Archiwa tagu: Peru

Poranek jedyny w swoim rodzaju, czyli powrót do Peru

W weekend opowiadałam komuś o mojej podróży do Peru i przypomniało mi się, że wciąż zostało mi kilka jej etapów do zrelacjonowania. Nie miałam czasu zrobić tego od razu, a im więcej dni mijało, tym trudniej było mi się zebrać. Zdecydowanie jestem zwolenniczką spisywania wrażeń na gorąco, nic nie zastąpi takiej świeżej relacji, wspominałam o tym zresztą w poście o pisaniu. No i zwyczajnie dużo łatwiej pisze się o tym, co teraz dzieje się w naszym życiu, niż odgrzewa stare kotlety. Weekendowa rozmowa zawiodła mnie jednak do oglądania zdjęć, stwierdziłam że miejsce jest zbyt piękne, żeby nie wylądować na blogu, nie lubię też mieć niezamkniętych spraw i postów-widm, usiadłam więc do przygotowania posta z Huacachiny, oazy na pustyni.

EDIT: Wbrew moim obawom, pisało się bardzo przyjemnie, taka nieplanowana okazja do wspomnień pozwoliła mi przenieść się z powrotem do atmosfery tamtej podróży, dalej utrzymuję jednak, że najciekawsze są relacje pisane na świeżo.

Czytaj dalej

Peru: Cusco

Po sporej przerwie powracam do relacji z naszej wyprawy do Peru. Dla przypomnienia: byliśmy już w lesie deszczowym, dotarliśmy piechotą pod Machu Picchu i spotkaliśmy tam lamy. Po półtoragodzinnym podejściu po nierównych, wysokich kamiennych schodach ledwo człapałam, jednak nie było czasu na odpoczynek. Zjedliśmy porządny peruwiański obiad i pociągiem opuściliśmy Aguas Calientes, do którego wrócę jeszcze w ogólnym podsumowaniu wyprawy.

Czytaj dalej

Peru: Machu Picchu

Peru: Machu Picchu

Zabranie się do napisania posta o Machu Picchu trochę mi zajęło, zdążyliście pewnie już zapomnieć, co było wcześniej, więc dla szybkiego odświeżenia – część pierwsza i druga mojej relacji z Peru. Po przybyciu do Aguas Calientes byliśmy tak zmęczeni, że budzik przed zaśnięciem nastawialiśmy patrząc już tylko jednym okiem. A nastawiliśmy go dość ambitnie, bo na czwartą rano. Po walkach, jakie stoczyliśmy z systemem rezerwacji biletów (koszmar, w życiu nie widziałam gorzej działającej strony do bookowania czegokolwiek) i przebrnięciu przez proces ich odbioru w miejscowym biurze, byliśmy bardzo zmotywowani do dotarcia do parku archeologicznego jako jedni z pierwszych i oglądania Machu Picchu bez tłumu turystów. Czytaj dalej

Peru: w drodze do Machu Picchu

Nasz wyjazd do Peru był mocno niejednolity nie tylko pod względem zmieniającego się jak w kalejdoskopie otoczenia, od dżungli, przez Andy, po pustynię i Pacyfik, ale również jeżeli chodzi o charakter naszego podróżowania. Od niespodziewanie ekskluzywnej dżungli, gdzie podsuwano nam pod nos egzotyczne owoce, po sypiące się miasteczko na końcu świata, gdzie jemy w budzie pod dworcem. Po pożegnaniu się z lasem deszczowym i powrotnej podróży łodzią znów wylądowaliśmy w Puerto Maldonado, jednak tym razem mieliśmy tu spędzić cały dzień – nie wracaliśmy na lotnisko, bo w ramach cięcia kosztów wybraliśmy nocny autobus do Cusco. Kiedy przeglądam teraz zdjęcia, to aż się dziwię jak to możliwe, że byliśmy tam przez cały dzień, zupełnie się nie nudząc, bo miasteczko idealnie ilustruje angielskie powiedzenie “in the middle of nowhere”. Poniżej dworzec i bar dworcowy, do którego jeszcze wrócimy.

Czytaj dalej

Peru: Amazoński Las Deszczowy

Wróciłam właśnie z Peru – zdjęć i historii mam tyle, że nie jestem pewna, czy uwinę się ze wszystkim do końca roku. Najbardziej logiczna wydała mi się chronologiczna kolejność relacji, zaczynamy więc od początku. Nasz lot był dość skomplikowany, bo z Londynu przemieściłam się do Madrytu, stamtąd do Sao Paulo i w końcu do Limy. W stolicy spędziliśmy jedno popołudnie, a następnego ranka wsiedliśmy w najmniejszy samolot świata, który dostarczył nas na najmniejsze lotnisko świata – w Puerto Maldonado, miasteczku w środku amazońskiego lasu deszczowego. Czytaj dalej