Joanna Glogaza

strona główna > artykuły

FOMO, czyli jak ograniczyć Instagram, kiedy kuszą znikające storiski MLH?

W ostatnich miesiącach miałam okazję porozmawiać o social mediach z naprawdę wieloma osobami. Mój roboczy wniosek: każdy ma inaczej i każdego wciąga co innego. Ale bardzo dużo osób narzekało na FOMO związane ze znikającymi treściami.

Koleżanka powiedziała mi, że doskonale zdaje sobie sprawę, że siedzenie godzinami na Instagramie psuje jej humor. Ale nie może wytrzymać poczucia, że ominie ją coś niesamowicie wartościowego, jak nie będzie tam na bieżąco zaglądać. A jak już zajrzy, to zwykle wciąga się na dużo dłużej niż planowała.

Nie ma absolutnie nic złego w poświęceniu 10 minut dziennie na storiski Make Life Harder – bo pewnie tyle zajmuje ich nadrobienie. Rozrywka też jest potrzebna i bez śmieszków życie byłoby bardzo smutne. Ale wiemy jak działa Instagram – czy po tych 10 minutach nie wciąga nas na 2 godziny scrollowania nie-wiadomo-czego? A jeśli tak, to czy nam to pasuje?

Jakimś rozwiązaniem może być… wywalanie aplikacji z telefonu po tym, jak zrobimy na Insta, co mamy do zrobienia. Niewygodne, wkurzające, ale na tym właśnie polega siła social mediów, że mają minimalny próg wejścia i bardzo łatwo po nie sięgnąć. Możemy go sobie trochę podwyższyć, “psując” łatwy dostęp. 

W “psuciu” Instagrama pomaga też aplikacja ScreenZen, która daje nam kilka sekund na zastanowienie się, czy na pewno chcemy otwierać Instagrama (albo dowolną inną aplikację), czy może robimy to odruchowo. A do tego zlicza, ile razy weszliśmy już danego dnia poscrollować pieski, co bywa bardzo otrzeźwiające. Niestety nie ma wersji na Androida.

Osobną, wyjątkowo podstępną kategorią, są znikające storiski dotyczące szeroko rozumianej edukacji. Ktoś pokazuje super wegańskie przepisy, ktoś inny tłumaczy jak się rozciągać albo jak nauczyć się programowania. 

W przypadku “edukacyjnego” contentu warto się zastanowić, czy to na pewno aż tak kluczowe, żebyśmy byli na bieżąco z każdym stories? Czy nie wystarczy nam to, co w zapisanych postach? I czy w ogóle tych informacji potrzebujemy, czy może jesteśmy w trybie “ćpania wiedzy”, której potem w ogóle nie wykorzystujemy?

Kluczowe jest uświadomienie sobie, że w social mediach nie ma nic za darmo. Za “darmową” wiedzę płacimy z ogromną nawiązką swoim czasem, uwagą, zaangażowaniem emocjonalnym, spadającą umiejętnością pracy w skupieniu. Taki jest model biznesowy social mediów – mamy wchodzić tam jak najczęściej i siedzieć jak najdłużej. 

Może się okazać, że rachunek zysków i strat wychodzi nam na minusie. Na szczęście Instagram Stories nie są jedynym miejscem na świecie, gdzie możemy daną informację zdobyć. Zwykle te darmowe okruszki wiedzy to element jakiejś strategii sprzedażowej dla płatnego produktu. Typu: ktoś pokazuje na stories, jak gotuje wegańskie przepisy ze swojej książki kucharskiej, promując książkę kucharską. Co ma ten plus, że jak nas wegańskie przepisy w wykonaniu tej osoby interesują, to możemy sobie kupić tę książkę i nie stresować się, że coś nas na stories ominie. I potraktować to jako opłatę od świętego spokoju. A dodatkowo mamy tę wiedzę uporządkowaną i przekazaną w ustystematyzowany sposób. Możemy też wybrać się na warsztaty. Albo zwyczajnie spróbować coś ugotować z darmowego przepisu z internetu i przerobić pod swój gust. 

Opcji są dziesiątki, a wmawianie sobie że MUSIMY śledzić każde stories danej osoby, jest często zwykłą wymówką dla wygodnego scrollowanka. Jeśli chcemy tak dzień za dniem, to oczywiście możemy, to nasz wybór i nasze konsekwencje, ale jeśli czujemy że chcemy coś zmienić, to…musimy coś zmienić. Nie da się niestety mieć ciastka i zjeść ciastka.

No i warto pamiętać, że świat na Instagramie czy Facebooku się nie kończy. Jest masa innych miejsc, które mogą nam dać to, czego szukamy, a mają mniej negatywnych skutków ubocznych. Online i offline. 

To ta druga strona FOMO – zamiast zastanawiać się tylko, co nas omija w social mediach, gdy do nich nie zaglądamy, warto się też zastanowić, co nas omija w życiu, jak siedzimy na Insta po 100 godzin dziennie.

Trwa ostatni tydzień przedsprzedaży mojej książki.

Możesz ją kupić tutaj. Darmowy fragment przeczytasz tu.

 

Dzięki za lekturę!

Jeśli nie chcesz przegapić moich nowych artykułów, odcinków podcastu czy książek, zostaw swój adres e-mail:

1 thought on “FOMO, czyli jak ograniczyć Instagram, kiedy kuszą znikające storiski MLH?”

  1. Ja rozumiem to tak: jeśli ktoś ogranicza / utrudnia mi dostęp do swoich „treści”, (np czasowo) to szkodzi głównie sobie. Jedyny uczciwy deal na linii twórca-odbiorca, jaki akceptuję to: płacę – dostarczasz. Przy takiej nadpodaży informacji naprawdę nie jesteśmy zmuszeni na nią polować.
    Inna sprawa, co też w tych darmowych „treściach” się znajduje. Często jest to pseudowiedza lub „oczywiste oczywistości”, na które szkoda czasu i energii.
    Pointa posta naprawdę doskonała.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.