Archiwa kategorii: Dziewczyńskie

13 mniej więcej darmowych sposobów, dzięki którym mam najlepszą cerę w życiu

zdjęcie po lewej jest z czerwca zeszłego roku, zdjęcie po prawej – aktualne. Nie mam jakiejś szczególnie problematycznej cery, bardziej kategoria “niby spoko, ale zawsze coś”. Teraz nie tylko nie muszę walczyć z ciągłymi niespodziankami, ale też skóra jest bardziej sprężysta, lepiej nawilżona, ma mniej przebarwień i nie świeci się tak w ciągu dnia.

Nie od dziś wiadomo, że przemysł kosmetyczny żeruje na niskim poczuciu wartości kobiet. Mężczyzn zresztą też, choć może na mniejsza skalę. Wytyka nam wyimaginowane problemy, żeby zaraz później podsunąć rozwiązanie. Oczywiście odpowiednio wycenione.

Tymczasem jeśli coś faktycznie nam przeszkadza, często mamy cały szereg darmowych środków, które mogą pomóc. Ale jakoś łatwiej nam dodać ten jeden, jedyny, cudowny krem do koszyka niż zastanowić się, czy nie skuteczniej byłoby zmienić coś w naszych nawykach. Życie uczy, że to w nich leży klucz do sukcesu, nie w magicznych kremach, zabiegach ujędrniających czy sokowych detoksach.

Na kwarantannie wciągnął mnie twarzing i włosing, czyli świadoma pielęgnacja skóry i włosów. Wcześniej niby coś tam wiedziałam, ale działałam trochę z przypadku. Nagromadziłam trochę dobrych nawyków, ale dopiero poskładanie ich wszystkich do kupy dało mi cerę, jakiej nigdy w życiu u siebie nie widziałam.  Czytaj dalej

Co w sobie lubicie?

Czeeeeść!!! Ale się stęskniłam! Przychodzę dzisiaj z tematem, który chciałam poruszyć od dawna.

Bardzo często słyszę narzekania koleżanek na to, jak beznadziejne są w orientacji w terenie, albo w oszczędzaniu. Albo na to, jak kiepsko trafiły na włosowej loterii i muszą żyć z prostymi, cienkimi włosami, podczas gdy wszyscy (wszyscy = Instagram) mają takie piękne fale i warkocze do pasa.

O tym, co w sobie lubimy, mówimy dużo rzadziej. Jakoś nie ma do tego okazji i społecznego przyzwolenia. Czytaj dalej

Modnie jest być dżentelmenem. A gdzie się podziały damy?

Ostatnio miałam okazję spędzić trochę czasu z jednym w moich najulubieńszych blogerów, Łukaszem Kielbanem z Czasu Gentlemanów. Łukasz dżentelmenem jest nie tylko z nazwy i rozmowa z nim to dla mnie zawsze ogromna przyjemność. Nie rozmawialiśmy jednak o tym, jaki jest super, choć to też mu przy każdej okazji powtarzam, ale o tym, dlaczego blogi o klasycznej męskiej elegancji czy tradycyjnie męskich zajęciach powstają jeden po drugim i cieszą się dużą popularnością, a damskich odpowiedników jest naprawdę niewiele.

Z bloga Łukasza można się dowiedzieć, jak wiązać krawat, z której strony powinno się obchodzić samochód, kiedy chce się otworzyć drzwi kobiecie siedzącej po stronie pasażera albo jak taktownie zakończyć znajomość. Nie chodzi jednak o sam savoir vivre, bo przeczytamy u niego też jak zrobić własny ex libris, jak kaligrafować czy jak ćwiczyć się w cierpliwości. Czytaj dalej

Czy dziewczynie wypada zrobić pierwszy krok? Pięć inspirujących historii.

W zeszłym roku, mniej więcej o tej porze, udzielałam wywiadu dziennikarce Polityki. Rozmawiało się fantastycznie i z rozpędu zapomniałam poprosić o autoryzację. Kiedy tydzień później kupiłam w kiosku gazetę, okazało się, że moje wypowiedzi nie do końca mówiły to, co starałam się przekazać. Pamiętam, że w dzień wywiadu miałam jeszcze umówione nagranie video, więc ubrałam się, pomalowałam, przyjechałam do centrum, ale operator się nie pojawił. Zaczęłam się więc zastanawiać, czy nie lepiej było tego dnia zostać w domu.

Okazało się, że nie lepiej. Wcale, zupełnie, ani trochę nie lepiej. Kilka dni później dostałam na FB wiadomość od chłopaka, którego nazwisko wydało mi się znajome. I faktycznie, pisał że chodziliśmy do tej samej podstawówki (to była mała, prywatna szkoła, więc wszyscy się znali), tylko on był kilka lat wyżej, że przeczytał moją wypowiedź w Polityce, bardzo się cieszy i gratuluje. Odpisałam, podziękowałam i zapomniałam o całej sprawie. Czytaj dalej

Krytykując czyjeś ciało, najbardziej krzywdzisz siebie

Od kilku miesięcy częściej pokazuję się na blogu, najczęściej prezentując ubrania, o których opowiadam we wpisie. Nie ma posta, pod którym nie przeczytałabym, co jest nie tak z moim wyglądem – a to włosy za cienkie i ułożone niezgodnie z wolą komentującej, a to nos za duży, a to kolano obwisa, nie spełniając oczekiwań.

Najczęściej to ten najgorszy rodzaj, czyli szpila pod płaszczykiem pozornej troski. “Masz strasznie zaniedbane włosy, myślałaś o tym żeby je na przykład umyć albo jakoś ułożyć?”. “Jesteś strasznie niska, twojemu chłopakowi nie przeszkadza to, że jesteś taka mała?”.

I za każdym razem robi mi się smutno. Nie dlatego, że mam coś do swojego nosa, włosów czy kolana. Wiem, że jedno jest cienkie, drugie duże (nie jestem pewna, czy kiedykolwiek zastanawiałam się nad stopniem obwisłości czyichkolwiek kolan), ale nie przeszkadza mi to – może dlatego, że miałam prawie dwadzieścia siedem lat, żeby się przyzwyczaić. Lubię je, bo są moje i jak do tej pory bez większych zarzutów mi służą. Pewnie, że wolałabym mieć włosy jak syrenka Ariel, ale wiem że to nie zależy ode mnie, więc grubość włosa nie spędza mi snu z powiek. Czytaj dalej