Joanna Glogaza

strona główna > artykuły

Magia Wordle, czyli moja nowa
internetowa obsesja

Jakiś czas temu przez moją tablicę na Twitterze przetoczyła się fala zrzutów ekranu z wynikami w Wordle. To gra słowna, którą kilka miesięcy temu kupił od jej twórców New York Times. Spróbowałam i przepadłam. Teraz Wordle towarzyszy mi każdego poranka. Piszę o tym, bo ciekawi mnie co składa się na jej fenomen – uważam że ktoś to fantastycznie rozkminił.

Naszym zadaniem w Wordle jest odgadnąć hasło – pięcioliterowe słowo. Dążymy do tego, podając inne pięcioliterowe słowa. Dostajemy info zwrotne – które litery pasują, które nie pasują, a które są w słowie-haśle, ale aktualnie są na niewłaściwym miejscu. Mamy sześć prób. Jeśli graliście kiedyś w starą planszową grę Mastermind, to jest to bardzo podobny schemat.

Nowa gra z nowym hasłem pojawia się raz dziennie. To moim zdaniem ogromny składnik sukcesu Wordle. Dostajemy po rozwiązaniu dawkę dopaminy, ale gra nie wciąga nas na długie godziny i nie przemiela do totalnego wyczerpania, bo w przeciwieństwie do Instagrama czy Facebooka ma jasno określony limit. Rozwiązanie zajmuje parę minut, a następne hasło pojawia się dopiero kolejnego dnia.

Co ciekawe, istnieją różne nieoficjalne archiwa Wordla, w których można zagrać w gry z wszystkich poprzednich dni, ale to już zupełnie nie to samo. Po pierwsze, nie są tak ładnie i satysfakcjonująco zrobione. Po drugie, człowiek mniej się przykłada, bo wiadomo że w razie porażki zawsze można kliknąć w kolejne hasło. No i nie ma tego efektu ograniczonej dostępności.

Pierwsze co zrobiłam po odkryciu gry, to sprawdziłam, czy jest już Wordle po polsku. Jest, ale w ogóle nie ma tego uroku i grywalności, co angielska wersja. Myślę, że głównie dlatego, że wiele polskich słów ma podobną budowę i zgadywanie czy chodzi o polny, rodny czy wolny jest straszną nudą. Zachęcam Was do dania szansy oryginalnemu Wordle, nawet jeśli nie czujecie się pewnie w angielsku. Po pierwsze to dobry sposób na naukę słówek. Po drugie, parę razy udało mi się odgadnąć słowo, którego w ogóle nie znałam. Kiedy nauczymy się, jak zbudowane są słowa, jakie litery zwykle następują po sobie, to znajomość konkretnego terminu przestaje być warunkiem koniecznym do odgadnięcia hasła. 

Super jest obserwować, jak z dnia na dzień stajemy się skuteczniejsi. Kiedyś opowiedziałam o moim zachwycie Wordlem koledze i powiedział mi, że jest też Quordle – gra w której w dziewięciu próbach musimy zgadnąć cztery hasła. Przez pierwsze kilka razy wydawało mi się to niesamowicie trudne, teraz właściwie nie zdarza mi się przegrać. Choć czasem zapędzę się w kozi róg i muszę korzystać ze słownika do gier, więc niektóre te zwycięstwa są nieco oszukane.

Lubię też dzielenie się przemyśleniami ze znajomymi, który też grają. “Oo, dzisiaj było trudne” albo “najgorzej jak są dwie te same literki!”. To trochę jak dyskusje o serialach w dawnych czasach, kiedy odcinki leciały w telewizji tydzień po tygodniu – daje nam poczucie przynależności.

Jako wielka fanka gier (napisałam o nich nawet książkę!) mega żałuję, że to nie ja Wordle wymyśliłam. Podziwiam prostotę tego pomysłu i to, jak idealnie wpasowuje się w potrzeby dzisiejszego użytkownika Internetu. 

Przy okazji pisania tego tekstu przypomniało mi się, że był kiedyś szał na okołomatmatyczną gierkę 2048 i włączyłam sobie z sentymentu. Moja pierwsza myśl – o jeny ile to trwa, kto ma na to czas!

Na koniec mam do Was dwa pytania – czy znacie Wordle, gracie? A może macie jakieś inne internetowe obsesje? Mega mnie ciekawi jak wyglądają internetowe ścieżki innych ludzi. Ktoś włącza komputer, otwiera przeglądarkę i co dalej? Ja mam masę swoich internetowych dziwacznych zakątków i chętnie czytam o dziwactwach innych – więc nie hamujcie się, jeśli macie ochotę się podzielić!

 

Dzięki za lekturę!

Jeśli nie chcesz przegapić moich nowych artykułów, odcinków podcastu czy książek, zostaw swój adres e-mail:

9 thoughts on “Magia Wordle, czyli moja nowa </br> internetowa obsesja”

  1. Najpierw poznałam Wordle, a później literalnie. Wordle mnie nie wciagnęło, za to w polską wersję gram codziennie :)

    1. Piąteczka! Mam to samo, wordle ma bardzo dużo nieznanych mi słów, za to Polska wersja wzmacnia myślenie.

      Pozdrawiam
      Kasia

  2. Ja się wciągnęłam w Słownikowo. W Wordle gubią mnie próby układania wyrazów, które znam, co skuteczniejsze jest jednak w polskich wersjach (szarada, literalnie). I tak, te podwójne litery to niezły haczyk – co jakiś czas o nim zapominam 🙂

  3. Gram od 98 dni :) Moje wyniki: 1:0, 2:2, 3:5, 4:39, 5:37, 6:15. Każdy dzień rozpoczynam od Worlde, mąż jeszcze ma wersję matematyczną gdzie zgaduje równanie i geograficzną gdzie zgadujemy kraj po kształcie. Mam swoje 3 wyrazy od których zawsze zaczynam zgadywanie, a jaka była radość gdy po wpisaniu MONTH na drugim podejściu okazało się, że jest poprawne! <3

  4. Hej, dzięki za polecenie Wordle, nigdy wcześniej o niej nie słyszałam, codziennie gram do kawy i nauczyłam się już wielu nowych słów, jak na razie na 15 rund 100% skuteczności, a często dane słowo pierwszy raz widzę więc jest duża satysfakcja, że mimo to udaje się odgadnąć ;D Miłego dnia!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.