Planowanie budżetu a rozsądne zakupy

Kilka postów temu chwaliłam się Wam kurtką, którą kupiłam sobie we Francji. Nie była tania, przeanalizowałam też kilka swoich wcześniejszych zakupów z tego roku i dotarło do mnie, że w końcu udało mi się przezwyciężyć największy problem jaki miałam ze “slow fashion”. Wcześniej świetnie wiedziałam, że za dobrze zrobione ubranie trzeba zapłacić. W teorii. To przekonanie jakoś bladło, gdy przychodziło do wyjmowania pieniędzy z portfela. Teraz nie mam z tym większych problemów. Skąd zmiana?

Czytaj dalej

Bursztynowy szlak i niespodzianka

Czerwiec 2012: oddaję na studiach z prognozowania trendów pracę zaliczeniową, w której piszę m.in. o powrocie bursztynu do łask. Wrzesień 2014: odzywa się do mnie województwo pomorskie i zaprasza do siebie, żeby zaprezentować nowoczesną odsłonę bursztynu i sposoby spędzania czasu na Pomorzu jesienią. Gdyby nie to, że maila przeczytałam w tramwaju, powiedziałabym sobie głośno “ha, a nie mówiłam?!”.

Propozycję przyjęłam z ogromną radością, jestem pod wrażeniem działań promocyjnych polskich regionów – z Bieszczad wróciłam zachwycona. No i cieszę się, że tak piękny kamień zyskuje lepszy PR, naprawdę nie zasługuje na bycie kojarzonym wyłącznie ze staroświecką biżuterią i kiczowatymi obrazkami. Bardzo chętnie dowiem się o nim więcej.

Czytaj dalej

Bretania i Nantes, czyli przygoda z nowym Twingo

Francja to wspaniały cel podróży. To mój główny wniosek po kilkudniowym wyjeździe w zeszłym tygodniu. Przejrzałam swoje archwialne posty i wychodzi na to, że odwiedzam nowe francuskie miasta z coroczną regularnością. Dwa lata temu był Paryż, w ubiegłym roku Marsylia, teraz – Nantes. Skąd się tam wzięłam? Dzięki uprzejmości Renault śmigałam po francuskich drogach nowym, zgrabnym Twingo, które właśnie weszło do sprzedaży.

Czytaj dalej

Zakupy z Francji

W ubiegłym tygodniu spędziłam kilka (cudownych!) dni we Francji, właśnie po raz kolejny przeglądam zdjęcia, a relacja pojawi się bardzo niedługo. Dzisiaj chciałabym jednak napisać o czymś innym, o liście zakupów i czynności, które robię za każdym razem, kiedy mam okazję spędzić tam trochę czasu. Zabrzmiało to co najmniej, jakbym gościła we Francji co dwa tygodnie – nie jest tak i bardzo nad tym ubolewam.

Chyba bardzo niewiele jest już rzeczy, których nie da się kupić w Polsce, a jednak jest jakaś niesamowita przyjemność w uzupełnianiu zapasów ulubionych produktów w podróży czy jedzeniu wyczekiwanych potraw. Kiedy jestem w Londynie, pierwszą rzeczą, którą robię, jeszcze na lotnisku, to kupienie paczki obrzydliwie słodkich czekoladowych draży Galaxy (one poważnie uzależniają!), zawsze staram się też zjeść bajgla z wołowiną na Brick Lane, często zaglądam do Bootsa po ich niedrogie, a bardzo fajne szminki. We Francji byłam raptem kilka razy, ale zdążyłam znaleźć kilka rzeczy i małych rytuałów, do których chętnie wracam. Tak wygląda moja lista:

Czytaj dalej