamy, bo mieszkamy w centrum Wrocławia).

  35. Magdalena

    my z mezem i dzieckiem duuuzo korzystalismy z ‘car-sharingu’ dostepnego w naszym miescie. Swietna opcja! karta kredytowa z pin-em zeby zatankowac zawsze w aucie! Teraz przy drugim maluchy kupilsmy auto, na szczescie elektryczne (tania energie mamy z elektrowni wodnych)
    wydaje sie mi tez ze jest duza presja aby MIEC auto, bez zastanowienia czy naprawde jest nam potrzebne.

    1. Michał

      hahaha, ale spam.

      “na szczescie elektryczne (tania energie mamy z elektrowni wodnych)”

      Juz głupszego tekstu sie nie dało wstawić…

  36. Dominika

    Strasznie mnie cieszy Twój nowy post! I nie mam auta, jezdze komunikacją miejską. Kase zaoszczedzona na utrzymanie samochodu wole wydac na podróze:)

  37. angella

    Gdybym mieszkała z dużym mieście też bym się zastanowiła, ale mieszkając w mniejszej miejscowości gdzie pekaes jeździ 4-5 razy dziennie takie rozwiązanie to kicha ;)

  38. Olga

    Przykro mi, że tak się nacięłaś na leasing :( ja myślę że w Twoim przypadku Asiu najlpeszy byłby faktycznie wynajem długoterminowy i od razu z pakietem przeglądów i wymiany części w cenie raty. My tak wzięliśmy nowe auto na 3 lata, z limitem przebiegu 20 tys rocznie. Mimo nieopłacalności samochód to super sprawa tylko faktycznie – lepiej wszystko przeanalizować zanim podejmie się decyzję. Twój wpis właśnie dobrze to pokazuje :)

  39. Agnieszka

    Ja mam osiemnastoletniego kabrioleta z mikrobagażnikiem i dwoma siedzeniami. Koszty są – nie da się ukryć, że stare samochody do ekonomicznych nie należą. Ale kocham to uczucie, gdy jadę z opuszczonym dachem w moim retro autku – wyrzut endorfin gwarantowany za każdym razem.

  40. Agnieszka

    Też uważam że wynajem aut jest spoko. Mój szwagier korzysta z tej opcji w Niemczech i jest zadowolony. Owszem własny samochód daje dużo możliwości, ale też wszystko co posiadamy na własność jest swego rodzaju “więzieniem”. Trzeba o to dbać, doglądać i inwestować, aby spełniało swoją funkcję. Podobnie sytuacja ma się chyba z wynajmem/kupnem mieszkania i mieszkaniem w domu/mieszkaniu. Szkoda Joasiu, że nie znałaś tych dodatkowych kosztów…my ostatnio zostawiliśmy u mechanika dwa razy tyle! Grr…no ale wszystko kosztuje…w pewien sposób to rozumiem.

  41. Joanna

    najwazniejsze to znać swoje potrzeby. Wydaje mi się, ze już szczęśliwie odchodzimy od mody na posiadanie wszystkiego – mieszkania, auta, innych rzeczy, które kiedyś były NIEZBĘDNE nawet jeśli wcale nie były. U mnie zakup auta był koniecznością i kupiłam je wówczas, gdy już naprawdę dopiekło mi jeżdżenie komunikacja miejska i busami. Z racji pracy często wyjeżdżam poza miasto, oczywiście mogłabym jeździć busami,, ale dla mnie najważniejsza jest oszczędność czasu i komfort. Poza tym do pracy w mieście (pomimo ze mam w miare blisko) zabieram swojego laptopa, jedzenie, często wiozę ze soba segregatory (służbowe dokumenty). Jasne, płace za parking w centrum i paliwo, ale robie to świadomie – płace cenę za komfort, znacznie szybsze poruszanie się (akurat w moim mieście nie ma takich korków jak w Warszawie, poza tym nauczyłam się je omijać na swoich trasach) i auto pod ręka, gdy szef mówi “Asia, pojutrze trzeba pojechać do Zamościa na 10” a ja wiem, ze dzięki swojemu samochodowi wyjadę na spokojnie 8:30 a nie muszę wstawac o 6 i jechac komunikacja miejska na dworzec bo akurat ostatni mi pasujący jest o 8:00 ;) już nie mówiąc o tym jak raz nie dojechałam na spotkanie bo bus wypadł z rozkładu 🙈 oraz innym razem spędziłam godzine na dworcu, gdzie diabeł mówił dobranoc 🙈 dzięki samochodowi zwiększyły się tez moje możliwości zawodowe – kiedyś taki wyjazd do Zamościa powodowałby, ze nie mogłabym zaplanować np spotkania z klientem wczesnym popołudniem, bo zanim dojadę, potem do domu po laptopa (nie będę jechała przecież prawie 100 km ze sprzętem), potem do pracy. A teraz wszystko mam przy sobie ;) i chyba taki sposób zakupu auta polecam – gdy naprawdę po raz kolejny mówisz sobie KURDE NO POTRZEBUJE TEGO AUTA

    1. Joanna

      Mogę jeszcze dodać, ze zakup auta o tyle mi się zwrócił, ze jazdę za kołkiem traktuje trochę jak hobby – uwielbiam jeździć, uspokaja mnie to (nawet wkurzona czy zmeczona muszę się skupić i trochę przestaje myśleć o problemach), dlatego dla mnie siadanie do auta to przyjemność i nigdy nie nudzę się za kołkiem :)

  42. Szyciownik

    Cześć,
    Mamy z mężem dwa samochody, 5 letni ASX i 20 letni Matiz. Mieszkamy na wsi i tutaj albo samochód albo spacer 10 km do najbliższej miejscowości ;) W lecie spoko, bo na rower idealnie, ale w zimie, przez zaspy, to niekoniecznie… Wszystko to kwestia warunków. Masz komunikację publiczną – super, warto korzystać! Nie masz – kup samochód, bo nie za bardzo masz wybór. ;)

  43. Ana

    Samochód to wolność.
    Mogę sobie odmówić wielu rzeczy, ale nie auta. Pewnych rzeczy nie wolno rozpatrywać w kontekście opłacalności.
    Czyli komfortu, niezależności, wygody podróżowania o takich porach i do takich miejsc, na które mam ochotę.
    Moja mama, dzisiaj prawie 80-letnia, pół wieku temu zarzuciła prowadzenie samochodu. Do dzisiaj tego żałuje, ponieważ wiąże się to z wieloma utrudnieniami, a na taksówki szkoda jej pieniędzy. Kiedy nie prowadzi się auta przez kilka lat, nigdy się nie wraca do tej cudownej umiejętności. Człowiek staje się trochę kaleką. Faceci o tym wiedzą i kochają swoje samochody.
    Z posiadaniem samochodu jest tak: kochasz prowadzić albo nie. Jeżeli nie, znajdziesz bimbaliony powodów, żeby nie wsiadać za kółko.

  44. yasminsmell

    Mierz siły na zamiary – coś w tym jest ;) ja jeżdżę sporo, więc nie wyobrażam sobie codziennej egzystencji bez samochodu. Mimo to długo rozmyślaliśmy z Mr Hubby co/za ile/jaki sprawić by miało to ręce i nogi. Kłamać nie będę, bo ja oprócz tego, że “tak, czarny jest ładny” (yyy tylko te lecące farfocle z drzew plus żywica zweryfikowały tę ładność w praktyce), to zbyt wiele powiedzieć nie mogłam i szczęściem zrzuciłam bagaż decyzji na męża :D

  45. Marzena Dankowska

    No niestety, z samochodami już tak jest że to wieczna skarbonka. Jak nie jedno to drugie, potem paliwo się kończy. Gdy już wydaje że z wydatkami związanymi z autem mamy na jakiś czas spokój, okazuje się że właśnie wychodzi nam ubezpieczenie i przegląd.. Ufff!

  46. Marcelina

    W listopadzie 2018 wzieliśmy w leasing nowe auto. Kolor marzenie – chabrowy, ale ja nie o tym. W naszym przypadku auto jest niezbędne z racji lokalizacji, bo nie jesteśmy skomunikowani z miejscowościami w pobliżu, nie licząc pksu raz dziennie. Ale do czego zmierzam… Wzięliśmy swoje rowery na urlop, no czad! Autem jak dojechaliśmy, tak nie ruszyliśmy i eksploracja okolic Władysławowa trwa bez nerwów o parking czy innych kierowców. Cudo! A z ciekawości – ile miałaś w tamtym momencie przebiegu?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *