Archiwa tagu: event

Trendy w blogosferze – moja prezentacja z Orange Blog Talks

Dzisiaj i krótko, i długo. Chciałam Wam pokazać moją prezentację z łódzkiej konferencji Orange Blog Talks, na której miałam okazję wystąpić kilka tygodni temu. Mówiłam o tym jak blogerzy mogą wykorzystać poszczególne trendy dotyczące zachowań konsumenckich w szeroko pojętym stylu życia dla rozwoju swoich blogów i wybicia się z tłumu.

Nie bardzo widać, ale mimo że starałam się wszelkimi sposobami tego uniknąć, byłam zestresowana stresem niemal maturalnym (Włodek i Karol mogą potwierdzić!) i po zejściu ze sceny nie pamiętałam zupełnie o czym mówiłam. Zdradzają mnie chyba głównie rumieńce, momentami drżący głos i dziwne konstrukcje językowe. To było moje pierwsze nie-akademickie wystąpienie przed większą publicznością, na pewno dużo się nauczyłam. Dziękuję bardzo ekipie OBT za zaproszenie i wszystkim słuchająco/oglądającym!

Dajcie znać co myślicie, czy z czymś się wyjątkowo zgadzacie lub nie zgadzacie, albo rzućcie jakiś przykładem – jestem bardzo ciekawa Waszej opinii na temat tego, gdzie zmierza blogosfera i jakie ciekawe szanse się pojawiają.

 

|I’ve bought some corn for popping|

Od spędzania czasu w galerii handlowej gorsze może być tylko spędzanie czasu w galerii handlowej w okresie okołoświątecznym. Wszystkie prezenty zamówiłam przez internet, więc gorączkowe bieganie po sklepach na szczęście mi nie grozi. Co więc skłoniło mnie do dłuuugiego pobytu w Złotych Tarasach w zeszłym tygodniu? Doborowe towarzystwo i superkomfortowe warunki zakupów (o tym, że to nie ja za nie płaciłam, nie wspominając)- od teraz nie wychodzę do sklepów bez kierowcy. Wraz z kilkoma innymi blogerkami miałyśmy okazję wydać po 500 zł na sukienkę sylwestrową, a rad udzielała nam Joanna Horodyńska. Czytaj dalej

|Dawid Woliński show|

Wciąż nie mamy w Polsce portalu o modzie z prawdziwego zdarzenia, lokalnego odpowiednika Style.com. W związku z tym obejrzenie zdjęć archiwalnych kolekcji większości projektantów graniczy z cudem- efekt jest taki, że projektantów takich jak Dawid Woliński znają wszyscy, a nikt nie wie jak tak właściwie wyglądają zaprojektowane przez nich ubrania. Próbowałam przed pokazem przejrzeć twórczość Wolińskiego, ale strona projektanta nie przyniosła zbyt wielu odpowiedzi. Zaprezentowane są na niej wybrane lookbookowe zdjęcia kilku starszych kolekcji (ze sporymi przerwami- mamy zimę 2007, a potem…zimę 2009; zastanawiam się czy wynika to z przerw w pracy projektanta, czy po prostu strona nie jest aktualizowana), ale brakuje na przykład zeszłorocznego pokazu w Pałacu na wodzie. Udało mi się w końcu odnaleźć film z pokazu, ale dotarłam do niego dopiero przekopaniu się przez stos artykułów z gatunku “gwiazdy na pokazie Wolińskiego”. Żeby było jasne- nie jest to absolutnie zarzut w stronę projektanta czy jego ekipy, chodzi mi o przedziwny sposób, w jaki odbierane są u nas przez media pokazy mody- jako chyba najmniej istotny element postrzegane są same ubrania.Szłam do hali zdjęciowej na Domaniewskego, gdzie odbywał się pokaz, z nastawieniem że zobaczę elegancką prezentację wieczorowych sukni. W tym przekonaniu utwierdziło mnie jeszcze otwarcie pokazu kilkunastominutowym koncertem skrzypaczki Patrycji Piekutowskiej i biała wieczorowa suknia, która jako pierwsza ukazała się na wybiegu. Ale już chwilę poźniej dotarło do mnie jak bardzo się myliłam, i do końca pokazu siedziałam naprawdę zachwycona, gorączkowo naciskając spust migawki, żeby przypadkiem niczego nie ominąć. Bo pokaz Wolińskiego był piękny. Właściwie to piękne w nim było wszystko- od scenografii w klimacie paryskiego dworca, przez świetnie wystylizowane sylwetki autorstwa Agnieszki Ścibor, po doskonałą choreografię, na naprawdę światowym poziomie, przygotowaną przez Katarzynę Sokołowską i doskonały dobór modeli.Sama kolekcja była równie zachwycająca, co oprawa pokazu. Męskie sylwetki były…męskie, z dandysowo-grunge’owymi wpływami. Zestaw z brązowy futrem i miętowym szalikiem na tyle przemówił do mojej wyobraźni, że postanowiłam koniecznie zaopatrzyć się taki szal. Damskie sylwetki były czasem dziewczęce, czasem kobiece, momentami równie nonszalanckie, co męskie stroje. Wiem, że nie powinno się oceniać kolekcji poprzez pryzmat własnych wyborów zakupowych, ale naprawdę chętnie widziałabym większość tych ubrań w swojej szafie. Pewnie pojawią się zarzuty że kolekcja momentami nawiązywała do Ricka Owensa (męskie kurtki, spodnie, koszule) czy Miu Miu (kołnierzyki, brokatowe buty), jednak dla mnie były to inspiracje na tyle dalekie, że zupełnie mi nie przeszkadzały, co więcej, uważam że wniosły do kolekcji dużo dobrego. Poza tym były inne elementy, bardzo charakterystyczne i nadające klimat całej kolekcji, jak chociażby pionowe rozcięcia w sukienkach. Nie spodziewałam się że to napiszę, bo widziałam już kilka pokazów, które naprawdę mi się podobały, ale zdecydowanie, biorąc pod uwagę kolekcje, wygląd wybiegu, choreografię, muzykę i w końcu samych modeli- był to najlepszy pokaz mody, na jakim byłam.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

|Neo Fashion Jamboree|

W zeszły weekend w moim rodzinnym Bielsku odbył się festiwal Neo Fashion Jamboree- jak pisałam wcześniej, naprawdę jestem zaskoczona rozmachem tego wydarzenia. Co więcej, impreza ma być cykliczna! Nie udało mi się zobaczyć zbyt wielu pokazów, skupiłam się na wykładach i prelekcjach (w tym na moim panelu dyskusyjnym o blogach- jeszcze raz dziękuję wszystkim za przybycie, zwłaszcza Kasi i Ryfce), ale zdążyłam zrobić kilka zdjęć: showroom z ubraniami projektantów, m.in. Natalii Siebuły / zwiewne sukienki na pokazie Natashy Pavluchenko, które w Bielsku podobały mi się bardziej niż w Łodzi/ buty a’la łyżwy na pokazie Karoliny Pięch / pierwszy rząd / panel dyskusyjny, na którym z blogerkami i turbokontaktowymi słuchaczami rozmawialiśmy o historii, rozwoju i problemach blogów o modzie (brzmi jak program debaty nad światową gospodarką)/ pokaz fryzur salonu Trendy, który robił wrażenie dzięki modelkom tańczącym na szczudłach.

Czytaj dalej

|Rocking Łódź|

Po wielu komplikacjach (dziurawa chłodnica, psujący się w środku lasu GPS) udało nam się w czwartek wieczorem dotrzeć do Łodzi. Doszłam do wniosku że jak nie będę publikować zdjęć na bieżąco, to pewnie nie opublikuję ich nigdy, więc voila, dzień (dla nas) pierwszy, a tak naprawdę drugi, czyli piątek. Na początek mój strój, czyli sukienka z dziecięcego działu Zary, złoty sweter i futro, oba vintage.

Czytaj dalej