Jak ogarnąć szafę, kiedy nasz rozmiar często się zmienia? 9 wskazówek

Zorganizowanie sobie spójnej szafy bywa frustrującym zadaniem, ale poprzeczka podnosi się jeszcze wyżej, jeśli często przybieramy czy tracimy na wadze. Powody są różne, więc i rozwiązania będą się różnić. Ale postarałam się zebrać takie najbardziej praktyczne sposoby, które sprawdzą się, jeśli chcemy czuć się w swoich ubraniach dobrze, ale nie mamy ochoty wymieniać całej szafy przy każdym wahnięciu wagi. 

Nie miałam w tym temacie do tej pory zbyt wiele doświadczeń z pierwszej ręki, więc chętnie posłucham o Waszych sposobach. Na pewno są rzeczy, o których nie pomyślałam, więc jeśli macie swoje tricki czy polecenia konkretnych ubrań, podzielcie się proszę w komentarzu.


Strategiczne podejście do zakupów


Są ubrania, które trzeba wymieniać co kilka kilogramów, przy zmianie o jeden czy dwa rozmiary. Na przykład obcisłe dżinsy bez elastanu czy ołówkowe spódnice z nierozciągliwych tkanin. Ale już dzianinowa bluzka czy dzianiowa kopertowa sukienka dają nam dużo większe pole manewru – zwłaszcza te drugie są wyjątkowo wdzięczne, bo zwykle można je regulować paskiem czy troczkami.


Raczej dzianiny niż tkaniny


Większość z nas ma pewnie w szafie bawełniany t-shirt. I bawełnianą koszulę. I mimo że obie te rzeczy mogą być zrobione ze 100% bawełny, to koszulka będzie się rozciągać i dopasowywać do ciała, a koszula wcale nie. 

Dlaczego? Bo t-shirt jest dziany, czyli powstaje z jednej nitki, która układa się w pętelki, tak jak przy robieniu na drutach czy szydełkiem. Zresztą robione na drutach czy szydełkach swetry to właśnie flagowy przykład dzianin. Dzięki tym pętelkom dzianina ma dużo większą rozciągliwość.

Z kolei tkaniny powstają z dwóch prostopadłych nitek, osnowy i wątku, które przeplata się ze sobą w określony sposób, w zależności od efektu, który chcemy uzyskać – inaczej będzie tkać się dżins, inaczej popelinę. 

Dlatego jeśli szukamy ubrań, które dadzą nam większe pole manewru w przypadku zmiennego rozmiaru, stawiajmy raczej na dzianiny, niż tkaniny. Szczególnie w przypadku ubrań z tych części ciała, w których najszybciej chudniemy czy tyjemy. To kwestia indywidualna i czasem góra sylwetki zostaje w mniej więcej tym samym rozmiarze, a zmienia się raczej dół. Albo odwrotnie.

Większą rozciągliwość można też uzyskać dodając do podstawowego włókna elastan, czy to przy tkaninie czy to dzianinie, ale nie szłabym tą drogą – większa niż kilkuprocentowa domieszka elastanu sprawia, że ubrania zaczynają wyglądać tanio i nieprzyjemnie się je nosi. Pamiętacie “gumowe” noname dżinsy z targu? To właśnie ten efekt.


Spódnice i spodnie z gumką w pasie


Zwykle kojarzą nam się z ubraniami dla przedszkolaków, ale gumka wcale nie musi iść dookoła całego pasa. Przód może wyglądać normalnie, a gumka może być tylko z tyłu. Bardzo lubię to rozwiązanie, bo takie spodnie czy spódnice dobrze się układają, a przy tym są bardzo wygodne. No i oczywiście łatwiej dopasowują się do zmieniającego wymiary ciała.

przykładowe spodnie z patentem, o którym wspominam powyżej


Kluczowe elementy oversize – ale nie do końca!


Najłatwiejszym rozwiązaniem byłoby kupowanie tylko ubrań o kroju oversize, czyli, mówiąc krótko, worów. Tylko że nie każdy chce chodzić w worach. Ale można wykorzystać ten koncept przy tych najdroższych częściach garderoby i trochę go przy tym obejść. 

Na przykład: chcemy kupić porządny zimowy płaszcz z dobrym składem, ale martwimy się, że wydamy dużo, a w kolejnym sezonie już nie będzie na nas pasował. Możemy wtedy wybrać luźny szlafrokowy model, ale z paskiem w pasie. Dzięki temu podkreślamy talię i nie wyglądamy jak w śpiworze, ale z drugiej strony mamy spore pole manewru. 

Takie płaszcze mają na przykład polskie Elementy, i to w całkiem rozsądnych cenach. Mam tylko wrażenie, że są szyte na dość wysokie osoby, ale może coś się zmieniło – w każdym razie warto ich sprawdzić.


Wynalazek na wyjścia – infinity dress


Pewnie wiele z Was kojarzy te sukienki. Kilka lat temu był na nie szał w USA i panny młode kupowały je na potęgę dla swoich licznych druhen. Dzięki temu wyglądały spójnie, ale każda z nich mogła dopasować sukienkę do swoich preferencji czy figury. 

Infinity dress to spódnica szyta z koła lub półkoła, czasem długa, czasem do kolan, połączona z dwoma długimi pasami, które możemy udrapować na górze ciała jak tylko nam się podoba. Sposobów na ich zawiązanie jest mnóstwo – możemy mieć odkryte plecy, dekolt a’la Marilyn Monroe, ale też zakryte ramiona i rękaw do łokcia. No i oczywiście pasy są na tyle długie i elastyczne, że spokojnie obejmą kilka rozmiarów. Tak samo elastyczny jest pas.

Nie polecę Wam konkretnej marki, bo ja miałam swój model z second handu, wiele lat temu, zanim w ogóle wiedziałam że ta sukienka ma taką nazwę. Ale widzę ich dosyć sporo, w różnych wersjach – lśniące i wieczorowe z poliamidu, albo bardziej codzienne z bawełny. Miał je w swojej ofercie Risk Made in Warsaw, ale nie wiem jak z jakością – wiem że bywa u nich nierówno.


Uwaga na trendy


Kupowania ubrań mega osadzonych w trendach nie polecam nigdy – bo co z tego, że kurtka będzie świetnej jakości, jeśli po paru miesiącach nie będziemy mogli na nią patrzeć, bo ulice są nią zalane i tak nam się opatrzyła. Ale w przypadku zmiennego rozmiaru tym bardziej, bo okienko “przydatności do noszenia” jeszcze bardziej się wtedy zmiejsza. Jeśli coś super modnego przestanie na nas pasować, to po powrocie do poprzedniego rozmiaru pewnie nie będziemy mieli ochoty tej rzeczy nosić – mimo że teoretycznie na nas pasuje.


Spójna paleta kolorystyczna


Podobnie ma się sprawa z kolorami. Jeśli wiemy, że mamy tendencje do częstego tycia czy chudnięcia, a zależy nam na spójnej, nie za dużej szafie, której nie trzeba co chwilę wymieniać, zbudujmy sobie spójną paletę kolorystyczną. 3 kolory bazowe, które pasują do siebie nawzajem, 3 uzupełniające, które pasują do bazowych (ale nie muszą już koniecznie do siebie nawzajem) i wszystko będzie się ładnie kleić. 

Inaczej zrobi nam się miszmasz i ubrania z danego rozmiaru nie będą nam pasować do ubrań naszej uniwersalnej, niezależnej od rozmiaru podstawy, więc nawet jeśli do nich wrócimy, nie będziemy mieć z czym ich nosić albo pociągną za sobą kolejne zakupy.


Zmniejszanie i zwiększanie ubrań u krawcowej


Często o tym zapominamy w świecie ubrań instant, a to przecież często najprostsze rozwiązanie. Niedawno schudłam parę kilogramów i zaniosłam do zwężenia ulubione szorty i sukienkę. Oczywiście trzeba za to zapłacić i poświęcić czas, ale wiele prostych poprawek kosztuje poniżej 40 zł. Ale ja jestem strasznie wybredna przy kupowaniu ubrań i jak już coś znajdę i lubię, to chcę to nosić jak najdłużej, więc chętnie korzystam z usług krawieckich. Chodzę zawsze do pani Zosi Czyrny, która ma swój zakład przy Cyniarskiej 12/4 w Bielsku-Białej.

Ale! Ubrania możemy nie tylko zwężać, ale i powiększać. Czasem można gdzieś wszyć sprytnie gumkę, czasem wystarczy przesunąć guzik czy wymienić zamek, czasem pod szwem znajduje się dodatkowa zakładka z zapasem materiału – zwłaszcza w droższych ubraniach. Przy zmniejszaniu możemy też poprosić krawcową o zostawienie takiej zakładki w szwie. Mam wełniane cygaretki od mamy, które przeszły już chyba trzy serie zwiększania i zmniejszania i nadal wyglądają świetnie.


Tu ubrania są dla nas, a nie my dla ubrań


No i ostatnia, najważniejsza rzecz! Wiem, że to brzmi banalnie, ale naprawdę warto doceniać się w każdym rozmiarze. I myśleć o swoim ciele z wdzięcznością, bo w końcu to dzięki niemu możemy chodzić na spacery, pływać kajakiem, przytulać psa. Dbajmy o nie tu i teraz – nosząc wygodne ubrania w odpowiednim, pasującym na nas w tym momencie rozmiarze, a nie fiksując się na tym czy tamtym numerku. Często wpadamy w pułapkę “jak tylko” i wydaje nam się, że możemy korzystać z życia dopiero kiedy schudniemy czy przytyjemy do określonych wymiarów. Bullshit! Jeśli nie doceniamy się teraz, nie docenimy się też wtedy. W filmie opowiadam, jak noszenie niedopasowanych ubrań przełożyło się na zupełnie niepotrzebny, długotrwały ból u mnie. Nie popełniajcie moich błędów!

 

Dajcie znać, jak to wygląda u Was – jestem bardzo ciekawa. No i oczywiście przypominam o mojej nowej książce, która wciąż jeszcze można kupić bez kosztów wysyłki, a więc taniej o 15 zł – tylko tutaj, nie będzie jej w księgarniach. Rozkładam w niej na czynniki pierwsze proces budowania spójnej, dobrze służącej nam garderoby.

 

29 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. Danuta

    Dzianin nie lubię, wyglądają tandetnie (szczególnie te kopertowe sukienki, nawet jak są z jedwabnej dzianiny) , toleruję jedynie wełniane swetry, bieliznę oraz sportowe rzeczy. Dzianiny, szczególnie cienkie, mają też to do siebie, że każdą fałdkę podkreślają, nawet szczupłe osoby będą miały widoczny ślad najlepiej dobranego biustonosza i to będzie widoczne także pod luźnym “miękko układającym się” ubraniem.
    Przeróbki krawieckie to mój numer 1. Na szczęście nauczyłam się sama dopasowywać ubrania. W wersji petite szyte są same byle jakie płaszcze, marynarki (nie ma mowy o szlachetnych materiałach, przynajmniej ja takich nie znalazłam). Regularnie więc zwężam ramiona, skracam co się da. Najtrudniej jest z wysokością stanu, zatem przestawiłam się na kroje pudełkowe żakietów, w płaszczach przesuwam pasek nieco wyżej, poszukuję ubrań z wyższym stanem, który dla mnie będzie normalny itd.
    Patent z gumką w pasie jest doskonały, od lat praktycznie do większości nowych spodni (nawet dżinsów) wszywam gumkę, albo tylko z tyłu do bocznych szwów, albo do przednich szlufek – szwy wszycia gumki są pod szlufkami, tak się jeszcze lepiej układa. Oczywiście gumka jest luźno w tunelu pasa spodni, a marszczenie jest znikome.
    Przesyłam serdeczności

  2. Karol-ina

    Oj dzianina przy przybieraniu na wadze jest może i praktyczna, ale do frustracji wynikajacej z rosnącej wagi dodaje frustrację fałdami cudownie widocznymi i podkreślonymi przez dzianinę. Wolę po prostu ładne koszule i robienie talii paskiem plus dopasowane wdzianko (może być dzianinowe, ale sztywne, robiące linię) i jeanginnsy. Sukienki z podkreślonym dekoltem, ale wysokim stanem (lub odwrotnie, z zaznaczoną talią, ale właśnie na gumce. Opuszczona talia też nieźle działa). Wg mnie najpraktyczniej jest kupować bluzki lekko większe (czyli np zamiast S to M) i spokojnie starczą na zmiany wagi.

  3. Sylwia

    U mnie sprawdzają się lekko luźniejsze góry, noszone do tylko i wyłącznie spodni z wysokim stanem. Wkładam albo przód, albo całość góry do spodni, zależnie od fasonu. I wystarcza wtedy mieć 2-3 rozmiary skinny jeans, a szerokie spodnie działają w sumie zawsze 😉
    Sukienki/spodnice to też nie problem, bo wszystkie moje są dopasowane w talii i niżej rozszerzane. Może ze dwie nie pasują przy największym rozmiarze. No i ta ołówkowa skórkowa spodnica… 😉

  4. Ola

    Miewam dość duże wahania wagi. W górę i w dół. Uprzedzając troskę, zdrowo się odżywiam, ćwiczę i badam się.
    Wymieniam (odkładam do szafy na strychu, bo często po roku magicznie pasują) pojedyncze elementy- spodnie, w które nagle przestaje się mieścić, albo które trzeba zmniejszyć do tego stopnia, że nie ma sensu oddawać do krawcowej, t-shirt, który dopiero co był ładnie dopasowany, a tu się nagle coś wylewa.
    Ale większość rzeczy noszę przez cały czas. Są wśród nich oversizowe marynarki, luźne koszulki, koszule (bo gustuje w przydużawych męskich), swetry (to samo, co z koszulami), rozkloszowana, wiskozowa spódniczka z gumką z tyłu, spodnie typu paperbag z gumką i bez (gdy jestem większa stają się bardziej dopasowane). Fajnie sprawdzają się sukienki- tuby i szmizjerki. Te drugie kupuje większe i robię zaszywki, gdy zaczynam znikać.
    Świetnie się też sprawdza ołówkowa wełniana spódnica! Tylko warto tu zaznaczyć, że była szyta na zamówienie według starej szkoły, ‘podążająca za sylwetką’, jak mówi moja krawcowa. Gdy jestem szczuplejsza- nie odstaje, gdy większa- robi się bardziej dopasowana.
    Płaszcze z reguły kupuję z zapasem na sweter, więc nie ma problemu.
    Chyba trzeba też wspomnieć, że mam 180 wzrostu i jestem klepsydrą, więc gdy przybiorę 10kg nie ma dramatu, jeśli wgl widać, gorzej, gdy nagle schudnę, bo to zawsze uderza we włosy i paznokcie.

    1. Anna

      Olu, namiar na “Twoją” krawcową mile widziany ;). mam wahania od 38 do 42 w ciągu roku. po 35 r. życia mój metabolizm płata mi figle pomimo ćwiczeń, pilnowania diety i badań. w mniej-więcej dwóch rozmiarach mam spodnie typowo biurowe oraz jeansy, kilka spódnic i dwie szt sukienek typowo weselno-wieczorowych (krój infinity jest dla mnie za odważny). Nie mam strychu, mieszkam w bloku, trzymam zwykłe duże pudła plastikowe z Ikei. Z patentów na każdy rozmiar – dwie marynarki z Risk made in Warsaw z kolekcji sprzed dobrych kilku lat (szefowa, serafinka – w tej chwili można czasami dostać na grupach sprzedażowych na fb). a, jeszcze “kardigany” bez zapięcia. tu ciężko mi polecić, bo to jakaś włoska wełna merino z sh. na lato luźne damskie bluzki z Grey Wolf i Benettona (len, wiskoza – zeszłoroczne kolekcje). genialne są dłuższe sukienki Karoliny Garczyńskiej (ma rozmiary podwójne, czyli np 34/36 i 38/40) – po 2 szt Ana maxi i 2 szt Aniela maxi. lockdown spędziłam w tych kieckach lub alladynkach, załatwiajacych każdy z moich rozmiarów. Z okryć wierzchnich, po prostu zawsze muszę się mieścić w to okolo 42 (parka, puchowa dluga kurtka, sztormiak, trencz, przeciwdeszczówka na lato , elegancki płaszcz) – większość jest ściągana/regulowana w talii.

      Co do świadomych zakupów, outlet sklepu “elementy(wear)” ma ostatnie sztuki wełnianych płaszczy z paskiem w talii w dobrych cenach (minus 35%, minus 40%) , są też sukienki midi z paskiem i/lub gumką w talii.

  5. Beata

    Nie wiem, czemu dzianina ma taki zły PR, ja mam wahania wagi i w ciągu ostatniego roku schudłam 12kg, a dzianinowa sukienka z paskiem w talii nadal świetnie leży, chociaż inaczej. Nie rozumiem, czemu mamy awersję do tych fałdek, nawet jak się jakaś podkreśli, to co z tego? Czy ukrycie fałdki pod ubraniem sprawi, że ta fałdka zniknie? No nie, a wszyscy jesteśmy mniej lub bardziej pofałdkowani, więc może zamiast się spinać na tym punkcie, warto to zaakceptować i się nie przejmować :)

  6. Mary

    Wybaczcie, za komentarz zupełnie nie na temat, ale coś mnie tknęło, gdy robiłam porządki w szafie. Czy nie uważacie, że biały t-shirt jest mało praktyczną częścią garderoby? Na prawie każdym blogu czytałam, że białe t-shirty powinny być naszą bazą, że to najlepszy wybór na lato i tak dalej. Kupiłam wiele drogich białych t-shirtów i żałuję, że dałam się namówić. Nie ma chyba innej rzeczy, która tak źle znosiłaby upływ czasu jak cienka biała bawełna. Mimo, że były drogie, biel zdecydowanie straciła swoją świeżość – a sortuję pranie i używam płynu do białych tkanin. Na jednym pierwszego dnia zrobiła mi się plama od podkładu i nie mogłam jej usunąć – koszulka do śmietnika. W dodatku chyba jednak biel nie jest zbyt twarzowa, zwłaszcza do jasnej cery. Gdy założę zwykły biały t-shirt do ulubionych dżinsów i butów, mijam dziesiątki osób wyglądających identycznie jak ja. W tym roku kupiłam koszulki w odcieniach khaki, czerwonym, czarnym, w paski i jak na razie jestem dużo bardziej zadowolona. Wspominam o tym, bo myślę że warto uważać na takie dobre rady w stylu jak budować swoją garderobę , to jednak bardzo indywidualna kwestia. Chyba Asia wspominała o tym w pierwszej książce.

    1. Surykatka

      Dla mnie odpowiedzią jest zawsze second hand! Obecnie mam jeden biały t-shirt, jest koloru złamana biel, więc pasuje do mojej jasnej karnacji i nie widać po nim upływu czasu. Poza tym jak ktoś w nim wcześniej chodził i nadal wygląda dobrze to znaczy, że jakość jest super. I nawet jak go poplamię to za tą cenę nie będzie szkoda mi wyrzucić. Co to zbyt dużej popularności tej części garderoby, to staram się łączyć biały t-shirt z jakimś innym dołem niż jeansy np spódnicą plisowaną, spodniami typu paper bag. A do jeansów i czarnych rurek zakładam wzorzyste góry.

      1. Namysłowska 3

        Podbijam :) Mam w szafie tylko białe t-shirty i niema wszystkie z second hand. Takie „pochodzenie” gwarantuje, że ubranie nie zmieni koloru czy fasonu. A biała koszulka z krótkim rękawem, bez dekoltu, to podstawa mojej garderoby.

        1. Mary

          Ale skąd wiadomo czy tshirt wiszący w second handzie był często prany? Czy może ktoś oddał go po jednym założeniu lub nienoszony? Ja miałam wiele marek, w tym Cos, Levi’s, G-star, Gap – wszędzie to samo.

            1. Anna

              Ja sama w białym wyglądam jak śmierć na chorągwi – lepszy jest beż i ecru/pudrowy róż, po prostu twarz i szyja wyglądają lepiej. kilka mam z second-handu, zdzieram też jakieś wiekowe z h&m ktore mialam przez pare lat od nowości. składy to bawełna albo pol-na pol z modalem

    2. Martyna

      Czytałam gdzieś poradę, żeby nie wydawać za dużo na biały tshirt, bo błyskawicznie się zużywa. Jeśli nie żółta plama pod pachą to na bank pojawi się niespieralna plamka nieznanego pochodzenia bądź też zszarzeje przy którymś praniu.
      Zgadzam się, że daje efekt odświeżająco-odmładzający, jednak nie jest to mój ciuch pierwszego wyboru.

      1. A.

        Trochę poza tematem, nie wiem jak u Jaskierki, ale u mnie to “utrzymuję ten sam rozmiar” to w dużej części moja zasługa. W mojej rodzinie wszystkie kobiety mają tendencję do tycia, ja też mam. Ale prowadzę bardzo aktywny tryb życia, uprawiam sport przez większość życia, zachowuję rozsądek w jedzeniu i w wieku 30 lat mam sylwetkę zdecydowanie lepszą niż w liceum. Od razu uprzedzam, że to nie jest żaden atak na osoby z wahaniami wagi, ani bezpośrednio na Twój komentarz, raczej taka moja ogólna odpowiedź na: “Tobie to dobrze”, które często słyszę.

        1. Beata

          A., to świetnie, że masz na to wpływ. Ja na przykład nie mam. Bo nie zawsze o metabolizm chodzi, tylko np. o tendencję do zatrzymywania wody w organizmie, albo o hormony. Gdy biorę antykoncepcję, to waga trzyma w miarę stały poziom. Bez niej potrafię w ciągu miesiąca “napuchnąć”, a potem “zrzucić” dwa rozmiary. Moja przyjaciółka z kolei po terapii sterydami najpierw sporo przytyła, potem wróciła do ulubionej wagi, ale od tamtej pory ma spore wahania właśnie w zależności od cyklu.

          Przecież nawet kupując buty: jeden rozmiar może być dobry rano, a wieczorem już za mały, w zależności jaką mamy tendencję do opuchlizny.

          Naprawdę, nasze ciało, waga i obwody zależą od wielu czynników, nie tylko umiejętności sprawnego trawienia na co nie mamy wpływu, krążenia – też brak wpływu, hormonów – częściowy wpływ, czy aktywności fizycznej na którą mamy wpływ. Można jeść niedużo, a nadal niezdrowo, albo dużo i zdrowo i w każdej z tych opcji mieć figurę modelki, albo mieć nadwagę.

          Kurczę, strasznie mnie bolą takie komentarze w necie, bo z nich wynika, że dbanie o wagę jest takie proste. Gdyby to w rzeczywistości było takie proste, to nikt nie byłby otyły – bo przecież nikt nie chce być w tej “gorszej” części społeczeństwa…

          Inna sprawa, że wpis dotyczy rad, jak kupować ubrania w takich sytuacjach, a w komentarzach – jak zawsze – że aktywność, jedzenie i metabolizm. A nie taki jest temat wpisu.

  7. aneta

    Asia, skąd sukienka, którą masz na sobie w filmie? Jest piękna, a Ty wyglądasz w niej bardzo promiennie.

  8. Ania

    Asiu jestem w połowie książki, nie spodziewałam się że otworzy mi oczy na tak wiele spraw. Szerszym komentarzem podziele się po przeczytaniu całości natomiast mam jedno pytanie. Ponieważ książka natchnela mnie do pochowania do kuferka zimowych ubrań, patrze przy okazji na składy moich swetrów. W jakim byłam szoku gdy w sweterku który otrzymalam kiedyś od mamy znalazlam skład: 60% wełna, 20% kaszmir, 10% elastan (jest to tunika, więc to ma sens) oraz 10% wood dyer modal. Co do tego ostatniego – czy wiesz może co to jest?

  9. Ania

    Już mam, to jest modal, o którym pisalas ze to wiskoza drugiej generacji, czyli ta lepsza. Czyli moja mama ma reke do ciuchów😄

  10. Martyna

    Kupiłam kiedyś dwie sukienki w Promodzie rozm. 42. Noszę je zarówno mając rozmiar 42/44 jak i 38. Dlaczego – bo używam ich paska w talii i w wersji szczuplejszej one pięknie się zbluzują i zmarszczą i fajnie to wygląda, a w większej jest OK.
    Koszule wiskozowe z zaszewką na plecach – kolejny hit. Kupuję 44 i mam oversize, z moim biustem na biuście rozmiar jest OK, a całą resztę ogrywam w moim stylu czyli wkładam w spodnie i podwijam rękawy – te same ubrania sprawdzają się w obu wersjach.
    Więc wiskozowe, luźne, zwiewne rzeczy oversize.

    Sukienki z ukrytym wiązaniem w talii.

    I coś, co ma pewnie każda kobieta z wahaniami wagi czyli PUDŁO NA ZAPAS. Ja mam pudło mini, czyli kilka biustonoszy z mniejszym obwodem i miseczką oraz obowiązkowo proste dżinsy. Oraz pudło maxi czyli analogicznie większe staniki i większe spodnie. Oraz kilka jakichś tam rzeczy, które lubię, ale w wersji, kiedy noszę dany rozmiar. Bywa, że w ciągu miesiąca moja waga się tak waha, że kluczowe elementy przestają pasować. Ale mam to opanowane. Najgorsze było, kiedy nagle przytyłam i nie miałam stanika i wylewałam się ze wszystkiego i później nagłe schudnięcie (dotąd nie wiem dlaczego tak się stało), że w miseczkach hulał mi wiatr, a obwód podjeżdżał do góry. Więc żeby uniknąć panicznych zakupów jestem przygotowana :)

    Z dumą mogę stwierdzić jednak, że na moim wieszaku ukochanych ubrań, które ciągle noszę i będę nosić aż się nie rozpadną mam praktycznie same ciuchy uniwersalne.

    1. Martyna

      Jeszcze co do dzianiny – obowiązkowo luźna na plecach. Serio najlepiej sprawdza się zbluzowanie jakiegoś oversize, bo kryje potencjalne fałdki w czasach “dobrobytu” ;-) Dzianina w sukienkach typu skater, w sensie dopasowanych na górze przy figurze typu jabłko to porażka.

      W sumie zależy też jak kto chudnie. Znam dziewczynę, która ma zawsze mega szczupłą górę i tyje głownie w pupie i nogach. Ona zmienia tylko spodnie / spódnice. A jak ma rozkloszowaną z gumką to w ogóle się nie przejmuje (i mało co widać…).

  11. 4oze

    Dzianiny są dobrym rozwiązaniem mam to opanowane do perfekcji .Jednak muszę zabrać się za siebie bo mój metabolizm daje znać o sobie szybko.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *