Na czym oszczędzam, na co wydaję, czyli porozmawiajmy o pieniądzach

Na początek wyjaśnienie: to nie jest typowy post o oszczędzaniu. Nie będę w nim porównywać kosztów różnych rodzajów żarówek, bo nie mam o tym pojęcia.

Oczywiście, nie lubię marnotrawstwa i zachowuję podstawowe zasady zdrowego rozsądku – zakręcam wodę podczas mycia zębów, chodzę ze swoją torbą na zakupy, pamiętam o gaszeniu światła i gonię do tego mojego chłopaka.

Ale przede wszystkim skupiam się na tym, żeby wydawać pieniądze na rzeczy, które naprawdę sprawią mi radość (na przykład miniwakacje nad polskim morzem, na które się niedługo wybieram) albo poprawią jakość mojego życia (na przykład dobre jedzenie). I na pilnowaniu się, by nie wydawać bez sensu na całą resztę.

Mówiąc w skrócie: nie oszczędzam na swoich priorytetach (oczywiście w granicach rozsądku) i nie wywalam pieniędzy bez sensu na całą resztę.

Zanim pokażę Wam, jak to u mnie wygląda w praktyce, jeszcze dwa słowa o moim całościowym podejściu do oszczędzania. Oszczędzanie w moim wydaniu to przede wszystkim trzymanie wydatków dużo poniżej zarobków i unikanie “inflacji stylu życia”.

Co to takiego? Przekonanie, że im więcej zarabiamy, tym więcej nam się należy, w końcu zasłużyliśmy. Coraz częściej dzwonimy po taksówkę, zamiast wsiąść do tramwaju, kupujemy drogi samochód (w końcu nas stać!), torebkę od projektanta i tak dalej. To bardzo podstępny mechanizm, w który naprawdę łatwo wpaść.

Żeby go uniknąć, po prostu wyznaczyłam sobie miesięczny budżet, oparty na moich podstawowych, stałych wydatkach (mieszkanie, jedzenie, pies, soczewki i tak dalej), z dodatkową kwotą na przyjemności. Staram się go trzymać, a żeby to sobie ułatwić, spisuję na bieżąco wydatki. To już samo w sobie działa dyscyplinująco – ostatnio mój chłopak zrezygnował z zamówienia jedzenia na wynos, bo “to konsumpcyjny styl życia” i “będzie trzeba wpisać do tabelki”.

Przede wszystkim jednak dbam o to, żeby dobrze zarabiać i regularnie odkładać pieniądze. I podejmować rozsądne decyzje przy tych największych wydatkach typu samochód, wesele czy mieszkanie. Bo jeśli mieszkamy w mieszkaniu o wiele za dużym jak na nasze możliwości, to żadne oszczędzanie na tańszych ręcznikach papierowych na wiele się nie zda. Przy okazji – ja papierowych ręczników nie używam w kuchni w ogóle i nie odczuwam ich braku.

O tym, co daje mi świadomość odłożonej na koncie “poduszki bezpieczeństwa” pisałam już kiedyś tutaj. Zerknijcie – oszczędności zmieniły jakość mojego życia jak nic innego.

To nie jest post z gatunku “jak przeżyć miesiąc za 500 zł”. Na pewno nie będzie szczególnie pomocny dla osób w bardzo trudnej sytuacji finansowej – ale wtedy tym bardziej polecam edukację finansową, na przykład na blogu Michała Szafrańskiego, jest za darmo.

No dobra, to zaczynamy!


Oszczędzam na: jedzeniu


Staram się jak najwięcej jedzenia przygotowywać w domu. Od zera, żadne gotowe sosy nie wchodzą u mnie w grę – u mnie w domu nigdy się takich rzeczy nie jadło i jestem moim rodzicom bardzo za ten nawyk wdzięczna.

Nie jest to w moim przypadku trudne, bo pracuję z domu i w większości przypadków mogę bez problemu ten obiad przygotować.

Wyspecjalizowałam się już w planowaniu posiłków – mam listę kilkudziesięciu potraw, które lubimy, wraz z potrzebnymi składnikami. Raz w tygodniu staram się zrobić większe zakupy, a świeże warzywa czy owoce kupuję na bieżąco – najczęściej na straganach, bo mogę to połączyć ze spacerem z psem. Chrupek ma już swoje ulubione panie sprzedawczynie, chociaż po zeszłorocznej historii z wyjadaniem malin prosto ze straganu, gdy na chwilę straciłam czujność, muszę go bardzo pilnować.

Dajcie znać, jeśli mój system planowania posiłków Was interesuje, chętnie napiszę o nim w szczegółach w osobnym poście. Jest naprawdę prosty.

Przygotowywanie jedzenia w domu to nie tylko kwestia oszczędności, ale i jakości tego, co jemy. Czuję się pewniej wiedząc, że w moich kotletach warzywnych nie ma hektolitrów oleju, a w zupie nie pływają kostki rosołowe z glutaminianem sodu.

Staram się też nie marnować jedzenia, choć tutaj zdecydowanie mogłabym się poprawić, bo dość często zdarza mi się znaleźć jakiegoś zapomnianego, pomarszczonego ogórka czy żyjące swoim życiem ziemniaki.

Ale: nigdy nie oszczędzam na jakości samego jedzenia. Jeśli kupuję dżem, to z samych owoców (Łowicz 100%, pyszka!), jeśli oliwę, to porządną i tak dalej.

Po pierwsze, zwyczajnie lubię dobre jedzenie, po drugie, wychodzę z założenia, że to długoterminowa inwestycja w moje zdrowie. Co nie znaczy, że nie zdarzają mi się drobne grzeszki, średnio raz w miesiącu pożeram paczkę słomki ptysiowej czy orzechowych chrupków.

Ale nie dopuszczam do sytuacji, w której z oszczędności decyduję się na jedzenie gorszej jakości. Rezygnacja z drogiej ryby i wymyślenie czegoś innego na obiad – tak, zastąpienie tej ryby mrożoną pangą – nie.


Oszczędzam na: jedzeniu na mieście/z dowozem


Tak jak pisałam wyżej, staram się gotować w domu. Unikam sytuacji, w których o 14 orientuję się, że nie mam nic do jedzenia i jedyne wyjście to zjeść coś na mieście albo zamówić jedzenie z dowozem.

Nazywamy to z moim chłopakiem “obiadem w stołówce” – kiedyś znaleźliśmy na półce starą książkę kucharską, w której autorka przedstawiała również plan niedrogich posiłków na cały tydzień. Podekscytowałam się, że na pewno znajdę tam mnóstwo inspiracji, ale mój zapał szybko opadł, kiedy okazało się, że budżetowość planu polega głównie na tym, że w miejscu obiadu od poniedziałku do piątku wpisane było “obiad w stołówce”. Za to powiedzonko na stałe weszło do naszego słownika, i oznacza zjedzony na szybko poza domem posiłek, kiedy w domu nic nie ma albo nie chce nam się gotować.

Ale: o ile unikam jedzenia w trybie “byle nie umrzeć z głodu”, to od czasu do czasu chętnie jem w ulubionych restauracjach czy knajpkach. Traktuję to wtedy w zupełnie innych kategoriach – jako miłe spędzanie czasu, jedzenie dla przyjemności, a nie z konieczności.


Oszczędzam na: psie


Z psem jest trochę jak z dzieckiem – można bardzo łatwo wpaść w szał kupowania kolejnych zabawek, gadżetów, kolorowych smyczy, fikuśnych obróżek i tak dalej.

Od początku uważałam, żeby nie wpaść w tę pułapkę, tym bardziej że chodzi tu o rzeczy, które nie mają większego wpływu na samopoczucie psa, a są jedynie spełnieniem zachcianki właściciela.

Chrupek ma tę samą smycz, którą kupiłam mu jadąc do schroniska i chyba nawet tę samą obrożę. Kocyki czy posłania wymieniam mu wtedy, kiedy się zniszczą – i zawsze jest na mnie wtedy trochę obrażony, bo te stare podobały mu się bardziej, z nowymi jest zawsze kupa roboty, trzeba się nakopać i naukładać.

Ale: nigdy nie oszczędzam na zdrowiu Chrupka. Kiedy mam wrażenie, że coś mu dolega, bez wahania idę do weterynarza, pamiętam o regularnych szczepieniach, odrobaczaniu, ochronie przed kleszczami i przycinaniu pazurów.

Ostatnio Chrupek odwiedził nawet psiego fryzjera – ma tak gęsty podszerstek, że sama nie daję rady go wyczesać, a widać że w nadmiarze zaczyna mu przeszkadzać.

Je też dobrą karmę (Fitmin Solution), a kiedy kupuję mu przekąski, staram się, żeby były naturalne.

Na początku naszej znajomości wybraliśmy się na szkolenie z posłuszeństwa i uważam, że był to bardzo dobry krok. No i ma też porządną adresówkę, to punkt obowiązkowy!


Oszczędzam na: książkach


Nie pamiętam, kiedy ostatnio kupiłam książkę w księgarni.

Najczęściej pożyczam książki od moich rodziców, czasem chodzę też do biblioteki. Bardzo często kupuję też ebooki na Kindle’a, zwykle na Amazonie. Nie jest to może jakaś szczególna oszczędność pieniędzy (choć zdarzają się świetne promocje), ale zdecydowanie jest to oszczędność czasu i miejsca.

Słucham też sporo audiobooków – co roku wpisuję voucher do Audible na listę świątecznych prezentów i zwykle realizuje go mój brat. On nie musi się zastanawiać, co mi kupić, a ja jestem przeszczęśliwa.


Oszczędzam na: alkoholu i imprezach


Prowadzę emerycki lifestyle i wieczorem najczęściej najszczęśliwsza jestem z książką w łóżku. Do tego nie lubię alkoholu, więc go nie piję ani nie kupuję, poza okazjonalnym łykiem szampana.


Oszczędzam na: kosmetykach


Nie maluję się zbyt często, myślę że maksymalnie raz na tydzień. Zawsze robię też mniej więcej ten sam makijaż. Kosmetyki kupuję, kiedy poprzednie mi się skończą, albo – co dzieje się częściej – stracą ważność czy się zniszczą.

Wyjątkiem są lakiery do paznokci czy lekkie szminki, które czasem (raz na kilka miesięcy) kupuję tylko dlatego, że spodobał mi się kolor. Ale mój wewnętrzny chciwek nie wyobraża sobie wydania kilkudziesięciu czy nawet kilkuset złotych na szminkę z logo Chanel, jestem wielką fanką  niskobudżetowych perełek typu róże czy szminki Wibo.

Ale: o ile sprawdzone kosmetyki kolorowe z niższej półki mi nie przeszkadzają, o tyle używam drogiego podkładu (Double Wear Estee Lauder) i pielęgnacji z aptecznej półki.

Tutaj moją przewodniczką w gąszczu produktów jest Kosmeologika, mam podobny typ cery, więc postępuję zgodnie z jej wskazówkami i jestem bardzo zadowolona.


Oszczędzam na: ubraniach


Od dawna nie kupuję zbyt wielu ubrań, ale w tym roku wprowadziłam dodatkowy reżim, czy raczej eksperyment. Postanowiłam nie kupować nowych ubrań w ogóle i w razie potrzeby (albo ochoty) zaopatrywać się w second handach. Siłą rzeczy wydaję więc bardzo mało.

W second handach znalazłam już tyle fantastycznych rzeczy, z kaszmirowymi swetrami i jedwabnymi sukienkami na czele, że już samo to powstrzymuje mnie przed chęcią przepuszczenia kilku stów na ubrania z sieciówek.

Ale: nie szukam oszczędności na jakości. Nie interesuje mnie znane logo torebki, ale chcę żeby posłużyła mi kilka dobrych lat, więc nie mam problemu z wydaniem na nią kilkuset złotych.

Przy okazji – niedawno zniszczyła mi się moja czarna torba, kupiłam zastępstwo u Zuzi Górskiej (model Nordic Basket) i jak zwykle jestem zadowolona.


Oszczędzam na: dodatkach do domu


Są osoby, które ciągle coś w domu zmieniają, aranżują sezonowe wystroje, szukają nowych dodatków. Ja do nich nie należę, głównie dlatego że jestem na to zdecydowanie za leniwa, ale też jak już coś polubię i się przyzwyczaję, to nie chce mi się z tym rozstawać.

Czasem przyniosę do domu jakiś drobiazg, złapany podczas zakupów albo wyhaczony w pobliskim antykwariacie, ale zdarza się to bardzo rzadko. 

Dlatego podczas robienia remontu chciałam dopiąć wszystko na ostatni guzik. Wiedziałam, że później po prostu nie będzie mi się chciało nad tym myśleć.


Oszczędzam na: elektronicznych gadżetach


Dopóki mój laptop działa szybko i sprawnie, a telefon dzwoni i robi dobre zdjęcia, to nie interesuje mnie kupowanie czegokolwiek nowego. Nie sprawdzam nowych modeli, nie porównuję cen, po prostu w ogóle mnie to nie interesuje. Kiedy już muszę kupić coś nowego, decyzję podejmuję dość szybko, żeby nie zawracać sobie tym dłużej głowy.

Ale: kupiłam jakiś czas temu iPada, który często podaje się za przykład najzbędzniejszego gadżetu ze zbędnych gadżetów.

I o ile faktycznie mogłabym bez niego żyć, to bardzo mi się przydaje na wyjazdach, podczas różnego rodzaju nagrań (był nawet częścią domowej roboty promptera) i jestem z tego zakupu zadowolona.


Oszczędzam na: kawie na mieście (i na wsi, i wszędzie indziej też)


Po prostu jej nie piję, głównie dlatego że nie lubię.


Oszczędzam na: kosmetyczce, paznokciach, farbowaniu włosów


Szkoda mi na to czasu i pieniędzy. Nie do końca wierzę też w sens niektórych zabiegów.

Włosów nie farbuję, bo lubię swój kolor, a poza tym i tak mam problemy z wypadaniem, nie chciałabym więc ich jeszcze bardziej męczyć. Zwyczajnie mi się też nie chce poświęcać na to godziny czy dwóch co kilka tygodni.

Ale: czasem idę na masaż, chętnie wybrałabym się też na relaksujący weekend w spa. Parę razy w roku, najczęściej przed jakimś wyjazdem albo jak sobie przypomnę, idę na hennę brwi i rzęs.


Oszczędzam na: drogich rozrywkach


Nie jest to jakaś bardzo świadoma decyzja, po prostu większość rzeczy, które lubię robić w wolnym czasie, jest darmowa albo niskobudżetowa.

Książki, seriale, planszówki, spacery po lesie, wycieczki po okolicy, robienie na drutach, słuchanie ASMR i podcastów – to wszystko wpada do kategorii “mało kosztowne”.

Ale: jeśli ktoś proponuje mi wyjście do kina, teatru czy parku linowego, to oczywiście chętnie idę, sama też staram się zrobić coś ciekawego przynajmniej raz w miesiącu. Chodzi mi bardziej o to, że te moje “domyślne” rozrywki są raczej z niskobudżetowej półki.


Nie oszczędzam na: podróżach


Nie wyjeżdżam bardzo często, bo lubię moją domową rytunkę, ale pod koniec roku zawsze się okazuje, że trochę się tych wyjazdów uzbierało. Najczęściej kilka mniejszych wycieczek i jedna albo dwie poważniejsze podróże.

W trakcie wyjazdu nie szukam najtańszych opcji jedzeniowych, nie wybieram najtańszego autobusu, który jedzie osiemnaście godzin, jeśli mogę dojechać gdzieś droższym w cztery. Lubię mieszkać w ładnych miejscach i choć nie nazwałabym moich podróży luksusowymi, to na pewno nie jest to też standard studencki.


Nie oszczędzam na: sporcie


Czyli niezależnie od tego, czy w danym miesiącu mam więcej, czy mniej wydatków, kupuję karnet na siłownię. A od niedawna mam Multisporta.

Pracuję z domu, więc wyjście na siłownię czy zajęcia fitness bardzo mi poprawia samopoczucie.

Bardzo lubię też łączyć sport z wyjazdami. Wiosną byłam na weekendzie z jogą i było fantastycznie.

Ale: nie wydaję pieniędzy na sportowe gadżety, opaski i inne bajery, nowe buty kupuję kiedy stare mi się zniszczą i tak dalej. Jakiś czas temu zrobiłam sobie zapas ubrań do ćwiczeń, w których czuję się super i nie czuję potrzeby kupowania nowych.


Nie oszczędzam na: pomaganiu


Kiedyś już pisałam o swoim systemie dotyczącym pomocy charytatywnej – może się to wydawać śmieszne, ale jeśli jest się osobą docierającą do wielu innych osób, dostaje się tyle pytań i próśb, że jakąś strategię trzeba obrać.

Pomagam w mniejszym wymiarze w sprawach, które z jakiegoś powodu szczególnie do mnie trafiły, ale dbam też o to, żeby swoją pomoc usystematyzować. Przeczytałam kiedyś wywiad z Janiną Ochojską, w którym mówiła że to przewidywalność pomocy jest dla różnego rodzaju potrzebujących organizacji najważniejsza.

Pod koniec ubiegłego roku kupiłam indeks super chłopakowi z Akademii PrzyszłościMam zamiar kontynuować tę tradycję. Pomijając wszystko inne, to dla mnie motywacja do ogarniania swoich finansów w taki sposób, żeby bez problemu było mnie na to stać.


Nie oszczędzam na: zdrowiu


Jak źle się czuję, to jak najszybciej idę do lekarza, jak lekarz każe mi zrobić badania, to je robię. Na szczęście (tfu, tfu) choruję bardzo rzadko.

W tym roku zaplanowałam sobie porządny przegląd, więc wykupiłam abonament prywatnej opieki zdrowotnej, bo wyszło mi że będzie tańszy niż zsumowane pojedyncze wizyty.

Przez nieoszczędzanie na zdrowiu rozumiem też zdrowe jedzenie, dbanie o aktywność fizyczną, unikanie niepotrzebnego stresu i tak dalej.


Nie oszczędzam, a chcę zacząć na: wodzie mineralnej


Przez dłuższy czas piłam wodę z kranu, potem się przeprowadziłam i woda z kranu ma tu jednak odrobinę inny smak, albo tak mi się przynajmniej wydaje i… wróciłam do butelkowanej.

Ponieważ woda to oprócz herbaty jedyny napój, jaki na co dzień piję, schodzi mi tych butelek bardzo dużo i nawet nie chodzi o pieniądze, ale o tony plastiku. Muszę poczytać o dzbankach filtrujących, które wydają się niezłym, wypośrodkowanym rozwiązaniem – dajcie znać, jeśli używacie i jesteście zadowoleni!


 

A jak Wy podchodzicie do swoich finansów? Macie jakiś sprawdzony system? Jestem przekonana, że nie ma jednego uniwersalnego rozwiązania, które będzie dobre dla wszystkich i każdy sam musi się zastanowić, na czym najbardziej mu zależy.

Dajcie znać, jestem bardzo ciekawa – moim zdaniem wszyscy lepiej byśmy sobie radzili, gdyby nie pokutowało przekonanie, że “o pieniądzach się nie rozmawia”.

 

279 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. Iza

    Dzbanki i butelki filtrujące to swietna sprawa, uzywam juz 2 lata i nie kupuje wody w butelkach ptaktycznie w ogole.

    1. Marianna

      Nie wiem na ile temat wody jest dla Ciebie ważny, ale jako że nie oszczędzasz na zdrowiu i jedzeniu, przemyśl instalację takiego filtra z prawdziwego zdarzenia. To większa inwestycja, ale woda z dzbanka/butelki jest wypłukana ze wszystkiego (złego i dobrego). Ja mam w kuchni od około pół roku taki kranik, z którego leci woda najpierw przefiltrowana, a potem namineralizowana. Pisałam o tym u siebie chwilę temu: http://www.coutellerie.pl/blog/2017/7/14/mini-spin-off-z-japonii i naprawdę polecam, już sobie nie wyobrażam powrotu do innej wody, i nie, nie płacą mi za reklamę!

      A cały wpis super, bardzo imponujący. O planowaniu posiłków też chętnie poczytam, z uwagi na profesję ciężko u mnie z jakąś regularnością w tym temacie, ale chętnie się spróbuję zainspirować:)

      1. Magda

        “Woda z dzbanka jest wypłukana ze wszystkiego” – to jest mit. Filtry (ja używam akurat Brity) eliminuje tylko twarde metale, a także substancje pogarszające smak wody, jak chlor na przykład.

        1. Marianna

          Masz rzetelne źródło tej informacji? Nie pytam z przekąsem, po prostu producenci dzbanków piszą tak, a producenci filtrów – na odwrót. Chętnie bym zobaczyła badania wykonane przez kogoś bezstronnego

    2. Magda

      Są ok do przygotowania wody do gotowania natomiast nie nadają się jezeli potrzebujemy wody, ktora ma nawadniać organizm, gdyż jest ona pozbawiona jakichkolwiek minerałów. Zwyczajnie przez nas “przepływa” i wręcz odwadnia (szczególnie jezeli ćwiczymy).

  2. Kasia

    Jeżeli chodzi o ubrania koleżanka mnie ostatnio namówiła. upolowalam jeansy Levi’s za 2zl! I świetne baleriny za 8zl! A co do wody rzadko sięgam po butelkowa, sama posiadam dzbanek polskiej firmy Dafi i sobie chwale, koszt filtrów to ok 8zl miesięczne ;-) co do oszczędzania to podoba mi się Twoje podejście, warto inwestować w rzeczy które są z jakiegoś powodu nam potrzebne, rozwijają nas i dają satysfakcję. Uważam, że takie postępowanie może w przyszłości zaowocować tym że przestanie nas otaczać bylejakość Warto, w czasach gdy wszystko jest na wyciągnięcie ręki, zastanowić się czy nam to jest potrzebne czy nie. Bo zaśmiecony dom gratami wcale nie sprawia frajdy.

  3. Dariad

    Ja mam butelkę z wkładem filtrującym, piję dziennie z 3 litry wody, więc noszenie ze sobą 1,5l butelki było uciążliwe, ta jest lekka i wystarczy, że napełnię ją wodą z kranu w razie potrzeby i mam. Przydaje się też na treningu, czy rowerze. Lekka, ładna, nie trzeba ton plastiku, polecam

      1. Zuza

        Też mam Dafi. Z córką i mężem wróciliśmy właśnie z Barcelony ( przepięknie i gorrrąco). Butelki sprawdziły się w 100 %. Polecam z czystym sumieniem. W domu używamy dzbanka ( Britta ) już od lat :) Filtry węglowe oczyszczają wodę z metali ciężkich i fizycznych zanieczyszczeń. Woda świeża i smakuje lepiej niż z plastiku :)

  4. Friq

    Asiu, rada na szybko co do wody: gotuj i zalewają wrzątkiem kilka plasterków cytryny bez skórki :) Inwestujesz w odpowiednio duży dzbanek i już ;) cytryna zadba o odpowiednią mineralizację :D

  5. mimi

    Podobny poziom oszczędzania uskuteczniamy. Dodatkowo miesiąc temu udało mi się po 10 latach rzucić papierosy z czego jestem niezmiernie dumna jak i moja skarbonka również. Mam niezwykłą słabość do kupowania talerzyczków, kubków i pierdołek wszelkiej maści. Kiedyś robiłam to w tk maxxie dopóki nie odkryłam cudownego targu staroci niedaleko wsi moich rodziców. Mój budżet zazwyczaj wynosi 20 złotych. Ostatnio udało mi się zakupić np. nowe kombinerki za 3 złote i kubek z Bolesławca za 2 złote :D I to szczęście jak wracam do domu mam piękne rzeczy i jeszcze zaoszczędziłam.

  6. myshowata

    Jeśli dużo czasu spędzasz poza domem, to rozwiązaniem może być nie tylko dzbanek filtrujący ale i butelka filtrująca, która działa tak samo a możesz ją napełnić w dowolnym miejscu i momencie. Potomek ma i chwali sobie. I choć nie jesteś gadżeciarą, to może ucieszy Cię fakt, że można mieć i wkład filtrujący i ustnik w kolorze np. zielonym albo różowym.

  7. Jola

    Dzbanek z filtrem to fantastyczna rzecz, a kiedy dodatkowo kupi się filtr z magnezem to wyczuwalna jest zmiana smaku wody, więc polecam. Z mojej strony polecam też przenośną butelkę z filtrem: kupiłam ostatnio na promocji w Rossmannie, za około 30 pln. Tutaj jest duża oszczędność, ponieważ latem wypijam hektolitry wody. Nie chcę nosić ze sobą dużych butli, więc zdarzało mi się nawet kupować po kilka mniejszych butelek dziennie, a tak – napełniam butelkę w toalecie i pomykam dalej.

  8. Ania

    Ja uzywam dzbanka filtrujacego i dziala w porzadku, tu gdzie mieszkam sama woda ma specyficzny smak i nie smakuje mi za bardzo. Niestety nie jest to tez bardzo tanie rozwiazanie, ja mam system Brita i kupilam wklady na rok i zaplacilam zdaje sie 60 EUR, jednak sporo. Poza tym bardzo mi przeszkadza, ze tu gdzie mieszkam nie mozna nigdzie oddac do recyclingu zuzytych wkladow (w niektorych krajach, takich jak FR czy DE mozna, nie wiem jak w Polsce), wiec laduja pewnie w ziemi albo sa spalone, jedno i drugie nie bardzo. Dlatego od pewnego czasu wody z dzbanka filtrujacego uzywam tylko do ekspresu do kawy i do czajnika, zauwazylam ze nie okamieniaja sie wtedy tak bardzo, a woda u mnie jest bardzo twarda, a do picia kupilam tani dzbanek z ikei z korkowa zatyczka, do ktorego mozna nalac wode z kranu, dorzucic plasterek cytryny, miete, inne owoce i pic caly dzien, to niweluje smak wody i nie zuzywa sie przy tym tony butelek. Jego zaleta jest to ze latwo go umyc (jest bardzo szeroki na gorze) a przy nalewaniu dzieki tej korkowej zatyczce nie wypadaja do szklanki wlasnie cytryna czy mieta. U nas w pracy pijemy wode z butelek, jest nas tylko 7 w biurze, a zuzywamy dziesiatki butelek tygodniowo, wstyd, musze wyjsc z jakas inicjatywa zeby przestac.

    Fajny wpis!

  9. zielenina

    używamy brity i jest bardzo ok. Woda z butelek to faktycznie średnie rozwiązanie, szczególnie ekologicznie. Testowaliśmy kilka marek robiący filtry i brity nie są najtańsze, ale woda jest najlepszej jakości i wystarczają na dłużej niż innych firm. Bardzo fajny wpis!

  10. Smok

    Bardzo ciekawy tekst, znalazłam w nim mnóstwo informacji. Ale nurtuje mnie jedno – jak tak żyć bez ręczników papierowych? Jestem niezdara i ciągle coś wylewam, zazwyczaj coś o kolorze, który ścierkę zafarbuje. Moje psy już mają swoje lata i zdarza się, że np. w nocy albo gdy na czas nie wyjdą na spacer załatwiają mi się na drewnianą podłogę. Chciałabym ograniczyć produkowanie tych śmieci, ale po prostu nie widzę alternatywy :/

    1. Style Digger

      Jakby Chrupkowi się zdarzały takie przygody, to pewnie też radziłabym sobie ręcznikami. Ja jakoś farbujących rzeczy nie wylewam za często, a do ścierania używam najczęściej zmywakowej gąbki:)

    2. Monika

      Mojemu psiakowi też zdarza się czasem wypadek, ale wtedy radzimy sobie papierem toaletowym (papierowych ręczników chyba nie powinno się spłukiwać w toalecie, a wyrzucanie do kosza nie jest najlepszym pomyslem ze względu na zapach). Jeśli chodzi o kolorowe napoje ja mam małe ściereczki zrobione z czarnego ręcznika i nic nie widać :D

    3. domi

      .serio? Mam bawelniana ściereczkę na mokro, a wszystko inne wycieram klasycznymi plociennymi ręcznikami. Ile drzew oszczędzam!

    4. Emilia

      Jak moja córka miała okres, że już nie zawsze chodziła w pieluchach, ale jeszcze nie zawsze robiła siku na nocnik, to podłogę wycierałam starymi ręcznikami. Miałam kilka ręcznikówdp tego celu, które potem prałam w miarę na bieżąco.
      Ale za to nie umiem wyeliminować papierowych ręczników w kuchni i przy stole, mniej więcej od czasu, gdy córka zaczela jeść sama i odkąd robi ze mną różne rzeczy w kuchni.

      1. Emilia

        Tylko z drugiej strony, jeśli potem trzeba ten zasikany ręczniki od razu wyprać w pustej pralce, to średnia oszczędność i słaba korzyść dla środowiska.

      2. Ewa

        Emilia, mam rozwiązanie Twojego problemu! Miałam taki sam – przy 3 dzieci ponizej 4 roku życia schodziły nam tony papierowych ręczników. Dramat. Niedawno, będąc u teściowej zaopatrzyłam się w zalegające u niej w komodzie materiałowe serwetki (takie do eleganckiego nagrywania stołu). Każde dziecko ma przy talerzyku i używa. Polecam! Tylko warto zaopatrzyć się w dużą ilość, żeby móc prać niezbyt często…

    5. Magda

      Ja używam ręczników papierowych ale w minimalnej ilości. Głównie używam bawełnianych ściereczek do naczyń, jako szmatkę do wycierania blatu kuchennego używam pociętego na mniejsze kawałki starego ręcznika frotte – cyklicznie piorę je w wysokiej temperaturze i starczają na bardzo długo. Dodatkowe materiał frotte jest bardzo chłonny, ma dużą “przyczepność” do podłoża- przez co bardzo dokładnie i skutecznie czyści.
      Mnie zawsze przy ręcznikach papierowych drażniło to, że potrzebuję niewielkiego kawałka- na wytarcie “kapki” soku, czy tłuszczu, położenie skorupek po wybijanych jajkach do jajecznicy. Jakiś czas temu odkryłam ręczniki papierowe, które urywają się po małym 10 cm kawałku – kupuję je w Rossmanie :
      http://www.rossmann.pl/Produkt/alouette-Recycling-rolki-kuchenne-3-warstwowe-4-szt,341245,6325
      są dosyć często na promocji więc wówczas robię ich mały zapas.
      Jak już jesteśmy przy Rossmanie i przy oszczędzaniu to polecam papier toaletowy 3- warstwowy:
      http://www.rossmann.pl/Produkt/alouette-papier-toaletowy-3-warstwowy-16-szt,101923,6322
      jak dla mnie najlepszy stosunek ceny do jakości- dużo lepszy i bardziej wydajny od papierów Reginy czy Velvet.
      Tak jak ręczniki tez często bywa na promocjach :)

  11. EmZa

    Podobnie podchodzę do kwestii oszczędzania – póki co zmuszona jestem przez niski dochód, ale wierzę, że nie zatracę tego również wtedy, gdy zarabiać będę więcej. Ubrania kupuję również głównie w SH, czaaasem kupię coś nowego w sklepie. Sama też trochę szyję – więc można powiedzieć, że nie oszczędzam szczególnie na hobby, ale jeśli jest pożyteczne to dlaczego nie! :) Wciąż mam jednak problem z jedną rzeczą – uważam, że na coś nie chcę wydawać tyle pieniędzy, a w międzyczasie kupuję szereg bzdetów, których zsumowana wartość jest niewiele niższa lub równa temu, na co (w moim mniemaniu) nie mogłam sobie pozwolić… Ale walczę :)
    Co do podróży – lubię poznawać nowe rzeczy, smakować jedzenia, zwiedzać, wchłaniać nową kulturę. Prędzej spakuję się w bagaż podręczny i będę spać w jakimś małym pensjonacie niż odmówię sobie wyjazdu, bo nie stać mnie na all inclusive :)
    A butelkę filtrującą mam Dafi – zabieram ją ze sobą wszędzie i mocno polecam – od kiedy ją mam nie kupiłam ani jednej wody w butelce, a wcześniej zdarzało się to nawet kilka razy w tygodniu.
    Bardzo inspirujący wpis! :)

    1. Kropka

      Mam to samo.. szczególnie od kiedy poznałam aliexpress.. to jest zło.. wydaje się że czlowiek nic nie wydaje bo tu 3 zl tam 10 itd a kiedyś jak podsumowałam wszystko to wyszło ze w miesiac przepuściłam tam 2 stówy.. :/

  12. Gosia

    Mam dzbanek brity i bardzo polecam! Mieszkam w Warszawie na Bielanach i tu woda nie smakuje najlepiej, przefiltrowana jest dużo lepsza, robię też na niej herbatę – również jest różnica w smaku i nie robi się ciemny osad na kubkach. Jeśli chodzi o filtry to zamiast oryginalnych można kupować tańsze zamienniki, sprawdzają się równie dobrze.

  13. dzonss

    Jeśli nie lubisz kawy i jej nie pijesz to jak możesz na niej oszczędzać ;) ?
    Na tej zasadzie ja mogę uznać, że oszczędzam masę kasy na papierosach, których nigdy nie paliłam, nawet nie spróbowałam w życiu. Albo, że zaoszczędziłam tysiące zł na akcesoriach motocyklowych (bo nie mam motocyklu ani prawa jazdy).

    1. Style Digger

      To prawda, ale kawa to popularny wydatek, akcesoria motocyklowe mniej. Jakbym nie miała samochodu, to pewnie napisałabym że oszczędzam na samochodzie, bo jeżdżę tylko rowerem/komunikacją miejską. Wydało mi się to zasadne, ale oczywiście lista rzeczy, na których w ten sposób oszczędzam jest o wiele dłuższa – na sprzęcie do nurkowania na przykład;)

      1. dzonss

        O, to ja na samochodzie i sprzęcie do nurkowania też! :D

        Fajnie, że tyle tu komentarzy na temat dzbanka z filterem. Sama o tym ostatnio myślałam, i teraz na pewno kupię. Przeraża mnie ilość plastikowych butelek, która się zbiera w ciagu jednego tygodnia.

        1. Kropka

          Też nam i polecam :) ja nam waterbobble, z tym że kupione na aliexpress i tańsze. Szczególnie w ciązy mi się przydała bo jak nie piłam za długo to robilo mi się slabo a wystarczyło ze dojechalam do szpitala na wizytę i wody brak. Nalewał tam z kranu i normalnie piłam :)

      2. Słomiana Zapałka

        Hehe to się tak naprawdę chyba nazywa cost avoidance (mój mąż zajmuje się kosztami stąd wiem ;)). W każdym razie to jest dobry przykład, bo mogłabyś np. pić herbatę na mieście. Ona też potrafi dużo kosztować!
        Bardzo masz fajne podejście do finansów. Ja od niedawna też spisuję swoje wydatki, byłam przez długi czas temu przeciwna, ale jednak widzę bardzo duże plusy tego.

      3. Bogusia

        Zgodzę się, że kawa to popularny napój, a sposób żeby na nim zaoszczędzić to chodzenie z własnym kubkiem termicznym wypełnionym ulubionym napojem ;) od jakiś trzech lat mam jeden lepszy kubek (wydatek był większy na początku i ale myślę, że w ciągu 3 lat się wiele razy zwrócił) a do tego mogę sobie pozwolić na ulubioną ciut droższą kawę w ziarenkach, a koszty miesięczne ( uwzględniając filtry brity i eksploatację ekspresu) myślę, że można porównać do jakiś 5 kaw z popularnej kawokawiarni z zielonym logo ;)

        Ps. Wpis świetny. Muszę przemyśleć sprawę z ręcznikami papierowymi ;)

        1. AL

          Nie wiem jak u was, ale w moim piciu kawy na miescie nie chodzi tylko o sama kawe, a o atmosfere. Milo jest byc czasami obsluzonym (taki maly luksus), rozsiasc sie w przytulnej kawiarni, ogladac ulice za oknem i innych ludzi. Oczywiscie w granicach rozsadku. Ale mimo wszystko nie wyobrazam sobie biegac z kawa w termosie po miescie aby zaoszczedzic te pare zlotych i mnostwo smaku.

  14. Dominika

    Z wodą ja osobiście mam taki problem, że naczytałam się już mnóstwa opinii, które koniec końców zrobiły mi w głowie trochę mętlik. Sama piję często wodę z kranu, skoro jest już tyle kampanii o warszawskiej kranówce – zaufałam. Fakt faktem jednak, że jej jakość może zależeć też od stanu rur. Nie mieszkam jednaj w bloku z bardzo starą kanalizacją, więc wierzę, ze jest ok. Jesli natomiast chodzi o dzbanki filtrujące – uzywam takiego dzbanka, ale tylko, zeby przefiltrowac wode przed wlaniem jej do czajnika. Przy uzywaniu przefiltrowanej, w czajniku w ogole nie tworzy sie kamien, ktory zawsze mi sie zbieral po gotowaniu kranowki. Przeczytalam jednak, ze takie filtry usuwaja wszystkie wartosci mineralne, ktore sa w wodzie z kranu (czy jakiejkolwiek innej, ktora wlejemy do filtra) i nie ma sensu tego robic, bo koniec koncow pije sie tylko duzo bardziej zubożałą w skladniki mineralne wodę, a nie jakkolwiek lepszą.

    1. Karolina

      Też słyszałam takie głosy, że jednak w kranówce nie ma tylu minerałów, co w wodzie mineralnej. Ja poszłam na kompromis i piję filtrowaną wodę z kranu, ale raz na tydzień wypiję butelkę wody wysokozmineralizowanej (np. Staropolankę albo Muszyniankę), która jest tak naładowana minerałami, że sam producent pisze, żeby nie przekraczać większego spożycia niż 365 litrów rocznie.

    2. Kasia

      Kamień tworzą jony wapnia i magnezu, więc jeśli w wodzie nie tworzy się kamień jest to tzw. woda miękka- niskozmineralizowana. Mówi się teraz sporo o tym że zdrowsza jest twarda woda- ta po której wytrąca się kamień. Wydaje mi się że jeśli chodzi o wrzątek do herbaty to lepsza jest miękka- nic Ci nie pływa, ale jeśli pijesz zimną to lepsza jest ta z kranu. Ja kiedyś miałao opory przed picem takiej wody, do czasu kiedy na stuiach mieliśmy analitykę i badaliśmy skłąd wody pod kątem różnych pierwiastków- na koniec tamtego semestru przerzuciłam się na kranówę:)

      1. Natalia

        Mozesz napisac o tym cos wiecej? Czy naprawde w calej Polsce, niezaleznie od regionu, dobrze jest pic kranowe? Czasem mam opory majac w glowie jakies pasozyty itepe.

        1. amariae

          Są badania mikrobiologiczne, które ściśle określają, że w wodzie z kranu nie ma danych bakterii (inne dla ciepłej, inne dla zimnej wody, obowiązują kryteria ilościowe i jakościowe i można to sprawdzić w internecie). Pasożyty muszą być nieobecne.

    1. JB

      I ja też, ja też :) Zwłaszcza, że teraz będę częściej w domku, więc śmiało będę mogła się tym zająć.

        1. Karolina

          Ja też chętnie poczytam o systemie planowania posiłków! Teraz mam ograniczone możliwości z gotowaniem (zarówno jeśli chodzi o produkty, jak i dobre miejsce do gotowania), ale jak wrócę do Polski chciałabym lepiej ogarnąć system planowania i przygotowywania posiłków na cały tydzień w domu.

    2. Ania G

      Świetny post, dziękuję za niego! I również bardzo proszę o post na temat planowania posiłków – od jakiegoś czasu walczę z tym tematem (i na razie przegrywam :D)

  15. Aleksandra

    Z wieloma rzeczami mam podobnie. Nauczyłam się oszczędzać na koniu i już nie muszę mieć miliona kompletów do jazdy czy innych gadżetów; książek nie kupuję – dostaję, ale najczęściej wypożyczam z biblioteki (jest świetnie zaopatrzona, więc wynoszę z niej książki w ilościach hurtowych ;) ); kosmetyków nie kupuję, bo jestem w tym temacie ignorantką i nie lubię eksperymentować, wracam do tego, co mi się sprawdza; ostatnio kupiłam kilka ubrań, ale było to coś, czego mi brakowało. A co do wody, to polecam poszukać butelek z filtrem (ja trafiłam w bardzo okazyjnej cenie w TKMaxx firmy Bobble), mimo ceny filtra wychodzą taniej niż woda butelkowana.
    PS Chyba zainspiruję się Twoim wpisem i zrobię u siebie taki rachunek sumienia ;)

  16. Karolina

    Wspaniały post! Zgadzam się z Tobą w większości :)) Choć czasem lubię wyjść na małą kawkę do miłego miejsca, często dużo lepiej mi się tam rozmawia niż np. w domu :)) Jestem bardzo za, jeśli chodzi o post z planowaniem posiłków :)). Jesteś mądrą dziewczyną! Miłego dnia!

  17. Anna

    Ja oszczędzam na…dziecku. Tak, wiem, dla wielu osób niewyobrażalne i świadczy o tym, że jestem złą matką :) Ale co poradzę, że naprawdę nie widzę sensu kupowania dla malucha ubranek, jeśli dostałam tony ciuszków po znajomych, nie widzę sensu używania pampersów, jak są pieluchy wielorazowe i nie widzę sensu zasypywania niemowlęcia stertami zabawek, jeśli wystarczającą ekscytację budzi chlupotanie wody w butelce i dźwięki wydawane przeze mnie. Mam nadzieję, że uda mi się ją jak najdłużej wyhowywać w takim antykonsumpcyjnym stylu.
    Niestety mam taki sam problem jak Ty jeśli chodzi o wodę butelkowaną. a raczej o partnera, który nie wyobraża sobie wody bez bąbelków, więc nawet dzbanek filtrujący nie pomoże.
    Aha, ja na podróżach oszczędzam – zwyczajnie nie mam środków na to, żeby spać w drogich miejscach, więc śpię w najtańszych. Albo i darmowych – klimat studenckich baz ww górach jest cudowny.

    1. Anna

      Żeby nie było – wiem, jak się pisze wychowywać, tylko piszę jedną ręką, drugą trzymając kubek z kawą, póki dziecko śpi :)

    2. Agnieszka

      Jeśli idzie o wodę gazowaną, polecam zakup syfonu. Być może powiało PRLem ;) ale mój kupiłam dwa lata temu i sprawdza się doskonale. W zasadzie był to prezent świąteczny dla męża-bąbelkowca, nadzwyczaj trafiony. Najtańsze to może nie jest (ja mam marki Isi, ok. 180 zł + naboje, niecała złotówka za sztukę), więc w zależności od tego, ile pijesz wody gazowanej, wydatek będzie się zwracał pewnie przez jakiś czas, ale dla nas perspektywa ograniczenia góry plastiku po wodzie butelkowanej zdecydowanie była tego warta. Do syfonu wlewamy wodę prosto z kranu lub z ewentualnie z dzbanka filtrującego, który też mam, bo ja z kolei wolę niegazowaną :)

    3. Monika

      Ja z dzieckiem mam bardzo podobnie, chociaż nie powiem mam czasem wielką chęć na kupno pięknych zamszowych bucików albo jakiejś kosmicznej maskotki z pięknych instagramowych zdjęć…czasem się udaje, czasem nie, ale walczę:) Pozdrowienia dla Bąbla.

    4. Natalia

      Wspanialy komentarz! Jeszcze nie mam dzieci i nie wiem, czy cos mi nie odstrzeli, ale na ten moment uwazam, ze szal na gadzety, zabawki i ciuszki dla malych dzieci to tako szal bozonarodzeniowy tylko caly rok. Absolutnie nie mam zamiaru dac soe mu porwac. Inna kwestia, ze mam malo miejsca dla przyszlego potomoka i noe chce zagracac jego przestrzeni.

    5. domi

      Ja mam podobnie, i nikomu nie dam sobie wmówić ze jestem zla matka😉 dzieci w ogóle obecnie zasypywane sa rzeczami i ja walczę z ciociami ktore ciągle kupują zabawki mojemu synkowi, bo juz nawet nie mam gdzie ich trzymać. Na wakacjach tez skromne warunki, ale mi to nie przeszkadza i gdyby polskie lato pozwalali to spałabym wyłącznie pod namiotem☺

      1. Ania

        Według mnie takie “oszczędzanie” na dziecku to bardzo mądre podejście, super jest pokazywać swoim przykładem, że da się obejść bez pierdół i gadżetów. ALE! U nas ten problem się odbija od krewnych, dziaków zasypujacych prezentami i jeszcze znajomych przynoszących zabawki po swoich dzieciach. Mówienie, że zamiast tego wolimy pampersy czy mleko jest jak grochem o ścianę. I co z tym zrobić drogie mamy? 90% zabawek mamy pochowanych co prawda, ale takie zbieractwo niepotrzebnych rzeczy mnie wkurza.. A oddać komuś prezentów też chyba nie wypada..

        1. Magda

          Nie jestem wprawdzie mamą ale już się “przyszykowuje” :) Słuchałam kiedyś podcastu The Minimalist i oni proponują takie rozwiązanie…kiedy dziecko dostaje nową zabawkę, jedną musi oddać. Takie coś za coś. Pewno zależy to od wieku dziecka, bo takie malutkie jeszcze nie rozumie. Wtedy dziecko nie uczy się, że dostaje co chwila nowe zabawki a dziadkom może coś da do zrozumienia.

        2. Anna

          Ja doszłam do wniosku, że jak ktoś nie słucha tego, co mówię, nie reaguje na uprzejme prośby o niekupowanie to przestają mnie obowiązywać reguły “nie wypada”. Już parę nowych ubranek poszło na sprzedaż, bo nie trafiało, że mam stertę ciuszków dla córki i więcej nie potrzebuję. Nie można dać sobie włazić na głowę. Dawanie komuś prezentów wyraźnie wbrew jego woli to nie jest coś, co zobowiązuje do jakiejkolwiek wdzięczności.

          1. Dorota

            O mamo…też ktoś tak ma??? Cudnie, że nie jestem sama! No ileż razy mogę mówić (od narodzin córki), że dziękuję, ale nie potrzebuję tylu ubranek!? Nie słuchają ci, którzy sobie sami chcą zrobić przyjemność i pobuszowac w dziale dla dzieci. To nie prezent dla dziecka, tylko dla samej osoby obdarowującej. Oczywiście, są wyjątki – bo czasem szkoda mi samej wydać pieniądze na ubranko na ‘raz’, albo w sklepie jest coś naprawdę extra, więc ok… ale pięciopak body? Przepraszam, za off topic, ale nie mogłam się powstrzymać-dobrze wiedzieć, że nie jestem świrem!

            1. Anna

              Może po prostu obie jesteśmy świrami :) W moim przypadku dodatkowo to jest wybór wynikający z pewnych przekonań – sama kupuję mało, unikam sieciówek i uważam za zwyczajnie niemoralne płacenie po 50 zł za ubranko, które wyprodukowano za dolara, bez jakichkolwiek praw pracowniczych itp. I tylko powiększamy tym górę śmieci – lepiej wykorzystywać ubranka używane. Więc jak ktoś mi takie “prezenty” wciska, to znaczy, że nie szanuje mojego światopoglądu. Tym bardziej mnie to irytuje.

    6. AL

      Co do dziecka, zgadzam sie w 100%. Co prawda sama jeszcze nie mam maluszka, ale gdy widze ten szal i nacisk na kupowanie rzeczy, ktore koniec koncow straca zainteresowanie po 2 godzinach zabawy, to rece opadaja. Male dzieci czesto nie zdaja sobie rowniez sprawy w co sa ubierane, wiec do pewnego etapu mozna przyoszczedzic. Zaczyna sie pewnie pod gorke w okresie przedszkolnym ;)

    7. Serenissima

      A ja do dziecięcych ubranek i gadżetów podeszłam z innej, choć też minimalistycznej strony. Ponieważ od zawsze chciałam mieć jedno dziecko (jeśli w ogóle ;)) i nie planujemy dalszego powiększania rodziny, uznałam, że należy mi się trochę frajdy z ubierania i wyposażania mojej jedynej córki. Zdecydowałam, że przyjmę oferowanych ubranek i zabawek po znajomych dzieciach, tylko kupię wszystko sama, za to zgodnie z moim gustem i – UWAGA – w minimalnych ilościach. System sprawdził się znakomicie – ubieram N. tak jak chcę, ale w jej komodzie zawsze jest wolna przynajmniej jedna szuflada. Nie piorę ubranek (tak jak i swoich) po jednym założeniu, za wyjątkiem przepocenia/poplamienia, a i córa z tych niebrudzących, więc nie muszę mieć stert ciuszków, bo pralka chodzi na okrągło. Rotacja jest wystarczająca :) Za małe ciuszki oddajemy do oddziałów neonatologicznych i dziecięcych, szczególnie na patologii noworodków zawsze potrzebują małych ubranek. Z gadżetami jest podobnie, a co do zabawek N. przysługuje jedno pudło. Dodam, że mieszkamy w kawalerce z dwoma kotami i znajomi nie mogą się nadziwić, jak u nas pusto i przestrzennie.

      1. Serenissima

        Pisanie z niemowlęciem na kolanach, ech ;) “Nie muszę mieć stert ciuszków, bo pralka chodzi na okrągło” -> a pralka nie chodzi na okrągło.

    8. Derekcja

      Bąbelki znakomicie robi urządzenie Soda Stream (kupiłam, o ile pamiętam, w Saturnie). W ciągu tych trzech lat na pewno mi się zwrócił jego koszt. Mnie samej niepotrzebne te bąbelki, ale córka moja piła jakieś gazowane paskudztwa hektolitrami, co dawało mnóstwo pustych butelek (a do śmietnika mamy 160 metrów, czyli daleko i w dodatku w głąb osiedla). Małemu dziecku można dać szlaban na takie napoje, dorosłemu – nie bardzo. Soda Stream okazał się całkiem niezłym kompromisem. Urządzenie dostało od nas imię Stefan i dokleiłyśmy mu plastikowe oczy (miałyśmy głupawkę).
      Aha – można w tym robić też smakowe bąbelki.

  18. Ania

    Dzięki Asiu za bardzo ciekawy artykuł. Z przyjemnością przeczytałam przy kawie :)
    U mnie z oszczędzaniem jest w gruncie rzeczy podobnie. Przede wszystkim domowe jedzenie, i zakupy na cały tydzień zawsze z listą. Mamy też taki system, że wszystkie opłaty stałe (mieszkanie, bilety, telefon) robimy od razu po przyjściu wypłaty, dzięki temu resztę pieniędzy możemy łatwo rozplanować na resztę miesiąca. My planujemy ile możemy wydać na tydzień, a z tego co zostaje pozwalamy sobie na wyjście do restauracji czy na escape room od czasu do czasu :) W ogóle myślę, że planowanie swoich wydatków jest niezbędne dla spokojnego życia
    Jestem też z siebie dumna, że nauczyłam się szyć – dzięki temu oszczędzamy na masie rzeczy, drobnych przeróbkach w stylu skrócenie spodni czy firanek, rzeczch dladziecka które można uszyć za darmo z resztek, czy wreszcie na moich bluzkach, które kosztują mnie 3x mniej niż w sieciówkach a ich jakość i trwałość jest nieporównywalna. Tak samo czapki, szaliki rękawiczki robię sobie na drutach z wełny o dobrym składzie :)
    Nie potrafię za to oszczędzać na wodzie a piję dużo.. Dzbanki filtrujące do mnie nie przemawiają, woda z kranu tym bardziej. Kupuję butelkowaną i nie wiem czy znajdę sposób żeby to zmienić

    1. domi

      Ja od lat po prostu pije kranówkę a oprócz tego zagotowana wodę wlewam do szklanego dzbanka i po ostudzeniu piję np z cytryną. Tony plastikowych butelek śmieci mnie przerażają…

      1. Ania

        Tylko jeśli cała rodzina pije kilka litrów wody dziennie to czy gotowanie będzie eko? Możliwe że bardziej niż plastikowe śmieci, ale jednak to jest codzienne nadprogramowe zużycie prądu. Podobne mam odczucia w stosunku do pieluch wielorazowych i prania ich.
        Na pewno kranówka będzie najlepszym rozwiązaniem, muszę chyba chociaż spróbować przełamać uprzedzenia do niej ;)

        1. Anna

          Hmm… a nosisz ubrania jednorazowe, czy je pierzesz? :) To tak a propos argumentu o praniu pieluch wielorazowych. Owszem, pranie pieluch zużywa wodę, tak jak pranie wszystkiego innego. ale pielucha jednorazowa zanieczyszcza wielokrotnie – najpierw zakład, który ją produkuje i jego odpady, potem transport, wreszcie składowanie zużytych pieluch, przecież one się praktycznie nie rozkładają.
          Poza tym pieluchy wielorazowe mogą być używane przez kilkoro dzieci, to też ma znacznie.

          1. Ania

            Nigdzie nie napisałam, że uważam, że pieluchy jednorazowe są bardziej ekologiczne niż wielorazowe – a propos argumentu. To mniejsze zło, wiadomo. Myślę, że ocenianie się na wzajem jest bez sensu, Ty czujesz się lepsza od ludzi kupujących pampersy, kto inny od Ciebie bo robi coś innego lepiej i wzajemne wbijanie szpilek się szerzy, tylko po co?

  19. ciekawa

    Hej, ja tez nie farbuje wlosow, przestalam dwa lata temu. Mialam dosc tego, ze ciagle kolor wychodzi inny niz bym chciala (mimo, ze farbuje u fryzjerow), szybko widac odrost i regularnie wydaje sporo kwote, a poza tym zaczal mi sie podobac moj naturalny kolor. Ale jest jedno ale… Niestety dosyc mocno siwieje na przedzie, reszte wlosow mam raczej ciemna, wiec siwe rzucaja sie w oczy. Myslalam o dofarbowywaniu tylko siwych, ale nie da sie dobrac farby, zeby idealnie zgrala sie z naturalkami. Ty rowniez nie farbujesz wlosow, a gdybys zaczela siwiec, farbowalabys? I co w ogole sadzisz o tym, jak dziewczyna po 20stce wyraznie siwieje, uwazasz, ze to bardzo zle wyglada, czy moze sie podobac? Prosze o odpowiedz 😊

    1. Style Digger

      Nie wiem, co bym zrobiła sama, bo musiałabym zobaczyć, jak to u mnie wygląda, ale generalnie siwe czy szpakowate włosy bardzo mi się podobają, niezależnie od płci i wieku. Byłam kiedyś na sesji marki Celapiu, gdzie fotografka miała brązowe, przetykane siwizną włosy i strasznie ich jej zazdrościłam, a na pewno nie miała wtedy więcej niż 30 lat. Jak się dobrze czujesz, to noś śmiało, niezależnie od tego co mówią inni, ze mną włącznie:)

    2. amariae

      Po Twoim opisie to wygląda super, ogólnie jestem fanką siwizny, więc uważam, że naprawdę nie powinnaś farbować włosów, jeśli podoba Ci się Twój naturalny kolor.

      1. Monika

        amariae a probowałaś henny? Ma kilka odcieni i można dozować intensywność koloru. Dodatkowo ma bardzo pozytywne działanie na włosy :)

        1. Julia

          To prawda, ale raz że wchodzą w grę tylko ciemne kolory, dwa że siwe wymagają najczesciej hennowania dwuetapowego ( najpierw czysta henna na czerwono, potem wybrany odcień brązu lub czerń), co potrafi zabrac kilka godzin.

    3. Ciekawa

      Oczywiście miało być sporą* a nie sporo, literówka się wkradła ;) I dziękuję za odpowiedzi :) Ja czuję się tak średnio, gdybym mogła wybierać, to wolałabym, żeby nie siwiały, chciałabym mieć całe w jednolitym naturalnym kolorze. A równocześnie szkoda mi farbować, skoro tylko przód siwy, a reszta jeszcze zachowała kolor, a mój naturalny mi się podoba. Ale tyle osób zwraca na to uwagę, mówią, że siwizna postarza i że wyglądam na zaniedbaną, już sama nie wiem co zrobić :/

        1. ciekawaCi

          Ciezko jest pofarbowac na zblizony kolor do naturalnego, tak zeby nie bylo widac. Nakladalam probne pasemka, ale sie wyrozniaja na tle naturalnych. Gdybym pofarbowala caly przod, to pewnie by dziwnie wygladal, taki odrozniajacy sie od reszty wlosow :/ Chociaz moze lepiej, jak bedzie wyrozniac sie farba niz siwe?

          1. Iza

            U mnie jest tak, że zaczęłam farbować gdy wyszły mi siwe włosy. Kolor naturalny tylko podbijam. Oszczędność polega na tym, że kupuję polską farbę fryzjerską(11 zł) i do tego oksydant i sobie mieszam. Zwykle wybieram dwa odcienie z palety i sobie je mieszam tak by dostać kolor idealny jak mój. Taka farba wystarcza mi spokojnie na kilka zastosowań więc cena niewielka- myślę, że wychodzi jakies 4-5zł za jedno farbowanie.
            Gdy sobie wymieszałam raz dwa inne kolory to nawet moja fryzjerka (bo ściąć mnie jednak ktoś musi) zapisywała moje proporcje:) Ps. Wystarczy mieć wagę Ps2. Zwykle i tak odrost jest nieco inny niż włosy na długości więc jak się za pierwszysm razem coś nie uda a zrobisz odrost chłodnawy to i tak będzie ok

            1. Iza

              Farbowanie trwa jakieś pół godzinki maksymalnie, włosy ani nie wypadają ani nie są w złej kondycji:)

    4. Ampa

      Ponoć trawa pszeniczna pomaga opóźnić a nawet cofnąć siwienie. Ja używam i jakby działa nie mam nowych.

    5. Ania

      u fryzjerów jest opcja odsiwiania. Bardzo, bardzo naturalny efekt. Ale tylko jeśli to siwienie Tobie przeszkadza. Ten problem siwienia to często jest tylko w naszych głowach, moim zdaniem wcale źle nie wygląda

  20. makate

    Bardzo fajny post! Chętnie przeczytałabym o twoim systemie planowania posiłków. Jeśli chodzi o jedzenie to mamy z mężem podobne podejście – staramy się jak najwięcej gotować w domu, z produktów, które są w miarę dobrej jakości. Pracujemy oboje poza domem, co trochę nas ogranicza – bo jednak nie wszystko jest łatwe do przewozu albo smaczne w wersji odgrzewanej, ale to i tak dla mnie najlepszy system. I też bardzo nie lubię takich sytuacji, gdy nagle trzeba zjeść na mieście bo nic się z domu nie zabrało – mam takie poczucie, jakbym w ten sposób zabierała sobie okazję do takiego miłego wypadu do knajpki, delektowania się wspólną kolacją itd ;)
    Bardzo podoba mi się twoje podejście do zakupu większej rzeczy typu laptop – ja niestety spędzam dziesiątki godzin na długim czytaniu, przeglądaniu sklepów i cen, a wolałabym dokonać tego wyboru szybciej. Ostatnio chciałam kupić sobie nowy rower i w końcu zdecydowałam się na konkretny model, ale cały proces mocno mnie zmęczył. Zastanawiam się jak to zrobić żeby przy kolejnej okazji jakoś zoptymalizować to szukanie i wybieranie.
    Moją ulubioną kategorią wydatków są podróże, co prawda w trakcie nich jednak na pewnych rzeczach oszczędzam (np. na noclegach), ale to dlatego że chciałabym podróżować jak najwięcej a nie stać mnie na to żeby jednocześnie standard tych podróży był wyższy… ale to dobra motywacja do tego by zawalczyć o lepsze zarobki, poza tym staram się też obserwować siebie i sprawdzać jakie oszczędności są okej, a jakie zabiorą radość z wyjazdu.
    A co do wody – używam dzbanka i bardzo sobie to chwalę. Mój mąż co prawda nie zawsze chce pić taką wodę i mówi że jednak butelkowa mu smakuje lepiej, ale ja nie widzę różnicy, a jak się doda owoc do smaku to już w ogóle.
    I na koniec- czy możesz napisać jak sobie radzisz bez ręczników? ;) ja staram się ich nie zużywać wiele, ale rożnie to wychodzi, często coś się wylewa albo trzeba przetrzeć jakąś powierzchnię, niby mam też ściereczki ale one szybko się “starzeją”. Czy zmieniasz ściereczki bardzo często czy masz jeszcze inne sposoby? :)

  21. Joanna

    Asiu świetny wpis :) Nasze priorytety są podobne;
    Czy mogłabyś jednak rozwinąć w osobnym poście temat tanich rozrywek? Zaintrygował mnie też twój system planowania posiłków :)

  22. Asia

    Świetny wpis, Asiu ! Bardzo cenię Twoje posty, bo są przemyślane, dopracowane i po prostu mądre. Mam podobne podejście do oszczędzania. Bardzo chętnie przeczytałabym wpis o planowaniu posiłków. Pozdrawiam ! :)

  23. Agnieszka

    Zgadzam sie i sama mam podobny system oszczedzania/wydawania pieniedzy.
    Co do wody – u mnie dobra, mineralna woda (typu Muszynianka, Piwniczanka) to podstawa. Kiedys myslalam, ze kazda woda nawadnia tak samo, ale zauwazylam (moj maz tez!) ze woda przefiltrowana, taka z dzbankow Brita, po prostu przez nas przelatuje. nie nawadnia tak jak nalezy, wiec na tym niestety nie oszczedzimy. Pozdrawiam Cie Asiu serdecznie! Agnieszka

    1. Iza

      Zawsze można zrobić naturalny izotonik: trochę miodu, ciut ciut, cytryny, szczypta soli lub i sody. Też interesuje mnie jak stwierdziłaś, że woda cię nie nawadnia:) Dzbanek nie usuwa wszystkich składników- jestem chemikiem i analizowałam wodę i robiłam to też by umieć przetestowac optymalny dla moich potrzeb czas używania filtrów bo czasem miesiąc to zdecydowanie za krótko:)

  24. Paula

    Co do wody to w Warszawie jest trochę źródełek z wodą oligaceńską. Polecam sprawdzić czy w twojej okolicy nie ma źródełka. Woda bardzo dobra ;)

      1. Aszke

        Chrupek na pewno ucieszy się z dodatkowego spaceru:) Oligocenka jest super. Żadna inna woda nie jest tak “żywa” w smaku.

  25. Ela

    Bardzo chętnie poznałabym Twój system planowania posiłków, do tego przydałaby się garść fajnych, sprawdzonych, prostych przepisów :) Pamietam Twój wpis z tamtego roku z 3 przepisami – kuskus z indykiem stał się moim absolutnym hitem, w dodatku rewelacyjnie smakuje na zimno, przez co sprawdza się jako posiłek podczas całodziennych podróży, np. w Tatry :)

    1. Ewa

      Też podpinam się pod prośbę o przepisy / post o planowaniu posiłków! Fajny wpis, raz na jakiś czas warto sobie uświadomić, że jednak puszczam więcej kasy, niżbym chciała.

      Znacie Librivox? Jest bardzo fajną opcją, jeśli chodzi o audiobooki anglojęzyczne, ale tam jest tylko klasyka.

  26. podpira

    dzbanek z filtrem jest super! Ja piłam wodę z kranu, nie przeszkadza mi jej smak, a przecież nie jest niezdrowa. Za to moja siotra piła 1-2 zgrzewki wody tygodniowo i za nic nie chciała się przerzucić na kranówkę. Kupiłyśmy dzbanek z filtrem, własciwie za grosze, na promce w Leroy i się siotra przekonala, wodę kupuje okazjonalnie. Właśnie najgorsze w kupownaiu wody jest produkowaiu masy plastiku

  27. Ewa

    Stosuję praktycznie identyczną filozofię wydawania i oszczędzania. Z wyjątkiem ręczników papierowych – przy niemowlęciu i małym dziecku znacznie ułatwia to życie. I owszem, można używać ściereczek i je później prać (tak też oczywiście robię), ale w nawał dodatkowych obowiązków przy znacznie ograniczonym czasie (nawet na sprzątanie) przemawia na korzyść ręczników. Ale kupuję te przemysłowe, 30 zł za 3000 sztuk :)

  28. warpaint

    Oszczędzamy podobnie, ale ja akurat kosmetyki lubię (i pielęgnacyjne i kolorowe) i na nie wydaję pieniądze, tj. nie oszczędzam na nich, bo zależy mi na dobrej jakości plus niestety wiele kosmetyków muszę np sprowadzać lub kupować droższe, bo zwracam uwagę na jakość, pochodzenie składników i na nietestowanie na zwierzętach. Choć cena to oczywiście nie reguła, bo można kupić wspaniałe kosmetyki tanio. A sportów nie uprawiam, tj nie takie, które wymagają pójścia na siłownię itp. :)

    1. warpaint

      A no i staram się wytwarzać jak najmniej śmieci, więc wodę piję z kranu, a waciki do twarzy mam wielorazowe etc. :)

      1. Magda

        Wielorazowe waciki do twarzy? Zaciekawiłaś mnie! Nie wiedziałam, że takie istnieją. Możesz powiedzieć coś więcej? :)

            1. warpaint

              Link, który wkleilas dotyczy jednorazowych wacikow, wielorazowe to coś innego i tak.

            2. 86t869

              Serio? Nie miałam pojęcia. Im więcej czytam, tym bardziej wydaje mi się, że nic nie pomaga mojej skórze.

  29. Zu

    Co do wody z dzbanka – polecam dodać odrobinę soli (np. himalajskiej). Nie zmienia to smaku, za to taka woda jest bardziej nawadniająca :P

  30. nat

    Od niedawna używam butelki filtrującej i super się sprawdza! Finansowo to nie jakaś wielka oszczędność, bo filtry trzeba dosyć często zmieniać a i sama butelka się niszczy, ale ulga dla środowiska na pewno jest odczuwalna :) Poza tym dla mnie to świetne rozwiązanie ze względu na to, że mogę mieć zawsze pod dostatkiem wody, a nie muszę nosić ze sobą ciężkiej, 1,5 l butli. No i postawiona na biurku przy komputerze jakoś tak zachęca do wzięcia paru łyków co chwilę, więc automatycznie zaczyna się więcej pić (ja zawsze miałam z tym problem). Także mogę polecić z czystym sumieniem :)
    Super post, o pieniądzach zdecydowanie warto mówić, uczmy się od siebie nawzajem.
    P.S. Pewnie, że chcemy przeczytać o Twoim systemie planowania posiłków!

  31. Aśka

    Dużo ze wspomniany przez Ciebie rzeczy stosuję u siebie. Kilka spraw łączy się u mnie również z pozbywaniem się zbędnych rzeczy z domu, bo stwierdziłam, że zaczynają mnie przytłaczać – szczególnie w niezbyt wielkim mieszkaniu (ale nie narzekam :)).
    Interesuje mnie temat planowania posiłków. Ciągle próbuję, jednak u mnie problem w tym, że nawet jak to zrobię, to międzyczasie znajduje jakiś nowy epicki przepis na nowe danie, w warzywniaku znajduje coś pięknego albo zwyczajnie ktoś mi zrobi tzw. “smaka” na coś i nie ma zmiłuj. I to wcale nie zdarza się rzadko… Poza tym czuję dziwną powinność żeby za często nie powtarzać tego co gotuje. Może jestem dziwna :)
    Pozdrawiam

  32. Marta | Zafascynowana życiem

    Czułam się jakbym czytała o sobie :) Mam niemalże tę samą listę rzeczy, na które nie wydaję pieniędzy – no może oprócz psa, którego nie posiadam i paznokci hybrydowych, które wybieram z wygody i zwyczajnej chęci na “coś dla siebie”. Polecam dzbanek filtrujący Brita – używam go już ponad rok i jeśli potrzebuję mieć wodę np. na wyjście w góry, to wlewam sobie do butelek, które akurat mam w domu. W pracy robię tak samo – rano przygotowuję i dolewam sobie w ciągu dnia :)

    1. Ania // Kosmeologika.pl

      A odnośnie Twojego dzisiejszego tekstu: mam styl oszczędzania styczny z Twoim w tak wielu punktach, że to aż niesamowite. Kończę właśnie czytać “Finansowego Ninję” i chociaż zawsze byłam oszczędna (bardzo ważne były i są tu dla mnie pobudki ekologiczne), tak ta książka bardzo dużo mnie nauczyła i wydaje mi się, że jej echo wybrzmiewa też w dzisiejszym artykule (nie licząc oczywiście wymienienia Michała z nazwiska :D). Tak więc wielka piona ode mnie! I tym bardziej dumna jestem, że ktoś tak niesamowity jak Ty czyta mojego bloga – nie miałam o tym pojęcia!!!

      Pozdrawiam Cię serdecznie i jeśli będziesz na See Bloggers także w niedzielę, to będę wszędzie szukać Cię by podziękować osobiście <3

  33. Monika

    W punkt! Czytam teraz FN od Michała i zastanawiałam się nad wydaniem kilku stów na koncert Eda Sheerana. Mimo, że bardzo lubię jego muzykę to właśnie sobie uzmysłowiłam, że nie jest to mój priorytet. Tłumaczyłam to sobie, że przecież mi się należy za świetne wyniki na studiach, że rzadko gdzieś podróżuję czy wyjeżdżam to mogę sobie pozwolić, że JESZCZE mam za co, ale postanowiłam zrezygnować. Dodatkowo kupno rok przed koncertem to ryzyko, może się pochoruję albo wypadnie mi coś ważnego. Odłożę sobie te pieniądze na bilet na Element Talks (świetna konferencja dla projektantów i grafików – w kontekście mojego przyszłego zawodu traktuję to jako inwestycję w swój rozwój) i na koncert Foo Fighters, który byłby spełnieniem moich marzeń, a który mnie ominął miesiąc temu w Gdyni ze względu na obowiązki na studiach. Dzięki jeszcze raz za ten wpis :)

      1. Marta

        Też idę! :D Uwielbiam Eda, więc nie mogłam przepuścić takiej okazji ;) I nie było mi szkoda kasy ani troszeczkę :D

      2. Monika

        Nie ma co się głupio czuć :) Może jakbym dysponowała ciut większym budżetem i ominął mnie fakt mieszkania kilka godzin od stolicy to bym kupiła, ale niestety Eventim mnie dodatkowo zniechęcił tym, że zapłaciłam za bilet, a potem okazało się że został anulowany, a jakiekolwiek wyjaśnienia dostałam po tygodniu… na szczęście pieniądze zwrócili. Zdecydowanie wolę Kings of Leon czy Foo Fighters, ich nie odpuszczę tak łatwo :D

    1. Agnieszka

      Hmm, aż się uśmiechnęłam do twojego komentarza, bo moja siostra wybiera się na ten koncert i była to właśnie rzecz dla niej tak ważna, że zdecydowała się wydać te – dla mnie kosmiczne ;) – pieniądze. A smaczku dodaje temu fakt, że już raz miała iść na jego koncert, kupiła bilet (również drogi) ze sporym wyprzedzeniem i stało się to, czego ty się obawiasz – grypa żołądkowa na dzień przed koncertem. No i bilet przepadł :( Ale priorytet to priorytet – wygopodarowała te pieniądze ponownie :)

  34. nonsens

    Wesele???? Czy ja dobrze widzę? ;)
    Mój patent na oszczędzanie to 2 konta. Jedno “oficjalne”, drugie osobiste. Co miesiąc przelewam sobie ustaloną kwotę na codzienne wydatki i nie muszę nic liczyć ani wpisywać w tabelki (leń+).

      1. Kasia

        Właśnie też miałam o to pytać:D sama planuję swoje wesele i chętnie poczytałabym o podejściu osoby która myśli tak samo jak ja, dlatego miałam nadzieję Asiu że zacznie się nowa tematyczna seria:D

        PS. Dziękuję Ci za wyrażenie “inflacja stylu życia”. Jest to przypadłość która bardzo mnie u ludzi i u mnie denerwuje, unikam tego jak ognia (chociaż jest ciężko, od niedawna zarabiam na siebie. Nie dużo, ale są to jednak moje ciężko zarobione i inaczej się do zakupów wtedy podchodzi). Nigdy nie potrafiłam nazwać tego zjawiska! Jest to Twój pomysł czy tak się to ogólnie nazywa?:)

      2. Ania

        Ooo, tak sobie pomyślałam, że temat w stylu “moje podejście do ślubu/wesela/posiadania dzieci, czyli jak się nie przejmować opinią innych” byłoby super pomysłem na post, zwłaszcza że wydajesz się mieć do wszystkiego zdroworozsądkowe podejście. Ale rozumiem, że pewnie ten temat jest zbyt prywatny i pewnie nie będziesz chciała go poruszyć. Tak czy inaczej przeczytalabym cokolwiek, co masz do powiedzenia na ten temat :)

  35. Marysia

    skoro wspomniałaś, że chcesz oszczędzać na wodzie butelkowanej to polecam filtr Berkey.
    https://www.berkeyfilters.com/, są też na amazonie.
    Używałam filtów w dzbanku Brity i jeszcze jakiegoś tutejszego (mieszkam w Stanach) i woda z nich jest smaczna. Ale chciałam zrezygnować z plastiku (mimo, że bez BPA, to gdzieś tam, kiedyś tam naczytałam się, że to wcale nie oznacza, że bezpieczny – po prostu nie ma BPA za to może mieć tysiąc innych składników, które go zastępują ale nie są jeszcze przebadane pod kątem bezpieczeństwa – więc tak na dobrą sprawę nie wiemy co kupujemy – wiem, to jest początek paranoi;P) Nie udało mi się znaleźć szklanego dzbanka filtrującego:-) W taki sposób trafiłam na Berkey – jest ze stali, posiada co najmniej dwa filtry, można dokupić dodatkowe dwa (posiadam dwa białe i dwa czarne) Filtruje wszystko co niezdrowe, łącznie z wirusami, czego żaden inny filtr nie robi. W sieci jest mnóstwo opinii i porównań jakości wody z tego filtra vs dzbanki i inne przelewowe. My używamy Berkey Big, i jest wystarczający dla 4ro osobowej rodziny. Jeden z lepszych zakupów:-) choć nie jest tani. Filtry wymieniam raz na rok.
    pozdrawiam
    Marysia

  36. Marta

    Polecam woblink.com jako źródło nowych ebooków – mają wszystkie nowości i ciągle są tam jakieś promocje, plus za każde wydane 10zł na ebook dostajesz dodatkowy bon na 10zł do wydania :) Kupuję bardzo często książki na Kindla i tylko tam, bo zawsze coś co mam na liście jest w promce i jeszcze jak dodam sobie bon to juz w ogóle tanioszka :D

  37. Jess

    Jak to się dzieje, że post dopiero dodany a komentarzy juz setki; ) Asiu przybijam piątkę za miłość do szminek wibo; ) mam tak samo z koloroką i kosmetykami pielegnacyjnymi. Lubie Twoje podejście, gdyby więcej ludzi miało tak malo snobistyczne podejście świat byłby prostrzy! Mam nadzieje, ze uda mi się Cię znaleźć na See Bloggers I wyciągnąć na herbatę; ) ps. Co do filtrów polecam brite używam od ponad roku. Kupilismy go w lidlu przy okazji.

  38. Monika

    Wiem, że to niewiele pomoże, ale w temacie tych ton plastiku po butelkach. Nie mogę zrozumieć dlaczego w Polsce nadal nie ma zwyczaju oddawania butelek w sklepach. W Niemczech czy tu w Holandii większość plastikowych butelek jest zwrotna. To takie oczywiste, proste i doskonałe! O ile polskie gospodarstwa domowe i środowisko mogliby na tym zyskać…

    1. Karo

      W Szwajcarii też, co nie zmienia faktu, że butelki PET nie są poddawane 100% recyclingowi a ich przetwórstwo pochłania kolejną porcję wody. Zresztą woda z kranu jest naprawdę spoko (chyba że rzeczywiście instalacja jest stara i woda jest niesmaczna).
      BTW czy ktoś mi może wyjaśnić fenomen kropli Beskidu? W każdej knajpie w Krakowie ja podawali, a ona jest tak niedobra! (Choć może to subiektywne i jednostkowe odczucie :))

      1. kasia

        kropla Beskidu to woda należąca do koncernu Coca-cola, dlatego jest w wielu miejscach – sprzedaje się ją w pakiecie z napojami gazowanymi.

    2. Agnieszka

      Zawsze mnie to urzeka na nowo, że Niemcy tak wiele napojów mają w butelkach szklanych 1,5 l!
      Woda minaralna – skrzynka szklanych butelek, oddawana za kaucję, zamiast plastikowych butelek w foliowej zgrzewce, w dodatku bezzwrotnych, jak u nas :/
      Ale także soki owocowe i inne napoje gazowane. Nawet te same marki tam występują w butelkach szklanych, u nas tylko w plastiku.
      Nie mogę pojąć, że na tamtym rynku i można i się opłaca, a w Polsce jakoś nie :(

  39. Joanna Nowak

    Asia, wszyscy Ci polecają dzbanki z filtrem, a ja Ci polecę kranik brita z filtrem zamontowanym pod blatem na przewodzie wody zimnej (Ok 500zl). Rewelacja. Filtr wymieniasz w zależności od twardości wody, u mnie było to raz na rok (koszt Ok 200zl). Pozbyłam się tony plastiku a dodatkowy kranik wyglądał elegancko. Do jego montażu potrzebujesz jedynie otwór bodajże 8mm w blacie.
    Fajnie się Cię czyta. Niesamowicie się rozwinęłas. :)

  40. Paulina

    Tu będziemy się odrobinkę różnić, bo ja nie oszczędzam na książkach. Od zawsze marzyła mi się mała biblioteczka, w której każda książka ma dla mnie jakąś wartość i z przyjemnością do niej wrócę. Zadanie pracowite, bo część książek po zakupie i przeczytaniu wraca do sprzedaży, część naprawdę trudno mi znaleźć, ale jest to jakaś tam moja pasja i marzenie :). W pozostałych kwestiach naprawdę mogłabym się podpisać rękami i nogami. Co do wody – polecam czajniki z filtrami, Brita ma takie w ofercie, pewnie pozostałe firmy tez. Mniej zajętego miejsca w kuchni:)

    1. Zagubiony omułek

      Ja przeszłam wiele faz kupowania książek, na początku kupowałam bardzo dużo, sporo w taniej książce, też z myślą, że chciałabym mieć wielką biblioteczkę, ale potem zaczęło mnie to uwierać, szczególnie przy przeprowadzkach 😉 więc większej części się pozbyłam, bo i tak nie miałam do nich żadnego sentymentu. Potem miałam kilka lat detoksu kiedy kupowałam może 2-3 książki rocznie, bardzo dobrze wspominam ten czas bo o dziwo sporo wtedy czytałam, zapisywałam się na nowości w bibliotece wiec nawet nie miałam wielkich zaległości w aktualnej literaturze. Teraz kupuję trochę więcej, ale w bardziej przemyślany sposób, głównie ulubionych autorów i książki po angielsku, bo lubię czytać w oryginale, a w bibliotece raczej ciężko dostać. Ogólnie pewnie wydaje więcej niż w fazie zachwytu tanią książką ale nie mam wyrzutów sumienia ze na półkach kurzą się książki, które nie przedstawiają dla mnie zbyt wielkej wartości. Lubię też oddawac książki innym, nie mam takiej manii posiadania jak niektórzy bibliofile, mam znajomych którzy kupują mnóstwo książek ale potem nie mają czasu ich czytać, ale też nie pozyczaja, nie sprzedają i nie oddają. Nie wiem też jakie bym miała podejscie do tego gdybym mieszkala w małym mieście, bo jednak we Wro biblioteki są bardzo dobrze wyposażone…

  41. Monia

    W tym tygodniu Kupilam dzbanek z britty, bylo mi szkoda tylu wyrzucanych butelek. Teraz mi lzej na duszy. Oszczedzam za to slabiutko, lubie ciuszki, kremiki, Ale powoli wprowadzam zmiany.

  42. Ania

    System planowania posiłków – proszę podziel się swoją wiedzą na ten temat. Zabieram się za to od dawna, ale z marnym skutkiem.

  43. Karolina

    Tony plastikowych butelek masakra i to wnoszenie na 3 piętro (bez windy) zgrzewki wody która zaraz się kończyła. Dzbanek britta i jest spokój polecam 😊

  44. blue neon

    Swego czasu chodziłam do kosmetyczki na hybrydę, ale uznałam że nie będę niewolnicą swoich paznokci i zrezygnowałam z tego procederu. Na pewno czuję się bardziej wolnym człowiekiem i siłą rzeczy mam więcej kasy w portfelu.
    Też kupuję ciuchy w lumpeksach i podpisuję się rękami i nogami, że można tam znaleźć świetnej jakości ubrania. Zainspirowałaś mnie z tym eksperymentem! Może napisz półroczne podsumowanie jak Ci to wyszło, co kupiłaś w lumpie/co musiałaś dokupić w sklepie i ogólnie swoje spostrzeżenia i refleksje :)

  45. Pietkasa

    Działam w dokładnie ten sam sposób, choć niestety częściej zdarzają mi się grzeszki w postaci jedzenia na mieście i z tego powodu ubolewam, bo najwięcej na tym tracę finansowo (czasem i zdrowotnie, gdy akurat mam ochotę na nieszczęsną ale ukochaną pizzę…). Nie zawsze mam czas na przygotowanie pełnowartościowego posiłku, bo większość czasu spędzam w pracy.
    Oszczędzam na czym się da, jeśli mam nowe ubranie to najczęściej w prezencie od kogoś (kocham second handy za sam fakt, że są wyzwaniem – gdybym jakąś perełkę dostała “na tacy” nie cieszyłaby mnie tak, jak wtedy gdy sama ją znalazłam). Paliwo tankuję tylko na jednej stacji, gdzie zbieram punkty na tankowanie w przyszłości (jazda komunikacją publiczną nie opłaca się w moim przypadku w ogóle – mieszkam na wsi – bilet miesięczny kosztuje więcej, niż wydaję na paliwo, a autobusy jeżdżą rzadko).
    Uwielbiam podróże i na nie nigdy nie żal mi pieniędzy, choć zawsze staram się wybieram najtańsze opcje. Oszczędzam właściwie tylko na podróże przez co nie jestem w stanie odłożyć na nic innego, bo niestety nie zarabiam wiele. Ale podróżowanie daje mi najwięcej energii, nieraz zbieram cały rok na jakąś wycieczkę marzeń :) żadne zakupy nie są w stanie dać mi tyle radości, co już samo oczekiwanie na wyjazd. Mnóstwo frajdy daje mi również coś, co mam w zasięgu ręki za darmo – jazda na rowerze po okolicznych górkach czy słoneczny dzień nad rzeką – tutaj niestety problemem są już tylko kwestie niezależne ode mnie – czas oraz pogoda.
    Pozdrawiam!

  46. Opalentmuse

    Do dziewczyn robiacych hybrydy – o wiele taniej i wygodniej zainwestować we własny zestaw i robić to w domu, to naprawde proste. Taki wydatek zwróci sie po 2-3 miesiacach a starczy na o wiele dluzej. :)

    1. Karo

      Dla mnie hybrydy u teraz już dobrej znajomej (chodzę regularnie) to wielka frajda i za 40zł na dwa tygodnie nie będę z tego rezygnować. Nie umiem sama malować, a tak to przez 2 tygodnie paznokcie wyglądają nienagannie <3

  47. Margo

    Oszczędzanie na książkach – nie podoba mi się. Szanujmy pracę wydawnictw, pisarzy, redaktorów, korektorów, tłumaczy.

    1. Style Digger

      Przecież nie napisałam, że kradnę te książki z Chomika – kupuję ebooki. To ewentualnie pracy drukarzy wtedy nie szanuję, ale idąc tym tropem, nie szanuję też pracy kelnerów, kiedy robię sobie herbatę w domu.

      Albo pożyczam książki i też nic złego w tym nie widzę – po to właśnie są biblioteki:) Nie podobałoby mi się, gdyby ktoś ściągnął sobie moją książkę, ale pożyczanie, z biblioteki czy od kogoś – żaden problem.

      1. Karo

        Ja też jak wiesz nie kupuję książek tylko ebooki (chciałam Cię przy okazji zapytać o “Jakoś to będzie” – chcesz mi pożyczyć za jakieś dobre ciacho na kole gospodyń? ;))). Twoje książki też kupiłam jako ebooki bo nie chcę mieć w domu papieru i tego się trzymam.

        Margo – Wszystko można sprowadzić do tego samego ad absurdam – ktoś pracuje w gazecie więc ją kupujmy, dajmy zarobić knajpie i zjedzmy tam śniadanie zamiast w domu, co z tego że państwo młodzi nie chcą kwiatów, skoro kwiaciarnie plajtują etc. A co z fabrykami plastikowych butelek które też zatrudniają ludzi, albo z byciem wege i pracą rzeźników…? ;)

        Nie popadajmy w skrajności.

        1. Kasia

          Książki wypożyczam z bibliotek. W Warszawie są całkiem nieźle zaopatrzone, niekiedy trzeba poczekać na jakąś pozycję kilka miesięcy, ale to dla mnie nie problem, nie czytam książek więcej niż 1 raz (książki Asi też udało mi się wypożyczyć z biblioteki). Uważam kupowanie książek za stratę pieniędzy i jeśli stale się przeprowadza są czymś najdelikatniej mówiąc zbędnym (oczywiście piszę ze swojej perspektywy). W ogóle strasznie chciałabym, żeby mój dobytek był jak najbardziej minimalistyczny, niestety pracuję jako nauczycielka, co powoduje, że muszę trzymać w domu tony papierów i gratów.

          1. ana

            Zgadzam się w stu procentach. Jestem z wykształcenia polonistką, czytam codziennie na Kindle i trzymam w domu tylko ulubione książki, które kupiłam albo dostałam przed zakupem czytnika. Wydaję mnóstwo kasy na e-booki, nie odejmuję od ust żadnemu autorowi albo redaktorowi. Mało co mnie tak wkurza, jak stawianie ołtarzyków papierowym książkom.

      2. Gosia

        A czym w zasadzie różni się spiracenie książki z Chomika od wypożyczenia z biblioteki? W Polsce i tak pisarze nie dostają za to pieniędzy. Bo tak się nad tym zastanawiam i dziwi mnie to, że biblioteki same nie wprowadzą do oferty e-booków, który np. automatycznie kasowałoby się po miesiącu. Nie sądzę, żeby ludzie przestali przez to kupować książki, bo ci, którzy chcą, i tak kupią, a ci którzy nie, spiracą albo w ogóle nic nie będą czytać. Nie nadążamy za technologią.

  48. Jola

    Ja również oszczędzam właściwie na podobnych rzeczach co Ty, różnią nas tylko książki i imprezy. Uwielbiam wyskoczyć ze znajomymi na piwo, a że tańczę w zespole ludowym to okazji jest całkiem sporo ;) a książki po prostu kocham, uwielbiam je kupować. Bardzo rzadko kupuje ciuchy (mam ich wystarczająco i ostatnio kupiłam tylko kilka marynarek, bo zaczęłam poważną pracę).
    Bardzo, ale to bardzo chętnie przeczytałabym posta o planowaniu posiłków. Mam z tym nie lada problem, ponieważ pracuje i mam mało czasu po pracy, bo zaraz biegnę na próbę, albo mam co ważnego do zrobienia, więc zakupy przed obiadem odpadają. Taka mała ściąga więc bardzo by się przydała ;)

  49. Asteria

    Świetne i proste sposoby. Ja też od pewnego czasu staram się wydawać racjonalnie i zaczęłam spisywać wydatki (następnym krokiem będzie planowanie budżetu, ale najpierw muszę zobaczyć, ile właściwie wydaję – trochę mnie to mimo wszystko przeraża, bo myślałam,że radzę sobie lepiej, a tymczasem te liczby, które widzę w tabelce rosną tak szybko… tłumaczę to sobie tak, ze zaczęłam akurat w okresie urlopowym,a wtedy siła rzeczy wydaję więcej). Od trzech miesięcy używamy butelek filtrujących Dafi i jesteśmy bardzo zadowoleni. Dojeżdżamy pociągiem do pracy i latem taka butelka w torbie jest niezbędna, na wycieczkach też super się sprawdzają. Ostatnio dokupiliśmy też dzbanek do domu i kwestia kupowania wody niemal odpadła – niemal, bo jeszcze jeden domownik, który jest fanem bąbelków, się ostał ;)

  50. Kaś

    Bardzo, bardzo dobry tekst. Inspirujący. :) Fajnie, że zwróciłaś uwagę na te wszystkie “ale”, które wskazują, że te zasady mają funkcjonować i służyć Tobie, a nie stanowić niezdrową restrykcję. No i podoba mi się takie otwarte mówienie o finansach również w kontekście: stać mnie na przyjemności i nie wstydzę się tego, że z nich korzystam. Tak niewiele osób to potrafi…

    Sama oszczędzam na ubraniach, wodzie (w domu na szczęście mogę pić taką prosto z kranu, ale w starym mieszkaniu używałam dzbanka z filtrem, a w pracy specjalnej butelki i jestem bardzo zadowolona :)) i zdecydowanie muszę wrócić do zabierania z domu kawy i herbaty. Jakiś czas temu rozbiłam kubek termiczny i szkoda mi było pieniędzy na nowy; efekt jest taki, że w kawiarniach wydałam już jego trzy- albo i czterokrotność. w dodatku często na kawę gorszą niż zrobiłabym sama.

    Moją słabością są głównie książki i na nie jestem w stanie wydać dużą część budżetu. Uczę się, żeby nie była to część za duża i żeby nie trzymać tych pozycji, których zwyczajnie nie chcę mieć. Trochę odczarowuję marzenie o ogromnej biblioteczce i przekuwam je w marzenie o biblioteczce, którą lubię. :) Nie lubię też oszczędzać na wakacjach – wyznaczam sobie budżet, w ramach którego się poruszam i korzystam z niego do woli, najbardziej jedzeniowo, próbując nowych i nietypowych rzeczy.

  51. Ola

    Mam podobnie! Nie oszczedzam na jedzeniu, nie oszczedzam na podrozach, ale nie oszczedzam tez na dodatkach do domu, bo mnie ciesza i skoro moge sobie pozwolic to czemu nie. Rownoczesnie mam ustalony od lat budzet miesieczny, ktorego staram sie nie przekraczac. I mimo, ze w miedzyczasie moja pensja wzrosla dwukrotnie to budzet zwiekszylam tylko o 200 zl – dlaczego? Zeby nie popasc w pulapke bezsensownego wydawania. Lubie miec oszczednosci i poczucie, ze mam te poduszke finansowa.

  52. kornelia

    hej! post o planowaniu posiłków – tak, koniecznie! podziwiam ludzi, którzy potrafią zaplanować jadłospis na cały tydzień, ja nie umiem się do tego zabrać.
    zainteresował mnie punkt o kosmetykach. od jakiegoś czasu interesuję się kosmetykami naturalnymi. bardzo polecam http://www.piggypegblog.pl. dziewczyny robią testy, analizują składy i podają linki do sklepów. jakiś czas temu na swoim fp analizowały Double Wear właśnie i wypadł w ocenach pół na pół – nie jest źle, ale mogło by być lepiej. podały też alternatywy, może cię zainteresują, bo używanie naturalnych kosmetyków jakoś mi do ciebie bardzo pasuje :) link do analizy: http://tiny.pl/g1z1h
    i dalej, w kwestii oszczędzania i kosmetyków naturalnych, bardzo polecam polskie firmy – Vianek, Nacomi czy Sylveco. są stosunkowo niedrogie, a mają dużo lepsze składy niż kremy czy toniki dostępne w aptekach.
    pozdrawiam :)

  53. Monika

    Co do oszczedzania na książkąch to niektore biblioteki wspołpracują z Legimi.pl Wystarczy sie zapisac do biblioteki i raz w miesiącu podejsc po darmowy kod dostępu do Legimi. I ma sie dostep do 20000 ebookow i adiobookow za darmo. Wadą jest, ze Kindle nie współpracuje z Legimi. Musiałam zmienic Kindle na inny czytnik elektroniczny.
    Pozdrawiam serdecznie.

  54. Joanna

    Jestem bardzo zainteresowana Twoim systemem planowania posiłków. Już kilka miesięcy temu wspomniałaś o nim na blogu i od tej pory czekam z niecierpliwością. Mój pierwszy komentarz u Ciebie – pozdrawiam! :)

  55. Marysiek

    Co do nieoszczędzania na zdrowiu, to powiem szczerze, że długo myślałam, że prywatnie=lepiej i nie będę na tym oszczędzać. Życie zweryfikowało. W prywatnych klinikach też czasem pracują partacze i – nie oszukujmy się – chodzi o to, by zarobił właściciel. Dlatego wprowadziłam system podwójny: znalezienie przyzwoitego lekarza POZ na NFZ (warto popytać, bo zazwyczaj można znaleźć kogoś naprawdę dobrego) który ma możliwość wypisania skierowań na badania na NFZ. Zupełnie na luzie można w ten sposób robić coroczną morfologię itd. Jeśli okazuje się, że terminy na NFZ są kosmicznie odległe, a sprawa pilna – idę prywatnie. Ostatnio okazało się, że termin USG w rejonowej przychodni jest na za dwa dni, mało tego – wykonywał je świetny specjalista, u którego byłam z córką kiedyś prywatnie (i wtedy na prywatną wizytę czekałam ze dwa tygodnie). Nie ma wtedy też problemu, jeśli potrzebne są jakieś zaawansowane badania, których pakiet w prywatnej nie obejmuje (no, ja akurat nie ma pakietu, ale wiem, że obejmuje on tylko jakiś zakres) , ani ze skierowaniem do szpitala.

  56. Kasia

    Polecam filtrowanie wody i noszenie zawsze swojej butelki to wielka oszczędność! Bardzo interesują mnie patenty jedzeniowe i mam nadzieje ze się podzielisz :)

  57. Karola

    Bardzo podoba mi się ten tekst, chociaż pewnie nie jestem zbyt obiektywna bo on w dużej mierze opisuje moje podejście do pieniędzy:) Lubię je mieć (chyba jak każdy, tylko nie każdy mówi o tym otwarcie), ale nie lubię wydawać na rzeczy mało dla mnie istotne, co jest oczywiście subiektywne dla każdego z nas. Dla mnie największą zaletą oszczędzania jest nie tyle możliwość wydania na co tylko bym chciała, ale poczucie bezpieczeństwa, które dają. Wiedza, że gdyby coś się stało, ktoś z moich bliskich by zachorował, stracilibyśmy pracę albo coś innego by się stało, daje mi to poczucie. Na szczęście trafiłam na człowieka, który ma podobne podejście do pieniędzy co ja:) Dodatkowo nie bez znaczenia jest dla nas aspekt ekologiczny:)

    A jakie są nasze sposoby na oszczędzanie na co dzień?
    – Używamy dzbanka filtrującego typu Dafi
    – Używamy butelek filtrujących, też Dafi (to nie jest reklama, akurat były na promocji w drogerii)
    – Do prania używamy kuli piorącej, wystarcza na 400 prań, ubrania są czyste, może nie pachnące ale to nam nie przeszkadza
    – Planujemy posiłki, duże zakupy robimy raz w tygodniu i staramy się wykorzystywać to co mamy akurat w lodówce
    – Rzadko jadamy na mieście, raczej świętując czy testując nową kuchnię. Uwielbiamy gotować i testować nowe przepisy, dlatego nie stanowi to większego problemu. W domu wiem jakich składników używam:) Jedzenie pakujemy z pojemniki i codziennie z siatką wędrujemy do pracy, gdzie możemy jedzenie podgrzać i zjeść o dowolnej porze
    – Poza piciem kawy na mieście podczas spotkań z przyjaciółmi, staramy się unikać kupowania “ot tak”. Korzystamy z kubków termicznych, w których zabieramy kawę/herbatę z domu
    – Pomimo tego, że mamy samochód, na co dzień korzystamy z transportu publicznego. Jest taniej i często szybciej (mieszkamy w Poznaniu)
    – Jako posiadacze biletu okresowego, mamy tańszy dostęp do rowerów publicznych i gdy tylko jest pogoda chętnie korzystamy z takiego sposobu spędzania czasu. Na szczęście na całej drodze z pracy do domu mamy ścieżkę rowerową więc można połączyć miłe z pożytecznym:)

    Pewnie jest tego więcej ale teraz nie przychodzi mi do głowy.

    Pozdrawiam:)

  58. Agi

    Ja uzywam po prostu odpowiednio spreparowanego wegla https://m.coggles.com/storage/black-blum-binchotan-charcoal-replacement-filter/11393807.html?affil=thggpsad&switchcurrency=GBP&shippingcountry=GB&thg_ppc_campaign=71700000012733107%22&gclid=EAIaIQobChMIz6CjnoSa1QIVyRoYCh2gGgCGEAQYASABEgL-kfD_BwE&gclsrc=aw.ds&dclid=CMGDh6GEmtUCFaGlUQodBYgAAQ z tej strony. Ale jak wpiszesz w google charocal water filter stick to wyskakuje kilka opcji. Bardzo tanie, bardzo ekologiczne i bardzo wydajne.

  59. Jolka

    Hej. Czytam twojego bloga już od dłuższego czasu, ale nie lubię komentować – taki cichy wielbiciel ze mnie. Już od dwóch lat używam dzbanka Brita Maxtra, który zabrałam ze sobą na wyjazd za granicę. Wody z kranu nie da się tutaj pić, a dzięki dzbankowi mam zawsze dostęp do czystej, przefiltrowanej i bezpiecznej dla zdrowia wody. Nie muszę kupować ciężkich zgrzewek i nosić ich na drugie piętro, płacić kaucji za butelki, a później oddawać je do sklepu. Woda nie zajmuje mi miejsca w małym mieszkaniu. Dzbanek ma elektroniczny wyświetlacz, gdzie każda kreska oznacza tydzień użytkowania wkładu. Po zniknięciu czterech kresek (czyli upływie miesiąca) wymienia się wkład. Przy małej ilości filtrowania wody używam jednego wkładu 2 miesiące. Polecam, taki zakup to inwestycja na lata, ja płaciłam za swój ok. 60 zł z dwoma wkładami.

  60. Magda Kozlowska

    Ja używam dzbanka, ale on nie zmieni niestety smaku wody. Ja też piję wodę butelkiwaną głównie dlatego, że lubię wysokozmineralizowaną, więc staram się pić pół na pół kranówkę z butelkowaną wtedy smak jest ok a zawsze to polowe mnie butelek ;)

  61. Paulina

    Utożsamiam się z Tobą w 99%, w 1% piję kawę, ale sama ją sobie przyrządzam. W dodatku urodziłam się również tego samego dnia co Ty, więc może to charakter Raka? :)

    W każdym razie już dziś, wszystkiego najlepszego na jutro. Ma być piękna pogoda, więc przyjemnych urodzin życzę. :)

  62. Miki

    Chętnie poczytam o planowaniu posiłków :)

    Na wypadanie włosów- poczytaj o wcierkach bez zawartości alkoholu, ja mam rosyjska za 12-13 zł plus wysoka z 6 zł.

    Dzbanek filtrujący Brita mamy od jakichś 4 lat. Wkłady w dobrej cenie można czasem kupić w Auchan “maxfor”. Polecam

    1. Domi

      a możesz proszę podac nazwe tej wcierki rosyjskiej? Czy chdzi o babuszkę Agafię? z góry dziękuje, borykam sie z wypadaniem juz 2 lata..

  63. gradowa

    w kwestii wody.
    we Wro działa dostawa wody i nie tylko w zwrotnych butelkach szklanych – podejrzewam , że w każdym większym mieście znajdzie się coś podobnego a niewykluczone, ze i w pomniejszych też.
    To opcja dla tych, którym filtr lub kranówa nie rozwiązuje problemu a chcą oszczędzić ilość produkowanego plastiku a i targania kg można oszczędzić

  64. Agata

    Dziękuję – bardzo fajny post. A jaki konkretny rodzaj-smak karmy je Chrupek? :) Gdzie się zaopatrujecie? :)

      1. Agata

        Dzięki! Mój kundelek jest za to wybredny, więc mu gotuję, ale nie zawsze jest na to czas i warunki. Spróbujemy tego co Chrupek ;)

  65. Weronika

    Polecam dzbanek filtrujący, super sprawa i spora oszczędność. Ale jeśli już chcesz kupić, to kup Brite i potem oryginalne wkłady – mam wieloletnie doświadczenie w dzbankami i przechodziłam przez różne firmy i nie-firmy, Brita wygrywa ;)

  66. asia

    Och ile razy chciałam coś skomentować ale nie miałam czasu, albo pomysłu na komentarz. Ale od lat jestem stałą czytelniczką :) a Twój slow life nieco zmienił moje życie, wiesz? :)
    Dzisiaj napiszę komentarz, bo lubię temat oszczędzania. Może zacznę od tego, że.. zawsze byłam oszczędną osobą i zawsze miałam swoje oszczędności. Ale nie umiałam nimi zarządzać i często wydawałam na totalne głupoty typu kalosze huntera.
    Studiowałam w swoim rodzinnym mieście, więc mieszkałam z rodzicami i pieniądze zarobione podczas prac weekendowych (studiowałam dziennie) odkładałam na konto oszczędnościowe, nie wszystkie ale ok 1/3 Po skończeniu studiów miałam całkiem sporą kwotę i jak się okazało mój chłopak również, on zbierał na auto ja na nic, po prostu oszczędzałam. Doszliśmy do wniosku że bierzemy ślub, ale szkoda nam było wydawać tą kasę na wesele. Zrobiliśmy obiad dla rodziny i domówkę dla znajomych, to było super!!!! Oszczędzone kupe kasy a wspomnienia przecudowne. Z kopert dostaliśmy naprawdę sporo i w ten sposób jego oszczędności + moje oszczędności + pieniądze ze ślubu wydaliśmy na mieszkanie. Pożyczyliśmy od rodziców, wzięliśmy pożyczkę z pracy i bez kredytu kupiliśmy nasze pierwsze własne mieszkanie. Ale.. stwierdziliśmy, że nie będziemy w nim mieszkać. Sami wynajmowaliśmy kawalerkę (nadal wynajmujemy) a to które kupiliśmy 3-pokojowe, wynajmujemy. Minęło kilka lat, rodzice spłaceni, pożyczka z pracy jeszcze nie, ale nie ma oprocentowania i jest na 9 lat. Także zarobiliśmy mieszkając w małej kawalerce :) Teraz mamy maluteńkie dziecko i kilka dni temu kupiliśmy drugie mieszkanie, tym razem na kredyt ale sami uzbieraliśmy na wkład własny. Jestem szalenie dumna, że przed 30tką dorobiłam się dwóch mieszkań, nawet jeśli jedno jest na kredyt na 20 lat to i tak chcemy je spłacić szybciej i wiemy, że nam się uda.
    Taka oto historia o oszczędzaniu :)
    Ale wracając do wpisu:
    Nie oszczędzam na:
    #Jedzenie- nigdy w życiu! Często kupuje cielęcinę, jagnięcinę, mintaja, halibuta itd. dzięki temu mogę robić przepyszne obiady i wiem, że jem dobrej jakości mięso.
    #Kosmetyki- Wydaję na nie bardzo dużo, głównie na kremy i olejki do twarzy i szampony do włosów. Są to kosmetyki z górnej półki za 3 cyfrowe sumy, ale zarówno moje włosy i cera są mi za to wdzięczne i od lat nie miałam problemów ze skórą.
    #Ubrania- kupuję baaaardzo rzadko, ale jak już idę na zakupy to wybieram rzeczy z droższych sklepów, żeby mieć je na kilka lat i wyglądać elegancko
    #jedzenie na mieście- jem w każdy weekend bo w weekendy nie gotuję, ale wybieram dobre knajpy żeby poznawać nowe smaki i cieszyć się wyjściem z domu (cały tydzień siedzenia z dzieckiem robi swoje;) )
    #wino- uwielbiam dobre wino, to moja pasja, hobby i dopełnienie dobrego obiadu. Od ponad roku nie piję w ogóle, bo najpierw ciąża a teraz karmienie

    Oszczędzam na:
    #kosmetyki pierdółki- nie kupuję miliona balsamów, olejków do kąpieli, cieni do powiek itd. Kosmetyków mam bardzo mało, a że są firmowe to starczają mi na bardzo długo (krem na noc shiseido czy olejek do twarzy clarins starcza mi na pół roku). Cienie do powiek czy pomadki od YSL kupuję raz na 2 lata bo są bardzo wydajne
    #biżuteria- nie kupuję jej prawie wcale. Od lat nie kupuję nowych kolczyków, wisiorków, pierścionków, noszę ciągle te same i jakoś żyję ;)
    #głupotach- zanim coś kupię zastanowię się 100 razy :)
    #gadżetach- nie mam prawie żadnych

    I co najważniejsze… dzięki systematycznemu odkładaniu pieniędzy nie muszę po roku macierzyńskiego wracać do pracy. Jesteśmy teraz w takiej sytuacji, że mogę zostać z dzieckiem przez 2 lata i dopiero potem wrócić do pracy. Naprawdę się cieszę.

    Asiu świetny wpis, jak zwykle zresztą!

    1. Kasia

      super wpis Asi, i super Twój komentarz – obydwie bardzo mnie zainspirowałyście :) pozdrawiam serdecznie!

  67. Tomasz

    Jestem osobą, która nie oszczędza i bardzo dobrze się z tym czuje. Nie analizuje przy zakupach rodzajów makaronów ( bo mam w głowie, że od razu biorę Lubella). Wydaje dużo na znajomych robiąc im przyjemności, wydaje dużo na siebie, na ubrania, na rozrywkie, na wyjścia z przyjaciółmi. Jednak nie zarabiam mało i mogę sobie pozwolić na taki tryb życia. Przy tym wszystkim oszczędzam ale robię to automatycznie – mam w banku opcje, że zabiera mi pewną kwotę od razu z konta gdy dostaje wypłatę. Nie czuje tych pieniędzy a za nie miałem fantastyczne wakacje. Post totalnie nie o mnie, ale ciekawie jest przeczytać o kimś, kto naprawdę analizuje pewne rzeczy o których ja nawet nie myślę :)

    Powodzenia! Pozdrawiam :)

  68. Patrycja

    Super wpis o oszczedzaniu, kilka Twoich nawykow oszczednosciowych stosuje a jeszcze wiecej dopiero staram sie wprowadzic w swoje zycie.

    Osobiscie, nie uzywam dzbanka filtrujacego. Przeszkadza mi duza ilosc plastikowych odpadow ktore sie wiaza z jego uzywaniem. Uzywam natomiast filtra weglowego do wody (Eau Good fimy black+blum) i jest calkiem okej. Ostatnio tez wyczytalam, ze istnieje cos takiego jak ceramiczne koraliki do uzdatniania wody, ale jeszcze nie zglebialam tematu wiec nie moge sie wypowiedziec na ten temat.

    Pozdrawiam !

  69. livia

    artykuł bardzo ciekawy a ja ciekawa jestem czemu prawie każde zdanie oddzielasz akapitem? :) do tej pory w Twoich tekstach nie było az tylu przerw. czym to jest pokierowane?

  70. Hania

    Dziękuję Ci Asiu za poruszanie tego drażliwego tematu w przestrzeni publicznej, szczególnie skierowanej do kobiet.
    Masz dużą moc oddziaływania dlatego chciałam polecić kurs Michała Szafrańskiego Pokonaj Swoje Długi. Jest idealny dla wszystkich tych, którzy muszą pożyczać pod koniec miesiąca a także tych co nie mieli dużo szczęścia na początku swojego życia i po rodzicach nie odziedziczyli mieszkania, firmy i 100 tys na koncie ale długi i beznadziejne podejście do pieniędzy. W temacie domowych funduszy nie wystarczy nie kupować papierowych ręczników żeby zostać milionerem :D Potrzebne jest systemowe podejście, dostosowane indywidualnie do naszych potrzeb.
    Kurs znajdziecie tutaj https://pokonajswojedlugi.pl/ , a dla wszystkich którzy chcą go zrobić a brak im wytrwałości i motywacji jest grupa na FB pod tym samym tytułem. Wszystkie materiały są darmowe a nic nie smakuje lepiej niż rosnąca kupka oszczędność i malejąca kupka zobowiązań :)
    Buzi :*

  71. mariposa linda

    Super post! W większości punktów zgodny z moimi zasadami :)
    Ja ostatnio mogę dodać nowy punkt, ponieważ mam 3,5-tygodniową córeczkę i ubranka kupuję jej już teraz tylko w sh – całe szczęście mam 2 takie sh na swojej ulicy i czasem znajduję piękne rzeczy w bardzo dobrym stanie (a cena za sztukę zwykle do 2 zł).
    Przy okazji kupiłam też sobie już 2 koszule i 2 sukienki nadające się do karmienia (przed porodem nie kupiłam żadnych rzeczy do karmienia, a z dotychczasowej szafy praktycznie nic się nie nadawało).

    PS. Asiu, czy planujesz zmianę programu do komentarzy? Powiem szczerze, że zawsze zastanawiam się, czy jest sens dodawać komentarz, bo potem muszę kilka razy sprawdzać, czy ktoś mi odpisał… A czasem zdarzy się, że zapomnę pod którym wpisem komentowałam, albo trzeba się przedzierać przez gąszcz komentarzy i szukać swojego itd.
    Ten brak powiadomień do komentarzy to moim zdaniem ogromny minus!
    Wiem, że co jakiś czas ktoś Cię o to pyta, ale widzę, że nadal jest to samo, więc stwierdziłam, że tym razem ja Cię pomęczę… ;)

    1. Kasia

      Mój patent: ctrl+f, wyszukuję swoje imię, Chrome podkreśla mi wszystkie Kasie w komentarzach i taa daam, szybko znajduję mój komentarz :)

  72. Basia

    Ja poproszę wpis o organizacji posiłków! Od dwóch miesięcy planuję obiady i widzę poprawę komfortu życia, więc chętnie szukam kolejnych inspiracji. Ps. Używam dafi w domu i jest ok! Różnicę widzę pi czajniku ;)

  73. anika

    Asiu, bardzo chętnie poczytam o planowaniu posiłków. Zastanawiam się tylko czy wniesie to coś do życia osób, które nie pracują z domu, a takich przecież jest większość. Ja pracę kończę ok. 16.30. Godzinę zajmuje mi powrót plus jakieś zakupy i jestem w domu po 18:00. O tej porze marzę tylko o tym, żeby odpocząć, pogadać z mężem, poogarniać mieszkanie. Kiedy czas na te posiłki? Poza tym jedzenie odgrzewanego w mikrofali obiadu w pracy jakoś mnie nie przekonuje, więc wybieram pobliską stołówkę. Czy jest jakiś sposób na planowanie posiłków dla takich osób???

    1. Karolina

      Mam na to dwa sposoby. Można robić obiad rano przed pracą (u mnie jest to zazwyczaj zupa) Drugi sposób to duże zakupy raz w tygodniu, planowane z listą obiadów i w weekend można zrobić obiady na cały tydzień a potem zamrozić. Wiem, że nie każdemu smakują rozmrażane obiady ale wolę już własne mrożonki niż sos ze słoika.

      1. Ola

        A jak ktos wychodzi o 7 rano i wraca po 18? Zgadzam sie natomiast co do zakupow. Ze sloika sklepowego jest u mnie pesto – domowego dzieci nie lubia, a sklepowe czesto nas ratuje jako blyskawiczny dodatek do makaronu. Zastanawiam sie tez nad zakupem zamrazarki, mam lodowke z 3 szufladami ale zawsze sa pelne, ie ma miejsca na domowe mrozenie. Obawiam sie tylko ze bedzie zzerac duzo pradu. Zawsze cos za cos…

  74. Kasia

    U nas w domu jest dzbanek filtrujący. Jendak tata kiedyś z nudów policzył ile tak mniej więcej kosztuje taka woda (wliczając zużycie filtra oczywiście) i wyszło, że niekoniecznie jest to najtańsza opcja. Porównywalna, a nawet trochę droższa od zwykłej wody. Oczywiście też zależy jakiej marki zazwyczaj wodę pijesz. Na pewno plusem jest to, że zawsze masz tą wodę dostępna i nie musisz listrów wnosić po schodach.

  75. Agnieszka

    Jeśli chcesz filtrować wodę to polecam z całego serca dzbanek Brita, używałam jeszcze zanim przeprowadziłam się do Warszawy i był świetny. Teraz piję wodę z kranu :)
    Ja poproszę o post z wskazówkami, jak planować posiłki! Od jakiegoś czasu wdrażam z chłopakiem program oszczędzania, m.in. planujemy zakupy i posiłki. No i w sumie to średnio nam to wychodzi :( Dzisiaj znowu coś wyrzuciłam z lodówki, a bardzo nie lubię tego robić, nie tylko ze względów finansowych..

  76. Joasia

    Hej Asia, a myslalas o wodzie oligocenskiej? To sa te male kraniki porozstawiane po miescie gdzie przychodzisz z wlasnym banikiem i napelniasz. Poszukaj czy nie ma takich kolo Ciebie. Zero marnowania plastiku!

  77. Dorota

    “Oszczędzam na: książkach.Nie pamiętam, kiedy ostatnio kupiłam książkę w księgarni.”

    I dlatego Asiu Twoje dwie książki pożyczyłam a nie kupiłam….. sama rozumiesz, też na tym oszczędzam. Bo niestety leżałyby na półce i zbierały kurz :(

  78. Kasia

    Asiu czy mogłabyś wymienić kilka godnych polecenia second handów w Warszawie? Ja ograniczam się głównie do sieci Szmizjerka ale jednak ciężko tam o ubrania z bardziej szlachetnych tkanin – przeważają ciuchy z brytyjskich sieciówek.

    1. Agnieszka

      Świetne SH są przy dworcu Wileńskim. Ja właśnie się tam wybieram w przyszłym tygodniu po sukienkę na wesele :D

  79. Agata

    Rewelacyjny wpis, bardzo przydatny i dający do myślenia. Także dziękuję, że poświęciłaś swój czas, żeby go dla Nas – czytelników napisać. Ja próbowałam pić wodę filtrowaną z Brity, ale coś mi jej smak nie podchodził. Nie mogłam się przyzwyczaić i wróciłam do butelkowanej. I faktem niestety jest, że to tona plastiku i jeszcze to noszenie po schodach tych zgrzewek. Może ktoś z czytelników podpowie, czemu woda filtrowana może mieć dziwny posmak – zakładałam filtr zgodnie z instrukcją.
    Chętnie również przeczytałabym wpis o organizowaniu/przygotowywaniu posiłków. Pozdrawiam serdecznie

  80. Agnieszka

    Hej! Czytam Cię już od bardzo, bardzo dawna, ale to pierwszy raz, kiedy cokolwiek komentuje. Twój wpis ogromnie mnie zainspirował, ponieważ sama powiedzmy, że zarabiam dość przyzwoicie, a mam ogromny problem z opanowaniem swoich finansów. Obecnie stało się to dla mnie o tyle istotne, że za niedługo do naszej dwu-osobowej komórki społecznej dołączy długo wyczekiwany futrzak i mało brakowało, a wpadłabym w szał gadżetowo-zabawkowy o którym piszesz wyżej.
    Po raz pierwszy usiadłam i na spokojnie przeanalizowałam swoje priorytety finansowe, na co wyrzucam pieniądze zupełnie niepotrzebnie, albo ze zwykłego lenistwa i jestem bardzo zmotywowana, by krok po kroku uporządkować swoje życie finansowe.

    Może Twój wpis oszczędzi mi dzięki temu, wielu frustracji w przyszłości :) Dzięki!

  81. Turkuć podjadek

    Na wypadające włosy polecam wcierkę z kozieradki! :)
    Bardzo spodobał mi się pomysł planowania posiłków – spis ulubionych potraw plus lista zakupowa. Super! Chętnie dowiedziałabym się więcej na ten temat.
    Moją słabością są SH i wiem, że czasem przesadzam z częstotliwością. Ale moim talentem jest wyszukiwanie kaszmirowych , merynosowych swetrów, skórzanych retro torebek i innych cudów. A odkąd mam dziecko to i uroczych i dobrych jakościowo dziecięcych ciuchów. I choć rzadko kupuję ubrania nowe (i tu niby oszczędzam) to z kolei z pewnością zbyt dużo wydaję w SH. Dlatego zmotywowana zostałam i spiszę sobie moje miesięczne wydatki, w tym oczywiście i te ciuchlandowe.

    I na koniec przybijam piątkę – nie maluję się, nie farbuję włosów, nie piję kawy i alkoholu, bo po prostu nie lubię! :)

  82. Leniweoko

    Szukam minimalizmu w życiu, od kilku miesięcy robie recycling w życiu i oddaje bądź sprzedaje, aby nie zamrazac pieniędzy. Lubię obrót. Kosmetyki jedynie stanowią bolączke, bo utopione pieniądze musze wyrzucić, terminy.

  83. Tarsis

    Super wpis, jak zawsze czytalam z przyjemnoscia, jednak z jednym stwierdzeniem nie moge sie zgodzic,
    “oszczedzam na kawie bo jej nie lubie, oszczedzam na alkoholu bo nie lubie i nie pije”. Wydaje mi sie ze oszczedzanie na rzeczach ktorychs ie nie lubi to zadne oszczedzanie :-)

    1. msbbika

      A ja myślę, że mimo to warto było to zawrzeć, bo jako jedne z popularniejszych rzeczy zabierają dużo pieniędzy ;)

  84. msbbika

    Cieszę się, że napisałaś ten post :) I cieszę się, że rozmawiasz o pieniądzach, bo kurczę, wszyscy zarabiamy i wszyscy wydajemy, a czy to takie straszne, że wiemy kto ile i na co? W jakiś sposób to pomaga sobie uświadomić, że można inaczej, że warto na inne rzeczy zostawić pieniądze, że ludzie tak żyją i nic im nie ma. I są szczęśliwi.

  85. Kasia | Ograniczam Się

    Świetnie, że tak wprost piszesz o zdroworozsądkowych sposobach na oszczędzanie, dostępnych przecież dla wszystkich. Wystarczy żyć normalnie i – jak to określasz – nie zwiększać oczekiwań od życia, mimo rosnących zarobków. W ogóle BARDZO mnie cieszy, że w większości to, co wymieniasz, wpisuje się w ideę zero waste, czyli świadomej konsumpcji na rzecz ograniczania odpadów, którą sama staram się promować.
    Picie wody z kranu jest jednym z tych sposobów. Podobnie jak kupowanie ubrań w lumpeksach. W Poznaniu mamy też Giveboxy, czyli miejsca z ciuchami za darmo.
    A jeszcze odnośnie wody – filtry jak najbardziej, szkoda tylko, że same w sobie są też plastikowe. Kontaktowałam się jednak z producentem i mam oficjalną odpowiedź, co z nimi dalej robić. Gdybyś miała ochotę, zerknij: http://www.ograniczamsie.com/2017/06/jak-przetwarzac-filtry-wody-brita.html

  86. Kasia

    Dziękuję Ci za ten wpis! Pod wszystkim mogłabym się podpisać. Mam bardzo podobne przemyślenia, są rzeczy, na których oszczędzam i takie na które nie żałuję pieniędzy. Na co dzień jemy w domy i sami gotujemy (mąż duuuuużo lepiej niż ja) ale od czasu do czasu lubimy “zjeść na mieście”, takie momenty lubimy celebrować. Ubrań prawie nie kupujemy, ale jak są potrzebne (a nie mamy ochotę) zakupy odzieżowe, to staramy się wybierać najlepszą jakość na jaką nas stać. Ostatnio szyję na miarę co raz więcej ubrań i to jest dla mnie strzał w dziesiątkę. Mam swoją sprawdzoną krawcową, a ubrania przez nią uszyte zawsze zbierają komplementy. Był okres, że zarabiałam bardzo dobrze, wiązało się to z większą ilością godzin. Potem przyszedł czas na dziecko i zmianę priorytetów, więc ilość przepracowanych godziny zmalała, a co za tym idzie również wysokość wypłaty. Okazało się, że dalej żyjemy podobnie, tyko przestaliśmy wydawać pieniądze na głupoty. Ostatnio nasz finansowy status znów się poprawił, ale nadwyżka nie jest konsumowana tylko płacimy sobie, czyli robimy przelew na konto oszczędnościowe (raz w większej raz w mniejszej kwocie). Dzięki temu uzbierała się miła sumka i mamy poczucie, że niespodziewane wydatki nas nie przerażą. Nie mam też potrzeby kupowania nowszego samochodu, czy sprzętu elektronicznego, bo nas stać. To co mamy nam wystarcza, i się z tego cieszymy.
    Od prawie 4 lat używamy dzbanka Britta i jestem bardzo zadowolona. Nie wyobrażam sobie wrócić do butelkowanej wody.

  87. Ania

    A ja “nie na temat”. Mam kota. Lubie zwierzeta ale psy nie specjalnie bo dwa razy padlam ofiara ich zebow, tak mi juz zostalo. Ty sie zachwycasz swoim Chrupkiem jak ja swoja Zosia. Na zadnym zdjeciu nie umialam sie u Chrupka dopatrzec ogona i tak ostatnio widze same psy z obiachanymi ogonami a nawet bez. Widzialam pania ze slicznym mopsikiem z obciachanym ogonem, tak ze zostalo troche siersci i uszami w szpic!!! Zapytalam dlaczego to zrobila seojemu psu??? Uwiadomila mnie ze takie sa wymogi tej rasy, poczulam sie jak debil. Ty pewnie psu nie obcielas ogona ale dlaczego ludzie to robia???
    Cale szczescie u kotow nie ma takiej mody.
    Pozdrawiam i apeluje: nie obcinajmy psom ogonow!!!

    1. Style Digger

      U Chrupka nie ma żadnych wymogów rasy, bo jest kundelkiem. Nie ma ogona, bo zanim trafił do schroniska (skąd go wzięłam), ktoś znalazł go potrącanego przez samochód, leżącego przy drodze, i u weterynarza okazało się, że jest tak pokiereszowany, że bez amputacji ogona nie przeżyje. Nigdy się nie interesowałam sprawą obcinania ogonów rasowym psom, bo mnie samej nigdy nie przyszłoby to do głowy, ale wydaje mi się że od jakiego czasu jest w Polsce zakaz.

      1. Ania

        Ten zakaz w Polsce moze i jest i na tym sie konczy. Rasa nie rasa szczeniaka nie kladzie na pieniek i ciach siekierka. Uslyszane na wsi i taka jest rzeczywistosc, niestety …

    2. Clumsy

      Pewnie widziałaś buldoga francuskiego, które to rodzą się już bez ogonow, a uszy w szpic same stają im po kilku tygodniach. I tu nie należy się bulwersować, tym że ktoś im to zmienił po urodzeniu, a setkami lat doboru genetycznego, który sprawił, że te psy tak wyglądają (akurat stojące uszy to ich najmniejszy problem…). Mopsy też rodzą się z krótkim, zawiniętym ogonkiem.

  88. Evi

    Bardzo ciekawy wpis. Mam dokładnie ten sam plan dotyczący wody, ale też czytam o filtrach i dzbankach, bo się nie znam. Koleżanka poleca filtr na kran. Pamiętam, że mój dziadek taki miał i nigdy nie pił wody butelkowanej. Dobijają mnie te tony plastiku, które produkujemy co miesiąc, a wody pijemy dużo.

  89. Ania

    Jesteś bardzo interesującą i inspirująca osobą:) Bardzo chętnie poczytam o Twoim “planie gotowania”. Sama mam kłopoty z zapamiętywaniem tego co kupić i co mogłoby być potrzebne i zastanawiałam się nad zrobieniem planu gotowania:)

  90. Beata

    U mnie w sumie tak jak u Ciebie. Co do wody, to moi rodzice mają w domu filtr na kran. Są one też bardzo popularne w USA. Kosz na początku jest trochę wyższy i może się wydawać, że nie opłaca się go kupować, ale jest o wiele mniej śmieci! I kuchnia wygląda przyjemniej bez walających się butelek.

  91. Koczilla

    Nie oszczędzam na jedzeniu w tym sensie, że nie kupuję produktów słabej jakości (cukier w składzie), ale też nie oszczędzam na środowisku. Nie kupuję jajek innych niż “0”, marketowych kurczaków.
    Docelowo chcę zarabiać tyle, by nie oszczędzać także na miejscach, w których kupuję żywność. Chciałabym móc regularnie zaopatrywać się w przybytkach, gdzie jest miło, kulturalnie, ładnie, a obsługę należycie się nagradza. Dotychczas dobre wrażenie zrobiły na mnie jarmarki ekologiczne, Alma (ś.p.) oraz Piotr i Paweł.
    Podsumowując, nie chciałabym oszczędzać na dobrym samopoczuciu nawet podczas tak prozaicznej rzeczy jak zakupy “do garnka”.

      1. Koczilla

        Za to Piotr&Paweł swego czasu dostał nagrodę dla “pracodawcy roku” i właśnie w oparciu o ten fakt skonstruowałam swą wypowiedź. W Almie mi się po prostu podobało: przyjazne światło i duży wybór. Chciałabym, żeby takich miejsc było więcej.
        Pozdrawiam.

  92. Asia

    Ja zrobiłam ostatnio mini zakupy na wyprzedaży (spodnie i sweter) po roku nie kupowania ubrań czy butów. Aczkolwiek nadal mam mnóstwo ubrań, nawet po zrobieniu czystki i mam zamiar zminimalizować szafę, czyli wychodzi na to, że nie kupować w ogóle, a tylko to, co jest mi potrzebne i będzie spełniało kryteria jakości. Nie mam poczucia straty w związku z tym detoksem, po prostu nawet, gdy chodziłam po sklepach, nic nie spełniało moich oczekiwań. Z drugiej jednak strony czuję, że niektóre ubrania już do mnie zwyczajnie nie pasują (w senie gustu), ale są nadal w dobrym stanie i szkoda je oddawać czy wyrzucić. Też prowadzę (od zawsze) emerycki styl życia (fajna nazwa) i praktycznie nie wydaję pieniędzy na rozrywki. Nawet książek już nie kupuję – korzystam z biblioteki, która oferuje również ebooki, a część swoich zbiorów sprzedałam. Kosmetyki kolorowe – ograniczone do tych najpotrzebniejszych, najgorzej jest z pielęgnacją, bo trądzik wymaga uwagi non-stop…

  93. Alina

    Bardzo ciekawy post, w wielu punktach sie zgadzam. Uwazam, ze zyjemy w okropnym swiecie, gdzie jedynym sensem zycia ludzkiego staje sie zarabianie i wydawanie pieniedzy oraz kupowanie. Asiu ciekawi mnie Twoj plan potraw, chetne wdrowylabym cos taiego u mnie w domu, zeby ulatwic zycie sobie i najblizszym.
    Zgadzam sie z Toba w 100 % z nieosczedzaniem na jakosci jedzenia, uwazam, ze powinni tego uczyc w szkole i wymagac na maturze podstawowej wiedzy o tym co wkladamy do buzi. Jestem wdzieczna mojej mamie za to, ze zawsze ma sile, chec i czas, aby gotowac dla rodziny i ze mnie tego nauczyla, bo moge ja teraz wyreczac. Ciesze sie, ze nie mam nawyku jedzenia chipsow, picia coli czy uzywania gotowych sosow albo robienia ciast z papierka. U nas w domu nawet makaron do rosolu robimy wlasnorecznie. Jedyna moja slaboscia sa slodycze, chociaz tata zascsepil we mnie milosc do prawdziwej gorzkiej czkekolady (ale kiedy widze cos pysznego w cukierni czesto wymiekam), druga slabosc to sery w plastikowyh papierkach. Poniewaz mieszkam z rodzicami to jestem im wdzieczna za to, co mam, ale powoli chyba ich przekoanalam, ze lepiej zjesc mniej sera lepszej jakosc niz duzo takiego byle czego :)
    Co do podrozy, ja w tym roku oszczedzam na pamiatkach. Jestem teraz na miesiecznym wyjezdzie za granica i poki co (za kilka dni wracam do domu) bardzo dobre mi idzie, do tego stopnia, ze nieoczekiwana wizyta u lekarza i leczenie nie nadszarpnely mojego budzetu. Jestem z siebie bardzo dumna, bo po prostu udalo mi sie powstrzymac przed bezsensownymi zakupami. Nie chodzi o to, ze jestem skapa. Postanowilam, ze dzien przed wyjazdem kupie moim zdaniem 10 najbardziej godnych uwagi lokalnych smakolykow i po powrocie zrobie z nich dla najblizszych poczestunek. Bedzie to mila forma spedzenia czasu po dlugiej rozlace i na pewno smaczniejsza :)
    Pozdrowienia

  94. Słomka

    Mam wrażenie, że oszczędzanie to temat rzeka :) Ja zwykle potrzebuję naprawdę porządnego bodźca, żeby zacząć oszczędzać. Takim bodźcem była samodzielna organizacja wesela (okazało się, że prędzej się wszyscy pozabijamy, niż pozwolimy rodzicom na płacenie i wtrącenie się do organizacji :)) i później decyzja o wyjeździe w podróż dookoła świata. Taki wyjazd to duża szkoła oszczędności i co ciekawe, mam wrażenie, że najbardziej nauczyłam się oszczędzać już będąc w drodze, a nie przed wyjazdem. Oczywiście przed wyruszeniem w podróż mieliśmy jakiś określony budżet, którego się ściśle trzymaliśmy, ale często zdarzały nam się potknięcia. W podróży (chyba przez to, że chcemy być w niej jak najdłużej), łatwiej zrezygnować z obiadu w droższej restauracji (szczególnie, gdy te tanie są naprawdę smaczne – np. w Chinach!). Jednak wciąż mam poczucie, że wiele mi brakuje do ideału. I inflacja stylu życia – to coś, co tak bardzo mnie dotyka! Wciąż uczę się nad tym pracować! Teraz jest mi trochę łatwiej, bo nie zarabiam NIC :P ale chciałabym umieć wydawać mało, niezależnie od tego, ile kasy wpływa na moje konto. Będę ćwiczyć! :)

    Pozdrawiam!

  95. Domatorka

    Czytając ten post miałam wrażenie, że czytam o sobie :) po prostu decydując o wydaniu pieniędzy kieruję się swoimi priorytetami.

    Podobnie jak Ty prowadzę “emerycki lifestyle” (genialne określenie!), jednakże czuję, że przez to brakuje mi okazji do socjalizowania się (brakuje mi towarzystwa – albo praca, albo dom). Jednocześnie nie wyobrażam sobie chodzenia na imprezy, bo ani nie mam ochoty na picie alkoholu, ani na kurtuazyjne small talk’i. Jakieś pomysły, gdzie poznać takich, jak my? Nie przepadam też za sportem, więc treningi/wyjazdy sportowe to nie mój żywioł.

    1. Style Digger

      Poruszyłaś mega ważny temat. Polecam po pierwsze blogowanie, po drugie wszelkie hobbystyczne zapędy – robiłam zimą spotkania dziewczyn robiących na drutach/szydełku i wyszło super. Poza tym wszelkiego rodzaju wolontariaty, np moja dzielnica ma ogród społecznościowy i regularnie ogłaszają kiedy odbywa się wspólne pielenie itp, będę o tym jeszcze myśleć i dawać znać:)

  96. Liza

    U mnie wygląda to bardzo podobnie, nawet z podróżowaniem, ale muszę jeszcze popracować nad “nie chce mi się gotować, zamówmy coś”. To nam zżera najwięcej pieniędzy niepotrzebnie. Prawda jest taka, że kiedy prowadzimy budżet w excelu regularnie, wydajemy dużo mniej na niepotrzebne rzeczy, więc moje postanowienie na po urlopie to powrót do tabelek.

    Jeśli chodzi o wypadające włosy – u mnie działa vitapil codziennie (plus poprawia cerę i wzmacnia paznokcie) i najtańszy szampon Baby Dream z Rossmana w połączeniu z odżywką Garniera jabłkową albo tą żółtą z masłem carite/shea (? Nigdy nie pamiętam).

    Butelki filtrujące i dzbanki – dla mnie strzał w 10. Używam Bobble i Dafi. Dafi chyba bardziej ekonomicznie wychodzi.

  97. Aga

    Bardzo proszę przedstaw jak wygląda Twój system planowania posiłków….bo jedzenia nie lubię marnować… :)

  98. Ilona

    Mówi się, że woda w butelkach to największy sukces marketingu :) Też piję wodę filtrowaną, albo zwyczajnie przegotowaną i wystudzoną.

    Mam bardzo podobne podejście do oszczędzania, ale… bardzo trudno mi zaszczepić te zwyczaje partnerowi. Może następny tekst o tym, jak to zrobić? :)

  99. natka657

    Bardzo dziękuję za ten artykuł! Jestem właśnie na etapie porządkowania swoich finansów (m.in. poprzez kurs na temat pozbywania się długów u M. Szafrańskiego) i to, co tutaj przeczytałam, bardzo mi pomogło! Przede wszystkim fragment o trzymaniu wydatków znacznie poniżej poziomu zarobków. U mnie zawsze było tak, że wraz z większymi zarobkami wzrastał mój komfort życia, bo wydawało mi się, że przecież “zasługuję”. No i mam teraz długi. I na co mi był ten chwilowy komfort? Zamieniam aktualnie mieszkanie na mniejsze i tańsze, a w następnej kolejności zabieram się za jedzenie, ciuchy, kosmetyki i zakupy dla dziecka. Dużo pracy przede mną, ale mam dobre wskazówki. Dzięki bardzo!

  100. Paulina

    Asiu! Znam Cię z blogosfery jeszcze za Twoich początków szafiarstwa, bardzo szanuję i popieram to co robisz, przeczytałam Twoja książkę, którą uważam za świetną lekturę, korzystam z Twojego newslettera​, ale… Na bloga koniec końców zaglądam rzadko. I piszę to dlatego, że raz na jakiś czas, przeczytam jeden z Twoich postów i zaczynam sobie pluć w brodę, że nie robię tego na bieżąco! Jestem dla mnie zawsze mega inspiracją i niesamowitym bodźcem do zmian, bo czytając Twoje notki (tak jak właśnie tą), uświadamiam sobie, że wyciągasz mi z głowy myśli, na które ja sama wcześniej się nie odważyłam czy nie zdobyłam, z różnych powodów, albo po prostu (a raczej AŻ!) – Twoje zdanie zbiega się z moim i dodajesz mi tym pewności, że to jakie mam podejście i co chce realizować, jest jak najbardziej w porządku. Dziękuje Ci za to ogromnie, bo nie da się opisać słowami jak mocno wspierasz mnie tym co piszesz. Dla mnie jesteś fenomenem jeżeli chodzi o pisanie ultra lekkiego tekstu, aIe rozsądnego i mądrego. :)
    I choć wiem, że w życiu nie da się robić wszystkiego, to mam nadzieję, że uda mi się czytać Cię częściej. :)
    Ściskam mocno!

  101. Aneta

    Bardzo dobry post, wiele kwestii rozwiązuję podobnie. Od dawna planuję z wyprzedzeniem posiłki na kolejny tydzień i staram się robić większe zakupy (tylko z listą!) raz w tygodniu. Teraz jestem na etapie tworzenia fiszek z pomysłami na obiady, bo chciałabym to usystematyzować. Dlatego post na ten temat bardzo by mnie interesował. Jeśli chodzi o oszczędzanie na wodzie to muszę powiedzieć, że akurat używam filtra Brita w domu, ale byłam też przez lata użytkownikiem tych drogich filtrów instalowanych na stałe… i z żadnego typu nie jestem szczególnie zadowolona. Woda z filtra jest dobra chyba tylko do gotowania i herbaty, bo nie zostawia osadu, ale jej jakość – smak i skład elektrolitowy są z pewnością gorsze od dobrej wody mineralnej. Pomyślałam jednak właśnie, że są firmy, które dowożą dobrą wodę w wielorazowych szklanych butelkach albo w takich dużych plastikowych butlach, też wielokrotnego użytku. Nie wiem jak jest z tym w Polsce, ale w Niemczech to dość popularne. Pozdrawiam serdecznie :))

  102. MalinaMalwina

    Od jakiegoś czasu patrzę na moje “zarządzanie jedzeniem” :) i mam poczucie, że zbyt dużo go marnuje. Właśnie myślałam o planowaniu posiłków na cały tydzień i kupowaniu odpowiednich produktów. Bedzie super jeśli podzielisz sie swoim gotowcem – zeleży mi też na inspiracji Twoimi przepisami :). Dzieki!

  103. hosgeldiniz.pl

    Przemyśl sprawę dzbanków. Moim zdaniem t tylko “workaround”. Długoterminowe rozwiązanie w postaci filtra odwrotnej osmozy jest lepsze. Może kokosów nie oszczędzisz, ale oszczędzisz środowisku plastiku. Dzbanki mają filtry, które i tak trzeba wyrzucać. N

  104. Ania

    Najlepiej zapytać w sanepidzie o jakość wody z kranu. Woda jest badana mikrobiologicznie, fiz-chem, metale ciezkie, pestycydy itp. Nie przekonują mnie te wszystkie filtry w dzbankach i butelkach.

  105. Justyna

    Asiu, nie wiem jak długo kupujesz w zooplusie, ja jestem ich klientem kilka lat, i wprowadzili coś takiego jak jednorazowa opłata za 3% zniżkę na każde zamówienie przez kolejne 3 lata dla stałych klientów. Jednorazowo wychodzi 20 zł bez kilku groszy. W moim przypadku zwróciło się bardzo szybko, bo w kilka miesięcy (mam kilka kotów) i mają nawet taką zakładkę, która pokazuje ile oszczędziło się dzięki tej 3% zniżce od momentu jej zakupu :)

  106. Majka

    Super, podziwiam. Natomiast uważam, że już samo to, że pracujesz w domu = masz więcej czasu i mniej stresu, A to sprzyja oszczędzaniu (masz czas, żeby gotować, nie wydajesz na dojazdy do pracy, nie potrzebujesz większej ilości ciuchów i kosmetyków na codzienne spotkania z masą ludzi itp. itd.)

  107. Monika

    Witam Joasiu. Mam pytanie odnośnie ciuchlandów – jakie odwiedzasz i polecasz w Warszawie? Proszę o odpowiedź. Pozdrawiam ;)

  108. Basia

    Hej, bardzo spodobał mi się ten wpis zwłaszcza że zaczynam wchodzić w dorosłe życie, małymi kroczkami wychodzę ‘na swoje’ a niestety moja sytuacja finansowa jest raczej niestabilna. Musze popracować nad swoimi wydatkami, nad którymi straciłam kontrolę i boję się że będę musiała kogoś prosić o pomoc, co pozostawi piętno na,mojej urazonej dumie ;) na pewno wykorzystam część wyżej wymienionych punktów jako wskazówki jak się do tego zabrać! Świetny wpis, bardzo pomocny, pozdrawiam!

  109. Dzotczi.pl

    Bardzo mi się podoba Twoje podejście do oszczędzania – niewydawanie pieniędzy na zbędne rzeczy, przy jednoczesnym nieżałowaniu środków na produkty dobrej jakości. Tego sam się trzymam oraz staram się – z różnym skutkiem – uczyć członków rodziny. Dodatkową ważną zasadą oszczędzania jest dla mnie to, aby zwiększać ilość wolnych środków nie poprzez oszczędzanie na codziennych wydatkach, ale poprzez zwiększanie dochodów. Dzięki takiemu podejściu łatwiej z czasem oszczędzać coraz więcej.

  110. Aleksandra

    Dla Chrupka polecam szczotkę furminator, cena niestety od 50zł ale warta każdej złotówki. Kupiłam w zaprzyjaźnionym sklepie z gwarancją zwrotu pieniędzy jeśli się nie sprawdzi, ale okazało się że działa cuda. Czesałam psa zwykłą szczotką, a sierść była wszędzie i w lipcu dalej miał dużo zimowego “futra”. Przy pierwszym użyciu wyczesałam całą szufelkę z górką, zbitego martwego podszerstka, a Gucio zrobił się o połowę szczuplejszy i szczęśliwszy, poza tym mam mniej sprzątania. Nawet kot polubił tą szczotkę.

  111. justyna

    Gdzie zrobiłaś to zdjęcie w wodzie? Aż sobie zapisałam (mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe, nie będę rozpowszechniać), bo dawno nie widziałam fotografii z takim klimatem

  112. Fantastyczna pani

    A moze filtr zamontowany na stale? Mamy taki od prawie roku i wody butelkowane moga sie – pod wzgledem wartosci, ale i przede wszystkim smaku – po prostu schowac! Spory wydatek na poczatek, ale jakosc jest super, no i nie produkuje sie tony plastiku.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *