Hatifnaty #4

Dziś kolejna porcja Hatifnatów na pierwszy grudniowy wieczór. Dziękuję Wam bardzo za Wasze odkrycia w komentarzach, dotarłam do mnóstwa świetnych zakątków Internetu, a jeden przykuł moją uwagę szczególnie – piszę o nim w ostatnim punkcie. I z niecierpliwością czekam na nowe polecenia!

3, 2, 1, jedziemy:

47 comments

+ Napisz odpowiedź
    1. Style Digger Autor wpisu

      Muminków się nie oglądało!!! To były takie białe stwory, które pływały na jesień łódkami po morzu, było ich dużo i były elektryzujące, więc skojarzyło mi się, kiedy potrzebowałam nazwy cyklu:)

        1. Małgosia

          Będą, będą. Nie wiem, w jakim wieku masz córkę, ale na początek polecam “Opowiadania z Doliny Muminków”. Krótsze, zamknięte historie często są łatwiejsze do ogarnięcia. Z dzieciństwa najlepiej pamiętam właśnie przygody Tatusia Muminka i opowiadania. No i Lato (pływający teatr!!!), ale to raczej ze słuchowiska. Wtedy jeszcze na winylu, ale widziałam wydanie na CD.

          1. vintage-mania-dressingupeasier.blogspot.com

            5,5, taak, wiem , że zaczęłam troche od końca, ale weźmiemy się też za te bardziej przystępne części:) Cieszę, sie że jeszcze tyle dobrego do nadrobienia:) na nowo też odkrywam Doktora Dolittle, potem będzie Alicja w krainie czarów, Ania z Zielonego Wzgórza znów, super!:)

      1. Małgosia

        I wyrastały z nasion, a internet i blogosfera też tak trochę działa :)

        Lubię tę tabelkę o pracy za darmo. Jest zabawna, ale bardzo… rozsądna, a tego potrzeba przy podejmowaniu takich decyzji. Wiele osób zarzeka się, że nie będą pracować za darmo… A jak przychodzi co do czego, ulegają. Z kolei różne grupy zawodowe – np z mojego podwórka, fotografowie – reprezentują postawę wszystko albo nic. Albo jesteś z nami (i nie pracujesz za darmo, kropka) albo przeciwko nam. A przecież łączy się to w dużym stopniu z tym, czy robilibyśmy to, co robimy, bez względu na finanse. Co, notabene, wcale nie jest takie różowe. Wiem, bo od zawsze realizuję takie romantyczne podejście do kariery… i cóż, długa historia :P

      2. s.

        O nie, te stwory były przerażające! Mam w pamięci taką scenę, jak jest burza a one otaczają któregoś z Muminków i on nie może uciec! Chyba żaden horror nie zrobił na mnie takiego wrażenia.

    2. a

      ja też nie wiedziałam co to znaczy i omijałam te posty, bo nic mi to nie mówiło, teraz wszystko jasne, więc trzeba nadrobić:)

  1. Angie

    Na przyklejone na amen metki dobre jest też zwykłe masło – tzn. trzeba posmarować masłem i zostawić na dobrych parę godzin. Uwaga: żadne margaryny czy inne oleje nie działają.
    O dmuchaniu suszarką jeszcze nie słyszałam, ale wypróbuję :)

  2. asiaya

    Ten wywiad z Januszem Kaniewskim jest – jak dla mnie – dosyć przygnębiający. Agresywny, arogancki design plus nieetyczne zagrywki firm (podwyższanie kosztów produktu, świadome ograniczenie funkcjonalności telefonu) – jeśli tak ma wyglądać wzornictwo przyszłości, to ja dziękuję. Przeczytałam kilka dni temu komentarz do tego wywiadu ( http://www.krytykapolityczna.pl/felietony/20131125/ferrari-2016-roku ) i niestety muszę przyznać, że dużo w nim racji. Że już nie wspomnę o irytującym traktowaniu kobiet per “laska”. Że tak zapytam w języku artysty: “Czym tu się jarać?”

    1. Style Digger Autor wpisu

      Jasne, rozumiem. Dla mnie był przede wszystkim ciekawy ze względu na wątki o tworzeniu i o przyszłych trendach. Takie zagrywki marek warto znać i warto o nich czytać – ciągle mam zapisany do obejrzenia jakiś film o żarówkach, który dużo ponoć opowiada o tej kwestii.

      1. asiaya

        O tak! Zdecydowanie należy się uświadamiać w temacie, a Kaniewski zdradza zaskakująco dużo kulisów tego biznesu. Ja nawet nie mam do niego pretensji, myślę, że on sam jest produktem pewnej epoki – wychowany w PRL, gdzie sukces na skalę światową nie był możliwy, z wielką determinacją podążający za realizacją swojej wizji, którą umożliwiają tylko duże pieniądze wydawane lekką ręką – stracił chyba szerszą perspektywę z pola widzenia .
        “The Light Bulb Conspiracy”, jeśli ten masz na myśli, jest bardzo dobry i przy okazji – sam Kaniewski jeździ 25 – letnim samochodem. To musi o czymś świadczyć :)

  3. Rosa

    Uwielbiam Cię czytać i zawsze wszystko co pokazujesz bardzo mnie inspiruje. Świetne linki. Ale denerwuje mnie jedna rzecz (może tylko mnie), niewygodnie czyta się takie posty gdy linki nie otwierają się w nowych kartach. Już podczas czytania chce sobie kilka otworzyć i zawsze myślę, że otworzy się w nowej karcie. Dzięki temu muszę wracać na Twojego bloga ponownie, dopiero po paru razach pamiętam, by samodzielnie otworzyć w nowej karcie.

    1. pati

      kurcze czy wam tak trudno jest kliknac prawym guzikiem myszki/touch pada i dac: otworz w nowym oknie/karcie????? robicie problem z niczego :/

  4. Maddka

    A propos 8 rzeczy bez których można żyć.

    Książki?
    Nie, nie.

    Nie, nie. No nie można.
    Nie wiem jak to wyjaśnić.

    1. Style Digger Autor wpisu

      Maddka, a doczytałaś ten punkt? Autor radzi, żeby pozbyć się książek, które nie mają dla nas specjalnej wartości i których nie planujemy w najbliższym czasie przeczytać – moi rodzice mają takich trzy ogromne półki, są tam jakieś kompletnie nieaktualne poradniki, encyklopedie, albo powieści do których nikt nigdy nie zajrzy, cały ten bałagan wypada na mnie za każdym razem jak otwieram drzwiczki, niczego się nie da znaleźć. To nie jest szczególnie komfortowa sytuacja i mam nadzieję, że wylecą przy jakimś remoncie czy redekoracji pokoju. Ja właśnie czekam na Kindla i mimo że absolutnie nie planuję zupełne porzucić papierowych książek, są takie które chce mieć na półce, bo np. są pięknie wydane, to cieszę się że są sposoby by książkę przeczytać bez konieczności jej trzymania przez następne 30 lat.

      1. justynides

        Wpadło mi do głowy, by się przeprowadzić w jakieś nowe miejsce i wpadłam w popłoch, bo mam wiele, wiele rzeczy, które muszę ze sobą zabrać. Postanowiłam pozbyć się części z nich, na pierwszy ogień poszły właśnie książki.

        Kocham papierowe egzemplarze, ale przez kilka lat zgromadziłam ich strasznie dużo, tak dużo, że i tak nie mam ich czasu czytać. Postanowiłam zostawić sobie 10 ulubionych a reszty się pozbyć. Jeżeli mnie najdzie ochota na jakiś konkretny tytuł bez problemu można przecież wypożyczyć z biblioteki lub od znajomych lub szybko nabyć.

        Do tej pory byłam zagorzałą zwolenniczką posiadania sterty książek – dla samego faktu ich posiadania – ale teraz zupełnie mi się to przewartościowało.

      2. Marrtie

        Ja się bez książek papierowych nie mogę obyć. Książki Wydawnictwa Czarne muszę mieć w wersji papierowej i zawsze do nich wracam. Staram się świadomie budować swoją biblioteczkę i nie zaśmiecać jej pozycjami na jedno przeczytanie i dlatego… Kindle jest doskonały i kocham go miłością wielką. Wszelkiego rodzaju kryminały i książki na jeden raz czytam właśnie na nim. O ile prostsze dzięki niemu stały się dalsze podróże :D

      3. pati

        a ja powiem, ze mieszkajac w miescie wrecz glupota jest kupowanie ksiazek :P chodzi mi oczywiscie o np wszelkiego rodzaju powiesci, bo nie oszukujmy sie ale ksiazek do przeczytania jest tyle, ze istnieje male prawdopodobienstwo, ze po te sama ksiazke siegniemy po raz drugi, nie mowiac juz o kolejnych razach. ja mieszkam w dosc malym miescie ale i tu pod nosem mam 2 biblioteki dosc dobrze zaopatrzone, i 2 polozone dalej, nowosci sie pojawiaja, wiadomo, ze sa oblegane z poczatku ale przeciez nie trzeba kazdej nowosci czytac w dniu premiery. dla mnie kolekcjonowanie tego typu ksiazek to zwyczajne wywalanie kasy i zagracanie domu. inaczej sprawa miewa sie z roznego rodzaju albumami, przewodnikami, poradnikami itp do ktorych siega sie przy wielu okazjach. kiedys na forum bodajze lubimy czytac trafilam na watek: czy warto kupowac ksiazki, wiekszosc zapalonych czytaczy twierdzilo, ze tak, oczywiscie wiele z tych osob ma takie zbiory, ze nie maja juz miejsca na ich skladowanie, kupuja, wypozyczaja, pozyczaja i takim sposobem maja w domu wiele nieprzeczytanych pozycji. mam kolezanke, ktora kupuje niemalze kazda pozycje ktora przeczytala wypozyczajac z biblioteki, no nie wiem jaki jest tego sens? co prawda ktos musi ksiazki kupywac aby pisanie mialo racje bytu ale zpunktu widzenia posiadania kolejnych woluminow osobiscie sensu nie widze. no ale chyba kazdy ma jakiegos fiola i cos zbiera/gromadzi. ciekawi mnie styledigger co ty zbierasz?:)

    2. ana

      po przejrzeniu linka z 8 rzeczami spodziewałam się takich komentarzy na temat książek:) otóż zapewniam cię, że można cieszyć się lekturą bez modlenia się do kilkudziesięciu zszytych kartek papieru. liczy się TREŚĆ książki! tekst na ekranie kindle’a czyta się równie wygodnie, jak na papierze (ja osobiście czytam bardzo dużo i głównie na ekranie laptopa, ale rozumiem, że to już może być niewygodne). wartość intelektualna pozostaje ta sama, niezależnie od nośnika.

  5. Ania

    Świetne rzeczy znalazłaś! :) Ja dziś wygrzebałam przepiękny film – sneak peek ślubny Ann – Marie: http://annmarieloves.com/2013/11/26/one-month-in/#.UpulxtL3H-Z który na pewno umieszczę u siebie w inspiracjach grudnia. :D Jak go oglądałam to od razu pomyślałam o Tobie, taki Twój hobbitowo – wędrowniczy (tak określiłabym Twój styl haha, oczywiście nie mam tu na celu Cię obrażać, to komplement! :)) klimat!

  6. Pączek

    Oj jak mi miło:) Nie mogę się doczekać kolejnego postu “slow beauty” :) W tym tygodniu mam tylko odkrycie osobiste (czy to podpada pod kategorię “osobisty hatifnat” ?), dotyczące właśnie “beauty”. Parę lat temu postanowiłam naprawdę zadbać o swoją cerę, zaczęłam śledzić wiele blogów urodowych i wprowadzać w życie przeczytane wskazówki. Ostatnio dokonałam podsumowania – niestety, moja cera wcale nie wygląda lepiej. Ba – wygląda nawet gorzej! Tak jak o tym myślę, to po drodze straciłam z oczu potrzeby mojej skóry, zgubiłam się w tych wszystkich “należy”, “absolutnie nie wolno”, “absolutny hit”, “wypróbuj”. Najpierw – boom na naturalne kosmetyki. Ale okazało się, że wiele mnie uczula i zapycha. Niektóre są cudowne, inne – nie dla mnie. Wróciłam do części kosmetyków “chemicznych” . Potem – ściereczka muślinowa. Gdzie tam! Fakt – cudownie oczyszcza cerę, ale również podrażnia moją buzię skłonną do naczynek. No ale Caroline uważa ją jako “must have” a za nią dziesiątki innych blogerek, trudno ją tak po prostu odstawić. To samo z tonerem…. za radą Caroline podwójne oczyszczanie buzi, toner, serum, nawilżacz. Ale moja buzia po tonerze (wypróbowałam wiele delikatnych, bez alkoholu itd) wygląda gorzej. Ale znów – może mi się tak wydaje? Skoro to taki “must”….? Teraz jestem na etapie szukania czegoś dla siebie mądrze. Patrzę na moją skórę, co jej służy, co muszę odstawić. Czytam Caroline i wiele innych cudownych blogerek, ale podchodzę do tego z głową. Chyba czas abym wróciła do najprostszej pielęgnacji.

  7. Dominika

    Asia, jesteś wielka! A Hatifnaty zaczynają być moim ulubionym działem w Twoim blogu (chociaż inne też lubię i to bardzo:)
    Śródziemie zauroczyło mnie całkowicie, podkradłam na facebooka, niech się znajomi ucieszą :D
    a dla Ciebie, piosenka- poprawiacz humoru. Nie wiem jak to działa, ale jak jej słucham to od razu chce się coś robić :)
    http://www.youtube.com/watch?v=VUblLkU53uQ

    pozdrawiam Dominika

  8. nenneke

    Bardzo fajny cykl, czytam regularnie. Przyznaję, że czytam chętniej Twojego bloga odkąd stał się mnie szafiarski, a bardziej lifestylowy. Pozdrawiam!

  9. U.

    Znowu poszłam przez Ciebie późno spać ;). Wszelkie teksty o produktywności i motywacji bardzo mnie ostatnio irytują. Ten zamieszczony przez Ciebie o sile systematycznej pracy nawet mnie odrobinę wzruszył. Jakiś jest taki bardziej dla ludzi :)

    Zastanawiam się ostatnio nad zupełną “restrukturyzacją” szafy i czytam całe mnóstwo tekstów o tzw. capsule wardrobes. Przypadkiem wpadłam na blog, który gorąco polecam: http://into-mind.com/ . Oprócz tego, że zawiera dużo ciekawie podanych informacji i inspiruje (zamiast egzorcyzmować), jest też po prostu bardzo przyjemny dla oka.
    Pozdrawiam,
    U.

    1. Style Digger Autor wpisu

      Nooo, ile można, też już mam straszny przesyt tych samorozwojowych tekstów, tym bardziej, że w większości są o tym samym i ciężko trafić na coś naprawdę świeżego. Into Mind znam jak najbardziej, dziękuję!

  10. jagoda

    przecież w tytule posta jest czyjego autorstwa są zdjęcia polski i ameryki :) ameryka – john vachon, polska – bruno barbey z grupy magnum :)

  11. Ania

    8 rzeczy, bez których przeżyjemy – BARDZO inspirujące! Kiedyś wydawało mi się niemożliwe pozbycie jakichkolwiek książek czy “pudełka wspomnień”, a jakiś czas temu zaniosłam wielkie torbiszcze książek do antykwariatu. Nie pamiętam nawet co to były za książki, nie brakuje mi ich. Pudełko pełne różnych pierdółek zaczęłam przeglądać i po 5 minutach po prostu wyrzuciłam zawartość do kosza. Wcześniej myślałam, że będzie mi przykro, teraz wiem, że była to tylko kolejna rzecz zbierająca kurz; nie zaglądałam tam nigdy, wszytkie wspomnienia są w głowie.

    Lindsay ma rację, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Mam ochotę się “ograniczać” w innych dziedzinach – chociaż tak naprawdę wcale nie uważam tego za ograniczanie, przeciwnie, jest coś wyzwalającego w poczuciu, że tak naprawdę zupełnie nie potrzebuję kolejnych butów czy lakieru do paznokci. Chyba najlepiej określić to jako “upraszczanie” życia. Przyznam szczerze, że i Twoje posty mnie do tego zainspirowały. Niedawno sama założyłam bloga i teraz zamierzam to “upraszczanie” dokumentować.

    Pozdrawiam!

    1. pati

      dziewczyny a ja mam dobra rade, jako, ze sama tez wyzbywalam sie wielu niepotrzebnych mi rzeczy. nie wywalajcie ich! wystawcie na aukcji! dla was sa to rzeczy niepotrzebne ale inni moga je np zbierac badz poszukiwac od dawna.powaznie, nie macie pojecia jakie rzeczy ludzie kupuja. ja tak wlasnie zrobilam i bylam zaskoczona zainteresowaniem. zamiast powiekszania wysypiska smieci, zarobilam kilka stowek i mam swiadomosc, ze moje rzeczy cieszą kogos innego. i robie tak za kazdym razem gdy uznam, ze cos jest mi juz niepotrzebne (nie mowie tu oczywiscie o jakims złomie czy smieciach). licytacja od 1 czy 2 zl jest najlepsza a i wy nie stracicie a ewentualnie wyjdziecie na 0. np swoje ksiazki z wczesnego i pozniejszego dziecinstwa (stan db lub bdb) posprzedawalam od 5 do 10 zl za sztuke, troche historyjek z gum turbo i donalda, zbierane w podstawowce kartki z kolorowych notesow :) i najlepiej nie skladujcie i nie czekajcie na pozniej tylko majac kilka rzeczy od razu wystawcie, same mozecie sie zdziwic zainteresowaniem :) a niepotrzebne ubrania jesli ktos nie wie co z nimi zrobic to polecam wystawic na stronki typu oddam za darmo albo rowniez wystawic na aukcje ale w calym zestawie wtedy wieksze prawdopodobienstwo, ze ktos kupi, duzo ubran za mala kwote, zawsze lepiej pozbyc sie w ten sposob niz wrzucac do kontenerow, ktore od dawna naleza do prywatnych firm i ląduja w lumpeksach.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *