Na lepsze okazje

slow fashion

Kiedy byłam mała, miałam cały zestaw ubrań przeznaczonych na lepsze okazje. Sukienka w kwiatki z białym kołnierzykiem i biały słomkowy kapelusz z paskiem z tego samego kwiecistego materiału, rozkloszowany granatowy płaszczyk, znów z kapeluszem w komplecie, brązowy wełniany sweterek z paskiem a’la Robin Hood – wszystkie czekały na czyjeś urodziny, jakieś święta, ewentualnie wyjazd do Krakowa z karmieniem gołębi na Rynku jako główną atrakcją (brr!).

Z jednej strony jestem w stanie stosowanie takiego systemu u dziecka zrozumieć – oszczędzanie szczególnie ładnych ubrań na wyjątkowe okazje mogło choć trochę uchronić je przed zafarbowaniem na niebiesko garścią jagód czy rozdarciem na płocie. Z drugiej strony, w związku z tym że okazji nie było aż tak wiele, a ja wyrastałam z nich szybko, czasem zdążyłam założyć daną rzecz zaledwie kilka razy.

Czytaj dalej

Dzień dobry, cześć!

Style Digger

3…2..1…bum! Po pięciu latach blogowania postanowiłam zrobić sobie prezent urodzinowy i uciec z Blogspota na własną domenę. Co prawda z pięciu lat zrobiło się pięć i pół (jest to więc prezent śródurodzinowy), bo nie miałam szczęścia do doboru ekip remontowych i już zaczynałam myśleć, że nad całym przedsięwzięciem wisi jakieś fatum, kiedy trafiłam na Mujsho.

Czytaj dalej

Summer solutions

Summer solutions

W upalno-letnich okolicznościach nie inspirują mnie też wystrzałowo-odpicowane stroje innych, choćby nie wiem jak dopracowane. Kiedy widzę je na blogach, wydają mi się mało użytkowe (choć zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszyscy są takimi leniami jak ja), na ulicy, choć zdarzają się dużo rzadziej, sprawiają na mnie wrażenie “starania się za bardzo”. Nie mówię, że jakieś rozwiązania są lepsze od innych – botki na platformie i gorsety w upale to po prostu nie moja bajka i wiem, że nie umiałabym wyglądać i czuć się w nich sensownie. Już dawno się nauczyłam dość oczywistej prawdy, że jeżeli nie czujemy się w czymś w stu procentach sobą, to może i możemy ładnie wyjść w tym na zdjęciu, ale na żywo nie będzie działać – a  o to przecież chodzi. Czytaj dalej

Studia w UK

Studying in the UK

Dzisiaj chciałam poruszyć temat, o który często mnie pytacie – jak wygląda studiowanie w Anglii i czym się różni od studiów w Polsce. Od razu chciałabym zaznaczyć ze moje porównanie dotyczy głównie studiów magisterskich, bo tylko tych miałam okazję doświadczyć i w Anglii i, przelotnie, w Polsce i o studiach licencjackich w Anglii wiem niewiele. Czytaj dalej

Famous yellow raincoat

Famous yellow raincoat

Obiecałam jakiś czas temu przygotować posta o rzeczach, które bardzo chciałabym mieć w swojej szafie, a których wciąż nie udaje mi się znaleźć. A może raczej: nie udaje mi się trafić na te idealne egzemplarze, które sobie wymarzyłam. Na czele tej listy, ochrzczonej roboczo “kiedyś cię znajdę”, znajdował się żółty płaszcz przeciwdeszczowy. Szukałam go bez większych sukcesów jakieś dwa lata – a mówię tu tylko o aktywnym szukaniu, bo chodził mi po głowie odkąd wyrosłam z niemal identycznego żółtego sztormiaka, który dostałam przed swoim pierwszym rejsem na Mazurach, jakieś osiemnaście lat temu. Dwa razy robiłam podejście do płaszczyka z Petit Bateau, doszłam jednak do wniosku że to bardziej miejska wariacja na temat deszczowej klasyki niż prawdziwy sztormiak, poza tym był bardzo krótki. Czytaj dalej