Jak urządzić przedpokój i nie wydać przy tym fortuny

“Pierwsze wrażenie robi się tylko raz” – taki slogan mignął mi na reklamie mebli do przedpokoju w którymś ze sklepów. Urządzam mieszkanie raczej po to, by przyjemnie mi się w nim mieszkało, niż by robić wrażenie na kurierach czy dostawcach pizzy, ale przyznam że naprawdę miło wraca się ładnego przedpokoju. Tym bardziej, że w mieszkaniach, w których mieszkałam do tej pory, to pomieszczenie było zwykle potraktowane po macoszemu – bo to w końcu tylko przedpokój. Mój przedpokój nie tylko naprawdę mi się podoba, ale też udało mi się też wycisnąć z niego prawie-tak jakby-niemalże dodatkowy pokój. Zapraszam na wycieczkę!

Taki widok mam po wejściu do mieszkania.

Dla przypomnienia – zobaczcie, jak to wyglądało wcześniej. Więcej zdjęć sprzed remontu znajdziecie w tym poście.

Z kategorii “grubsze zmiany” – pozbyłam się okropnych rur od gazu i w ogóle gazu z domu. Drzwi do łazienki, te które widać na końcu przedpokoju, naprzeciw wejścia, przesunęliśmy o kilka centymetrów w lewo, bardziej na środek. Wcześniej były zamontowane w rogu, więc nie dość że nie można było zamontować ościeżnicy, to jeszcze do łazienki wchodziło się prosto na grzejnik. Magda Milejska z Odwzorowania, która projektowała moje mieszkanie, dorobiła też dodatkowy punkt świetlny bliżej drzwi. Wcześniej w przedpokoju była tylko jedna lampa (czy raczej goła żarówka) i było w nim dość ciemno. Teraz rozświetlają go dwie kule z Ikei (39 zł sztuka!) i jest naprawdę w porządku.

Pan parkieciarz odnowił podłogę, która nabrała szlachetnego, brązowego koloru i nawet niepozorny wzorek w drabinkę zaczął wyglądać ciekawie. Listwy przypodłogowe to najzwyklejsze drewniane ćwierćwałki, pomalowane białą farbą. Panowie z ekipy remontowej doradzali mi pozbycie się dębowego parkietu z przedpokoju na rzecz płytek – bardzo się cieszę, że ich nie posłuchałam! 

Kiedy znałyśmy już kolor podłogi (z olejowaniem nigdy nic nie wiadomo i efekt końcowy to trochę kinder niespodzianka), wybrałyśmy z wzornika idealny odcień burzowego niebieskiego na lamperię, czyli pas koloru do wysokości 120 cm. To kolor NCS 4020 B, z mieszalnika. Panowie od remontu bardzo mnie poganiali, więc zamiast jak zwykle zawracać głowę Śnieżce po prostu podjechałam po farbę do sklepu – byłam zaskoczona, jak sprawnie działa system mieszania farb. Spodziewałam się jakiegoś zamawiania, odbioru za kilka dni, a tu bach, przyjeżdżam, podaję kolor i ilość, za 20 minut farba gotowa do odbioru!

Ekran lubi przekłamywać kolory, więc jeśli zamawiacie kolor z mieszalnika, według numeracji NCSu, postarajcie się zerknąć na żywo na wzornik NCS – ja podejrzałam kolor na wzorniku Magdy, mojej projektantki. Jeśli wybieracie kolor ze stałej oferty Śnieżki, na pomoc przyjdzie Wam Kolor do testowania.

Baza niebieskiej farby to Śnieżka Perfekt, biała farba na pozostałej części ścian i suficie to matowa Śnieżka Prestige White. Obie pozwalają ścianom oddychać, nie kapią przy malowaniu (panowie remontowcy nie mieli żadnych zastrzeżeń, zresztą to oni dobierali typ farby, bazując na swoim doświadczeniu) i łatwo zmywa się z nich zabrudzenia, i na sucho, i na mokro. Śnieżka jest partnerem dzisiejszego wpisu, podobnie jak całej reszty moich remontowych przygód – przyznam się Wam, że ogromnie się z tej długofalowej współpracy ze świetną polską marką cieszę.

Niebieski super się skomponował z kolorem parkietu, więc żeby nie burzyć tego połączenia innymi kolorami (zwłaszcza że w przedpokoju kolorów w postaci kurtek i płaszczy jest zwykle aż nadto), zdecydowałam się za radą Magdy na czarne meble i dodatki oraz parę złotych akcentów, które zresztą powtarzają się w całym mieszkaniu.

Przedpokój jest dość wąski, nie było więc szans na żadną sensowną szafę. Za to idealnie zmieścił się zgrabny, metalowy wieszak z Ikei z półkami na buty. Przy nim znalazło się miejsce na mój ulubiony psi kącik. To wieszak na smycz na kształcie psiego zadka (wspaniale jest nie musieć wieszac ufaflunionej smyczy na wieszaku z jasnym płaszczem!) oraz chrupkowy portrecik, który podarowała mi kilka lat temu Mroux – w końcu doczekał się swojego miejsca na ścianie!

Po drugiej stronie wiszą plastikowe pojemniki z Ikei. Trzymamy w nich buty sportowe, które zwykle są dość utytłane, pasty do butów i tak dalej. Reszta butów, szaliki i czapki mieszkają w szafie w sypialni – na razie to rozwiązanie sprawdza się bardzo dobrze, jak zimą nie zda egzaminu, to będę kombinować.

Tuż obok wisi plakat z mapą, niby ozdoba, a tak naprawdę kryje pod sobą (już nie tak bardzo) tajną skrytkę. To spora wnęka, w której mieszkają korki. Jak kiedyś wejdę w posiadanie mapy wskazującej drogę do skarbu, to też ją tam schowam.

Dalej mamy duże lustro, jedyne w całym domu. Wisi naprzeciwko drzwi do sypialni.

I teraz hit hitów, czyli sekretarzyk, który kupiłam za 300 zł w komisie meblowym Sezam na Mińskiej – polecam Wam zrobić sobie tam wycieczkę, jest tam naprawdę wszystko, a ceny są bardzo w porządku. Jak tylko zaczęłam myśleć o wyposażeniu mieszkania, jako jeden z priorytetów pojawiło się PBPPz3KNK, czyli Porządne Biurko Prawdziwej Pisarki z Trzema Książkami na Koncie. Niestety okazało się, że porządne, odnowione biurko vintage to koszt przynajmniej 2000 zł, a w szale remontu nie w głowie mi były takie fanaberie. Poza tym szybko stało się jasne, że nie bardzo mam na takie biurko miejsce – no chyba, że chcę pracować w salonie, a nie chciałam. Wtedy właśnie wybrałam się na przeszpiegi do komisu i wyszłam z lekko rozklekotanym, za to niezwykle zgrabnym sekretarzykiem. Ciekawa jestem jego historii i tego, ile może mieć lat – jak się domyślacie, dajcie mi proszę znać! Najpierw myślałam o oddaniu go do renowacji, ale potem zaczął mi się podobać z tymi wszystkimi obiciami i rysami, więc na razie dam mu spokój.

Początkowo sekretarzyk miał stanąć w sypialni, ale niemal równowcześnie wpadłyśmy z Magdą na pomysł, żeby postawić go przy wolnej ścianie w przedpokoju. Wbrew pozorom wcale tam nie zawadza, a ja zyskałam przestrzeń do pracy, która nie jest ani w sypialni, ani w salonie, no normalnie biuro jak się patrzy! Najdziwniejsze jest to, że sekretarzyk jest wręcz stworzony do pracy z laptopem – stawiam go na górnej półce, na dole, zgodnie z radami ekspertów od kręgosłupa, mam zewnętrzną klawiaturę, pod nogami roller spełniający rolę podnóżka i jest w sam raz. Lampka dawniej służyła mi jako lampka przy łóżku, ale teraz nie mam stolika nocnego, więc zmieniła rolę na biurkową. Najczęściej korzysta z niej Michał, mój chłopak, który jest fanem bullet journali i co wieczór coś tam sobie notuje w dzienniczku.

Krzesło, które stoi przy sekretarzyku, spełnia dwie funkcje – czasem jest krzesłem do biurka, czasem stoi przy stoliku w kuchni, w zależności od potrzeb (update: teraz przy biurku stoi bardzo podobne krzesło z fabryki Thoneta, które znalazłam na… śmietniku!). Jest naprawdę wygodne i niesamowicie zgrabne, mam takie dwa i żałuję że nie było ich więcej. Krzesła pochodzą z fabryki w Radomsku i przez wiele lat stały w poczekalni gabinetu dentystycznego dziadka Michała w Kozienicach. Ja dostałam je w prezencie od rodziców Michała w środku remontowego kryzysu i sprawiły mi ogromną radość. Postawiły też krzesłową poprzeczkę na tyle wysoko, że nie mogę teraz znaleźć równie ładnych krzeseł do salonu, a przydałyby mi się jeszcze przynajmniej ze dwa.

Na koniec drzwi i klamki o które często mnie pytacie. Drzwi są marki Dre, to model Nestor. Klamki to Tupai, model 1908 R.


Jak urządzić przedpokój – kosztorys wyposażenia


I ostatnia rzecz – kiedy remontowałam mieszkanie, bardzo brakowało mi kosztorysów, cen i konkretów. Nie napiszę Wam, jak rozłożyły się koszty robocizny czy projektu, bo były ujęte w kosztach za całe mieszkanie, ale mogę rozpisać koszty wyposażenia.

 

  • Wieszak – Ikea PINNIG, 299 zł
  • Wieszak na psią smycz – Ikea BASTIS, 7,99 zł
  • Chrupkowy portrecik – 0 zł, a jednak bezcenny, prezent od Mroux
  • Pojemniki na buty montowane na ścianie – Ikea TRONES, 129 zł za 3 sztuki
  • Plakat z mapą – 120 zł z przesyłką + 150 zł za oprawę
  • Lustro – Ikea NISSEDAL, 199 zł
  • Lampy (2 sztuki) – 2 x 39 zł, czyli 78 zł
  • Sekretarzyk – 300 zł, komis meblowy Sezam
  • Lampka – kupowałam ją dawno temu w TK Maxx, kosztowała chyba koło 60 zł
  • Krzesło – 0 zł, vintage, dostałam w prezencie
  • Roślina (no właśnie, jaka? kto wie?) + doniczka – Plantarium, około 30 zł

RAZEM = 1372,99


Uf, nie wiedziałam, że o przedpokoju można się tyle nagadać! Dajcie znać jak Wam się podoba, jakie Wy macie u siebie przedpokojowe rozwiązania i szykujcie się na kolejne odsłony mieszkaniowych wpisów.

PS Z tematów wnętrzarskich – wczoraj opublikowałam na YT filmik, w którym wykorzystuję resztkę farby i odmieniam szafkę z Ikei. Zobaczycie go tutaj:

61 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. Ryfka

    Super to wszystko wygląda! A ten sekretarzyk to już w ogóle czad. Przez Ciebie też nabrałam ochoty na jakiś błękit na ścianach :D
    Zgadzam się, że przedpokoje są zwykle dość nijakie. Ja właśnie cały czas zastanawiam się, jak podkręcić mój, a jednocześnie go nie zagracić (mam traumę przedpokoju wyglądającego jak szatnia: na podłodze milion butów, na ścianach wieszaki uginające się pod kurtkami i płaszczami). Może białą ramę lustra machnę na niebiesko? Hmm…

    PS
    Ale jak można mieć w domu tylko jedno lustro, to ja nie wiem! U mnie po jednym w każdym pomieszczeniu (w sumie 4). #narcyz

  2. Ela - themomentsbyela.pl

    Wybrałaś piękny odcień niebieskiego, zresztą cała przestrzeń stwarza jakieś takie poczucie harmonii i czystości. Poprostu genialnie. A sekretarzyk to już wogole bajka, jest przepiękne, taki mebel z dusz.

  3. Klaudia

    Ten post pokazuje, że przemyślane rozwiązania mogą sprawić, że niepozorne i zwyczajne pomieszczenie staje się PIĘKNE! Sekretarzyk skradł moje serce. Piękny jest.

  4. Agnieszka

    odkąd zobaczyłam te krzesła u Ciebie na IG, to na nie zachorowałam i teraz się czaję, żeby upolować te thonety na allegro i olx, ale biednie z tym… a potrzebne mi co najmniej 4, co dodatkowo podnosi poprzeczkę :D

    1. Aleksandra

      Dołączyłam tez komentarz pod zdjęciem na Instagramie na temat moich Thonetow model Rondo, które kupiłam dwa lata temu na Allegro. Jeżeli nie zależy Ci na oryginalnych Thonetach, które nowe kosztują majątek, to rzeczywiście dobrze jest śledzić Allegro. Poza tym to co pisze Asia na temat swoich krzeseł z Radomska, które przed wojna było jedna z wielu fabryk Thonet jest warte uwagi, ponieważ Radomsko wciąż produkuje krzesła z giętego drewna pod własna marka, ale technika wciąż jest ta sama. Zakochałam się w dzieciństwie w giętych krzesłach, bo zawsze uważałam je za niesamowicie wygodne i praktyczne. Po latach, gdzieś na wysokości roku 2000, zapytałam kelnera w restauracji Sphinx skąd maja takie wygodne krzesła i odpowiedział, ze z Radomska. Długo szukałam swoich, śledziłam aukcje, ważne było żeby miały podłokietniki i w końcu się udało kupić prawdziwe Thonety. Teraz wiem, ze nie zamienię ich na żadne inne krzesła w życiu. Miałam wcześniej krzesła Eamsow, które wydawały mi się prawdziwym hitem, ale szybko się ich pozbyłam. Gdyby ktokolwiek z Was był kiedyś nad środkowym Renem w Niemczech, szczerze polecam wycieczkę do Boppard, rodzinnej miejscowości Michaela Thoneta, gdzie znajduje się muzeum poświęcone marce i technologii, która stworzył.

  5. Ewa

    Właśnie powiedziałam do mojego chłopaka “ej, mamy takie same wieszaki w przedpokoju jak Styledigger” (ten metalowy). :D

  6. Szyciownik

    Cześć,
    A jak przedstawiają się koszta farb i ekipy remontowej? Samo pozbycie się gazu i zatrudnienia fachowca to pewnie też spore koszta. Plus jeszcze projektant! Oj, remonty są jednak drogie :(
    Pozdrawiam,
    Kasia

    1. Joanna Glogaza Autor wpisu

      Tak jak pisałam w poście – nie potrafię tego wyodrębnić, bo płaciłam za całość – wymiana instalacji, wyrównywanie ścian, odnowienie podłogi, demontaż i montaż łazienki, kładzenie płytek itp. Materiały były już wliczone w wynagrodzenie dla ekipy, ja się tym w ogóle nie zajmowałam. Za całość prac zapłaciłam ok 45 tys

      1. Szyciownik

        Cześć,
        To bardzo tanio Cię wyszło naprawdę. Myślimy tyle zapłacili za remont samej łazienki i ubikacji, a robiliśmy go mego budżetowo.
        Pozdrawiam,
        Kasia

  7. Aleksandra

    Super. Ja uważam, że przedpokój jest bardzo ważny, bo tak jak napisałaś to jest pierwsze wrażenie do całego mieszkania i pierwsza przestrzeń, którą widzisz po wejściu. A sekretarzyk jest piękny.

  8. Ada

    Cześć, czy pozbycie się gazu jest w jakiś sposób korzystne? W takiej sytuacji, jak rozumiem, w kuchni zostaje płyta indukcyjna, a ogrzewanie?

    1. Aga

      Wiekszosc mieszkan ma jednak ogrzewanie miejskie, wiec jedynie trzeba sie liczyc, ze gaz jest troche tanszy niz indukcja.

  9. Justynamdmx

    Uwielbiam wpisy wnętrzarskie i designerskie a takie pomysłowe to już szczególnie. Twój sekretarzyk jest jak moja szafa w sypialni – stary ale jary. Mój mąż uważa, że szafa wygląda jakbym ja ze śmietnika zabrała, ja mu odpowiadam, że to właśnie lubię w niej najbardziej, że ktoś jej nie chciał a ja Ją mam.

  10. Alex

    Niestety ta niebieska lamperia kojarzy mi sie ze szkolnym korytarzem ewentualnie szpitalem. Sekretarzyk jest piękny ale osobiście nie postawiłabym go w przedpokoju, widać ze zawadza a jeszcze jak ktoś tam usiądzie to pewnie nie ma jak przejść. Plus, nie chciałabym pracować w przedpokoju na przejściu, mało przytulne rozwiązanie. I te trumienki na buty przykręcone do ściany… jakoś to wszystko mi nie gra. Ale jeśli tobie sie podoba to jest najważniejsze!

    1. Marlena

      Ja też nie potrafiłabym rozsiąść się w korytarzu a co do pojemników na buty to również sie zgadzam-mialam taki w pracy pod biurkiem i moze dlatego mam do nich zraze :)
      Czy podpiełaś dobry film? Ja widze film o sesji zdjeciowej a o szafce tam jest raptem…pryskanie sprayem 2elementów. Oglądałam bez głosu w autobusie, wiec moze mnie cos ominęło waznego?

    2. nata

      Tez musze przyznac, ze polaczenie tych dwoch kolorow ( czarny i niebieski) jak i ostre ciecie na scianie, wogole nie przypadly mi do gustu.
      Plastikowe pojemniki na buty moze i sa praktyczne, ale wedlug mnie bardzo szpeca. Czesto zauwazam przy projektowaniu wnetrz strach przed pusta sciana, co czesto prowadzi do ani praktycznych ani zdobiacych rozwiazan, tak jak tu. Tymczasem sciana w tym przdpokoju, pomieszczeniu raczej waskim i dlugim, obronilaby sie bez “wisielcow”, zwlaszcze, ze rownolegle do niej “toczy sie” praktyczna czesc przedpokoju z wieszakami, szafkami itd.

  11. Kornelia

    Ooo, widzisz, nie wpadłabym na te ćwierćwałki! Zdradzisz ile mają wysokości i czy pamiętasz może gdzie je kupowałaś (wyglądają bardzo „listwowo” ;))? Mam 84 m2 do „olistwowania”, a zdecydowanie nie chcę listew z mdf (do tego 4x droższych niż drewniane ćwierćwałki!).
    Przedpokój bardzo przyjemny, choć raczej nie w moim stylu :) Czekam na resztę mieszkania, bo to, co mi kiedyś mignęło na instastories wyglądało bardzo i interesująco!
    Pozdrawiam

  12. Namysłowska 3

    Nie sądziłam, że ciemny niebieski może tak ciekawie wyglądać. I to w przedpokoju. Cała kompozycja bardzo estetyczna, spójna i pełna praktycznych rozwiązań. Gdy tylko wejdę w posiadanie prawdziwego przedpokoju (teraz z klatki wchodzę do pokoju dziennego) , to od razu zacznę szukać sekretarzyka!

  13. Ula

    Joanno, piękny przedpokój! Właśnie zastanawiam się nad kolorem niebieskiego z palety NCS do mojego gabinetu i ten jest rewelacyjny.
    Jedyne co to nazwa koloru nijak się ma do listy np. z https://beckers.pl/kolory/ncs/paleta-niebieskich – ten, który mi się tu wyświetlaja na NCS S 4020-B wygląda dużo ciemniej i bardziej ponuro (tak, wiem różnice kolorystyczne na minotorach, etc), ale jednak mnie frapuje żeby spytać czy to nie jest jednak przypadkiem NCS S 4040-B?

    Pozdrawiam Chrupkowo :)

  14. Aleksandra

    Hej Asiu, czy mogłabyś się podzielić swoimi doświadczeniami z wymiany instalacji elektrycznej? Czy był to jeden z największych kosztów podczas remontu? Czy robiła to ekipa remontowa czy osobny fachowiec? Czy była to zmora i koszmar, czy poszło sprawnie i nie taki diabeł straszny jak go malują?
    Czaję się na kupno mieszkania w starym budownictwie (kamienica przedwojenna), w którym instalacja byłaby do wymiany i zastanawiam się czy nas to nie przerośnie (mamy zerowe doświadczenie w kwestii remontów).
    Będę wdzięczna za odpowiedź i gratuluję pięknego mieszkania!

    1. Joanna Glogaza Autor wpisu

      Już nie pamiętam, ile dokładnie kosztowało, ale na pewno sporo, bo dokładałam też mnóstwo gniazdek. Robił to pan elektryk współpracujący z moim głównym panem majstrem – bardzo fajny. Poszło bardzo sprawnie, jedyny problem to kontakty z Innogy (bo potrzebowałam instalacji trójfazowej pod kuchenkę indukcyjną) i załatwienie sprawy z nimi ciągnęło się naprawdę długo i było najgorszym doświadczeniem w całym remoncie – ale ja też wyjątkowo mało odporna jestem na takie kafkowskie urzędnicze przygody:) Podsumowując – sama wymiana bez problemów:)

  15. Katarzyna

    Bardzo oryginalne i ciekawe wnętrze. Sama ostatnio upolowałam 5 takich krzeseł i bede je malować na wszystkie kolory❤
    Sekretarzyk jest cudny, jednak totalnie nie wyobrazam sobie, ze moglabym skupic sie na pracy siedzac w przedpokoju. Jednak u mnie biurko pozostanie w sypialni, a ja pozostaje cala w marzeniach o pokoju w ktorym znajdą sie sekretarzyk, ksiazki, wygodny fotel i czerwone wino;)
    Widzialam juz podobne plakaty- mapy, bardzo chcialam sobie kupic Kraków, ale zaskoczyla mnie cena. Oprawianie w ramke kosztowało wiecej niz plakat, w ogole bym sie nie spodziewlala…
    Jedyne co jakos narusza moje poczucie estetyki to te pojemniki z ikei. Na pewno sa praktyczne ale wg mnie troche straszą…
    Ale poza tym super, zycze powodzenia z reszta. Cale mieszkanie masz juz skonczone?

  16. Tesia

    Awww <3

    Na studiach próbowałam ogarniać się za pomocą kalendarza. Zawsze potrzebowałam dużego, bo nie tylko plan dnia, ale i plan miesiąca, jakieś notatki, podsumowania jakieś, rysunki i rozkminy.
    I nosiłam taką krowę niewygodną i kończył zabazgrany:/ Dośc szybko załapałam że już wstępnie rozplanowany wewnątrz datami kalendarz po prostu jest nie dla mnie.

    Więc zastąpiłam go zeszytem. Zeszyt to wolność notowania (a piszę na papierze baaardzo dużo, to po prostu 100 razy wygodniejsze dla mnie niż klawiatura), swoboda organizowania miejsca no i mogę tam wpisać/narysować Wszystko. Jak mi pasuje. Dlatego moja własna nazwa na te zeszyty, zapełniane jeden po drugim już ładnych kilka lat to Wszystkownik x)

    "Najczęściej korzysta z lampki Michał, mój chłopak, który jest fanem bullet journali i co wieczór coś tam sobie notuje w dzienniczku."

    Bullet journal?:o

    I tu się okazuje że mój Wszystkownik ma swoją nazwę międzynarodową, fanów i określone patenty na korzystanie! Dzięki! Idę szukać protipów jak go jeszcze udoskonalić^^

  17. anika

    Ogólnie lamperia to nie moja bajka, ale muszę przyznać, że jest jakiś czar w Twoim przedpokoju:) Jakby czas się zatrzymał, chciałoby się usiąść przy sekretarzyku i napisać list:) Kolor niebieskiego piękny, sekretarzyk obłędny, plakaty uwielbiam (sama mam Beskidy), wieszak na smycz genialny w połączeniu z portrecikiem. Ja rozumiem Asiu, że wybrałaś przedpokój na miejsce do pracy, bo chciałaś oddzielić strefę wypoczynku od strefy pracy. Moim zdaniem rozwiązanie świetne i sama bym tak zrobiła. Jedyne, co mi zgrzyta, to faktycznie te półki na buty i pasty, bardziej widziałabym tam coś drewnianego, też czarnego, aby komponowało się z meblami. Ale łatwo mówić, wiadomo, mieszkanie to wydatek i przecież z czasem człowiek coś zmienia i dodaje. Czekam nam dalsze wnętrzarskie wpisy!

  18. Ala Radzz

    Pięknie to wyszło. Niespodziewalam sie ze lamperia moze wygladac tak dobrze. Mysle ze to kwestia dobrze dpbranych dodatkow i kolorow, takze gratulacje. Bardzo lubie Twoje wpisy wnetrzarskie, mysle ze z jednakowa ochota je czytam i ogladam (te cudne zdjecia!) jak wywiady :) gratuluje pieknego mieszkania i ja juz nie moge doczekac sie przeprojektowania i urzadzania kiedys swojego… ;)

  19. Mn

    Ja tak trochę nie na temat, ale wyjeżdżając z Krakowa taka znajoma buźka mignęła mi na plakacie Galerii Kazimierz ;) Fajno, gratulacje!

  20. Ula

    nie wiem dlaczego, ale zainspirowałaś mnie do wymiany klamek w mieszkaniu. Mam stare drzwi, ponad 30-letnie i klamki były juz paskudne (a resztę starałam się naprawdę w miarę “odpicować”) ale nigdy na nie nie zwróciłam uwagi, aż nie zobaczyłam Twoich. i w sumie spodobały mi się podobne w pewnym markecie budowlanym, tyle, że srebrne. nooo i powiem, że klamki “robią robotę”. dzięki Asiu za inspirację! :)

  21. anna

    Ale ogromnie zazdroszczę tego parkietu! W lutym sama kupiłam mieszkanie z drugiej ręki, ale parkiet był w tak tragicznym stanie, że nie udało się go uratować, a na nowy budżet nie pozwolił :(

  22. Magdalena

    U nas w przedpokoju też jest biurko do pracy, ale schowane w skrytce w szafie, podpatrzone na Pintereście :) Natomiast te ikejowskie czarne szafki na buty powiesiliśmy w łazience na pranie i jest to absolutnie genialny patent, bo zajmują dużo mniej miejsca niż kosz, a, wbrew pozorom, mieszczą góry brudów.

  23. Maria

    Hej Asia, uwielbiam Twoje wpisy z serii remontowej! Myślałaś może, żeby pokazać jak urządziłaś wszystkie pomieszczenia? ;) Coś w stylu tego wpisu – takie przed i po. Chętnie bym przeczytała taki post i poszukała inspiracji.
    Pozdrawiam!

  24. Kasia

    Jest ładnie, czysto i schludnie. Jestem pod wrażeniem renowacji parkietu – wygląda naprawdę ładnie. Lamperia jakoś źle mi się kojarzy, ale każdy lubi co innego :-)

  25. Magda

    Zaimponowała mi ta twoja metamorfoza. Jest to wręcz podręcznikowy przykład taniego remontu! Dałaś mi trochę siły żebym zrobiła coś w tym stylu u siebie. Podejmę się wyzwania :D

  26. Angelika

    Pięknie to wyszło. Nie spodziewałam się ze lamperia może wyglądać tak dobrze. Jak widać wszystko jest kwestią odpowiedniego doboru barw i reszty elementów. Świetnie to urządziłaś!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *