Porządki w szafie w 10 krokach

W ostatnią niedzielę umówiłam się na obiad z Mają z Celapiu. Kiedy zapytałam ją o plany sylwestrowe, wspomniała że planuje poświęcić część dnia na sprzątanie domu, by zgodnie z japońskim obyczajem zacząć nowy rok z czystym kontem. Zaintrygowana, poczytałam o rytuale osoji i tak mi się ten pomysł spodobał, że postanowiłam wprowadzić go w życie – moja mama nie może uwierzyć. Przy okazji zebrałam dla Was swoje konkretne doświadczenia dotyczące porządków w szafie, więc jeżeli też planujecie świeżo zacząć rok, to jest to świetna okazja żeby je przetestować.

1. WERYFIKACJA WSTĄŻECZKOWA

Na początek coś, do czego warto się zabrać minimum kilka tygodni przed akcją porządkową. Większość z nas ma w szafie ubrania, które tylko tam wiszą. Problem w tym, że pewnie mało kto prowadzi dokładne statystyki i raczej nie tworzymy wykresów pokazujących częstotliwość noszenia spódnicy X czy koszuli Y. Ubrania-eksponaty prześlizgują się więc niezauważone przez kolejne selekcje.

Znalazłam na to prosty sposób, którego nie powstydziłaby się Perfekcyjna Pani Domu. Ponieważ mam dość niewiele ubrań, za to całkiem sporą szafę, każda rzecz ma swój wieszak. Na początku sezonu zawiązałam na każdym z nich wstążeczkę. Kiedy zakładam jakąś rzecz, rozwiązuję kokardkę. Po kilku tygodniach mam jasny, bezdyskusyjny obraz ubrań, które wisiały nieużywane i nad którymi powinnam się poważnie zastanowić. Czytałam kiedyś o podobnym tricku z odwracaniem wieszaków, ale u mnie się on zupełnie nie sprawdza. Lubię mieć wszystkie wieszaki skierowane w jedną stronę, do tego czasem przymierzam kilka rzeczy, zanim się na jakąś ostatecznie zdecyduję, szybko bym się więc w tym wieszakowym chaosie pogubiła.

2. RAMY CZASOWE I ŚRODKI DOPINGUJĄCE

Pora więc na czynności właściwe! Pierwsza rzecz, którą robię, to włączenie odpowiednio energetycznej playlisty, inaczej tracę motywację, zazwyczaj na etapie wywalenia wszystkiego z szafy na środek pokoju. Nastawiam też stoper na godzinę czy dwie, żeby bardziej się zdyscyplinować i żeby sprzątanie nie rozlazło mi się na cały dzień.

3. WSTĘPNA ORGANIZACJA

Drugi etap to wyciągnięcie z szafy wszystkich ubrań i posortowanie ich według rodzajów: marynarki razem, spodnie razem, sukienki razem i tak dalej. Idzie mi to dość sprawnie, bo w takim samym systemie wiszą w szafie. Taki podział po pierwsze pozwala uniknąć wrażenia, że musimy uporać się z olbrzymią górą chaosu i dzieli to wielkie zadanie na mniejsze, łatwiejsze do ogarnięcia części. Po drugie, pozwala nam zorientować się ile par dżinsów czy rozpinanych swetrów faktycznie posiadamy i być bardziej krytycznym przy selekcji.

4. SELEKCJA

Później dzielę ubrania w każdej kategorii na dwie części: rzeczy, które lubię, noszę i chcę zatrzymać i te, których zdecydowałam się pozbyć – bo już nie nadają się do noszenia ani naprawy, bo przestałam w nich chodzić, bo okazały się nietrafionym zakupem czy z jakiegokolwiek innego powodu.

Dopisek z przyszłości, 2015: zrobiłam się dużo bardziej radykalna i zamiast zastanawiać się, co wyrzucić, zostawiam tylko te rzeczy, w których czuję się absolutnie fantastycznie, te, w których jestem najlepszą wersją siebie.

5. PRZYMIARKI

Przymierzam też wszystkie ubrania, których nie miałam na sobie w ciągu ostatnich kilku dni – często okazuje się, że wyglądają zupełnie inaczej, niż je zapamiętałam i znienacka zmieniają dział. To dość męczący proces, ale pomaga bardzo łatwo zweryfikować, z czym ewidentnie powinnam się pożegnać. Dużo łatwiej jest mi podjąć taką decyzję, kiedy widzę, że wyglądam w czymś średnio.

6. PODKATEGORIE “DO NAPRAWY/CZYSZCZENIA” i “NIE WIEM”

W międzyczasie samoistnie tworzą mi się jeszcze dwa dodatkowe działy: rzeczy, z którymi coś trzeba zrobić (doszyć guzik, zanieść do krawcowej, do szewca, do pralni itp.) i najgorsza kategoria z możliwych – „nie jestem pewna co z tym zrobić”. W przypadku pierwszej grupy staram się zaplanować działania jak najszybciej, bo wiem że inaczej będę je odwlekać przez kolejne pół roku.

Jeżeli chodzi o ubrania, co do których losu nie jestem zdecydowana, wyjątkowo skuteczne okazało się jedno bardzo proste pytanie – „czy gdybym dzisiaj była na zakupach, wciąż kupiłabym tę rzecz”? Jeżeli odpowiedź brzmi „nie”, nie mam litości. Staram się też pamiętać, że posiadane przeze mnie przedmioty są odzwierciedleniem mojego gustu. A że oczywiście lubię myśleć, że gust mam niesamowicie wysublimowany, każda rzecz nie spełniająca moich wyśrubowanych standardów psuje w mojej głowie wizerunek całokształtu – sprawdza się to zwłaszcza przy ubraniach do chodzenia po domu, sportowych bluzach, piżamach itp.

7. “DALEJ NIE WIEM” – PUDEŁKO MIĘCZAKA

Jak bym się nie starała, zawsze zostanie mi kilka ubrań, co do których nijak nie jestem w stanie się zdecydować. Wrzucam je wtedy do pudła, zamykam i chowam w najodleglejszym kącie garderoby czy w jakimś schowku, w każdym razie gdzieś poza zasięgiem wzroku. Sięgam po nie dopiero po kilku miesiącach i jeżeli okazuje się, że zupełnie o tych rzeczach zapomniałam, od razu się z nimi żegnam. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się później żałować, że czegoś się pozbyłam.

8. ŚWIEŻY START

Tu następuje dobry moment na przetarcie półek w szafie i położenie w niej czegoś ładnie pachnącego. Dużo przyjemniej jest później wybierać co rano strój, a cały proces nabiera bardziej luksusowej otoczki.

9. EGZEKUCJA

Następnie wieszam z powrotem wszystkie ubrania, które zdecydowałam się zostawić, chowam głęboko pudełko mięczaka i od razu staram się podjąć działania w kwestii rzeczy, z którymi postanowiłam się rozstać. Ta część nie zawsze najlepiej mi wychodzi, zwłaszcza w przypadku ubrań, które zakwalifikowały się do sprzedaży – ciągle jeszcze mam kilka zaległych przypadków. Z kolei procedura oddawania rzeczy to temat na osobny post. Ja mam to szczęście, że wiem komu mogę przekazać je bezpośrednio i mam pewność, że się przydadzą, ale generalna zasada jest taka, że im większą kontrolę mamy nad tym, gdzie trafią nasze nienoszone ubrania, tym lepiej.

10. DŁUGO I SZCZĘŚLIWIE

Kiedy moja szafa jest już wyczyszczona i uporządkowana, staram się zachować ten idealny stan jak najdłużej. Czasem trudno jest mi się zmusić do sprzątania, staram się więc nabierać swój mózg na różne sztuczki. Doskonale sprawdza się tu reguła jednej minuty – jeżeli coś zajmie mi mniej niż 60 sekund, robię to od razu. Czasem aż chce mi się śmiać, bo wmówiłam sobie tę zasadę i działa, choć często w dość komiczny sposób – wchodzę do domu, rzucam płaszcz na fotel, po czym robię w tył zwrot i odkładam go grzecznie na wieszak, bo przecież trwa to mniej niż minutę. Warto też dobrze zorganizować system przechowywania ubrań i dodatków, proste rzeczy potrafią zrobić ogromną różnicę, ale to znów temat na zupełnie osobny post.

Po Internecie krąży mnóstwo tumblrowych obrazków z cytatem „nothing worth having comes easy”, który przypisywany jest wszystkim możliwym autorytetom, od Roosevelta po Hana Solo. Nie traktowałabym go jako ogólnożyciowej prawdy, ale doskonale sprawdza się w przypadku kreowania takiej garderoby, która będzie nas długoterminowo uszczęśliwiać. Trudno jest rozstać się z przedmiotami, do których posiadania (nie mylić z używaniem) się przyzwyczailiśmy, dużo dyscypliny wymaga też zmiana systemu zakupowego z ilościowego na jakościowy. To jednak nawyki jak każde inne – jeżeli podejdziemy do ich wyrabiania z odpowiednim nastawieniem, mamy spore szanse na sukces i gwarancję, że po jego osiągnięciu nie wrócimy już do dawnych przyzwyczajeń. Powodzenia! 

82 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. Olga Cecylia

    Ja właśnie 1 grudnia wdrożyłam odwracanie wieszaków. Z początku trochę mnie to drażniło, że uchwyty nie wyglądają równiutko, ale teraz widzę, że to było potrzebne. Trochę selekcji się przyda :-) Zwłaszcza że grudzień to taki miesiąc, kiedy noszę nie tylko codzienne ciuchy, ale też trochę bardziej eleganckie i wyjściowe.

    Nie napisałaś, co robisz z ubraniami sentymentalnymi. A może w ogóle takich nie masz?

    1. Style Digger Autor wpisu

      Haha, właśnie zadzwoniła do mnie mama, grożąc że w takim razie wywali mi moje tajne pudło, ale wytłumaczyłam, że to sentymentalne właśnie – mam takie jedno nieduże, z jakimś strojem pirata z któregoś sylwestra, peleryną vintage z kryształowym guzikami, która jest absolutnie przepiękna i myślę, że moje ewentualne dzieci będą nią zachwycone, zegarkiem pradziadka, takim do powieszenia w kieszonce i kilkoma innymi rzeczami. Leży w schowku u rodziców w domu i po tym jak kiedyś też przeszło ostrą selekcję, po które zostały tylko najbardziej wartościowe rzeczy, spokojnie sobie czeka i jest wyjątkiem:)

  2. niezasypiaj

    Aż nie chce mi się wierzyć, ale zrobiłam porządki w szafie… dziś rano przed pracą! I do końca roku zamierzam uporać się jeszcze z każdą szufladą i pudłem, do których mam zwyczaj po prostu WRZUCAĆ rzeczy.

  3. Kelly

    Zastanawiałam się, co zawinił ślimak, że się tu znalazł, ale ten mięczak to chyba nie do niego :D Świetny wpis – sama staram się takie sprzątanie powtarzać co 2-3 miesiące, ale przyda się trochę mobilizacji :)

  4. czmiel

    Ja nie mam problemu z decyzją, co noszę, co nie, co chcę przerobić – to doskonale wiem. Problem mam z magazynowaniem rzeczy do oddania/sprzedania, bo nie wszystkie znikają z moich oczu tak szybko, jakbym sobie tego życzyła. Nie pogardziłabym więc Twoim postem na temat tego, co robisz z ubraniami, których nie potrzebujesz :)

  5. Monika Stogowska

    Bardzo mądry i przydatny post, ja mam fatalny zwyczaj wywożenia z Warszawy do domu rodzinnego ubrań, z którymi nie wiem, co zrobić. Dzięki temu od lat mi narastają takie zwały w szafie, zakurzone i wypierane ze świadomości ;) Dziękuję za motywację!

  6. Sara

    Lubię Twojego bloga coraz bardziej, a śledzę go już dosyć długo, podoba mi się ta ewolucja jaką przechodzi Twoje podejście do mody a tym samym, jak się okazuje, do życia. Tym bardziej, że sama, od kiedy mam dzieci, zdecydowanie zmieniam swoje zdanie w kwestii “posiadania” i konsumpcji, oprócz regularnego opróżniania szaf staram się też ograniczać dziecięce zabawki, bo to jakiś absurd! Ale ja inspiracje do rozwijania “cnoty umiarkowania” znajduję w mniej egzotycznych rejonach – lubię Pismo Święte (np. Mt 6, 28-30) i żywoty świętych, polecam tak otwartej osobie jak Ty!

  7. Kamila

    Biorąc pod uwagę, że wciąż za moje ubrania w większości płacą rodzice ( liceum, liceum <3), za każdym razem, gdy chce coś wyrzucić, w głowie pojawia się głosik: "dopiero co prosiłaś mamę, żeby ci to kupiła!" – i to w głównej mierze największy powód mojego wahania przy porządkach. Zawsze gdy naszykuje wielki wór z ciuchami do wyrzucenia, moja mama potem go namiętnie przegląda, zadaje mnóstwo pytań w stylu "już w tym nie chodzisz? Szkoda, niezniszczone" "A to, czemu wyrzucasz?". Jestem osobą, która przywiązuje się do ubrań i wszystkiego i takie rozmowy sprawiają, że wyrzucam mniej niż bym chciała. Ale mimo wszystko – DZISIAJ sprzątam szafę, nie ma co! Uwielbiam posty "slow fashion" :)

    1. Małgosia

      Jeśli “dopiero co prosiłaś mamę, żeby ci to kupiła!” to zacząć trzeba od zmiany filozofii kupowania, a nie robienia czystek w szafie. Ja przykładowo ładnych parę miesięcy nie kupowałam nic, i dzięki temu przekonałam się, co jest mi potrzebne. Ponadto “wyrzucanie” to brutalne określenie. Niezniszczone rzeczy można przecież sprzedać albo komuś podarować.

  8. Paula

    Bardzo przydatny post, szczególnie 1 etap ze wstążkami pójdzie u mnie w ruch. Jeśli chodzi o 10, to u mnie nazywam to zasadą 2 minut i działa na wszystko, szczególnie przy odpisywaniu na wiadomości, chociażby krótkim ok.
    Miałam ostatnio taką sytuację, że przy kolejnej przeprowadzce straciłam z oczu jakieś 10 sztuk moich ulubionych ubrań, w których naprawdę często chodziłam. Rozpaczy nie było końca, ale już się z tym pogodziłam, widać z perspektywy czasu aż tak wartościowe nie były.
    Zmiana systemu z ilości na jakość u mnie właśnie postępuje. Kupiłam sobie za oszczędności piękny, wełniany płaszcz, który mam nadzieje posłuży na lata. Etap drugi w kolejnym miesiącu: klasyczne, skórzane kozaki na obcasie za wypłatę z pracy. Próbuję skompletować ponadczasową garderobę.

  9. Królik Słabeusz

    dobre porady. ja mam taki problem, że pół dnia odkładam rzeczy do pozbycia się, żeby ostatecznie część z nich cofnąć z powrotem do szafy. zawsze gdzieś w głowie mam myśl, że będę żałować, jak je wyrzucę. potem wychodzi, że i tak ich nie noszę.

  10. Ya Gienka

    Bardzo lubię Twoje wpisy, uważam, że jesteś bardzo inspirującą osobą, ale postanowiłam się wypowiedzieć, bo nie zawsze ze wszystkim, co piszesz, się zgadzam :)) Jestem osobą bardzo wybredną, kupuję naprawdę mało (4-5 rzeczy w sezonie) i tylko takie, do których jestem całkowicie przekonana. Tak więc zasady minimalizmu, o których piszesz, spełniam :D. Mam jednak sporo rzeczy nieużywanych przez np 3-4 lata (bo wyszły z mody, znudziły mi się w danej chwili), do których zakupu nie miałam wątpliwości. Nie wyrzucam ich jednak (chyba że są zniszczone – to inna bajka ;), chomikuję w pudełkach, i czasem po kilku latach okazuje się, że prawie-identyczna-rzecz wisi teraz na wystawie w Zarze albo widziałam na jakimś pokazie, lub też perfekcyjnie dopasuje się do swetra, który właśnie kupiłam. Wtedy z satysfakcją wyciągam ją z pudełka, piorę i cieszę się odkrytym na nowo ciuchem :D.
    Inna zasada, jaką stosuję, to kupowanie tylko w sklepach, w których mogę zwrócić przez miesiąc. Jeśli przez dany miesiąc nie znalazłam zastosowania dla danej rzeczy, nie znajdę raczej później.

    1. Olga Cecylia

      4-5 rzeczy na sezon to 8-10 rzeczy rocznie. Nie tak znów mało wg mnie :-)
      Chyba że też należę do osób, które kupują naprawdę mało, a większość wraca z zakupów jak Carrie Bradshaw: obładowana milionem toreb…

      1. Dagmara

        Matko, jak ja Wam zazdroszczę. Czytam Styledigger i cały czas pracuję nad tym, żeby choć trochę zbliżyć się do Joanny w kwestii kupowania rzeczy ale jak narazie co miesiąc coś ląduje w moje szafie. Jednocześnie robię w niej porządki i wydaję rzeczy bo mam komu ale nadal rotacja jest zbyt duża… Całkowicie zgadzam się z filozofią, że lepiej raz za czas a porządne ale trudno mi to wcielić w życie bo zawsze pojawiają się nowe pomysły i “potrzeby” w kwestii ubrań, butów czy dodatków.

      2. Miss Mjau

        Ja też nie wracam obładowana milionem toreb! Wracam z poczty obładowana milionem paczek, bo głównie kupuje w necie :-/ Okropny nałóg, w sklepie nie mam problemu z dokonaniem ostrej selekcji na miejscu, ale nienawidzę tłumów na zakupach, kilometrowych kolejek do przymierzalni i kas, a zimą jeszcze duchoty.

  11. monika P.

    jezeli chodzi o ubrania to jestem bardzo uporzdkowana , i trzymam tylk to w czy chodze albo cos co trzymam na specjalne okazje lub kosztowaly fortune np.kamizelka z liska…ale kiedys to bylo,,,,,, , im czlowiek starszy tym bardziek uporzadkowany z tego wynika. Ale eksperyment ze wstazkami chyba wyprobuje , ciekawe co z tego bedzie .ps wielkie dzieki za polecenie ststnio bloga “jak oszczedzac pieniadze” wlasnie od przyszlego roku zamierzam przyjzec sie moim finansom troche blizej i zobaczyc na co wiekszosc moich ciezko zarobionych pienedzy idzie ( czy nie przypadkiem wlasnie w ubrania i kosmetyki ) a gdzie powinny isc . Ale najpierw czeka mnie lektura bloga ,,,,ufff czeka mnie busy kilka tygodni :)

  12. Elaine

    Sporo czasu minęło odkąd kupiłam sobie jakiś nowy ciuch. I bardzo dobrze się z tym czuję. Powoli wprowadzam takie zmiany do swojego życia i widzę jak pozytywnie to na mnie działa. Ja porządki w szafie robiłam całkiem niedawno, więc mam to już za sobą:)

  13. Bijou

    Och, kocham post za punkt 7 :-) Porządek w szafie, taaak… Niełatwo mi się do niego zabrać, nie mam na tyle samozaparcia, by przyznać się przed sobą, że trzymanie kapelusza od 4 lat, bo może znajdę do niego dobry płaszcz, to znak, że należy się go pozbyć… Ale postaram się jednak również zrobić porządek w szafie, cieszę się, że napisałaś ten post, będzie pomocny :-)

  14. Asia

    uwielbiam twoje posty z tej serii. bardzo spodobał mi się pomysł z wstążeczkami, ale niestety wszystkie ciuchy mam na półkach i tylko kilka wybrańców (biała koszula, szyfonowa spódnica, sukienka na imprezy itp) wisi w szafie więc u mnie się nie sprawdzi. i powtarzając któryś z komentarzy również proszę o zdjęcie Twojej szafy, bardzo mnie ciekawi jak to ona wygląda :))

    1. Izabela

      Pomyśl może o kolorowych samoprzylepnych karteczkach – takich, jakimi zaznacza się ważne fragmenty w podręcznikach :-)

  15. dorota

    Od dłuższego czasu inspirujesz mnie tymi wpisami i już wdrożyłam ten oczyszczający porządek w życie przy ostatniej przeprowadzce :) Co prawda trochę oszukuję, bo w domu rodziców cały czas leżą duże worki z nienoszonymi ubraniami, ale już nastąpił pierwszy postęp bo z worków “za małe o rozmiar”, “dużo za małe”, “małe swetry”, “za wąskie spodnie” itd. zrobiłam pudło “do oddania” i worek sentymentalny, a część ubrań do naprawienia/przerobienia faktycznie udało mi się przywrócić do stanu używalności. Jeszcze nie wiem, gdzie oddać te niepotrzebne ubrania – nasłuchawszy się o ludziach z caritasu rozkradających ubrania i innych tego typu historiach, trochę się uprzedziłam do takich organizacji. Najbardziej motywujące do porządków jest małe mieszkanie i mała szafa ;) teraz wszystko jest posegregowane kategoriami i przy tych ilościach ciężko czegoś nie zauważyć lub nie nosić.

    1. Style Digger Autor wpisu

      No właśnie z tym oddawaniem jest trochę problem, bo zdarza się że ubrania trafiają zupełnie nie tam gdzie powinny, np. w Afryce jest z tym spory problem. Dlatego im bardziej lokalnie, tym lepiej. Trzymam kciuki, no i dziękuję bardzo!

      1. Magda

        Joasiu, właśnie pomóż nam wskazać gdzie mamy oddać te niechciane ubrania. Ty masz to szczęście, że wiesz. Niestety ja nie mam pojęcia. Jak słyszę o takim rozkradaniu ubrań w cartasie to krew mnie zalewa. Na pewno wszyscy wiedzą, że te słynne budki z czerwonym krzyżem, stały element osiedlowego krajobrazu w Polsce, to w gruncie rzeczy oszustwo. Firma, która je stawia przebiera wrzucone tam ubrania – lepsze idą na sprzedaż i są dla nich źródłem zarobku, a dopiero niesprzedawalne badziewie trafia do potrzebujących. Pewnie, to lepsze niż wyrzucenie często dobrych ubrań do śmietnika, ale może istnieje jakaś lepsza alternatywa? I nie mam tu na myśli naprawdę fajnych ubrań, które możemy sprzedać, a nas są np. za małe lub fason jest nie dla nas.

        1. Aleksandra

          Warto znaleźć mniej zasobną finansowo rodzinę w której mają podobny do nas rozmiar i oddawać im ciuchy. Czasem takie osoby proszą o pomoc na grupach w stylu sprzedam/wymienię/oddam np. na fb czy jakichś forach. Poszukaj, na pewno się ktoś znajdzie.

        2. Kasia

          Ja na przykład, oprócz korzystania z kontenera, odnoszę czasami nienoszone ubrania do miejsca, gdzie mieści się u mnie w mieście łaźnia i kuchnia dla ubogich im. św. Brata Alberta (jestem z Bielska-Białej). Przyjmują bez problemu te ciuchy i potem rozdają. Myślę, że np. w Krakowie można by też spytać właśnie u Albertynek/Albertynów czy podobnych miejscach.

  16. Dominika

    Cześć! Ja nie zawiążę tych wstążeczek, bo wiem, że 3/4 będzie nie ruszone :) co jakis czas wyrzucam, bądź oddaję komuś jedną czy dwie rzeczy, ale ogólnie jestem chomikiem. Na wieszakach mam rzeczy (bluzki, bluzy), w których chodzę najczęściej, a na półkach mam takie po domu, w których nie chodzę lub które trzymam przez sentyment.
    Najbardziej lubię kupować w ciucholandach lub C&A.
    Pozdrawiam

  17. Sylwia

    Super post. Wczoraj dużo o tym czytałam, ale już wieczór itp. Ale teraz to już czas najwyższy. Biorę się do roboty. Dziękuję za motywację :D
    Pozdrawiam

  18. Anaberry

    Świetny post, jednak w moim przypadku nie wszystko się sprawdza. Największy problem to pozbywanie się nie noszonych rzeczy. Ponieważ trochę szyję, zdarza mi się nadawać ubraniom “nowe życie”, sięgając właśnie po rzeczy przez długi czas nieużywane. Przeglądam czasopisma, blogi, przyglądam się trendom, pojawia się inspiracja i myśl, że przecież “mam coś podobnego, wystarczy tylko skrócić / zwęzić / przefarbować / doszyć / odpruć itd. (niepotrzebne skreślić). Oczywiście, nie każda rzecz trafia ponownie w obieg i w tym właśnie tkwi problem.
    Porządek w szafie jednak lubię mieć. Rewolucję robię 2 razy w roku (związaną ze zmianą sezonów) i w międzyczasie porządeczek udaje mi się utrzymywać, ha :)
    Pozdrawiam

    1. Style Digger Autor wpisu

      Nigdy nie liczyłam, ale mam po prostu tylko rzeczy, w których chodzę, kilka par spodni, ze dwie czy trzy spódnice, parę sukienek – kiedy się przeprowadzałam, wszystko oprócz płaszczy zmieściło się w jednej walizce:)

  19. Karolina

    Świetny pomysł ze wstążeczkami :) Pierwszy raz też słyszę (czytam) o zasadzie jednej minuty. Jestem mistrzynią odkładania rzeczy na bliżej nieokreślone potem i ciekawi mnie czy dałabym radę chociaż z mniejszymi “zadaniami” uporać się od razu ;) Sprawdzę po Nowym Roku!

  20. Marta

    Moja szafa jest dość nietypowa, bo jest to duży regał z półkami. Oczywiście wszystko jest ‘na widoku’ i nie ma mowy o bałaganie, więc całkiem często muszę robić w niej porządki i pilnować aby wszystkie ubrania były równo poskładane. A dla takiej bałaganiary jak ja jest to naprawdę dużym wyzwaniem. No i mam też manię na punkcie segregowania wszystkiego wg kolorów :D. Muszę jednak wprowadzić podobne zasady, które tu opisałaś, bo w szafie mam jeszcze rzeczy sprzed kilku lat… z metkami:dd

  21. Caroline

    Jestem w połowie czytania Lekcji Madame Chic i właśnie jutro rano miałam zamiar totalnie przegrzebać moją szafę. A Twój post jak najbardziej mi w tym pomoże i – tak myślę – zmotywuje mnie do bardziej konkretnych działań. Dziękuję :)
    PS : Szczęśliwego Nowego Roku!

  22. Kameralna

    Generalne porządki w szafie już dawno zrobione, ale nadal tkwią tam rzeczy, z którymi bardzo ciężko się rozstać. Marzę o garderobie, która będzie spełniała moje wymagania, a nie są one wcale wygórowane.

  23. Ewa

    Ja mam ład w szafie i ubraniach opanowany. Nie mam skrupułów, jeśli czegoś nie zakłądam przez dłuższy czas- oddaję innyn.
    Aktualnie mam zapotrzebowanie na kilka zmian w stylu ubierania i zakup kilku nowych ubrań. Zaczęłam od porządnej kurtki z pierzem i butów. W styczniu prę dalej.

  24. Pam

    Staram się robić porządki w szafie co kilka miesięcy – lubię to :) Ale PRZENIGDY nie byłam w tym temacie tak perfekcyjna i utalentowana jak Ty! :D Nie uda mi się szybko przejść na podobny system, ale na pewno zaczerpnę od Ciebie kilka wskazówek. Największym problemem u mnie jest dość mała przestrzeń w szafie przeznaczona na wieszaki. Przez to nie mam szans wieszać każdego ubranka na jego prywatnym wieszaku. I tak stwarza się pewien chaosik…

    Tak, tak! Bardzo dobrym pomysłem byłby post z pomysłami na przechowywanie akcesoriów i biżuterii! Czekam z niecierpliwością.

    1. Style Digger Autor wpisu

      Haha, do perfekcji na pewno mi daleko, talentu też to specjalnego nie wymaga, tylko dobrego systemu! Są takie wieszaki, które można wieszać kaskadowo, albo można użyć do tego tych kawałków puszek, które służą do otwierania i można je łatwo oderwać, może to jest jakieś rozwiązanie?

  25. Aga

    Post świetny a pomysł ze wstążeczkami to strzał w dziesiątkę:) Jednego mi tutaj brakuje tekst jest ale chociaż kilka zdjęć z Twojej szafy tak by czytelnik czytał ale i widział. Pozdrawiam i wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

    1. Style Digger Autor wpisu

      Dzięki Aga! Moja obecna szafa jest trochę ukryta we wnęce w dość wąskim przedpokoju, więc mogłoby być ciężko, jak kiedyś trafię na bardziej fotogeniczne szafo-warunki, to może coś się pojawi. Wszystkiego dobrego!

      1. Aga

        Domyśliłam się ale nie mam na myśli tutaj szafy jako przedmiotu tylko np zdjęcie jednego wieszaka, na którym masz ubranie i wstążeczkę o której napisałaś. Zdjęcie po prostu odzwierciedla to co robimy, piszemy i dodaje uroku. Wiele dziewczyn,które tutaj zaglądają na pewno by się ucieszyły z takiego zdjęcia, a co za tym idzie bardziej motywuje to do działania a pomysły na prawdę masz genialne! Zaskoczyłaś mnie zarówno wstążeczkami (nie pomyślałabym,że takie coś można zrobić i się sprawdzi) jak i 60- sekundami:) Czytając o płaszczu na fotelu pomyślałam,że dokładnie tak samo ja robię, a czas poświęcony na położenie płaszcza na fotel można wykorzystać na powieszenie na wieszak. Jak dla mnie to oszczędność czasu. Za pomysły dziękuję, bo masz na prawdę ciekawe, proste jak i skuteczne:) Za życzenia dziękuję Ci bardzo. Pozdrawiam serdecznie :)

        1. Zelmyra

          Może się uda, że kiedyś robiąc porządki cykniesz fotkę góry ubrań jak będzie na etapie “wywalenia na środek pokoju” ;) Też jestem ciekawa ile masz tych ubrań…

          U mnie z porządkami w szafie jest szczególnie taki problem: masa ciuchów “piękne, mój skarb, muszę zacząć to nosić, tylko nie mam z czym/gdzie”. Uważam że te ubrania są piękne/w moim stylu/świetnej jakości, to takie “zdobycze”, ale jak przychodzi do ubierania się rano, to wrzucam standardowe dżinsy i odwieczny sweter, a nie sięgam po tamte “super” ciuchy… i co z tym zrobić?

  26. Martyna

    Wiosną robiłam porządki w szafie, ale obecnie znów jest przepełniona, choć nie przypominam sobie szalonych zakupów … czas wprowadzić twoje rady i znów spojrzeć na szafę(y) krytycznym okiem :)

  27. Mania Grzybek

    Porządki w garderobie robię regularnie, według własnego systemu, który ma jednak wiele punktów z Twoim. Treściwy, wartościowy post. Dzięki za podjęcie tematu :)

  28. Karolina

    U mnie dbanie o porządek w ciuchach bardzo pomógł zakup dużej szafy garderobianej dwa lata temu: dwa rzędy do wieszania oraz dużo półek, które pozwalają mi na sortowanie – osobno swetry, osobno spodnie, osobno bluzki itd. Jest to dla mnie niesamowicie praktyczne i unikam dzięki temu gromadzenia góry ciuchów na krześle. Oczywiście przez ten zakup miałam ostrą selekcję w ubraniach – te nienoszone wywaliłam albo oddałam komuś komu pasowały. Zauważyłam też przy tej zmianie szafy, że kiedy ją otwieram z rana przed pracą widzę wyraźnie gdzie i co leży/wisi i dzięki temu nie tracę czasu na szukanie konkretnej rzeczy ;) Jedna zmiana a ile może dać.

  29. Moo

    A co zrobić z kimś kto nie umie nic wyrzucić ?
    Niestety tak mam i gdyby nie porządki mojej mamy która już pół moich rzeczy wyrzuciła -do tej pory wiem co i oczywiście żałuje twierdząc,że podobało mi się to, a leżało w pudle na strychu tylko dlatego,że nie miałam na to miejsca ;-) ??

    1. kkk

      witaj w klubie, ja tez tak mam i wiem jaki to “bol”. na szczescie u mnie nikt nie pozwolilby sobie na decydowanie o moich rzeczach bo rozpetalabym istna wojne, niezaleznie od tego co ktos by wyrzucil z moich prywatnych rzeczy. ja wprowadzilam sobie zasade, do poki mieszcze sie w swoim pokoju to moge trzymac wszystko na co mam ochote, jednak jesli skladowiska zaczna wychodzic poza pokoj albo nawet poza szafe to trzeba dac cos do odstrzału. zapomnij wiec o strychu czy przedpokoju, skup sie na swoim wlasnym pomieszczeniu i jego pilnuj bo przez to wynoszenie na strych mozesz pewnego dnia stracic jakis niezly okaz, ktory chwilowo wydawal ci sie nieciekawy :) powodzenia.

  30. kkk

    ja poki co w kwestii przejscia z ilosci na jakosc to przestawilam sie w galanterii :) teraz w gre wchodzi jedynie skora,ewentualnie material ale nie ma juz mowy o eko skorze :) nie wyglada ona ladnie ani nie jest trwala, skora zas zmienia charakter danej rzeczy w szlachetna. co prawda w wiekszosci przypadkow zaopatruje sie w second handach ale i tam udalo mi sie zakupic nowiutkie skorzane-zamszowe saszki, dobrej angielskiej firmy za smieszne 10 zl gdzie w internecie kosztuja prawie 300, 2 skorzane małe listonoszki w tym 1 z zamszu, 2 paski, portmonetke. zdecydowanie przy tych zmianach pozostane:) aha no i staram sie nie kupowac swetrow z akrylu a z dodatkiem (co najmniej) wełny, moheru, jedwabiu itp i poki co udalo mi sie zakupic 5 swietnych sweterkow w tym 2 robione recznie a 1 z nich to prawdziwe dzielo sztuki. i powiem tylko tyle, ze po tych swetrach w ogole nie widac stanu uzywania, kupilam je wyglądające jak nowki i wciaz tak wygladaja. tylko niestety takie nabytki trudno jest prac i moja rodzicielka 1 juz mi sfilcowala i skurczyla :( plukala w za zimnej wodzie :(:( byl to 100% welny :(

  31. Niegłupia Panienka

    Takie porządki czekają i mnie. Do niedawna byłam maniakalnym zakupoholikiem, ale można powiedzieć że zwalczyłam to w sobie. Okazuje się jednak że to dopiero połowa sukcesu, bo teraz mam całą garderobę niepasujących do siebie ubrań i w efekcie mimo że panuje tam wielki ścisk, to nie mam co na siebie włożyć. A najbardziej obawiam się właśnie pudełka mięczaka… ;)
    Z pozdrowieniami!

  32. Sara

    Pomysł z wiązaniem wstążeczek jest ciekawy, ale u mnie niestety by nie wypalił, bo znaczną część ubrań mam nie na wieszakach, lecz w szafie na półkach… A jakbym np. próbowała przywiązywać do metek, to obawiam się, że mogłabym zapomnieć o odwiązaniu przed założeniem i w ciągu dnia inni mogliby obserwować urocze kokardki wystające z dekoltu, hahah :) Od dziecka marzy mi się wielka szafa, w której wszystkie moje ubrania mogłabym mieć na wieszakach, może w końcu się dorobię takiej :)
    Pozdrawiam

  33. Pingback: Zorganizuj się: jak pozbyć się ubrań, których nie nosisz, ale nie o tym nie wiesz? |

  34. Kasia

    Swietny post i jestem pewna ze te rady sa bardzo dobre, bo wiem jak lekko sie czulam, gdy w wakacje zrobilam czystke w swojej szafie. Tylko mam inny problem, po prostu szkoda mi pewnych rzeczy wyrzucac. Lub czekaja az schudne… Sa to jakies absolutne (moim zdaniem) perelki i leza, leza trwa to latami. Zalegaja, piekne w dobrym stanie, zlozone w kosteczke, ale nie noszone. Po prostu mi szkoda tego wywalic. Poradzicie cos na to??

  35. Modini

    Bardzo ciekawy artykuł. Ja zawsze przed sezonem robię selekcję ubrań. Część z nich, które mam zamiar wyrzucić chowam do innej szafy, gdzie zaglądam dopiero po roku. Metoda wprawdzie wymaga sporo miejsca, ale udało mi się tak już uratować parę ubrań przed wyrzuceniem.

  36. Aga

    Ja od bardzo długiego czasu (około roku) próbuję zrobić porządek w szafie. Niestety mam gen “przydasia”. Strasznie ciężko jest mi zadecydować o rzeczach, które chcę usunąć z szafy, a jeśli już je usunę to wynoszę te rzeczy na strych z myślą, że przecież niedługo wystawię je na allegro, co tak na prawdę nigdy się nie dzieje, bo jak pomyślę o obfotografowaniu tych rzeczy to robi mi się nie dobrze… I tak w kółko. Moją drugą słabością są lumpeksy i wyprzedaże. Chociaż tutaj muszę się przyznać, że itak już dojrzałam do rozsądnego kupowania. Ale według mnie moja szafa wciąż jest zbyt obszerna. Czy mogłabyś udzielić wskazówek w jaki sposób wybierać ubrania, aby było ich jak najmniej a kombinacji jak najwięcej? Cały czas próbuję pójść w klasykę, ale niestety jestem zbyt wielką sroką (wzory i kolory bardzo przyciągają moją uwagę). Poza tym skąd pochodzi zdjęcie u góry? Bardzo ładne rzeczy… Aga

  37. Unusual Agnes

    U mnie wiosenne porządki odbyły się już 2 razy od początku roku, haha ;) Wynikało to z efektywnych polowań w ciucholandach i na wyprzedażach. Od razu selekcja była łatwiejsza, a moja szafa aż zachęca mnie do wybierania kolejnych stylizacji :)

    Zapraszam do siebie,

  38. Pingback: Kilka sposobów na zrobienie porzadku w przepełnionej szafie z ubraniami |

  39. Justyna

    Ja jestem na etapie: nie umiem się ubrać, mam za duzo rzeczy, których w ogóle nie nosze, ale ich nie wyrzucę, nie wiem co z czym połaćzyć. Czyli na samiutkim początku trudnej drogi. Twój post na pewno mi dużo ułatwił, dziękuję! :)

  40. Iza

    Świetne rozwiązanie, muszę koniecznie zrobić tak u siebie. Bo ja mam w szafie wszystko, prawie pęka w szwach, a nigdy nie mam w co się ubrać :P

  41. Ania

    To jest sposób. Będę spróbowała, czy u mnie zadziała. Bo moja szafa pęka w szwach, a jak przychodzi co do czego, to ja nie mam się w co ubrać.

  42. zunia

    Moim problemem jest to, że jestem niezwykle sentymentalna. Mam w szafie kiecki w rozmiarze 32-34, w które za Chiny się już nie zmieszczę, jednak uparcie je trzymam – nie wiem po co. I tak oto wiecznie brakuje nam miejsca :)

  43. Ola

    Co zrobić z ciuchami z selekcji? No oczywiście można je sprzedać czy coś w tym rodzaju… albo można zwołać koleżanki, które też zrobiły przegląd szafy i zrobić wymiankę ciuchową przy dobrym winie i muzyce. Dobra zabawa gwarantowana! Ja tak robię z moimi kumpelami :)

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *