Co jest trudnego w byciu blogerem? 7 problemów, z którymi borykają się twórcy

Często słyszę, że ktoś chciałby założyć bloga, ale obawia się, że nie podoła z regularnością, albo nie będzie miał wystarczająco dużo pomysłów, albo nie umie dobrze pisać, albo boi się, że nie uda mu się zgromadzić grona czytelników, albo nie zna się na technicznej stronie blogowania. To wszystko oczywiście wyzwania, ale dla mnie najtrudniejsze w blogowaniu są zupełnie inne aspekty – takie, o których nie mówi się zbyt często. I dlatego ja Wam o nich dziś opowiem.


Zarządzanie własną głową


W byciu blogerem najtrudniejsze jest zarządzanie własną głową. Przynajmniej dla mnie, i dla wielu moich znajomych. Trzeba dzień za dniem siadać przed klawiaturą i pokonywać masę blokad w swojej głowie – od “ten tekst mógłby być dużo lepszy” po “założyłabym ten kanał na YT, ale się boję”. Oraz dbać o balans między pracą i odpoczynkiem, o stawianie sobie nowych wyzwań, o własny rozwój – wszystko po to, żeby się najzwyczajniej w świecie nie zniechęcić i nie wypalić.

Wydaje Wam się, że to wydumane problemy? To dlaczego w takim razie wielu twórców porzuca swoje blogi czy kanały w momencie, w którym osiągnęły to, o czym wiele osób marzy, mają wielu czytelników, zarabiają dobre pieniądze? Czasem otwarcie, metodą szybkiego zrywania plastra, czasem pisząc coraz rzadziej i rzadziej, aż w końcu wcale. Przykład, który ostatnio wpadł mi w oko – Kayture.


Powtarzalność


Stawianie sobie nowych wyzwań jest tak ważne, bo blogowanie to dość powtarzalne zajęcie. Wymyśl temat, rozpisz w punktach, napisz tekst, opublikuj na blogu, dołóż zdjęcia, promuj w social mediach i…za kilka dni powtórz. I tak przez rok, dwa, pięć albo dziesięć. Bez zarządu firmy, który zadba o szkolenie z nowych umiejętności, zorganizuje wyjazd integracyjny, wyśle na konferencję. Bez kolegów z pracy, którzy poklepią po plecach albo opowiedzą żarcik przy ekspresie do kawy.

Owszem, można na konferencję pojechać na własną rękę, ale jeśli blogujemy długo, to często jest to bardziej wydarzenie towarzyskie, niż okazja do nauki czegoś nowego. Być może inaczej wygląda to na konferencjach zagranicznych, albo luźniej zahaczających o blogerską branżę. Można też zorganizować sobie mastermind czy inna grupę wsparcia i wymiany pomysłów. Moją mastermindową partnerką jest Ola Budzyńska z Pani Swojego Czasu i bardzo sobie tę formę wzajemnego wsparcia chwalę.

Ale to, co chcę tutaj przede wszystkim przekazać, to fakt że trzeba samemu zadbać o urozmaicenia swojej pracy i stawianie sobie poprzeczki wyżej, albo czasem trochę w lewo, a czasem bardziej w prawo. Problem w tym, że często nie zdajemy sobie z tego sprawy, dopóki zniechęcenia nas nie dopadnie na dobre. Blogowanie to wciąż stosunkowo młode zajęcie, zwłaszcza to zawodowe, i żadne BHP niestety nie istnieje. To taki Dziki Zachód, na którym dobre praktyki dopiero zaczynają się krystalizować – co ma i plusy, i minusy.


Samotność


Blogowanie to samotna praca. Możemy zlecać zadania, możemy budować zespół, jeśli zechcemy przekształcić nasz blog w regularny biznes, ale koniec końców jesteśmy my i nasz ekran.

Chociaż jestem towarzyska i po babci mam zagadywanie ludzi w kolejce do warzywniaka, to jestem też wyjątkowo dobrze przystosowana do pracy w pojedynkę. No dobra, z psem – przy okazji bardzo polecam taki układ, bo i jest się do kogo odezwać, a ten ktoś wygląda jakby rozumiał, i człowiek nie zalega na cały dzień przed kompem.

Ale nawet mnie czasem zaczyna to denerwować, zwłaszcza w okresach, gdy nie mam zbyt wielu spotkań, wystąpień w mediach czy innych kontaktów z drugim człowiekiem. Wtedy wychodzę do kawiarni, albo umawiam się z kimś na wspólną pracę, albo robię burzę mózgów. Kiedyś wynajmowałam kawałek biura w coworkingu, ale po pierwsze miałam go bardzo daleko od domu, po drugie było tam bardzo głośno.

W każdym razie – warto dbać o wychodzenie do ludzi. Ale czasem nawet i to nie pomaga – znam osoby, którym praca w pojedynkę przeszkadzała tak bardzo, że wróciły do swoich dawnych zajęć, często gorzej płatnych. Bo pieniądze to naprawdę nie wszystko, jeśli chodzi o nasze motywacje przy wyborze zajęcia, oczywiście jeśli nasze podstawowe potrzeby są zaspokajane.


Ciągła zmiana i rozmienianie się na drobne


Przed chwilą pisałam o powtarzalności, a tu nagle zmiana… chodzi mi o to, że w tym zawodzie nic nie jest raz i na zawsze. Może nam się wydawać, że rozpykaliśmy social media, a tu bach, zmieniają się algorytmy, pojawiają się nowe kanały i lądujemy może nie w punkcie wyjścia, ale na pewno w pobliżu. Nie jest to nic niezwykłego, jestem przekonana, że nawet u grabarzy pojawiają się nowe narzędzia i techniki, ale mam wrażenie że blogowanie jest wyjątkowo na tego typu zmiany wystawione.

Do tego dochodzi poczucie rozmieniania się na drobne. Kiedy zaczynałam blogować w 2008 roku, jedyne co musiałam zrobić, to napisać posta i dodać do niego zdjęcia. A raczej odwrotnie, zrobić zdjęcia i dopisać parę linijek tekstu, w końcu był to blog szafiarski. Mogłam jeszcze ewentualnie przejrzeć kilka innych blogów i zostawić na nich komentarz, no i odpisać na nieliczne maile czytelników. Do dziś pamiętam, jak napisała do mnie dziennikarka Wysokich Obcasów, myślałam że padnę na zawał!

Potem doszedł Facebook. Potem Instagram. Potem okazało się, że najbezpieczniej jest stawiać na swoje własne kanały i uruchomić newsletter. A potem pojawiło się Insta Stories. I Instagram właśnie ogłosił, że odpala IGTV, czyli dłuższe formy video. Jeśli chcemy pojawiać się we wszystkich tych miejscach, to poświęcamy czas nie tylko na samo wrzucenie posta, ale i na odpowiedzenie na komentarze i wiadomości. Podsumowując – czasem człowiek czuje się, jakby jego lista zadań była jak hydra, skreśli jedno, to pojawiają się trzy kolejne i nigdy nie ma się tego uczucia, że wszystko zostało zrobione.


Różnorodne umiejętności i przełączanie się pomiędzy trybami


Nie od dziś wiadomo, że jeśli chcemy blogować zawodowo, to musimy się wcielić w cały szereg ról – od twórców, redaktorów, fotografów, po sprzedawców, marketerów i speców od social mediów.

To, co jest mniej oczywiste na pierwszy rzut oka, to problem z przełączaniem się pomiędzy tymi rolami. Jeśli jestem w trybie “logistyka”, odpowiadam na mailę, organizuję sesję zdjęciową piżam, to nie pstryknę nagle palcami i nie napiszę dobrego tekstu. Jeśli mam do zrobienia kurs online, to nie mogę jednocześnie go tworzyć i myśleć o tym, jak go opakować sprzedażowo, bo żadnej z tych rzeczy nie zrobię dobrze.

Organizowanie sobie pracy w tym gąszczy zadań o bardzo różnym charakterze to umiejętność, której nigdzie się nie nauczymy i musimy ją wypracować sami. Są różne systemy – niektórzy działają w wielkiej sałatce wszystkiego, inni dzielą konkretne typu zadań na przypisane im dni tygodnia. Ja najczęściej poświęcam pierwsze godziny dnia na twórczą, głęboką pracę w skupieniu, a pozostałe, mniej ważne zadania zostawiam sobie na później.


Spędzanie wielu godzin przed komputerem


Nie zgadzam się z poglądem, że blogowanie wymaga bycia online 24 godziny na dobę. Dla mnie to wymówka dla tego, że po prostu chcemy być te 24h online i wmawiamy sobie, że nie mamy innego wyjścia. Natomiast na pewno w blogowaniu jest sporo siedzenia przed komputerem czy telefonem i to jest chyba dla mnie największy problem ze wszystkich wymienionych.

Owszem, możemy zrobić sobie burzę mózgów, rozpisać na kartce szkielet tekstu, wyjść zrobić zdjęcia. Ale już te najbardziej czasochłonne zadania – napisanie tekstu, obróbka zdjęć, stworzenie postów do social mediów, odpowiedzenie na maile czy komentarze, wymagają od nas siedzenia przed ekranem.

Bardzo mi to przeszkadza i myślę, jak to ograniczyć. Myślę, że będzie to ode mnie wymagało paru radykalnych kroków, ale przecież po to ma się swój biznes, żeby działać w nim po swojemu, w sposób, który daje nam radość i spełnienie.

Za to z byciem online doszłam do ładu już kilka lat temu, kiedy połapałam się, że sporo czasu przecieka mi przez palce. Swoje doświadczenia i rady podsumowałam wtedy w darmowym mini ebooku “Skup się. Poradnik, który pokaże Ci, jak nie dać się rozproszyć w Internecie, pracować krócej i osiągać więcej”, który nadal jest aktualny i można go pobrać tutaj. Wciąż korzystam z tych tricków i ułatwień i w międzyczasie wypracowałam sobie kolejne.


Odpowiedzialność


No i ostatnia, bardzo ważna rzecz, czyli odpowiedzialność, na wielu różnych płaszczyznach.

Odpowiedzialność za zapłacenie osobom, z którymi współpracujemy, nawet jeśli klient nie zapłacił nam na czas – w agencjach reklamowych niestety zdarza się to dość często, proszenie się o swoje własne pieniądze, od których dawno zapłaciło się podatek, wciąż bywa na porządku dziennym.

Odpowiedzialność za to, co powiemy czy pokażemy w swoich kanałach – w końcu obserwuje nas sporo osób i wiele z nich liczy się z naszym zdaniem. Nie chodzi mi o udawanie perfekcji (to też jest w pewien sposób nieodpowiedzialne), ale o zwykłą przyzwoitość i zastanowienie się, czy nie promujemy szkodliwych wzorców albo najzwyczajniej w świecie nie gadamy głupot. Albo czy nie niszczymy komuś życia albo biznesu, podburzając przeciwko niemu naszych obserwatorów.

Na pewno przydaje się umiejętność przyznania się do błędu. Wymyślony przykład – blogerka spaceruje w upale z psem w materiałowym, ciasnym kagańcu, w którym pies nie może otworzyć paszczy i się ochłodzić i najzwyczajniej w świecie się męczy. Ktoś wytyka jej ten błąd, bardziej lub mniej przyjaźnie. I tutaj są dwie drogi – możemy podziękować, zanotować i najlepiej posłać komunikat dalej (“słuchajcie, nie miałam o tym pojęcia, ale…!”) albo skasować wszelkie ślady dyskusji i udawać, że sprawy nie było. Polecam tę pierwszą drogę.

Z drugiej strony, musimy pamiętać, że przyczepić się można do wszystkiego. Pamiętam, że oberwało mi się kiedyś za noszenie sztucznego futerka z second handu, bo… może kogoś zachęcić do zakupu naturalnego. Pomijając takie dość naciągane zarzuty, warto pamiętać, że jesteśmy tylko ludźmi i nigdy nie będziemy postępować w 100% idealnie. Możemy w dobrej wierze wywalić z diety mięso i nabiał, kupić u lokalnego producenta “ser” z nerkowców i… dowiedzieć się, że przy uprawie tych orzechów często cierpią ludzie (przy ręcznym łuskaniu orzechów są narażeni na poparzenia żrącym olejem). Każdy ma granicę w innym miejscu i to jest okej – ładnie tłumaczy to Ryfka w swoim poście o byciu “less waste” zamiast “zero waste”. Trochę asertywności  i umiejętności stawiania granic też się więc przydaje.

Z tą odpowiedzialnością bywa tym trudniej, że często twórcy są naprawdę młodzi, albo po prostu niedoświadczeni, a w grę nieraz wchodzą ogromne pieniądze. Takie rzędu “roczne wynagrodzenie obojga rodziców”. To w połączeniu z faktem, że Internet to wciąż biznesowy Dziki Zachód, prowadzi do wielu wypaczeń i mniejszych czy większych przekrętów, które nie powinny mieć miejsca.

No i jeszcze jedna rzecz- bloger to też człowiek. Ludzie z biegiem czasu zmieniają zdanie, to naturalne. Myślę, że martwić się należy wtedy, kiedy nic się w naszych poglądach nie zmienia. Różnica między blogerem a zwykłym śmiertelnikiem polega na tym, że bloger ma te wszystkie głupoty udokumentowane.

Efektem ubocznym tego wszystkiego jest u u mnie ogromne zamiłowanie do zadań, które nie wymagają żadnej odpowiedzialności. Swój czas wolny najchętniej dzieliłabym między grabienie liści, malowanie płotów i przynoszenie ziemniaków z piwnicy (pod warunkiem, że ktoś mi poda, ile dokładnie sztuk mam przynieść). W kooperatywie spożywczej, do której należę, najchętniej branymi zadaniami jest zbieranie przelewów czy przygotowywanie tabelek do zamówień. Ja trzymam się od nich z daleka i, jak widać na załączonym obrazku, z radością robię to, co cieszy się zdecydowanie mniejszą popularnością – ważę cytrusy, jeżdżę do gospodarstwa na wsi po czereśnie, noszę tony warzyw.

Jeśli też macie swój biznes lub tworzycie cokolwiek online, to dajcie znać, czy borykacie się z podobnymi wyzwaniami czy może patrzycie na sprawę zupełnie inaczej. Co dla Was jest najtrudniejsze?

Prawdopodobnie zainteresuje Was też kurs online “Pracuj sprytniej”, który właśnie tworzę. Jego slogan brzmi “usystematyzuj swój biznes i odzyskaj czas na kreatywność”. Będzie dawał konkretne, praktyczne narzędzia i strategie, które pomagają zmierzyć się z wyzwaniami opisanymi powyżej i wieloma innymi, które pojawiają się przy twórczej pracy czy prowadzeniu własnego biznesu online.

Mówiąc krótko, pokazuję w nim, jak zautomatyzować i usystematyzować, co tylko się da, by odzyskać czas na to, co jest sercem Waszej działalności.

Jeszcze nie wiem, kiedy dokładnie będzie gotowy, ale na pewno nastąpi to w najbliższych tygodniach. Klikając poniżej, możecie zapisać się na niezobowiązującą listę zainteresowanych, a ja dam Wam wtedy mailowo znać, że ruszyły zapisy i można dołączyć do kursu – na pewno go wtedy nie przegapcie.pracuj sprytniej

 

36 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. Asia

    Yayyyy!
    Super, że tworzysz kolejny kurs!
    Zakładanie marki odzieżowej to nie do końca były moje klimaty, ale ten temat zdecydowanie jest w obszarze moich zainteresowań.
    Czekam na więcej informacji :)

  2. Natalia

    Dlatego mi właśnie blogowanie średnio wychodzi, bo męczą mnie social media. Jeszcze samo siedzenie przed komputerem i pisanie bym przeżyła. Ale to ciągłe pytanie siebie, o to kim jestem, co chcę przedstawić w mediach itd. jest wyczerpujące. Tak jak mówisz, takie proste niezobowiązujące zajęcia są pociągające, szczególnie latem.

    Na dobre wyszło mi to, że musiałam odstawić blogowanie na 2-3 miesiące. Raz na jakiś czas wrzucałam tylko post na facebooka, żeby opowiedzieć, co u mnie. I to dużo mi dało, bo nie myślałam nad każdym postem, tylko byłam sobą. Od sierpnia wracam pełną parą i liczę, że wykorzystam to nowe doświadczenie i uda mi się jakoś ogarnąć social media tak, żeby mnie nie przytłaczały.

    1. Beata

      Mam dokładnie ten sam problem. W ogóle samo blogowanie jest super, szczególnie kiedy złapie mnie wena i piszę jak szalona (czasem zdjęcia są mocniejszą stroną a tekst jest o takim tam dodatkiem). Za to social media mnie wykańczają. Jak zrobić żeby ktoś w ogóle dowiedział się o moim blogu? Bo tworzę go z przyjemnością, ale byłoby miło gdyby więcej ludzi go czytało. A instagram i fb mnie wykańczają psychicznie. Jakieś takie gonienie za lajkami i komentarzami to nie dla mnie

      1. Ola

        Asia, dzięki za kolejny wartościowy wpis. Ja również od chwili próbuje swoich blogowych sił z dużą awersją do social mediów. Uważacie, że zdobycie czytelników bloga bez promowania treści w social mediach, jest w ogóle możliwe?

  3. Ewa

    Dziękuję Ci za ten wpis!

    Pierwszego bloga założyłam gdzieś w okolicy 2002-2003 roku, kiedy pisało się w zasadzie dla garstki znajomych i siebie, a nowi, nieznani czytelnicy powodowali atak bezdechu. Po latach przerwy do tego wróciłam jako odtrutki na rzeczywistość, która motywuje mnie do tego, żeby częściej robić rzeczy, które lubię, bez efektu “muszę dziś zjeść seksowne śniadanie”.

    Może to dziwne, ale o moim blogu nie wie nikt. Nawet mąż. Zero promocji, zero Facebooka (nie mam nawet prywatnego), czasem jakiś czytelnik spłynie dzięki komentarzom, które zostawiam na dosłownie dwóch blogach. Kiedy myślę o pracy, jaką trzeba włożyć w promowanie postów w mediach, i jak ten cały cykl mnie nakręca, totalnie mnie nie dziwi, że blogerzy mają asystentów.

    Serdecznie pozdrawiam i fajnie, że Ci się chce, niech Ci się kręci:-)

  4. backpackers.wro

    Hmmm to już tyle lat minęło, a ja nadal pamiętam Twoje pierwsze szafiarskie posty :) ale ten czas leci!
    Życzę Tobie (i sobie) dużo wytrwałości i czekam na kurs! Tematyka baaaardzo przydatna! :)

  5. Kasia

    Oj tam, blogowanie nie jest aż tak odpowiedzialną pracą w porównaniu do całej masy innych zawodów (ratownicy, lekarze) ;)) ale to prawda, że jakaś tam odpowiedzialność ciąży zwłaszcza gdy ma się młodych czytelników :)

    1. Iza

      Z tę odpowiedzialnością to chyba też trochę zależy od tematyki. Wydaje mi się, ze trudno porównywać blogi modowe i na przykład prawnicze – gdzie czytelnik ma konkretny kłopot prawny i prawnik udziela mu wskazówek bądź wyjaśnień :)

  6. Anika

    Super post, na cos takiego czekalam. Wraz z mezem mamy bloga od lutego i jeszcze nie wypuscilismy go w zycie, bo albo caly czas czegos nie wiemy, albo nie mam weny na pisanie, albo trzeba obrobic zdjecia. Musze sie wziac za siebie. Asiu ile czasu Ci zeszlo aby opanowac strone techniczna blogowania?

    Ps. Czy tyle warzyw sie nie psuje? Zepsute warzywa zalegajace w lodowce to moja stala udreka…

  7. Szyciownik

    Cześć,
    Rzeczywiście, prowadzenie bloga, który jest popularny, wymaga naprawdę wiele pracy i czasu.
    Ale wiesz – może warto też pokazać drugą stronę medalu? Ja prowadzę bloga dla pasji, bez mediów społecznościowych, robię to co kocham i dzięki temu mam kontakt z podobnymi osobami do mnie. Nie mam ciśnienia – teraz nie mam czasu, to nic nie piszę. Mam czas, to tworzę :) To frajda, a nie praca. Może to przekona innych do własnego bloga. Nie trzeba iść z nurtem instagrama, żeby robić coś fajnego. :)
    Pozdrawiam,
    Kasia

    1. Monika

      Zgadzam sie w 100%. Jako czytelniczka, czytam blogi dla konkretnych informacji, a nie po to zeby blogerka powiedziala mi gdzie jedzie na waklacje czy co ugotowala. Po takie informacje ide na blogi, ktore profesjonalnie zajmuja sie tymi tematami. Zaczyna mi coraz bardzie przeszkadzac rozmienianie sie na drobne.

  8. Basia

    Genialny wpis. Zasady na życie w pigulce. Zarządzanie własną głową- to podstawa. Powtarzalność jest dobrym schemat, ale i groźbą rutyny i wypalenia. Samotność- bolączka wielu. Jednak autorski plan to tylko Ja+ kartka papieru. Zmienność to nowe możliwości, a rozmienianie na drobne – mnóstwo mrówczej roboty. Grzech komputera- znam do bolu! No i Odpowiedzialność- czyli branie na klatę konsekwencji działań: sukcesów i klap. Ważne, by wyciągać wnioski! Asiu- buziaki😊

  9. Namysłowska 3

    Bardzo się cieszę, że powstał ten post, a najbardziej, że zwróciłaś na nim uwagę na odpowiedzialność.
    Czasem mam wrażenie, że wielu twórców blogowych nie zdaje sobie sprawy, jakim ważnym punktem odniesienia dla czytelników są zamieszczane na blogach opinie. Mam tutaj na myśli recenzowanie i polecanie konkretnych produktów, sprzętów czy nawet książek. Wielokrotnie trafiam na idealne opinie (powstałe w ramach współpracy z konkretnymi markami), które aż „biją po oczach” doskonałością.

  10. Fotoludek

    Tak, każdy myśli, że bycie blogerem jest takie łatwe, że napisze się ot tak wpis bez większego trudu i wtedy można zająć się całym dniem, mimo, że ma się rodzinę, obowiązki, pracę i znajomych, którzy wymagają spędzenia z nimi czasu i zajęcia się :/ Oj, dobrze, że ten post powstał to może otworzy niektórym oczy, że to tylko wydaje się być takie łatwe…

  11. Askadasuna

    Myślę, że dla mnie najgorsze jest to życie przed komputerem i to, że w sieci dzieje się tak wiele, że brakuje czasem chęci na życie w ‘realu’. I wcale nie chodzi o czas, ale właśnie o chęci i o wygodę, bo o ile łatwiej jest popisać chwilę na fb niż jechać na spotkanie, które trzeba gdzieś wrzucić w kalendarz. Szybko i sprawnie możemy dać sobie samym poczucie zainteresowania drugą osobą i polepszyć nastrój, bo przecież dbamy o relacje. Ale czy aby na pewno tak jest?
    Od dłuższego czas chodzi za mną pomysł dwóch tygodni bez internetu, komputera a nawet telefonu, bo i w nim mam internet. Chciałabym sprawdzić jak się poczuję, to zyskam i czy coś stracę, ale… Boję się. Autentycznie się boję, że coś mnie ominie, że nie dam rady, że nie będę miała co robić, a jednocześnie czuję, że to mogłoby mi wiele dać.

  12. Ela - themomentsbyela.pl

    Super post. Blogowanie jest fajne, mnie przede wszystkim motywuje do działania. Pracuję nad tym, żeby blog był urozmaicony i ciekawy, ale to już mogą ocenić czytelnicy. Dobrze, że pokazujesz sprawę jak się rzeczywiście ma do realiów. Jednych to przestraszy, a inni jeszcze ambitniej wezmą się do pracy. W każdym razie po przepracowaniu dobrych paru lat w administracji mogę śmiało stwierdzić, że blogowanie to fajna praca, a krytykanci znajdą się wszędzie.

  13. Olcha Sosnowa

    Udokumentowana glupota 😀 Pięknie powiedziane. Właśnie poświeciłam 2 dni robocze na zarządzanie blogiem. A cały czas brak mi mojego kamienia milewego cżyli stworzenia newslettera. Bloguję ponad 2 lata jako mama i pracownik biurowy i moją największą zmorą jest brak czasu. Nie przeszkadza mi samotność, ale głębokie przeświadczenie, że jestem w tyle. Ale uwielbiam to! I chcę tu być

  14. Epineuse

    A ja mam pytanie trochę nie na temat. Odnośnie podcastów. W jaki sposób wyszukujesz ciekawe podcasty? Czy są jakieś interesujące strony tylko o podcastach? Ciężko mi znaleźć coś co naprawdę mnie zainteresuje. Nie tylko w języku polskim.

  15. Beata

    Dla mnie najtrudniejsze jest promowanie bloga. Dobija mnie to, że za mało lajków, za mało obserwujących. Czasem patrzę na mega popularne instagramowe konta gdzie co drugie zdjęcie to kubek z kawą i podpis “miłego dnia” i zastanawiam się dlaczego to ma takie wzięcie? Dlaczego moje zdjęcia, które są chyba ciekawe i różnorodne, nie generują takiego ruchu? Przerasta mnie pozycjonowanie mojej strony. Staram się odwiedzać różne strony i zostawiać zawsze merytoryczny komentarz a na końcu zaprosić do siebie. Zawsze gdy podaję adres swojego bloga to mam taką myśl “yyyy ale żenada, ale już trudno jakoś trzeba się rozpromować”. Potem przychodzi taki moment kiedy myślę sobie, że przecież robię to dla zabawy i jako dodatek do aranżacji wnętrz, którymi się zajęłam. Aaaale po czasie znowu nachodzą mnie myśli, że fajnie by było gdyby ktoś jednak to czytał, bo szkoda mojej pracy. No to to by było dla mnie najtrudniejsze:)

    1. Joanna Glogaza

      Metody z zapraszaniem do siebie raczej nie polecam, zwłaszcza jeśli Cię to krępuje – mnie też by to krępowało i nie lubię, jak ktoś tak robi:) Chyba że to jakaś konkretna rzecz, rozwinięcie tematu, spojrzenie z innej strony itp.

  16. Magda

    Zainspirowana między innymi Twoim blogiem, którego czytam od wielu lat i jestem w posiadaniu dwóch Twoich książek (pewnie w tym roku zaopatrzę się jeszcze w trzecią), postanowiłam, że w tym roku założę swojego! :D Co więcej, razem z przyjaciółkami postanowiłyśmy ruszyć ze sklepem internetowym (póki co tworzymy biznesplan), więc ten post i Twoje kursy na pewno nam się przydadzą :) Wielkie dzięki, że tworzysz takie wartościowe treści, które merytorycznie przygotowują do stworzenia swojego miejsca w sieci, ale również podnoszą na duchu i dają kopa do działania! Pozdrawiam :)

  17. Monika

    Ja z blogowaniem miałam 3 problemy: 1. Brak częstotliwości – pisałam kiedy tworzyłam diy, a tworzyłam raz, dwa razy w miesiącu. 2. Nie miałam dobrego aparatu, przez co moje zdjęcia nie były jakościowo dobre. 3. Chciałam chronić swoją prywatność a pokazywanie wyposażenia mojego mieszkania, które sama zrobiłam (meble, lampy, inne dekoracje) już dla mnie ją naruszało. Chciałam oddzielić to co robię od tego kim jestem, ale wg mnie bloger jest ambasadorem swojego bloga, więc nie wiem jak to pogodzić. Swoją drogą jak sobie radzisz z tym, że jacyś obcy ludzie wiedzą z kim spędzasz czas, gdzie spędzasz czas, jak masz urządzone mieszkanie, jak wygląda Twoja sytuacja rodzinna, sprawy uczuciowe, zawodowe? Mnie byłoby trudno podjąć decyzję o takim upublicznieniu swojego życia, czy też nawet samego wizerunku. Czy jest to dla Ciebie tak naturalne, że nie powoduje żadnego dyskomfortu?

    1. Joanna Glogaza

      Nie powoduje, ale też pokazuję to co chcę, przecież nie jest powiedziane, że jak pokażesz krzesło czy do jakiej kawiarni wyszłaś, to masz się spowiadać z powodów rozstania z byłym mężem:)

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *