Jak zaczynam dzień, żeby był fajny + konkurs

Już jakiś czas temu odkryłam, że to przede wszystkim ode mnie zależy, jak będzie wyglądał mój dzień – czy spędzę go miotając się między telefonem a mailem w trybie “biegam w kółko i macham rękami”, czy poświęcę czas na to, co dla mnie ważne, a całą bieżączkę odhaczę sprawnie za jednym zamachem. I wiadomo, zdarzają się dni typu “wybuchł kosmos”, ale w większości przypadków największą rolę grają moje decyzje.

Zrobię od razu to, co mam do zrobienia, czy będę wcześniej scrollować Facebooka, tracąc masę czasu?

Uporam się sprawnie ze wszystkim do rozsądnej godziny i spędzę popołudnie na spacerach, spotkaniach, czytaniu czy przed laptopem w trybie zombie?

Jakie będą pierwsze czynności, jakie wykonam w ciągu dnia?

Zauważyłam, że ta ostatnia kwestia ma bardzo duże znaczenie, nastraja mnie na cały dzień i mocno wpływa na to, jak potoczą się kolejne godziny. A ponieważ bardzo walczę o to, żeby całe moje życie nie toczyło się wokół pracy i nie chcę spędzić go przed ekranem laptopa czy telefonu, to staram się, żeby moje poranki były przyjemnym rytuałem, a nie nerwowym chaosem.

Sama czasem łapię się na tym, że oglądając na Instagramie parujące kubki z herbatą, idealnie wkomponowane w przystrojony stół, myślę sobie “lol, kto ma na to czas, komu by się chciało”. Ale zaraz potem się reflektuję. Może kogoś to relaksuje, może to najprzyjemniejsza część dnia tej osoby? Może to właśnie ta rzecz, która pozwala jej się poczuć spokojniej, albo nawet luksusowo – bo mam wrażenie, że sytuacja, w której to my panujemy nad naszym planem dnia, a nie rządzi nami Facebook, telefon czy skrzynka mailowa, to jednak luksus. I ja bym się chciała w tym luksusie pławić jak najczęściej.

Pisałam o tym jakiś czas temu ebooka ze sztuczkami, które pomagają mi to osiągnąć, możecie go ściągnąć tutaj.

Na pewno możemy się spodziewać komentarzy w stylu “w głowie Ci się poprzewracało”, “normalni ludzie mają większe zmartwienia” i “no przecież wszyscy są dzisiaj przyklejeni do ekranów, to normalne”. Sęk w tym, że słowa “wszyscy” i “normalność” budzą moje przerażenie i za każdym razem, kiedy przychodzi mi do głowy, że wydziwiam, że większość ludzi nie zaprząta sobie tym głowy, przypominam sobie, że ja przecież wcale nie chcę być jak większość ludzi.

Mój cel na 2018 to pracować zdecydowanie mniej, zrzucić z siebie sporą część obowiązków i skupić się na tym wszystkim, co nie jest pracą. Jednym z moich założeń na 2017 było kończyć pracę o 14 – poległam tutaj na całej linii i zupełnie nie jestem z tego dumna. Mogłam się lepiej zorganizować, bardziej skupić, przeorganizować parę rzeczy i dałabym radę. Nie zamierzam się za to samobiczować, ale wyciągam wnioski i jeszcze w tym roku wprowadzam parę zmian, z wdrożeniem spokojnych i przyjemnych początków dnia na czele.

Oto, jak wyglądają w grudniu moje poranki. Od razu mówię, że wyglądają mniej więcej tak samo – już dawno się nauczyłam, że najlepiej funkcjonuję, kiedy pewne elementy dnia są stałe. Mogę po południu spontanicznie wybrać się do muzeum w którym nigdy nie byłam, pomóc komuś organizować imprezę na 70 osób albo skończyć pracę o 12 i iść na masaż (i staram się to jak najczęściej robić!), ale poranki staram się do siebie upodabniać, bo nic mnie tak nie wytrąca z równowagi, jak wstawanie jednego dnia o 7, a drugiego o 9:30.


Mój idealny poranek


Pierwsza rzecz, którą robię po otworzeniu oczu, to wyłączenie budzika i… odłożenie telefonu. Żadnego sprawdzania maila, Facebooka czy Instagrama. Gdyby nie to, że nienawidzę tykania i nie lubię mnożyć przedmiotów, kupiłabym sobie tradycyjny budzik, żeby mnie nie kusiło.

Krok drugi – ścielę łóżko. Nie musi to być zrobione perfekcyjnie, nie wygładzam narzuty godzinami ani nie układam poduszek od linijki, ale zawsze to robię. To takie moje symboliczne przejście ze stanu nocnego relaksu (tu z kolei lubię mieć ładną pościel i już dawno temu pozbyłam się wszystkich “takich sobie”, mam same ulubione. Ta na zdjęciu pochodzi ze sklepu zasmakujradości.pl i na końcu wpisu będzie można wygrać jeden z ich kompletów w konkursie) w stan dziennego ogarnięcia.

Potem drepczę do łazienki, wkładając wcześniej stopy w ciepłe kapcie (gdybym miała postawić stopy na zimnej podłodze, nigdy nie wyszłabym spod kołdry), po drodze witam się z zaspanym Chrupkiem, który jest psem idealnym i nie wstaje dopóki ja nie wstanę.

Myję zęby, przecieram twarz tonikiem (odkąd wyczytałam u Kosmeologiki, że dobrze jest tym zastąpić mycie twarzy, nie mam problemu z suchym czołem czy policzkami, polecam spróbować, jeśli macie kapryśną skórę) i czeszę włosy – to wystarczy, żebym poczuła się ogarnięta. Zwykle spotykam się z ludźmi po południu, więc w ciągu dnia się nie maluję. Psikam się za to perfumami, o ile nie zapomnę – to znacznie zwiększa moje poczucie ogarnięcia.

Tutaj sprawa zaczyna się komplikować – w następnym kroku robię sobie coś do picia (najczęściej po prostu wrzątek), przemycam do łazienki legginsy i t-shirt i przebieram się w strój do jogi. Nie mogę tego zrobić w pokoju, bo Chrupek wpada w ekscytację i wydaje mu się, że idziemy na spacer, albo nawet pobiegać do lasu, a mnie pęka serce za każdym razem, kiedy muszę go rozczarować – bo ja tylko wyciągam matę.

Jak tylko uda mi się wygonić z niej Chrupka, robię niedługą sekwencję, najczęściej tę od Agaty Ucińskiej – próbowałam różnych opcji, ale z Agatą ćwiczy mi się najlepiej.

Zwykle bardzo mnie kusi olanie tej jogi i sprawdzenie maila, ale robię ją i zawsze jestem później zadowolona, świat też się jeszcze od tego nie zawalił. Tu ciekawostka – przez ostatnie kilka tygodni miałam podanego na stronie błędnego maila. Od tego też świat się nie zawalił!

Do zaczynania dnia od jogi zainspirowała mnie moja koleżanka Maja, która w luźnej rozmowie rzuciła zdanie, że zawsze zaczyna dzień od zrobienia czegoś dobrego dla siebie. Bardzo to do mnie przemówiło i zaczęłam poranki z jogą, mój kręgosłup na pewno będzie mi za to wdzięczny.

Potem zwykle po raz drugi włączam czajnik, ale tym razem najczęściej wybieram zieloną herbatę z plasterkiem cytryny, albo pokrzywę, albo inne zioła. Otwieram komputer i… dalej nie sprawdzam maila. Nie zaglądam też na Slacka, nie wchodzę na Facebooka, specjalną wtyczką do przeglądarki blokuję wszystko, co nie jest Spotify ani edytorem tekstu i piszę. Czasem post na bloga, czasem newslettery, czasem jakiś dłuższy tekst.

To moja ulubiona playlista do pisania, często włączam też albo . Ewentualnie soundtrack z Harry’ego Pottera albo Twin Peaks.

Mam poczucie, że tworzę wtedy swoje najlepsze rzeczy. Kiedy nikt mi nie zawraca głowy (a raczej sama nie pozwalam jej sobie zawracać) i mogę zatopić się w pracy, bez żadnych rozproszeń. To tzw. deep work.

Pracuję w ten sposób przez godzinę, a najchętniej półtorej. Potem jem śniadanie. Jestem totalnym śniadaniowym dziwakiem i jak się do jakiegoś dania przyzwyczaję, mogę je jeść przez pół roku z rzędu. Kiedyś miałam tak z omletem, potem z owsianką z jabłkiem i pestkami słonecznika, ostatnio z owsianką z bananem i mrożonymi malinami. Odkryłam jednak, że coś w tej kombinacji bardzo źle wpływa na moją cerę i przymuszam się do większej różnorodności w śniadaniach, choć najchętniej jadłabym w kółko to samo. Cieszę się, że nie słodzę herbaty, bo na pewno mieszałabym ją dwa razy w lewo, trzy razy w prawo i wpadałabym w histerię, gdyby coś zaburzyło ten rytm.

Dalej nie jest to moment, w którym włączam się w internetową rzeczywistość. Kiedy byłam dzieckiem, zawsze czytałam przy jedzeniu, z wyjątkiem sobotnich i niedzielnych “dużych” obiadów, przy których mama nie pozwalała mi czytać. Większość książek miałam zachlapanych pomidorową – i tu pojawia się kolejna zaleta Kindla, którego znacznie łatwiej jest przetrzeć. Odkąd zaczęłam zwracać uwagę na charakter moich poranków, staram się kontynuować tę tradycję. Czasem coś mnie wciągnie i czytam jeszcze sporo po zjedzeniu śniadania, ale – ponownie – świat się od tego jeszcze jakimś cudem nie zawalił. Teraz czytam biografię Lema i bardzo mi się podoba.

Potem wkładam do kieszeni płaszcza jelitko woreczków do sprzątania po psie, zapinam Chrupkowi smycz i ruszamy na spacer. W trakcie, w zależności od nastroju, czasem słucham jakiegoś podcastu – co działa na korzyść Chrupka, bo często chodzimy tak długo, aż zdążę wysłuchać całość.

Wracamy do domu, wydaję śniadanie Chrupkowi i dopiero wtedy (zwykle są okolice 9:30) zderzam się z tym całym czy można zmienić zamówienie/strona mi nie działa/działamy, podsyłaj materiał. Zdecydowanie lepiej mi się w ten sposób żyje i w ogóle mnie nie obchodzi, ilu hustlerów pomyśli, że jestem ostatnim leniem albo dziwnym paszczakiem. Mam wrażenie, że zapomiamy że kreatywna praca to nie wyrabianie normy w fabryce – więcej nie znaczy lepiej. Dużo efektywniej działamy na naładowanych bateriach.


Konkurs – wygraj komplet pościeli od zasmakujradosci.pl!


No dobra, ale oprócz tego że powiedziałam Wam, co jem na śniadanie (tak myślałam właśnie, że umieraliście z ciekawości!), to mam dla Was coś jeszcze – szybki konkurs. Sklep zasmakujradosci, który podesłał mi piękną pościel Miss Lucy, którą widzicie na zdjęciach (i ultrahipsterski kubek-słoik!), przygotował 5 kompletów również dla moich Czytelników – do wyboru ze wszystkich kompletów Miss Lucy dostępnych na stronie. Polecam moją – jest naprawdę ładna, a do tego zrobiona z bardzo delikatnej satyny bawełnianej, więc nie tylko jest naprawdę przyjemna, ale też oddycha. Idealnie sprawdzi się na prezent!

Żeby zgarnąć wybrany przez Was komplet pościeli, napiszcie mi w komentarzu, jak wygląda Wasz idealny poranek. Macie na to czas do końca poniedziałki (18.12). Do 20.12 do godz. 20:00 wybiorę 5 komentarzy, a do autorów trafią nagrody. Regulamin znajdziecie tutaj. Pamiętajcie tylko, żeby wpisać w odpowiednim polu komentarza poprawny adres e-mail, tak żebym mogła się z Wami skontaktować.

Bardzo jestem ciekawa Waszych odpowiedzi, powodzenia!

Wyniki konkursu: ogromne dzięki za wszystkie odpowiedzi! Pościel trafi do Anny (człowiek toster <3), Niny, Michaliny, Olgi i Lidii. Ze wszystkimi zwyciężczyniami jesteśmy już w kontakcie, żałuję że mogłam wybrać tylko 5 osób!

314 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. Małgośka

    Mój idealny poranek staram się wprowadzać codziennie w życie. Zazwyczaj wstaję wcześnie i budzę się bez budzika maksymalnie o 7. Mąż jeszcze słodko śpi, ale nigdy go nie budzę. Uwielbiam rankiem robić śniadanie dla mojego śpiocha. Może to nie na czasie i to mąż powinien wstać o 5 i biec po gorące bułki, ale dla mnie nie ma nic przyjemniejszego niż zrobienie czegoś dobrego dla ukochanej osoby na samym początku dnia. Poza tym krojenie pomidorów, przygotowywanie twarożku, zaparzanie herbaty, a więc proste czynności idealnie mnie budzą. Kolejnym codziennym punktem poranka są tańce z psem i psie piosenki. :)

  2. Kamila

    Jak wygląda mój idealny poranek? To proste. W tygodniu wstaję dość wcześnie bo o 6.40. Zazwyczaj jestem nie do życia, aż do momentu gdy w pracy wypiję pierwszą kawę :) Najbardziej lubię sobotnie poranki, gdy mogę pozwolić sobie na dłuższą drzemkę. Wtedy przeważnie po wstaniu, myję zęby, przecieram twarz płynem micelarnym i piję kawę. Następnie wybieram się z moim narzeczonym na lokalny bazarek (najczęściej po jajka i twaróg) . Bardzo lubię eksperymentować w kuchni, więc w takie sobotnie poranki wykazuję się kreatywnością tworząc ciekawe dania. Po śniadaniu oczywiście mam czas na czytanie książki pod kocem lub wybieram się na spacer. Dodam, że w dzieciństwie miałam taki poranny rytuał związany ze śniadaniem. Uwielbiałam pić gorące kakao i maczać w nim rogaliki z dżemem lub pączkami.

  3. Jola

    Jako, że mieszkam na 9 piętrze i mam widok na całe miasto plus piękny park, najczęściej zaczynam poranek ze szklanką wrzątku z cytryną totalnie wpatrzona w kolory jakie mam przed sobą. Zwłaszcza zimą kiedy niebo o poranku jest błękitno- różowo- pomarańczowe, jest to totalnie hipnotyzujące uczucie. Lubię ten spokój poranka kiedy mąż jeszcze śpi, a ja mam czas tylko dla siebie żeby zatrzymać się i spokojnie pomyśleć :)

  4. Magda

    Mój poranek od kilku miesięcy rozpoczyna się uśmiechem mojego prawie 4-miesięcznego synka i jego zabawnym przeciąganiem się. Następnie dostaję buziaka mokrym noskiem od naszego pieseła, który dziwnym trafem zasypiając wieczorem na dywanie – rano zawsze znajduje się pod kocem “w nogach” łóżka. Następnie przytulam się jeszcze chwilkę do męża i synka, po czym wędruje w piżamiee przygotować kawę dla męża i herbatkę waniliową dla siebie. Bez niej nie wyobrażam sobie idealnego poranka. Mąż w tym czasie wypuszcza piesełka na działkę i zajmuje się synkiem. Po wypiciu herbatki można rozpocząć kolejny dzień :)

    1. Pam

      Jako że jestem straszną herbaciarą :D, zaintrygowałaś mnie wspomnieniem o herbatce waniliowej. Czy to aromatyzowana Dilmah?

      1. Magda

        To herbatka liściasta zamawiana na stronce zielonybazar.pl, dla mnie jest pyszna😊 niestety nie orientuje się gdzie ja można dostać stacjonarne….

  5. Magda

    Odkad na swiecie pojawila sie Jagoda :) Moj idealny poranek to taki, kiedy zamiast obudzic sie o 6 i szelenie biegac miedzy myciem zebow, nastawianiem wody na kawe, przebieraniem malej pampersa a biciu kolejnego rekordu w braniu prysznica – swoja droga mogla by to byc dyscyplina olimpijska – mycie sie na czas, gdy jest sie posiadaczem dziecka :p a wiec moj idelany poranek to taki kiedy moge pare minut poprzeciagac sie w poscieli, wziasc cieply prysznic, wypic kawe, popatrzec przez okno na sasiednie drzewo i przez 15 minut poczytac ksiazke…banalne, prawda? ale dla nowoupieczonej mamy na wage złota! :):)

  6. Gaia

    Idealny Poranek

    Budzę się z pierwszym światłem…
    Moje “budziki” (dwa psy i cztery koty) gadają do mnie przez drzwi (mają zakaz wstępu do sypialni).
    Coś o śniadaniu i sikaniu (Nua- starsza psunia: paaaańcia, małe znów zaszczało podłogę!, Maika- najstarsza kota, obrażona: i mnie gryzie!).
    Narzucam puchaty szlafrok na puchatą piżamę i jestem gotowa na poranne rytuały.
    Wita mnie szaleństwo radości: wstałaś wstałaś wstałaś!!!
    Koty pędzą na swój blat śniadaniowy i unisono wołają o jedzenie (rano dostają po porcji puszkowego, ulubionego).
    Psy szaleją w podskokach dookoła.
    Otwieram szeroko drzwi wejściowe mojej wiedźmiej chatki i wypuszczam je na dwór.
    Witam poranek, słońce zaczyna wschodzić, ptaki hałasują.
    Jednocześnie karmię zwierzyniec, myję zęby i wstawiam wodę na kawę.
    Pijam tylko prawdziwą, świeżo zmieloną, zaparzoną we “french press”. z kapką mleka, albo łyżeczką miodu i odrobiną cynamonu (to wersja zimowa).
    Jeśli mam czas i pogoda dopisuje, to z kawą siadam w otwartych drzwiach, na progu i cieszę się porankiem i zwierzakami brojącymi naokoło, jeśli pogada nie taka albo czasu brak, to siadam w kuchni i robię przegląd blogów, fejsbuka.
    Codziennie rano wysyłam “dzień dobry” na fb do swojego ukochanka, który mieszka daleko. Czasem pijemy poranną kawę “razem” przez skajp czy czat.
    Ten czas, to czas na zaplanowanie dnia, przy jednoczesnym tuleniu i głaskaniu futrzków. Robię sobie śniadanie (zawsze jakieś pieczywo, inaczej jestem głodna po pół godzinie).
    Około 9 zbieram się do ubierania, prysznic, makijaż i zaczynam “dzień roboczy”

    Idealny Poranek ostatnio nieco zaburza potrzeba sprzątnięcia porannego po szczeniaczku, Nuala ma niespełna trzy miesiące i jeszcze nie do końca załapała, że w podłoga to nie trawnik ;), ale jest tak pocieszna i kochana, że sprzątam bez marudzenia i cieszę się, że ją mam :)

  7. Joanna

    Otwieram oczy. Już świeci słońce. Jest maj, może czerwiec. Poranki są przyjemnie chłodne a ja spałam przy uchylonym oknie więc teraz słucham porannego szału ptaków. Dziś nie pracuję, nic nie zaplanowałam. Miałam codziennie pić rano wodę ale dziś znów sobie odpuszczam i robię kawę z dużą ilością mleka i cukru. Idę z nią na balkon w piżamie i okularach przeciwsłonecznych. Już zaczyna się pierwszy w tym roku upał. Siadam na krześle z nogami opartymi barierkę. Obok na krześle mój mąż ze swoją kawą i papierosem. Każdy powie że to niezdrowo, ale nie robię śniadania. Zgłodniejemy pewnie dopiero za 2 godziny. Teraz możemy zaplanować dzień. Zwykle u nas od pomysłu do jego realizacji mija maksymalnie godzina. Za godzinę może będę odnawiać jakiś mebel, albo będę w drodze do jakiegoś opuszczonego pałacu.

  8. Ola

    W moim życiu są dwa typy idealnych poranków. Pierwszy to gdy, nie musze się nigdzie śpieszyć i mogę wypić gorącą herbatę zieloną albo białą rano. Kiedyś to była czarna kawa, ale teraz przeszła mi na nią ochota, a następnie zjeść spokojne śniadanie – grzanki albo jajecznicę, którą właśnie o poranku uwielbiam. Później najlepiej jak znajdę czas na poczytanie książki albo posiedzenie przy biurku i wyciniane różnych kolażowych elementów, to moja praca też, ale jest dużo lepiej, gdy mogę tak po prostu potworzyć dla siebie. Później pracuję mi się lepiej z konkretami.
    Drugim typ poranka to gdy idę na koncert albo tańce , albo jestem na festivalu i kończy sie on nad ranem. Uwielbiam ten moment między 4-7 rano kiedy jest już sie bardzo zmęczonym, ale chce się obejrzeć wschód słońca i przeczekać do rana na otwarcie pierwszych kawiarni, by pójść zjeść śniadanie. Takie śniadanie po festiwalach/koncertach to jeden z najlepszych porannych rzeczy, ale wiadomo takie poranki mam tylko w okresie wakacyjnym i teraz z utęsknieniem na nie czekam.

  9. Zuzia

    Moim ulubionym porankiem jest taki, który mogę przeżyć w niezwykłym miejscu. Czasem z widokiem na góry, czasem z widokiem na wieś u przyjaciółki, a zdarzyło się nawet na plaży w towarzystwie zaciekawionych szalonymi podróżnikami Wietnamczyków :)

  10. Kasia

    Taki totalnie idealny poranek to prawie każda moja sobota i niedziela. Te poranki roboczych dni tygodnia są za szybkie, za ulotne by nazwać je idealnymi no i tutaj często zdarza się nam wstawać lewą nogą. Dzieci nie bardzo chcą wychodzić z łóżek, nam dorosłym też spieszno nie jest. Ale za to w weekendy nasze poranki są idealne. Idealne czyli wolne, wolne od pośpiechu, zegarka, przepełnione przytulasami, rozmowami, czułością. Łóżko wypełnione nami i dziećmi, pachnące kawą i ciepłym kakao, niekiedy zastawione śniadaniem podanym na tacy. To czas na rozmowy, śmiechy, łaskotki, cichą muzykę w tle, przemyślenia… Lubię te nasze poranki, są takie trochę magiczne, jak z innego świata… Przeciągają się często do dwunastej, że już czas na obiad ;)

  11. bru

    Mój idealny poranek jest bardzo prosty – wstajemy z chłopakiem na tyle wcześnie, żeby nie czuć “zaspaństwa”, ale być wyspanym (najchętniej około 8:00), odsuwamy zasłony, otwieramy okno, robimy śniadanie i kawę do łóżka, a potem zakopujemy się z powrotem w pościeli i kocykach i czytamy sobie z godzinkę, zanim wyjdziemy ogarniać rzeczywistość :D próbuję to wdrażać w każdy weekend i mam nadzieję, że kiedyś uda nam się to robić częściej.

  12. Alik

    Mój idealny poranek to spokojne wejście w czekający mnie dzień i obowiązki: aromatyczna kawa, śniadanie i do tego książka. Zero pośpiechu, zero biegania, zero obowiązków związanych z pracą, zero myślenia, co muszę dziś ogarnąć. Slow morning.
    Latem jest to poranek w domu na wsi – rosa na trawie, ćwierkanie ptaków (które mnie czasem budzą), promienie słońca – ciepłe, ale jeszcze nie gorące, świat budzący się do życia.

  13. Natalia

    Chyba dzięki Tobie zaczęłam zwracać uwagę na poranki. Tak, to dzięki Tobie i slow life. Chciałam, żeby były rytuałem, więc długo nad tym pracowałam. Od przyjaciółki podpatrzyłam zaczynanie dnia herbatą, więc też tak robię i nie wierzę, jak ogromną różnicę to robi. Ze względu na leki, które przyjmuję, herbatę zaparzam sobie po 40 min jogi. Robię też wtedy śniadanie i tak jak Ty, mogłabym w kółko jeść to samo. Teraz mam fazę na tosty z rozgniecionym awokado i smoothie z jarmużu, pomarańczy i banana. Do picia robię zazwyczaj albo koper, albo liść poziomki z sokiem z pokrzywy i z miodem. Potem jem śniadanie na kanapie w salonie z włączonym Comedy Central, albo bajkami dla małych dzieci (!), które nie są przebodźcowane i nie są obarczone tymi wszystkimi przykrymi informacji, które dostarczają inne stacje. Później lubię tak bardzo zasiąść do pracy, że często zapominam umyć zębów :P Do 13 jestem w zdatna do pracy umysłowej, dlatego wolę wszystko zrobić jak najwcześniej. Najbardziej jednak lubię, kiedy nie muszę zająć się niczym innym, usiąść na moim fotelu bujanym, włożyć nogi do miski z wodą i czytać nową gazetkę (Wysokie Obcasy, Książki). Najchętniej przy włączonych lampeczkach świątecznych, świątecznej muzyce, albo np. płycie Amy Winehouse – Lioness: Hidden Treasures. To mój idealny poranek.
    PS Zapomniałam wspomnieć o moim kocie i psie! Bardzo długo, kiedy nie mieszkałam w domu, było mi trochę samotnie. Teraz, nie ważne czy 6 czy 9, zawsze są przy mnie, kiedy robię śniadanie, często też, kiedy się budzę. Bezcenne!

  14. Grazka

    Eh, powiem Ci Asiu, że bardzo lubię czytać teksty w stylu “jak zaczynam dzień”, “jak zaczynać dzień by być produktywnym”, ale zawsze kończy się to tak, że jestem tym co przeczytam zdeprymowana. Czekam z utęsknieniem na taki tekst, ale napisany przez kogoś z życiem podobnym do mojego. Kogoś, kto o 8 powinien już odpalać kompa w pracy po godzinnym staniu w korkach. Jak zacząć taki poranek by, być pozytywnie nastawionym do życia, to jest dopiero zagwostka :)

    1. Rossie

      Oj mam to samo wrażenie. Jednak mało jest blogerów którzy jednocześnie pracują na etacie więc mało jest postów z takiej perspektywy ;)

      1. Joanna Glogaza

        Nie odpowiem Wam na to pytanie, bo ani nie mam dzieci, ani nie pracuję na etacie. Każdy wybiera inaczej, każdy ma inną sytuację. Bardzo często widzę podobne komentarze w tą stronę – a co ja mam powiedzieć, jak pracuję na etacie, a co ja mam powiedzieć, jeśli mam małe dzieci i tak dalej. Mam wrażenie że pod postami o życiu z dziećmi komentarzy “a co ja mam powiedzieć, skoro nie mam dzieci” jest jakoś mniej:) Może sama o tym napisz, jestem pewna że będzie to dla wielu osób inspirujące:) Ja w ogóle wierzę w rozmawianie szczerze o swoich doświadczeniach, ale nie lubię porównywania się z innymi, szkoda na to czasu i do niczego dobrego nas to nie zaprowadzi.

        1. Grażka

          Sęk w tym, że z moich poranków ciężko czerpać inspirację :P Zaczyna się od “kurde, zaspałam”, potem przyziemności typu prysznic, malowanie i sprint do pracy. Dlatego mówię (a nawet piszę), że fajnie by było znaleźć gdzieś w przestrzeni internetu opowieści kogoś, kto też rano musi dotrzeć do etatowej pracy, a nie ma przy tym poczucia dnia świstaka i zaczyna swoją codzienność jakoś mniej nerwowo

          1. Aga

            cześć Grażka o 8 jeszcze jestem w tramwaju, ale o 8.30 jestem już w biurze, więc nie wiem czy wystarczę. ;-) Ja próbowałam wszelkich instagramowych inspiracji typu: wstań wcześniej i popatrz na słońce, zrób sobie sesję jogi… I one są piękne i wzniosłe, tylko tyle, że u mnie działały prze chwilę.
            Ciężko mi było zrozumieć (tak świadomie zrozumieć, przyjąć), że alby mieć czas rano trzeba go sobie zrobić. Po prostu, jeśli chcesz ćwiczyć rano jogę to nie będzie to – w początkowej fazie – wypoczynek i “dar z nieba na nowy dzień” tylko nawyk i dodatkowa praca. Z czasem sport, wcześniejsze wstawanie stanie się przyjemnością, ale pierwsze chwile to jest trud.
            A kluczem do tej chwili czasu rano jest przygotowanie wszystkiego (co da się przygotować) wieczorem. Stąd ten magiczny czas w niemagicznym świecie etatowców. :-*
            Buźka i hi 5!

            1. Monia

              Wstaję o 5.30 żeby sobie zorganizować miły poranek. Lubię w spokoju wypić kawę i zjeść dobre śniadanie. Jestem ślimakiem-przeżuwaczem, więc trochę to trwa:) Potem, rasowa królowa nudziarzy, powtarzam sobie angielskie słówka. To mnie naprawdę odpręża. Lubię też swoją drogę do przystanku autobusowego. Miasto jest wyludnione i ciche, jeśli w kościele jest msza i słychać organistę to już w ogóle metafizyka… O 7.20 odjeżdża mój autobus i kończy się poranek. Do niedawna tak to wyglądało, odkąd wzięłam drugą pracę wkradło się przeglądanie mail. Skończyły się miłe poranki, a efektywność poleciała na łeb na szyję… Od jutra wracam do swojej rutyny. W kwestii formalnej, nie mam dzieci, jestem singielką, pracuję na etacie

        2. Ewa

          Faktycznie, większość wpisów tego typu nie jest kierowana do osób pracujących na etacie. I nie jest to żaden przytyk czy złośliwość. Jeśli pracuje się na etacie są dwie opcje: albo wstaniemy wcześnie rano i poświęcony poranek na przyjemności albo po prostu przełożymy je na później. Ja wybrałam to drugie, dlatego że rano jestem najbardziej produktywna i wolę zacząć pracę jak najwcześniej. Nie lubię też wcześnie wstawać, dlatego na przyjemności znajduję czas wieczorem. Rano chyba nie byłabym w stanie tak się zrelaksować, myślałabym o pracy i o obowiązkach, nie miałoby to sensu.

      2. Marta

        Tez pracuje od rana. Często też jest to nie tylko „o 8 powinnam już mieć odpalonego kompa” ale „o 8 powinnam być w mieście oddalonym x km od mojego miejsca zamieszkania”. Ale miłe poranki robię sobie w weekend :) żeby sobie odbić. I dla równowagi w tygodniu mam miłe wieczory, z czytaniem książki i herbatą. Tez czasami mnie frustrują takie posty jak ten (z oczywistej zazdrości), ale nie ma co się oszukiwać – coś za coś ;) Asia jest „na swoim” i ponosi ryzyko ze jednego miesiąca zarobi kwotę x, a drugiego mniejszą. A to nie jest dla każdego.

    2. Damka

      Ja pracuję na etacie, na szczęście nie od 8, ale od 9 i moim patentem na super poranek jest mój rower, na którym dojeżdżam do pracy cały okrągły rok. Mam fajną trasę, ścieżkę rowerową niemal całą drogę (9km), przejeżdżam przez dwa fajne warszawskie parki, omijam korki i ścisk w autobusie. Mam pięknie ozdobiony koszyk, którego widok poprawia mi humor i śliczną sakwę na laptop :) No i wyznaję zasadę, że nie ma złej pogody, tylko złe ubrania, ostatnio przydaje się też maseczka antysmogowa i zawsze obowiązkowo kask. Jadąc słucham audiobooków, podkastów lub ulubionych piosenek. Na rowerze zawsze wpadam na najlepsze pomysły, to taki czas tylko dla mnie (jestem mamą, czasem przed wskoczeniem na rower odstawiam synka do przedszkola – on też najczęsciej jedzie na rowerku, ewentualnie hulajnodze). Docieram do biura w dobrym humorze i… bardzo głodna. Pycha zdrowe śniadanko i jestem gotowa do pracy :)

  15. Agałka

    Wyczytałam gdzieś, że poranek zaczyna się dobrze, kiedy już wieczorem “zostawiasz” sobie coś, co na Ciebie czeka – i nie jest to praca od rana :) Może to być np. wyprasowana wieczorem bluzka, albo wyjęte z lodówki masło orzechowe na kanapki rano. Wypróbowałam ten sposób u siebie… I działa! Dzięki temu, że poranek “zaczynam” już wieczorem poprzedniego dnia, przygotowując sobie coś na rano, nie budzę się w panice, że nie wiem od czego zacząć, a do tego, czuję się trochę jakby każdy poranek był świątecznym porankiem – bo zaraz wejdę do kuchni i zobaczę jaki sobie “prezent” zostawiłam ;) Zauważyłam, że pomaga mi to też wcześniej wstawać. Kiedy wiem, że będę jeść wypasione śniadanie, albo siedzieć przy udekorowanym stole – od razu chce się wyjść z łóżka.

  16. D.

    Mój ‘zwyczajny’ poranek to: dźwięk budzika i przestawienie go na dodatkowe 10min przedłużenia snu i przytulenia się do drugiej Osoby. Czasami zdarza się,że powtórzę to dwukrotnie:) Następnie wstaję prędko do kuchni nastawić wodę na owsiankę z masłem orzechowym i herbatę z imbirem. Później następują czynności higieniczno-ubraniowe i chwila kiedy wspólnie z chłopakiem jemy śniadanie, przy którym zazwyczaj w potoku słów opowiadam o czym śniłam, jakie mam plany na dzień i inne ważne sprawy. Mój chłopak wtedy najczęściej odpowiada jednym lub dwoma słowami trzymając w ręku kubek z napisem ‘Nie mów do mnie z rana’ mimo tego nie uginam się :) Następnie jak pogoda jest okej wyjmuję rower. Naturalnie bywają poranki trudne..gdzie brak czasu i sił spowalnia optymizm, ale jest ich na szczęście zdecydowanie mniej.
    Pozdrawiam!

  17. Marta

    Sobota wita mnie najczęściej świetnym porankiem i dobrym humorem :) !

    Jako, że:
    1. W ciągu tygodnia pracuję w biurze (a propos lubię swoją pracę), dojeżdżam do niej godzinę czasu (ciężko jest się przyzwyczaić, kiedy wcześniej chodziło się do pracy 10 minut pieszo :D )
    2. Dwa razy w tygodniu chodzę na basen.. hmmm (dopiero uczę się pływać, więc jak to mój trener nazywa.. za każdym razem dochodzi u mnie do tzw. paraliżu nóg, strach że się utopię – to doprowadza mnie do takiego zmęczenia, że po każdej lekcji czuje się jak koń po westernie) :D
    Dlatego po intensywnym tygodniu wielbię weekendy i błogie, leniwe poranki :)
    Najlepsza sobota… (niedziela już trochę mniej, wiadomo zaraz poniedziałek) spanie do 10.00 – 11.00 i zjedzenie wspólnego śniadanio-obiadu ze swoją drugą połówką – o której się chce, świeżo zmielona kawa i obejrzenie nowego odcinka Katastrofy w przestworzach (tak – lubię oglądać katastrofy i dowiedzieć się dlaczego akurat samolot się rozpadł :p )
    Najzwyczajniej w świecie leniuchowanie <3

  18. gotycka

    A moim ulubionym porankiem jest taki kiedy mogę leżeć do oporu i nie budzi mnie budzik. Przewracam się na drugi bok i cieszę tym, że nie muszę wstawać. ;-)

  19. Martystka

    Czytając Twój tekst uświadomiłam sobie, że często nie zdawałam sobie sprawy, jak ważne jest wypracowanie swojego porankowego rytuału. Dwa lata temu moja kobieca intuicja podpowiadała mi, że jest to rzecz, którą należy wprowadzić do mojego pękającego w szwach kalendarza. Cytując klasyka: trzeba nauczyć zatrzymać się w tym harmidrze i szaleństwie. I tak uczyniłam. Nie można przecież zagłuszyć takiego “objawienia”. ;) Od półtora roku, i staram się to praktykować codziennie, zaczynam dzień od wizualizowania sobie, że ten dzień będzie najlepszy z najlepszych, później, po toalecie, piję wodę z cytryną, imbirem (moje odkrycie życia) i miodem (czasami zdarzy mi się wypić wariant ciepłej wody z octem jabłkowym, polecam!). I, choćby nie wiem, jak mi się nie chciało, wyciągnę swoją wysłużoną matę do jogi i… delektuję się każdą asaną. Wiem, że dzięki temu dam radę wysiedzieć te 8h przed komputerem + 1,5h w samochodzie. Jeżeli jest weekend i nigdzie nie muszę się śpieszyć to, przy dźwiękach muzyki z lat 50-60, poeksperymentuję sobie jeszcze ze śniadaniem (pancakes, omnomnom), z kawą i spokojnie mogę cieszyć się lekturą “Przekroju”. Już nie mogę się doczekać takiego spokojnego weekendu. A będzie on dopiero… w przyszłym roku. :D

  20. mmebaker

    Mój idealny poranek to taki, który mam kilka razy w tygodniu, kiedy idę do pracy na trochę później. Budzi mnie ulubione radio i/lub drapanie w drzwi, za którymi czekają trzy szare kilogramy tęsknoty za tuńczykiem. Przytulam się do męża, po otworzeniu drzwi wbiega kot i domaga się udziału w rodzinnych przytulankach, mruczy, cieszy się całym sobą. Karmimy kota i jemy z moim M. śniadanie, pijemy pyszną kawę z kawiarki, rozmawiając o tym, jak wygląda dziś nasz dzień i co możemy zrobić, żeby go dobrze i jak najmniej stresująco zorganizować. Jeśli zostaje mi przed wyjściem jeszcze chwila na medytację – jestem przeszczęśliwa!

  21. Natalia

    Ja również uważam że idealny poranek zmienia pogląd na resztę dnia. Ale mimo wszystko ciężko mi było wstawać godzinę wcześniej. Długo kombinowałam, próbowałam robić różne rzeczy przed rozpoczęciem mojej pracy. Lubię wszystko notować, planować dzień w kalendarzu a wieczorem mieć dużo radości z skreślania tego co mi się udało zrobić. I wpadłam na pomysł żeby to co chcę robić rano zapisać jako zadanie. Bardzo mi to pomogło bo oczywiście jedną z motywacji jest odhaczenie zadania.
    Idealny poranek zaczyna się dla mnie od dobrze przespanej nocy, pierwsza rzecz jaką robię po przebudzeniu to wypicie szklanki wody z cytryną później czytam książkę przeważnie jakieś poradniki o zdrowym odżywianiu bo mnie motywują do zdrowego stylu życia i nie uleganiu pokusom w ciągu dnia. Po godzinie wypijam kleik z siemia lnianego. Nie zapominam o porannej modlitwie która jest częścią porannego rytuału. Na koniec dzwonie do narzeczonego życząc mu miłego dnia.

  22. Iszka

    Cześć Asia! Jak ja kiedyś niedoceniałam powolnych poranków – ba!, nawet szczycilam się tym, że potrafię ogarnąc wszystko, łącznie z umyciem wlosów i makijażem w niecałe 20 min i już biec na przystanek. Dni na pełnych obrotach, poddenerwowanie, ciągły niedosyt czasu, a i skóra przez to była jakaś niewyspana, szara i zimowa (365 dni w roku). Nie mówię, że nagle doznałam olśnienia i zaczęłam celebrowac poranki, ale na pewno promocja slow life się do tego przyczyniła. Pierwszym krokiem była zamiana wyciągniętego tshirtu “dospania” na ładną i naturalną piżamę – o ile lepiej zjeść śniadanie w ładnym ubraniu, albo otulić się ciepłym szlafrokiem. I tak właśnie zaczyna się mój idealny poranek. Najpierw kilka minut na “dzień dobry” spędzonych jeszcze w łóżku, we dwójkę, bez telefonu – żeby dobrze się nastroić i przekazac trochę endorfin do drugiej osoby – o dziwo, to ja wstaję zaraz po budziku, i zazwyczaj z uśmiechem mówię dzień dobry :) Zaraz po wkładam ciepłe papcie i szlafrok (ah te kamienice!) i wstawiam wodę na kawę. W międzyczasie zapalam świeczkę w łazience – koniecznie! (chyba każdy ma te małe elementy bez których poranek jakoś przestaje działać), nakladam serum i krem pod oczy. Poźniej kawa, sok z wolnoobrotowej wyciskarki, mój włąsny domowy PYYSZNY chleb na zakwasie i śniadanie (zawsze je przygotowuję i staram się urozmaicać, w zalezności od czasu, który mam rano). Sniadanie jest zdecydowanie punktem kulminacyjnym i naszym wspólnym rytuałem. Staramy się je zawsze zjeść razem, nawet jesli wymaga to od jednej osoby wstania wcześniej. Zauważyłam, że rano, ze świeżym umyslem i spojrzeniem sprawy dnia poprzedniego wydają się jakoś łatwiej rozwiązywalne. To bardzo nastraja mnie pozytywnie na działanie w ciągu dnia! Czuję, że nie wpadam w obowiązku w pospiechu, ale wolno i dobrze wchodzę w ten dzień. I pójście do pracy nie wydaje się strasze, poranny spacer cieszy, a ja nie mogę się doczekać na to, co się będzie działo! Celebrujmy poranki!

  23. Ida

    Idealny poranek to pobudka z uśmiechem na twarzy bez pomocy budzika o wczesnej godzinie w tak idealnej fazie snu, żeby czuć się rześkim i wyspanym. Pół godziny wylegiwania się w świeżo wypranej, pachnącej pościeli i czytania książki podczas gdy słońce nieśmiało prześwituje przez szparki w żaluzjach. Później wspólne przygotowywanie śniadania z chłopakiem, przy ulubionej muzyce. Świeże i chrupiące pieczywo, świeże warzywa, dużo zieleniny i idealnie zrobione jajka na miękko, do tego kawa i rześkie, chłodne powietrze z uchylonego okna. Bardzo lubię celebrować śniadania, robić piękne, kolorowe kanapki, podawać je na ładnej zastawie, pić kawę lub herbatę w ulubionym, dobranym do napoju i nastroju kubku. (To moje zboczenie, mam kubki tylko do kawy, tylko do herbaty, tylko do kakao itd). Po śniadaniu długi spacer, a po spacerze wizyta w kawiarni i ciepła szarlotka z lodami na deser. :) Rozmarzyłam się!

  24. Kasia

    Otwieram oko. Jedno, bo nigdy nie wiadomo czy ładna aura, czy ładnie wczoraj ogarnęłam sypialnię, a czy kot wprowadził już swój plan zagospodarowania przestrzennego ( jak w każdym dobrze funkcjonującym kraju- prace naprawcze tylko nocą) , czy brodacz obok nadal ładny. A przecież drugim okiem mogę być jeszcze na Bermudach, w białym bikini..z Johnym Deppem.. wstrząśniętym niemieszanym. Mam wybór. Jak ładnie -otwieram oba. Jak mniej ładnie…też oba. Przecież nie ładne to co nazywane ładnym, a to co się komu podoba. A mnie się podoba deszcz, i kota lubię, co kwiatki z doniczek przesadza do wieczornego kubka z kakao. Brodacz nawet jak ma dwie zmarszczki w tę czy w tę i siwe na brodzie to przecież mój , i nawet wstrząśnięty i niemieszany bywa- szczególnie rano. I tak już z otwartymi wszelkimi oczyma patrzę sobie na tych swoich wszystkich. I czasem tylko śmieciarka, co wcale nie respektuje długich poranków przypomina mi, że trzeba już wstawać, że Deppa nie lubię a w białym bikini wyglądam wcale nie lepiej niż we flanelowej pidżamie.

  25. gosia

    Mój idealny poranek to poranek weekendowy. Moje śniadanie materializuje się przede mną w łóżku i jest inwencją twórczą mojego lubego, a ja nie muszę się martwić, że za chwilę muszę gdzieś biec. Kolejnym punktem programu jest gorąca kąpiel, w której czytam Wysokie Obcasy lub książkę. Po takim poranku jestem gotowa do działania:)

  26. Monika

    Odkąd moje poranki są idealne (oczywiście dla mnie), moje życie wskoczyło na wyższy level! Nie miałam wcześniej pojęcia, że taka drobna zmiana może tyle zdziałać. A wygląda to tak:
    Budzik mam nastawiony codziennie na 5.30. Bardzo wcześnie, ale uwielbiam tę ciszę i święty spokój. Nikt nie zawraca głowy i nie przeszkadza. Wstawiam wodę, zalewam wieczorem przygotowaną kawę i płatki owsiane. Potem robię najważniejsze, najtrudniejsze rzeczy jakie mam zrobić w ciągu dnia. Dzięki temu, zazwyczaj już o 8 mam wszystko z głowy i cały dzień chodzę lekka jak piórko <3
    Nie wiem, czy u każdego się sprawdzi ale ja serdecznie polecam!

  27. Marta

    Idealny poranek to pobudka bez budzika, kiedy nie trzeba zrywać się z łóżka. Filiżanka zielonej herbaty. Spacer z psem. Pyszne śniadanie z gazetą. Na spokojnie. Powoli :)

  28. Gabriela

    Mój idealny poranek to…
    …zimowy poranek. Pora roku ma swoje znaczenie – kiedy po przebudzeniu całe miasto spowite jest mgłą, a chodniki pokrywa biały puszek czas jakoś tak sam zwalnia i pozwala się przestawić na spokojniejszy tryb dnia.
    6:28 – otwieram oczy idealnie dwie minuty przed budzikiem oszczędzając sobie i drugiemu domownikowi mojego niewielkiego mieszkania głośnego i nieznośnego dźwięku telefonu; cichutko wypełzam z łózka i – stojąc przed oknem – biorę trzy głębokie oddechy delektując się widokiem zaśnieżonej, zaspałej jeszcze ulicy
    6:35 – robię sobie dużą szklankę ciepłej wody z cytryną i zabieram ją na matę do jogi; zamykam drzwi od pokoju i zapalam świeczkę – ten rytuał pozwala mi całkowicie odciąć się od reszty świata i w całości poświęcić się praktyce
    7:15 – po zakończonej praktyce idę wziąć długi gorący prysznic, po czym ubieram się w ulubione jeansy i sweter i robię delikatny makijaż – krem do twarzy, delikatne muśnięcie maskarą, trochę różu i jestem gotowa :)
    7:40 – czas na śniadanie. To idealne to jagodowe pankejki od Jadłonomi i czarna kawa oraz towarzystwo jakiegoś magazynu o jodze.
    8:10 – po śniadaniu siadam do kalendarza i staram się rozsądnie (!) zaplanować cały dzień i stworzyć listę rzeczy które realnie będę w stanie ogarnąć tego dnia
    8:30 – telefon do mamy. Koniecznie! Zapewne się zagadamy i minie kolejne pół godziny…
    9:00 – chwytam laptopa i kalendarz po czym wychodzę z domu popracować w jakiejś przytulnej kawiarence. Zauważyłam że pracowanie poza domem bardzo sprzyja mojej produktywności dlatego też staram się to robić kiedy tylko mogę :)

  29. Iza

    Mój idealny poranek trafia się tylko raz w tygodniu, czyli w sobotę. Budzę się wtedy bez budzika, w sposób naturalny i zwykle jest to między 7 a 7:30. Wypijam szklankę soku, wkładam odpowiedni strój, robię krótką rozgrzewkę i idę pobiegać. Nie robię spektakularnej trasy idącej w dziesiątki kilometrów, cała eskapada zajmuje mi średni 20 minut, ale te 20 minut świetnie ładuje mi akumulatorki na cały dzień. Najbardziej istotnym dla mnie jest to, że biegam po “śpiącym” jeszcze osiedlu; nie ma ludzi, nie ma pojazdów. Cisza i ruch na świeżym powietrzu, a jak jeszcze jest słońce – nie ma dla mnie nic co lepiej mnie prostuje i rozjaśnia w głowie, pozdrawiam
    :)

  30. natalia z włoskielove

    Mogłabym mieć “poranek idealny”, wstawiać o 7 zamiast o 9 i całą tę pracę w domu inaczej zorganizować, mądrzej, milej (joga, książka, spacer, zdrowe śniadanie, dopiero potem komputer). Brać przykład z innych freelancerek i blogerek, które lubią radzić innym jak powinien wyglądać idealny dzień “na swoim” i którym gdzieś tam po cichu im zazdroszczę, że wyrobiły sobie jakiś system.

    Ale teraz odpuszczam, bo wiem, że to, co mam dzisiaj, jeszcze do niedawna było tylko moim marzeniem o idealnym poranku. Codziennie, przed 9.00 budzi mnie chłopak przynosząc mi kawę do łózka i nie muszę biec do żadnego biura. Tylko tyle i aż tyle :)

  31. Anna

    Mój mąż żartobliwie mówi o mnie ”człowiek toster” rano nie potrzebuję leżenia i wyciągania się przez godziny w pościeli tak jak K., ale wyskakuję z łóżka jak kromka pieczywa-diiing i jestem na nogach i ten diiiiing to dla mnie zdecydowanie większe znaczenie niż dla tosta.

    Otóż od dziecka uwielbiałam wstawać przed domownikami tylko po to żeby usiąść w ciszy gdy cały dom i okolica śpi, wziąć głęboki oddech, powoli rozruszać swoje ciało przy chodzeniu po domu, mogę coś robić, ale też nie muszę robić nic.
    Mogę pić napar z imbiru i kurkumy patrząc w okno, mogę poprzeciągać się trochę na macie w jogicznych sekwencjach, mogę pójść z moją psiną na spacer(jeśli tylko uda mi się ją obudzić, to jeszcze większy śpioch niż my dwoje razem wzięci, a promienie słońca skradające się przez okno tylko prowokują ją do zasłonięcia uchem oka-dobrze, że ma tak długie uszy!), mogę powłóczyć się po mieszkaniu, wstawić nam owsiankę na śniadanie, mogę wziąć długi, ciepły prysznic albo usiąść na kanapie poczytać książkę, mogę być ze sobą samą. To daje mi dużo dystansu do tego czym się martwię albo z czym mam problem-jutro ponownie wstanie słońce, innej opcji nie ma i znowu będę miała dla siebie ten poranek.
    A gdy już minie magia samotnego poranka biegnę pod kołderkę ogrzać stopy i delikatnie obudzić moich domowników-śpiochów i ruszamy pełną parą już razem na spotkanie dnia.

    P.S. Kosmosie, daj mi aby dzieci były w tej kwestii podobne do męża i psa! :)

  32. Go

    Mój sposób na idealne poranki to nigdy, PRZENIGDY, nie wstawać z łóżka dopóki mój chłopak nie skończy przygotowywać dla mnie śniadania. :)

  33. Kamila

    Kiedy dzwoni mój zegarek, codziennie o 5.30, zanim otworzę oczy, czuję jak przeciąga się leżący na mnie pięciokilowy kot Antoni. Tosiek mruczy, obejmuje mnie za szyję i pozwala mi jeszcze na 5 minut. Zanim dobrze wysunę się spod kołdry, wkładam leżący na łóżku szlafrok, dalej stopy do kapci i wstajemy. Sunę po ciemku do kuchni, zapalam małą lampkę i nastawiam wodę na herbatę. Idę do łazienki, krótka toaleta i wracam do kuchni. Wypijam herbatę i ruszam… Wyjmuję naczynia ze zmywarki, kończę obiad, który zabieram do pracy, ogarniam siebie i dom. Tuż przed 7 jem śniadanie… dużo czegoś dobrego :) Jeszcze przed wyjściem, siadam na podłodze w przedpokoju, zamykam oczy i “robię sobie dzień” :) całuję Tośka i wychodzę. 1,5 km spacer do pracy dodaje mi energii! W weekend o 7.00 jestem gotowa do życia ;)

  34. karolina

    W idealny poranek budzi mnie słońce. Takie za oknem, albo w postaci wiadomości od chłopaka na dzień dobry. I jajka na śniadanie się wtedy jakoś lepiej usmażą, smak herbaty jakby głębszy i nawet chce się nie być leniem.

  35. Magda

    Kiedyś poranki były dla mnie koszmarne, nienawidziłam dźwięku budzika, nienawidziłam kiedy ktoś mnie pospieszał (zwykle Mama: “wstawaj bo się spóźnisz do szkoły!”), nie chciało mi się przygotowywać śniadania (pierwszy posiłek tj. kawa i ciastko) zjadałam ok. 13 już w pracy kiedy w brzuchu burczało mi tak bardzo że słyszał to cały open space ;) Joga, bieganie, basen? Jeszcze nie upadłam na głowę, to dobre dla blogerek ale nie dla normalnych ludzi. Medytacja czy krótka modlitwa w skupieniu? Lepiej włączyć drzemkę i poleżeć jeszcze 15 minut pod kołdrą nie śpiąc, nie wypoczywając tylko zmuszając się do wstania z łóżka co tylko potęgowało nienawiść do całego świata w którym będę musiała funkcjonować przez następnych kilkanaście godzin. Oglądanie śmiesznych kotów na youtube też praktykowałam – mogłam na chwilę zapomnieć że praca, że studia, że zima i że, ojeju, jestem taka biedna bo muszę wstać. Dopóki nie wypiłam pierwszej kawy byłam jak zombie.
    Te znienawidzone poranki zakończyły się u mnie dosłownie z dnia na dzień. Przyczynę wyjawię już za chwilę ale najpierw napiszę krótko jak wyglądają teraz. Wstaję między 5:00 i 5:30, w zależności od okoliczności (pora roku, samopoczucie, ilość wolnego czasu) ćwiczę jogę, idę biegać albo jadę na basen. Śniadanie to zwykle szklanka wody z cytryną plus koktajl warzywno-owocowy (jarmuż, pomarańcze, banan, seler naciowy, marchewka i burak – pycha!). O przycisku “drzemka” zapomniałam już dawno. Rzuciłam też kawę, pierwsze dni po “odstawieniu” były ciężkie, bolała mnie głowa i byłam bardzo senna, ale po około tygodniu wszystko się unormowało. Teraz piję wodę lub zieloną herbatę gdy mam trochę więcej czasu żeby zaparzyć ją jak należy.
    A co skłoniło mnie do tak radykalnej zmiany? Pewnego dnia “nieopatrznie” polubiłam na fejsbuku stronę fundacji Sie Pomaga. Fejsbukowe niusy były pierwszą rzeczą którą przeglądałam w telefonie zaraz po obudzeniu. I pewnego dnia, kiedy znowu przeklinałam zimno, deszcz i to że “znowu muszę wstać, dlaczegoooooo?” przeczytałam tytuł jednej ze zbiórek “Pomóż mi wstać z łóżka o własnych siłach”. Poczułam wstyd który szybko przełożyłam na decyzję że “nigdy więcej!”. Kiedyś byłam zła jeszcze zanim porządnie się wybudziłam, dzisiaj cieszę się że mogłam się obudzić (bo nie wszyscy kładą się spać wiedząc że na drugi dzień się obudzą). Denerwowało mnie że muszę wychodzić z domu na ten deszcz i to zimno, a są dzieci które zrobiłyby wszystko żeby opuścić szpitalne mury choć na pół godziny. Śniadanie? Osoby które są pod kroplówką nie jadły nic od wielu tygodni. Aktywność fizyczna? Niektórzy potrzebują pomocy najbliższych żeby przebyć dystans z sypialni do łazienki.

    Nie muszę chyba już nic więcej tłumaczyć. Dziewczyny cieszmy się z tego co mamy bo jest wiele osób które dałyby wiele żeby móc narzekać że pada, że kawa się skończyła a tak w ogóle to jest zimno i mi się nie chce. Obyśmy o poranku miały tylko takie problemy :)
    https://www.siepomaga.pl/

  36. Marta

    Perfekcyjny poranek powinien zacząć się od przebudzenia i uświadomienia sobie, że dzisiaj nie muszę nigdzie pędzić i jestem panią swojego czasu. Potem poleżałabym chwilę w ciszy i spokoju wpatrując się w mój mały kawałek nieba za oknem – uwielbiam miękkie światło poranka, kiedy świat do końca jeszcze nie wie czy naprawdę istnieje czy jest jeszcze częścią snu. Po chwili sięgnęłabym po książkę, bo nie ma nic przyjemniejszego niż wygodne umoszczenie się w pościeli i przeczytanie chociaż kilku stron czegoś ciekawego. Dalej śniadanie, koniecznie na ciepło; najchętniej jajecznica ze szczypiorkiem podana na porządnie przypieczonych grzankach, do tego herbata z miodem i cytryną. Na koniec przegląd najnowszych newsów, bo bardzo lubię wchodzić w codzienne obowiązki ze świadomością, że jestem dobrze poinformowana i nie umknęło mi, że kiedy spałam był na przykład koniec świata a ja nic nie zauważyłam. Po takim poranku, którym na szczęście udaje mi się dość często cieszyć, nawet najgorsze wyzwania, jakie przyniósłby potem los, udałoby się znieść z jako taką godnością.

  37. Ania O

    Odkąd mam flenelową piżamę z twojego shpou Asiu, uwielbiam każdy wieczór i poranek. Budzę sie (razem z kotem) przed dziećmi i mężem. Po łazience jadam banana i robię kawę. Następnie szykuje dzieciom prowiant do szkoły i czytam coś krótkiego inspirującego na dany dzień. Potem sie ubieram do pracy, makeup i fryzura on fleek. Dopiero wtedy budzę dzieci i robię im płatki i szykuje ich do szkoły, razem opuszczamy dom. Uwielbiam byc kompletnie gotowa gdy budzę dzieci, wtedy nie ma żadnego stresu i o niczym nie zapominam w ten sposób :)

  38. Asia Ż

    Odkąd zrozumiałam – tak szczerze i dogłębnie – że życie jest za krótkie na robienie rzeczy które mnie nie rozwijają, zaczęłam celebrować każdą chwilę. Każdy z nas ma obowiązki, ale tylko od nas zależy w jaki sposób do nich podejdziemy. Od poniedziałku do piątku pracuję w korporacji (a czasem nawet w soboty), ale nie uważam, że poranki w tygodniu powinny być inne niż te w weekendy. Dlatego większość poranków wygląda u mnie tak samo – i podobnie Asiu jak Ty, czuję spokój dzięki tej rutynie. Na mój idealny poranek składa się kilka bardzo istotnych elementów – wiem, że to będzie dobry dzień jeśli obudzę się przy moim nowo poślubionym mężu, który pocałuje na dzień dobry. Wiem, że będzie jeszcze lepiej jak kicia wskoczy nam do łóżka, żeby się przywitać. Wiem też, jak istotne jest dla mnie skupienie myśli o poranku, dlatego zanim jeszcze wyjdę z łóżka wspominam poprzedni dzień i wydarzenia za które jestem wdzięczna, za ludzi, których spotkałam na swojej drodze i za wszystkie nowe rzeczy których się nauczyłam poprzedniego dnia. Tak naładowana zaczynam dzień, a każdy jest lepszy niż poprzedni!

  39. Dagmara

    Mój idealny poranek jest poprzedzony wieczornymi przygotowaniami (które również są przyjemnością! :D) Przewietrzeniem sypialni, posmarowaniem ciała balsamem imbirowym oraz ubraniem świeżej i pachnącej piżamy. Rano budzę się wcześnie, bez budzika, czule otulam moją drugą połówkę kołdrą i idę na palcach do kuchni. Zaparzam aromatyczną kawę w kawiarce, w czasie jej przygotowania robię kilka ćwiczeń rozciągających. Potem nalewam kawę do ulubionego kubka i wracam do łóżka. Jeszcze przez pół godziny czytam książkę wypożyczoną z biblioteki lub słucham ulubionego podcastu. W tym czasie mojego ukochanego budzi zapach wydobywający się z mojego kubka i razem wstajemy by rozpocząć nowy dzień.

  40. magda m

    Idealny poranek to taki, kiedy po przebudzeniu siadam na macie do jogi i robię kilka ćwiczeń oddechowych i ‘powitanie słońca’. Nawet jak pada to od razu nastraja pozytywnie.
    Potem krótka rozciągająca rozgrzewka i wychodzę biegać (latem nawet przed 7). Uwielbiam patrzeć jak świat budzi się do życia, zastanawiać się dokąd idą mijane osoby, czy kierowcy na światłach są wyspani , czy lubią swoją pracę.
    To zwykle krótkie biegi 4-5km, na rozbudzenie. Wracam do domu z uśmiechem na ustach, pełna energii.
    Jeśli mój chłopak jeszcze śpi robię kawę i zanoszę mu kubek do sypialni, gdzie pijemy rozmawiając o tym co nam się śniło,jakie mamy plany na dalszą część dnia. Bardzo często kończy się to łaskotkami i śmiechem, który na pewno budzi też sąsiadów. Wtedy jestem szczęśliwa i wiem, że cokolwiek się wydarzy, ten dzień będzie dobry:)

  41. Leon

    Joanno, przepraszam za niezwiązany z konkursem komentarz, ale nurtują mnie dwie rzeczy:
    1. Kim jest hustler? Bardzo mnie to intryguje!
    2. Jaka jest nazwa tej wtyczki? Usilnie jej potrzebuję :)

    Miłego popołudnia Tobie i Chrupkowi!

  42. Nina

    Idealny poranek podróżniczy / roadtripowy: pobudka w aucie na dzikim parkingu nad oceanem, obok mojego auta tylko jeden inny kamper. Owsianka i kawa z aeropressu przygotowana na drewnianej ławce na klifie. Poranne powietrze jest rześkie, w dole rozciąga się plaża, na której maleńcy jak mrówki lokalsi zbierają owoce morze po odpływie. A ja z kubkiem kawy planuję trasę na nadchodzący dzień.

  43. Natalia

    mój idealny poranek ??? Od grudnia trzy razy w tygodniu wygląda podobnie. Wstaję o 5 rano, gdy tylko słyszę budzik oczy mam szeroko otwarte i ani chwili nie myślę czy mi się chce czy niekoniecznie. Następnie dreptanie do kuchni, bo kot jak to kot nie pośpi ani chwili dłużej niż ja i zaczyna się miauczenie. Trwa to do momentu, gdy w misce nie wyląduje jedzenie dla kota. Następnie zaczynam się ogarniać zastanawiać co włożyć i czy aby wszystko mam spakowane, czy mam coś na śniadanie. Miej więcej o 5,45 wychodzę z domu (kot już smacznie śpi). Idę miej więcej 10 min by dotrzeć na siłownie. O maksymalnie 6,40 muszę udać się do szatni po ćwiczeniach, by wziąć prysznic i wyszykować się do pracy na 7,30. Kolejne 15 min (piechotą) i jestem w pracy. I to chyba już koniec mojego poranka.

  44. Paulinaa

    Mój idealny poranek ma miejsce jedynie w weekendy, ponieważ tylko wtedy jestem w stanie przeznaczyć na niego tyle czasu, ile bym chciała. Idealne jest w nim przede wszystkim to, że…..nie muszę wtedy nastawiać budzika! :) Z natury jestem śpiochem, więc nie wyskakuje z łóżka zaraz po przebudzeniu, ale z największą radością wiercę się w nim jeszcze dobre piętnaście minut zanim ostatecznie wstanę. Następnie wypijam szklankę ciepłej wody z cytryną i otwieram mój bullet journal, aby zapisać w nim listę czynności na nadchodzący tydzień. Daje mi to poczucie kontroli nad czasem i świadomość, że o niczym nie zapomnę. Potem wykonuje ekspresową toaletę – oczyszczam twarz, myję ząbki i nadkładam krem nawilżający, wskakuje w sportowe buty oraz strój i wychodzę pobiegać. Po powrocie zaparzam sobie filiżankę ulubionej kawy i zabieram się za przygotowanie śniadania dla moich bliskich. Wyciągam wtedy nasze ulubione talerze oraz serwetki i staram się aby na stole panował duży wybór, a każdy z domowników znalazł na nim coś pysznego dla siebie. Ten czas, w którym spokojnie i bez pośpiechu można nacieszyć się nie tylko jedzeniem ale też rozmową z najbliższymi osobami jest dla mnie zdecydowanie wyjątkowy :) Uwielbiam takie długie śniadania, mogłyby dla mnie trwać w nieskończoność, a z racji tego, że nie mogę sobie na nie pozwolić na co dzień, staram się szczególnie pielęgnować tą śniadaniową tradycje. Myślę, że byłoby idealnie gdyby każdy dzień mógł zaczynać się w ten sposób, jednak to, że tak nie jest sprawia, że jeszcze bardziej doceniam sobotnie i niedzielne poranki :)

  45. Yadka

    Seria idealnych poranków przytafiła mi się w trakcie wrześniowego urlopu w Sopocie. Wynajęłam mieszkanie z pięknym tarasem, z którego mogłam obserwować kawałek morza ze statkami wchodzącymi i wychodzącymi z portu. To tutaj rozpoczynałam swoje idealne poranki – o 6:30 wymykałam się z sypialni, parzyłam aromatyczną kawę i otulona kocem patrzyłam na wstające słońce. Gdy kawy już nie było, przenosiłam się na kanapę zabierając się za lekturę magazynów i książek. Potem dołączał do mnie mój mąż, któremu czytałam co ciekawsze fragmenty artykułów. Płynnie przechodziliśmy do przygotowywania śniadania, w trakcie którego ustalaliśmy, co danego dnia zrobimy. Następnie szykowaliśmy się do wyjścia. Każdego dnia najpierw szliśmy na opustoszałą jeszcze plażę, a potem realizowaliśmy wcześniej uzgodnioną agendę dnia. To co zapamiętałam jako najbardziej relaksujące to była taka naturalna płynność i brak pośpiechu, które sprawiały, że pierwszy raz od dawna miałam poczucie panowania nad swoim czasem oraz że mam go sporo! Dla pracoholika takiego jak ja to było niezwykle wyzwalające i przyjemne uczucie.

  46. Zuzia

    Mam idealny poranek prawie codziennie- zazwyczaj zaczyna się punktualną pobudką pyszczka o 6.58 i psim oddechem na mojej twarzy. Mąż wstaje i wychodzi z Waflem na spacer, a ja w tym czasie mogę jeszcze na pół godzinki zakopać się w pierzynie i przytulić do poduszek:) Łóżko jest moim ulubionym miejscem w domu – odpowiednia kołdra i zimne poduszki w wielu rozmiarach to podstawa (oddaję z przymusu wieczorem jedną poduszkę, zabieram pozostałe siedem). W zależności od nastroju ubieram puchaty szlafrok (w którym w zaawansowanej ciąży wyglądam jak Yeti) albo cienki kwiecisty (wtedy jestem chociaż odrobinę bardziej kobieca) i obowiązkowo ciepłe kapcie. Pijąc inkę z mlekiem przygotowujemy śniadanie i kanapki do pracy- w ten sposób celebrujemy wspólne poranki, które już niedługo zamienią się w poranki we troje. A jak tylko zamkną się drzwi, wracam pod kołderkę na dodatkowe pół godziny porannego relaksu. Kiedyś porankowy generał z obliczonym co do minuty czasem- dzisiaj porankowy leniuch :)

  47. Monika

    Bez pośpiechu – to najważniejsza cecha mojego idealnego poranka. I nie ważne, czy idę do pracy, czy zostaję w domu, czy ruszam na wycieczkę. Wstaję, sprawdzam poziom glukozy we krwi – idealnie jest, jeśli glukometr pokaże 80-100 mg %. Robię zieloną herbatę, kanapki i jem czytając – nie umiem inaczej :) Jeśli mam więcej czasu, wracam do pościeli i piję jeszcze kawę, czytając oczywiście :) Biorę prysznic, robię kreski na powiekach, zakładam sukienkę i spryskuję się perfumami. To dobry początek dobrego dnia. Przytulam jeszcze mojego M co jakiś czas, lubię jego bliskość.

  48. Sylwia

    Staram się o to, by każdy mój poranek był idealny i odkąd przeprowadziłam się do Portugalii wypracowałam sobie pewną rutynę, która pozwala mi na dobre rozpoczęcie dnia. Moja zasada jest prosta: poranki są tylko i wyłącznie moje,dlatego poświęcam ten czas na dbanie o siebie, o swoje ciało i umysł. Dzięki temu cokolwiek by się nie zdarzyło w ciągu dnia mam świadomość, że przynajmniej mam za sobą udany poranek. Codziennie wstaję o 5:40 i przez kolejne 20 minut ssię olej kokosowy (służy to detoksykacji organizmu). W międzyczasie jak ssię olej piszę chwilę w pamiętniku, wymieniam rzeczy za które dziękuję z samego rana (zazwyczaj są to drobnostki np. dziękuję za to, że w nocy było mi ciepło, co jest istotne jeśli żyje się w mieszkaniu bez centralnego ogrzewania), a następnie wstaję, ścielę łóżko i przebieram się. Przebieranie się to najzabawniejsza część poranka. Jako iż w pokoju mam zazwyczaj koło 12 stopni ciężko jest ot tak zrzucić piżamę i wskoczyć w dres. Zazwyczaj najpierw suszę ubrania suszarką a później trzymając suszarkę pod odpowiednim kątem między nogami przebieram się. Później myję zęby, twarz, nakładam krem a następnie wypijam ciepłą wodę z cytryną i imbirem, która świetnie rozgrzewa organizm. Odbywam krótką praktykę jogi (zwykle jest to powitanie słońca), a następnie przygotowuję śniadanie. Uwielbiam śniadania na ciepło i słodkie, dlatego zazwyczaj robię owsiankę z owocami, budyń jaglany albo placuszki bananowe. Jeśli temperatura w mieszkaniu znacznie spada to przygotowuję rozgrzewającą szakszukę, Po śniadaniu medytuję przynajmniej 10 minut, a następnie maluję rzęsy, wskakuję w ciuchy wyjściowe, łapię plecak z laptopem i lecę na uczelnię. W drodze na metro wstępuję jeszcze na małą kawkę, nazywam to ,,5 minut dla Sylwii”: wyłączam wtedy zupełnie myślenie, siedzę w mojej ulubionej kawiarni, gdzie nie muszę nawet prosić o kawę, pani widząc mnie, po prostu mi ją przygotowuje i chłonę atmosferę tego miejsca, obserwuję ludzi, którzy jeszcze zaspani i z mokrymi włosami piją espresso i dyskutują o najnowszych wiadomościach z kraju. Najbardziej lubię obserwować starsze małżeństwo, które przychodzi do tej kawiarni co dzień o tej samej porze, zamawia to samo, siada w tym samym miejscu i jedząc niespiesznie śniadanie czyta gazety. Jest to piękny widok i zawsze kiedy ich widzę poprawia mi się humor. Doładowana kawą i z uśmiechem na twarzy jestem gotowa zmierzyć się z kolejną częścią dnia.

  49. Michalina

    Mój przepis na idealny poranek w sześciu krokach:
    1. Budzik musi trafić w fazę REM snu. Jeśli zacznie brzęczeć w trakcie fazy głębokiej, na 99% ślepo wcisnę drzemkę i poranek na pewno nie będzie udany ani produktywny.
    2. Zakładając, że wybudziłam się w odpowiedniej fazie, idę do łazienki. Nic tak nie rozbudza jak mięta w buzi i zimna woda na twarzy. ;)
    3. Kawa? Nie ma opcji. Tylko i wyłącznie herbatka lub woda. Podziwiam wszystkich pijących rano kawę – mnie po nocy tak suszy, że dzięki małej czarnej z języka zostałby wiórek. :D
    4. Spacer. Niestety nie mam piesa, więc chodzę sama. Poranny chłód (a najlepiej to jak nad ziemią wisi jeszcze mgiełka – cudo!) orzeźwia lepiej niż chłodny prysznic. Taka przechadzka napawa mnie motywacją i chęcią do pracy.
    5. Żadnych ćwiczeń. Joga, bieganie, Chodakowska – rano mam tak niskie ciśnienie, że po 10 sekundach minimalnego wysiłku fizycznego mogę zwyczajnie odlecieć. A po takim locie to już żadnego poranka nie da się uratować :D (pozdrawiam wszystkie “sowy”!).
    6. Samozaparcie! W tym samym znaczeniu, co u Ciebie, Asiu :) Byleby nie siąść do telefonu lub komputera, nie daj Boże na kanapie. Z kanapy już prosta droga do Youtube’a, Facebooka i Netflixa, a stamtąd to jeszcze żaden poranek nie wyszedł żywy.

  50. Edyta

    Idealny poranek, hmmmm…. Niedziela, ciepłe łózko i pyszna herbata z solidnym plastrem cytryny, którą przygotowuje mi Mąż, On zawsze wstaje wcześniej ode mnie. ;) Po tej miłej pobudce idziemy razem robić śniadanie, On przygotowuje moje (owsiankę ze świeżymi owocami) a Ja Jego, najczęściej szakszukę, albo jajka na miękko z tostami. Wspólne śniadania przy kawie i rozmowy na temat ubiegłego i nadchodzącego tygodnia to chyba najlepsze co istnieje na świecie. Często do śniadania słuchamy radia, zawsze leci jakis fajny kawałek. Potem każde z nas ma czas dla siebie, ja ćwiczę albo czytam, On biega albo czyta. Tak u mnie wygląda pełen relaks i naładowanie baterii. W tygodniu wstajemy bardzo wcześnie, jeszcze przed 6.00 więc wyjątkowo cenimy niedzielne poranki! Aż się rozmarzyłam a tu dopiero czwartek… Pozdrawiam serdecznie!

  51. Akasza

    Czytając o Twoim poranku zaczęłam się zastanawiać, co mogłabym zmienić u siebie, żeby w pełni wykorzystywać ten czas.
    Jestem osobą aktywną – pracuję, chodzę na siłownię, tańczę w zespole, pozuję do zdjęć oraz…studiuję zaocznie. Przez to, każdy weekend mam praktycznie zajęty, chodzę późno spać i bardzo wcześnie wstaję, a mój ultrawygodny materac tego nie ułatwia.
    Niemniej, to poranki są ulubioną częścią mojego dnia – uwielbiam tę ciszę, kiedy cały świat jeszcze śpi, a ja mogę zająć się sobą. Idę wtedy pod prysznic – budzi mnie lepiej niż kawa i nie wyobrażam sobie zacząć dnia bez niego. Później zaparzam siemię lniane, które piję regularnie od dłuższego czasu i które niesamowicie wpływa na trawienie (polecam, jeśli nie próbowałaś!). Następnie siadam przy biurku, które pełni funkcję mojej kosmetyczki i zaczynam jedną z najbardziej relaksujących dla mnie czynności, czyli makijaż. Codziennie staram się go wykonać delikatnie inaczej a jeśli mam czas – szukam interesujących vlogów na youtubie, żeby nawet w tej leniwej części dnia, mieć możliwość się rozwinąć.
    W międzyczasie popijam siemię lniane, patrzę się na mojego śpiącego jeszcze mężczyznę i dochodzę do wniosku, że zmiany są fajne, slow life też, ale póki co, nie potrzebuję ich, bo niesamowicie cieszę się z tego, w jakim miejscu w życiu obecnie się znajduję, a będzie już tylko lepiej!

  52. Joanna

    Kawa, lawa, kawa. A potem okazuje się, że jestem mamą, moha córla cudnie się uśmiecha i chce się bawić. Potem zamykam oczy ze zmęczenia i znowu ranek!

  53. Ola.ka

    Nastawiam budzik na 6:20 następny 6:25 i 6:30.
    Próbowałam się od tego odzwyczaić i wstawać po 1 budziku ale to jednak nie dla mnie. Lubię sobie poleżec jeszcze te 10 minut w ciepłym łóżku :) wstaje, sprawdzam telefon czy mąż napisał kontrolnego SMS że dojechał do pracy (codziennie musi mi pisać że dojechał żebym się nie martwił później :D). Następnie łazienka, przygotowanie śniadania i II śniadania do pracy. Jeszcze do niedawna w tym momencie brałam telefon i przeglądałam insta/fb jedząc śniadanie ale od kilku tygodni się to zmieniło z czego jestem bardzo zadowolona. Biorę śniadanie do pokoju, siadam przy parapecie i powoli, spokojnie jem patrząc na zabieganych ludzi za oknem :) nie wiem dlaczego ale bardzo mnie to relaksuje i wprowadza w dobry nastrój. :) a po śniadaniu szybki makijaż, ubranie się i jadę do pracy.

  54. Karolina

    Lubię wstać rano 20 minut wcześniej, żeby mieć chwilę tylko dla siebie, kiedy wszyscy domownicy wyjdą już do pracy/szkoły. Jestem już wtedy w pełni gotowa do wyjścia, ale mam czas żeby napić się porannej kawy w samotności (dla mnie liczy się tylko kawa, którą sama zrobię, bo żadna kupiona, nawet w najlepszej kawiarni nigdy nie bedzie tak smaczna). Pijąc kawę czasami słucham ulubionej muzyki, czasami przegladam instagram, a czasami po prostu delektuję się błogim spokojem po porannym pośpiechu. Taki poranek pozwala mi naładować akumulatory na cały dzień.

  55. Magda

    Model idealnego poranka wypracowałam sobie kilka miesięcy temu, ale nieregularność studenckiego życia nie zawsze pozwala mi na jego realizowanie :)
    *Zacznę od tego, że przygotowania do idealnego poranka zaczynają się jeszcze przed pójściem spać. Nie jestem w stanie wstać z uśmiechem jeśli mam zagracony pokój albo jeśli coś miałoby zawadzać po drodze rano. Więc chwilę sprzątam, ogarniam – a i zasnąć wtedy lepiej.

    Budzę się o 6 rano (dłuugie tygodnie zajęło mi wypracowanie zwyczaju). Smartfon ładuje się na drugim końcu pokoju. Do niedawna używałam nietykającego, stojącego budzika (są takie!) ale ostatnio alarm się popsuł i używam w tym celu starej Nokii :D Musze unikać pokus bo inaczej konczę scrollując instagrama przez pół godziny.
    Biorę kilka łyków wody i biegnę do kuchni zrobić sobie kawę i powitać radośnie moją współlokatorkę, która też człapie w tym czasie na wpół żywa robić śniadanie (i zawsze komentuje, że jak ja to tak mogę wstawać z własnej woli?! Ona jest zmuszona przez praktyki lekarskie… :D).
    Z kawą wracam pod kołdrę i czekając aż ostygnie/wypiję czytam książkę przez ok 20-30 minut. Zazwyczaj koło 6:45 robię pościel, rozwijam matę i zaczynam moją poranną praktykę jogi. Podczas poranka idealnego zrobię moją całą serię Ashtangi która zajmuje mi ok półtorej godziny. Potem szybki prysznic i pożywne śniadanie (wtedy też zerkam na telefon) i o 9 jestem gotowa do działania/nauki/lecenia na wykłady lub do biblioteki :)

    Oj, jak mi się marzy, żeby tak było codziennie! Na razie mam takie tylko 2-4 dni w tygodniu. Ale pracuę nad tym!

  56. Agnieszka

    Najlepsze poranki w tym roku przeżyłam, kiedy z jeszcze narzeczonym przeniosłam się do domu moich rodziców na wsi. Wtedy też odkryłam, że do wsi musiałam dorosnąć, a to, co w czasach nastoletnich wydawało mi się wadami (brak sklepów, brak internetu, brak innych ludzi, brak telewizora i ziemniaki do kopania), teraz było wybawieniem (nie wydaję pieniędzy na pierdoły, internet mam limitowany tylko do pracy, więc nie wiem, co tam w polityce i nie marnuję czasu, który mogę poświęcić na czytanie, brak telewizora, nikt nie zawraca głowy i pyszne ziemniaczki wykopane tą oto motyką, no raj!). Ale wróćmy do poranków. Budziłam się rano o 7 bez budzika, potem szłam do kuchni zrobić sobie kawę, a w trakcie wypijałam szklankę wody prosto z kranu. Potem piłam tę moją kawę z książką na balkonie czasem pół godziny, a czasem dwie, a jak już kawa mi się skończyła, robiłam sobie zestaw ćwiczeń i dziesięć powitań słońca na balkonie, podejrzewam że ku uciesze sąsiadów. No a potem siadałam do pracy, która, przez wzgląd na internet na korbkę, zabierała mi dwa razy mniej czasu niż zwykle. Piękne to było i teraz, mieszkając w dużym mieście w obcym kraju, gdzie wszystkie nawyki i rytuały muszę sobie wypracować od nowa, czuję się, jakby mi się te wakacje przyśniły.

  57. Ewa

    U mnie idealny poranek to wtedy gdy moja 3 letnia corcia z autyzmem podejdzie do mnie gdy jej powiem Pa Pa I mnie przytuli. To jest energia na caly dzien.

  58. Magda

    Od ponad tygodnia jestem mamą. Ten mały człowieczek poza tym, ze juz zawladnal moim sercem, zawladnal także czasem. Wszystkie rytualy kultywowane do tej pory rozpadly sie, ale po to by….stworzyc zupelnie nowe, lepsze, nasze. Rano wstaje troszke wczesniej, szybko przemywam twarz, czesze wlosy. Makijaz zamienilam na henne bo podkreslone oczy to moj wyznacznik komfortu zaraz z umytymi wlosami. Pozniej toaleta maluszka -pieluszka i karmienie, zabieram go jeszcze na chwile do lozeczka i slodko drzemiemy przez chwilke. Pozniej wstaje, pije szklanke wody niegazowanej, bo mlode mamy musza sie nawadniac i dbac o siebie. Czas na sniadanie i kawe- od teraz to inka z mlekiem, bo okazuje sie, ze chodzi nie o kofeine a o rytual i ogrzanie sie od srodka czyms cieplym. Gdy woda sie gotuje staram sie zadbac o kregoslup, kolejna bolaczka mlodej matki. Kilka cwiczen rozciagajacych i oddechowych – przed nami dlugi dzien. Jesli tego dnia zostaje z nami tata to jemy wspolne sniadanie. Odkad maluszek sie pojawil dbamy by w mieszkaniu ciagle grala jakas spokojna muzyka, aktualnie swiateczne utwory ktore wprowadzaja nas w atmosfere swiat. Przyzywczajamy synka do odglosow dnia codziennego. To nowa jakosc dla nas, na pewno jeszcze duzo sie zmieni, ale juz wiem, ze to zmiana na lepsze. Tym bardziej, ze w perspektywie mamy przeprowadzke do naszego nowego mieszkania :)

  59. Dominika

    Moje ulubione poranki to te niedzielne (te w tygodniu staram się, żeby było coraz fajniejsze, bo jednak to prawda- jaki poranek taki cały dzień ;)). Najcudowniej jest się obudzić o 9.00 jak już słońce świeci w okno. Lubię trochę poleżeć w ciepłej kołdrze i żeby przedłużyć tę chwilę i trochę oprzytomnieć lubię przeczytać jakiś pozytywny fragment biblii, który nastroi mnie pozytywnie na resztę dnia. Następnie koniecznie po wstaniu ścielę jakkolwiek łóżko (nic mi tak nie psuje widoku w pokoju jak porozwalana pościel). Udaję się do łazienki (nie potrafię pokazać się światu bez, umytej twarzy i zębów – do porannego mycia twarzy polecam żel/emulsję nawilżającą z sylveko- bardzo delikatnie myje) nie odbieram sobie też przyjemności popsikania twarzy wodą różaną i posmarowania ulubionym kremem o tym samym zapachu- małe rzeczy aa jak cieszą ! ;). Następnie najulubieńsza część – śniadanie ! Idealnie jest jak mam pod ręką bułkę i dojrzałe avokado (kto lubi ten wie, że czasem ochota jest, a ono jeszcze takie niedojrzałe.. :( ). Wtedy parzę ulubioną zieloną brzoskwiniową herbatę i robię grzanki z przepysznym guacamole i pomidorkiem ! Potem już pozostaje w spokoju zjeść.. i wybrać się na spacer po Krakowskich plantach (w idealnej wersji świeci słońce ) <3.

  60. Kinga

    Mój idealny poranek rozpoczyna się właściwie jeszcze przed moim porankiem. Mój chłopak wstaje wcześniej niż ja, zazwyczaj między szóstą a siódmą, i parzy sobie kawę. Ja rozpłaszczam się wtedy na całej przestrzeni łóżka i podsypiam, wdychając jej (znaczy kawy) zapach. I to jest takie piękne, leniwe, łagodne przejście z nocy w poranek. Ciepłe i pachnące. Kiedy wstaję, jemy śniadanie – na ciepło (to dla mnie symbol tego codziennego luksusu), z muzyką i świeczką (to w sumie też). I gotowe. :)

  61. Justyna

    Zimowy lub jesienny poranek, gdy za oknem pada deszcz, ale w środku jest przyjemnie ciepło. Budzę się i wiem że że nie muszę się nigdzie spieszyć, bo to weekend. Idealnie gdy mogę przytulić się do drugiej ciepłej osoby obok mnie i pospać jeszcze chwilę. Niestety takie poranki rzadko zdarzają się w związku na odległość :)

  62. Marta

    Byle do weekendu/wakacji/świąt?
    Nieco ponad rok temu zaczęłam całkiem nowe życie i po wielu niepowodzeniach i chwilach smutku mogę z ręką na sercu powiedzieć, że już potrafię cieszyć się ze swojego towarzystwa i z każdego dnia. Dlatego nieważne, czy wstaję o 5, czy mam czas pospać do 11, każdego ranka mam chwilę na to, by pouśmiechać się do siebie w lustrze i zatańczyć do ulubionej piosenki. Brzmi jak scena z marnego musicalu? Pewnie, i dobrze!

  63. Ola

    Mój idealny poranek to:
    Poranna joga kundalini
    Śpiewanie mantry, którą śpiewa ze mną mój pies, więc nie mogę wstawać za wcześnie, bo wycie / uroczy śpiew mego czworonoga obudziłby cały blok (więc mam pretekst, żeby pospać przynajmniej do 7:30)
    Spacer z psem
    Ciepłe śniadanie

  64. Hanna

    Myślę, że mocno się tym wyłamię, ale lubię wstawać późno. Słabo mi wychodzi zasypianie o normalnej porze, więc i wstawanie jest przesunięte, o ile mam taką możliwość i nie jest to poniedziałek, który zaczynam mikroekonomią o 8:30. Zakładając, że mogę naprawdę pospać, to zaczynam swój dzień około 10. Na potrzeby idealnego poranka zakładam, że jestem w moim domu rodzinnym i mogę poleżeć jeszcze z godzinę w łóżku, z książką i moim, równie leniwym co ja, chihuahua. Zgodnie wstajemy koło 11, wychodzimy do ogródka (najchętniej już z kubkiem kawy z mlekiem) i chwilę się dobudzamy zabawą. Śniadanie, idealnym śniadaniem byłby omlet zrobiony przez moją mamę (nikt nie robi takich omletów, jak ona!) i rozmowa z bliskimi. Zero internetu, zero instagrama, zero powiadomień z facebookowej grupy grupy ćwiczeniowej o materiale na kolokwium, czy notatkach z zajęć – taki jest mój idealny poranek i mam szansę na powtórkę już niedługo, w końcu od czego są Święta. :)

  65. Pati

    Moj poranek nie jest niczym specjalnym. Staram się go celebrować jak tylko moge. Wstaje wcześniej (o 5:00) żeby nie biegać jak poparzona i mieć chwile dla siebie. Najpierw do mojego łóżka wskakuje mój pies i (nie)delikatnie przypomina o swoim istnieniu. Zakładam coś na pidzame i wychodzę na szybki spacer. Mieszkam blisko lasu więc w lato poranki są tu urocze. Uwielbiam ten moment o poranku kiedy wszystko budzi sie do życia. Wracam do domu i nie dzieje sie nic nadzwyczajnego: biore prysznic, maluje się, wybieram ubranie i układam włosy. W miedzy czasie pije szklanke wody z cytryna. Na śniadanie zawsze jem jajka :) w różnej formie. Robię sałatkę, jajecznicę albo po prostu kanapki. Przy sniadaniu sprawdzam telefon. Zainspirowalas mnie żeby przeznaczyć ten czas na coś innego :) wiec od jutroa obiecuję poprawę :) do pracy chodzę do biura na 8:00 więc o 7:00 mówię mojemu słodko spiacemu mężowi papa i zaczynam dzień.
    Lubię swoje poranki, a ludzie są w szoku jak mówię im, że wstaje godzinie wcześniej żeby się nie spieszyć rano. Nie zamienila bym się z nikim .(no może z emerytem którego poranki mogą trwać cały dzień ) :P

  66. Szyciownik

    Cześć,
    Podziwiam Cię za to, że masz tak niesamowicie zorganizowane poranki. Dla mnie byłoby to po prostu nudne :) Podobnie ze wstawaniem. Szaleństwo jak wcześnie się budzisz.
    Mój poranek zaczyna się zazwyczaj około 8:30, bo najważniejsze to dobrze się wyspać. Później zawsze chwila na tak zwane “ułożenie żółteczka”, jak mawia mój narzeczony – czyli spokojne leżenie i prostowanie kości. Nie ma nic gorszego, niż zerwanie się z łóżka. Potem herbatka i pyszne śniadanko. Do moich porannych nawyków należy zrywanie kartki z kalendarza podczas śniadania. Uwielbiam kalendarze z ciekawostkami, bo wtedy zawsze mogę dowiedzieć się coś nowego :)
    Pozdrawiam,
    Kasia

  67. Pola - Odpoczywalnia

    Na moje poranki znaczący wpływ mają noce, a konkretniej moje potomstwo oraz ich pobudki. Jeśli tylko żadne z trójki nie budzi się zbyt często i jeszcze uda mi się wstać przed nimi, mogę powiedzieć że jest idealnie. I to pierwsze idealnie napędza kolejne. Myję zęby, twarzy w zimnej wodzie, piję wodę z miodem, chili i cytryną i robię krótką sesję jogi. Potem jeszcze się myję i ubieram. I szczytem idealności jest jak dzieciaki budzą się dopiero wtedy. Wtedy mam dobrą energię i fajny humor i niestraszne są mi nawet jakieś poranne fochy i awanturki. Ale, skoro już snujemy idealne wizje, to dzieciaki też budza sie w dobrych humorach, nie grymaszą przy śniadaniu, a najmłodsze grucha sobie w bujaczku. Przedszkolaki idą do przedszkola z tatą, ja zostaję z najmłodszym, ogarniam mieszkanie, karmię malucha i on idzie na pierwszą drzemkę, a ja wtedy piję kawę i przeglądam gazetę, albo piszę coś dla siebie. Maluch wstaje i idziemy na spacer i spacerujemy do 12-13.

    W weekendy jest inaczej, idealne poranki weekendowe są przede wszystkim długie i leniwe:)

    PS. Asiu, wpis jest super, a razem z komentarzami daje naprawdę mase pozytywnej energii!

  68. Kasia

    Mój idealny poranek?
    Jest 8 rano, a synek przychodzi ze swojego łóżka (co oznacza że spalam całą noc sama bez pięty pod żebrem!) i daje mi buziaka i mówi mamaaaaa <3 potem jemy wspólnie śniadanie, dalej idę się ogarnąć i wychodzimy na spacer. Albo. Jest sobota/niedziela, ja nie ina wyjątkowo na uczelnie, syn wstaje o 2,3,4,5,6 rano ostatecznie a mąż mówi "spoko śpij" a potem mnie razem budzą na śniadanie. Zdecydowanie za rzadko takie chwile się zdarzają. Ale jeśli te codzienne poranki, o 6/7 rano, po nocy z pięta w żebrach,7z pobudką spowodowaną przez ugryzienie, zepchnięcie, uderzenie zabawką mogłyby być choć troszeczkę milsze to ja chętnie 😉

  69. magda

    idealny poranek to sobotni poranek gdzie nikt nigdzie się nie spieszy… Leżę w łóżku z moim mężem i coreczkami, wyglupiamy się, łaskoczemy i śmiejemy się. Później wyskakujemy z łóżka i smażę mnóstwo pancakes z miodem i orzechami. A my mężem popijamy poranną kawke:-) a dzieci z ochota zjadają placki. pozdrawiam

  70. Ana

    Na szczescie, poranek to moja ulubiona pora dnia. Na przelomie kilku lat udalo mi sie opanowac sztuke powolnego budzenia sie.
    Nie pozwalam sobie zaczynac dnia od spraw ‘pracowniczych’. Wstaję dosc wczesnie (a kiedy pracuje – przerazajaco wczesnie), ale uwielbiam to uczucie i swiadomosc, ze mam przywilej leniwego picia herbaty, kiedy reszta swiata (niewazne czy podrozuje czy jestem u siebie) jeszcze spi. Zazwyczaj poranek zaczynam od wypicia przygotowanego dzien wczesniej soku z wycisnietej cytryny i pomaranczy. W miejscu gdzie obecnie mieszkam jest okropnie ciemno (wschod slonca ok. 10), dlatego uwielbiam zaczac dzien od aktywnosci fizycznej, najczesciej jest to basen albo joga. Obowiazkowo, przed wyjsciem z domu przygotowuje male sniadanie dla domownikow, nawet kawa w domowym termosie ucieszy zaspanych i spoznionych domownikow. Rano lubie spacerowac bez muzyki, chyba dlatego, ze wstaje z lozka naprawde bardzo wczesnie i lubie ten swiadomy stan budzenia sie w drodze do pracy czy studia. W tym przypadku jestem szczesciara jesli chodzi o poranki, lubie wstawac wczesnie i cieszyc sie porankami i sniadaniami!

  71. Aga

    Mój idealny poranek to… nie śpieszyć się, nie sprawdzać social mediów, nie gonić. Otworzyć oczy i wtulić się w moją ulubioną osobę na świecie. Opowiadać sobieco nam się śniło. Pokochać się a potem wstać i razem umyć zęby. As a team. 😊

  72. Asia

    Ach, jak zazdroszczę Ci tych spokojnych poranków.
    Mój idealny poranek to taki, kiedy budzą mnie promienie słońca wlewające się przez okno, a nie dźwięk budzika w środku nocy. Obok leży mój chłopak. Razem idziemy poćwiczyć na siłowni, albo pobiegać. Kiedy wracamy, szykujemy śniadanie, z domowym chlebem albo gorącą brioszką, masłem, malinowym dżemem i zieloną herbatą. A potem bawię się z kotami, trochę czytam…
    Teraz moje poranki są zupełnie inne, ale skupiam się na celu jaki chcę osiągnąć. I myślę o tych niespiesznych śniadaniach, które na mnie czekają.

  73. poczwarka

    Moj idealny poranek to poranek weekendowy – kiedy budze sie z mezem o tej samej godzinie i wiem, ze mamy czas dla siebie. Jako, ze nie lubie jesc od razu po tym jak sie obudze, zaczynam dzien od kawy – sam aromat wprawia mnie w blogi nastroj. Mam blisko pierkarnie wiec lubie skoczyc po jakis smakolyk na sniadanie (a gdy jest wczesnie rano panuje taka cudna atmosfera zaspanego miasta – uwielbiam) a jeszcze bardziej lubie gdy razem z moja polowka robimy wspolnie sniadanie. Wszystko smakuje wtedy lepiej. Uwielbiam rozbudzac sie do muzyki, do jakiej konkretnie – zalezy od dnia. Po sniadaniu lubie spedzic czas z druga kawka (coz, bez kawki nie potrafie zyc…) przegladajac jakis magazyn albo czytajac ksiazke. Jest to tez fajny czas dla mnie zeby pomyslec co powinnam zrobic w ten weekend i troche poplanowac. Potem cwiczenia i wiem, ze ten weekend jest moj! :)
    Probowalam roznych sposob na weekendowe poranki, ale ten opisany wyzej zawsze sprawia, ze czuje sie najlepiej na swiecie! :)

  74. Katy B.

    Po takiej lekturze na blogu jeszcze bardziej mam ochotę “dokręcić śrubę”, tzn. dopracować moje poranki by były mi milsze (nie mylić z “idealne”).
    Szósta rano. Budzik nie myli się. Mój poranek to “nie mów do mnie z rana”. Cisza, ja i czas. Na autopilocie dreptam do kuchni, nastawiam czajnik z wodą, zanim zagwiżdże jestem już po porannym ogarnięciu się w łazience, piję ciepłą wodę z cytryną. Dziesięć minut jogi dla rozciągnięcia i obudzenia. Telefon (zanim obejrzałam się minęło pół godziny na scrollowaniu!) i wszelkie technologie oprócz blendera i kuchenki trzymam z dala ode mnie. Wolę widok wschodzącego słońca z jednej strony i las z drugiej.
    Robię koktajl ze świeżych owoców i warzyw, później coś treściwszego by na kilka godzin mieć spokój. Szybka przebiórka w strój dnia (po “slow fashion” jest raczej problem aka mam tyle fajnych rzeczy, co by tu dziś włożyć? :D), make-up w 10 min i znów mam 20min zapasu przed wyjściem, z czystym sumieniem siadam z kindlem. Tuż przed wyjściem dorzucam perfumy, zegarek i gotowe.
    Natomiast poranki weekendowe to inna bajka, leniwy spacer, kawa, na którą w tygodniu nie mam ochoty, długie śniadanie z książką… To mój luksus :-)

  75. Paulina

    Nie muszę się spieszyć.
    Mąż robi śniadanie, trochę burczy, że znów nie pomagam, ale bardzo mnie kocha i pozwala mi “jeszcze tylko 5 minutek” poleżeć w ciepłej pościeli. W końcu zakładam szlafrok i papciuszki i zasiadamy do leniwego śniadania. Kot patrzy na nas z wysokości swego drapaka. Oglądamy sympatyczny serial (ostatnio naprawdę wpadliśmy w Office). Potem szybko przerzucamy naczynia do kuchni, dopełniamy rytuału leniucha na kanapie, kot wciska się między nas i mruczy.
    A potem zaczyna się dzień :)

  76. Agata

    Cześć! :D Czytam Cię już od jakiegoś czasu, inspirujesz mnie swoim podejściem do różnych sfer życiowych. Dziękuję! :)
    Opowiem coś o swoim poranku, o rutynie i rzeczach, które po prostu lubię robić.
    Staram się wstawać wcześnie, bo tylko tak mogę odczuć wieczorem, że wiele rzeczy zrobiłam w ciągu dnia. Po odpowiedniej ilości snu (u mnie to 7-7,5 h) łatwiej wstać, ale czasami po prostu się na siłę zwlekam z łóżka, bo wiem, że to robię tylko dla mojej korzyści. Ubieram szlafrok, idę do kuchni przygotować swoją miksturę (woda+młody jęczmień), którą piję szybko tak, aby organizm nie wyczuł za szybko jej specyficznego smaku :P. Następnie wracam do sypialni, ścielę łóżko i idę pod prysznic. Szczotkuję całe ciało rękawicą, a potem biorę zimny prysznic. Potem jestem już całkiem rozbudzona :) Wracam do kuchni i przygotowuję śniadanie. Czasem jest to jajecznica, czasem owsianka razem z pestkami słonecznika, dyni i żurawiną. Po śniadaniu robię makijaż. Bardzo lubię tę część poranka, patrzeć jak zmieniam się z nocnego potwora w dzienną piękność :D Potem to szybko ubieram to, co sobie przygotowałam poprzedniego wieczora i idę albo do pracy, albo na uczelnię :)

  77. Irmina Liczbik

    Też lubię zaczynać poranki w “dobry” sposób. Jednak te pierwsze czynności po obudzeniu się wpływają na dalszy dzień, choć, właśnie, może to brzmieć dziwnie. U mnie taki “dobry” sposób, to po prostu czytanie książki w ciszy:)

  78. Hania Es

    Nienawidzę się spieszyć, dlatego mój idealny poranek to taki, gdy wiem, że mam dużo czasu, że mogę sobie pozwolić na wszystkie te czynności, które sprawiają mi przyjemność. Wtedy się przeciągam leniwie, witam z kotami, które śpią w różnych częściach łóżka i z resztą domowników. Sięgam po Kindla, który zawsze leży na mojej szafce nocnej i daję sobie kwadrans na czytanie – nic nie jest przyjemniejszym rozpoczęciem dnia. :) Później już tylko umycie twarzy olejem kokosowym, by lepiej się obudzić i robienie śniadania. To mój ulubiony posiłek dnia – chyba dlatego też tak nie lubię się spieszyć, bo w biegu nic nie smakuje dobrze. Idealnie jest, gdy mogę zrobić naleśniki czy omlety, zaparzyć kawę w kawiarce i zjeść wspólnie z dziewczyną, odpędzając od siebie koty (na początku mnie to denerwowało, co jest dość normalne, ale teraz jakoś wpisało mi się w element codzienności i dziwnie byłoby bez tego!). Po takim rozpoczęciu dnia już tylko zalewam herbatę i mogę siadać do pracy. Gdyby nie różne zewnętrzne obowiązki i fakt, że uwielbiam spać (więc najczęściej wstaję za późno i nie mam na to wszystko czasu), robiłabym tak codziennie – chociaż układam sobie życie tak, by przynajmniej 4 poranki w tygodniu mieć zbliżone do idealnego. Zauważam, że kiedy muszę się zrywać i gdzieś biec z rana, to później w ciągu dnia moja produktywność jest o wieeeele gorsza, niż gdy się porządnie wyśpię i dam sobie trochę czasu na poranne rytuały. Muszę tak częściej robić!

  79. Annamaria

    Mój idealny poranek:
    – Wstaję o 9, wtedy najlepiej mój organizm funkcjonuje.
    – Staram się wypić ciepłą wodę z cytryną ( Ps. Teraz trzeba się odtruwać w okresie jesienno-zimowym!)
    – Chciałabym zacząć biegać, ale JESZCZE tego mi się nie udało wprowadzić ;(.
    – Ogarniam na szybko pokój, by był porządek.
    – Myję twarz, co mnie orzeźwia od razu, a następnie piję ulubioną herbatę ostatnio – zieloną z pigwą (PYCHA!)
    Herbatka mnie ogrzewa w środku i od razu się czuję lepiej, polecam każdemu ;)
    POZDRAWIAM ;)

  80. Marysia

    Mój idealny poranek, niezależnie od dnia, będzie zaczynał się tak samo. Wstanę z łóżka po pierwszym budziku (co za poczucie satysfakcji na dzień dobry!). Zaraz pościelę łóżko, umyję twarz i wypiję szklankę wody – to takie moje trzy kroki, żeby organizm wiedział, że ma się “brać do życia”. W następnej kolejności śniadanie. W tygodniu pewnie owsianka albo jaglanka, za to w weekend jest uroczyście: naleśniki, szakszuka, albo po prostu kanapki ze wszystkim, co było w lodówce. Jem powoli – to jest mój czas na zebranie myśli, zaplanowanie dnia. Podpatrzyłam gdzieś ostatnio taką rzecz, żeby w kalendarzu (jeżeli ktoś prowadzi), albo na kartce, w telefonie, zapisywać sobie codziennie trzy rzeczy, dzięki którym ten dzień będzie super. Nieśmiało zaczęłam stosować – bardzo przyjemny sposób na rozpoczęcie dnia. Po śniadaniu w tygodniu czas się szykować i wychodzić do pracy, a że dojazd komunikacją miejską zajmuje mi zwykle 45 min., to mój idealny poranek ma swoją kontynuację w autobusie, kiedy mam czas na czytanie. W weekendy występuje jeszcze pośniadaniowa kawa i gapienie się przez okno (mam widok na taki stary dom i zawsze snujemy z moim chłopakiem plany, że kiedyś go kupimy, wyremontujemy i będziemy przy śniadaniu patrzeć przez okno na blok, w którym mieszkaliśmy w studenckich czasach :)).

  81. Natalia

    Mój idealny poranek jest zazwyczaj w sobotę, z prostego powodu: większość zajęć na uczelni mam na 8:00 (nie ubolewam nad tym bo o poranku jestem najbardziej produktywna). Tak więc wstaję sobie o godzinie 8:00, przez chwilę patrzę jak śpi mój chłopak. Myślę, że to jedna z najlepszych rzeczy w związku, magia intymności. Potem wstaję, przeciągam się i biorę łyka wody. Jakąś godzinę spędzam w łóżku, czytając książkę. Potem korzystam z porannej toalety: myję twarz, zęby, nakładam tonik i krem. Zero makijażu przez cały dzień i to czyni mój poranek jeszcze piękniejszym. Potem przygotowuję dość duże śniadanie i następuję uroczysty,wspólny posiłek na co nie zawsze mamy czas w przeciągu tygodnia. Po śniadaniu zazwyczaj pracuję nad moim nowym blogiem i czekam aż jedzenie ułoży się w brzuszku. A potem w okolicach 11 wybieram się trening biegowy, żeby wyprodukować trochę endorfin. I dzień od razu staje się lepszy!

  82. pstra matrona

    Sobota, 7 rano, otwieram na chwilę oczy w ekstatycznym tańcu i zdaję sobie sprawę, że zostałam prawie sama na parkiecie, na kanapach tylko kilka porannych zombie. Wychodzę z ciemnej, zadymionej piwnicy na zalaną słońcem ulicę, od takiej ilości tlenu szumi mi w głowie. W uszach wciąż słyszę muzykę. Wsiadam to tramwaju, siedząc po raz pierwszy od wielu godzin zdaję sobie sprawę, że boli mnie każdy mięsień mojego ciała. Słucham echa muzyki w mojej głowie i patrzę na budzące się miasto.
    To jedyny rodzaj poranka, który lubię poza tym nie cierpię poranków, jestem ubersową i przed 12 nie funkcjonuję jak człowiek. Mój zwyczajny poranek wygląda tak, że przeglądam internet jednym okiem w telefonie, w którym przed chwilą wyłączyłam budzik z nadzieją, że trafię na na tyle wkurzający news że podniesie mi ciśnienie na tyle, żebym znowu nie zasnęła. Podnoszę się do pionu, otwieram puszkę ChaiMate z którą śpię, wypijam w trybie zombie, maluję się w łóżku, ubieram i wybiegam. Jeśli nie muszę wyjść mój poranek przekształca się w porażkę trwającą do 14 w porywach 16.

  83. Ela

    Moj idealny poranek to panie koguta zamiast budzika , ser biały ze śmietaną na śniadanie, mleko od krowy prosto z kanki na oczyszczenie tego i owego potem wspięcie się na drzewo i chwila zadumy. I na dobrego dnia rozpoczęcie duży uścisk dla tego co jest w wielkim pędzie.

  84. Mag Da

    Idealny poranek zdarza się niestety nie codziennie ale dość często. Ma w tym udział mój mąż. Ze mnie jest duży śpioch i często mnie obudzić, ale że mój mąż wstaje wcześniej, to budzi mnie. Najczęściej jest to głaskanie po twarzy czy buziak w czoło. Gdy już się obudzę i poprzeciągam, narzuca na mnie swój szlafrok, i daje do wypicia moją ulubioną melisę z pomarańczy z biedronki (tak to ja wykupuję wszystkie opakowania jak tylko zobaczę w sklepie). Potem nakładam kapcie, włączam radio (od zawsze jest to Radio Zet), idę do łazienki umyć zimną wodą twarz i zęby i potem się uczesać. Potem zawsze jakiś krem do rąk nałożony na twarz, ubieram się, pakuję jedzenie do pracy w międzyczasie słuchając jak Nosel wkręca swoje ofiary:) często się przy tym pośmieję i wychodzę z domu. W autobusi edo pracy czytam od długiego czasu Świat Dysku Terrego Pratchetta. Po powrocie do domu też czeka na mnie (a jeśli nie to ja robię) melisa. W weekendy regułą jest spanie do późnia i jedzenie wspólnego śniadania – koniecznie jajek. Jajecznica, sadzone, gotowane to najlepsze weekendowe śniadanie.
    PS. Wpis nie jest sponsorowany przez herbaty z biedronki, radio zet czy jajka;)

  85. Hanna

    Odkąd przeczytałam książkę Hala Ernolda “Fenomen Poranka” zamarzyłam sobie, że będę robić wszystkie rzeczy wymienione przez niego. Nigdy mi się nie udało :P Jednak gdy sama widzę korzyści w tego typu zwyczajach wdrażam każdy po kolei. Pracuję w dziwnym trybie gdyż dwa dni w tygodniu idę do pracy na 9.00 a dwa na 7.00, piątki zamiennie. Najbardziej lubię poranki “na 9.00” – budzik dzwoni wtedy kilka minut po 7.00 a ja mam czas dla siebie :) Robię sobie kawę w kawiarce, dolewam mleka i sypię cynamon, robię tosty z serem i sosem BBQ (uzależnienie :P ) i mam czas dla siebie ;) Zapisuję w kalendarzu 3 rzeczy, za które jestem wdzięczna a poźniej włączam minutnik i 5 minut czytam to na czym mi zależy. Po śniadnku toaleta, czas na make up, wybieram ładniejsze stylizacje niż w dni na 7 ;) i idę do pracy w dobrym humorze. Taki poranek nastraja mnie nawet lepiej niż w wolne dni, kiedy to śpię za długo ;) Chciałabym jeszcze dołożyć sobie jakieś ćwiczenia… ale nie od razu Kraków zbudowano :D

  86. Kama

    Poranek dziwaczki :) Chyba obie jesteśmy śniadaniowymi cudakami-ja tez mogę jeść w kółko to samo i dokładnie to samo połączenie – banan i mrożone maliny mnie przykućło na dłuższy czas, tyle że jako koktajl, a nie owsianka ;) mój idealny poranek to poranek zimą, albo wiosną albo jesienią. Dlaczego? Bo nie cierpię, kiedy się budzę i jest mi gorąco. Lubię lekki chłód w sypialni i zawsze śpię w krótkich spodenkach. Wychylam się spod kołdry i szybko łapie za szlafrok, bo jednak trochę chłodno. Wstawiam wodę i robie ulubiony napój – gorącą wodę z cytryną i imbirem. Idę z nią do łazienki, myje twarz (koniecznie wodą z jakimś żelem myjących o odświeżający zapachu), myje zęby, częste włosy, robię lekki make-up popijając moją wodę i dopiero wtedy jestem gotowa na świat :) Chociaż nie, czekaj…są takie poranki, kiedy zanim otworze oczy słyszę śpiew ptaków, czuje zapach lasu. Powietrze jest świeże, pachnące, orzeźwiające i nie potrzebuje szlafroka ani nic do picia…to te poranki w lesie, kiedy wychodzę boso z namiotu na mokrą trawę i wcale nie jest mi zimno w stopy! Ok, letnie poranki też potrafią być najcudowniejsze…

  87. Ela - themomentsbyela.pl

    Idealne poranki mam zawsze w sobotę. Nigdzie nie muszę się spieszyć. Po lekkim przebudzeniu wychylam czubek stopy jakbym chciała zbadać czy nie jest za zimno. Dosypiam jeszcze chwilkę. Zaraz po przebudzeniu piję ciepłą wodę z cytryną. Dopiero teraz mój organizm się budzi. Trzeba się trochę ogarnąć i wskoczyć w domowe ubranie. Trochę się poprzeciągam, kilka skłonów i przysiadów i z uśmiechem zaczynam mój fajny domowy dzień. W piątek wieczorem piekę chleb więc w sobotę jest świeży i pachnący, robię jajka sadzone z sałatką z awokado ( mogłabym je jeść codziennie). W końcu możemy posiedzieć spokojnie, pogadać i nigdzie się nie spieszyć. Po śniadaniu Kropek musi wyjść na spacer i zaczynam domowe sobotnie prace. Nie jest to co prawda jakoś bardzo ekscytujące ale po całotygodniowej gonitwie właśnie takich powolnych sobotnich poranków potrzebuję.

    Asiu gdzieś czytałam że połączenie zielonej herbaty z cytryną jest niezdrowe.

  88. Joanna

    Moj idealny poranek wygląda tak: 7 rano popłakiwanie dwumiesięcznego synka wyrywa mnie ze snu, biorę go na ręce, tulę, całuje. Idziemy razem na sofę i tam podaję mu pierś. Kocham ten moment kiedy spokojnie ssie i wpatruje się we mnie tymi dużymi, ufnymi oczkami. I tak się wpatrujemy w siebie, głaszcze go po stópciach. Po zjedzeniu zmiana pieluszki, ubranko u tak sobie leży, a ja szybciutki prysznic, oczywiście z otwartymi drzwiami łazienki, mycie zębów, krem na twarz i tusz na rzęsy :) wskakuje w wygodne wdzianko i jestem gotowa! Zaczynamy wspólną zabawę, “rozmowy”, przytulaski… synek ląduje w bujaczku a ja robię sobie małe śniadanie (większe zjadam podczas drzemki synka) i duży kubek kawy zbożowej. Jeszcze raz pierś dla maluszka i lecimy na spacerek, po spacerku maluch na drzemce a ja mogę zjeść porządne drugie śniadanie, przejrzeć internet i patrzeć na to moje Szczęście jak smacznie śpi. I na ten moment nie mogłabym sobie wymarzyć bardziej idealnego poranka :)

  89. Ania A.

    Ha! Mój idealny poranek zaczyna się wcześnie, najchętniej w okolicy 6 rano. W sumie to nie muszę tego robić, ale możliwość wczesnego rozruchu jest cudowna. I mój zaspany pies nie wymaga spaceru jeszcze, więc mogę spokojnie zjeść śniadanie, umyć i dać wyschnąć włosom, zrobić sobie kawę w domu (ostatnio smakuje mi tylko ta zmielona i zaparzona w domu!) i pogapić się w okno albo posiedzieć na kanapie z psem i powoli oswoić to, że docierają do mnie bodźce z zewnątrz. Chyba dzięki temu lepiej znoszę wszystko co do mnie dociera później i trochę rzadziej używam zdania “nie mów do mnie z rana”. Ale jak to bywa z idealnymi sprawami – zdarzają się zdecydowanie zbyt rzadko ;-)

  90. Aga

    Wychodzę z domu zaraz po obudzeniu, jeszcze w piżamie, bo sypiam w dresopodobnych rzeczach, jest ciepło, świeci słońce i idę do kawiarni na kawę i ciastko… A dopiero potem zaczyna się życie.

  91. Marilla

    Kocham takie rytuały, o jakich piszesz. Najbardziej lubię jak rano mąż wstanie wcześniej i mogę już usłyszeć włączony czajnik i gotujace się sniadanie. Zazwyczaj jemy jajka (ostatnio udoskonalam sztukę robienia jajek po benedyktynsku!) lub grzanki, czasem pastę z twarożku i sardynek. Raczymy się smakowa kawa, nasza ulubiona to piernikowa albo rumowa i przy wspólnym śniadaniu omawiamy swoje sny (zwykle ja wygrywam konkurs na najbardziej absurdalny sen…), planujemy dzień i leniwie dojrzewamy do faktu, że pora się zabrać za jakąś robotę. Po śniadaniu zwykle biorę prysznic i ogarniam zmywanie naczyń, bieżące pranie i idę pościelic łóżko, kocham takie swieza i przygotowana na wieczorny sen pościel. W scieleniu łóżka pomaga mi zwykle mój kot, który potem lubi zasypiac tam, gdzie akurat przykrylam go kołdrą.
    Poranki to takie małe niedziele w ciągu dnia.

  92. kobieta lemur

    Idealny poranek w dzień roboczy jest wtedy, kiedy budzę się wyspana o siódmej rano i jest już całkiem jasno oraz ciepło na polu. Zjadam dobrą kanapkę z dobrym serem, popijając świeżo wyciskanym sokiem grejpfrutowym. Następnie niespiesznie wypijam espresso, wypalając przy tym dwa papierosy Camel (to ważne, bo w moim osiedlowym nie ma cameli, więc czasem zastępuję je inną marką) i czytając fragment jakiejś ciekawej powieści. Dostarczywszy organizmowi wszystkich tych niezbędnych substancji, idę do łazienki i biorę długi prysznic. Ubieram się w ulubioną zieloną sukienkę, po czym konstatuję, że nie ma jeszcze ósmej, więc robię sobie kolejną kawę i wypalam kolejne papierosy. Potem włączam komputer. Czytam maile. W żadnym nie występuje skrót ASAP.

    Idealny poranek w dzień wolny wygląda w zasadzie podobnie, tyle że budzę się nieco później i po prysznicu wracam do lektury interesującej powieści.

  93. Katarzyna

    Mój idealny poranek zaczyna się wieczorem poprzedniego dnia, kiedy idę spać wcześnie, nastawiam budzik i przyszykowuję sobie ubranie na następny dzień. Oszczędza mi to sporo porannego stresu i sprawia, że nie muszę wpółprzytomna podejmować decyzji, które dla mojego zaspanego umysłu mogą być nieco frustrujące. Rano, po pobudce o 5:40, mam czas na około dziesięciominutowe kontemplowanie błogiego stanu półsnu i powolne wybudzanie. Robię parę ćwiczeń oddechowych i trochę jogi ale takiej bardzo intuicyjnej no i nadal w łóżku, więc tak naprawdę można to nazwać po prostu przeciąganiem się i chwilą lenistwa. Potem wstaję, przygotowuję śniadanie, w międzyczasie ubieram się i maluję. Też czytam przy śniadaniu (i każdym innym posiłku), myślę, że głównie dlatego, że jem bardzo wolno i nie lubię specjalnie skupiać się na samej czynności jedzenia. Do pracy dojeżdżam komunikacją miejską, zajmuje mi to ponad godzinę i (uwaga!) bardzo to lubię. Opuszczam centrum dużego miasta w samą porę aby uniknąć porannych korków, w autobusie nie ma tłoku i zawsze znajdzie się miejsce siedzące do wygodnego nadrabiania zaległości w lekturze. (W tym tygodniu Skandynawski Raj Michaela Bootha.) Bardzo sobie cenię ten czas „pomiędzy” oraz siłę wyższą autobusu pędzącego do miejsca przeznaczenia. Pozwala mi to na oddzielenie mojej sfery prywatnej od zawodowej. Zwykle w momencie dotarcia do pracy mam całkiem dobry nastrój bez względu na to jak bardzo nie chciało mi się wychodzić. Jeszcze tylko kubek dobrej herbaty i jestem gotowa.

  94. Maiko

    Świetny moment na konkurs, właśnie wpisałam na listę celów na 2018 rok opracowanie skutecznej i przyjemnej morning routine.

    Idealny poranek zacząłby się w ciepłym łóżku pozbawionym dzieci wpełzających do niego nocą (ostatecznie może być jedno dziecko, ale by się nie wierciło). Wstaję o 6, około godziny przed wszystkimi. Jestem wyspana, bo udało mi się przespać przepisowe 7,5 godziny snu. Ponieważ jest to idealny poranek to wychodzę ze świeżo zaparzoną zieloną herbatą jaśminową na słoneczny taras z widokiem na morze. Ćwiczę jogę/rozciąganie, ewentualnie idę pobiegać, jeśli akurat trenuję do półmaratonu. Następnie siadam i piszę przynajmniej przez pół godziny opowiadanie lub dziennik. Może zdążę jeszcze wziąć prysznic, ciepły, ale orzeźwiający oraz ubrać się w pierwsze z brzegu ubranie, które stworzy stylową całość i będzie na mnie świetnie leżeć. Włączam muzykę i reszta domowników się budzi. Robię im pyszny i zdrowy koktajl (z przewagą warzyw, by jeszcze o poranku zaliczyć punkty do bycia świetną i odpowiedzialną mamą). Mamy czas na przytulanie, wygłupy i idealnie by było, by dzieciaki zaliczyły jeszcze jakiś przełomowy moment typu pierwsze słowa, pierwsza piosenka itd., bym nie czuła wyrzutów sumienia oddając ich do żłobka i przegapiając kroki milowe. Wychodząc z domu zostawiamy za sobą w miarę ogarniętą przestrzeń, do której miło będzie wrócić po pracy. Następnie idziemy z mężem do ulubionej kawiarni na kawę z chemexu (najlepiej Kenię). Udaje nam się zająć miejsce na kanapie, gdzie przytuleni przeglądamy gazety i pisma, pełne jedynie dobrych i interesujących wiadomości. Oczywiście cały poranek nie zaglądamy do telefonów. Do kawy bierzemy na spółkę kawałek perfekcyjnie słodko-kwaskowej tarty cytrynowej. Następnie na rowerach jedziemy do pracy.

  95. AsiaS.

    Mój idealny poranek musi być przede wszystkim u boku mojego Męża. Zaczyna się od przyjemnego, acz intensywnego dźwięku budzika. Nie muszę się spieszyć do pracy. Powoli się razem budzimy, przytulamy, patrzymy na siebie, jak jeszcze drzemiemy albo udajemy, że śpimy. Potem powoli jedno lub drugie wstaje, by Mężowi lub Żonie zrobić ciepłą herbatę/kawę i tosty z dżemem. Gdy zaczynam czuć nosem śniadanie idę w cieplutkim szlafroczku do łazienki, delikatnie ogarniam się, robiąc spokojnie poranną pielegnację. Gdy słyszę wołanie Męża na śniadanie idę do kuchni. Razem jemy pyszne śniadanie słuchając radia lub naszych ulubionych składanek na Spotify. :)

  96. Ola

    Mój idealny poranek zaczyna się wieczorem. Zaakceptowanie tego faktu zajęło mi sporo czasu, bo z natury jestem “sową” i uwielbiam pracować w nocy. Pierwszym krokiem do “idealnego poranka” (nie przechodzi mi to łatwo przez gardło) jest więc 7-8 godzin snu i wszystko ponad. Rano budzik, ten analogowy bez drzemki (nie każdy musi głośno tykać!) i kawa, najlepiej w łóżku. Do tego micha owsianki/ płatków/ kanapki z awokado, im prościej tym lepiej. Cudownie jest, kiedy mam czas coś poczytać z samego rana, może być to książka, artykuł, blog, byle nie wpisy na portalach społecznościowych, z Instagramem od rana też mi nie po drodze. Po śniadaniu ścielę łóżko, to pomaga na porządek w głowie. Nie mam regularnych godzin pracy i ode mnie zależy, kiedy i jak wydajnie będę pracować. Codziennie więc toczę walkę z odkładaniem pracy później. To, co mi ogromnie pomaga, to praca na najważniejszym i najtrudniejszym zadaniem od samego rana, najczęściej po śniadaniu. Nie chodzi tutaj o długie godziny, wystarczy nawet 30 minut. Wtedy układam sobie w głowie plan działania, porządkuję myśli i nie zaczynam dnia zestresowana, że się nie wyrobię, a po południu z łatwością wracam do zadania, już na dużo dłużej. Po odrobinie pracy, przychodzi czas na mejle i planowanie dnia. Często sprzątam, ogarniam domowe obowiązki, jeśli tego dnia wychodzę, staram się nie spieszyć z makijażem. Komfort i spokój w głowie to dla mnie gwarancja idealnego poranka, poranna cisza nastraja mnie dobrze do działania. Pewnie, że zdarzają się też dni w biegu, ale na szczęście coraz rzadziej. Pozdrawiam serdecznie

  97. Ania

    Przyznam od razu, ze nie jestem jedna z tych osob, ktore wstaja i od razu tryskaja humorem i energia. Czasem musze siebie sama przekonywac, ze musze wstac, zadajac sobie pytanie ‘czy naprawde potrzebuje tej pracy i tych pieniedzy?’ 😂 nie zrozum mnie zle, bardzo lubie swoja prace, ale mysl o wyjsciu z cieplej kolderki o 6:30 rano nie napawa optymizmem 😂 ale jest pewna rzecz zwiazana z porankiem, ktora uwielbiam ponad wszystko i sa to sniadania. Swiezo wycisniety sok z pomaranczy, ciepla zielona herbata, pyszny nalesnik z platkow owianych lub kanapka z czyms pysznym sa chyba jedynymi rzeczami, ktore wyciagna mnie spod koldry 😂 sniadanie to jednak moj ulubiony posilek. W weekendy staram sie isc jeszcze o krok dalej i przygotowuje bardziej roznorodne sniadanka wiec wataje sie jeszcze latwiej (szczegolnie, ze nie jest to 6:30😂). Trzeba po prostu znalezc cos co sie lubi (sniadania) nawet w najbardziej nielubianej czynnosci (wychodzenie z lozka) i wszystko stanie sie latwiejsze 😊😊😊

  98. Izabela Łęcka-Wokulska

    Bardzo ciekawy tekst. Chciałam powiedzieć, że gorszy od pomidorówki jest barszcz, który bardzo chlapie.
    Mój idealny poranek? Oj, to cykl uzależnień, bo robię sobie kawę i wchodzę na neta, sprawdzam co się da. Ale usprawiedliwię się, bo jak ognia unikam wchodzenia na internet, ba, unikam włączania komputera po południu i wieczorami. Mam problemy z zaśnięciem, więc wyciszanie się i schematyczność pomagają w śnie.
    A wracając do poranków, to ścielenie łóżka jest podstawą. Żeby nie wiem co, łóżko trzeba ogarnąć, choćby nikt tego nie wiedział.
    Pewnie nie wygram, ale miło mi napisać.

  99. Elżbieta

    Najbardziej lubię niedzielę poranki gdy jestesmy w komplecie. Ponieważ mąż często pracuje w niedzielę, a córka wstaje o 6:30 zeby zdążyć do szkoły ,natomiast ja mam zawsze wolne w niedzielę. Budzę się obok męża,rozmawiamy ,żartujemy sobie. Pies wskakuje nam do łóżka razem ze swoją zabawką, gotowy do zabawy. Córka śpi za ścianą, a ja czuję wewnętrzny spokój że wreszcie jesteśmy razem.

  100. Kasia

    Ależ miły i przyjemny temat!
    Mój idealny poranek to zdecydowanie sobota z hasłem przewodnim: ŚNIADANIE. Idealnie jeat wstać koło 8:00. Szybko ubieram sie w mone ulubione podomowe leginsy (niech żyje dzień wolny od jeansów rurek!) i bluzę ktora ma 100 lat, a ja ją wciąż tak samo kocham. Myję twarz w zimnej wodzie, robie sobie warkocza lub kokopodobne coś, czapka na glowe i biegne po swieży chleb. W piekarni nie ma kolejki, a ja po drodze nie spotykam nikogo znajomego, a moj niewyjsciowy stan oglada tylko sprzedawczyni. Potem sniadanie i kolorowe kanapki ze wszystkim. ostatnio moje ulubione to te z serkiem smietankowym, lososiem i kielkami. Do tego pomodory z oliwą i obowiązkowo herbata z porcelanowego dzbanuszka. Zawsze “ta lepsza herbata”, nie ta codzienna z torebki. Dopełnieniem i wisienką na torcie jest towarzystwo kochanej siostry i 2 odcinki serialu (friends zawsze i wszedzie). Tak moglabym zaczynac zawsze❤
    Edit. Zazwyczaj jednak jest kolejka w piekarni i to nie mała
    Edit 2. I zazwyczaj spotykam kogos znajomego po drodze i modle sie zeby mnie nie zobaczył

  101. Domi

    Dla mnie taki ranny scenariusz jest nierealny- musze dojechać do pracy w innym mieście na 7.30, wstaje więc przed 6 i trzymam się ściśle do co minuty harmonogramu- łazienka, w międzyczasie gotuje się woda na herbatkę, szybkie ubranie się w zawczasu przygotowane ubrania (łącznie z biżuterią;), kromka chleba najchętniej z awokado albo z miodem, mini make-up i wio, biegiem na pociąg. Jeśli akurat musze mojego synka odprowadzić do przedszkola, to wstaje 10 minut wcześniej. Jedynie w niedziele mogę dłużej w łóżku poleżeć. Ale na pewno rytuałem porannym jest wypicie dobrej herbaty (chyba ze jak dzisiaj rano, przypali mi się czajniczek:)))

  102. Ag

    Ja jestem wielkim śpiochem, więc wstaję zazwyczaj po 9, co i tak jest dla mnie nielada wyczynem. Zawsze, bez wyjątku, zaraz po przebudzeniu piję gorącą, zagotowaną wodę, bez żadnych dodatków, bardzo dobrze to działa na mój organizm. Staram się ograniczyć internet, ale nie zawsze mi to wychodzi, czasami czytam wiadomości podczas picia wrzątku. Później lecę na godzinkę na siłownię, najczęściej na zajęcia grupowe z prowadzącą, która przez swój optymizm daje mi energię na cały dzień. To dla mnie bardzo ważne, żeby otaczać się takimi pozytywnymi ludźmi. Wracam do domu, jem sniadanie (najczęściej wielka micha sałatki) i zasiadam do neurobiologii. To moja wielka pasja, chociaż nie jest związana z moim zawodem. Czytam i robię notatki przez dwie godziny. Polecam serdecznie wszystkie książki Jerzego Vetulaniego na ten temat, jeśli jesteście zainteresowani tematem. Tak mniej więcej wyglada mój poranny rytuał

  103. Anio

    Od kilku tygodni moj idealny poranek to pobudka, natychmiastowe wylaczenie budzika i “wyscig z czasem” zeby jak najszybciej wyjsc z domu i dotrzec na silownie. Powadze ze soba wewnetrzna gre i moj rekord to jak na razie 27 minut. Pozniej trening ktory mega pozytywnie nastraja mnie na reszte dnia – pusta silownia, soundtracki z filmow o Rockim Balboa, skupienie, czas ze soba.
    W weekend przechodze w zupelnie inny tryb, uwielbiam nie spieszyc sie, zarzucic na siebie cos wygodnego i zjesc z chlopakiem sniadanie na miescie. Zapach kawy i chleba, mila muzyka, taka urocza powolnosc, fakt, ze nie trzeba zmywac… Jest to moj osobisty luksus i po takim poczatku dnia mam energie na zakupy na rynku, szycie czy cokolwiek innego mam w planie.
    Ciekawe ze jakikolwiek ten idealny poranek by nie byl (zauwazylas to u siebie, i ja tez to w moich rutynach widze) zawsze lepszy jest off-line i off-mobile.

  104. Karolina Woźniak

    Mój dzień zaczyna się wcześnie bo około 6 rano. I to sposób w jaki spędzam pierwsze chwile po przebudzeniu determinuje cały mój dzień. Bo dobrze rozpoczęty dzień musi się dobrze zakończyć. Właśnie dlatego mam ustawiony najprzyjemniejszy budzik świata: to śpiew skowronka w letni poranek muskny szumem wiatru ,a nieopodal słychac szum strumyka. O wiele lepiej budzą mnie odgłosy przyrody budzące się ze snu,niż gitara elektryczna.Aż chce się wstawać! Potem pyszne śniadanie-mama mawiała że to podstawa, więc nie żałuję sobie. Dobra kawa i musli z jogurtem musi być. Trochę dla zdrowia trochę dla przyjemności. Potem szybki prysznic, uwielbiam ten moment kiedy moja łazienka zamienia się w saunę od parzącej wody.Przecieram lustro ,patrze na siebie i mówię:Jesteś zwycięzcą! Ten dzień należy do ciebie! Jesteś wartościowa,piękna i mądra! Walcz! Wdycham nawilżone powietrze,które rozpiera mi płuca i jestem już gotowa na podbój świata! Ahoj dniu! Ahoj przygodo! To będzie dobry dzień…

  105. Dorota

    On już wyszedł do pracy.
    Maluszek jeszcze śpi.
    Córeczka właśnie wstała i tego samego żąda ode mnie. Podczas gdy ona biega po domu i tworzy swój świat w uporządkowanym wieczorem mieszkaniu, ja szykuję dla nas śniadanie i kawę. Potem siedzimy razem przy stole, jemy. Między kęsami chleba z serem i miodem, czytam książeczkę.
    Te poranki są magiczne, posiłki i kawa nigdy potem w ciągu dnia już tak mi nie smakują. Po nocnej przerwie na nowo mogę obserwować świat mojej trzylatki, zachwycający i wzruszający.

  106. Agata

    Przez prawie dwa lata pracowałam w bardzo nieregularnych godzinach, zdarzało się, że zaczynałam wtedy pracę o godzinie 12. Chociaż bardzo nie lubiłam wracać po pracy późno do domu to baaardzo lubiłam to co było przed, a mianowicie..
    KRÓLEWSKI PORANEK a ja oczywiście byłam królową poranka :D
    Wstawałam później niż zwykle, ale bez przesady (żeby się nie rozleniwić i mieć czas na inne przyjemności). Już dzień wcześniej, tuż przed zaśnięciem obmyślałam co pysznego zjem na śniadanie i jaki deser będzie po śniadaniu. Jajecznica z pomidorami? Omlet? Jajko w koszulce? Jogurt z bananem w karmelu? Niespiesznie zjedzone i pyszne śniadanie jest dla mnie wyznacznikiem wspaniałego poranka :) Zwykle nie mam ochoty żeby cokolwiek zjeść więc po przebudzeniu piję tylko wodę z cytryną i biegnę do pracy. Jednak wtedy, gdy jestem królową, śniadanie musi być jak rytuał, jest wyjątkowe. Podobnie jak Ty, czytam podczas jedzenia albo rozwiązuję krzyżówki (mam do nich ogromną słabość i bardzo mnie relaksują). Wszystko obowiązkowo musi odbywać się w szlafroku!! Bez szlafroka po prostu się nie liczy :( Po takim rytuale, starałam się jakoś bardziej o siebie zadbać (użyłam odżywki do włosów, na którą nie zawsze mam czas), zrobiłam kreskę na oku (praktycznie nigdy jej nie robię) i nastrojona bardzo pozytywnie i bardzo powoli ruszałam do pracy :)
    Chociaż teraz bardzo sobie cenię, że mam stałe godziny pracy (8-16) to jednocześnie bardzo tęsknię za tamtymi porankami… Na szczęście są weekendy, podczas których zawsze jestem królową poranka :)

  107. Kasia

    Dziewczyny, musze powiedziec ze bardzo milo mi sie czyta te wszystkie komentarze! Bardzo mi to poprawiło humor dziś w pracy, a musicie wiedzec ze prace mam średnio nastrajającą😛 i kolejna miła myśl- nie dosc ze nie zaspalam, nie spóźnilam sie do pracy (minute przrd czasem odbilam sie na wejsciu. Uf), swietna lektura do czytania jak szef wyjdzie i jeszcze na dodatek dzis piątek ❤ poranek jednak nie musi byc idealny zeby byl fajny, dziekuje Wam dziewczyny za te historie. Pozdrawiam

  108. Anumina

    Budzę się zawsze o siódmej. Bez względu na dzień tygodnia czy godzinę o której położyłam się poprzedniego wieczoru. Witam się z kotami, które mrucząc i dotykając noskami proszą o śniadanie. Podnoszę się, przeciągam, wsuwam nogi w kapcie i tuptam do kuchni dołożyć do pieca kaflowego. Mieszkam w drewnianej chatce w lesie, nie mamy jeszcze normalnego ogrzewania więc jest to nieodłączny rytuał, ale żywy ogień ma w sobie coś niesamowicie spokojnego. Włączam czajnik i wrzątkiem zalewam imbir z kurkumą. Karmię koty, a później zaczynam króciutką, 10 lub 15 minutową sesję jogi ( joga z rana jest najlepsza!). Następnie szybkie mycie, kremowanie, czasem malowanie i pora na śniadanie, które w międzyczasie przygotował narzeczony. Najchętniej jajka w dowolnej postaci albo owsianka, ale obowiązkowo śniadanie musi być na ciepło. I do tego earl grey z miodem. W zależności od tego czy mam dzień pracujący czy wolny zbieram się do pracy, albo przeciągam poranek do południa zajmując się czytaniem albo oglądaniem seriali, przeglądaniem instargama czy fb. I taki, mimo tego, że codzienny jest mój idealny poranek. No, przynajmniej staram się, żeby zawsze taki był.

  109. Patrycja

    Mój idealny poranek wiąże się z dobrym, spokojnie zjedzonym śniadaniem. Kiedyś jadałam jakiegoś rogalika w opakowaniu w biegu i wylatywałam z domu z termosem herbaty. Gwarantowany dzień pełen stresu. Teraz wiem jak ważne jest dla mnie śniadanie. A najfajniejsze poranki są w weekendy kiedy przy śniadaniu siedzą wszyscy domownicy a śniadanie trwa do pory obiadowej, bo nie możemy się nagadać.

  110. Zuzia

    Uwielbiam takie poranki, kiedy budzą mnie promienie słoneczne, dzięki temu wstaję przed budzikiem i dzień od razu staje się lepszy. Jeszcze zaspana zabieram się za masaż szczotką na sucho, po nim smaruję się olejem kokosowym i biorę szybki prysznic. Cała czynność trwa 15 minut, a budzi dużo lepiej niż kawa i przy okazji ujędrnia nasze ciało. Po wysuszeniu się ręcznikiem spryskuję twarz hydrolatem różanym, który przechowuję w lodówce – piękny zapach różanego ogrodu i orzeźwiający chłód, pozwalają mi się dobudzić i poczuć wyjątkowo. Następnie przygotowuję ciepłą wodę z imbirem, cytryną, to mój niezawodny sposób na zachowanie odporności cały rok. Mam tak samo jak Ty z ulubionymi potrawami, dlatego pół roku potrafię jeść owsiankę ( dyniową z syropem klonowym lub z bananem i borówkami), a przez kolejne miesiące uwielbiam pić koktajl z mrożonymi bananami, pietruszką i jabłkiem. Po takim śniadaniu mam siłę do działania i czuję, że troszczę się o swoje zdrowie. Oczywiście przy wszystkich tych czynnościach towarzyszy mi ukochany jazz, który cudownie nastraja na cały dzień… Tak wygląda dla mnie najbardziej luksusowy poranek na świecie i staram się, żeby było ich jak najwięcej w moim życiu.

  111. Ola

    Mój idealny poranek zaczyna się już dnia poprzedniego, kiedy melduję się w małym drewnianym domku pośrodku lasu. Domek wkleił się w gęsty leśny krajobraz. Jest szary, nieduży, i co najważniejsze, jedną z jego ścian od podłogi aż po sufit zrobiona jest ze szklanej tafli. Jestem więc jakby w lesie, ale chroniona ciepłem kominka.
    Ustawiam budzik dosyć wcześnie – mój poranek zaczyna się nieco przed wschodem słońca. Budzę się, otwieram oczy, cieszę się ciepłem miękkiej białej pościeli. Nie zapalam żadnego światła, tylko skupiam wzrok na tym, co za szybą.
    I patrzę, jak las budzi się do życia, jak promienie światła powoli i nieśmiało przebijają się przez korony drzew, smagają paprotki, zagrzewają ptaki do śpiewu. Jak mali i więksi mieszkańcy lasu przemykają załatwiając sobie tylko znane sprawunki.
    I tak obserwuję, jak zaczarowana, aż zacznie mi burczeć w brzuchu. Wtedy wstaję i ze spokojem i radością w sercu zaczynam dzień.

  112. Rossie

    W pierwszym odruchu chciałam opisać poranek weekendowy, ale po namyśle i lekturze kilku komentarzy stwierdziłam, że moje codzienne poranki też zasługują na chwilę uwagi!
    Jeśli robienie codziennie rzeczy tak samo jest oznaką dziwactwa to ja jestem chyba największym dziwakiem na świecie. Mam tak opanowaną poranną sekwencję że mam wrażenie że gdyby ktoś nagrał film z moich poranków przez tydzień lub miesiąc, filmy można by nałożyć na siebie i prawie niczym by się nie różniły :D
    Pierwszy budzik dzwoni o 5:18, po kilku drzemkach około 5:35 włącza się radio – to ostatni dzwonek żeby wstać i zdążyć na “mój” autobus. Wstaję, idę do łazienki ogarnąć się szybko, umyć zęby i twarz. Potem maszeruję do kuchni po szklankę ciepłej wody i z nią siadam do makijażu, który też codziennie robię taki sam. W tle zawsze ta sama audycja radiowa – Trójkowy “Budzik” w którym już nawet pamiętam kto pisze smsy, kto przesyła ciekawostki, i że z jakiegoś powodu darzy się szczególną sympatią Finlandię. Potem ubieram się, zabieram z kuchni przygotowane dzień wcześniej jedzenie na cały dzień w biurze, jeszcze psiknięcie perfumami i o 6 wychodze z domu na autobus o 6:02. Już na przystanku wyciągam Kindla – kiedyś wydawało mi się że mam do pracy za blisko by czytać po drodze, ale teraz wykorzystuję nawet te 10 minut. Potem jeszcze 10 minut spaceru z przystanku, podróż windą na 12 piętro i około 6:30 melduję się w biurze. Zazwyczaj jestem tam jako pierwsza, i bardzo lubię to puste biuro pogrążone w półmroku – między innymi dlatego wstaję tam wcześnie! Po przyjściu do pracy nie siadam od razu do zadań, tylko przedłużam sobie trochę mój poranek – szykuję przyniesione śniadanie, robię kawę, siadam do komputera i odpalam blog Zwierza Popkulturalnego – zazwyczaj czeka na mnie nowa długa notka, idealna do śniadania. Niestety po śniadaniu przychodzi w końcu czas na zabranie się do pracy. Może nie mam tyle czasu i swobody co freelancerzy, ale z poranka na etacie też da się wycisnąć trochę prostych przyjemności :)

  113. Olga

    Mimo tego, że pracuję głównie popołudniami (jestem pełnoetatowym korepetytorem) – lubię wstawać rano. Najpierw idę do łazienki i ogarniam twarz i wiecheć na głowie – staram się jakkolwiek ogarnąć włosy bo nieokiełznana szopa mocno mnie rozleniwia ;) Potem mknę do kuchni, żeby wstawić wodę na kawę – niestety, jestem z tych, którzy bez kawy dnia zacząć nie potrafią.. W międzyczasie ogarniam wybieg i terarium Kaktusa (to mój jeżyk), muszę posprzątać zabawki, umyć miseczki i zmienić wodę – on tym czasie już smacznie śpi ze swoim pluszakiem – jeż śpi z pluszakiem, wyobrażasz sobie? :D Ale wracamy do kuchni. Do kawy najczęściej musli z mrożonymi malinami (zalanymi wcześniej ciepłą wodą, nie jem chrupiących) i książka. Czytanie przy jedzeniu też uskuteczniam od dzieciństwa :) Po śniadaniu robię szybko listę rzeczy do ogarnięcia danego dnia – bez mojego kalendarza z wszystkimi zapiskami czuję się jak ślepe dziecko we mgle. Robienie listy uspokaja moje przemożne chęci rzucenia się na pracę, więc czasem nawet udaje mi się zmobilizować i ruszyć na spacer – mam tak, jak Ty z jogą – nigdy tego nie żałuję, ale czasem ciężko się zmobilizować (zwłaszcza, że pogoda w Gdyni lubi być niesprzyjająca).

  114. Jusia

    Ja niestety nie jestem jakąś królową organizacji, ale mam swój poranny rytuał i całkiem go lubię. Wstaję mniej lub bardziej o 6, razem z narzeczonym – on ogarnia się do pracy, ja robię mu kanapki. Bardzo lubię to robić, a poza tym motywuje mnie to, żeby wstać wcześnie rano, a nie leniuchować do nie wiadomo jakiej godziny. Później jem obowiązkowo śniadanie, bez którego nie jestem w stanie funkcjonować. Królują u mnie kanapki – jak zjem rano np. owsiankę, to jest mi zaraz niedobrze i jestem po chwili głodna. Do śniadania zawsze coś czytam – robię tak od najmłodszych lat i bardzo to lubię.
    A później to już jakiś koszmar dla wszelkich ludzi, którzy lubią czuć się ogarnięci itp. – zazwyczaj tak jak stoję, w piżamie i szlafroku, siadam do komputera i w zależności czy mam coś konkretnego do zrobienia, to pracuję, a jeśli nie, to się raczej zbieram do pracy. Przy tym drugim członie pojawiają się problemy, ale staram się z nimi walczyć (opornie póki co).
    Ze wstydem przyznam, że potrafię baaardzo długo tak siedzieć, zanim się ogarnę, tj. przebiorę w normalne ubranie i umyję. Zazwyczaj motywuje mnie dopiero to, że muszę iść do sklepu.
    Ale ogólnie odpowiadają mi moje poranki, są takie jakie lubię. Jedyne co bym zmieniła, to chciałabym być bardziej zorganizowana i mniej czasu tracić na buszowanie w internecie – czasami mi się udaje, czasami nie, ale mam świadomość, że to coś, co chciałabym zmienić.
    I to tyle :) Miłego dnia!

  115. Lidia

    Moje dotychczas najlepsze poranki to te, które przeżyłam na żaglach. Uwielbiam budzić się rano, kiedy cały jacht, cały port, jeszcze śpi. I na żaglach mi to jakimś cudem wychodzi, mimo tego, że na co dzień jestem strasznym śpiochem! Uwielbiam wstawać budzona dźwiękiem fału grota, obijającego się o maszt i wydającego bardzo charakterystyczny dźwięk. Zawsze wtedy korzystam z okazji, by udać się do łazienki przed porannymi kolejkami. Uwielbiam taka świeża i czysta wracać przez port, który powoli budzi się do życia. Wrócić, usiąść w kokpicie i czuć słońce, które powoli zaczyna się rozgrzewać, obserwować wodę, która delikatnie faluje… Poranki na żaglach zawsze miały w sobie coś magicznego i jest to mój porankowy ideał.

  116. Agata

    Aby mój poranek był I-DE-AL-NY muszą być spełnione następujące warunki:
    – jest niedziela (ani ja, ani mój mąż nie idziemy do pracy);
    – Córa nie budziła nas w nocy, więc jest duże prawdopodobieństwo, że dobrze spałam;
    – budzę się sama – bez budzika, nikt nie krzyczy: “Mamaaaaaa!”;
    – nikt nie patrzy na zegarek – wszystko dzieje się w swoim tempie;
    – szykuję śniadanie i budzę domowników pięknymi zapachami ;) ;
    – jemy razem – w piżamach, bez pośpiechu;
    – po wspólnym sprzątaniu każdy rozchodzi się do swoich zajęć – ja siadam z kawą przy wschodnim oknie (uwielbiam poranne promienie słońca wślizgujące się do wnętrza!) i czytam książkę / gazetę;

    Tyle :)

    Każdy inny poranek jest idealny wtedy, kiedy wyjdę z domu przed 8:30 :P

  117. inkaniekawa

    Mój idealny poranek zaczyna się od razu od najważniejszej rzeczy: budzę się wyspana. Tak bardzo chcę być wyspana i obudzić się, bo budzi mnie dzień, a nie autobus lub wpatrujący się we mnie pieseł, który ultrafalami przesyła mi wiadomość- wstawaj Pańcia bo mnie ciśnie w pęcherzyk, a ty śpisz już chyba z 4 godziny!
    Marzę o poczytaniu książki w łóżku. Tuż przed kawą, jeden rozdzialik.
    Potem nogi w kapcie, piesełek do towarzystwa, kawka, jego chrupki i stanie w oknie i patrzenie jak rozkwita bez, bo to akurat pod oknem mam :)
    Czy już mówiłam, że chciałabym się wyspać?
    Pościel jest przepiękna- stawiam, że w niej mogę spać nawet z 6 godzin ;)

  118. Klaudia

    Poranki to moja ulubiona część dnia, może ze względu na to, że jestem tzw. rannym ptaszkiem. Lubię tę porę dnia, facet jeszcze śpi, wychodzę z łóżka od razu po usłyszeniu budzika (często wstaje przed tym jak zadzwoni, taki już ten mój zegar dnia). Idę na dół, w ciepłym, pluszowym szlafroku i kapciach, w których moja stopa rozmiar 38, wygląda spokojnie jak 45, i które mój pies uwielbia gryźć (ps. owe kapcie-króliki – nie mają już jednego ucha..biedaki). Wypuszczam pieska na ogród, sama stoję przy szybie z kubkiem pachnącej kawy, którą przywiozłam z tegorocznych wakacji z Włoch.. Wówczas wydaje mi się, że zamiast na przedmieściach Warszawy, jestem w Zielonej Toskanii. Dobiega 6:30, cieszy mnie fakt, że do wyjścia z domu mam 2h, które przeznaczam tylko dla siebie (ot, jak egoistycznie to brzmi). Nie maluję się, nie ćwiczę rano, za to w spokoju dopijam kawę, potem czynię śniadanko (ostatnio faza na koktajle z mnóstwem nasion). Prysznic, poranna pielęgnacja, ubranie się, spakowanie torby, daje razem pół godziny. Pozostały czas to zabawa z psem, próba dobudzenia mojego faceta, którego nawet budzik nie jest w stanie wyciągnąć ze snu. Czas płynie mi wolno, często przy dobrej muzyce (teraz to nowa płyta Korteza i moje odkrycie – Ralph Kaminski), podlewam kwiaty, robię sobie listę “to do”, dzwonię do Mamy, wychodzę z domu, wsiadam do auta, ruszam do obowiązków, odliczając do powrotu do domu, do kolejnego mojego poranka.

  119. Agata

    Odkąd zaadoptowaliśmy psa wszystkie poranki są cudowne, ale najlepsze są jednak te weekendowe, bo chociaż ja pracuję z domu, to narzeczony wychodzi z mieszkania zazwyczaj trochę po siódmej, kiedy ja jeszcze odmawiam wyściubienia nosa spod kołdry (też zwracam uwagę na to, w czym śpię, więc tym bardziej trudno opuścić mi ukochaną pościel w wielkie liście).
    Wymarzony poranek jest więc sobotni, bo budzimy się razem. Jeszcze w łóżku pijemy kawę (ktoś musi pierwszy się oddelegować do kuchni, o to zawsze jest bitwa), a potem razem jemy śniadanie (ostatnio pokochałam tofucznicę z suszonymi pomidorami, chociaż mięsożerny narzeczony woli kiełbaski domowej roboty jego dziadka) i razem idziemy na spacer (najlepiej wzdłuż rzeki, do wyboru mamy aż dwie) z Rudolfem, naszym przekochanym nie-reniferem. Najlepsze poranki to takie, które mogą się ciągnąć aż do wieczora, bo odmawiamy ubrania czegokolwiek innego niż dres, a jedyny plan jaki mamy to przytulasy w trójkę na tapczanie oglądając po raz setny ten sam odcinek BoJacka Horsemana.

  120. Aga J

    Moj idealny poranek jest bardzo egoistyczny. Po bardzo nerwowym “przeporankiem” kiedy musze wyprawic dzieci do szkoly i przedszkola, nakarmic zwierzeta i ogarnac sie na tyle by bez zawstydzenia spojrzec w lustro ,robie kawe dla siebie i meza. Ja pije biala z syropem klonowym on czarna. I przez chwile ,zanim chaos spogladajacy na mnie z kazdego zakatka mieszkania mnie przytloczy , delektuje sie ulubionym smakiem. Kiedy mam już odwage zmierzyc sie z balaganem pomalu siegam po drugi kubek, mojego meza. Wiecznie go nie ma, pracuje bardzo daleko i ta druga kawa, z jego kubka daje mi sile i przyjemnosc z ogarniecia siebie i calego naszego zycia…

  121. Oliwia

    Idealny poranek? To ten sobotni, przespany.. . ;> świeże bułki przeniesione przez Pana R, leniwe śniadanie w łóżku w ulubionej pościeli i czekanie na aromatyczną kawę z kafetierki! W tle gra gramofon a do śniadania oglądany jest serial. Tak też będzie jutro!

  122. Beata

    Idealny poranek ?
    Sobota-dzień,w którym nie muszę wcześnie wstawać :) I żaden budzik mi nie dzwoni :) Leżymy sobie z mężem w naszym wygodnym łóżeczku i cieszymy się chwilą :) Nagle 15 kilogramów szczęście wskakuje na łóżko i wiemy,że zaczął się dzień :) To nasz synek Piotruś -urwis kochany wskoczył do łóżka,by poprzytulać się.Gdy z synkiem się tulę mąż idzie zaparzyć kawy :) jej aromat rozchodzi się po całym mieszkanku-kawa wita mnie :) udaje się do łazienki ,biorę szybki prysznic i zaczynam robić pyszne śniadańko :) Nasze rodzinne śniadanie jest pełne zdrowia i energii :) uwielbiam taki poranek :) my i nasze małe przyjemności :) Po śniadaniu włączam muzykę i zaczynamy tańczyć z synkiem,po chwili mąż wraca ze spaceru z psem i wszysycy planujemy co fajnego by tu zrobić :) zaczynamy od zabawy,a sprzatanie-nie ucieknie :) kocham takie poranki :)

  123. Natalia.M.

    Z innej beczki zupełnie (Joasiu, może pomyśl o takiej funkcji jak “literówka w tekście” czy coś)- włączasz tę playlistę. “Tą” (playlistą) możesz Chrupka zmęczyć ;)

  124. Karolina

    Jestem studentką. Każdy mój dzień wygląda zupełnie inaczej, Zajęcia odbywają się o różnych porach, w różnych miejscach. Wykłady, ćwiczenia, laboratoria i projekty mieszają się w ciągu dnia w różnych konfiguracjach do późnych godzin wieczornych. Aby znaleźć dla siebie czas w plątaninie zajęć i pracy w laboratorium jedyną opcją było wstawanie wcześniej niż potrzebuję. Z początku wydawało się to nie możliwe, byłam pewna, że jestem typową sową (późne kładzenie się spać i wstawanie). Jednak zmotywowana wieloma postami na różnych blogach postanowiłam spróbować wprowadzić ten rytuał w moje życie. Nie spodziewałam się wielkich sukcesów, ale już po tygodniu (!) okazało się jak bardzo się myliłam. Dzisiaj nie wyobrażam sobie wstawać później niż o 7 (chyba, że mam do odespania sesję:)). Najczęściej jestem na nogach o 6. Uwielbiam testować różne sposoby na dobry początek dnia: woda z cytryną, woda z miodem, siemię lniane, witamina c… Nie spamiętam już chyba ile tego było. Aktualnie mój dzień zaczyna się od płukania jamy ustnej olejem kokosowym (serdecznie polecam), szybkiej toalecie i krótkich ćwiczeń rozciągających (które też ciągle zmieniam i testuje nowe, nie lubię nudy!). Następnie piję wodę i jeszcze więcej… wody. Okazuje się, że nie potrzebuję kawy aby mieć energię przez cały dzień. Zawsze staram się “ogarnąć” twarz, ale trwa to nie więcej niż 5 min (może ta woda naprawdę działa?). Strój szykuję “w głowię” już wcześniej, więc ta czynność też nie zabiera mi dużo czasu. Największą część poranka poświęcam na przygotowanie jedzenia. Przed wyjściem z domu szykuję posiłki pierwszą część dnia, zawsze staram się, aby były zdrowe i przemyślane, ale przede wszystkim przygotowane z sezonowych produktów (tanie studenckie życie). Nie zdarza mi się spóźniać, do szkoły chodzę pieszo, jadąc do pracy wysiadam 3 przystanki wcześniej, aby mieć dodatkową porcję ruchu. Nie zawsze wygląda to tak kolorowo, bywają dni kiedy najchętniej zostałabym pod kołdrą z kubkiem gorącej czekolady. Ale największą motywacją jest dla mnie to, że kiedy inni dopiero wstają ja mam za sobą wykonane już najważniejsze zadania na dany dzień. Polecam każdemu spróbować wstawać wcześniej i w pierwszej kolejności wykonywać najtrudniejsze zadania. Niesamowita dawka satysfakcji!!!

  125. krysia

    Mój idealny poranek ma miejsce w niedzielę – nie muszę wtedy się zrywać skoro świt (co jest szczególnie dobijające teraz zimą, gdy jeszcze jest ciemno). Mamy z mężem układ, że ja robię śniadania w tygodniu a on w weekendy. A że jest świetnym kucharzem, to ciągle mnie czymś zaskakuje. Gdy on przygotowuje śniadanie, ja mam chwilę by poczytać książkę w łóżku popijąc gorącą wodę z cytryną i miodem, którą mi przyniósł. Czasem do niego dołączam i parzę dobrą herbatę lub kawę albo po prostu obserwuję z łóżka jak krząta się po kuchni (zalety mieszkania w kawalerce!). Potem wspólnie jemy śniadanie – rozmawiając, czytając, oglądając wspólnie film lub po prostu milcząc, ciesząc się wspólnym czasem, jedzeniem i sobą :)

    Ta normalność sprawia, że to dla mnie poranek idealny.

    1. krysia

      Czy mogę zmienić zdanie co do dnia? Soboty są trochę mniej idealne, bo trzeba się spieszyć, ale w tą ostatnią mój małżonek zamknął się w naszej maleńkiej kuchni i po kwadranise wyszedł z grzanką z guacamole, pieczarkami i jajkiem w koszulce <3

  126. Nathalie

    Idealny poranek, to taki, gdy nie muszę się nigdzie spieszyć. Nie nastawiam wtedy budzika i budzę się sama. Zazwyczaj w okolicach 8 rano. Po przebudzeniu włączam jakąś chillową muzykę, turlam się jeszcze trochę po łóżku i cieszę się chwilą. Później wstaję, owijam się w super mięciutki szlafrok i wędruję do kuchni nastawić wodę. Potem odwiedzam łazienkę, gdzie z namaszczeniem wykonuję poranną toaletę. Wracam do kuchni i robię sobie ciepły napój z kurkumy i imbiru z miodem i cytryną. Biorę napój ze sobą i idę do moich zwierzaków (królików). Bawię się z nimi, daję jeść, w tle słychać muzykę w rytmie chill, a ja ładuję się jak bateria słoneczna. Kolejnym rytuałem jest śniadanie. Najczęściej robię sobie pancakes i koktajl owocowy. Mielę kawę w młynku, nastawiam kawiarkę i zasiadam do śniadania. Rozkoszuję się pokarmem, podziwiając widoki za oknem (ptaki buszujące w koronach drzew). Przelewam kawę do ulubionego kubka i idę do pokoju. Siadam wygodnie w fotelu, otulam się szczelniej miękkością szlafroka i zaczynam czytać książkę lub ciekawy artykuł w gazecie. Uwielbiam papier. Kupując książkę najpierw ją wącham ;) Kończę czytanie, gdy kawy w kubeczku zabraknie. Potem ubieram się i przeglądam listę zadań do zrobienia. Tak wprowadzam się w dobry, pracowity dzień :)

  127. Kasia

    A tak w ogole to najlepsze uczucie ever jest wtedy kiedy budze sie, zastanawiak sie kiedy budzik zadzwoni i czy duzo czasu zostalo mi do 6:00, sprawdzam godzine i jest rowno 6:00. I uswiadamiam sobie ze to sobota ❤

  128. AGA

    Mój poranek Pani Powolniak.
    Tak jak Ty nie znoszę się spieszyć rano, nigdy! Nawet jak muszę gdzieś być na godzinę 8 raną to wstaję na tyle wcześniej żeby wszystko zrobić w swoim po-wolnym tempie. Pierwsza czynnością po wyjściu z łóżka jest wyturlanie mojego Mopsa Bolka. Taki zabieg z pogranicza masażu, zabawy i ćwiczeń. Potem turlam się do łazienki, żeby się obudzić wodą i dorysować sobie pewne elementy twarzy jak brwi , rzęsy. Nie jest to makijaż sylwestrowy ale nie lubię straszyć bladą twarzą ala “czy pani ma grypę?”. Następnie z panem Bolkiem wyruszamy na obchód dzielnicy i sprawdzamy czy wszystkie chaszcze czy są prawidłowo oznaczone przez psich kolegów. W międzyczasie obserwuję przyrodę, drzewa ptaki, koty, rośliny/ mieszkam w dość zielonym miejscu/.Nie wyobrażam sobie życia w centrum miasta bez kawałka parku do takich obserwacji.Wracamy i zabieram się za przygotowanie śniadań dla mnie i mojego chłopaka oraz pana Bolka. Jestem też monośniadaniowcem, ububiona kompozycja śniadaniowa cały rok. Do tego zawsze kawa. Moimi ulubionym zwyczajem jest też przeglądanie Instagrama przy kawie. Wiem że to może wyglądać słabo, ale mnie to bardzo inspiruje i pozytywnie nastraja. Ps. Zapomniałam wcześniej dodać że jestem ubrana i nie chodzę w piżamie na spacer. No a potem działam, ale nie zawsze zgodnie z planem i trochę chaotycznie.

  129. zuzem

    Sobota 9:00

    Stopy podkulone pod kołdrą, żeby kot atakował pościel a nie nogi. Leniwe westchnienia. Budzik 15razy zamieniony na drzemkę. Ciche stukanie deszczu o okno na poddaszu. Cudowna świadomość, że dzisiaj nie musimy nigdzie wychodzić. Wyszeptane “dzień dobry kochanie” miesza się z szelestem poprawianej poduszki. I w końcu z którejś strony pada to magiczne pytanio/stwierdzenie.
    -Naleśniki i kawa?
    Długie milczące uśmiechnięte spojrzenie.

    Każdy najzwyczajniejszy poranek spędzony z mężem jest idealny :)

  130. Paulina

    Mój idealny poranek, zaczyna się 40 minut po wstaniu z łóżka. Wstaję o 5, z tym akurat nie mam problemu, jestem w ciąży i nie śpię zbyt długo. Zaczynam bardzo dużo rutynowych rzeczy, mierzę cukier, zażywam leki, maluję się (zawsze w ten sam sposób, jak brwi to przed rzęsami i bronzerem itp. :) ), ubieram, w międzyczasie wstaje mój mąż i oczywiście zbiera się w 5 minut (co przyspiesza moje czynności) i schodzi do kuchni zrobić śniadanie. Gdy ja już zejdę po przygotowaniu się do pracy, wtedy nastaje idealny poranek…tosty… cieplutkie, z ciągnącym się serem i szczypiorkiem, kakao i świeży pomidor. Jeśli zabraknie sera żółtego, to kanapki z serem białym i miodem. Te smaki o 5:40 są nie do podrobienia o 12 w południe :) Zjedzone śniadanie z mężem o tak wczesnej porze, jest warte wszystkiego i wcale się przy nim nie spieszymy, bo jak będziemy w pracy 5 minut później, to świat się nie zawali :D . Pozdrawiam. :)

  131. Justi

    Ja niestety jestem dopiero na etapie ogarniania swojego życia i szukania, co tak naprawdę daje mi szczęście i jak chcę żeby ta moja codzienność wyglądała. Jednak sobotnie poranki, to jeden z niewielu stałych elementów w moim życiu. Zwykle wstaję dość późno, bo ok. 9, ale budzę się tylko po to, żeby zrobić sobie ulubionej herbaty z pomarańczą i cynamonem (i poczuć jak Suzanne z piosenki Cohena). Później wracam do łóżka, zapalam małe światełka, kładę się w świeżej pościeli i pijąc tę przepyszną herbatkę słucham ulubionych piosenek. Jestem jedną z tych osób, którym jak spodoba, to męczą w kółko niemiłosiernie, więc cieszę się, że jestem wtedy sama. Zwykle spędzam tak godzinę i to jest fajny czas, bo wtedy mam okazję wsłuchać się w teksty tych wszystkich utworów, pomyśleć co mogła czuć osoba pisząca lub po prostu powspominać, a mam wrażenie, że myślenie jest w dzisiejszych czasach często pomijane. Następnie śniadanie, bo jestem strasznym łakomczuchem i już nie mogę wytrzymać ;) a później zaczynam sobotę pełną parą, mam to wszystko w tym chaosie poukładane, żeby przeznaczyć ją na spotkania ze znajomymi i pasję, więc to zazwyczaj są nie tyle idealne poranki, co idealne dni :)
    PS. Co do pościeli to mam to samo, mam same ulubione i dlatego zmieniam je co tydzień w piątek, żeby nacieszyć się nimi wszystkimi. No i przy moim sobotnim relaksie ten zapach prania <3

  132. Sylwia

    Luuudzie, to wszystko i jest dopiero 9:30? To o której wstajesz? :)

    Poza tym – łączę się z Tobą w uwielbieniu dla poranków! I to słodkie, że przebierasz się w łazience z powodu Chrupka hahaha!

  133. BB

    Mój idealny poranek to ten spędzony w rodzinnym domu na wsi z moim małym bratankiem :) Rano przychodzi do mnie do pokoju i budzi mnie szerokim uśmiechem :) Po kliku dłuższych chwilach zabawy, idziemy zrobić śniadanie :) Przeważnie robię nam jaglankę, którą wcinamy z jednej miski i czytam bajki:) A później ciąg dalszy piżama party i włączam muzykę i razem tańczymy :) Najlepsze w takich porankach jest to, że nie muszę się spieszyć i na nowo odkrywam dziecięcą radość :)

  134. Edyta

    Idealny poranek to taki, kiedy o 6:15 nie dzwoni budzik i nie podejmuję z góry skazanych na klęskę prób otwarcia oczu i zwleczenia się z łóżka. Budzę się sama z siebie, wyspana, zazwyczaj między 7:15 a 7:30. Nie ścielę łóżka od razu, pozwalam się wywietrzyć pościeli przy otwartym oknie, żeby nie hodować roztoczy :D W idealny poranek nie muszę się ubierać i malować do pracy. Robię sobie wodę z cytryną, potem ćwiczę na macie. Skoro mówimy o ideałach, może nawet idę biegać, bo skoro jest idealnie, znaczy jest ciepło i słonecznie. W ciągu godziny od pobudki jem śniadanie, najchętniej ciepłe. Kawa czeka – po lekturze “Potęgi kiedy” już wiem, że poranna kawa jest bez sensu. W idealny poranek mogę snuć się po domu w piżamie, leżeć i czytać, podlewam kwiaty… Albo, skoro już szalejemy, budzę się przy plaży i zalegam w hamaku z widokiem na morze!

    Rzeczywistość jest trochę inna – wstaję z dużym zapasem, bo nie znoszę ranków, bardzo dużo czasu zajmuje mi rozbudzenie się i nie umiem rano się spieszyć. Co mogę, szykuję wieczorem, o ile wieczór nie jest już późną nocą i nie jestem nieprzytomna ze zmęczenia. Po kolei śniadanie, ubieranie, przedszkole, praca, uff, znów na ostatnią chwilę. Wyglądam weekendu, ale w weekend dziecko budzi się zawsze bardzo wcześnie – w tygodniu o 7:30 nie mogę go obudzić, a w weekend sam z siebie wstaje nawet i o 6:30!

    Z drugiej strony, idealny poranek to prawie każdy poranek, bo mój synek zawsze nad ranem migruje do mojego łóżka i każdego ranka czeka mnie przebudzenie obok jego ciepłego, cicho posapującego ciałka… Bezcenne!

  135. Dorota

    Mój idealny poranek zdarza się tylko 2 razy do roku w Wielkanocny Poniedziałek i pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia. Śpimy wtedy w moim rodzinnym domu, na przedmieściach dużego miasta, niedaleko lasu. Mimo tego, że dzień wcześniej objedliśmy się świątecznych przysmaków budzę się o 7.30 głodna jak wilk. Mój Tata już wstał i zabiera mojego małego psa na spacer pod las. Ja po cichu, nie budząc Mamy, Męża, mojej Siostry i jej chłopaka idę przygotować śniadanie świąteczne. Wyciągam wszystko, co Mama na święta przygotowała i szykuję stół obfitości, z tymi wszystkimi pasztecikami, rybami w galarecie, sałatką jarzynową, której nigdy poza świętami nie jemy. Koło 9.-9.30 wszyscy wstają i powoli w piżamach do mnie dołączają. Jemy to długie piżamowe świąteczne śniadanie dyskutując o podróżach – przeszłych, przyszłych i tych wymarzonych i wymieniając się najciekawszymi potrawami, które jedliśmy od czasu kiedy się ostatni raz widzieliśmy. Nie śpieszymy się, bo świąteczni goście przychodzą zwykle po południu. A my do tego czasu zdążymy dojść do siebie i powoli wydostać się z piżam, niczym piżamowi ludzie.

    Bardzo się cieszę, że już za półtorej tygodnia znów przyjdzie czas na mój ulubiony poranek…

  136. Sara

    “Jak dobrze wstać, skoro świt..”. Wymarzony poranek zaczynam wcześnie rano, jeszcze zanim wystartuje cały miejski zgiełk. Piję wodę z cytryną i narzucam na siebie coś ciepłego, wełnianą czapkę i sztyblety. Schodzę na dół, do stajni, i upajam się zapachem siana. W tym samym momencie dwa skarogniade konie wesoło rżą i wystawiają wielkie łby znad krat boksów. Karmię, poję, karmię (tym razem psa). Czas niemiłosiernie pędzi, więc wracam do domu, gotuję wodę na dwie herbaty i wskakuję w garsonkę. Ostatni rzut okiem na moją krainę łagodności. Już 8 – wsiadam w auto i pędzę do korporacji.

  137. Martyna

    Mój idealny poranek zaczyna się od nakarmienia kotów. Właściwie każdy, nawet ten najgorszy poranek tak wygląda – kocie dzieci przecież nie mogą być głodne. Inna już sprawa, ,że nie pozwolą sobie na wszelakie oboczenia w temacie śniadania więc codziennie, punkt szósta, w kuchni muszą stać pełne miseczki.
    Później śniadanie dla mnie – nic szybkiego, przygotowanie musi trochę trwać. Może duszone warzywa z soczewicą? Niestety, koty łażą po stole albo czają się nieopodal. Zawsze, jak przychodzą goście udaję ,że to wyjątkowa sytuacja i wcale im na to nie pozwalam:D Później szybki prysznic, chwila na poranny “rozruch” i można siadać do pracy. W otoczeniu domowym, ze starannie wybraną kawą z własnej kawiarki mogę pracować dużo wydajniej – w ciszy, bez stresu, bez ciągłych biurowych rozmów i nawału agresywnych dźwięków.
    Zapach kawy i własnego miejsca w świecie – to jest mój idealny poranek.

  138. Anna

    Jestem rannym ptaszkiem, więc jakbym sobie nie obiecywała, że długo pośpię to i tak wcześnie wstanę, a więc idealny poranek zaczyna się między 6 a 7 rano. Wchodzę do kuchni, nastawiam mleko i udaje się do łazienki z której wychodzę w ciepłym szlafroku. Za ten czas mam już podgrzane mleko więc wsypuje płatki, siadam w pokoju i żądam śniadanie w ciszy gapiac się przez okno. Muszę zjeść cokolwiek w ciągu 15min od wstania bo inaczej metabolizm mnie zabija, robi mi się słabo, niedobrze. Po tym rytuale porządkuje nadchodzący dzień, zastanawiam się co zjem na śniadanie za 2h i sięgam po książkę, żeby trochę poczytać i mieć o czym myśleć podczas prac nie wymagających myślenia. Potem wędruje znowu do łazienki celem ogarnięcia się iubrania, wychodzę na spacer zakończony sklepem, wracam i gdy juz mam gotowe pyszne 2 śniadanie wstaje mój mąż i zaczyna się krzatanina :) poranek idealny chwila dla siebie na dobry początek dnia, czyli staram się aby tak wyglądały poranki w weekendy :)

  139. Ola

    Mój idealny ranek? Lubię wstawać z poczuciem, że nigdzie nie muszę się śpieszyć. Podziękować Tacie (tzn. Panu Bogu) za nowy dzień. By dał mi siły na działanie, by dzień był lepszy. Dziękuję, że żyję. Patrzę na okno, delektuję się widokiem (mieszkam na wsi, za oknem pola i trochę drzew). Ścielę automatycznie łóżko. Ubieram się. Uśmiecham się do lustra. Jem pyszne śniadanie. I mogę żyć. :) Wszystkie te powyższe czynności wykonuje się powoli, niespiesznie. Przede wszystkim są to chwile – tylko ja, doceniam to co mam, to że żyję. Sprawdzam czy potrafię się uśmiechać, dziękować. Wyprostować się. Zadbać o siebie, by było dobrze, a nie bylejako. :)

  140. Agata

    Długo żyłam potrzebą odnalezienia “idealnego poranka”. Szukałam różnych pomysłów na blogach i You Tubie. Pisałam listy zadań, nastawiałam budzik na odpowiednią, wczesną, porę, ponieważ „najlepiej wstawać o 6 rano”. Oczywiście nic z tego nie wychodziło ;). Poziom niezadowolenia z siebie stopniowo wzrastał, proporcjonalnie do kolejnych porażek na froncie „idealny poranek”. Aż w końcu, cytując Agnieszkę Chylińską, powiedziałam sobie dość ;). Mam ten luksus, że pracuję głównie z domu, nie mam dzieci, a moje koty i partner lubią sobie pospać do jakże nieprzyzwoitej 8 rano :). I ja też czasem też. Od pewnego czasu każdy poranek jest dla mnie idealny. Wstaję wyspana i wypoczęta, bo o tej godzinie, o której budzi naturalnie budzi się mój organizm. Jeśli mam ochotę rozwinąć matę do jogi i poćwiczyć, to tak czynię. Czasem po prostu porządnie się poprzeciągam i przywitam Słońce. Piję wodę z pyłkiem pszczelim albo z cytryną. Pół godziny później jemy śniadanie. Ten czas między wodą a śniadaniem wykorzystuję różnie, czasem sprawdzam wiadomości, czasem czytam książkę, czasem patrzę na to, co dzieje się za oknem lub obserwuję parujący kubek z kawą. Po śniadaniu siadam do pracy. Lubię to moje niezaplanowane poranki, kiedy mam czas przywitać się ze światem, bez pośpiechu i bez odhaczania kolejnych zadań. Każdy poranek dzięki temu jest idealny, bo każdy jest inny i taki, jakiego akurat tego dnia potrzebuję, ja, a nie Pani z komputera :).

  141. Agata

    Każdego poranka, po przebudzeniu włączam moją jazzową playlistę i wprawiam się w dobry nastrój śpiewając i biorąc prysznic, a następnie przygotowuję moją ulubioną kawę z odrobiną cynamonu (całe szczęście, że w tym czasie nikt nie musi być skazany na mój koncert). Po przygotowaniu śniadania zasiadam do stołu. Na stole jest również laptop, gdyż przeglądam bieżące wydarzenia ze świata na stronach Polityki, Gazety Wyborczej, Daily Telegraph i Le Monde. Ten zwyczaj pozostał u mnie po studiach translatorskich. Potem wychodzę na krótki spacer do lasu, który jest tuż obok, aby dotlenić się przed pracą. Wracam do domu i do dzieła. Bardzo doceniam to, że mogę spokojnie rozbudzić się każdego dnia w moim rytmie i przygotować do codziennych wyzwań, a nie biegać w pośpiechu po domu i ubierać się jeszcze w windzie ;)

  142. Justyna S.

    Ja z kolei nie mogę zacząć poranka nie spiesząc się. Kiedy leniwie wstaje z łóżka, nakładam szlafrok i papciochy w dalamtyńczyki i powoli zmierzam do kuchni cały dzień jest równie powolny i ociężały – jakby pod górkę. Powolna kawa, facebook, byle jakie śniadanie (no bo facebook zawsze jakoś tak zajmie… i ta kawa przy okazji), ooooo fajny kot na facebooku! I filmiki z moic h ulubionych eko stronek… “Ale to przecież ważne tematy!” Tłumaczę sobie. Pasowałoby się ubrać! To idę. Jadłam coś? W sumie może kolejna kawa…

    Pora obiadowa. I tak minęło pół dnia. Jak? Nie wiem, nie koncentrowałam się. Nie wzbogaciłam. Wow. Nic mi się nie chce.

    Mój idealny poranek zaczyna się od wstania równo z budzikiem lub niekoniecznie, ale a zamierzonej wcześniej porze. Bo ja.. Ja muszę mieć plan! Wstaję, ubieram się w normalne, codzienne ciuchy i zawiązuje włosy w kucyk (o tak! kucyk jest idealnym wyznacznikiem wzięcia się do pracy). Jestem weganką i większość potraw przygotowuje samodzielnie, także w idelanym poranku czekają na mnie namoczone już wybrane na ten dzień strączki – fasola, ciecierzyca, groch, soja, soczewica. Doskonale wiem co z nich przygotuje – wszak zaplanowałam to już dnia poprzedniego – zazwyczaj jest to pasztet na kilka dni, coś słodkiego lub obiad – zależy od tego jakie zapasy nagromadzone mam w lodówce. Na cały dzień najwięcej energii daje mi pożywne śniadanie – najlepsze to owsianka na mleku migdałowym z gorzką czekoladą i malinami (w zimę, mrożone) lub jaglanka chałwowa – z tahini czasem wegańskie ciasto przygotowane dnia poprzedniego koniecznie z czymś owsianym, jaglanym, gryczanym bądź z ciecierzycy – takie śniadanie daje mi też siłę na dobry wieczorny trening – kiedy mam dobry wieczorny trening zazwyczaj następnego dnia mój poranek…. idealny poranek zaczyna się od wstania z budzikiem lub niekoniecznie, ale o zamierzonej wcześniej porze…. :)

  143. aliny.pl

    Gdy spędzam Sylwestra w domu, w Nowy Rok przeżywam zwykle mój najlepszy poranek – wstaję rano bez pośpiechu (po dłuugim wylegiwaniu się w łóżku i wtulaniu w męża), a następnie oboje zakładamy stroje do biegania i ruszamy w świat, nad Odrę, gdzie poza paroma ludźmi z psami nie ma nikogo, bo wszyscy odsypiają kaca ;). Jeśli nie mamy siły dalej biec, po prostu spacerujemy. Po powrocie do domu pijemy ciepłą herbatę i jemy lekkie śniadanie. Humor na cały dzień gwarantowany! A w dodatku zdecydowanie brak poczucia, że się nic nie zrobiło. Dobry początek dnia, dobry początek roku :).

  144. Dominika

    Najlepszy poranek to taki, kiedy budzą mnie promienie słońca, okno jest lekko uchylone i wpada świeże powietrze, już ciepłe, ale jednak czuć jeszcze poranną wilgoć i słychać szum drzew. Wstaję i mogę pokręcić się w piżamie po domu, piję dobrą herbatę, a w ogóle najlepiej jak ktoś przygotowałby dla mnie lekkie śniadanie, jakąś bruschette albo pancakes ;p ..Po śniadaniu ogarniam się i albo czytam albo oglądam jakiś program podróżniczy (mój niedzielny rytuał to Martyna Wojciechowska <3) …A później schodzę do ogrodu albo wychodzę na spacer. No i miło przytulić się jeszcze rano do ukochanego!

  145. Magdalena

    Sposób na mój idealny poranek to ugotowanie czegoś pysznego. Jestem kucharką zawodowo i z pasji. Nic tak pozytywnie nie nastraja na resztę dnia jak gorąca orzechowa owsianka z karmelizowanymi orzechami laskowymi i pestkami granatu strzelającymi między zębami, albo puszystymi pankejkami z domową nutellą, o, a już najbardziej jak parująca tofucznica (jajecznica z tofu ;)) z grzybami zebranymi poprzedniego dnia i szczypiorkiem z ogródka babci (tak to jest, jak się ma takie szczęście, że Twoja babcia mieszka pod lasem i jest wprawioną ogrodniczką)

  146. EllaTh

    A mój taki zwyczajny :) idealny jak dzień wcześniej pójdę spać i nie muszę nadludzką siła woli staczać się z łóżka o 5;) tylko budzę się kilka minut przed 5, ogarniam, wyjmuje już gotowy obiad dla siebie i męża, jem dzień wcześniej zrobiona owsiankę i śmigam samochodem do pracy pustych ulicach u obserwuje wschód słońca na trasie! A taki idealny co zdarza mi się kilkanaście razy w roku jak jesteśmy w górach to jak wspinamy się z mężem o 6 rano pod górę i obserwujemy wschód słońca wchodząc, potem na szczycie pijemy ciepła kawe z thermosu i jemy kanapeczki. Potem czekamy aż zrobi się dobry warun czyli odpowiedni wiatr i lecimy w przestworza :))) czasami czekamy dwie godziny, czasami 5-w tym czasie obserwujemy piękna okolice i rozkoszujemy się nic nierobieniem.
    Latam na paralotni gwoli ścisłości ;)

  147. Beata

    Mój ulubiony poranek? Od razu przychodzą mi na myśl wakacyjne dni spędzanie w domu rodzinnym. A wygląda on tak: Budzę się bez budzika i wychodzę na rower. Mieszkam na obrzeżach miasta, taka prawie wieś, gdzie mam swoją ulubioną trasę przez las. Ranem jest tak pięknie, rześko. Obserwuję uciekające mi przed oczami widoki, czasem się zdarzy, że przy drodze zobaczę sarenkę albo przeskakującą w kałuży małą żabę, lubię się przyglądać mieszkańcom lasu, by po prostu pouczuć się częścią natury. Gdy wracam do domu biorę długi, gorący prysznic, skupiając się na tym by poczuć jak krople wody spływają po mnie. Niezmierną radość mi sprawia również dobranie stroju, lubię zwiewne sukienki, spódnice. Wracam do kuchni i włączam moją ulubioną stacje na Open FM. Następnie przygotowuję śniadanie- moim ulubionym posiłkiem są płatki owsiane z mlekiem. Gotuję je kołysząc się w rytm muzyki i podśpiewując. Wychodzę ze śniadaniem przed dom, siadam przy drewnianym stole i słucham śpiewu ptaków. Czasem kładę się z książką na leżaku i sobie czytam wygrzewając się w promieniach słońca. O tak, zdecydowanie najlepiej!

  148. Daria

    Zdecydowanie zbyt rzadko o tym pamiętamy.. ale tak naprawdę, aby poranek był tym z serii idealnych – w zasadzie nie przepadam za tym określeniem – więc może po prostu z serii tych szczęśliwych, przygotowania zaczynam wieczorową porą dnia poprzedniego. To zaledwie kilka prostych reguł, kilka prostych czynności. Wykonane wieczorem niewiele mnie kosztują, jako że poziom produktywności nieubłaganie zbliża się wtedy ku schyłkowi, natomiast rano są to bardzo cenne minuty.
    Po pierwsze pamiętam o zdrowym i lekkim posiłku na kolację, do której zasiadam nie później niż 3 godziny przed pójściem spać. Brzmi trywialnie, ale doświadczenie pokazuje, że to naprawdę działa. I nagle traci znaczenie fakt, czy sen trwał 6 czy 8 godzin. Budzę się najzwyczajniej w świecie wyspana. Kolejny krok to pielęgnacja skóry i przede wszystkim nawilżanie, bo kto z nas nie doświadczył porannych zmagań z przesuszonymi skórkami? Na samym końcu rozglądam się po mieszkaniu. Jeśli jakiś nieporządek zaprząta mi głowę, to staram się z nim szybko uporać. Ma to zdecydowanie wpływ na higienę snu, a rano nie muszę psuć sobie nastroju takimi drobnostkami.
    Domyślam się, że nie tylko ja nie pałam miłością do budzików. I właśnie dlatego, poza drobnymi wyjątkami, pozwalam mojemu organizmowi na przebudzenie w jego naturalnym trybie. Nie każdy może sobie na to pozwolić, bo praca wzywa już na godzinę 8? Nic bardziej mylnego. Przy zachowaniu mojego rytuału wieczornego, budzę się o poranku – zazwyczaj około godziny 6, latem bywa, że i wcześniej. Pobudka jednak bez rozdzierającego dźwięku alarmu koło ucha sprawia, że wstaję, bo chcę, a nie bo muszę.
    Lubię zaczynać tak wcześnie dzień. Ta wszechobecna i ogłuszająca cisza ma w sobie coś urokliwego i od najmłodszych lat była dla mnie idealnym momentem, aby na chwilę zatrzymać się i pomyśleć. Bez pośpiechu, bez zbędnych bodźców. Zastanawiam się wtedy nad dobrymi aspektami mojego życia, przypominam sobie o tym, żeby być miłą dla innych (bo w końcu uśmiech drugiego człowieka sprawia, że dzień jest piękniejszy), i że nie warto przejmować się rzeczami, na które nie mamy wpływu. Najlepszym, ale i obowiązkowym w moim przypadku dodatkiem, jest czarna kawa. Nie liczę przy tym na przypływ nowych mocy, wystarczy mi jej subtelny smak i aromat.
    Bywa i tak, że rano tryskam energią. Zakładam wtedy trampki oraz sportową odzież i idę pobiegać. Nie przywiązuję większej uwagi do moich wyników biegowych. Wychodzę z założenia, że ruch ma sprawiać przyjemność. Jeśli przespaceruję połowę trasy, to i tak nikt mnie z tego przecież nie będzie rozliczał, a do masochistek nie należę. Doceniam po prostu ten czas spędzony na świeżym powietrzu, mając świadomość, że resztę dnia spędzę przed biurkiem.
    Na śniadanie w okresie zimowo-świątecznym najczęściej przyrządzam płatki ryżowe ugotowane na mleku kokosowym z dodatkiem podsmażanej gruszki z cukrem kokosowym i cynamonem. Istne mistrzostwo! Ale i najlepsze danie może się znudzić. Stąd, dla urozmaicenia zaglądam od czasu do czasu do piekarni mieszczącej się na parterze budynku, w którym mieszkam. Poza stałymi produktami, spora część asortymentu zmienia się co kilka tygodni. Staram się zawsze wybierać nowe smakołyki. Jeśli nasze grafiki pozwalają, zasiadam do stołu z moimi współlokatorami. Wprost uwielbiam wspólne śniadania. W pozostałych przypadkach przeglądam wiadomości z kraju i ze świata.
    Najprzyjemniejsza część poranka za mną. Teraz czas na przyziemne obowiązki. Zaglądam do kalendarza i ponownie obmyślam kolejność realizacji zadań, tak aby jak najszybciej się z nimi uwinąć. Pakuję do torby wszystkie potrzebne mi przedmioty. Wybieram z regału książkę, na którą dziś mam ochotę (obecnie króluje u mnie Orhan Pamuk) i ją też wrzucam do torby. Zakładam ulubione czarne dżinsy i ciepły, wełniany, szary sweter. Dla bezpieczeństwa spoglądam w lustro tuż przed wyjściem – wszystko wygląda w porządku, zatem nie wzbudzę poruszenia wśród przechodniów. Opuszczam swoje małe królestwo i pamiętam o tym, żeby wybrać taką porę, która pozwoli mi uniknąć największych tłumów. Tu, gdzie mieszkam jest to około 7.20 lub tuż po 9. Moje ulubione miejsce na końcu autobusa jest wolne. Siadam i rozciągam wygodnie nogi. Przede mną kilkanaście minut dobrej lektury.

    Trochę się rozpisałam Asiu. Mam nadzieję, że mimo wszystko nie było to straconych kilka minut.
    Pozdrawiam serdecznie:)

  149. Anna G

    Mój idealny poranek…staram się by każdy takim był. Zaczynam od łazienki, następnie spacer z suczką Leia i wyjście do sklepu po świeże bułeczki. Następnie kawa z mlekiem i zielona lub biała herbata, a do tego godzina dla siebie ☺️ później robię śniadanie dla siebie i męża. Budzę miłość mojego życia i wspólnie jemy śniadanie. Następnie każde z nas rozchodzi się do pracy. Niby nic szczególnego, ale cudownie budzić się obok osoby (i psa) których się kocha. To miłość sprawia, że każdy dzień jest tym wyjątkowym

  150. Marta

    Swoje idealne poranki zaczynam od buziaka – tak, właśnie. Od słodkiego i czułego buziaka, jakim obdarzam swojego mężczyznę, od wtulenia się w niego jeszcze na momencik, gdy jeden z pierwszych budzików oznajmił nam, że już za momencik trzeba będzie wyskoczyć spod ciepłej kołdry i stawić czoła światu zewnętrznemu, pracy i setkom spraw, ale to za chwilę, najpierw buziak. :) Gdy już się chwilę poprzeciągamy i uda nam się otworzyć wreszcie oczy, czas na pyszną kawę z mleczną pianką. Chciałabym napisać, że to ja jestem tak uczynna, że wyskakuję z łóżka, by ją zaserwować, ale jest zupełnie na odwrót i to mój mąż szykuje dla nas poranny zastrzyk energii, gdy ja jeszcze dosypiam te dwie minutki. ;) Kawę pijamy w łóżku lub w pośpiechu, gdy trochę nam się zaspało, ale zawsze ze smakiem, bo jesteśmy prawdziwymi kawoszami. To faktycznie daje kopa i energię do działania, więc później jest już z górki. Czasami uda nam się jeszcze zdążyć ze wspólnym śniadaniem w tygodniu, a w weekendy to już obowiązkowy punkt na porannej liście. Ja, podobnie, jak Ty, Joanno, pracuję z domu, zdalnie i w nienormowanym czasie, stąd też ogarniam się stopniowo – zazwyczaj po udanej pobudce sprawdzam, czy nikt się do mnie nie dobija od samego rana, a dopiero po upewnieniu się, że nie ma żadnych pożarów do ugaszenia, włączam ulubioną playlistę na Spotify, wyglądam przez okno tarasowe z widokiem na pola uprawne, miziam kota za uchem i wskakuję pod prysznic. Choć nie zawsze gdzieś wychodzę, maluję się delikatnie sama dla siebie – lubię to i lubię siebie w bardziej ogarniętej wersji. ;) Tak wyglądają moje codzienne poranki i tak, uważam je za idealne. Mogłabym zrezygnować z kawy i widoku za oknem, ale z buziaka na dzień dobry nigdy w życiu.

  151. Kasia

    Cześć Joasiu!!
    Bardzo podoba mi się w jaki sposób traktujesz siebie, to że czas nie przepływa Ci przez palce, jesteś zadowolona z życia i tak na co dzień potrafisz zobaczyć piękno w prostych czynnościach. Przechodząc do konkursu;)
    Obecnie mój idealny poranek wygląda mniej więcej tak: pobudka ok 6:00, jestem jeszcze na urlopie macierzyńskim i z premedytacją nie włączam budzika w telefonie, za to mam dwa wspaniałe budziki które dreptają codziennie do mojego łóżka przynoszą kocyki i poduszeczki, dają buziaki, głaszczą po głowie, ok żeby nie było tak słodko często dostaję też książeczką z samego rana ;)
    Pierwsze co robię po wstaniu z łóżka to przygotowanie ciepłej wody z cytryną dla siebie i zazwyczaj samej wody dla dzieciaków. Potem szybkie wspólne śniadanko, córeczka już potraf jeść sama więc szybko karmię małego i siebie w międzyczasie, zazwyczaj jest to nocna owsianka (daje dużo energii której potrzebuję rano).
    Jeśli dzieciaki są zdrowe to po śniadanku (ok 8:00) szybko wychodzimy z domu, zaprowadzam je do żłobka/przedszkola a sama idę na jogę/basen/rower/siłownię w zależności na co akurat mam ochotę. Po powrocie do domu (zazwyczaj 10:30) czas na zasłużoną kawkę i coś słodkiego ;)
    Za kilka miesięcy planuję powrót do pracy więc poranki ulegną zmianie ale na razie korzystam ile się da ze zwolnionego tępa i czasu spędzonego z dzieciakami!!
    Pozdrawiam serdecznie i czekam z niecierpliwością na kolejne Twoje wpisy.

  152. Kasia

    Idealny poranek to pobudka o 6, łazienka – szybka toaleta i pielęgnacja twarzy. Potem tuptam do kuchni i zaczynam przygodę z dniem szklanką wody. Kawa i dobra książka przez ok godzinę. Pomału pobudzam umysł. Następne pół godziny to spokojny wybór stroju dnia i makijaż. Potem 15-minutowy szybki spacer do pracy, a tam śniadanie i 8 godzin poświęconych na rozwój siebie i innych małych istotot.

  153. Jolanta

    Nie mam jednego wzoru idealnego poranka. Jest ich kilka :) Idealne weekendy chyba ma każdy i wiele takich jest tutaj opisanych. Jednak zdecydowanie trudniej jest mieć miły, wręcz idealny poranek w środku tygodnia, kiedy się spieszymy do różnych zajęć. Dlatego taki chcę opisać. W tygodniu pobudka o 5.45, wstaję raczej po pierwszym dzwonku i unikam drzemek (wtedy trudniej mi wstać), potem ścielę łóżko, wskakuję w dres i idę na spacer z psem. Pieseł jest pokaźnych rozmiarów, więc radość pokazuje pokaźnymi przytulakami. Od razu mam uśmiech na twarzy! W tym czasie córka już się ubiera, je śniadanie (to na co akurat ma ochotę – płatki z mlekiem, albo po prostu banan). Wracam do domu, ogarniam się w łazience, mam czas na delikatny makijaż, czytam “dobrego dnia kochanie” napisane przez męża w Messenger i znów się uśmiecham. Zakładam ubranie (staram się przygotować wieczorem, to wiele ułatwia), przeglądam się w lustrze żeby sprawdzić, czy wszystko ok. Wypijam lekką kawę z mlekiem – nie całą, przeważnie tylko połowę ;-) Czasami piję wodę z miodem i cytryną. Czeszę włosy małej, upewniam się że spakowała do plecaka co trzeba, daję buziaka. Szykuję córce śniadanie do szkoły, pakuję swoje pojemniki z jedzeniem do pracy, które przygotowaliśmy z mężem wieczorem i jedziemy z małą do szkoły i pracy. W tym wszystkim to, co ma dla mnie największe znaczenie, to po prostu uśmiech! Każda okazja jest dobra, żeby się uśmiechnąć do siebie, tak w środku. Idę o 6 rano z psem i pada deszcz – też się uśmiecham, bo zapach deszczu i ziemi przypomina mi dzieciństwo. Córka marudzi rano? Przecież też tak robiłam. Uśmiech nastraja na cały dzień :)

  154. Rene

    Mój idealny poranek to taki w którym potrawię zapanować nad stresem, w zasadzie to wszystko.. bo wtedy radzę sobie z tym co mam do zrobienia, bez zbędnego spięcia w ciele, bez płytkiego oddechu i jakiegoś takiego dziwnego chaosu. Leżę wtedy jeszcze chwilę w łóżku, potem cieszę się z radości mojego psa który też się budzi w tym momencie co ja :D wypuszczam go na dwór, a potem zabieram się za przygotowanie śniadania. Ostatnio staram się zmotywować i robię kilka ćwiczeń polegających na ‘serwisowaniu narządów’,
    dziwnie brzmi, ale jest to połączenie jogi z tańcem w slow-motion :D po tych ćwiczeniach wiem, że dzień będzie dobry, a ja po prostu dam radę :)

  155. Kasia

    Mój idealny poranek zdarza się kilka – kilkanaście dni w roku. Pierwszą rzeczą jaką robię po przebudzeniu to wtulenie się w mojego męża. Potem wygrzebuję się z pościeli i szybko ubieram, bo w drewnianej chacie w górach poranki są zawsze chłodne.
    Odsłaniam okna, otwieram wszystkie drzwi na oścież, by wpuścić nowy dzień do środka. A potem wychodzę na taras i biorę kilka głębokich oddechów – świeże, lekko wilgotne powietrze w górach zawsze sprawia, że uśmiech sam pojawia się na moich ustach.
    Schodzę z tarasu, gubiąc przy tym kapcie/buty, i bosymi stopami spaceruję po porannej rosie.
    Po chwili wracam do chatki, bo poranki są raczej rześkie, a ja dodatkowo nie lubię długo zwlekać ze śniadaniem.

    Kiedy pozostali domownicy – czy to rodzina czy przyjaciele – wstają, ja zaczynam krzątać się po kuchni. Na śniadanie będą racuchy z jagodami (ciasto zrobiłam wieczorem, rano zaraz po ubraniu się tylko wyciągnęłam je z lodówki, żeby się ogrzało). Jeszcze tylko nastawiam ekspres, żeby mieć cały dzbanek kawy do śniadania i powoli zaczynam szykować śniadanie. Powoli do kuchni schodzą się pozostali. Na drewnianym stole pojawiają się talerze, kubki, syrop klonowy, świeże jagody (gdyby tych w cieście było za mało) i parujące racuchy smażone na maśle.
    W śród śmiechów, rozmów i tego przyjemnego gwaru stworzonego przez bliskich nawet nie przychodzi mi do głowy, by sprawdzić telefon – zasięg jest tak niewielki, że jakiekolwiek próby połączenia się z internetem skończą się fiaskiem.
    Po śniadaniu zabieram kawę w ulubionym kubku – już nieco wyszczerbionym, naznaczonym 40-stoma laty spędzonymi w tej chacie, tym samym, z którego kawę w latach 70-tych pijał tutaj mój dziadek – i idę znów na taras. Obserwuję mój las (tak, oprócz chaty posiadamy także kawałek lasu), napawam się widokiem na góry na przeciwko (Hala Mędralowa i Kamińskiego, a nieco na lewo od nich w oddali Babia Góra) i cieszę się, że na nowy dzień.

  156. Milena

    Mój idealny poranek to przede wszystkim poranek, który wypełnia spokój i świadomość, że na wszystko mam czas. To poranek, w którym spokojnie wstaje z poczuciem, że nie muszę się spieszyć. Ma wtedy czas na to by wziąć prysznic i moc 2 razy umyć włosy i nalozyc odzywke. Potem jest spokojnie chwila z książką lub czasopismem, niespieszne i takie, jakie lubię śniadanie z kubkiem dobrej herbaty.

  157. Kinia

    Najbardziej lubię te letnie poranki, gdy budzą mnie słoneczne promyki zza firanki. Wtedy dzień od początku radosnym się staje i nie ma chęci na żadne jęki i mazgaje :) Lubię też jako budzik ustawiać energetyczne piosenki – słysząc je, od razu rezygnuję z dodatkowej drzemki. W rytm muzyki rozciągam kolejne partie ciała – najpierw ruszam rączkami, by po chwili i nóżka pofikała :) Następnie delikatnymi ruchami rozluźniam też głowę, wreszcie wstaję – i rozpoczynam dzikie tańce piżamowe! 2-3 minutki poszaleję w rytm piosenki, a gdy się już pobawię, tanecznym krokiem idę do łazienki. Szybki prysznic wśród ulubionych, owocowych woni – po takiej dawce energii nie potrzebuję się pławić w kawy czarnej toni. Czasem pozwalam sobie jednak na ukochane kakao, do tego pożywnego śniadanka zajadam wcale niemało! Jajeczniczka, jogurt, czasami kanapka czy owsianka – i uśmiech na twarzy już jest na kształt bananka :) Połykając kolejne kęsy często w książkach się zaczytuję lub jeśli najdzie ochota, w podcasty się wsłuchuję. Jest coś o czym wspomnieć też muszę, może i żadne odkrycie – ale nowo wyrobiony nawyk stanowczo ułatwił mi życie. Wieczorem szykuję ubrania i torbę już sobie pakuję, więc rano nie stoję przed szafą i czasu na płacz nie marnuję :)Tak rozpoczęty dzień już cały będzie pełen wrażeń – jeszcze tylko uśmiech do odbicia w lustrze i mamy poranek marzeń :)

  158. Żaneta Garczyńska

    Idealny poranek dla mnie. Jeszcze pół roku temu wyglądałby podobnie. Ale teraz wygląda tak: budzę się, obok mnie córka, mąż jeśli to weekend. Pola uśmiecha się na mój widok, bo to ona mnie budzi – od dwóch miesięcy zawsze ok.9. Trochę leżymy, śmiejemy się, budzimy. Robimy śniadanie, nie spieszymy się. O, to będzie niedziela! W niedzielę po śniadaniu jedziemy z psem na długi spacer do lasu. Jest jeszcze przed 12, więc ludzie w kościele – las jest nasz. Nie spieszymy się, przytulamy drzewa i zbieramy szyszki. Gdy wracamy wstępujemy do piekarni i kupujemy pączki. W domu robimy kawę i… A niech będzie, skoro to niedziela! Wstawiamy kurczaka na rosół i rozkładamy się na kanapie… No :-) dokładnie tak będzie wiosną, bo na razie Dziecko zależne od moich rąk, bo małe i spacery w lesie byłyby dla mnie spacerem farmera z 8kilowym balastem w ramionach :-D

  159. Łucja

    Oto mój idealny poranek – wersja dla nocnych marków.
    Budzę się koło 9.30 i wykonuję w łóżku serię przeciągnięć, mruczeń i ziewnięć – to naprawdę dodaje energii! Wkładam elegancki szlafrok (moją ulubioną część garderoby), otwieram okno, wpuszczam światło, płuczę twarz zimną wodą i myję zęby. Następnie włączam się do trybu online (ZAWSZE ustawiam tryb samolotowy na noc :P) i czytam tylko poranne wiadomości od mojego chłopaka. Zwykłe „Dzień dobry Kochanie 😊”, a tak dobrze nastraja (pozdrawiam związki na odległość…). Dodatkowo włączam muzykę. Nie jakieś poranne, radiowe pioseneczki, tylko ulubione kawałki na niemal cały regulator. Dodaje mi to większego kopa niż kawa. W tym trybie przechodzę do tworzenia mojego ulubionego posiłku w ciągu dnia – śniadania i parzenia czarnej kawy z aromatycznymi przyprawami.
    Następnie ubieram się.. Spoiler alert – przemyślenia w co się ubiorę załatwiam wieczorem dnia poprzedniego. Najpierw sprawdzam pogodę, łączę to z zawartością szafy i wówczas mam nawet czas, żeby coś uprasować, co rankiem byłoby dyskwalifikujące przy wyborze ubrań. Potem już tylko relaksuję się przy robieniu pół godzinnego makijażu. Może brzmieć przerażająco, ale mi to sprawia dużą radość i dodaje pewnego poczucia luksusu – siedzenie na wygodnym krześle wśród pięknych kosmetyków i odprężające tworzenie czegoś ładnego 😊 Nie chcąc przerywać swojej „imprezy” wkładam słuchawki na uszy i ruszam na uczelnie bądź do pracy.

  160. Ewa

    Ideały zdarzają mi się tylko w weekendy. Wtedy wstaję wcześniej niż mój mąż i synowie, zakladam strój, buty, słuchawki z muzyką i biegnę. Jestem tylko ja z różnymi myślami, ciszą dookoła, pięknymi widokami lasu, drogi i nieba. Chłonę spokój, cieszę się kolejnymi kilometrami i tym, że już chciałam sobie odpuścić to dzisiejsze bieganie, ale nie dałam się własnym wymówkom. Wracam szczęśliwa, gotowa na wołające już mnie od progu dzieci, ich kłótnie o to kto ma rację. Wracam wolna, lepsza niż wczoraj, dumna z siebie. Chce mi się wypić wodę z cytryną, wziąć prysznic, zrobić wszystkim śniadanie, nakarmic kota, ogarnąć kuchnię, rozmawiać, działać, czytać, słuchać, być. Czuję się szczęśliwa.
    I tylko jeszcze znaleźć rytuał, który pomoże wejść dobrze i z radością w pozostałe pięć dni tygodnia, gdy wstaję o 5:00, niewyspana, obiecując sobie solennie, że tym razem dzisiaj polożę się wcześniej, że tym razem się to uda :).
    To tylko drobny gest dla siebie, uśmiech w lustrze gdy dotrę po kilku drzemkach do łazienki, szybka myśl że ten dzień będzie udany, odgonienie z głowy złych podszeptów, wypędzenie czającego się strachu, zrzucenie napięcia z ramion, skupienie na tym co czeka mnie miłego i całusy dla wszystkich chrapiących jeszcze domowników. “Tylko” tyle. A wszystko zależy ode mnie. I to jest najlepsze!
    :)

  161. Ania

    Nie wiem jaki jest idealny poranek, lecz mój jest zwykle bardzo miły, gdy wyglada tak jak dziś. Tuż przed 6 do naszego ciepłego łóżka przychodzą ogrzać się moje małe skarby. Przytulam wtedy mocno tych moich małych mężczyzn i pozwalam im jeszcze zapaść w blogi sen. Sama daje buziaka mężowi i wstaje z łóżka, aby w łazience nieco się odświeżyć. Gdy zimna woda mnie otrzeźwi po cichu rozkładam matę. Nie ma nic piękniejszego od porannej sesji jogi, która otwiera ciało, a przede wszystkim serce… Po tym zastrzyku energetycznym jestem już gotowa aby zacząć dzień i jestem pewna, ze dam radę sobie ze wszystkim co przede mną. Zaraz będę smażyć naleśniczki i pewnie słodkim zapachem wyzwanie z łóżka śpiochy, ale to za chwile… Teraz uśmiecham się do siebie z wdzięcznością i radością! Namaste!

  162. Ania

    Idealny poranek rozpoczyna się o 5:00 (tak, wiem, niektórzy pewnie pomyślą, że jestem wariatką) ale po przeczytaniu książek Agnieszki Maciąg wiem, że to jest moja idealna pora na rozpoczęcie dnia. Jak to robię? Wieczorem nastawiam budzik w telefonie i odkłądam go w najdalszej części pokoju, z dala od mojego mojego łózka. W ten sposób jak tylko zadzwoni budzik nie włączam kolejnej drzemki i nie idę spać a muszę wstać i wyłączyć alarm. Skoro już wstałam to przecież nie wrócę do łóżka :) Poświęcam chwilę na krótką modlitwę (choć wiem, że to dziś mało “trendy”). Mając dwa koty nie ma innych priorytetów jak ich śniadanie. Karmię więc moje dwa ścierściuchowe skarby, poświęcam im też chwilę na przytulanie i poranną zabawę. Później zajmuję się sobą. Uwielbiam rano mieć chwilę na pielęgnację twarzy. Mam tu na myśli dosłownie chwilę :) Myję twarz czarnym mydłem, spryskuję hydrolatem rozmarynowym z Ministerstwa Dobrego Mydła (uwielbiam ten zapach) a następnie wklepuję w skórę twarzy olejek z pestek malin. Piję szklankę ciepłej wody i robię krótką serię porannej jogi. Trwa dosłownie 15 minut ale czuję się po niej super i właśnie dlatego postanowiłam wstawać wcześniej, żeby konsekwentnie postanowienie porannej gimnastyki realizować. Później śniadanie: zazwyczaj owsianka z musem kokosowym oraz owocami oraz kawa. Uwielnbiam napić się rano czarnej kawy. W ciągu dnia kawa nie smakuje już tak samo jak ta pierwsza, kiedy na dworze jest ciemno a reszta domowników jeszcze śpi :) Ubrania mam przygotowane (robię to wieczorem przed pójściem spać), robię makijaż, pakuję drugie śniadanie i uciekam do pracy. Lubię zostawić mieszkanie w dobrym stanie, pusty zlew, wyniesione śmieci oraz pościelone łóżko – to wprowadza u mnie spokój i poczucie całkowitego ogarnięcia :) od pewniego czasu wyrobiłam w sobie nawyk pozytywnego myślenia oraz zdałam sobie sprawę, że moja pierwsza myśl w ciągu ndia będzie kluczowa dla jego dalszego przebiegu. Dlatego staram się pamiętać o pozytywnym nastawieniu i poczuciu wdzięczności za to co mam :)

  163. Ania

    Mój idealny poranek jest w niedzielę. To jedyny dzień, w którym z moim M. jesteśmy oboje w domu, nigdzie się nie spieszymy, możemy go pocelebrować. Po pierwsze wysypiska się, budzimy się bez budzika, choć zazwyczaj równie rano, bo nie jesteśmy śpiochami. Nie wstajemy. Leży my w łóżku, rozmawiamy, słuchamy radia, często już z kawą w kubkach. To nasz najlepszy czas. Uwielbiam te poranki. Nie spieszymy się nigdzie, leniuchujemy. Po jakiejś godzinie – dwóch głód daje o sobie znać i wstajemy robić śniadanie, które jemy piżamowo, na luzie, tak długo jak chcemy i na spokojnie planujemy dzień.
    Tak jak widać – najważniejsze składniki to czas, bliskość, brak obowiązków i luz.Pewnie gdybyśmy mieli tak na co dzień – spowszedniało by nam to szybko,a tak – czekamy i uwielbiamy, to nasz luksus. Ps. taka niedziela czasem zdarza się w we wtorek albo innego dnia, w zależności od sprzyjających okoliczności :)

  164. anika

    Mój mąż przeczytał Twój post Asiu i również chce wystartować w konkursie. Kazał napisać, że jego idealnym porankiem jest obudzenie się obok swojej żony, czyli jest szczęśliwym człowiekiem, bo każdy poranek ma idealny:)

  165. AniaMichele

    Zacznijmy od rzeczy najważniejszej: mój idealny poranek rozpoczyna się po przynajmniej 8 godzinach snu! Kiedy budzę się i czuję, że jestem wypoczęta, a nie nieprzytomna i jedyne o czym marzę, to kolejne “chociaż pół godzinki”.
    Po chwili ziewania, rozciągania i przygotowania się na wyjście spod ciepłej kołdry, zawsze odsłaniam rolety, bo nigdy nie czuję się do końca obudzona przy sztucznym świetle. Teraz nadchodzi czas kluczowy dla całego dnia. Po pierwsze, trzeba wzmocnić się duchowo. Najpierw wyciszyć się na moment – modlitwą, medytacją, czytaniem, pisaniem, jest tyle możliwości. Potem dodać sobie energii, najlepiej muzyką!
    Po drugie, trzeba wzmocnić się fizycznie, a więc śniadanie! Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy dobrowolnie go nie jedzą. Nieważne czy na słodko, czy na słono, czy instagramowe tosty z awokado i jajkiem w koszulce, czy płatki z mlekiem. Ważne, żeby wartościowo i na spokojnie.
    Sama najczęściej nie stosuję się do własnych “reguł poranków idealnych” i śpię do oporu, żeby potem na ostatnią chwilę wybiegać z domu. Mimo wszystko staram się, bo początek dnia jest TAKI WAŻNY! <3

  166. Alicja I Oszczędnicka

    Marzyć to sobie można… Ale taki idealny poranek “dla siebie” jest jednak nierealny dla Mam małych dzieci :)
    Chciałabym posiedzieć chwilę sama, poćwiczyć jogę… Część z Was pewnie powie, że chcieć to móc i wystarczy wcześniej wstać.
    Są tylko dwa małe problemy –
    1) moje dzieci mają wbudowany radar i budzą się zawsze, kiedy ja wstaję z łóżka…
    2) po tym jak wstaję w nocy kilka razy te poranne minuty są na wagę złota :)

    Ale kiedyś jeszcze takie poranki “tylko dla mnie” nadejdą :) Tymczasem jestem wdzięczna za to, co mam.
    Za weekendowe rozpoczynanie dnia, kiedy możemy leżeć w łóżku do oporu, jemy śniadanie w piżamac i nigdzie się nie spieszymy.
    Trzeba doceniać nasze “tu i teraz” zamiast wzorować się na “instagramowych porankach” :)

  167. Edyta M

    Mój idealny poranek… Dzień w dzień tak samo :) przychodzi do mnie na łóżko ze swojego łóżeczka mój pawie trzyletni syn, który niedawno zaczął mówić. Przychodzi i zaczyna budzić. Najpierw się przytula, ja udaję , że śpię. Potem zaczyna gadanie “mamo, wstawaj!”, “mamo, dzień”, “mamo koniec spania”, “mamo śniadanie”, schodzi z łóżka, staje na krześle przy oknie, odsłania zasłony i przychodzi na łóżko. Ja wstaje, robię nam mleczko, kawę i jedzonko, wracam do niego i oglądamy bajki chwilę, potem wstajemy. :)

  168. Sylwia

    Asiu,
    jeżeli chodzi o budzik, to mam dla Ciebie propozycję, my korzystamy z tego rozwiązania może i Tobie podpasuje?
    Mój mąż ma totalnego bzika na punkcie higieny snu, dlatego od 21 mamy ustawiony w telefonie tryb “nie przeszkadzać”, a w sypialni nie używamy żadnej elektroniki. Ponieważ nasze telefony noc spędzają w innym pokoju, rano zaspani zrywaliśmy się w stresie aby biec wyłączyć budzik. Bez wątpienia ma to swoje plusy – jak już wstaniesz i zrobisz te kilka kroków, zazwyczaj nie wracasz do łóżka, co było moją zmorą, ale i minusy! Człowiek jest wyrwany ze snu i organizm stresuje się od samego poranka.
    Mój mąż korzysta z Fitbita, który budzi go wibracjami, ale nie mamy zaufania do tej metody, więc przez długo korzystaliśmy równolegle z budzika w telefonie. Aż do czasu kiedy mój I. odkrył budzik świetlny. Polega to na tym, że przez ostatnie pół godziny snu, budzik się rozświetla i wybudza Cię ze snu, robiąc to delikatnie, w związku z czym organizm nie przeżywa takiego szoku. Poza tym jako dźwięk to nie dobrze wszystkim znane nerwowe “bi bi bi bi” tylko np. śpiew ptaków :)
    Z cykaniem też nie ma problemu, bo budzik jest elektroniczny, także tylko kwestia mnożenia przedmiotów pozostaje do rozwiązania :)
    Pozdrawiam ciepło,
    Sylwia

  169. Natalia

    Mój idealny poranek to taki, kiedy budzi mnie promień słońca przebijający się przez okno. Wstaje cicho, nie budząc rodziny. Otulam się szlafrokiem, wkładam kapcie i wychodzę na nasz mini taras. Mrużę oczy do słońca, oddycham głęboko i uśmiecham się do bólu policzków! Wstawiam wodę (w małym garnku, żeby szum czajnika nikogo nie obudził, póki śpią poranek jest idealnie MÓJ!), biorę szybki prysznic, a kiedy herbata sie zaparzy siadam na podłodzę i jeszcze chwilę robię, co chcę – nic, myślę, cicho śpiewam, delikatnie tańczę, czytam… A potem zaczynam już hałasować w kuchni. Kiedy mama zgłodnieje to sygnał, że pora wstać, bo będzie czekać coś pysznego! :)

  170. Martita

    Idealne poranki wg receptury: Pobudka zanim wstanie słońce. Spoglądanie na grę światła i szarości podczas wschodu słońca. Smakowanie ciszy, kiedy ostatnie elementy świata poszły spać, a pierwsze jeszcze nie zdążyły się obudzić. Gorąca herbata lub zioła, rozłożone na talerzyku czekoladowe herbatniki i kawałki kiwi. Dopiero gdy ludzie dookoła przebudzą się i zagłuszą odgłos brzęczenia owadów dochodzący przez okno, odkładam książkę, którą czytałam i przygotowuję śniadanie, biorę letni prysznic. Lubię także przeznaczyć 15 minut na zebranie myśli tuż przed wyjściem z domu.

    Nie wyobrażam sobie lepszego startu w dzień :)

  171. Katarzyna

    Mój idealny poranek zaczyna się kiedy wstaję i obok mnie śpi mój partner. Bardzo mocno się do niego przytulam a on odwzajemnia mój dotyk. Jedno z nas robi kawę, wspólnie pijemy ją w łóżku, rozmawiamy o tym co było wczoraj, co nam się śniło, co czytaliśmy wczoraj – wieczorem nie mamy na to czasu – jesteśmy zbyt zmęczeni i idziemy spać. Pracujemy razem, więc wspólny poranek jest dla nas bardzo ważny. To jest ten moment, w którym dzielimy się wszystkim tym, co gubimy wciągu dnia. To małw półgodzinki na spokojnie. Później szykujemy się do pracy,sprawdzamy czy wszystko mamy. Zawsze przed zamknięciem dzwi mówi głośno “Andiamo”,co po włosku znaczy idziemy. Jak jużzamnkniemy dzwi,rzekrecimy klucz. Dajemy sobie buziaka i idziemy. Bo kolejny dzień się dlanas zaczyna.

  172. Marianna

    Mój idealny poranek – kiedy mogę przygotować śniadanie do łóżka dla mojego męża. Bo to oznacza, że prawdopodobnie cały dzień spędzimy razem i nie musiał zrywać się do pracy o 5 nad ranem. Po 36 latach małżeństwa docenia się takie chwile! :)

  173. Magda

    W ciągu tygodnia pracy, zadowolona jestem, gdy mam odpowiednią ilość czasu, żeby robić wszystkie niezbędne czynności bez pośpiechu. Trudno mi wstać rano i lepiej jest jak mam przygotowane rzeczy wieczorem-to co może przyśpieszyć i ułatwić mi ranek. Najpierw robię herbatę, w czasie gdy ona stygnie, idę do łazienki, makijaż, ciuchy (przygotowane propozycje na cały tydzień). Dopiero wtedy mogę cokolwiek zjeść i napić się herbaty. Fajnie jest jak mogę trochę ogarnąć dom, nastawić zmywarkę lub pralkę (mają czasomierz i włączają się o takiej porze żeby pranie ledwo się skończyło zanim wrócę do domu, a naczynia były suche). Lubię poznawać nowe rzeczy ale nie może być tego za dużo. Robię selekcję i detoks informacyjny.

  174. Monia Oo

    Do pracy wychodzę o 10:00, ale wstaję o 7:30, by mieć trochę czasu dla siebie, bo absolutnie zgadzam się z tym co napisałaś o wpływie poranka na cały dzień. Moje pierwsze kroki po przeturlaniu się przez śpiącego partnera (naprawdę nie wiem jak dałam się ‘przełożyć’ pod ścianę…) i wypiciu szklanki wody kierują się do łazienki, gdzie uzdatniam się do życia. Kolejnym procesem jest skompletowanie ‘stylizacji dnia’, co jest dość łatwe ale wciąż mało satysfakcjonujące (mam za mało czasu na szycie!). Czochram małego, włochatego potwora wylegującego się na kanapie (tak – też mam idealnego psa), który na mój widok wykręca się swoim ciepłym, różowym brzuszkiem do góry, a następnie zmierzam do kuchni, gdzie przygotowuję śniadanie. Mam podobnie jak Ty i moje ulubione śniadanie mogę jeść miesiącami – aktualnie jest to gryczanka z przepisu Marty Dymek z jej nowej książki ‘Jadłonomia” (gorąco polecam – czekoladowo – orzechowe, słodkie śniadanie w wersji SAMO ZDROWIE – czy może być lepszy start???). W między czasie tarmoszę jeszcze mojego kudłatego przyjaciela, i w końcu odsłaniam okno w sypialni by tych dwoje mogło zacząć rozklejać powieki.
    Dokańczam przygotowywanie śniadania i oficjalnie zapraszam zainteresowanych, jeśli akurat zamierzają wstawać (pies w sumie zawsze zamierza i zawsze jest zainteresowany, ale wbrew swoim nadziejom jedynie mi towarzyszy dosypiając jeszcze na kuchennej kanapie). Jeśli wstaje też mój partner, to jemy sobie śniadanie razem rozmawiając i jak starczy czasu to popijając kawę Fairtrade (to dla nas ważne) z kawiarki z mlekiem sojowym i ksylitolem, a jeśli nie mam posługującego się mową towarzystwa, to przy śniadaniu zatapiam się w ulubione czasopisma (G*rls Room) lub książkę (aktualnie ‘Biegnąca z wilkami’). Czasem zdarza mi się jeszcze zrobić zdjęcie uszytych poprzedniego wieczora majtek (jestem uzależniona od ich szycia!), by wrzucić je później tu, czy tam.
    Po tych wszystkich rytuałach pozostaje mi tylko spakować obiad do pracy, opatulić się w zimowe rzeczy (bleah, no ale lubię jak jest mi ciepło) i wyjść. Jeśli partner mi towarzyszył, to zazwyczaj wychodzimy całą trójcą (chodzi do pracy z psem – szczęściarz!) i spacerem zmierzamy na kolejny przystanek, gdzie nasze drogi się już rozchodzą.
    Marzy mi się upchnięcie gdzieś tam jeszcze jakichś wygibasów, ale po długich negocjacjach z samą sobą zdecydowałam, że nie potrafię wstać wcześniej bez ponoszenia kosztu w postaci już nie tak idealnego poranka. Może w końcu wygibasy upchnę na popołudnie – jak oderwę się kiedyś od szycia tych majtek…

  175. Agnieszka

    Mój idealny poranek wygląda codziennie tak samo, każdy dzień celebruję z taką samą wartością :) Zaczyna się od budzika o 6 rano, otwieram oczy i pierwsze spojrzenie na ukochanego, buziak na dzień dobry, zakładam kapcie i wędruję do kuchni przygotować kawę,bo nic tak na mnie nie działa, jak zapach świeżo mielonej kawy o poranku. Później robię śniadanie, które jest dla mnie ważne,by z siłą i zdrowiem zacząć dzień :)

  176. Martka

    Moje poranki w ciągu roboczego tygodnia, a więc od poniedziałku do piątku, są zdecydowanie nieidealne, dlatego spuszczę na nie kurtynę milczenia :) nad sobotą wciąż pracuję, głównie nad tym, by nie spać dłużej niż 8h, bo mi to nie służy. Najbliższa ideału jest niedziela, bo po sobotnim – zbyt długim – spaniu, wstaję stosunkowo wcześnie, ok 8 rano, przygotowuję sobie gorącą wodę z cytryną i imbirem i czytam przez ok. 1,5 h. Na 10:30 zbieram się do mojej ulubionej szkoły jogi, gdzie wykonujemy I serię Ashtanga jogi. Mogłabym odbyć niedzielną praktykę sama w domu, ale nic nie zastąpi mi atmosfery shali w szkole jogi i kojącego szelestu wspólnych oddechów ujjayi. Po praktyce wracam do domu, biorę prysznic, zjadam śniadanie, czasem wypijam kawę i w ten sposób nieco przedłużony poranek płynnie przechodzi w popołudnie. Naładowana pozytywną energią na cały dzień celebruję niedzielę i nastrajam się na nadchodzący poniedziałek. Staram się doceniać to, że chociaż jeden poranek w moim zwariowanym tygodniu może zwolnić i w ten sposób wyglądać :) Zwyczajnie niezwyczajnie.

  177. Metka by Traczka

    Idealny poranek to taki, że nie walczę siedem razy z funkcją drzemki w telefonie. Po szybkiej kawie ubieram się i wychodzę na spacer z Lusią, moją śliczną sunią rasy owczarek szetlandzki. Jako że mieszkamy przy parku Morskie Oko w Warszawie, ta dawka spokoju i zieleni nastaja mnie bardzo pozytywnie. Mijam znajomych psiarzy, panią, która uprawia poranny jogging a konczy go krotką medytacją nad jeziorkiem w parku. Najbardziej lubię takie ciche letnie poranki kiedy miasto jeszcze leniwie budzi sie do życia.
    Po spacerze jemy z Lusią śniadanie. Tzn ja swoje (obowiazkowa jajecznica!) i Lusia swoje :-)

  178. kasia

    Ponieważ wszystkie moje poranki wyglądają dość podobnie (nawet idąc do pracy wcześnie wstaję 40 minut wcześniej, żeby w spokoju zjeść i wypić kawę), więc uwielbiam, kiedy przytrafi mi się mały, przypadkowy prezent od losu. Nie wiem, czy to najlepsza definicja poranka idealnego – ale ja po prostu lubię, jak coś mnie pozytywnie nastroi na cały dzień (to znacznie ułatwia sprawę).
    Ostatnio szaloną frajdę sprawiło mi przypadkowe stanięcie gołą stopą na ciepłą plamę na podłodze (niech żyje ogrzewanie podłogowe) – stałam tak kilka minut, bo przecież nigdzie mi się nie śpieszyło. Kocham zaskoczenie, kiedy za oknem niespodziewanie widzę np. wszystko zaśnieżone (to się zdarza często, bo nigdy nie znam prognozy pogody), lubię znaleźć w lodówce coś, czego się nie spodziewam i zjeść dodatkowo na śniadanie (oprócz tradycyjnego siemienia lnianego i otrębów) – np. zupę dyniową lub lody pistacjowe (niech żyje łakomstwo). Uwielbiam obudzić się i przypadkiem pamiętać cały sen (wtedy całe śniadanie wymyślam różne zakończenia, potrafię nawet sama wzruszyć się tym, co wymyśliłam) albo zobaczyć psa na łóżku (bo to znaczy, że akurat dziś z czterech innych łóżek wybrał na noc właśnie moje, wtedy czuję się szalenie wyróżniona, głaszczę go jak oszalała i biedaczek naprawdę nie wie, o co chodzi).

    PS. Pierwsze, co robię po wstaniu – to idę taka rozespana zjeść śniadanie. Pamiętam, jak którejś zimy tak się zakręciłam, że wydawało mi się, że dzwonił budzik i ruszyłam na podbój kuchni – jedząc powoli śniadanie zauważyłam zegarek na piekarniku: 2:45. Pozdrawiam nieogarniętych!

  179. moreblush

    Mój idealny poranek to każdy poranek, a ulubiona zasada którą się kieruje to właśnie”celebruj poranki”. Z racji specyficznego zawodu w pracy muszę być już o 5.15 co wiąże się ze wstawaniem o 4.00. Jasne, mogłabym pospać dłużej ale najważniejszy jest ten czas dla mnie. Czas w którym nieśpiesznie piję herbatę i robię makijaż słuchając muzyki. Kosmos może wybuchać, ale musi poczekać.

  180. Darp

    Idealny poranek to taki na spokojnie i powoli. U mnie jest pęd. Wstaję różnie bo pracuje na zmiany i czasami rano mam istną gonitwę, szaleństwo z prasowaniem i ubieraniem się, woda z kurkumą, dziecko do przedszkola i bieg do pracy-chodzę piechotą ok 20 minut. Druga zmiana pozwala mi na powolne wstawanie, wypicie wody z kurkumą, suplementacja, kąpiel, śniadanie, make up. Prawie te same czynności ale w całkiem innym tempie.

  181. Kasia

    Żeby mój poranek był idealny musi być spędzony z mężem! Z reguły on wstaje pierwszy, bo ze mnie niezły śpioch ;) Wyłącza mój budzik, żeby obudzić mnie osobiście. Ja wtedy prawie w ludzkim języku marudzę, że jeszcze chwilkę, że to jeszcze nie pora, a ona ma z tego dużo radości. Jednak wstaję, zakładam szlafrok, bo im dłużej w piżamce tym lepiej! I jemy naszą ulubioną owsiankę na wodzie, z owocami, bakaliami i jogurtem, która jeszcze nie zdążyła ostygnąć od czasu gdy ukochany ją przygotował. Uwielbiamy wtedy opowiadać o naszych snach, a zapewniam jest o czym! Jeszcze tylko pyszna kawa z mlekiem, najlepiej na kanapie w objęciach męża. Szybki makijaż, wspólna droga na przystanek, buziak na pożegnanie i już wiem, że to będzie fajny dzień! A! Tryb samolotowy wyłączam dopiero w autobusie, wszelki wirtualny świat jest zbędny podczas idealnego poranka!

  182. Xzora

    Mój idealny poranek zaczynam bez budzika. Odkąd urodziła się córka (obecnie ma pięć miesięcy) nie zdarza nam się zaspać. Wstajemy między 7 a 8.00. Od razu idę do kuchni po olej kokosowy i zaczynam ssanie. W między czasie zmieniam Klaudii pieluchę i przebieram. Potem kładę ją na matę i idę się ubrać. Zakładam bluzkę i legginsy, włosy zaplatam we francuza. Wypłukuję olej i myję zęby. Jestem gotowa na nasze wspólne ćwiczenie jogi. Wcześniej po prostu wiązałam kucyka, ale teraz Klaudia łapie za ogon przy psie z głową do góry i francuz lepiej się sprawdza. Klękam nad nią w pozycji krowy i zaczynam muczeć. U córki pojawia się uśmiech. Potem jest kot i robię miau. Dla mnie rozciąganie pleców, dla niej dobra zabawa. Następnie przechodzę do Powitania Słońca – tutaj po kolei mówię co robię – wdech – wydech – proste plecy – deska – kij – pies z głową do góry – pies z głową do dołu. Ulubiony fragment córki jest kiedy prostuję plecy – wówczas Klaudia śmieje się w głos. Długo córka nie poleży na plecach, kiedy kończę Powitanie przekręca się na brzuch i robi kobrę. Przez moment mamy tę samą pozycję i patrzymy na siebie z uśmiechem. Po jodze robię mleko dla córki. Kiedy zje, przebieram się w jeansy i robię dla siebie śniadanie. Najedzone i w dobrych humorach zaczynamy kolejny dzień.

  183. Ola Fasola

    Moje idealne poranki celebruje codziennie. Motto: nie spieszyc sie! Bo czemu by nie! Moge smialo powiedziec, ze to takie glowne flow na kolejne godziny. Wstaje przed 8 i nawadniam sie letnia woda z cytryny. Myje zeby i kolejnie wskakuje w stroj do biegania. Ubieram uskrzydlajace mnie buty, krem na policzki, sluchawki na glowe i fruwam przez 45 min ze swoimi myslami. Jogging, to nie tylko sport ale dla mnie tez forma medytacji, zrobienia porzadku w glowie, zaplanowania dnia. Po czesci tez praktyka uwaznosci, poprzez wdechy i wydechy, otoczajace budzace sie miasto, czy zamarznieta ziemie. Jezeli pogoda za oknem nie sprzyja, wkladam top i leginsy, wyciagam mate i robie 15-30 min yogi z pilatesem z @bohobeautiful. To juz moja mala celebracja. Zapalam sojowa swiece. Plus 100 punktow do samopoczucia i tej niewiarygodnej lekkosci po. Po porannym rozruchu czas na prysznic, olejowanie ciala. Kolejnie jaglanka, najlepsza ta na mleku kokosowo-migdalowym i szczypta cynamonu. Czasem jest to syte zielone smoothie ze spiruliny, kiwi, awokado, jarmuzu i zielonego banana pomieszane z domowa granola. Jest godzina 9:30, podsuszam wlosy, ktore schna podczas jedzenia owsianki. Myje zeby, tonikuje twarz, woda termalna. Kolejnie serum i krem. Przeczesuje brwi i wypelniam luki we wloskach. roz na policzki. ulubiona pomadka a toz za nia prym wioda perfumy. Wchodze w zapach, ubieram kask na glowe. Jest 9:45 odpinam rower i ruszam do pracy, mam 15 min drogi. Dobrze nastrojona zainwestowanym porannym czasem dla siebie zaczynam nowy dzien. Kazdego rodze sie na nowo..

    Pozdrawiam Cie Asiu cieplo z Drezna,
    Ola

  184. Joanna

    Kiedy mieszkałam z rodzicami, mój idealny poranek był w niedzielę. Raz na trzy tygpdnie, w sobotę wieczorem, pościel tradycyjnie zmieniało się na nową, wykrochmaloną,a więc to cudowne uczucie w niedzielę, gdy się budzisz i twą twarz opatula taki powiew świeżości, czystości i ciepła. Następnie, kiedy to rodzice wracali z kościoła, a ja z biegania, zaczynaliśmy razem przygotowywać śniadanie, rozmawiać, po prostu wspólnie spędzać czas. Takie proste, a tak bardzo cieszyło.

    I tak zakorzeniło się we mnie, że weekendy to najlepszy moment w tygodniu, a czas pomiędzy poniedziałkiem, a piątkiem to zwykłe wypełnienie czasu, który najlepiej by jak najszybciej zleciało. Jednak to wszystko zostało odczarowne, gdy poznałam mojego chłopaka. To właśnie On pokazał mi, że każdy poranek jest wyjątkowy bo żyję tu i teraz. Tak więc, jednego dnia jest to poranek gdy przygotowujemy razem śniadanie i później jemy je na balkonie, na którym promienie słońca rozpieszczają, a zasadzone przez nas kwiaty z każdym dniem się rozwijają. Kolejna czynność to sprzątanie razem po posiłku i dopiero wówczas przechodzimy do naszych obowiązków. Z kolei innego dnia, jest to śniadanie przyniesione przez niego do łóżka bo miałam w ostatnich dniach mnóstwo pracy i nie zapowiada się by, tempo zwolniło. Takie kompletnie z zaskoczenia, moje ulubione naleśniki z mąki ryżowej z dżemem z kasztanów oraz sok z świeżej pomarańczy. Jak dla mnie, wystarczy takich kilka małych chwil, drobiazgów, które sprawiają, że od samego rana chodzę uśmiechnięta.

  185. sarka

    Idealny poranek jest wtedy, gdy po przebudzeniu mogę wtulić się w pachnące plecy R. W sumie na tym mogłabym skończyć, bo to sprawia, że po rozdrażnieniu wywołanym dzwoniącym budzikiem, znów powraca błogość :) ale jak po tym napiję się kawy z ekspresu i wezmę prysznic (naznaczając się na resztę dnia określonym, zależnym od nastroju i czekających obowiązków zapachem mydła), to już w ogóle jest pięknie <3

  186. Asia (Wellnesska)

    Cudowny ten Twój Chrupek <3 Mój poranek nie jest już taki sam, odkąd mojego psa nie ma ze mną. To najlepsza mobilizacja do porannych spacerów, zupełnie inaczej się po nich funkcjonuje. Jak wyprowadzimy się z chłopakiem z kawalerki, to chciałabym jeszcze kiedyś mieć psa.

    Mój idealny poranek zimą? Budzę się między 7 a 8, często jak wstaję jest jeszcze ciemno. Robię sobie taki klimat hygge – zapalam lampki nad łóżkiem i świeczki, odpalam playlistę na Spotify (rano lubię szczególnie akustyczne piosenki). Piję gorącą wodę z cytryną i wskakuję na matę. Robię półgodzinną sekwencję jogi (ostatnio sama łączę asany, ale chętnie korzystam też z YouTube'a). Dzięki temu od razu się rozbudzam i lepiej mi się myśli. Potem jeszcze 10 minut medytacji/ćwiczeń oddechowych i idę do łazienki. Biorę szybki prysznic, myję buzię ulubionym żelem o zapachu kawy i pomarańczy, myję zęby. Jeśli mam więcej czasu, smaruję się lekkim balsamem. Zarzucam szlafrok i robię sobie szybkie śniadanie – moje ulubione to jajka sadzone z awokado i szpinakiem. No i oczywiście aromatyczna kawa na mleku kokosowym – bez niej nie zaczynam dnia ;) W idealny dzień mam około pół godziny, żeby przeczytać ciekawy artykuł albo odsłuchać podcast, w wersji minimum przeglądam ulubione konta na Instagramie :) Przebieram się i robię lekki makijaż, a potem zabieram się za zadania do wykonania. Zauważyłam, podobnie jak Ty, że jak mam udany poranek i wygospodaruję trochę czasu dla siebie i na ćwiczenia, to praca idzie mi o wiele sprawniej i jestem w stanie więcej zrobić w tym samym czasie. Dla wielu osób 2 godziny takiego przygotowania do dnia po wstaniu z łóżka mogą wydawać się stratą czasu, ale ja dzięki temu dobrze potem funkcjonuję i jestem zadowolona z efektów swojej pracy.

  187. Stokrotka

    Oioooi, uwielbiam poranki! To moja przenajukochańsza pora dnia! :) Poranek idealny byłby wtedy, gdybym mogła jeszcze oglądać rozpościerające się za oknem promyki słońca, które razem ze mną budzą się ze snu i (tak jak ja swoje łóżeczko:)) zaściełają podwórko:). Zawsze zaraz po tym jak już odsłonię całkiem okno (nigdy nie zasłaniam okna na noc całkowicie, żeby mogło mnie obudzić naturalne światło, a nie tylko budzik:) i nacieszę się widokiem, moim nieodłącznym elementem jest przeciągnięcie się <3, a dalej już poranna toaleta. Kiedy wracam do pokoju adekwatnie do nastroju włączam muzykę np. w listopadzie jazz:), w grudniu świąteczne playlisty, lub jakieś radio:). Nie potrafię zjeść śniadania nie słuchając radia!:) W domu rodzinnym zawsze w kuchni włączone jest radio!:) Może to być RmfClassic, Dwójka, Zetka, RmfFm, Nadzieja. Po tym wszystkim mój ulubiony element, czyli przygotowywanie śniadania! Tutaj już rozpoczyna się prawdziwa celebracja, kocham robić śniadania – jeśli to kanapki muszą być zrobione bardzo kolorowo i starannie, jeśli to omlet także staram się go zrobić najsmaczniej jak potrafię. W międzyczasie robię kawę i w trakcie przygotowywania zaczyna unosić się jej zapach w kuchni (dlatego kocham robić kawę wiedząc, że np. za chwilę wstanie ktoś z domowników, zejdzie do kuchni, i powie że pięknie pachnie:) i wtedy zwykle robię komuś kawę hihi:)). Po przygotowaniach następuje konsumpcja:) która zawsze smakuje mi duużo lepiej kiedy mogę zjeść z kimś w towarzystwie! Dla mnie zawsze jedzenie jest lepsze, kiedy mogę się nim cieszyć z kimś:). Szczególnie kiedy na stole pojawia się odpowiednia dekoracja o którą zawsze staram się zadbać:) np. jesienią kasztany/liście w wazoniku, zimą cyprysiki, choineczki, szyszki, a na grzejnikach suszona pomarańcza… Kocham poranki !! Ahh !! :)

  188. Wydziaranka

    Kiedy rano czas się zbudzić,
    pies nie daje mi marudzić,
    w kołdrze tuzin przytulasów,
    potem cicho, bez hałasów,
    prysznic, włosy, jakaś szminka
    i wesoła moja minka.
    Do pełni szczęścia potrzebna herbata,
    najlepiej liściastej łyżka czubata,
    otulam się kocem i słucham muzyki,
    czasem wzrok padnie na piękne storczyki.
    Po chwili relaksu czas rozruszać ciało,
    biorę psa na smycz i ruszamy żwawo,
    psoty i figle, rzucanie patyka,
    tak oto radośnie poranek umyka.

  189. Monika

    Mój idealny poranek, to gdy wstaje po przespsnej nocy obok śpiącego męża i córeczki. Ide do kuchni zrobić kawę zbożowa, później do łazienki umyć twarz i zrobić mini makijaż. Przynosze do łóżka nasze kawy i podziwiamy nasza śpiąca bobinke😊 obecnie poranek wyglada tak ze wstaje nieprzytomna z niewyspania, idac do łazienki wchodze w meble i futryny i zjadam pierwsza napotkana jadalną rzecz😊

  190. Basia

    Mój idealny poranek nieodłącznie związany jest z tym czy wszystko ogarnęłam wieczorem. Nie cierpię wchodzić rano do kuchni zastawionej brudnymi garami, potykać się o zabawki i na szybko ogarniać domu. Robię więc to wszystko wieczorem. Rano wstaję więc spokojniejsza i razem z moimi maluchami zaczynamy nasz rytuał. Gdy dzieciaki rozbudzają się i tarzają po łóżku ja wskakuję szybko do łazienki, przemywam twarz tonikiem, nakładam krem, ogarniam włosy i przeskakuję z piżamy w strój dzienny. Wtedy jestem gotowa do działania. Wracam do dzieci. Córka wyjmuje z szafki samodzielnie skomponowany outfit, a ja pomagam jej to założyć (ma trzy latka, więc jest dumna, gdy mama potwierdzi, że wszystko do siebie pasuje). Następnie wspólnie ubieramy Młodego. Schodzimy do kuchni i pijemy “miodzik”, czyli odstany przez noc miód z wodą, do którego dodajemy sok z połowy cytryny – rozbudza nas to i chroni nasze brzuszki przed robalami ;). Po miodziku mama bierze się za śniadanie, a dzieci zazwyczaj zaczynają ogarniać lalki i misie – robią im śniadanie/kładą spać/idą na spacer “do dużego pokoju”, albo po prostu robią bajzel. Ja w tym czasie przygotowuję dla siebie i córki owsiankę z jabłkiem, cynamonem, sezamem, pestkami słonecznika i dyni oraz orzechami – om nom nom pycha – codziennie to samo a nam się nie nudzi ;) Młody ma natomiast obecnie na tapecie kaszkę z jabłuszkiem. Siadamy do stołu i pałaszujemy. Gdy usłyszę proszące “mamo wyskrob” to znaczy, że aby dziecko było zadowolone należy wyskrobać resztki z miski coby nie zostawić w niej jakiegoś magicznego ziarenka. Po śniadaniu wspólnie sprzątamy, a następnie bawimy się bądź czytamy książeczki.
    Każdy nasz poranek w ciągu tygodnia wygląda identycznie, ale mi jest z tym cudownie. W weekendy jest więcej chaosu, bo jest z nami mąż, który zaburza naszą rutynę robiąc wszystko na spontanie i wtedy plan dnia zawsze się sypie ;)

  191. Kaszka

    Idealny poranek to taki, w który budzę się w swoim własnym łóżku, w fotelu obok chrapie pies, w domu, w którym za jedną ścianą krząta się moja ukochana mama, a za drugą i trzecią śpi, lub ogarania do życia tata i brat. Kocham te chwile, gdy jesteśmy razem, przede wszystkim dlatego, że odkąd nie mieszkam z nimi na stałe, w końcu potrafię doceniać to, że po prostu są. Poza tym wiąże się to z odpoczynkiem od nauki, obowiązków, można powiedzieć od bycia dorosłym. Uwielbiam wtedy budzić się wcześnie rano (w jakiś magiczny sposób zwykle bez pomocy budzika), jednocześnie nie spiesząc się do nikąd i choć kilka chwil po prostu leżeć i rozmyślać. Później zamieniam piżamę na “ciuchy po domu”, idę nakarmić siebie i psa, a po śniadaniu ruszam z nim na spacer. Niesamowicie cieszy mnie świadomość, że dokładnie takim porankiem będzie następna sobota i bardzo, ale to bardzo, nie mogę się jej doczekać :)

  192. Martyna

    Wstaje pierwsza, kiedy moi ‘chłopcy’ jeszcze śpią, zakładam okulary, wypijam szklankę wody i robię 20 minutowy stretching. Potem spokojny prysznic i ‘balsamowanie’ (BTW azjatycka pielęgnacja ma milion kroków, ale naprawdę daje radę!). Maluję się pijąc herbatę z ulubionej srebrnej filiżanki. Następnie robię śniadanie dla siebie i chłopaków i…zjadam w spokoju zanim ten młodszy się obudzi :-) Kiedy pakuję lubchboxa zza ściany słychać już słodkie guganie Konstantego, więc zabieram jego butelkę i idziemy do łóżka obudzić tatę :-) Potem jeszcze parę minut tulenia i śmiechu i wpadamy w wir dnia, który nigdy nie jest udany jeśli wstanę za późno i stracę te 1,5 godziny dla siebie :-)

  193. Ewa

    Mój idealny poranek :)
    1. Pobudka po 8 godzinach snu…
    … bez nerwowego wyskakiwania z łóżka – 5 minut na przeciągnięcie się, uśmiech i zebranie dobrych myśli.
    3. Gorąca herbata z cytryną i miodem.
    4. Półgodzinny jogging.
    5. Prysznic i smaczne, zdrowe śniadanie.
    6. Aromatyczna kawa…

    i.. to wszystko :)
    Niby tak niewiele, a jednak “luksus”, który sprawia, że cały dzień staje się przyjemniejszy :)

  194. Madzia

    Mój idelany poranek jest prosty ;) Szczęsliwa jestem, kiedy mój 1,5roczny synuś budzi się bez płaczu- uśmiechnięty, mąż nie idzie do pracy,jemy wspólnie śniadanie i chodzimy w piżankach.Później synuś wita się ze swoimi zabawkami, a my wtuleni ciezymy się chwilą,że jesteśmy tak szczęśliwi !!!

  195. Magdalena Kardas

    Bardzo lubię celebrować poranki bo to moja ulubiona pora dnia. Zawsze wstaję trochę wcześniej, tak by nie musieć biegać w popłochu, lecz zacząc dzień po swojemu:) A jak to u mnie wygląda? Otóż zaraz po przebudzeniu uśmiecham się jeszcze w ciemnościach ( bo zimą przed szóstą rano jest ciemność totalna:) i mówię do siebie: to będzie dobry dzień:) To taka moja mantra, lubię nastrajać się pozytywnie i wierzę, że nasze nastawienie w dużym stopniu determinuje to jak będzie wyglądał nasz dzień. Następnie wyskakuję z łóżka (zawsze prawą nogą), owijam się puchatym szlafrokiem bo jestem strasznym zmarźluchem i nastawiam wodę na herbatę. Następnie poranna toaleta i najprzyjemniejsza część czyli zdrowe śniadanko. Często przygotowuję placki orkiszowe z owocami lub owsiankę, a do tego obowiązkowa herbata z cytryną w ulubionym kubku. Jestem zdania, że to jak zaczniemy dzień wpływa na naszą produktywnośc i nastrój, dlatego rano rozpieszczam się ile wlezie:)

  196. Ania W

    Lubię poranną rutynę, niestety bardzo ciężko ją utrzymać mieszkając z dwoma współlokatorkami (mieszkanie studenckie), które nie przepadają za porannym wstawaniem :D
    Mówimy jednak o idealnym poranku, który w moim wydaniu zacząłby się od szybkiego wstania bez “jeszcze 5 minut”. Następnie szklanka wody oraz obowiązkowe pościelenie łóżka. Z rana w miarę możliwości zawsze wietrzę pokój i uciekając przed chłodem chowam się w łazience, z której wychodzę opatulona ciepłym szlafrokiem :) Jestem głodomorem, więc od razu wstawiam wodę na jajka i przygotowuje pyszną kawkę z którą siadam przy biurku, odpalam YT i robię makijaż.
    Przy idealnym poranku na spokojnie zjadłabym śniadanie, przejrzałabym najważniejsze informacje z poprzedniego dnia i przyszykowałabym się do wyjścia. I co najważniejsze – wychodząc nie zapomniałabym o rękawiczkach i wypastowaniu butów, co niestety bardzo często mi się zdarza.

  197. ewanna

    Idealny poranek? W życiu realnym zdarza się rzadko, więc nie będę opisywać fikcji – w sensie: bardzo bym chciała, żeby działo się tak i tak . Oczywiście – jest coś takiego, jak moc sprawcza marzeń (w moim rozumieniu jest to coś w rodzaju karmy), ale to naprawdę nie zmienia sytuacji – póki się nie zadzieje, się nie będę wypowiadać :) (ups. sorry za styl).

    Idealny poranek – że wrócę do tematu – to taki, który udało się “zoptymalizować”, niepozabijać i zdążyć do pracy. Ok, ja muszę zdążyć.
    To po kolei:
    – Matematycznie – dobrze, żeby nie zaczynał sie o ósmej rano w pracy. Pracuję w szkole. Bywa, że zaczynam o 8,00, bywa, że o 9,45. Ja z tych, które wolą to drugie, choć moja przyjaciółka za chodzenie na ósmą dałaby się pokroić… Kwestia gustu. Wersję o 9,45 jednak odrzucamy, bo w tym roku dzieje się tak dokładnie raz na tydzień. Wyjątek, a nie reguła. Amen.
    – Technicznie – muszę mieć wieczorem wykombinowane, w co się ubiorę. Wyprasowanego mieć nie muszę, rano daję radę. Ale jak zaczynam wymyślać i stoję przed szafą i nic, absolutnie mi nie pasuje… To… No właśnie.
    – Społecznie – dobrze, żeby nie było żadnego dnia, kiedy dziecko me musi się ubrać wyjątkowo/nagalowo/przebraniowo. Jestem wyrodną matką, dziecko ma fajne ubrania, ubiera się samo, co doceniam bo ma 6 lat, a robi to od dobrych dwóch. A ja rano dostaję tylko rzeczy do przeprasowania. Są czyste, zwykle komponują się nieźle. Nie komentuję z zasady (chyba, że da się skomplementować). Ale niech nikt ode mnie niczego specjalnego nie chce! Wtedy jest… ciężko… WIzje nam się rozjeżdżają…
    – Praktycznie – jestem spakowana do pracy wieczorem. Żadnego panicznego szukania podręczników, sprawdzianów, portfela, notatek. Żadnego przerzucania plików na dysk (tudzież szukania dysku – mojego banku wiedzy wszystkiej!).
    – Biologicznie – przynajmniej po sześciu godzinach snu. Krótszy sen niweluje szanse na idealny poranek do zera.
    – Chemicznie – śniadanie. Do pracy robi mi mąż, on też przejmuje dziecko po ubraniu i uczesaniu (gdyby czesał ją on mielibyśmy już kuratora na głowie). W domu jem kanapkę, jedną, małą i piję… Zawsze szklankę wody z miodem i cytryną – nastawione wieczorem. Od tego zaczynam, z tym prasuje, myję głowę, ubieram się. A potem jeszcze coś cieplego – ja mam takie domowe soki z kwiatów bzu lub melissy. Zimą działają idealnie. Jem siedząc. Żadnego chodzenia. Nawet jeśli to są tylko trzy minuty na odsapnięcie. Gdy (proszę to traktować w kategoriach cudu) czasu mam odrobinę więcej – piję jeszcze kawę.
    – Estetycznie – zdjęć na insta z kawą ranną zazdroszczę, i tak, jest dla mnie przyjemnością zaglądanie tam rano. A jak więcej czasu mam – to zaczynam nurzać się w kolorowej prasie. Kiedyś czytałam dzienniki. Dziś nie mogę, nie mam siły…. Zerkam doń tylko krótko wieczorem.
    – Historycznie – tak, kiedyś bywało inaczej. Czasami lubię sobie to w tym porannym biegu powspominać. Ale w sumie – nie zmieniłabym wiele. No może poza swoim planem.
    Ósma rano?
    Za co???????????????????????????????????????????????

  198. Anette

    Moim idealnym porankiem jest już każdy poranek – odkąd przeprowadziłam się z przytłaczającego dla mnie miejsca do wreszcie własnego M. Każdy mój poranek rozpoczyna się przede wszystkim od uśmiechu do siebie i wdzięczności za to co mam. A z takich technicznych rzeczy to jestem typem skowronka, więc wstaje wcześnie :) ogarniam swoje łóżko, potem do łazienki, później nastawiam wodę na kawę. Ubieram się w zestaw do pracy. Siadam z ulubioną kawą i delektuje się jeszcze trwającym spokojem poranka – mam jeszcze kilka chwil na przejrzenie gazety. Nie oglądam TV, słucham niepopularnych stacji radiowych :) i tak nadchodzi czas, kiedy wychodzę do pracy, a poranek pozostaje miłym wspomnieniem :)

  199. Rosamar

    Tak się zastanawiałam czy pisać, bo moje poranki to hmmm trochę niemedialne są, ale co mi tam.
    No więc około 6:00 dzwoni komórka, też cały czas marze o porządnym budziku, ale jakoś nie mam okazji kupić. Wyłączam ją i leżę sobie chwilę delektując się spokojem. Spokojem? Zaraz, jakim spokojem, obudziłam się z nosem wciśniętym w ścianę, bo gdzies tam w nocy przylazł Młodszy Szkodnik i wcisnął się między nas. Teraz po sygnale budzika zaczyna się wiercić i kopać, lepiej niż najlepszy uciekający budzik ;) Jestem kwiatem lotosu na tafli jeziora, jestem kwiatem… No dobra, więc zapalam lampkę, jest ciagle noc więc Młodszy zaczyna jęczeć że go oczki palą. Gilam po gołych syrach aż się obudzi i zostawiam męża na pożarcie przez chwilkę. Wyłażę z łóżka, mamy mikro sypialnię typu trumna mieszkalna, wciśniętą pod skos strychu, więc jedyna opcja wyjścia z łóżka jest od jego szczytu O_o Wyciągam z szuflady jakieś majty i skarpety, wciągam szlafrok. Idę do pokoju Szkodników i zapalam światło starszej. Ona chowa się pod kołdrę, szkodniki zdecydowanie działają na baterie słoneczne, światło elektryczne je denerwuje ;) Wyciągam ubrania dla Młodszego, które zanoszę do sypialni i zrzucam na jego głowę (a przy okazji na głowę męża który w międzyczasie już robi za sciankę do wspinaczki, pojazd sportowy albo coś podobnego ;)) i idę budzić Starszą. Tu jest większy problem, bo trzeba zrzucić kołdrę i odnieść na drugi koniec pokoju i gilać tak długo aż skapituluje. A twarda jest moi Państwo bardzo ;) Narzekając i płacząc że oczki bolą i główka i w ogóle świat jest paskudny powoli się ubiera. Ja idę na dół zabierając pod drodze zaspanego i oburzonego jamnika, ktory śpi u Starszej pod kołdrą i jest niewinną ofiarą akcji wstawanie. Gdyby to od niego zależało to spałby przynajmniej do 9 ;) Znoszę parówę po schodach i wystawiam za drzwi w celu odcedzenia. O tej porze jedyne na co moge liczyć to to że pójdzie 2m od drzwi na kupę liści specjalnie w tym celu pozostawioną i tam się wysika. Jak wchodzi z powrotem to idzie do kominka i patrzy na mnie z wurzutem – Cooooo jeszcze nie napalone?! Złośliwie przez chwilę ją ignoruję i idę zapalić światło rybkom i zagadać do świnek morskich. A także do toalety wykonać minimum higieniczne. Ekspresem. Potem zrażona zimnymi kafelkami przyjmuję krytykę psiej mordy i zabieram się za piec. Czyszczę go z popiołu, ktory wynosze do wiadra na tarasie. Potem sypię węgiel, drewno, podpałkę i rozpalam. Zostawiam na chwilę otwarty żeby był cug. W międzyczasie szkodniki porzuciły biednego tatusia i ubrały się więc wołam je na dół. Sypiąc płatki cynamonowe i lejąc do nich mleko pytam młodszego co chce na śniadanie. A po niezmiennej od ponad roku odpowiedzi stawiam mu gotowe płatki. Starsza jest modelem który w ogóle żywi się światłem, powietrzem i czekoladą, więc dostaje zwykle albo jakąś suchą bułę albo serek. Przez chwilę dyskutujemy o eksploracji świata Minecraft przez youtubowego idola Szkodników i zaganiam do ubierania. Sama naciągam jakiś przyodziewek na grzbiet przed udaniem się w zimną i groźną noc ;) Nastaje tradycyjny młyn pt. gdzie moja książka, nie mam gumki do mazania, aaaaa mama pani kazała przynieść 20kg czerwonej krepiny, on mi zabrał buty, ona patrzy na mnie krzywo itd. Jestem kwiatem lotosu…. W zależności od pogody albo odstawiam szkodniki na autobus szkolny spacerkiem, albo jak łajnem rzuca z nieba, to podjeżdżamy ten kawałek autem. Wracam w ciszy. Zaglądam do domu rodziców by wypuścić im psy, sa na emeryturze i nie mają powodów by wstawac o takiej porze. Idąc do siebie zaglądam do stajni. Konie parskają po całej nocy stania więc witam się z nimi i wypuszczam je na dwór. Gdy wychodzą zaglądam jeszcze do świnek i drapię je po czarnych ryjkach. Idę na górę i zamykam piec bo zdązył się rozpalić (a nawet wypalić), jest juz przyjemnie ciepło. Nastawiam czajnik z wodą na herbatę i zabieram wiadro z resztkami z poprzedniego dnia – to taki ekologiczny system utylizacji odpadów bo świnie są szczęśliwe a ja nie mam resztek do wyrzucenia. Zabieram też drugie wiadro z obierkami do których jedzenia świnie się nie zniżają by je wysypać obok kompostu. Obok ponieważ kucyki jak najbardziej zniżają się do jedzenia obierek, właściwie jedzą wszystko co chociaż minimalnie przypomina jedzenie, więc wypracowaliśmy system kompromisowy – ja udaję że nie widzę że jedzą obierki, a one nie szuchrują po kompoście i nie rozwalają go naokoło ;) Ślepa i głucha na odgłosy chrupania z tyłu, idę do domu zahaczając o drewutnię i zabieram trochę drewna do palenia. Na górze jamnik i kot siedzą juź w rzędzie i czekają na śniadanie. Dostają żarcie i mam ich z głowy bo zaraz idą dalej spać. Zalewam sobie herbatę i idę umyć ręce po brudnej robocie. Potem odpalam komputer by sprawdzić czy ktoś nie zostawił mi jakiejś mega pilnej i wymagającej natychmiastowej odpowiedzi o 1:30, wiadomości i ewentualnie odpisuję. A potem mogę wreszcie zabrac kubek z herbatą i zamknąć się w pracowni ;) Ufff
    Na zakończenie chciałam zaznaczyć że jest to IDEALNY poranek, gdzie nie muszę zbytnio wojować z wstawaniem i ubieraniem się Szkodników, żaden szprytny kucyk akurat nie zwiał z bosku i nie dorwał się do owsa, żaden śzkodnik nie jest chory na smarki, a kot nie nasikał w ramach demonstracji wyższości rasy kociej do wanny ;)
    buziaki

  200. Oktawia

    Kocham poranki, które nie zmuszają mnie do wstawania wraz z dźwiękami budzika. Błogi spokój ogarnia mnie już dzień przed, kiedy wiem, że telefon będę mogła odłożyć daleko w kąt, jak najdalej od siebie. Budzę się wtedy wyspana i wypoczęta, z uśmiechem na twarzy, mając w głowie myśl: “To dopiero będzie dobry dzień!”. Podnoszę potem powolutku rolety w oknach nieco do góry i witam się z nadchodzącym dniem, a jeżeli jest taka możliwość, to pozwalam, by promienie wschodzącego słońca otuliły mą twarz – to jest już naprawdę 200% szczęścia :). Następnie idę do kuchni po kubek ciepłej wody z cytryną, ścielę łóżko przy dźwiękach z moich ulubionych porankowych playlist i bach – jestem w pełni gotowa na nowe wyzwania! Proste rzeczy, a cieszą i dają świetnego kopa :).

    Pozdrawiam cieplutko, jak najwięcej idealnych poranków dla Ciebie i Chrupka! :)

  201. Kasia

    Mój idealny poranek również zaczyna się od wyłączenia budzika (telefonu) i pościelenia łóżka. Zauważyłam, że jeśli nie pościelę mam leniwy dzień i dużo dłużej chodzę nieogarnięta, a co gorsze jeśli wrócę po pracy i widzę nieposcielone łóżko automatycznie mam zły humor. Jesli chodzi o telefon to nie kusi mnie sprawdzanie portali spolecznosciowych ani e-maili, poniewaz najzwyczajniej w świecie nie mam na to czasu 😉
    Po pościelenia łóżka zakładam swój puchaty szlafrok, wstawiam wodę oraz przygotowuję kubek termiczny na herbatę “na wynos” i idę do łazienki umyć zęby i twarz. Po wyjściu z łazienki zalewam herbatę i wrzucam kubek do torebki (jeśli przygotuje dzień wcześniej obiad to też, ale to zalezy od planu nadchodzacego dnia), a następnie wracam do pokoju pomalować się i ubrać 😉
    Wszystko zajmuje mi jakieś 40min więc zawsze wstaję tyle czasu przed wyjściem, zależnie od dnia między 7:00, a 8:30 😉
    P.S. Oczywiście najlepiej odbieram swój poranek kiedy jestem wyspana 💖 Ostatnio miałam z tym problem i chodziłam całe dnie zmęczona, myśląc o tym, żeby wrócić do domu i iść spać. Okazało się, że to przez brak witamin także problem został rozwiązany i znów mogę się cieszyć dniem od samego początku 😘

  202. ed

    Dzień dobry. Idealny poranek, hm najłatwiej napisać o sobotnim poranku ;). Ale sobota jest raz w tygodniu, a ważne, żeby te idealne poranki były codziennie. I wiesz co, Asiu, prawie zawsze są. Odkąd zmieniłam pracę, życie zmieniło się na lepsze. Teraz widzę tą zależność – jaki poranek, taki dzień. I jaki dzień, taki następny poranek. Ważne są oczywiście te codzienne rytuały, które wprawiają mnie w dobry nastrój. Ustawienie pobudki z uwzględnieniem 10 min drzemki. Jan Sebastian Bach, który mnie budzi muzyką z budzika. Ciepłe światło lampki i mięciutkie bamboszki, które czekają przy łóżku. Zapachy kosmetyków przy porannej toalecie i makijażu, Kanon Pachelbela, który słucham codziennie przy myciu zębów. A na na pierwsze śniadanie avokado, banan i filiżanka herbaty z goździkami. Potem już mogę pędzić dalej, bo już się zaczął kolejny fajny dzień. Szczerze tak myślę, to cudowne uczucie.

  203. Evv

    Mój idealny poranek to pobudka w towarzystwie moich dwóch ukochanych mężczyzn. Jednym z nich jest miłość mojego życia i mój narzeczony, a drugim mój kochany futrzak kocurek Fenio. Pierwszy zawsze budzi mnie buziakiem, zaś drugi próbując zwrócić na siebie uwagę zaczyna lizać mnie po twarzy i powiekach aż otworzę oczy i go przytule ☺ Po takiej całuśnej pobudce wspólnie z narzeczonym przygotowujemy śniadanie oraz piernikowa latte i zajadamy się rozmawiając lub słuchając ulubionej muzyki. Od jakiegoś czasu podobnie jak Ty do swojego poranku staram się dodać krótką sesje jogi, jest niezawodna, zarówno pobudza jak i uspokaja, dodaje energii i relaksuje ☺ W ciągu tygodnia po tak rozpoczętym dniu szykuje się do pracy, w której energia jest mi podwójnie potrzebna, ponieważ prowadzę przedszkole i pracuję z maluchami. W weekend mam czas na spedzenie większej ilości czasu w łóżku z moimi ukochanymi i zrobienia czegoś dla siebie. Weekendy zawsze kojarzą mi się z naładowaniem energii na cały tydzień, ze spokojem i odpoczynkiem w każdej możliwej formie 😉 Poniżej zamieszczam zdjęcie kocurka który uwielbia wylegiwanie się w łóżku i naszej pościeli http://asset-7.soupcdn.com/asset/13946/0673_7c34_390.jpeg 😉

  204. Radosna

    Idealny jest mój poranek gdy do serca mogę przytulić swoją mamę .Dobrze gdy energię życiową od bliskiej osoby dostajemy bo wtedy optymistycznie do świata ludźmi nastawionymi będziemy .Miłość jest najlepszym bezalkoholowym trunkiem a do swych bliskich zawsze powinniśmy podchodzić z szacunkiem .Sen powoduje lepsze życie człowieka i dlatego ważne gdy wieczorem na Nas bawełniana pościel czeka .Gdy ktoś komfort i bezpieczeństwo w swym zaciszu domowym czuje na pewność radość z dnia codziennego zasmakuje .Nie tylko od święta wspaniały jest ten człowiek ,który kocha zwierzęta .Warty energii jest każdy dzień a ja obejrzałam cudowną rozmowę w Dzień Dobry TVN .Gdy ludzie zdrowie małemu Marcepankowi dają wiele dla tego psiego żywota zdziałają .Lubię o poranku takich konwersacji słuchać bo one są przyjemne dla mego ciała i ducha .Gdy psiak radośnie spojrzy Ci w oczy to wiesz ,że niezwykłe stworzenie za Tobą w życiu każdego poranka kroczy .Warto w swym życiu iść wyznaczoną sobie dróżką i regularnie o poranku należy ścielić łóżko bo nawet na najpiękniejszej pościeli kurze się osadzają ,które idealnego poranka dla Nas nie stwarzają .Idealny poranek człowiek sam sobie w głowie tworzy i dobrze gdy do Niej wiele pozytywnych emocji włożymy .Gdy Nas coś życiową przytłacza fajnie gdy psychoterapia wtedy wkracza .Ludzie specjalizujący w psychice ludzkiej częstymi rozmowami energię do życia nam dają i cieszyć się każdym dniem nam pozwalają .Nigdy się wizyty u specjalisty nie należy wstydzić bo dzięki nim człowiek idealny poranek widzi .Jeśli będziemy optymistycznie nastawieni do życia każdy poranek będzie wymagał radosnego przez Nas odkrycia

  205. Joanna

    idealny poranek? Mam taki codziennie! Wstaję o 7 rano i idę pod prysznic, ręcznikiem do sucha wyciera mnie George Clooney. Na śniadanie idę do Tiffaniego, przy okazji kupuję biżuterię dla bliskich. Najbardziej lubię nową kolekcję, zawsze mnie zaskoczy! Po śniadaniu mam masaż kamieniami. Za każdym razem dziwię się, że Johnny Depp chce to robić dzień w dzień, nawet jeśli mówię, żeby we wtorki sobie odpuścił i spędził czas z rodziną, to on i tak przyjedzie, skubany! Kiedy jestem już zrelaksowana od razu lecę do Lewandowskiej na trening. Anka potrafi wycisnąć ze mnie ostatnie poty! Przy okazji zjem kilka kulek mocy, które przygotuje Robert (tak naprawdę to on gotuje, ale głupio im o tym mówić w wywiadach). Po treningu już kończy się poranek i wracam do codziennych przyziemnych obowiązków, czyli wyłączam budzi i orientuje się, że jest już 9 a ja znowu zaspałam…

  206. Ania

    Mój zwykły poranek to pośpiech, chaos i zamieszanie. Pracuję na zmiany,więc wstaję o różnych porach i zwykle nie jem śniadań. Jestem bałaganiarą, więc szukam pędzli do makijażu, skarpetek, kluczy i portfela. Biegam w popłochu i zwykle się spóźniam….
    Mój idealny poranek powinien wyglądać przeciwnie do opisanego: budzę się sama, słońce świeci mi prosto w twarz. Snuje się w piżamie leniwie i bez celu słuchając ciszy, aż zgłodnieję. Wtedy wkładam szlafrok, wygodne trampki i na pewniaka idę na śniadanie do hotelu,który właśnie stawiają mi pod nosem. Taka rekompensata za utratę widoku na zachodzące słońce :)

  207. Dominika

    Dla mnie celebrowanie idealnych poranków jest ciągle nowością – kiedyś spałam jak najdłużej, a potem byłam wściekła na siebie, że marnuje czas i z niczym sie nie wyrabiam.
    Zmianę nawyków zaczęłam w wakacje, a teraz na studiach jest dużo trudniej, przez rożne godziny zajęć i uczenie sie do późna. Dlatego o ile rytuały mam zawsze te same, to godziny zmieniają sie w zależności od dnia tygodnia. I jest to jedna z tych rzeczy, które chcę ujednolicić, ale jako zwierzę nocy, musze się naprawdę przełamać, żeby zacząć wstawać o 5.
    Przechodząc już do mojego porankowego rytualu – swój bardzo spokojny budzik wyłączam zawsze od razu, często nawet budzę sie chwilę przed tym, jak zadzwoni i to jest naprawdę super! Taki wewnętrzny budzik. Lubię jeszcze chwile poleżeć, poprzeciągać się, przypomnieć sobie swoje sny i pomyśleć o nadchodzącym dniu. Rozsuwam zasłony, uchylam okno i wypijam cały piękny kubek przygotowanej wcześniej wody. Spinam włosy i ubieram najulubiejszy, najmiększy sweter – żeby nie przeżyć szoku kołdrowego :D Pózniej od razu ścielę łóżko, dla mnie podobnie jest to taki rytuał przejścia. Razem z pościelą wygładzam w pewnym sensie swoje myśli. W łazience przemywam twarz hydrolatem, wcześniej różanym, teraz oczarowym. Hydrolaty to w ogóle moje wielkie odkrycie – są takimi całkowicie naturalnymi tonikami o ekstra właściwościach. Smaruje buzię ulubionym kremem i lecę robić śniadanie!
    Śniadanie to moj najukochańszy posiłek! Często nawet kładąc sie spać, myśle juz o pysznej perspektywie śniadania, tak bardzo je lubię. Zwykle jem to samo, czyli owsiankę z gruszką i maaasą cynamonu. W ogóle proces krojenia gruszki w drobna kosteczkę zawsze mnie bardzo relaksuje.
    Podczas jedzenia słucham podcastów zombie vs zwierz, które odkryłam dopiero niedawno, wiec zanim wszystko nadrobię, starczy mi na kilkadziesiąt śniadań! Słucham juz przez resztę swoich porannych czynności.
    Następnie robię prosty, ulubiony makijaż, co tez zawsze sprawia mi dużo radości. Ubieram się w przemyślane wcześniej rzeczy i wychodzę na uczelnie :D
    Jeśli mam na pózniej, siadam na pięknie zascielonym łożku z czarną kawa i dziennikiem. A dla ducha, zamiast jogi, czytam chwilę Biblię, prosząc o dobry dzień.
    I zdecydowanie zawsze taki pózniej jest :D

  208. Anita

    Mój idealny poranek, to nie jak dla większości powolna pobudka, przesiadywanie w ciepłej pościeli z kubkiem gorącej herbaty lub kawy. Tak rozpoczęty dzień kończyłby się zapewne nic nie robieniem i leniuchowaniem do samego wieczora :D Staram się wstawać około 8, od razu po tym, odciągam zasłony i idę do toalety. Tam układam włosy w luźny kok, przemywam twarz tonikiem, i idę przygotować śniadanie. Najczęściej są to płatki lub bułki. W czasie kiedy podgrzewam sobie mleko, biorę do ręki mój bullet journal (nie wiem jak mogłam bez niego wcześniej funkcjonować!), przeglądam moje nawyki, aby o niczym nie zapomnieć, zaznaczam w habit truckerze dobre nawyki z poprzedniego dnia i zapisuję wszystkie ważne rzeczy do zrobienia w ciągu dnia. Później zabieram się za moje płatki. Kiedy zjem ogarniam szybko mieszkanie, czyli idę pościelić łóżko i zmywam naczynia, jeżeli zostały z poprzedniego dnia. Kiedy jestem już zadowolona z efektu, zabieram się za mój codzienny makijaż, i wybieram ubrania na dany dzień. Po makijażu jestem już zwarta i gotowa do działania, szukam ciekawego przepisu na obiad i wychodzę na miasto pozałatwiać wszystkie sprawy i na zakupy :)

  209. Zosia

    Hmm, wszystkie zawarte w pozostałych komentarz wizje są fantastyczne! Ale jak się nie ma co się lubi… no właśnie. Ja w tygodniu wstaję o 6:00 a o 6:45 opuszczam mieszkanie. Bardzo zmieniło to moją definicję idealnego poranka. Idealny poranek zaczynam już dzień wcześniej. Szykuję sobie ubrania, pakuję torebkę i torbę na siłownię. Jedzenie do pracy porcjuję i wrzucam do pojemniczków, blenduję śniadaniowy koktajl owsiany i stawiam obok czajnika kubek termiczny.
    Rano po przebudzeniu jestem zadowolona kiedy nie skuszę się na te “jeszcze 5 minut” i od razu ruszę pod prysznic. Ustawiam sobie obok umywalki telefon i słucham ciekawego podcastu. Po prysznicu i ubraniu się nastawiam czajnik, pakuję jedzenie z lodówki do torby, idę się malować i suszyć włosy (ich wieczorne mycie nigdy się u mnie nie sprawdzało niestety). I tak około 6:40 nakładam płaszcz, buty, biorę kubek z gorącą wodą z cytryna i imbirem i ruszam w drogę!
    Najprzyjemniejsze poranki to te kiedy opuszczam mieszkanie bez martwienia się o to czy wszystko mam, bo wiem, że byłam dobrze przygotowana. Nie sprawdzam wtedy nerwowo kieszeni i torby upewniając się gdzie jest portfel czy telefon.
    Może nie jest to najbardziej ekscytująca wizja i brak w niej chociażby czasu na wypicie herbaty, ale dzięki takim porankom zyskuję pewność, że kontroluję swój czas i że reszta dnia będzie przebiegać tak jak bym tego oczekiwała.

  210. nierozeznawka

    Mój idealny poranek to taki, kiedy budzę się przy uchylonym balkonie i budzi mnie śpiew ptaków i pierwszy “letni” poranny chłód. Zdarza się to tylko kilka razy w roku, w okolicy kwietnia lub maja, kiedy zaraz po przebudzeniu czuję, że to już pachnie lato. Niesamowite! Przypomina jakieś niejasne wspomnienia z przeszłości, przynosi zapach lasu, przygód, wakacji. Potem trochę powszednieje, ale warto na niego czekać :)

  211. Homerka

    Idealny poranek według mnie nie musi być poukładany i przewidywalny. Jestem najszczęśliwsza kiedy nie muszę wykonywać porannych czynności, w określonej kolejności idąc jak w zegarku. Nie jestem zła gdy niespodziewanie zanim wzejdzie słońce, obudzi mnie telefon od przyjaciółki. Rozmawiając z nią dowiaduję się, że właśnie wraca z randki z chłopakiem, który w przyszłości okaże się być jej mężem. Spragniona szczegółów zapraszam ją na kawę. Siedząc na balkonie w ciepły letni poranek z kubkiem w ręku i przyjaciółką u boku, snujemy plany na następne lata. Jestem niewyspana ale szczęśliwa. Nie jemy śniadania wyglądającego jak ze zdjęcia na Instagramie. Zwykła bułka z pasztetem wystarczy. Po szybkiej toalecie i śniadaniu spędzamy na rozmowie jeszcze długie godziny. Właśnie opisałam początek dnia, który rzeczywiście przeżyłam a wszystkie rzeczy, o których marzyłyśmy tamtego dnia się spełniły. Obecnie radość idealnych poranków niesie moja rodzina. Bez niej, dzień rozpoczęty nawet w najbardziej luksusowym hotelu świata nie ma znaczenia. Pozdrawiam ciepło 

  212. Agata

    Nie mam jeszcze swojej porannej rutyny, ale, wraz ze zbliżającym się Nowym Rokiem, intensywnie planuję zmiany w tym zakresie. Koniec z przestawianiem budzika i budzeniem się na raty, które rozleniwia mnie na kilka godzin do przodu. Wrócą moje śniadania, ktróre odeszły w zapomnienie, odkąd zagubiłam się w nowej pracy – stara dobra owsianka i kanapki we wszystkich kolorach! Do tego przedstawię się na moją ukochaną czerwoną herbatę a odstawię kawę, która daje mi niewiele więcej niż drgającą powiekę w tym momencie. Ale najlepsze poranki, to te wspólne poranki, dlatego zarządzę podwójną mobilizacjędo wspólnego śniadaniowania(zamiast wylegiwania), z doliczonym czasem na spacer nad Wisłą i rozmowę. Eh, jak dobrze jest pomarzyć, chciałabym wrócić tu za jakiś czas i zobaczyć, że się jednak udało (chociaż odrobinę ;) ) zapanować nad miom życiowym chaosem :)

  213. Anna

    Moje poranki są trudne, bo jestem chora na reumatoidalne zapalenie stawów i zawsze rano jest mi trudno się zmemłać w calość. Dlatego idealny poranek byłby taki aby po prostu mnie nic nie bolało, a poza tym to chyba nie mam większych życzeń, bo dzięki chorobie prowadzę slow life. Tak więc rano jest kawa, ukochana muzyka, koktajl owocowy albo zdrowe śniadanko:)
    Idealny poranek to taki w którym nigdzie się nie spieszymy, czego wszystkim życzę:)
    Anna, anomalia242@gmail.com

  214. WeroWero

    a ja ci opowiem jak chciałabym aby to wyglądało i powinno być moim postanowieniem noworocznym :)
    wstać wcześniej, porozciągać się, wypić na spokojnie herbatę i zrobić prasówkę… niestety rozmija się to z zabieganą rzeczywistością… ale jest powód aby zmotywować nowy rok i siebie :)

  215. Esy,floresy,fantasmagorie

    Szczerze mówiąc to trudno wykrzesać mi z zimowych poranków o 5.00 coś pozytywnego – tak myślę, przez pierwsze pięć minut…później Przytulanki z moją futrzastą terapią na czterech łapach odganiają wszystkie złe emocje i jakoś zawsze już na dworze rozpiera mnie energia. Pies to przecież bufor naszych nastrojów. Nie mogę jej zawieść. Po powrocie kolejny obowiązkowy punkt porannego programu to kawa w ulubionym kubku. W ciągu dnia piję jeszcze wiele razy ale żadna, absolutnie żadna nie smakuje tak jak w TYM kubku. Nastawiam muzykę…niee, nie energetyczne hopsasa … Od lat słucham budzi mnie głos Roberta Smitha i aksamitnie wyprowadza w dzień dobry bardzo :)

  216. pe.em.style

    Mój wolny poranek zaczynam od przygotowania omleta. Podobnie jak Ty mogłabym jeść ciągle to samo, ale żeby się nie znudzić smakiem polecam co tydzień zamienić składnik, czy to rodzaj wędliny, sera, warzyw czy przyprawy :) Kontynuuję tę tradycję już prawie od roku. Następnie przygotowuję cappucino z dużą ilością cynamonu – to moj coweekendowy rytuał, którym delektuję się w samotności :)

  217. tallinn

    Wstaje o 7:00,wstawiam do piekarnika ciasto na chleb,wyprowadzam psa,szybki prysznic,kawa i…rodzinka obudzona niesamowitymi zapachami kawy i świeżego chleba.STOP!.To codzienny poranek,a mój idealny?!.jeszcze oczy nie otwarte,a już wiem,że to będzie dobry dzień,bo tak sobie postanowiłam,uśmiecham się,otwieram oczy,swoją pozytywną nogą wstaje na podłogę i…wstawiam do piekarnika ciasto na chleb,wyprowadzam psa,szybki prysznic,kawa ,wnuk krzyczy: dla mnie kakao.Dla mnie takie poranki,moja radość na cały dzień,a czy muszą być idealne?!.

  218. hamartus

    W tygodniu niełatwo o spokojne, inspirujące poranki, ale jako studentka mam to szczęście, że zdarza mi się zaczynać zajęcia po południu. W takie dni wstaję najpóźniej o 8 i zaczynam od umycia zębów i wypicia szklanki wody z miodem (polecam na odporność!). Następnie, jeśli czuję mały głód, przegryzam banana lub parę orzechów i idę pobiegać. No dobra, raczej pospacerować z krótkimi zrywami biegu, ale to zawsze jakiś początek, prawda?  Pół godziny później wracam do domu, przebieram się i puszczam muzykę. Przyrządzam mniej lub bardziej zdrowe śniadanko, a później robię kawę w kawiarce, uwielbiam ten rytuał! Jeśli pogoda dopisuje, idę z moim ulubionym kubkiem do ogrodu i tu, zależnie od nastroju i planu dnia: rozmyślam o wszystkim i o niczym, uczę się, fotografuję roślinki albo czytam książkę. Czasem to wszystko w słuchawkach na uszach, a czasem wolę posłuchać sobie dźwięków natury. Tak wygląda mój wymarzony, niespieszny poranek.
    Częściej jednak rano mam niewiele czasu, bo gdy człowiek ma o 8 być na uczelni, to musiałby wstawać przed świtem, żeby nacieszyć się całym tym porannym rytuałem. Jednak nadal nie musi to być nerwowa bieganina, która skutkuje kiepskim humorem od rana. W takie dni nie zapominam o pysznym śniadaniu i staram się wygospodarować choć 10 minut na książkę lub pozytywnie nastrajającą muzykę. Ważne jest także przygotowanie poprzedniego wieczora ubrań, spakowanie się, dzięki czemu rano oszczędzam czas i nerwy. Czasem lubię sobie rano spojrzeć przez uchylone drzwi na domowników (jeszcze szczęśliwie w łóżkach), bo gdy tak śpią, widzę, jacy są bezbronni, kochani i moi. No i myślę, że najważniejsze jest powitanie nowego dnia z uśmiechem, nawet jeśli zapowiada się jako wyzwanie. Jeśli świeci słońce, to wystawiam do niego twarz; jeśli w nocy napadało śniegu, to zachwycam się widokiem i włączam sobie ‘Let it snow’. A jeśli pogoda nie rozpieszcza, to szykuję sobie pyszną herbatkę do kubka termicznego, biorę książkę i mimo wszystko z pozytywnym nastawieniem pędzę na przystanek .

  219. Karolla

    Mój idealny poranek wygląda całkiem podobnie, z tą różnicą, że niestety nic kudłatego pod nogami mi się nie plącze ;) Gdy dzwoni budzik również staram się nie utonąć w social mediach, tu ostatnio odkryłam pomocne aplikacje, które blokują mi te pożeracze czasu w konkretnych godzinach (polecam!). Pościelenie łóżka to obowiązkowy punkt rano, bez niego nie ma produktywnego dnia. Potem leniwe i jeszcze zaspane człapanie do łazienki, pasta do zębów pierwszy “workout” zaliczony :P Najlepiej byłoby teraz wypić wodę z cytryną, chyba że moja poranna siła woli zaciągnie mnie na różową matę i zastąpi nieobecnego zwierzaka psami w górę i w dół w mojej wlasnej osobie. Śniadanie – bez niego nie ma mowy o czymkolwiek. Również należę do osób, które tygodniami mogą jeść to samo :D Dlatego ostatnio królują jajka sadzone, ciemny chlebek i obowiązkowo smoothie z kawą, mlekiem, bananem i kakao. Gdy kuchnia nie jest spalona, sąsiedzi bezpieczni a ja nawet mam jeszcze co zjeść – oglądam vlogi na yt. Te piękne ujęcia z codziennego życia i inspirujące wydarzenia u ciekawych ludzi nie mogą nie zmotywować mnie do wykorzystania dobrze danego dnia :D Staram się po tym jeszcze czytać minimum pół godziny (przynajmniej tym zbliżę się do Billa Gatesa hihi), a następnie do pracy rodacy :)

  220. Asia

    Moje idealne poranki chwilowo raczej wspominam niż przeżywam, ale mam nadzieję, że wrócimy jeszcze do siebie. Składało się na nie wstawanie o stałej porze (7.30), szybkie mycie i ubieranie, a potem droga do pracy (trochę tramwajem, trochę spacerkiem), z przystankiem w bardzo miłej piekarni po kawę i kanapkę lub kawę i drożdżówkę, następnie kolejny przystanek – odbieranie kluczy do biura, no i wreszcie biuro, które co rano otwierałam. Przed przyjściem reszty zespołu miałam czas dla siebie, i w cichym, starym, jasnym mieszkaniu przy Rynku w Krakowie, mogłam sobie spokojnie zjeść śniadanie, uporządkować maile i powoli przygotować wszystko do pracy. Teraz moje poranki są bardziej pokręcone i trochę brakuje mi takich rytuałów, a zwłaszcza porannej samotności i czasu na układanie wszystkiego po swojemu, czasu na taką dobrą koncentrację. Może od Nowego Roku uda się to trochę zmienić. :)

  221. Julia

    Idealne poranki to te w domu rodzinnym, kiedy wpadam tylko na weekend i czuję się znów jak uczennica liceum.
    Wstaję więc troszeczkę później, w poranniku schodzę do kuchni, gdzie rodzice popijają kawę i nadrabiają zaległości czytelnicze. Na mnie czekają świeże bułeczki, mama znad Wysokich Obcasów mówi, żebym wzięła sobie jeszcze jogurt/pomidory/różne smaczności, bo specjalnie kupiła, i mam wrażenie, że tutaj czas stoi w miejscu i że te poranki są takie same jak przed laty. I to poczucie sprawia, że są idealne.

  222. Aga

    Idealny poranek? Był dzisiaj! Panna T. (4 miesiące) obudziła się (oraz mnie) o 5.15 z promiennym uśmiechem, za nic mając fakt, iż jest niedziela, ciemno, zimno i wszyscy, ale to na prawdę wszyscy jeszcze śpią. Około 6 zasnęła ponwnie. Już miałam zamiar do niej dołączyć, gdy gotowa do działania wstała M. (3 lata) . Zjadłyśmy razem śniadanie i zaczęłyśmy wspólnie przygotowywać świąteczne dekoracje, a później upiekłyśmy ciasto. Co było takiego idealnego w tym poranku? To, że spędziłam go z moimi dziećmi i obie dziewczyny miały mamę na wyłączność, co ostatnio rzadko się zdarza… no i ten zapach świeżego ciasta z samego rana…

  223. K.B.

    Idealny poranek to wczesny poranek po 8 godzinach snu, kiedy jestem wyspana i mam te 20 minut wiecej i moge spokojnie umyc zeby i zjesc sniadanie z moim 2.5 latkiem. Pijac kawe moge wtedy bez pospiechu ot tak siedziec i sluchac, o tym ze na trawniku przed blokiem biegnie tygrys! i lew! I ze leci samolot a w srodku Biszkopt (pies dziadkow) szczeka i ze nu nu nu nie wolno szczekac! I ze tam daleko daleko numer dzwoni i ze trzeba odebrac, bo to sowa … Idealny poranek, bo zamiast wierzby brzozy i trawy moge zobaczyc, co siedzi w glowie mojego synka.

  224. Elsa

    W idealne poranki nie budzi mnie przenikliwy dźwięk pięciu budzików (jeden dawno przestał wystarczać…) ani myśl: „O nie, znowu!”. Przez okno wpadają już promienie słońca, za ścianą słychać krzątaninę sąsiadów, ale ja jeszcze przez kilkanaście minut wyleguję się w miękkiej pościeli, a potem pozwalam sobie na długi, relaksujący prysznic.
    Nic nie muszę i nigdzie mi się nie spieszy. Mam czas, by zadbać o zadbać o detale podkreślające odświętny charakter tego poranka. Psikam się więc ulubionymi perfumami i wychodzę po świeże pieczywo do pobliskiej piekarni. Potem przygotowuję inne niż zwykle śniadanie, parzę kawę w najładniejszych filiżankach, a na stole stawiam owoce w ozdobnej misie.
    Zwinięty w kłębek kot mruczy w najlepsze – pewnie wie, że tym razem nie zostanie brutalnie zrzucony z moich kolan, bo trzeba biec na autobus. Wciąż półprzytomny chłopak daje mi buziaka na dzień dobry. Ja tymczasem włączam ulubioną muzykę i wertuję książkę, która pewnie od kilku tygodni leży smętnie na półce i czeka na ten moment, albo zapisuję w kalendarzu plany na najbliższe dni.
    W idealne poranki cieszy mnie każdy drobiazg, dlatego żałuję, że tak rzadko się zdarzają.

  225. Kamil

    Mój idealny poranek… Budzę się przytulony do mojej ukochanej dziewczyny. Całuję ją w czoło na dzień dobry i słyszę “dzień dobry, Skarbie. Zaraz zrobię mam śniadanie”. Nie narzeka przy tym na pościel czy łóżko, co czasem jej się zdarza (bo nie zmienię pościeli w odpowiednim czasie). Ogarniam się w łazience, woda od razu ma idealną temperaturę, szampon nie wlewa mi się do oczu i w ogóle czuć morski powiew świeżości. Na śniadanie ciepłe tosty z serem królewskim, który w międzyczasie dziewczyna zdążyła kupić na promocji w osiedlowy sklepie, i z szynką wędzoną. Do tego kawa, delikatne latte. Wracam do pokoju, otwieram szafę i od razu wiem, jaką wziąć koszulę i marynarkę na uczelnię. Szybko przed wyjściem jeszcze ogarniam pocztę i dowiaduję się, że ostatnie dwa egzaminy zaliczone na 5.0, tak samo, jak moja kobieta. Tańczymy chaotyczny taniec radości, co zajmuje nam dłuższą chwilę, w wyniku czego zapominam o wyjściu. Wybiega spóźniony z mieszkania, ale dopisuje mi szczęście! Autobus również przyjeżdża spóźniony, dzięki czemu jestem na uczelni punktualnie. W drodze piszę jeszcze smsa do dziewczyny, że bardzo ją kocham i umawiamy się na wieczór na randkę.
    Taak, tak wygląda mój idealny poranek.

  226. Agnieszka

    Idealny poranek oznacza dla mnie zupełny brak pośpiechu, tak bym spokojnie mogła zająć się wszystkimi ulubionymi czynnościami. Wstaje wtedy dość wcześnie, nastawiam wodę na kawę i rozpoczynam poranny rytuał w łazience. Ta chwila pielęgnacji skutecznie pomaga mi się obudzić i nabrać promiennego wyglądu, szczególnie moja ukochana mgiełka do twarzy z witaminą c. Potem idę przygotowywać śniadanie, bo jak idealny poranek to tylko z placuszkami bananowymi. Smażę je na spokojnie w rytm ulubionej muzyczki, teraz są to oczywiście świąteczne przeboje. Potem siadam sobie z kawą i oddaję się ulubionej lekturze, ale żeby za bardzo się nie wciągnąć, zamiast książki wybieram jakiś fajny artykuł w Przekroju. Potem już tylko wskakuje w ulubione ciuchy, robię lekki makijaż i jestem gotowa na podbój świata 😉

  227. Di gotuje

    Jak wygląda mój idealny poranek?
    Jejku, marzę o nim od 7 miesięcy, odkąd urodziła mi się córka!
    Mimo wszystko staram się trzymać swojej rutyny…
    Asiu, jak domyślasz się – budzik nie jest mi całkowicie potrzebny.
    Jednego czego mi potrzeba z rana to dawki mnóstwa energii, wiec od razu staram się lecieć do kuchni zrobić sobie kawę z dużą ilością mlekaaa.
    Po drodze włączam laptop.
    Wiem, że to niezdrowe, ale kawusia przy sprawdzaniu wiadomości, facebooka i kmentarzy na blogu najbardziej smakuje.
    Reszta uzależniona jest od Natusi.
    Czekam do “normalnej” godziny, aby móc się ogarnąć i pobawić w kuchni.
    Prowadzę bloga kulinarnego i uwielbiam takie zabawy, na które teraz brakuje mi czasu.
    Córka, córka, córka…
    W międzyczasie karmienie, bujanie, zabawy.
    W moim poranku jest mnóstwo chaosu i brakuje mi odrobiny spokoju.
    Napisałaś, że ciągle tak samo mieszałabyś herbatę i o swoich rutynowych śniadaniach.
    Też tak mam!
    Tylko u mnie są mono obiady ;)

  228. Anna

    Mój idealny poranek różni się od tego, czy idę do pracy, czy jest weekend. Podobnie jak Ty cenię sobie “rutynę porankową”, która sprawia, że ten roboczy poranek także może być idealny. Zazwyczaj mogę sobie na niego pozwolić, jednak godzina o której muszę wyjść nie zależy ode mnie, więc jeżeli jest wyjątkowo wczesna, to nie mam tyle silnej woli, żeby wstać jeszcze wcześniej i mieć spokojny dłuższy poranek – może kiedyś do tego dojdę. W każdym razie mój idealny “roboczy” poranek rozpoczyna się wieczorem, kiedy przygotowuję sobie to co będzie mi rano potrzebne, pakuję torebkę, przygotowuję posiłek, zastanawiam się co rano zjem i wlewam wodę do czajnika, a przed samym pójściem spać układam w pobliżu kapcie i szlafrok. Ten element jest kluczowy, żeby poranek mógł być idealny, spędzony bez pośpiechu, zbędnych czynności i chaosu. Rano tylko wstaję, wciągam kapcie i szlafrok, a po drodze do łazienki prztykam czajnikiem. Kiedy jestem w łazience przecieram twarz płynem micelarnym, przeczesuję włosy i szybko zwalniam łazienkę, bo mąż już czeka. Następnie robię herbatę i śniadanie. W czasie gdy herbata stygnie ubieram się i wykonuję szybki makijaż. Teraz zaczynają się ulubione elementy mojego idealnego poranka, gdyż wcześniejsze czynności staram się wykonać jak najszybciej. Jemy z mężem śniadanie, następnie “wyprawiam” go do pracy, tutaj poranek umila nam minuta przytulania się i czułości, taki mały zastrzyk pozytywnej energii. Potem mam chwilę dla siebie i to kolejny ulubiony element mojego idealnego poranka. Robię sobie kawę i oglądam youtube na laptopie, a potem wychodzę. To właśnie ta rutyna pozwoliła polubić mi poranki “robocze”, których kiedyś nienawidziłam.

  229. Justyna

    cześć! Mój idealny poranek to taki, w którym nie muszę się nigdzie śpieszyć. Lubię o poranku wykonywać czynności na zwolnionych obrotach. Wyprowadzić leniwie psa – Kromkę, która “czyta” wszystkie psie nowinki i ogłoszenia. Później wracamy, jemy śniadanie. Kromka, ma jeszcze czas na przytulenie się do mnie na fotelu i zasypia na kolejną drzemkę. Dodam, że idealny poranek = mleko w lodówce do kawy. Dziś niestety, herbatka. Ale, może chociaż zdrowiej!

    Ps. Rozbawiło mnie przemycanie spodni. Myślałam, że tylko ja to muszę robić, a Kromka jest taka spryciulka. Ciekawe czy na spódnicę by się nabrali ;) wprawdzie, jogi nie uprawiam, ale po prostu żeby się ubrać.

  230. Magda

    Idealne poranki są zawsze z moją Mamą. Jestem bardzo zabieganą osobą. Studiuję pielęgniarstwo, pracuję. Wychodzę o świcie a do domu najczęściej wracam póżnym wieczorem. Jednak niedzielne poranki zawsze spędzam w domu, z Mamą, przy starym kuchennym stole. Siedzimy, pijemy kawę, rozmawiamy. Zdajemy sobie relacje z całego tygodnia. Opowiadam jej co się działo na praktykach, co słychać u znajomych. Gramy w Garibaldkę- naszą ulubioną grę karcianą. Jeszcze nigdy z nią nie wygrałam!

  231. kari

    Weekendowe poranki są tymi idealnymi, bo mam więcej czasu. Każdy dzień zaczynam od wody z cytryną, a potem super śniadania. Dbam o to, żeby w tygodniu nie spieszyć się rano i zawsze zjeść coś zdrowego i smacznego. W weekendy zazwyczaj robię placuszki bananowe z różnymi owocami i masłem orzechowym. Uwielbiam je i właśnie je zjadłam z moim chłopakiem, dziś mamy wolne :) teraz on robi nam pyszną kawę, chwilę posiedzimy porozmawiamy, mamy zamiar ubrać choinkę i pójść na siłownię. Uwielbiam ćwiczyć i zaczynać od tego dzień. To wszystko razem tak mnie ładuję, że dzień nie może być zły :)

  232. Ewelina

    Mój idealny poranek miał miejsce całkiem niedawno. W niedzielę o 6.15 obudziły się obie moje córki. Czterolatka powiedziała “śpij sobie, mamusiu, a my poczytamy książki” i razem z dwulatką rozłożyły się na dywanie z książkami na dobrą godzinę. Gdzieś przez sen słyszałam tylko ich śmiechy i szelest kartek :)

  233. Joanna M

    Poranki zdecydowania mają dla mnie znaczenie. Dobry poranek daje power na cały dzień, a idealny poranek… daje inspirację i dobrą energię na cały rok. Mój idealny poranek to poranek w Nowy Rok. Ani ja, ani mój mąż nie lubimy Sylwestra, irytuje nas presja zabawy tej akurat nocy, więc zwykle nie balujemy i kładziemy się spać dość szybko. Za to rano… Rano jest cudownie. Nawet najbardziej tłoczne okolicy nagle są ciche i spokojne. Wstajemy powoli, niespiesznie, a potem robimy coś fajnego, na co mamy ochotę. Jedziemy pustymi drogami na spacer w lesie. Idziemy na basen. Błąkamy się po wrocławskim rynku i celebrujemy wszystkie “pierwsze” chwile – pierwsza kawa, pierwszy buziak, pierwszy spacer… Wbrew pozorom nie jesteśmy sami, spotykamy ludzi, ale jest ich tak mało, że od razu czujemy komitywę, jakbyśmy byli razem wtajemniczeni, porozumiewawcze uśmiechy śmigają tu i tam. I taki idealny poranek potrafi trwać długo, może do 17, ale naładowuje energią na jeszcze wiele dni.

  234. Olga

    Jest niedziela, spimy, juz jestesmy w fazie przebudzenia, bo od poniedzialku do piatku juz o tej godzinie jestesmy w drodze do pracy. Jestesmy w swoim domu.Na lozko wskakuje kot i domaga sie przytulania i miziania. Ostatecznie sie budzimy, leniwie przeciagamy, przytulamy, usmiechasz sie i mowisz „jeszcze 15 minut”.
    Jeszcze nie doswiadczylam takiego poranka, ale wierze, ze kiedys nadejdzie:)

  235. Ala

    Mój sposób na fajny poranek? Zawsze staje przed mezem, wkładam stopy do ciepkutkich kapci, owijam się szczelnie szlafrokiem i czlapie do kuchni żeby przygotować nam śniadanie: zazwyczaj są to kanapki, kawa i herbata. W między czasie 15 tys razy budzę mojego meza, bo nie wyrobi się do pracy😊 Śniadanie jemw w łóżku, zazwyczaj milczymy bo żadne z nas nie lubi gadać o poranku. Cała energię wkładamy w proces budzenia się. Zazwyczaj leżymy jeszcze trochę w łóżku, zaczynamy rozmawiać ze sobą, opowiadamy nasze sny, plany dnia i… Przytulamy się mocno i tak porządnie, co najmniej przez 2 min. Może to brzmi głupio, ale zauważyłam że takie przytulanie się buduje nasz dzień, daje nam energii, czujemy miłośc i wsparcie płynące do nas i przez to nasz dzień jest duuuzo lepszy i związek. Mniej się kłócimy i chętniej okazujemy sobie miłość. Po wszystkim lecę z wywalonym językiem do pracy i tam pije kawę i jem cynamonowa bułkę i zaczynam dzień 😁

  236. Oliwia

    Mój idealny poranek zaczyna się o 7:30. Po wstaniu i pościeleniu łóżka wyruszam do łazienki, przemywam twarz woda, aby się rozbudzić, następnie tonikiem i myję zęby. Tak przygotowana mogę wyjść do mojego raju. Idę do stajni nakarmić i wyprowadzić konie, uwielbiam ten zapach siana, słomy i koni, uwielbiam te miękkie chrapki miziające mnie na dzień dobry, do tego zawsze dookoła mnie kręcą się moje dwa adoptowane psy i wymachują mi tyłkami żeby je podrapać :) po miziankach i spacerach na padok mogę wrócić do domu, wskoczyć pod prysznic, zrobić sobie kawowy peeling i później w pidzamce i kapciach zjeść jajecznice lub omleta z jajek zebranych rano w kurniku i wypicia kawy w ulubionym kubku :) zazwyczaj gawędzę sobie wtedy z mamą lub słucham jakiegoś audiobooka. Po takim poranku mogę się spokojnie zabrać na wyzwania jakie stawia mi dzień :)

  237. Marysia

    Mój codzienny poranek to wypracowany rytuał, który daje mi poczucie szczęścia. Ważny w nim jest każdy element a zaczyna się od budzika! Nie lubię elektroniki w sypialni, mam zasadę żadnego laptopa żadnego telefonu. Budzik mechaniczny również nie wchodził w grę z uwagi na głośne tykanie. Wybrałam radio -budzik i co rano budzik mnie ulubiona trójka :) Zaczynając od cichych do coraz głośniejszy dźwięków. Po wstaniu biegnę do kuchni po olej kokosowy, płuczę nim buzię od pewnego czasu i wierzę w jego pozytywne działanie prozdrowotne. W czasie płukania robię masę innych rzeczy: prysznic, mycie głowy, suszenie i najczęściej jeszcze rozładowuje zmywarkę, która nastawiłam na noc. Dalej mycie zębów i owsianka :) Owsianka przyznam się jest codziennie ,ale warianty są różne. Po śniadaniu wielką przyjemność sprawia mi pycie kawy. Zainwestowałam jakiś czas temu w porządny ekspres do kawy i to był jeden z lepszych zakupów. Kupuję dobre ziarna i dzięki temu w domu mam kawę jak z kawiarni. Codziennie się cieszę jak sobie zrobię swoją ulubioną. Po zrobieniu kawy siadam do komputera i zaczynam pisać lub czytać źródła (doktorat). Tak zasadniczo wygląda mój poranek :) Chociaż taki ulubiony, ulubiony to jednak zawsze będzie ten rozpoczynający się jogą w parku w prochowni <3 Potem wyciskany soczek i śniadanie ahhh :)

  238. Natalia

    Po wielu latach walki z samą sobą co rano stwierdzam, że mój dzień zaczyna się w mojej głowie. Nie potrzebuję do tego przepięknych widoków (chociaż je uwielbiam) czy też wykwintnego śniadania. Grunt to spokojne ogarnięcie się wieczorem i pozytywne nastawienie. Najważniejsze dla mnie to otworzyć oczy i cieszyć się, że wstaje nowy dzień. Z uśmiechem wyczekiwać co dobrego przyniesie. Mieć do kogo powiedzieć “dzień dobry” i dać buziaka, porozmawiać o tym, co się śniło. Nie czekać na weekend, na wolny dzień, na kolejne Święta. Być tu i teraz z tymi, których kocham. Pobyć też sama ze sobą. Przez wiele lat nie doceniałam tych porannych chwil. Teraz jestem radośniejsza i “nie spinam” się, żeby było perfekcyjnie. Właśnie w trudnych i stresujących momentach w życiu to poranki dają siłę i spokój, pozwalają dobrze się “nastroić”. A jeżeli uda mi się przy okazji pobiegać, zjeść ulubione danie czy też spokojnie poczytać książkę to… jeszcze piękniej :) Wszystkim życzę pięknych poranków – codziennie!

  239. Magda

    Mój idealny poranek? To taki, w którym nie dzwoni budzi o 5 i nie muszę wstawać do pracy w korpo, za którą nie przepadam. Na szczęście mam już konkretny plan, aby w przyszłości uległo to zmianie ;)

  240. Ola

    Mój idealny poranek związany jest ze Świętami Bożego Narodzenia (które się zbliżają i na które czekam z niecierpliwością)… Uwielbiam czas, gdy nic mnie nie goni, nie muszę się spieszyć. Wstaję obudzona nie budzikiem, lecz cichymi rozmowami członków Rodziny dobiegającymi z kuchni. Wstaję wyspana i wypoczęta i dołączam do pozostałych w kuchni. W pomieszczeniu unosi się zapach świeżo zaparzonej kawy, którą też z przyjemnością piję. Za oknem pada śnieg i jest mróz, a ja doceniam ciepło domu i rodzinnej atmosfery okraszone świątecznym wystrojem. Bez pośpiechu kieruję kroki do łazienki, gdzie przygotowuję się do przeżycia wspaniałego dnia. To wyjątkowy poranek, gdzie wszyscy razem celebrujemy bycie ze sobą, w spokoju i cudownych nastrojach oddając się rozmowom, wspólnym grom planszowym lub spacerom.

  241. Jadzia

    Spanie do 9, potem tulenie się z mężem i mega wypasiona jajecznica na śniadanie. Tak, to idealny poranek… ale jakieś 6 lat temu – wiecie, przed dziećmi. Teraz idealnie jest gdy uda wstać się przed nimi, gdy nic nie skrzypnie, nie stuknie i na paluszkach uda mi się uciec ze strefy sypialnej. Żeby było idealnie robię wszystko bezszelestnie, a w psie mam sojusznika – uwierzcie nawet on chodzi na paluszkach i powoli, bo nic tak nie budzi jak stukot psich pazurków o panele. Bubu też woli wstawać bez dzieciaków :) Gdy uciekam z sypialni wyglądam jak Tom Cruise w Mission Impossible, tylko że z psem. Ale, gdy już dostanę się na dół, to .. poranna impreza! Joga, chociaż kwadransik, później kawa ze spienionym mleczkiem, jakiś tościk z dżemem, a Bubu nie szczeka na widok jedzenia, byłoby idealnie! Zazwyczaj jednak kończy się to tak, że skrzypnie mi ostatni schód i za moment słyszysz cichutkie “Już wstałaś mamusiu? Ja też nie śpię!” i po tobie – nici z jogi, prasówki albo kawy w szlafroku.

  242. Kasia

    Idealny poranek jest wtedy, gdy uda mi się obudzić z pierwszym dzwonkiem budzika. Moja kotka Mucha ma do niego 6 zmysł i na chwilę przed tym jak rozlegnie się alarm zaczyna się do mnie tulić i mnie ugniatać, żebym wstała (niezależnie od tego, czy ugniata czubek mojego nosa, czy rękę przez kołdrę, robi to najczulej na świecie). W takie poranki jestem już na tyle przytomna, że mogłabym wstać od razu, ale przedłużam tę chwilę do kolejnej “drzemki” albo i dwóch. Od pół roku mieszka z nami piesek Bruno na tzw. domu tymczasowym (chociaż coś mi się wydaje, że zostanie na dłużej :) ), więc po pierwszym budziku zaczyna mi się też kotłować kołdra w okolicach nóg. Mucha dzieli uwagę pomiędzy mnie, a psa, a ja się z uśmiechem przysłuchuję w czasie takiej pobudki ich czułościom. Wstajemy wszyscy razem, zwierzęta się przeciągają, ja wkładam włochate kapcie i ścielę łóżko (tak! to tak ważne, zaczęłam je ścielić z początku ze względu na zwierzaki, które z lubością wylegiwały się na pierzynie w czasie mojej pracy, ale zauważyłam po jakimś czasie, że wprowadza to we mnie większy spokój, pewniej zaczynam takie poranki, kiedy mam na to czas). We względnej ciszy (wstajemy pierwsi) idziemy z Muszką do łazienki dokonywać zabiegów pielęgnacyjnych, a Bruno idzie w tym czasie sprawdzić czy w misce nie zostało nic od wczoraj. Jeśli to weekend to przemywam twarz, związuję włosy, wkładam dres na piżamę. Idziemy z psem na długi spacer zahaczając po drodze o targowisko i wracamy na śniadanie. Taki dzień zazwyczaj zaczynam od jajecznicy, gotując w międzyczasie kawę wg kuchni pięciu przemian, moje nowe – absolutnie cudowne – odkrycie. Polecam szczególnie w szare zimowe poranki – zapach i smak są powalające. Z kawą i z książką ładujemy się z powrotem do łóżka i opracowujemy plany na cały dzień, żeby jego drugą połowę spędzić aktywnie.
    W tygodniu toaleta jest dłuższa, a spacery krótsze, kawę i śniadanie robię w pracy. Ale jeśli zaczynamy od tej słodkiej 20-
    minutowej kotłowaniny przy drzemkach i wspólnego przeciągania, to jest dobry dzień.
    I podpisuję się obiema rękami pod tym, że najlepiej się pracuje zanim się zajrzy na facebooki maile i tym podobne. Wstyd przyznać, ale oduczałam się tego wiele razy. Kuriozalnie, pomogła mi kradzież smartfona i kilkutygodniowy detoks od aplikacji w telefonie, kiedy używałam pożyczonego telefonu mojej mamy. Teraz do internetu staram się zaglądać dopiero po śniadaniu, jeśli jestem w biurze, to również po pierwszym “ogarnięciu” spraw bieżących i planów na dany dzień. Najpierw zaglądam do papierowego kalendarza, potem spoglądam na telefon i email.

  243. Weronika

    Moj idealny poranek to taki gdy za oknem widzę zieleń, gdzieniegdzie przebijające się promienie słońca, a ciszę aż SŁYSZĘ. Obok leży jeszcze wtulony we mnie ukochany, a niedaleko łóżka moj pies idealny, który również nie wstaje póki ja nie wstanę. Na zegarku 7:00-8:00, jak co rano biorę lek i zasuwam do szuflady po strój do ćwiczeń i matę. Ćwiczę 30min a jak mam flow to nawet godzinę! Potem szybki prysznic po którym jedynie kremuje ciało i czesze włosy. Przechodzę do kuchni gdzie, wstawiam wodę i włączam muzę ze Spotify. Reszta rodzinki dołącza mnie i razem robimy śniadanie. Siadamy, jemy, weryfikujemy nasze plany dnia i staramy się umówić na wspólny obiad. Po nas pies dostaje swoją porcje, a my ogarniamy co nieco kuchnie. Dopiero wtedy ubieram się jak należy, susze włosy i jeśli nikt jeszcze tego nie zrobił -wychodzę na spacer z piesem. Wracam, biorę koktajl lub kubek herbaty w dłoń i zaczynam prace przed komputerem. Wspólne śniadania i godzina ćwiczeń dla siebie wychodzi mi w pełni dopiero od roku. Wyjątkiem są wyjazdy i weekendy. A planem moim/naszym jest kontynuowanie takich poranków w jakimś ciepłym, słonecznym miejscu, najlepiej z hiszpańskim gwarem w tle 😍 Co mam nadzieje uda się już niebawem, z pewnymi modyfikacjami bo w powiększonym składzie! 😉🤰👼

  244. Iwona

    Idealny poranek, to: wczesna pobudka, ale tym razem bez marudzenia i dosypiania jeszcze 10 min. Skoro już od otwarcia oczu udało się osiągnąć zamierzone, to dzień na pewno będzie cudowny. Wszyscy jeszcze śpią, więc to idealny moment na gorącą herbatę (oczywiście zaparzoną w ulubionym imbryku, i z ulubionego kubka), najlepiej na świeżym powietrzu z pięknym widokiem, ze stopami zanurzonymi w trawie. Mmmmmm….. Jeśli jest zima albo akurat trawy nie ma pod ręką, wystarczy wygodny fotel. Chwila dla siebie i wykonanie drobnych zamierzonych czynności, daje siłę i energię na cały dzień.

  245. S

    Moje trzy idealne poranki zdarzyły się tego lata. Pierwszy, kiedy późnym wieczorem przyjechałam do Fezu i z wrażenia obudziłam się następnego dnia tuż przed świtem (w pobudce pomógł też muezzin;) ), a potem wyszłam owinięta w koc na taras riadu i zobaczyłam pierwszy raz medynę w świetle wschodzącego słońca; drugi, po imprezie na działce kolegi, kiedy obudziłam się nad ranem po dwugodzinnej drzemce i zobaczyłam, że część znajomych wciąż nie śpi, więc wyszliśmy razem do lasku, i patrzyłam razem z nimi jak ciemno-szare niebo zamienia się w jasny, ciepły dzień; i trzeci, kiedy nastawiłam budzik na 5:30 i wyszłam pojeździć rowerem po pustym, po-sobotnim mieście. Zawsze w takich chwilach myślę sobie, że muszę częściej oglądać świat w tej pięknej porze świtu, a zawsze i tak szybko o tym zapominam, więc tym cenniejsze są te chwile :).

  246. Sonia

    Wstając rano pierwsze co robię to przeciągam się tak intensywnie, żeby móc poczuć każdą drobną kosteczkę w swoim ciele. Jeszcze leżąc w łóżku wykonuję lekkie ćwiczenia rozciągające. Potem całuję w czółko mojego partnera, który najczęściej jeszcze śpi i wstaję, aby przygotować wodę z cytryną oraz jakąś pyszną herbatę. Zielona z prażonym ryżem, to ostatnio nasz faworyt. Budząc się odpowiednio wcześnie mamy czas na to, aby wspólnie zjeść jakieś pyszne śniadanie – smoothie jest obowiązkowe każdego ranka. Najczęściej jakieś zielone z dodatkiem sałaty lub jarmużu, ale przez, to, że oboje uwielbiamy słodycze, a mój chłopak bardzo dużo trenuje, to wrzucam jeszcze kawałki gorzkiej czekolady, więc mamy taką zdrową i wegańską wersję straciatelli. Idealny poranek, to właśnie taki, kiedy możemy mieć czas dla siebie, aby wspólnie podyskutować bez zbędnego pośpiechu.

  247. Julia S.

    Mój idealny to poranek udało mi się w jakiś sposób wypracować kilka miesięcy temu. Celebruję każdą chwilę. Wstaję – powidziwiam widok za oknem na las – każdego dnia jest zupełnie inny. Jak co dzień połykam euthyrox na tarczycę. Później prędziutko prysznic i szybka toaleta – duże znaczenie mają dla mnie zapachy- dlatego z rana kocham pielęgnację ulubionymi kosmetykami. Ponieważ zazwyczaj nie mogę jeszcze jeść śniadania ( muszę odczekać 30 min po lekach), poświęcam te chwilę na grę na pianinie- to daje mi motywację do działania na cały dzień. Na śniadanie standardowo owsianka z owocami i kawa bez której nie mogę żyć! Zbieram się i lecę do pracy. Takie poranki po prostu kocham <3

      1. Magda

        Pieski wbrew pozorom mają całkiem niezłe “zaworki”. Mój zwykle dopiero ok. 9 rano woła, żeby go wypuścić na działkę. Czyli po ok. 12 godzinach od poprzedniego wyjścia. Zwłaszcza nie śpieszy mu się gdy jest zimno i deszczowo. Potrafi wręcz poprosić o otworzenie drzwi, zerknąć na paskudną pogodę, po czym cofnąć się z miną: “ojj aż tak to mi się jeszcze siku nie chce…”

  248. Ania. Po Prostu.

    Mój idealny poranek to taki, kiedy nie muszę się nigdzie spieszyć. Wstaję wtedy rano i mam czas, by pobyć sama ze sobą, spędzić czas na moich Najważniejszościach. Leżąc jeszcze błogo w łóżku słucham muzyki z zamkniętymi oczami i pomalutku się rozbudzam. Muzyka wibruje w piersi i porusza serce, a wokal (Doroty Osińskiej) sprawia, że promień słońca drgnięciem dotyka powiek. Następnie niespiesznie wstaję i przeciągam się. Zabawne, bo dokładnie to samo robi moja kotka, patrząc mi w oczy pytająco. Głaszczę ją, co działa na mnie kojąco; ogólnie uważam, że zwierzęta mają jakieś tajemne moce i potrafią “wyciągnąć” z człowieka stres. Po porcji kocich głasków i napełnieniu miski jedzeniem, kotka zjada swoje śniadanie, a ja nastawiam czajnik z wodą. Wykonuję krótką serię ćwiczeń – rytuałów tybetańskich, pobudzających zaspane jeszcze ciało. W ulubionym truskawkowym kubku zaparzam herbatę z lipy, dodaję odrobinkę miodu i pomału wypijam. Wyglądam przez okno, przy okazji odsuwania rolety i spoglądam na ulicę – taką gwarną, nasyconą ludzką obecnością. Uśmiecham się do siebie, wdzięczna, że mogę jeszcze chwilkę pobyć sama, zanim wyruszę w świat zewnętrzny. Przygotowuję sobie śniadanie, które zjadam na najlepszym talerzu, tj. najlepszym = takim, który jest estetyczny i przywołuje wspomnienia. Raz jest to talerzyk, podarowany mi przez babcię, innym razem – talerz, który przywiozłam sobie z Bieszczad. Lubię przedmioty z duszą, niekoniecznie najpiękniejsze, najokazalsze, lecz takie, które dla mnie coś znaczą, są cenne. Kotka domaga się głasków, więc biorę ją na ręce i pomrukując zmierzamy do pokoju. Ona zawija się w kłębek i zasypia na kocu, ja szykuję sobie ubrania. Mogłabym przygotować je sobie dzień wcześniej wieczorem, ale nie lubię tego, wolę rano w zależności od nastroju, pogody, planu dnia ze spokojem stanąć przed szafą i zdecydować na co dziś mam ochotę. Może to śmieszne, ale ja nawet skarpetki lubię dobrać do humoru. Gdy za oknem szaro, ogniście żółte skarpetki bardzo poprawiają mi nastrój :) W miarę ogarnięta chwilę poświęcam rozczesaniu i/lub związaniu włosów, czasami – jeśli czas jeszcze pozwala – zanurzam się na parenaście minut w książce. Czytanie ukierunkowuje me myśli na właściwe tory i relaksuje, a taka zrelaksowana mam więcej energii i uśmiechu na cały dzień. :)

  249. KAsia

    Mój idealny poranek to taki, po którym czuję się naładowana dobrą energią przez cały dzień. Rzadko się to ostatnio zdarza, bo mam pracę zmianową i jak już w końcu mam wolne, po dniówkach i nockach na zmiany ciężko znaleźć jakiś rytm… Wstaję wtedy wcześnie, robię dobre śniadanie (jajecznica lub tosty ostatnio u mnie królują) i robię drobne porządki w stylu “na tyle, że jak wpadną goście, to nie będzie wstyd”, pijam herbatkę i trochę czytam. Dopiero potem zabieram się za moje sprawy, drugą pracę i ewentualne spotkania z znajomymi :) Szkoda, że ostatnio tak rzadko zdarzają się takie poranki, ale dążę do tego, by za niedługo były takie zawsze :)

  250. Gabriela

    Mój idealny poranek to taki, kiedy nie muszę wstawać o 5 rano lecz mogę na spokojnie się wyspać i poleżeć jeszcze chwilę aż całkiem się rozbudzę. Uwielbiam kawę, a ta poranna, wypita w łóżku, ze spokojem, kiedy mogę cieszyć się każdym łykiem smakuje najbardziej. Dodatkowo muzyka umila mi poranek. Zawsze jakoś tak nastraja i dodaje pozytywnej energii na cały dzień. Poranny prysznic, pielęgnacja, make up i można zaczynać dzień ! Zawsze staram się planować i zapisywać wszystkie rzeczy do zrealizowania na dany dzień, najczęściej robię to przy śniadaniu, wiem wtedy co mam zrobić w dany dzień, ile potrzebuję czasu na wszystko i idzie mi to o wiele sprawniej.

  251. szkrabina

    Idealny poranek? Rozumiem, że mowa o tych porankach w tygodniu, gdy chodzimy do pracy, bo w weekend o idealny poranek wcale nie trudno ;)
    Jestem straszliwie gapowata. Zawsze coś gubię, wszystko leci mi z rąk, budzik wyłączam przez sen i ogólnie mi nie po drodze…;) Więc w tygodniu idealny poranek to taki gdy nie zaśpię, mam czas by wypić herbatę i coś zjeść (a w dodatku wiem gdzie są klucze do domu i telefon). Ukoronowaniem tego jest spokojny spacer na autobus a nie bieg maratoński ;) Także wiele mi nie potrzeba do idealnego poranku, tylko tyle, by wszystko wyszło.
    Ścielenia łóżka, tak jak u Ciebie, podejmę się chyba za klika lat ;)

  252. Justyna

    Mój idealny poranek to pobudka o 5:30 i pół godziny dla siebie : co drugi dzień praktykuję jogę lub staram się poprawić swoją znajomość języków obcych. Od godziny 6:00 nasz dom zaczyna tętnić życiem i przychodzi pora na śniadanie , którego najgłośniej zawsze domaga się kotka Łakotka :) Po nakarmieniu kota przychodzi czas na przytulaki z naszą córeczką i miłe wspólne śniadanie z mężem. O 7:10 czas ruszyć do pracy i choć lubię swój zawód, trudno mi wyjść z ciepłego, przytulnego domu. Całe szczęście po takim idealnym poranku moje wewnętrzne akumulatory są pełne pozytywnej energii :)

  253. Kornik

    Hej. Moj idealny poranek zaczynam o 6:30. Najpierw biore szybki prysznic, a potem lece do kuchni wsunac sniadanko. Zawsze jest to owianka z cynamonem i jakims owocem oraz herbata. W tym czasie zazwyczaj wstaje moj Pumba( nie musi, on zaczyna prace duzo pozniej) i dolacza sie do ‘srilanka’ (jest Frnacuzem, wiec slowo ‘sniadanko’ nie przechodzi mu przez gardlo ;). Nastepnie ubieram sie, susze, maluje – caly czas gadajac z Pumba. Zaraz potem myje uzebienie, zarzucam kurtke na grzbiet i wyruszam. Od dwoch miesiecy chodze do pracy pieszo (ok. 40 min.) co bardzo dobrze na mnie wyplywa. Jest to spacer glownie nad rzeka, wiec super przyjemne dowiadczenie kazdego ranka. Po drodze spotykam przyjaciolke, ktora zmierza w te sama strone i 10 minut idziemy wspolnie. W pracy czeka na mnie kolejna porcja ulubionej zielonej herbatki Lubie te moje poranki.

  254. Kamka

    Coś w tym jest, że poranek ma wpływ na resztę dnia. Jakiś czas temu zauważyłam, że każdego dnia z rana jestem pozytywnie nastawiona, po czym wieczorem nie zawsze już taki jest. Łatwo zgubić gdzieś poranną energię, gdy dzień jest rozmemłany, a do 17 siedzi się w ubraniach “po domu”. Gdy w sumie nie potrafi się wymienić żadnych szczególnych osiągnięć, zarówno jeśli chodzi o obowiązki, jak i też własne przyjemności. Bo przecież nie dopieszczamy się bezmyślnie przeglądając Facebooka i robiąc małe zlecenie przez cały dzień.

    Mój idealny poranek jest wtedy, kiedy powalczę sama ze sobą, ze swoimi słabościami i złymi nawykami. I wcale nie chodzi o musztrowanie siebie i dyscyplinę. Raczej o tryb “slow”, że tu i teraz się liczy. A nie tryb zombie bez pamięci odnośnie chwil, obowiązków czy przyjemności. Praca zdalna może rozleniwiać i dezorganizować życie. Niekoniecznie jest to robienie tego, na co ma się ochotę, najlepiej w egzotycznym kraju. Co ciekawe, społeczeństwo niekiedy uznaje, że przecież wcale nie pracujesz, stąd łatwo samemu odpuścić sobie, podświadomie myśląc, że nic ważnego się nie robi, demolując swój dzień. Idealnie będzie więc, gdy zamiast półprzytomna nastawiać kawiarkę, siądę chwilę ze szklanką wody. Gdy już sięgnę po kawę i w spokoju wypiję ją, słuchając wybranej muzyki, a nie wychleję bez poczucia jej smaku, sprawdzając mejla, zlecenia, newsy i tablicę na fejsie jednocześnie. Gdy odrzucę męczącego mnie już papierosa do kawy, zamiast nerwowo go spalać. Gdy założę soczewki, dzięki którym czuje się bardziej gotowa do działania i wyjścia, a nie przesiedzę w okularach do popołudnia. Gdy założę względnie fajnie ubranie, w którym czuję się na tyle dobrze, by wyjść zarówno po bułki, jak i z kimś się spotkać, zamiast niepasujących do siebie przypadkowych szmatek. Gdy wydzielę sobie godziny na pracę, zamiast z wieloma przerwami na nic, siedzieć nad nią do wieczora. Gdy zrealizuję coś ze swojej listy, nie tylko obowiązków, ale przyjemności – choćby coś brzmiącego “pomaluję paznokcie”, “założę dawno nienoszoną bluzkę”, “upiekę chleb”, “przetestuję nową próbkę perfum”. I wreszcie, gdy ze spokojem mogę zamknąć laptopa z poczuciem, że na dziś już starczy i mogę robić co tylko chcę, obojętnie gdzie i z kim. Wtedy wieczór jest jakby inny, bardziej spełniony i wprawia w dobry nastrój. Fajny poranek w moim przypadku to dążenie do poprawy jakości życia, ale bez wątpienia dla każdego będzie to taki, który pozostawi dobre samopoczucie do momentu zaśnięcia nocą.

  255. Cici

    Mój ulubiony poranek. Od kilku lat mieszkam w San Francisco, więc mogłabym tutaj napisać, że najlepszy poranek to ten, który zaczynam od otwarcia okiennic i spojrzenia na Marin Headlands pokrytych mleczną mgłą. Mogłabym napisać, że to ten kiedy szybko się ubieram i idę na najbliższe wzniesienie, żeby zoabczyć za każdym razem ianczej piękny wschód słońca nad wierzowcami San Francisco. Może byłby to poranek gdy nawet w grudniu jest +20 stopni na zewnątrz, a ja nie muszę iść do pracy, bo jest niedziela i mam w końcu czas na zrobienie śniadania życia. Ale nie jest. Bo świat jest zwariowany i niewystarczający. Mój najulubieńszy poranek to ten kiedy budzę się w domu babci w najprzyjemniejszej, najbardziej puchowej i najśnieżniejszej pościeli w jakiejkolwiek spałam. To ten kiedy babcia już grzeje mleko w garneczku na płatki i nastawia czajnik na herbatę. A potem robi mi kogiel mogiel z 4 żółtek.

  256. AntonellaRose

    Tworzenie mojego idealnego poranka zaczęłam stosunkowo niedawno, jakieś trzy miesiące temu i dziękuję sobie za to z całego serca! Na początku nie było kolorowo, bo rozpoczęcie dnia od chwili przyjemności tylko dla mnie, wiązało się ze wcześniejszym wstawieniem, do czego nie umiałam się przekonać. Do tego dochodziło wprowadzenie nawyków, które okazały się być nietrafione, czy też były ustawione w złej kolejności. W efekcie byłam i niewyspana, i rozdrażniona. W tym momencie mogłabym uznać, że to nie dla mnie i jak dawniej spać do ostatniej możliwej minuty, ale nie lubię się poddawać. Eksperymentowałam z różnymi czynnościami i ich ułożeniem. Dzięki temu również lepiej poznałam siebie oraz swoje potrzeby i nauczyłam się więcej, niż bym była w stanie mając podany taki “idealny pakiet na start”. Cieszę się, że mogłam go sobie na spokojnie z czasem odkryć. Dałam radę. Obecnie jestem właścicielką mojego osobistego planu idealnego, którego wykreowanie kosztowało mnie wiele cierpliwości, niepowodzeń i czasu poświęconego na głębokie zrozumienie mojego ciała.
    Wstaję o 6:00 i od razu wypełniam się pozytywną energią w postaci wody z cytryną lub innymi dostępnymi owocami. Myję twarz na rozbudzenie i siadam na pościelonym łóżku. Tu kilka minut poświęcam na medytację, by rozluźnić ciało i umysł. Gdy jestem już całkiem spokojna stawiam na kontrast – całkowite szaleństwo. To chyba mój ulubiony punkt. Włączam ukochaną muzykę i po prostu tańczę. Próbowałam innych aktywności, ale to właśnie zwariowany taniec do utraty tchu daje mi ten ogromny uśmiech na twarzy, który towarzyszy mi już do końca dnia. Zmęczona i szczęśliwa zabieram się za śniadanie, a w tym czasie także otwieram drzwi i okna do pokoju. Po dostarczeniu organizmowi wszystkich potrzebnych składników wracam do odświeżonego pokoju, robię zieloną herbatę i siadam do książki, najlepiej w obcym języku. Dopiero po takim zestawie lecę na zajęcia lub zabieram się za obowiązki. Całość zabiera mi niecałe 1,5 godziny, więc już o 7:30 jestem gotowa i zmotywowana, by zabrać się pełną parą za pracę. Wprowadzając taki rytm pozbyłam się prawie całkowicie gorszych dni, moje ciało zaczęło pracować, jak w zegarku, lepiej zasypiam i o podobnej porze. Wiem, kiedy mogę się spodziewać zmęczenia, a kiedy powrotu produktywności, kiedy koniecznie potrzebuję przerwy, a kiedy działam ze zdwojoną siłą. Dzięki tym (nie)magicznym porankom całe moje życie nabrało kolorów i już nie wyobrażam sobie spania do południa, regularność lepiej na mnie działa. Polecam każdemu odkrycie własnej porannej metody. :D

  257. Anna Kietzman

    Idealny poranek? Nie ma absolutnie nic piękniejszego, lepszego, dobrego, wzbudzającego najgłębsze uczucia i wyzwalającego wulkan energii z rana, niż pocałunek ukochanego mężczyzny. Mój królewicz całuje mnie każdego poranka, choć nie jestem żabą i nie liczy na to, że zamienię się w księżniczkę! To miłość jest naszym wspólnym sekretem udanego rozpoczęcia dnia, bo kiedy budzimy się obok siebie wiemy, że każdy dzień będzie piękny i nawet jeśli nie idealny, to przynajmniej zbliżony do ideału! Bo mamy siebie ❤

  258. Anna

    Mój idealny poranek zależy nie od dnia tygodnia, ale bardziej od… pory roku :) W deszczowe czy mroźne dni cenię możliwość zawinięcia siebie i Bolka (mały piesek, więc mieści się wszędzie) w wielkie burrito i picia gorącej kawy w moim kołdrzanym kokonie.
    Lato natomiast zwykle męczy mnie niezmiernie. Oprócz poranków.
    Uwielbiam wychodzić do ogrodu (koniecznie boso!) i łapać ten cudowny moment, kiedy świat się budzi, a chłodny poranek zamienia się w gorący dzień. Słońce jeszcze nie parzy a grzeje. Gorąca kawa smakuje a nie męczy. Rosa na stopach orzeźwia a nie ziębi.
    To taki dziwny moment przejścia, kiedy czas trochę zwalnia, kolory się wyostrzają, a ja staje się bardziej wyczulona na otoczenie.
    Jeśli jest coś dla czego warto znosić 40-stopniowe upały – to właśnie to.

  259. Klara

    Dla mnie każdy poranek jest idealny. Cieszę się że mogłam się obudzić, cieszę się że pierwszym widokiem jest ukochana twarz obok. To że żyję u boku kogoś kochanego, to że ŻYJĘ, wystarcza mi żeby pozytywnie zacząć dzień. To ogromny luksus, kiedy sobie to uświadomiłam wszystko zaczęło mi się lepiej układać. Wstaję z energią żeby dobrze wykorzystać ten czas. Lubię moją rutynę, poranne ćwiczenia, czytanie Pisma Świętego i podlewanie kwiatów, ale nawet jeżeli coś mi nie wypali i jedyne co zdążę zrobić rano to ubrać się i wyjść to i tak to jest idealny poranek, bo rozpoczął kolejny dzień, w którym na pewno wydarzy się coś dobrego ;)

  260. Kasia

    Dla mnie idealne chwile to te pełne spokoju i miłości. Rano specjalnie staram się zrobić dla nich miejsce, bo wtedy najłatwiej je przegapić, a to taki ciepły kompresik na serducho dla mnie i rodziny na cały dzień. Zwykłe rzeczy: posadzić dziecko na blacie w kuchni, bo to uwielbia, usłyszeć “Zrobić ci kawę?”, powiedzieć sobie “Mam dokładnie tyle, ile mi potrzeba”.

  261. kaja

    Ja zaczynam dzień moją “rutyną”, dla niektórych może to brzmieć nieco obowiązkowo i przytłaczająco, jednak ja kocham moją poranną rutynę, która pozwala mi szybko odnaleźć rytm dnia. Wstaję po trzecim budziku (budziki zawsze ustawiam w jakąś makabryczną kombinację cyfr w stylu 6:48 lub 6:23 – to wyraz mojego buntu wobec pełnych, uporządkowanych godzin i terminowego rozpoczynania wszystkich aktywności!); później trochę krążę pomiędzy parterem a piętrem domu – przygotowuję wodę z octem jabłkowym (która zastąpiła u mnie wodę z cytryną, i w odpowiednich proporcjach jest genialna!), częściowo śniadanie, a w międzyczasie wybieram ubranie na dany dzień i zaczynam toaletę. Później jem śniadanie lub pakuję je na wynos. Przed wyjściem z domu siadam jeszcze na chwilę i czytam 5 – 10 minut, w zależności od czasu, najczęściej kryminał (obecnie jestem na etapie pochłaniania Marthy Grimes). Po lekturze wychodzę z domu, zakładam słuchawki i spacerem idę do pracy (zalety małych miast), po takim mini wysiłku od rana i dotlenieniu mózgu docieram do pracy już rozbudzona i gotowa na wyzwania nadchodzącego dnia.

  262. nantodemo

    Moj idealny poranek uplywa pod znakiem Swietego Spokoju. Mam to szczescie, ze pracuje z domu, jest mi wiec zupelnie obcy stres zwiazany z budzikiem, pospiechem czy wyborem odpowiedniego stroju. Naturalnie budze sie sama pomiedzy 5 a 7 rano, jeszcze lezac w lozku staram sie delikatnie wybudzic mentalnie skupiajac sie na glebokim oddechaniu i generalnie na sowim ciele – rozkoszuje sie cieplem koldry, miekkoscia poduszki, wygoda pozycji w jakiej leze. Czesto miewam bardzo intensywne, dziwaczne sny i czasem ciezko mi sie odnalezc na jawie tuz po obudzeniu, tych pare chwil skupienia na tu i teraz bardzo mnie uspokaja. Po wstaniu orzezwia mnie wypicie wody z cytryna i przetarcie twarzy hydrolatem (aktualnie w uzyciu jest pomaranczowy – bardzo polecam). Moim rytualem jest sadowienie sie w fotelu przy oknie i ogladanie swiata za oknem (okna wychodza na wschod, wiec im wczesniej wstane tym milsze wrazenia mnie czekaja). Wiem, ze nie musze wychodzic na zewnatrz, wiec praktycznie kazda pogoda jest idealna. Pada deszcz/snieg? Fantastycznie! Wszelkie opady atmosferyczne sa takie przytulne i sprawiaja, ze czuje sie bezpiecznie. Swieci slonce? Cudownie, wychodze za krotki spacer do duzego parku za rogiem ulicy.
    Staram sie jak najdluzej trwac w terazniejszosci, wiem ze nic mnie nie popedza i moge po prostu cieszyc sie spokojem. Nie mysle o niczym szczegolnym, staram sie skupic na wdziecznosci za tu i teraz, na swiadomosci, ze wszystko co sie teraz dzieje jest dokladnie takie, jak byc powinno. Brzmi to moze idealistycznie, ale sprobujcie dac tej idei szanse – mozecie sie milo zaskoczyc (przetestowane rowniez (zwlaszcza?) w chwilach rozpaczy, one tez sie zdarzaja o poranku ale niekoniecznie czynia go mniej idealnym). Gdy sie juz naprzygladam tak swiatu, zjadam pare owocow (uwielbiam banany) i robie moja ulubiona herbate gyokuro, ktora sama w sobie jest dosc gesta i ma dosc syty posmak (niczym ciemne piwo), bardzo dobrze komponuje sie ze slodycza owocow. Jej przygotowanie jest swoistym malym rytualem, poniewaz trzeba bardzo uwazac na temperature wody (cwiczenie cierpliwosci). Wracam na fotel, jesli jest zima owijam sie kocem i klade sotpy na kaloryferze, nastepnie popijajac cudownie zielonej barwy herbatke, gram partie go (online) lub przegladam jakas ksiazke o go (problemy zycia i smierci itp). Granie w go to moja medytacja, pomaga mi rozbudzic umysl bez poczucia ze moj wewnetrzny spokoj zostal jakos zaburzony. Zwykle potem czuje sie juz gotowa na bardziej intensywne interakcje ze swiatem i ludzmi :) Jesli jest to weekend, zwykle rozszerzam taki poranek poprzez nieprzyzwoicie dlugie czytanie ksiazki. Wtedy caly dzien staje sie idealny (przynajmniej jak dlugo czytam ksiazke :))

  263. Tomaszek

    Mój idealny poranek zaczyna się koło południa, gdy w pełni wyspany, po ciężkim tygodniu pracy mogę usiąść przed telewizorem, z wielkim kubkiem herbaty oraz pysznymi kanapkami, oglądając przy tym swój ulubiony serial.

  264. niesamowite

    Idealny Poranek brzmi jak Wielkie Oczekiwania. Co jeśli skończy się krem w tubce? Albo grzywka ustanowi nowy kąt opadania?
    Mój idealny jest nieidealny. Niewymuszony, wolny od presji. Nie wie co to Instagram. Zamiast skrolować, woli folgować. Nie odróżnia chia od goi; nie mierzy pianki na latte ani czasu spędzonego w wannie.
    Mówię mu: Szanowny Panie Poranku, przyjmuję Pana ze wszystkim, co Pan niesie. Jeśli słońce, tym szybciej wstaję rozsunąć zasłony. Bynajmniej nie po to, by mieć wymarzone światło do fotografowania owsianki. Jeżeli ulewę – świetnie, do popołudniowego spaceru zdąży się wypogodzić.
    Dzięki, Poranku, że jesteś.

  265. Kamila

    A mój ulubiony poranek, to taki kiedy budzą mnie słowa i melodie, a ja zdążę je zapisać albo nagrać na dyktafon zanim wszyscy wstaną, a potem może dziać się wszystko :)

    Po przeczytaniu tego posta od razu pojawiły mi się takie słowa piosenki o moim poranku :) (Melodia też, ale jak ją zagrać w komentarzu :)

    I
    Wczesny poranku,
    Jesteś jak las.
    Taki spokojny,
    Zatrzymujesz czas.

    Zanim słońce wstanie
    I obudzi cały świat,
    Pomóż mi usłyszeć
    Moje własne ja.

    Ref.
    U na na na
    Zabierz mnie tam,
    Gdzie muzyka gra
    U na na na
    Gdzie unoszą się melodie,
    Słowa rozrzuca wiatr

    II
    Wczesny poranku,
    Jesteś jak szum drzew.
    Unosisz się w powietrzu,
    słychać ptaków śpiew.

    Zanim słońce wstanie
    I obudzi cały świat,
    Pomóż mi usłyszeć
    moje własne ja.

    Ref.
    U na na na…

    :)

  266. Michał

    Mój ukochany poranek to poranek weekendowy, kiedy już nie muszę biegać, załatwiać, gonić. Za marzeniami i za światem.
    Mogę pozwolić sobie na długie chwile zadumy, na książkę, na film w kameralnym kinie czy na łyżwy. Cokolwiek bym nie robił w taki poranek, cieszę się, że mogę go spędzić spokojnie, z dala od zgiełku naszych czasów.

  267. Turkuć podjadek

    Otwieram zaspane oko. Dosyć niechętnie. Siłą woli zmuszam drugie do tego samego… I widzę małą, uśmiechniętą, nieco łobuzerską dwuletnią buzię. To Hania – moja córka. Jeśli ona wstanie, to wstać musi każdy. Nie ma przeproś… Nie ma, że człowiek był właśnie w trakcie ważnego snu, gdzie za chwilę, za chwileczkę miał poznać ostatnią szóstą cyfrę do wygranej w lotto… Hania wstała – zaczynamy dzień! Nieważne czy jest godzina 5.01 czy 8.34. Tu nie ma reguły – wstajemy i już! Najpierw chciałabym zrobić śniadanie. Chciałabym, ale po drodze są sprawy ważniejsze niż tak przyziemne jak jedzenie. Przecież trzeba nałożyć na głowę dziecięce rajstopy (o! przepraszam! Uszy królika…) i trzymając dziecinę za rękę, która ma na głowie takie same rajstopowe uszy (a jakże!) przemierzać korytarz z kic kic na ustach… ;) Czasem przed śniadaniem nie jesteśmy królikami, czasem czytamy. 43 razy pod rząd jedną książkę. Dlaczego jedną? Bo tak! Czasem oglądamy ptaki w karmniku. Powtarzam na głos ich nazwy – polskie i łacińskie. Czasem oglądamy kota w karmniku skuszonego słoniną. A śniadanie zjadamy potem. Kiedyś. Jak już załatwimy wszystkie ważne sprawy. I tak wyglądają nasze poranki. Czy są idealne? Oczywiście… Bo razem… :)

  268. Z racji pracy na etacie niestety te ulubione, choć może nie idealne poranki praktykuję tylko w weekendy, przede wszystkim w niedzielę. Zaczynam dzień od otwarcia okna i zaczerpnięcia świeżego (tak, wiem smog) powietrza, lubię poleżeć chwile w łóżko przy tym otwartym oknie, wiosną dodatkowo uwielbiam słuchać w łóżko ptasich koncertów. Mam też swój może dziwaczny sposób na pobudzenie się, a tym samym na zmotywowania się do wstania, poprzez przewrócenie kołdry na druga stronę. W ten sposób schłodzona strona kołdry orzeźwia mnie, a przy okazji sama się wietrzy :) Odkąd odkryłam szakszukę, nie wyobrażam sobie żeby choć ten jeden raz w tygodniu, w niedzielę nie zjeść jej na śniadanie. Z racji tego, że przygotowanie jej zabiera sporo czasu, idealnie nadaje się na leniwe niedzielne poranki. Aby poszło sprawniej przygotowujemy ją wspólnie z moim chłopakiem, co jest fajnym sposobem na spędzenie czasu. W czasie przygotowań słuchamy “Zagadkowej niedzieli “w Trójce, bo kto (póki co) bezdzietnemu zabroni ;) Po śniadaniu jeśli jest ładna pogoda, staram się wyciągnąć mojego chłopaka na spacer do Parku Skaryszewskiego, mam rzut beretem, z czego się ogromnie cieszę, bo to mój ulubiony warszawski park. Uwielbiam go, bo w niektórych jego rejonach można poczuć się jak w lesie.
    Na co dzień przed wyjściem do pracy, pozostaje mi wspomaganie się koktajlami i porankami z Trójką, która potrafi w dużej mierze uczynić przyjemniejszymi zwłaszcza te ciemne, zimowe poranki :)

  269. Kasia

    Mój idelany poranek rozpoczyna się od głośnego śpiewu ptaków koło mojej głowy. Siedzą na drzewie tuż obok okna i nie przejmują się tym, o której godzinie położyłam się wczoraj spać. Pierwszą czynnością którą wykonuję po otworzeniu oczu jest pożądne przeciągnięcie się. Bardzo lubię ten mały i zdrowy rytuał i staram się, by trwał chociaż 5 minut. Rozciągam wszystkie mięśnie rozpoczynając od nóg, na szyi kończąc. W pokoju zazwyczaj jest zimno, więc z przyjemnością poleżę jeszcze w łóżku kilka minut i ułożę w głowie plan tego, co będę robić po kolei, kiedy wstanę. Jest 9 – dobry czas, aby wstać. Wychodzę z łóżka stopy od razu wsadzając do pantofli i łapię szybko bluzę, którą zakładam w sekundę. Potem idę do łazienki, myję twarz i zęby, czeszę się i schodzę do kuchni. Tam zaparzam owocową herbatę, najlepiej o smaku owoców leśnych, a jeszcze lepiej, jeśli będzie sypana. Ostatnio odkryłam, że uwielbiam owsiankę, więc podczas idealnego poranka nie może jej zabraknąć. Kroję brzoskwinię i banana, dodaję do tego żurawinę. Wtedy moje świnki morskie dają o sobie znać. Kiedy tylko słyszą wyjmowanie noża z szuflady, z radością głośno piszczą bo myślą, że kroję dla nich ogórka. Czekając aż owsianka “dojdzie do siebie” nakarmię Arię i Naboki ich ulubionym zielonym ogórkiem i pogłaszczę, żeby im też było przyjemnie. Nadszedł moment, kiedy mogę zasiąść do stołu i delektować się moją owsianką i rozgrzewającą herbatą. O rany, kocham takie poranki!

  270. Gabriela B.

    Pierwsze kilkanaście sekund po przebudzeniu “robi” mój dzień, dlatego staram się od pierwszej chwili cieszyć się z tego co mnie czeka. Od jakiegoś czasu staram się skupiać na tym co robie, nie wykonywać czynności bezmyślnie i celebrować nawet te z pozoru nudne momenty. Piję szklankę gorącej wody i patrzę przez okno na mój zimowy ogród pielęgnowany przez moją Mamę. Robię sobie smaczne śniadanie i planuję dzień. Mogę sobie teraz pozwolić na ten luksus, bo niedawno straciłam pracę i postanowiłam wykorzystać ten czas na regenerację i zaplanowanie co dalej, bez stresu – dla odmiany. To mój zwykły/niezwykły dzień, mimo niezbyt optymistycznej sytuacji cieszę się nim :) Bo mam czas :)

  271. Karolina Anna

    Idealny poranek, to taki kiedy mimo pobudki bladym świtem (czyli zwykle w okolicy godziny szóstej) którą dzień w dzień serwują mi moi synowie, nie muszę się zrywać i szykować do pracy. A na pytanie mojego starszaka -“Mamo idziesz dzisiaj do pracy?” mogę odpowiedzieć -“Nie synku” za co zostaje obdarowana stuwatowym uśmiechem i całą masą przytulasów, już od obydwóch moich urwisów :) :)

  272. Joanna

    Dzień rozpoczynam od przebudzenia. Przebudzenie mózgu nie jest sprawą łatwą, należy się umiejętnie posłużyć odpowiednią pożywką intelektualną. Sięgam więc po telefon, gdzie na mojej liście „do czytania” czeka wybrany wczoraj artykuł. Artykuł musi być tak dobrany, aby mózg zaciekawić, ale nie wystraszyć, zmotywować, ale nie oderwać od rzeczywistości. Nie powinien zawierać linków, przypisów i trudnych słów wymagających szukania w słowniku. Wysokiej jakości artykuły nadają się do wielokrotnego użytku.

    Razem z mózgiem budzi się żołądek. Wciągam więc na siebie o pięć numerów za duży, ciepły sweter po babci i puchate kapcie z owczej skóry i nie licząc krótkiego postoju w toalecie, zamaszystego odsłonięcia zaciemniających zasłon (aaa, światło!) oraz podkręcenia grzejników (dlaczegoo tak zimnoo..?), kieruję się prosto do lodówki, z kategorycznym pytaniem „gdzie jest jedzenie?”. (Udany poranek to bezwzględnie taki, w którym jedzenie jest. Jeśli jedzenia nie ma, rozpoczynają się sceny dantejskie, których z uwagi na wrażliwych czytelników opisywać nie będę.)

    Szklanka wody lub soku na start. Potem przy pomocy kanapek, kilku jajek na ciepło bądź resztek wczorajszego „na wynos” udaje mi się ukoić wołanie przebudzonego żołądka i przychodzi czas na poranne porządki. (Jeśli ochota na porządki nie przychodzi sama, należy założyć okulary i rozejrzeć się.) W ramach porządków zdejmuję naczynia z suszarki na naczynia, ubrania z suszarki na ubrania, zbieram z kanapy wczorajsze swetry i spodnie i wymieniam worki na śmieci, jeśli są pełne. Myślę też od razu co trzeba wyprać, bo brudne, zjeść, bo termin się zbliża, albo wyrzucić, bo już przepadło. (Przeterminowane produkty są należycie żegnane, przy akompaniamencie wyrzutów sumienia i postanowień poprawy.)

    Gdy już ogarnę mieszkanie, idę ogarnąć siebie. Mycie zębów, dezodorant, płyn micelarny, krem pod oczy, krem do twarzy, pomadka ochronna. Gdzieś między jednym a drugim sprawdzam prognozę pogody i wciągam na siebie warstwy ubrań. Perfum nie posiadam, makijażu nie uznaję, czesanie jest daremne.

    Wtedy wrzucam drugi bieg. Pełen żołądek wygrywa z zimnem, rozbudzony mózg zaczyna obmyślać dzień, światło dnia już nie razi w oczy. Sprawdzam kalendarz i listę zadań, rzucam okiem na maile – czy cokolwiek wymaga uwagi wcześniej niż wieczorem? Odpisuję na wiadomości od przyjaciół, przewijam powiadomienia i oferty pracy.

    Jeśli dzień jest pracujący, pakuję plecak do biura i na wieczorne zajęcia tańca. Sprawdzam dwa razy czy na pewno zamknęłam drzwi. Wychodząc z budynku wyrzucam śmieci. Mówię „dzień dobry” ochroniarzowi i podchodzę do przejścia akurat gdy zapala się zielone światło.

    Jeśli dzień nie jest pracujący, to proszę zapomnieć o wszystkim powyższym – prawdopodobnie jeszcze śpię.

  273. C.

    Zieleń. Podobno kolory nie pachną, a jednak jej zapach wyciąga przez mój nos resztki snu. Następne jest uczucie Słońca, to takie dziwne ciepło, kiedy zaczynasz się bezwiednie uśmiechać, bo wiesz, że nad sobą nie zobaczysz dziś grafitowych obłoków, tylko bezczelnie żółty generator lekkich ubrań i śpiewu ptaków. Otwierając oczy wiem dokładnie gdzie jestem i nie słyszę żadnego obcego dźwięku, tylko szum strumyka zwiastujący śniadaniowy napar z dodatkiem mięty. Leniwie przeciągam się i wyciągam spod siebie końską derkę, wręcz luksusowo miękką w porównaniu do ciężkiego siodła, na którym zaraz wyląduję. Kelpie skończyła skubać najsmaczniejsze mlecze, teraz zaciekawione uszy kieruje na mnie. Gdzie każesz mi galopować dzisiaj, mała? Tylko pojedźmy daleko, gdzie nikt Nam nie przypomni, że ten świat nie znosi leniwych poranków.

    Jeżeli dotarłaś do prozy Sapkowskiego na pewno wiesz czyj był to poranek, ja spędzam go dokładnie tak samo – w świecie książek.

  274. Sylwia

    A mogę puścić wodze FANTAZJI? :D No więc byłoby to tak… :) Budzę się tego 20 grudnia (w moje ćwierćwiecze :) ) w tej pięknej pościeli, a tu… Toskania! Jakimś cudem ciepła i słoneczna, mimo że zima :) Na to wszystko przystojny Włoch podaje mi cappuccino i mówi, że przez najbliższy miesiąc… a niech tam, rok! –
    nie muszę nic, więc mogę spędzać całe dnie na przechadzaniu się po winnicach i kąpaniu się w słońcu. No i to byłby idealny poranek. Urodzinowy w dodatku :)

  275. Weronika

    U mnie idealne, nieco leniwe poranki są w maju i czerwcu, jak kwitną najpiękniejsze i moje ulubione kwiatki w ogródku – piwonie, irysy i majowo-czerwcowa, różowa róża na marmolady, która kwitnie tylko raz w roku i cały rok na to czekam. Uwielbiam w takie nieco chłodne poranki wstawać o 6-7 rano, wychodzę z łóżka, budzę rozespanego kota Ryszarda, o tej porze roku śpię przy uchylonym oknie więc od razu po wstaniu czuję się rześko, biorę prysznic, robię makijaż, ubieram się i idę z psem na długi spacer w pola, po powrocie piję herbatę ziołowo-miętową z własnej ziołowej grządki i jem śniadanie: bułki z serkiem ze szczypiorkiem i pomidorem, lubię tak sobie jeść i pić na huśtawce z widokiem na ogródek w wiosennej zieleni, patrzę jak koty harcują po ogródku, u sąsiada za płotem słychać kaczki i koguty. Kończę śniadanie, jest koło 10 i zabieram się za prozę życia i prace domowe :)

  276. Askadasuna

    Przyznam szczerze, że od kiedy zaczęłam obecną pracę ze zmiennymi godzinami rozpoczęcia pracy nijak nie mogę się zmotywować do ogarnięcia poranków i codziennie towarzyszy mi prawdziwy chaos. Myślę, że głównie to jest przyczyną tego, że każdy kolejny dzień jest kolejnym chaotycznym dniem i nie bardzo wiem, jak mam to uporządkować.

  277. Dorka

    mój poranek zaczyna się dzień wcześniej wieczorem, gdy przygotowuję do pracy jedzenie: smażę omleta, przygotowuję dodatki do niego, kroje owoce/warzywa na koktajl, myślę co dalej będę jadła w pracy. Obowiązkowo przygotowuje ciuchy. Jest ranek , budzik dzwoni o 6.10 wstaję bez problemu, idę do łazienki, po drodze zaglądam do pokoju córeczki czy przykryta. Poranna toaleta, makijaż, ubieranie. Następnie kroki kieruje do kuchni – wyciągam jedzenie przygotowane, robię koktajl, kanapki, pije wodę z cytryną i miodem. Co jakiś czas zerkam na swoją drugą połowę czy śpi czy zerka na mnie:). 6.45 wychodzę do pracy do biura. Lubię tę swoją rutynę w tygodniu, lubię też przyjść do pracy gdy nikogo nie ma i w spokoju zjeść śniadanie :)
    a jak jest weekend to idealny poranek jest wówczas gdy w ciszy mogę wypić kawę zanim mały szkodnik wstanie :)

    PS. przez ostatnie dni codziennie czytam nowe wpisy idealnych poranków:) czytając zastanawiam się gdzie pracujecie, mam wrażenie, że dużo osób pracuje z domu.
    pozdrawia

  278. Ania

    Idealny poranek to czas, kiedy choć przez chwilę mogę pobyć sama ze sobą. Obudzić się kilka minut przed budzikiem, przed mężem, przed dziećmi. Przez te krótkie chwilę nie musieć nic. Zdążyć przed tym całym porannym zamieszaniem, pośpiechem… Zdążyć podejść do okna i popatrzeć na wschodzące słońce, czasem na poranne ciemności, wznoszącą się mgłę. Nie muszę trzymać w dłoniach kubka z gorącą kawą ani herbatą. Wystarczy to- że jest cicho. To czas kiedy moge nawiązać kontakt sama ze sobą..W glowie powoli myślę o nadchodzacym dniu, układam te małe i wielkie plany. Ale przede wszystkim to czas- kiedy mam czas wejść w odpowiedni nastrój, napełnić się dobrymi myślami. Pobyć tu i teraz. Skleić się. Kawę wypijam znacznie później – to kolejny idealny moment dnia.

  279. Chantel

    Mnie trochę dziwi, że ludzie mają z tym problem, szczerze mówiąc. Dla mnie to szok,że niektórzy sprawdzają maila albo instagrama po wstaniu z łóżka. Może dla niektórych post jest przydatny, mnie jednak dziwi, że w ogole jest potrzeba pisania takich postów.

  280. Pamela

    Mój idealny poranek to po prostu wstanie o 7 rano i… po prostu spokojne ogarnięcie się i wyjście do pracy. Niestety takie poranki zdarzają się rzadko, najczęściej jest to wstawanie o 8, nerwowe ganianie po domu i “szybki spacer” na tramwaj.
    W mojej głowie jest takie marzenie: lekko zaspana ogarniam koty, wstawiam czajnik na jakąś herbatę, ogarniam się i przynoszę bujo do kuchni, żeby tam sobie spokojnie go przeglądać i popatrzeć jak ma wyglądać dzisiejszy dzień. Potem ogarniam się, idę do salonu/na balkon chwilę poczytać prasę lub książkę i po schowaniu filiżanki do zmywarki, a na koniec wyjście do pracy o 8:15. Śniadanie w pracy, bo po lekach muszę czekać. Czasem spakowanie jedzenia, jeśli nie miałam czasu wieczorem. Czasem rozmowa z mężem przy napoju, jeśli ma czas i ochotę.
    W weekendy może dłużej w piżamie, może YT, może Instagram, może robótki ręczne. Uwielbiam ten czas, kiedy już wstałam, a mój mąż, śpioch, jeszcze nie. I poranne bieganie w sobotę (to na szczęście już wdrożyłam :)
    Do niedawna, przed przeprowadzką, mogłam w 20 minut od wyjścia z łóżka siedzieć przy biurku w pracy, straszne! Teraz mam 10 minut do samego tramwaju i uważam to za jedną ze wspanialszych zmian w swoim życiu :)

  281. KajaBaja

    Super artykuł!
    Uderza w tematy, które ostatnio bardzo zajmują mi głowę. Po pierwsze, widzę ogromną różnicę w sobie o poranku przed i po otworzeniu Facebooka – momentalnie włączam mi się tryb odbierania bodźców i maksymalnego działania mózgu. Mam poczucie, że taki start momentalnie wpływa na to czy przez najbliższy czas będę twórcą, czy jedynie odbiorcą rzeczywistości. Dlatego wprowadziłam do rutyny pisanie porannych stron (zaczerpnięte z książko/kursu „Droga Artysty”) i to staje się moim pierwszym zajęciem. Jednak chwilę potem chwytam znów za telefon. Straszlistwo! Co więcej, jestem bardzo zgodna z tym co napisałaś : w pracy twórczej najlepiej działa się na naładowanych bateriach, na luzie, otwartości. Ciągła zajętość powoduje, że świetnie radzimy sobie w zadaniach organizacyjnych, ale nie kreatywnych. I tę myśl bardzo chcę zachować w głowie, na przyszłość.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *