Co spakowałam do Tajlandii? Moje podejście do pakowania.

Spędziłam wspaniałe, dziewczyńskie wakacje w Tajlandii. Kilka zdjęć możecie zobaczyć na Instagramie, a na blogu chciałabym napisać o tym, co ze sobą zabrałam. Mniej chodzi mi o lifehacki typu “zroluj ubrania” (o których pisałam już tutaj), bardziej o moje podejście do ubrań w podróży w ogóle, bo mam wrażenie, że to zaoszczędza mi dużo więcej miejsca i nerwów, niż nawet najsprytniejszy trick.


Spójna szafa = łatwiejsze pakowanie


Kiedyś jeździłam dużo więcej niż teraz. Żałuję, że wtedy nie bylam bardziej ogarnięta z pakowaniem, bo byłoby mi dużo łatwiej i zaoszczędziłabym sobie wiele stresu. Z drugiej strony, trudno jest się sensownie spakować, jeśli mamy tak rozstrzeloną stylistycznie szafę, że do każdej sukienki potrzebne jest inne okrycie wierzchnie, a każde spodenki wymagają innej koszulki.

Podstawa to ubrania w spójnej gamie kolorystycznej, tak aby wszystko ze wszystkim grało – a przynajmniej większość z większością. Pomaga też ograniczenie wzorów, albo wybieranie takich, które do siebie pasują – znacznie poszerza nam to możliwość komponowania zestawów z rzeczy, które spakujemy.

Przykładowo, bez problemu (problem = moja wewnętrzna niechęć do pstrokacizny na samej sobie) mogę nosić moją błękitną koszulę w drobniutką krateczkę z biało-czarną spódnicą w kratę, to samo dotyczy granatowego t-shirtu w delikatne, białe paski. Dodatkowo sprawę ułatwia fakt, że zdecydowana większość moich ubrań jest gładkich.


Nie mam specjalnej garderoby na wyjazd


Ani spodni khaki z tysiącem kieszeni, ani plażowych tunik, ani pareo, ani kwiecistej sukni do ziemi, ani starej bluzki, której w sumie to w ogóle nie lubię, więc idealnie sprawdzi się “na dobicie” na wyjeździe. Jeśli gdzieś jadę, to zabieram ze sobą dokładnie te same rzeczy, w których chodzę w Warszawie – innych nie mam.

Nie zdarzył mi się jeszcze taki wyjazd, na którym to podejście by mi się nie sprawdziło, wliczając w to peruwiańską dżunglę.

Lubię swoje ubrania, lubię czuć się sobą, więc nie widzę potrzeby zaopatrzania się w jakieś specjalne rzeczy, które później większość czasu przeleżą w szafie. No, może pomijając buty do wody – spotkanie z jeżowcem to nic przyjemnego!


Biorę mniej ubrań i w razie potrzeby po prostu robię pranie


Odkąd odkryłam ten myk, nie mogę się nadziwić, że nosiłam kiedyś w plecaku góry ubrań i tony skarpetek! Pranie można zrobić w prawie każdym hotelu czy hostelu, w większości turystycznych miejsc łatwo znajdziemy też tanie, samoobsługowe pralnie z suszarkami. Zapłacimy kilkanaście złotych, a zaoszczędzimy naszemu kręgosłupowi kilku kilogramów noszenia – czy ewentualnie rękom, jeśli jedziemy z torbą lub walizką.


Tym razem na niemal 3 tygodnie zabrałam ze sobą:


  • 5/6 t-shirtów czy topów
  • 2 pary krótkich spodenek
  • 1 koszulę z długim rękawem, która jeździ ze mną wszędzie – jest przewiewna i świetnie się nadaje do przykrycia ramion w razie potrzeby (koszula niestety nie przeżyła wyjazdu, a konkretnie licznych spotkać z tajską kuchnią. Była ze mną od lat, była nawet bohaterką drugiego postu na tym blogu, hen hen w 2008)
  • 1 parę długich, wiskozowych spodni – do samolotu, do wchodzenia do świątyń itp.
  • 1 cienką bluzę, do samolotu i tajskich autobusów, w których panuje temperatura w okolicach zera absolutnego
  • 1 sukienkę
  • 1 spódnicę, której totalnie mogłabym nie brać, ale ją uwielbiam i rzadko kiedy mam okazję ją nosić – no i też jest za kolano, więc do zwiedzania świątyń jak znalazł
  • zestaw ubrań do ćwiczeń i lekką matę do jogi
  • bawełnianą torbę na zakupy
  • 3 pary butów – sportowe, mokasyny i gumowe sandało-japonki, które nadają się do chodzenia, pod prysznic, do wody i tak dalej (tu się przejechałam, bo jak tylko wystawiłam stopy na tajski upał, okazało się, że obcierają mnie z tyłu każde buty i musiałam kupić sobie klapki, w których przechodziłam cały wyjazd. Lekcja na przyszłość: brać klapki, ale nie japonki, bo te też mnie obcierały między palcami.)
  • kapelusz i czapkę z daszkiem (do jeżdżenia na rowerze, pływania na kajaku i wszystkich innych aktywności, przy których zwiewa kapelusz)
  • no i oczywiście bieliznę w rozsądnej ilości i stroje kąpielowe – mogłabym wziąć jeden, ale podobnie jak ze spódnicą – cierpię na brak okazji do noszenia ładnych kostiumów

Długie spodnie, sportowe buty i bluzę zakładam na siebie na podróż, więc najcięższe rzeczy wylatują z plecaka.


Nie biorę przydasiów i rzeczy na zapas, poza moimi subiektywnymi niezbędnikami


Staram się zawsze pamiętać o tym, że nie jadę na bezludną wyspę, tylko do popularnego, turystycznego miejsca i niemal wszystko mogę w razie potrzeby kupić na miejscu. Wyjątek robię dla rzeczy, które są kiepsko dostępne (zapasowe soczewki), które jeśli są potrzebne, to potrzebne są natychmiast (leki na problemy żołądkowe) i takich, których zdarzało mi się już w podróży potrzebować, więc jest duża szansa, że będę musiała po nie sięgnąć ponownie (tabletki na alergię).

W tej kategorii moim hitem, i to nie tylko podróżniczym, bo zawsze mam ją w portfelu, jest karta do wyciągania kleszczy, którą można kupić za kilka złotych w aptece czy na allegro. Kupiłam ją z myślą o Chrupku, ale nigdy jej na nim nie użyłam, za to wielokrotnie przetestowałam ją na sobie i innych ludziach. Zazwyczaj zabieram też ze sobą maść z witaminą A, również do kupienia za kilka złotych w aptece, która jest super na wszystkie podrażnienia skóry, ale też chociażby na przesuszone długim lotem usta.


Minimalizuję, co się da, żeby móc zabrać to, na czym mi zależy


Duże kosmetyki, takie jak szampon czy odżywka, przelewam do podróżnych butelek. Krem BB i żel do włosów wpompowuję do starego pudełeczka po soczewkach. Zamiast ksiażek biorę Kindle’a. Zamiast zwykłego ręcznika biorę podróżny z Decathlonu, który da się złożyć w maleńką kostkę. 

Jednak jeśli na czymś bardzo mi zależy, to to zabieram. Na przykład duże słuchawki, zamiast pchełek, żeby wygodnie słuchać audiobooków i mojego ukochanego ASMR. Albo… matę do jogi! Wiem, że są takie podróżne, składane, ale te na które trafiłam były z jednej strony cienkie, z drugiej dość ciężkie, więc wolę bujać się z moją rolką przypiętą do plecaka.


Mądrze wybieram to, do czego się spakuję


Wyjazd do Gwatemali dwa lata temu przyniósł mi bardzo cenną lekcję. Niestety równie cenną, co bolesną. Brzmiała ona: wygodny plecak to kwestia bardzo subiektywna. Pomyślałam, że oszukam system, i zamiast kupować plecak, pożyczę go od brata. Tym bardziej, że Michał jest królem wspinaczkowych wyjazdów i plecak ma o wiele lepszy, niż ja kiedykolwiek bym sobie kupiła. Wszystko było dobrze do momentu, w którym przed wyjazdem na lotnisko wrzuciłam plecak na plecy. Wtedy okazało się, że może i jest super wypasiony i ma uchwyt na czekan, ale ma też jakąś twardą i wypukłą część, która wbija mi się w lędźwia i żadna regulacja nie jest tego w stanie przesunąć.

Dla Michała ten plecak był super – bo jest ode mnie wyższy i ma inną budowę. Dla mnie był koszmarem, z którym walczyłam przez cały wyjazd.

Nauczona doświadczeniem, przed tym wyjazdem wybrałam się do sklepu stacjonarnego, żeby poprzymierzać plecaki i wybrać taki, który będzie mi pasował najlepiej. O dziwo nie wygrał żaden z plecaków przeznaczonych specjalnie dla kobiet, ale niedrogi, zupełnie podstawowy model. Ma też świetny bajer – jest rozpinany z góry do dołu, na całej długości, więc nie trzeba wywalać wszystkiego, żeby wyciągnąć bluzę z dna plecaka.

I na koniec – często mi piszecie, że chcielibyście mieć lepiej zorganizowaną garderobę i kupować rozsądniej, ale lubicie wzory, kolory, cekiny i brokaty. To też jest okej! Ja po prostu lubię prostotę i jestem za leniwa, żeby radzić sobie z rozbuchaną garderobą, ale rozsądnie nie znaczy koniecznie szaro i prosto! Noście to, w czym czujecie się najlepiej. Jeśli lubicie mieć dużo ubrań, miejcie dużo ubrań. Najważniejsze, żeby zawartość Waszej szafy Was nie wkurzała, żebyście mogli bez problemu wybrać ubrania na różne okazje czy spakować się na wyjazd. Bez ciągłego poczucia, że coś tu jeszcze trzeba dokupić, żeby wszystko grało. I żeby nie było w niej ubrań, których nie lubicie i nie nosicie. Moim zdaniem znaczna przewaga ubrań bazowych nad wydziwionymi ogromnie ułatwia funkcjonowanie, ale to co uznacie za bazowe, a co za wydziwione, to już Wasza sprawa.

To nie żaden konkurs. “Dużo” i “mało” to pojęcia względne. Ja mam poczucie, że w porównaniu z moim dawnym pakowaniem zabieram dość mało rzeczy, albo inaczej – zabieram takie rzeczy, które na pewno wykorzystam. Mój brat pewnie stwierdziłby, że to dużo, i że on by zabrał o połowę mniej. Ostatecznie to Wy macie być zadowoleni i czuć się dobrze w swoich ubraniach, w domu czy na wyjeździe – inaczej to zupełnie nie ma sensu.

Dajcie znać, co Wam pomaga przy pakowaniu. Ja na koniec chciałam Was zostawić z apelem. Zawsze byłam bardzo wyluzowana, jeżeli chodzi o zalecenia dotyczące szczepień czy profilaktyki przy podróżach. I, jak to zwykle bywa, mojemu mózgowi wydawało się, że egzotyczne choroby to może i gdzieś się zdarzają, ale na pewno nie w moim otoczeniu. Podstawowe szczepienia robiłam, repelenty na komary brałam i może nawet czasem się psiknęłam, ale bez szczególnego przekonania. Tymczasem choroby przenoszone przez komary to nie żarty, i należy do nich nie tylko osławiona malaria, ale też dużo mniej znana, a dużo częściej występująca denga. I mimo, że nie lubię ostrej chemii, kiedy tylko nie muszę je stosować, to naturalne środki na komary polecam zostawić sobie na wyjazd na Mazury, a w tropikach zaopatrzyć się w porządną Muggę czy inny repelent i porządnie się spryskiwać. No i koniecznie dobre ubezpieczenie!

56 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. Askadasuna

    Mnie w ogóle malutko trzeba do szczęścia ;) Podróżując po miastach na okres krótszy niż tydzień pakuję się w torebkę. Taką nieco większą, ale wygodną i jednak torebkę, bo pranie da się zrobić wszędzie, ręczniki na ogół są, małe buteleczki kosmetyków wystarczą, a jak już faktycznie będę czegoś potrzebować to wejdę do sklepu i to kupię. Marzy mi się za to dwu-trzy tygodniowy wyjazd w góry w totalną dzicz i wiem, że na dwa tygodnie pod namiotem faktycznie będę musiała sporo zabrać. Jednak wyjazdy do aglomeracji miejskich to ogromny komfort i mało albo bardzo mało spokojnie wystarczy ;)

  2. Agnieszka

    O ode mnie apel – na rower tylko i wyłącznie kask! Pracuję na izbie przyjęć – wolicie nie wiedzieć co dzieje się z głową i jej zawartością w razie wypadku. To mniej więcej jak z zapinaniem pasów w samochodzie. Kolizja może zdarzyć się pod blokiem, w lesie najedziecie na korzeń, naprawdę kask ratuje życie i zdrowie!

      1. Ola

        Zastanaiwiałam się co to za super plecak opisujesz, i że taki rzopinany i wowwwo, i kliknęłam w link a tam mój plecak XD I faktycznie przy 50L nie ma dla mnie różnucy czy damski czy męski, ale 65L mam damską i bardzo się cieszę, bo jest lepiej dopasowana do mojego ciała.

      2. Ewelina

        Jedna uwaga do plecaka, bo mam identyczny: jest to dosyć popularny model i warto go jakoś oznaczyć, żeby się wyróżniał :) Zazwyczaj na taśmie z bagażami na lotnisku są przynajmniej ze 3 takie i miałam już 2 razy sytuację, że ktoś zabrał mój przez pomyłkę. Sam plecak fajny, ma dużo przegródek i po wyjęciu stelarza można go spokojnie uprać w pralce.

  3. Aneta

    Akurat z pakowaniem nigdy nie miałam problemów. Może dlatego, że od zawsze mam bardzo niewiele ubrań i w jednej kolorystyce (kocham czerń). Na półroczny wyjazd na wymianę spakowałam jedną walizkę i z jedną wróciłam. Na wyjazdy weekendowe pakuję się w torebkę. Nie mogę w tej kwestii dogadać się z mamą, która zawsze bierze ogromne ilości ubrań. No i odkąd mam dzieci pakowanie też już nie jest takie proste, chociaż teraz biorę mniej rzeczy przy dwójce niż przy pierwszym synu.
    Też chętnie zobaczyłabym plecak.

      1. Aska

        Tez tak myslalam. Mam 2 dzieci. Samochod ten sam jeszcze sprzed czasu maluchow. Jezdzilismy we 2 – ledwo sie pakowalismy na 2 tygodnie (bagaznik + tylna kanapa zawalone). Jezdzilismy we 3 – tylko bagaznik po dach i 1 torba na fotelu ale za to z 2 rowerami, dodatkowymi ciuchami na rower, kaskami i fotelikiem rowerowym. Jezdzimy we 4 – miescimy sie w bagazniku + 3 rowery, fotelik rowerowy i 4 kaski. Raz, ze zrozumialam w pewnym momencie ze minimalizm ma sens (przede wszysykim nie generuje bajzlu) a dwa – jak juz wiesz ze masz malo miejsca to nagle sie okazuje ze nie potrzebujesz miliona dupereli no i mozesz w kryzysie prac (tak, w umywalce/misce tez). W czerwcu jedziemy nad morze, na miesiac w 4 z rowerami. Auto bez zmian. Zmieszcze sie i tyle 😊

  4. Karolina.ja

    Dla mnie ty, ten blog i twoja pierwsza książka – to były moje inspiracje do uporządkowania mojej szafy. Nigdy nie miałam wielu ubrań, za to teraz mam tylko ubrania, które bardzo lubię i świetnie się w nich czuję. No i przestałam się bać wydać większą kwotę na ubrania. Najpierw myślałam, że to rozrzutność, teraz wiem, że bliżej temu do oszczędności 😉 (przynajmniej w moim przypadku).
    W zeszłym roku po raz pierwszy nie musiałam dokupować żadnych ubrań czy butów przed urlopem. Tyle wygrać!

  5. Ewa

    Wyjeżdżając na 2 tygodnie z dziećmi pakuję się w średnią walizkę (ja i dzieci) + mąż zabiera swoje rzeczy do małej walizki kabinówki. Ponieważ wynajmujemy mieszkania z airbnb, mamy zazwyczaj łazienkę z pralką i możliwość prania, ale nie jest tak, że piorę non stop – zazwyczaj nastawiam maks. 2 prania. Ostatnio w Hiszpanii taksówkarz wiozący nas z lotniska powiedział, że po raz pierwszy widzi rodzinę z dziećmi i jedną walizą :-)
    A jak już jadę sama, to pakowanie zajmuje mi dołownie 5 minut, mąż podobnie. A to wszystko po lekturze książki Asi (jeszcze mi się oberwało od męża, że czemu wcześniej wprowadziłam tego całego slow fashion, bo to tak ułatwia życie).

  6. Opos

    Przeważnie jeżdżę na wyjazdy z mężem – u mnie w walizce lub plecaku są tylko ubrania i kosmetyki, a u męża reszta: przejściówki, powerbanki, folia spożywcza, latarka, grzałka/czajnik, jednorazowe naczynia, sztućce, herbata itp. 🙂 ZAWSZE się pakuję z listą, którą mam na komputerze i co jakiś czas ją aktualizuję. Mąż ma taką pracę, że codziennie musi być spakowany na kilkudniowy wyjazd w różne zakątki świata, dlatego ma to opanowane do perfekcji (i do tego jest minimalistą).
    Nie cierpię prać na wyjazdach. Większą ilość rzeczy prałam raz w życiu w Japonii i nie dość, że się kiepsko uprało to dodatkowo nie dało się wysuszyć nawet po kilku cyklach w suszarce.
    Nauczona doświadczeniem wiem, że krótkie spodenki nie przetrwają dłużej niż 1-2 dni i że 3 pary butów to dla mnie za mało (zwiedzam bardzo intensywnie i bez względu na pogodę). Dlatego pakuję więcej i potem to dźwigam. Nie mam też ubrań typowo wyjazdowych – biorę to co się nie pogniecie, co jest lekkie i w czym będzie mi wygodnie. 🙂 Czasem zazdroszczę tych wieczorowych sukni i szpilek na tle zachodzącego słońca na instagramie, ale nawet w domu nie mam takich ubrań i szkoda mi miejsca w bagażu. 😉

  7. Maja

    Uwielbiam się pakować! Nauczyła mnie tego mama przed wspólnymi wyjazdami na wakacje. Zawsze kilka dni wcześniej przeglądałyśmy rzeczy, które potrzebujemy i chcemy wziąć. Sprawdzałyśmy, co będzie do siebie pasować. Do dzisiaj stosuję tę zasadę. Myślą przewodnią moich bagaży jest zawsze jakiś konkretny kolor. Jeśli przykładowo mam fazę na czerwony, to biorę na wyjazd rzeczy oscylujące wokół tego koloru – ciuchy, torebki, szale, biżu. I wszystko mogę dowolnie między sobą dopasowywać. Jak z takich zestawień z netu, czy czasopism – jak z pięciu ubrań zrobić 15 stylizacji :D Uwielbiam pakowanie! Zabieram ze sobą taki mój mały, bezpieczny, przyjemny świat :)
    Inna sprawa, to spójny styl garderoby, do tego dochodziłam latami. Teraz mam w szafie tylko rzeczy, które lubię i których można użyć w wielu sytuacjach. Np. piękne kimono z H&M. Miałam je na sobie do czarnych rurek i białej koszuli na koncercie w NOSPrze, a parę miesięcy później na romantycznej kolacji na plaży podczas podróży poślubnej, narzucone na sukienke-tubę z sh z wakacji sprzed lat. W takich ubraniach kryją się wspomnienia!

  8. Julia

    Ja bardzo długo na wszystkie wyjazdy pakowalam szorty, bluzki i bluzy i rok temu wreszcie odkryłam, że…ich nienawidzę. Nie jestem fanką szortów, latem preferuję sukienki i o ile na bardzo aktywny wyjazd w góry faktycznie je zabieram, o tyle nie potrzebuję więcej niż 1 pary na lato na malcie czy w Szwajcarii. Od tego czasu uwielbiam wyjazdy i pakowanie bo sukienki zajmują zwykle mało miejsca i odpada problem ze spasowaniem góry i dołu. Natomiast ja tez jestem przeciwniczką prania na wyjazdach nie dlizszych niż 2 tygodnie. Pokoje hotelowe wyglądają wtedy zwykle jak jedna wielka suszarnia, a ja zamiasto odpocząć irytuję się bałaganem :P

  9. Sim

    Wszystko zależy jaki typ podróżowania się wybiera, gdzie i na ile się jedzie – jednak kilkudniowego, porządnego trekkingu w dżungli czy w góry nie zrobimy w szortach i adidaskach, trzeba zaopatrzyć się w buty trekkingowe, odpowiednią odzież, repelenty itd. I mówi to osoba, która kiedyś poszła na wulkan w sukience i klapkach. Dzisiaj można opowiadać w ramach anegdoty, mi wtedy do śmiechu nie było :)
    Do Azji Południowo-Wschodniej nie ruszam się bez moskitiery i cienkiego śpiwora, zawsze mi się przydaje. I o ile na wypady do Europy noszę takie ciuchy jak w Polsce to na wyjazdy w bardziej odległe miejsca to nie ma opcji. Po pierwsze, za bardzo bym się wyróżniała z tłumu. Drugie – rzeczy w podróży się niszczą, detergenty są zazwyczaj dużo silniejsze i zwyczajnie jest mi ich szkoda. W związku z tym zawsze na zakupach w ciucholandach kupuję też rzeczy “wyjazd” i mam taką kupkę w szafie. Ale nie jest jakaś spektakularna – maksymalnie jakieś 12 sztuk odzieży na różne strefy klimatyczne

  10. Szyciownik

    Cześć,
    Mamy z mężem listę rzeczy do zabrania na wyjazd, która jedynie różni się ilością bielizny w zależności od długości wyjazdu oraz czasem dodajemy stroje kąpielowe, gdy jedziemy nad morze. Reszta to ten sam zestaw, sprawdzony od 5 lat. Jeśli czegoś nam brakowało, to dopasujemy. Jeśli coś jest nieprzydatne, to z listy wylatuje. Ta metodą mamy idealnie optymalną listę rzeczy i na tygodniowe wakacje jedziemy w małej walizce w dwie osoby :)
    Pozdrawiam,
    Kasia

  11. Ewa, W Stronę Retro

    1. Bardzo polecam książkę “Rozważnie i romantycznie” Marzeny Filipczak, wywróciła do góry nogami moje myślenie o podróżach i pakowaniu. Sporo bardzo przydatnych porad, uwag na temat bezpieczeństwa itp.

    2. Mnie bardzo pomaga to, że moja letnia garderoba jest praktycznie w całości jasnoniebieska i beżowa – bardzo łatwo ogarnąć pakowanie i mam +5 do ogarniętego wyglądu.

    3. “Moim” elementem, bez którego mogłabym się obejść, ale zbyt go lubię, są wzorzyste koszule jako narzutki na długie sukienki.

    I ogromna prośba: kończą mi się sandały, czy możecie doradzić mi jakiś lekki i nieocierający (bez słupka między palcami) model?

    1. Anna

      Cześć Ewa! Jeśli chodzi o sandały- polecam serdecznie markę Eva Frutos. Od kilku lat co sezon kupuję sandały tej właśnie firmy, są łatwo dostępne na allegro w niezawyżonej cenie. Bardziej komfortowych, nieobcierających nawet w największe upały, wykonanych z mięciutkiej skóry nigdy nie miałam! Jeśli odpowiadałaby Ci ich stylistyka, to warto wypróbować.

    2. Asia

      W zeszłym roku do tyranii kupiłam Yokono – cena rozsądna, leciutki, jeden sezon wytrzymały bez trudu, ale to jeszcze za mało, żebym je z czystym sumieniem poleciła ;) acz polecam obczaić

  12. Kasia

    Mnie pakowania nauczyły obozy wędrowne. Do plecaka 45 l pakowałam wszystkie rzeczy dla siebie, śpiwór i przydział jedzenia, a na zewnątrz dopinałam jeszcze karimatę i część namiotu.
    Niby fajnie, ale teraz mam problem pakując się na “normalne wyjazdy”. Zawsze biorę za mało, bo mam zakodowane, że im mniej, tym lepiej :)

  13. Emilia

    Ja z każdym wyjazdem mniej pakuję, a możliwość zrobienia prania w trakcie podróży jest rzeczywiście wygodna i ogranicza liczbę rzeczy. Ostatnio na prawie 3 tygodnie do Malezji spakowaliśmy się w trójkę (2 + 4-latka) w plecakc 45 l + drugi małuy 20 l. I wystarczyło. Na taki zwykły wyjazd biorę 2 pary butów – 1 sandały (Ale nie japonki ani klapki, bo muszę mieć stabilną kostkę, żeby mi było wygodnie dużo chodzić) i 1 pełne. Najczęściej tenisówki, chyba że planujemy większe wędrówki po górach czy dżungli , no ale teraz z córką jeszcze nie praktykowaliśmy i na te trasy, gdzie byliśmy wystarczyły zwykłe buty. Bierzemy też japonki, ale czasem tylko pod prysznic – 1 dla nas dwojga. Rekordem był wyjazd do Tajlandii, gdzie wszyscy (my i znajomi) mieliśmy tylko sandały, które nadawały się też do dłuższego chodzenia. Może nie wyglądało to elegancko, zwłaszcza w samolocie, ale było wygodnie, ograniczało bagaż (z dziećmi miałoto znaczenie) i totalnie mieściło się w moim stylu (chodzę też w takich czasem po Warszawie i innych miastach na co dzień”, więc nie są jakieś specjalne na wyjazd.
    Jednak ja uwielbiam kolory i wzory i wakacje to też okazja, żeby się nimi trochę pobawić. Lubię też przywieźć sobie coś do ubrania z lokalnego bazaru albo sklepu. Mam ubrania, które wykorzystuję tylko alb o głównie na wyjazdach, ale nie są to rzeczy na dobicie tylko takie które bardzo lubię, jednak z różnych powodów nie noszę ich na co dzień. , przewiewna koszula z długim rękawem, mini pareo, taka jakby spódniczka do kąpania, pozwalające żeby czuć się swobodnie na plazy, gdzie ludzie się kąpią, ale nie ma nikogo w bikini, bo nie jest to miejsce turystyczne, a kraj czy rejon muzułmański (lubię szanować inne kultury, w miejscach, gdzie jestem). Mam też chustę, która jest na wyjeździe wszystkim (ostatnio kupiłam sobie drugą i były dwie) – czasem pareo na plaży, spódnicą (np do zakrycia nóg w świątyni albo w miejscowości z plażą), narzutką czy szalem, np w klimatyzowanym busie, nakryciem głowy w meczecie, kocem piknikowym na plaży a czasem ręcznikiem mojej córki, gdy wybraliśmy się na spacer i dotarliśmy nad morze bez ręcznika.
    Ręczniki z mikrofibry są praktyczne też dlatego, że szybko schną, a czasem w niektórych rejonach jest taka wilgoć, że to bardzo istotne. Z tego powodu też przydał nam się drugi strój kąpielowy (wilgotność i deszcze powodowały, żę nie schły stroje . Zazwyczaj pakuję też leciutkie i malutkie kurtki przeciwdeszczowe – kilka razy się przydały w tropikalnych, ale intensywnych deszczach (ale to kwestia pory, w jakiej się jedzie). Biorę też cienką bluzę i do busów i na lot
    Oczywiście inne rzeczy pakuję w miejsca lub porę roku, gdzie jest zimno. Zawsze się śmieję, że na 3 czy 4 tygodnie (Czy nawet dłużej) w kraju typu Tajlandia pakuję mniej niż na tydzień do Polski, gdzie muszę choćby córce zabrać i letnie rzeczy, i ciepłe jak polar i kilka par spodni na zmianę w razie pobrudzenia/przemoczenia itd, i cały przeciwdeszczowy zestaw łącznie z kaloszami ;) Zwłaszcza, że na ten tydzien biorę tyle, żeby już nie prać.

      1. Sim

        Asiu, ja masz małą stopę (do 38) to naprawdę mega polecam dziecięce sandały z Decathlonu – są super wygodne i niezniszczalne, mogą też spokojnie służyć za buty do chodzenia w wodzie, jeżeli dno jest kameniste ;) i cena bardzo przyjazna (70 zł, model MH120).

  14. Kinga

    Uwielbiam takie wpisy :* U mnie tak:
    pareo – jako chusta w chłodniejsze dni, coś na czym można usiąść w razie potrzeby a jak dziecko uśnie to można przykryć przed wiatrem, spódnica (jak sobie ją zawiąże idąc na plażę a razie wyższej konieczności – torba http://bi.gazeta.pl/im/51/a9/12/z19570001O,Jak-wiazac-chuste.jpg)
    chustka na głowę typu Buff – jako chustka, gumka do włosów
    klapki – faktycznie koniecznie klapki a nie japonki :)
    Rajstopy czarne ciepłe – zamiast spodni jeansowych w chłodne dni a mało zajmują
    Do spania – podkoszulka
    Na problemy żołądkowe najlepsza okazała się cola :p

  15. Agnieszka

    Pranie w podróży ok, można w każdych warunkach, ale co z prasowaniem? Macie same niegniecące ubrania czy pakujecie żelazko? A może jakieś inne pomysły?

    1. Joanna Glogaza Autor wpisu

      Ja w ogóle większości rzeczy nie prasuję, w podróży czy nie:) A takich, które okazjonalnie prasuję (jakieś wyjściowe sukienki czy koszule) w podróż nie zabieram:)

  16. Reja

    Ja z tych co biorą ze sobą pół szafy a później chodzą ciągle w tym samym bo reszta jest wymiętolona. Wiem że tak będzie ale lubię mieć dużo w razie W.

  17. Dżoana

    Asia! Jesteś wielka! Przede mną wyjazd do Hiszpanii. I już boję się, jak spakuję się w kabinówkę. Także spadasz mi z nieba z tym artykułem. Mocno zainspirowałam się: na pewno muszę kupić gumowe sandałko-klapki – będę śmigać w nich po mieście i plaży, a wieczorem przetrę je i wskoczę pod prysznic. Możesz mi powiedzieć, gdzie kupiłaś swoje?
    Najmocniej martwi mnie umiejętne spakowanie kosmetyczki :-/ Świetny pomysł na wykorzystanie nieużywanych pojemników na soczewki kontaktowe. Jako soczewkowiczka mam ich full – czas na ich wykorzystanie. Nawet pomyślałam sobie, żeby przelać do nich krem do twarzy. A co do soczewek to zawsze irytowało mnie zabieranie dużego płynu do soczewek. Ale ostatnio odkryłam Amerykę :D firmy produkują małe płyny i nawet w takich kosmetyczkach do samolotów. Mam taki zestaw: https://www.twojesoczewki.com/plyny-do-soczewek-miekkich/3813-flight-pack-monovision-2×60-ml-pojemnik-na-soczewki.html Mega ułatwia sprawę, a kosmetyczka jest wytrzymała, bo na próbę naładowałam tam już full innych rzeczy ;p

      1. Kasia

        Ja też mam Crocsy, są fajne, bo proste, czarne, nadadzą się do trochę bardziej eleganckiej kreacji – jednak mnie też obtarły i niestety, też wszystko mnie obciera. Ale to całkiem praktyczna opcja ;)

  18. puch ze słów

    hej :) ja mokasynów bym nie brała… chyba że się mylę? ;) moje podróże najczęściej są organizowane na własną rękę bez większych wygód i luxusów więc zawsze się obawiam że plecak będzie za ciężki bo tam gdzie stop się nie zatrzyma trzeba iść i dźwigać bagaże samemu… plecak to ważna sprawa by dopasować i dobrać zwłaszcza jak się wie że podróż będzie też odbywać się na własnych nogach – Pamiętam jak np. w Irkucku ledwo szłam i płakałam w myślach bo za ciężko ;) lubię wpisy o podróżach więc dziękuję i pozdrawiam :) asia

  19. Lid

    A ja lubię mieć typowo wakacyjne elementy jak sukienka maxi z dekoltem na plecach, z którym na mieście nie odważyłabym się pokazać :) Staram się teraz, żeby ubrania, które kupuję były w jakiś sposób wyjątkowe, więc być może przez to ich ilość się ograniczy. Ale lubię mieć na wakacjach wybór w zależności od nastroju, choć oczywiście muszę zmieścić się w walizkę. Problem do tej pory był z butami, ale odkąd kupiłam złote skórzane sandałki, nie potrzebuję dużo par, prawie wszędzie śmigam w tych – wygodne, przewiewne i ładne. Choć kupiłabym jeszcze takie na bardziej górzysty teren. Gdy wyjeżdżam w ciepłe miejsce, mogę ograniczyć ilość…staników, bo jest za gorąco, żeby je zakładać, zresztą kiedy indziej pozwolić sobie na taki luz jak nie na wakacjach… :)
    A, no i w tym roku dostałam Kindle’a na urodziny, więc i książkowo trochę miejsca zaoszczędzę.

  20. Astrid

    Czy mogę podpytać o parkiet? Też mam w mieszkaniu dębowy parkiet (nowy), ale lakierowany a nie olejowany i jestem bardzo zdziwiona, jak szybko się niszczy. Codziennie odkurzam i uważam na niego, a jest nie tylko mnóstwo rys. To wiadomo, żyje się, a nie modli do podłogi. Niestety jet też trochę wgnieceń – ekipa montująca szafę, mimo rozłożonego kartonu uszkodziła głęboko parkiet, a ja sama uszkodziłam go, gdy mi spadł ciężarek 2 kg w gąbkowej otoczce. Czy u Ciebie też tak łatwo o wgniecenia?

      1. Astrid

        Dzięki :) Ja mam w domu zestaw pies+alergia (moja, choć pies też alergik) więc bez odkurzania byłoby ciężko. Rysy widzę z niższego poziomu i serio mnóstwo ich jest (psie pazury robią swoje, ale mieszkamy z miesiąc zaledwie), ale wgłębienia to widać konkretnie, z góry i warto naprawiać bo czernieją i może tam wnikać woda i – zdaniem parkieciarza – rozrabiać tam na całego (w lakierowanej, nie wiem jak z olejowaną).

  21. Klaudia

    Witaj,
    Droga Joanno, a ja mam do Ciebie takie wazne pytanko poniewaz wybieram sie teraz pod koniec marca do Tajlandi rowniez na KOH MOOK, KO NGAI, KOH KARDAN i obecnie szukam noclegow czy moglabys mi polecic jakies w tych miejscach najlepiej te w ktorych ty bylas i co jest wartego zobaczenia na wspomnianych wysepkach.
    Bede Ci obromnie wdzieczna za te informacje.
    Pozdrawiam
    Klaudia

  22. Magdalena

    Miałam bardzo podobny bagaż, na miesiąc w Tajlandii i Laosie zabrałam plecak 40l o łącznej wadze 4,8 kg :) I też musiałam wyrzucić część garderoby, która nie wytrzymała starcia z tamtejszym wilgotnym klimatem :)

  23. Ag

    Akurat mokasynow w zyciu bym ze soba nie wziela, ja zamiast tego chodze w sandalach, ale poza tym lista wyglada niezle. Ja zawsze zabieram tez duzy szalo-pareo-recznik: mozna sie nim przykryc, jak zimno, polozyc na plazy, uzyc awaryjnie jako recznika, zarzucic na ramiona, ma mnostwo funkcji i zajmuje malo miejsca. A co to na zdjeciu w kwiaty? Bardzo ladny wzor, szukam podobnej sukienki ;)

  24. Dorota

    cześć! Jak zwykle przyjemnie się Ciebie czyta :)
    Mam pytania natury praktycznej: czy zauważyłaś, że Mugga niszczy ubrania, szczególnie ze sztucznych materiałów? Taką informację przekazał mi pan sprzedawca. Już rozważam zmianę zawartości walizki, więc pomyślałam, że może zaufam Twojemu osądowi :D

  25. Marta

    Kiedy wyjeżdżam w jakąś podróż wygodę stawiam wyżej niż elegancję. To podstawa, sportowe i wygodne obuwie przede wszystkim. Nawet ostatnio szukałam jakiś markowych adidasów na wyjazd i proszę, na https://butymodne.pl/damskie-inna-marka-c531.p129.html , trafiłam na mega wyprzedaż. Może też potrzebujecie, tym bardziej, że niedługo wakacje. Takie adidasy się przydadzą na bank.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *