Zasady rozsądnych zakupów

Jakiś czas temu Galeria Krakowska zaprosiła mnie na zakupy. Wzięłam więc ze sobą dwójkę znajomych- Laurę i Falco, i spędziliśmy kilka godzin wybierając ubrania, książki i sprzęt sportowy, przy okazji rozmawiając o naszych zakupowych metodach i przyzwyczajeniach. Postanowiłam swoje wnioski spisać i uporządkować, żeby służyły mi w razie potrzeby i może jeszcze przy okazji przydały się komuś innemu. Ciekawa jestem Waszego podejścia? Macie jakieś własne reguły czy może idziecie na żywioł i nie tracicie czasu na zbędne rozważania?

 

 

1. Na zakupy zawsze chodzę po coś. Jakiś czas temu odkryłam geniusz list. Co sezon spisuję rzeczy, które chciałabym kupić (staram się, żeby nie było to więcej niż 5-6 elementów), szukam odpowiednich kandydatów w kolekcjach ulubionych marek (najczęściej przeszukuję Internet, bo nie chce mi się łazić po sklepach- przywilej oglądania na żywo zostawiam dla ścisłej czołówki), w międzyczasie odkładam listę na kilka tygodni do szuflady, żeby przekonać się że ta czy inna pozycja nie była tylko chwilową zachcianką. Oczywiście, trudno mówić o kupowaniu wyłącznie takich ubrań, których naprawdę potrzebujemy- w ten sposób nasza garderoba ograniczałaby się do kilku elementów, a jak już pisałam w ostatnim poście z cyklu, nie chodzi mi absolutnie o życie w ascezie. Z drugiej strony pamiętam czasy, mniej więcej okres wmiaręwczesnoszkolny, kiedy mogłam zapytać mamę: „gdzie są moje sandały?” albo „gdzie moja zimowa kurtka?” i było wiadomo, o co chodzi. Miałam jedną parę sandałów i jedną, porządną, narciarską kurtkę na zimę, bo więcej nie było mi potrzebne. W każdym razie, planowanie zakupów z listą było dla mnie milowym krokiem w kierunku garderoby idealnej i pozwoliło raz na zawsze uwolnić się od sytuacji typu „akurat mam przypływ gotówki, to przejdę się po sklepach zobaczyć, czy nie ma czegoś fajnego”, skutkujących nieprzemyślanymi zakupami bez ładu i składu.

2. Nie daję się wkręcić w machinę dzikiego komsumpcjonizmu. Kilka lat prowadzenia bloga o modzie i czytania czy oglądania innych blogów skutecznie uświadomiło mi, że wcale nie potrzebuję cotygodniowych zakupów. Nie potrzebuję nawet tych comiesięcznych. Dużo większą frajdę sprawia mi posiadanie niewielkiej ilości ukochanych ubrań, które pobudzają moją kreatywność i chęci do kombinowania, niż szafy przytłaczającej mnie ilością przypadkowych szmatek. Zakupowy rozsądek i czyszczenie szafy pozwoliły mi wyjść z ubraniowego kryzysu- znowu chce mi się przeglądać pokazy, magazyny, szukać dziwacznych dodatków, które wymyśliłam sobie jako uzupełnienie jesiennej garderoby. Prowadzenie bloga naprawdę nie zobowiązuje nas do pokazywania coraz to nowszych i nowszych ubrań. Warto też pamiętać, że żeby “interesować się modą”, nie musimy jej całej wykupić.

3. Pułapka „10. rzeczy, które musisz mieć w swojej szafie”. Jak ognia unikam narzucanych przez magazyny list „obowiązkowych elementów garderoby”, mówiących nam że nie możemy istnieć bez żakietu a’la Chanel czy białego t-shirtu. Jestem zwolenniczką subiektywnego tworzenia listy podstaw garderoby- musimy pamiętać o tym, że nasze ubrania mają służyć nam i naszemu stylowi życia. Jako studentce, i do tego miłośniczce włóczykijowatych klimatów, do niczego nie są mi potrzebne klasyczne czarne szpilki czy eleganckie spodnie w kancik. Za to na bieżąco uzupełniam swoją szafę w koszule w męskim stylu, pasiaste bluzki z długim rękawem, czarne dżinsy rurki. Paradoksalnie, znalezenie ideałów z tej kategorii wymaga najwięcej wysiłku- prostota formy bezlitośnie obnaża błędy w kroju i słabą jakość.

 

      4. Stawiam granice. Warto stworzyć sobie zakupowe zasady, których będziemy się trzymać, dążąc do osiągnięcia garderoby idealnej (mam wrażenie, że zaczynam brzmieć jak naganiacz do sekty). Jedną z moich własnych zasad jest zakaz kupowania czegokolwiek ze sztucznej skóry, nieważne czy są to buty, torebka, czy maleńki pasek od plecaka czy zegarka. Oprócz tego staram się nie iść na kompromisy, kiedy nie mogę znaleźć wymarzonego elementu garderoby- wiem, że jak będę szukać wystarczająco długo, to znajdę te perfekcyjne mokasyny i nie będę musiała kupować dwóch innych par „zastępczych” i „prawie takich”. Trzymanie się wyznaczonych reguł nie jest łatwe, ale gdyby było, wszyscy moglibyśmy się pochwalić dawno skomponowanymi garderobami idealnymi.

5. Kupuję tylko te rzeczy, w których czuję się w 100% sobą. Jeżeli coś jest za sztywne, za potężne w ramionach, za pstrokate, za nudne, zbyt słodkie i dziewczyńskie, jeżeli nie czuję się w danej rzeczy doskonale- nie kupuję, bo wiem, że nie będę tego nosić. To, że coś spodobało mi się na koleżance czy na kimś złapanym przez Scotta Schumana, nie oznacza że koniecznie musi pasować też do mnie. Nawet najlepszy design czy jakość nie uratują ubrań, które do nas nie pasują. Nie jesteśmy manekinami- ubrania powinny podkreślać naszą osobowość, typ urody, styl życia. To my powinniśmy je nosić, nie na odwrót. Największe ikony stylu są podziwiane za charyzmę i aurę, którą wokół siebie wytwarzały (także przy pomocy stroju),nie za konretne szałowe buty czy piękną sukienkę. Myślę, że gdyby Audrey Hepburn  dziwnym trafem zamieniła się garderobą z Marleną Dietrich, żadna z nich nie zapewniałaby teraz przyzwoitego miesięcznego dochodu sprzedawcom plakatów na Allegro. Kiedy widzę osobę na ulicy czy nawet na zdjęciu, jestem w stanie powiedzieć czy dobrze jej z tym co ma na sobie, czy nie czuje się przebrana, czy ubrania jej nie przytłaczają- moim zdaniem właśnie ta pewność siebie, a raczej swojego stroju, jest jednym z najważniejszych wyznaczników dobrego stylu.

6. Mam na uwadze swoją sylwetkę. Nie chodzi mi tutaj jednak o wskazówki rodem z programu Trinny i Susannah, w stylu „przy małym biuście tylko wzory” czy „gruszka niech natychmiast wyrzuci wszystko z podwyższanym stanem”. Nie wszystkie podwijane spodnie skracają nogi i nie każda niska osoba źle wygląda w długich spódnicach- jedyny sposób, żeby się przekonać, czy dobrze w czymś wyglądamy, to mierzenie, dobre lustro i ewentualnie szczera opinia kogoś zaufanego. Bardzo ważne są osobiste preferencje i uprzedzenia. Nie cierpię siebie w bluzkach czy sukienkach na cienkich ramiączkach- gdy trafiam na rzecz o takim wykończeniu, to choćby był to najładniejszy ciuch w całym sklepie, odpuszczam, bo wiem że nigdy tego nie założę. To samo dotyczy u mnie butów na tyle wyciętych z przodu, że widać miejsce, w którym palce łączą się z resztą stopy czy czegokolwiek z pół-golfem. Przy okazji tego punktu polecam Wam też świetny tekst Harel o przymusie bycia „seksi” (co za koszmarne słowo). 

 

7. Unikam zakupów online. Sto razy bardziej wolę coś przymierzyć, dotknąć, obejrzeć na żywo, żeby mieć pewność, że jest dobrej jakości i leży idealnie. To ważne zwłaszcza w przypadku butów- różne firmy mają różne rozmiarówki, ba, rozmiary często nie pokrywają się nawet w różnych modelach tej samej firmy. I o ile ubranie jesteśmy jeszcze czasem w stanie dopasować u krawcowej, to z niepasującymi butami nie zrobimy nic. Ja dodatkowo jestem strasznym leniem i zdarzało się, że kupiony przedmiot nie spełniał moich oczekiwań w 100%, ale stwierdzałam że i tak go zostawię, bo w sumie jest niezły i bardzo nie chce mi się go odsyłać- później oczywiście wcale w tych rzeczach nie chodziłam. Zdecydowanie wybieram więc sklepy stacjonarne, albo przynajmniej przymierzenie rzeczy przed późniejszym zamówieniem ich online.

8. Pułapka rozmiarów. Nie warto przywiązywać się nadmiernie do rozmiaru, który nosimy- albo który wydaje nam się, że nosimy. Znam osobę (o dziwno płci męskiej), która na uwagę „ta koszulka jest chyba trochę za mała” odpowiada „ale ja przecież noszę M!” i maszeruje do kasy. Zawsze staram się brać do przymierzalni rzecz w moim rozmiarze i dwóch rozmiarach sąsiadujących- mniejszym i większym. Czasem sukienka, którą zdyskwalifikowałam za zbyt duży dekolt, w mniejszym rozmiarze wygląda idealnie, czasem okazuje się, że sweter wygląda lepiej i bardziej w moim stylu, gdy jest trochę luźniejszy. Nawet mierzenie butów bywa podchwytliwe- trzeba pamiętać, że nasze stopy po całym dniu chodzenia są sporo większe niż zwykle. Podobnie jak Harel, mam w szafie ubrania w całej gamie rozmiarów, od XS do L. Dla tych, co nie wierzą że rozmiar to rzecz względna, mam małe ćwiczenie-  wybierzcie się do sklepu Levisa i przymierzcie po jednej parze spodni w tym samym rozmiarze z ich trzech kategorii Curve  ID- gwarantuję że w jedna para będzie Wam odstawać, a w innej nie będziecie mogli dopiąć guzika. Nie ma też sensu kupowanie ubrań dla „przyszłego siebie”- chudszego ( nie słyszałam jeszcze o nikim, kto faktycznie schudłby do kupionych „w celach motywacyjnych” przyciasnych spodni; motywacją ma być nasze zdrowie i dobre samopoczucie, nie para za małych spodni- poza tym większość ubrań można w razie potrzeby bez większego problemu zmniejszyć) czy bardziej umięśnionego (w tej kategorii królują koszulki odsłaniające brzuch i stroje kąpielowe o dziwnych krojach; i tutaj też zwykle nie ma nadziei- jak brak nam motywacji do regularnych ćwiczeń, to wydanie pieniędzy na rzecz, w której nie planujemy „na razie” chodzić, również tego nie zmieni).

9. Wyprzedaże. Często słyszę opinię, że nie warto kupować na wyprzedażach, bo wszystkie najlepsze rzeczy zostały już dawno wykupione. Co jednak znaczy „najlepsze”? Każdy z nas ma inny gust i o ile tylko nie damy się nadmiernie wpuścić w trendowe maliny i kierujemy się własnymi upodobaniami, na pewno znajdziemy coś dla siebie. Okres przecen to świetna okazja, żeby zdobyć upatrzone wcześniej rzeczy w niższej cenie i skreślić kilka pozycji z naszej sezonowej listy. Trzeba tylko uważać, żeby nie wpaść w zasadzkę pt. „tak tanio, to wezmę jeszcze to, i to, i to” i nie wrócić do domu z torbą niepotrzebnych szmatek czy dodatków.

 

 

 

 


10. Pułapka pozornie dobrej jakości. Za dobrą jakością zwykle idzie dość wysoka cena- pomijając wyjątki typu dobrze zaopatrzone second handy i mało znane marki-niespodzianki, możemy przyjąć że ta zasada sprawdza się w większości przypadków. Niestety, w drugą stronie nie działa to już tak sprawnie- wiele drogich marek, nawet tych komunikujących się jako rodzinne firmy z tradycjami, postawiło na szybkie zyski, przeniosło produkcję na Daleki Wschód, i z dawną tradycją luksusu i wysokiej jakości ma już niewiele wspólnego. „Luksusowe” marki są drogie nie dlatego, że oferują doskonałe wzornictwo i niebywałą jakość, ale dlatego że sprzedają marzenia i styl życia osobom aspirującym do określonych grup społecznych. Obrandowane z dołu do góry dodatki nosi się nie dla ich walorów funkcjonalnych czy estetycznych, tylko dlatego że krzyczą „popatrz, stać mnie!”. Wysoka cena nie zawsze więc gwarantuje nam wysoką jakość- zainteresowanym polecam książkę „Dlaczego luksus stracił blask” D. Thomas. Jak więc kupować ubrania, żeby zagwarantować sobie jakość i komfort noszenia? Po pierwsze, możemy korzystać ze sprawdzonych źródeł- chyba każdy z nas ma subiektywną bazę miejsc, w których lubimy kupować te czy inne ubrania. T-shirty z Muji, torebki od Zuzi Górskiej, mokasyny Tommy’ego Hilfigera- to moje osobiste źródła ubrań i dodatków nie do zdarcia. Przede wszystkim jednak działa dotykanie- nawet w najbardziej sprawdzonym sklepie trafi się czasem bubel, a nawet najtańsza sieciówka może nas czasem miło zaskoczyć. Sprawdzajmy skład tkaniny, patrzmy jak dana rzecz wygląda (jak powiedziała kiedyś Ryfka, niesamowite jest że ludzie kupują ubrania, które już w sklepie wyglądają jak powyciągana szmata, a potem narzekają na słabą jakość), czy nie jest rozciągnięta, czy brzegi są obrzucone jak należy, czy guziki są porządnie przyszyte, czy szwy się nie rozchodzą. Nie jestem zwolenniczką popularnej teorii o kupowaniu porządnej klasyki i tanich, byle jakich ubrań osadzonych w sezonowych trendach, które z czystym sumieniem wyrzucimy, kiedy nam się znudzą. Moje sumienie wcale nie byłyby czyste, bo chcę mieć w szafie ubrania, które podobają mi się tak bardzo, że chcę w nich chodzić na okrągło i przez długi czas-  żeby było to wykonalne, wszystkie muszą być dobrej jakości.
 

11. Pułapka  „statement pieces”. W czasach, gdy robiłam zakupy bez listy, zdarzało mi się nie zauważać mało spektakularnych, prostych ubrań z gatunku basic. Moją uwagę przyciągały za to efektowne ubrania i dodatki z przytupem- pióra, tiule i cekiny, które często ani nie były w moim stylu, ani nie nadawały się do noszenia na co dzień, i to na nie przeznaczałam ogromną większość swojego zakupowego budżetu. Na pewno przyczyniło się do tego prowadzenie bloga- kiedyś żyłam w przekonaniu, że czytelnika trzeba nieustannie strojem zaskakiwać, bo kto normalny pokazuje się na blogu w swetrze i w dżinsach? W związku z tym moja szafa obfitowała w stroje godne Carrie Bradshaw w szczytowej formie, ale gdy przychodziło mi spakować się na kilkudniowy wyjazd, nie miałam czego ze sobą zabrać. Brakowało mi podstaw, które mogłabym później uzupełniać tymi wszystkimi szalonymi dodatkami, bazy, na tyle której mogłyby się wyróżnić. Teraz staram się opierać swoją garderobę właśnie na solidnej podstawie porządnych ubrań bazowych.

12. Trochę spontaniczności nie zaszkodzi. Mimo że zasadnicza część moich zakupów jest zaplanowana, nie oznacza to że nie zostawiam sobie miejsca na spontaniczne nabytki. Gdy przypadkiem natknę się na coś, co jest idealnie w moim stylu, leży doskonale i jeszcze mieści się w moim budżecie, biorę bez wahania. Często te rzeczy są później najczęściej noszonymi przeze mnie ubraniami. Nie rezygnuję też z zakupów w second handach- nie dość, że bardzo je lubię, to jeszcze często zaopatrują mnie w zapas bazowych ubrań świetnej jakości.

13. Why so serious? Po co przykładać tak dużą wagę do robienia zakupów? Po pierwsze po to, żeby ułatwić sobie życie później- nie martwić się, że nic mi do siebie w szafie nie pasuje i mimo stosów ubrań nie mam się w co ubrać. Po drugie po to, żeby nie miec wyrzutów sumienia- w powodu nieprzemyślanych zakupów, z powody promowania nierozsądnego konsumpcjonizmu na blogu, z powodu poczucia, że dałam się zrobić marketingowcom w balona. Poza tym ja naprawdę lubię ubrania i dlatego chcę mieć tylko te subiektywnie najlepsze z możliwych. Zgodnie z zapowiedzią, zebrałam już powstałe posty dotyczące garderoby idealnej pod jedną etykietą, wkrótce ukażą się kolejne. Możecie je przeczytać klikając tutaj lub w baner na boku bloga (który właśnie tworzę i zaraz się tam znajdzie). 

 

 

 

Thank you Laura for helping me with the pictures! And Falco for being so patient!

117 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. Edyta

    Bardzo, bardzo podoba mi się ten post. Jest po prostu bardzo użyteczny bo życiowy. Myślę, że kilka sytuacji, które przytoczyłaś zdarzyło się większości czytelnikom bloga. I ogromnie podoba mi się odsyłanie również do innych szafiarek. To czyni tekst tylko ciekawszym. No i widać wtedy, że naprawdę chcesz pisać. Pozdrowienia!

  2. oliwka

    tekst jak to Twój – genialny! Wreszcie ktoś napisał, że wyprzedaże wcale nie są takie złe. Ja też nie zgadzam się z opinią, że jeśli coś jest na wyprzedaży to nikt już tego nie chce :)
    Z niecierpliwością czekam na kolejne z tej serii!

  3. Maria

    Lista to podstawa! Dzięki niej wiem, co chcę kupić i unikam niepotrzebnych wydatków (chociaż zdarzało się tak, że potrafiłam po 3-4 razy iść na zakupy i wyjść bez niczego, bo niestety nie znalazłam tego, czego szukałam)
    A ciucholandy to kopalnia cudów, dzisiaj znalazłam tam jeansy Acne – marzenie spełnione, haha :)

    1. Anonymous

      W zeszłym tygodniu też kupiłam w ciucholandzie jeansy Acne-za 10 zł:):),dodatkowo w moim rozmiarze!!Olga

  4. Anonymous

    Świetny post! Też mam kilka swoich sposobów na zakupy, ale te Twoje przedstawione dzisiaj są wprost nieocenione! Dzięki <3

  5. eddie

    uwielbaim czytać ten cykl postów, zresztą jak wszystkie Twoje wpisy! bardzo dużo z tego wynoszę i mimo, że byłam dość sceptyczna do list czy “małej” ilośi ubrań w szaafie, to dzięki Tobie potrafię spojrzeć na zakupy i proponowane przez sieciówki ciuchy bardziej krytycznym okiem. Dziękuję!

  6. Ventura

    Podpisuję się pod większością stwierdzeń obiema rękoma :) Zakupy przez internet mogą być bardzo korzystne (oszczędność czasu i pieniędzy) i bezpieczne, pod warunkiem że robione u pewnego sprzedawcy. Sama prowadzę sklep i dbam o swoich klientów.
    Ps. teraz nie na temat, ale muszę: masz piękne, wielkie oczy :)
    Pozdr :*

  7. Anonymous

    Twój cykl okazał się bardzo pomocny, od dłuższego czasu zbierałam się w sobie, żeby w końcu uporządkować swoją szafę i właśnie do podobnych wniosków doszłam niedawno błąkając się po sklepach i zastanawiając się czy ja jestem taka wybredna czy nic w tych sklepach naprawdę nie ma. Swoim cyklem utwierdziłaś mnie, że dobrze, że się zabieram za rewolucję. :) Dzięki :)

  8. kelly

    Super – święta prawda. Często kupowałam ubrania, które mi się podobały, ale nie były w moim stylu. Teraz zastanawiam się, czy mam to z czym połączyć, czy na pewno do mnie pasuje i czy dobrze się w tym czuje. Dopiero trzy stanowcze TAK sprawią, że rzecz może iść ze mną do kasy. I dużo lepiej się z tym czuję!

  9. "Bless the Mess" ::: LenaLona.blogspot.com

    Zgadzam się w 90%. Zwłaszcza z częścią o rozmiarach i basicu. Sama często się łapię, że nie lubię kupować ubrań, które mają na metce zbyt duży rozmiar. Jest mi wtedy zwyczajnie głupio, że biorę do ręki coś taaak dużego. Jeszcze rok temu nie kupiłabym t-shirtu gdyby miał na metce “L”. a teraz już wiem, ze rozmiar to kwestia umowna, zależna od kraju producenta i fasonu danej części odzieży. I uwielbiam basic. Ale powiem Ci, że to jest też chyba kwestia wieku i dojrzałości z tym basikiem. Jak się trochę już tych jednosezonowych, w nienajlepszej jakości ubrań przeżyło i przenosiło, to człowiek oczyszcza umysł i szafę i zaczyna myśleć o modzie bardziej utylitarnie :)
    Pozdrawiam bardzo z Sosnowca :)
    Lona

  10. Anonymous

    Uwielbiam te Twoje posty z cyklu przydługich. ;)
    Podpisuję się obiema rękami pod zasadą o kupowaniu skórzanych butów i torebek.
    Baaardzo mnie zaskakuje, kiedy chodząc po Warszawie widzę masę dziewczyn z zawieszoną na przegubie torebką River Island. One kosztują krocie (często ponad 300 zł)a pachną dermą i chińskim klejem na kilometr. Ja za 280 zł kupiłam w outlecie przepiękną, wielką skórzaną torebkę ochnika, która służy mi już 4 rok i nadal wygląda super.
    To samo tyczy się butów. Kozaki Gino Rossi z wyprzedaży za 299 zł po całym sezonie zostały wypastowane i wyglądają jak z półki sklepowej. A workery New Look kupione pod wpływem chwili ”bo modne” za 199zł po jednym sezonie dosłownie się rozpadły. Derma zrobiła się cienka jak papier i popękała. Tak więc, nigdy więcej!
    Pozdrawiam
    imienniczka

  11. Anonymous

    Mam jeszcze jedno pytanie, czy zegarek który masz na ręce to Swatch, który kiedyś pokazywałaś na blogu? Jaki to model?
    Będę wdzięczna za odpowiedź.
    Pozdrawiam

  12. Aieaa.

    świetna notka ! A co do mokasynów też szukam tych idealnych ale w sieciówkach w mojej oklolicy takich nie znajdę i jestem zmuszona zadowolić się zwykłymi czarnymi z house … ;/ Ale na druga stronę to i tak nie jestem [ewna opini ludzi gdybym poszła np. do szkoły w mokasynach z ćwiekami bo takie bym chciała ^^

  13. zielonyatrament

    Ja właściwie nigdy się nie udzielam na blogach. Swojego nie mam, innych nie komentuję. Staram się wykazywać dużą dozę tolerancji (bo każdy ma prawo ubierać, kupować, pokazywać na co tylko ma ochotę) i szacunku (ponieważ odwiedzam te “ambitniejsze” blogi, zdaję sobie sprawę, że prowadzenie ich kosztuje sporo energii).
    Ale z Tobą już nie mogę! Nie mogę siedzieć cicho! Jesteś jedną z dwóch osób wirtualnego świata, które podziwiam za konsekwencję, z których poglądami się utożsamiam (i naprawdę niewiele mnie obchodzi fakt, że to poglądy dotyczące błahych szmatek, czy kosmetyków, głowę na karku trzeba mieć w każdej sferze!) i którym życzę wszystkiego, czego tylko mogłabym życzyć najlepszej przyjaciółce.
    Mam nadzieję, że to, co piszesz, dociera naprawdę do wielkich rzesz ludzi, bo jeśli choć część z nich pod wpływem Twoich słów przejdzie na “rozsądną stronę mocy”, świat- nie tylko “modowy”- będzie przyjemniejszym miejscem do życia.
    Pozdrawiam!

    1. styledigger

      wielkie dzięki! daj koniecznie znać, kto jest tym drugim wybrańcem, bo zawsze szukam nowych fajnych blogów do czytania- a nuż okaże się, że nie znam? pozdrowienia:)

    2. JKG

      podpisuję się pod każdym słowem z wypowiedzi zielonegoatramentu (i tym samym zostawiam tu pierwszy komentarz). serdecznie pozdrawiam :-)

  14. katarzyna.

    Naprawdę bardzo Cię uwielbiam i czytam zawsze z ogromną przyjemnością – jednak przez to, że czytam zawsze, dzisiaj muszę powiedzieć, że napisałaś jeszcze raz to, co już padało tutaj wiele razy. To wszystko bardzo mądre, jednak jako stała czytelniczka, dowiedziałam się tego dawno z poprzednich postów, a o osobistych “listach must have” pamiętam jeszcze video. Może dość o tym samym, a czas na kolejny rozdział zakupowych porad? :)
    Pozdrawiam z niemalejącą sympatią

    1. styledigger

      dziękuję za opinię, na pewno powtórzyło się wiele rzeczy, chyba nie wszystkie, ale miałam poczucie że dobrze będzie zebrać wszystko razem i dopiero ruszyć dalej. dzięki jeszcze raz!

  15. Anonymous

    W moim przypadku jest odwrotnie, zaopatruje się w basicowe rzeczy bo takie lubię najbardziej a potem wcale łatwo nie jest bo czasem czuję się nijako i brakuje takich rzeczy kupionych spontanicznie

  16. sandrita

    Zdjęcia przypominają mi kadry z filmu! A tekst trafia w samo sedno. Ja także właśnie takie “zdroworozsądkowe” podejście mam do zakupów. NARESZCIE! Bo zdarzały mi się chwile dziwnych ruchów, i później żalu do samej siebie. Coraz bardziej się z tym żegnam, a witam przemyślaną garderobę, taką, która może nie jest z najwyższych półek cenowych, bo zdecydowanie nie stać mnie na taką jakość, ale ma porządny (nie poliestrowy) skład oraz wygląd taki jaki lubię, i przede wszystkim dobrze się czuję!

    Poza tym jestem już Twoją czytelniczką już chyba cztery lata… (!) i bardzo podoba mi się, jak blog ewoluował i jak Ty sama się zmieniłaś! Jesteś jedną z nielicznych blogerek na którego bloga wchodzę regularnie, z zapartym tchem czekam zarówno na zdjęcia, jak i tekst! (chyba tylko na bloga Uli z adamantwanderer wchodzę z takim samym nastrojem…)

    Pozdrawiam i do “uczytania”! :)

  17. Diana

    Zgadzam się w 100%. Kiedyś wyznawałam zasadę im więcej tym lepiej, tym bardziej, że po przeprowadzce do nowego mieszkania miałam całą wielką szafę dla siebie… teraz jest wypełniona w 70% szmatkami założonymi z raz, w których nie najlepiej się czuję, kupione a to bo tanie a ładne, bo okazja, bo mam przypływ pieniędzy, wezmę co pierwsze mi wpadnie w oko, często nawet bez przymierzania. I zauważyłam, że chodzę najczęściej w tych droższych, lepiej wykonanych, z porządnych materiałów, kupionych po dłuższych przemyśleniach, w których czuję się elegancko i klasycznie. Moje nowe postanowienie (które już wdrażam w życie) pozbywam się połowy szafy, zostawiam tylko i wyłącznie rzeczy wartościowe i kończę z kupowaniem byle czego. Lepiej wydać więcej, a mieć na lata coś, co się kocha i nosi z pełnym zaangażowaniem.
    Za tak rozsądne poglądy jak Twoje sprawiłaś, że jesteś moją ulubioną blogerką i teraz właściwie jedyną, do której stale zaglądam, bo jako jedna z nielicznych na dłuższą metę nie wzbudzasz pewnego rodzaju ‘zażenowania’ i irytacji swoim sposobem wypowiedzi i bycia, mimo dużej popularności (z pewnością wiesz, o co mi chodzi). Oby tak dalej :)
    Świetny post, pozdrawiam Cię serdecznie!

  18. Anna

    Kolejny świetny tekst, nic dodać nic ująć. Sama dzięki właśnie wyprzedażom zaczęłam kompletować swoją garderobę pasującą do mnie, bez pudrowych sukienek, trenczu must have czy białych sandałek. Wybieram to co do mnie pasuje i zaczęłam wyprzedaż szafy, niestety w ostatnich latach nie byłam rozsądna :((( i mam z 10 nie potrzebnych, złej jakości t-shirtów itd. Szkoda gadać, ale Twoje teksty działają na wyobraźnię i myślę, że zmienisz podejście nie jednej osoby.

    pozdrawiam,

    Ana

  19. Anonymous

    Bardzo ciekawy post, zgadzam się z większością Twoich tez, szczególnie z tymi o robieniu zakupowych list. czy mogę zapytać, z jakiego kraju pochodzą Laura i Falco?
    alessandra

  20. Nancy Irving

    Zgadzam się z Tobą szczególnie w kwestii budowania bazy, to naprawdę ważne. Posiadanie rzeczy prostych, minimalistycznych, a jednoczenie wysoko gatunkowych daje wiele możliwości.

    Nawet nie wiesz jak cieszy mnie fakt, ze Ty osoba, popularna w blogosferze – promujesz racjonalny konsumpcjonizm, zakupoholizm to okropna choroba, a przechadzki po polskiem blogowym półświatku, zdradzają jego niemalże wszędobylstwo.

    ja również mam swój własny system, który praktykuje od lat, niemal chorobliwie, jednak daje mi on pewność, ze nie kupiłam niczego nie potrzebnego.

    Nic mnie tak nie drażni jak poczucie zle wydanych pieniędzy i fakt posiadania zbytecznych rzeczy.

    -> tu szerzej o moim sposobie
    http://buszujac-w-codziennosci.blogspot.com/2012/07/jak-robic-efektowne-zakupy-kupowac.html

    pozdrawiam ciepło

  21. Anonymous

    Fantastyczna notka! Zgadzam się z Tobą w 100%. U mnie listy rządzą już od dawna. Mam jednak o tyle utrudnioną sprawę, że moja sylwetka jest dość problematyczna i nie mogę przebierać w zbyt wielu krojach, a udane połączenie kroju i stylu to niezwykła rzadkość, więc jeśli znajduję coś takiego – biorę bez zastanowienia!

    Jednak jest minus takiego perfekcjonizmu – tak długo szukałam idealnych dżinsów, że wszystkie, które nosiłam zdążyły się nie tylko poprzecierać, ale i podziurawić! Wtedy byłam zmuszona kupić coś “na już” (a wiadomo, jak wtedy wygląda szukanie ideału), a w tych sytuacjach (bo było ich chyba 8 ;)) zazwyczaj jestem spłukana i kupuję tanie dżinsy w H&M (ostatnio przerzuciłam się na TK Maxx, bo wyglądam dobrze w 7/10 parach, a nie 1/10 jak zazwyczaj bywa ;)) zamiast iść zmierzyć Levisy Curve ID (choć boję się trochę wydawać taką sumę, kiedy przeczytałam sporo opinii, że nie są tak niezniszczalne jak sugeruje marka i cena). I koło się zamyka! Oto odpowiedź, dlaczego mojej garderobie daleko jest do idealnej, bo sytuacja dotyczy nie tylko dżinsów.

    Dlatego teraz szukam ciuchów już zawczasu, najczęściej w ciucholandach (nie stać mnie na ubrania z wyższej półki). Tam właśnie znajduję skórzane rzeczy i chyba podkradnę Twoją żelazną zasadę niekupowania ekoskóry ;-) Brzmi bardzo sensownie, zwłaszcza że z podziwem patrzę na stan chyba już dziesięcioletniej skórzanej torby Slonia Torbalskiego mojej mamy. W tym czasie zdążyłam wymienić z 30 eko-toreb tego typu (a takie lubię najbardziej), żadna z nich nie nadawała się do niczego innego niż wyrzucenia.

    Życzę Ci jak najczęstszych kompilacji jakości, kroju i stylu (i najlepiej jeszcze znośnej ceny) w sklepach :)

    Martyna

  22. Anonymous

    Ach, Asiu, a może podasz propozycje, gdzie szukać bazowych koszulek, zwyczajnych, ale dobrze skrojonych topów? Bo przyznam szczerze, że jest to moja największa bolączka – megaszybko się niszczą, defasonują, mechacą, a ja nie mam co nosić! Ciucholandy są prawdziwą kopalnią fajnych swetrów, porządnych butów czy płaszczy, ale akurat topy, które widuję są zawsze w złym stanie. I znowu wracam do punktu wyjścia, czyli kupienia czegoś na szybko, a że i tak nic nie przekonuje mnie w 100% (och, ten tok myślenia), biorę jakąś taniochę z Tesco i tak w kółko.

    I zapomniałam jeszcze dodać, że pomysł na cykl jest fenomenalny! Już nie mogę się doczekać następnej notki! :D

  23. Konstancja Gierba

    Post jak zwykle świetny, uwielbiam Cię czytać. w dodatku wstawki w stylu ‘ubrania z przytupem’ – jesteś mistrzowska :D

    pozdrowienia dla przystojnego Falco i Laury, która ma spódniczkę, na którą się czaiłam, ale w końcu stwierdziłam, że wyglądam w niej źle – i słusznie, pozostawiłam ją bardziej godnym jej osobom :)

  24. Klamoty

    Świetny poradnik, zgadzam się w pełni ze wszystkimi punktami, choć przyznam, że nie wszystkie stosuję. Ale jak już robię źle, to przynajmniej wiem, że źle robię ;) Pozostaje mi dążyć do ideału. Nic to, bo nie tylko na tym polu :) Pozdrawiam!

  25. agacior89

    O, tekst akurat na podczas, bo czyta się cięzko tak długa treść. Ale przebrnęłam.
    Obserwuję Twojego bloga, Asiu, prawie od początku, i prawie wszystkie Twoje kreacje znam na pamięć, a na rękach jednej dłoni mogłabym chyba policzyć elementy garderoby, które się powtarzały ;)
    No i co do zakupów online – tak jak Ty mam tak, ze jak się uprę na takie buty i taką sukienkę to szukam do upadłego. Czasem właśnie sklepy online są jedynym ratunkiem. Choć to dotyczy bardziej chyba dodatków, z ubraniami tez wole przymierzyć, dotknąć..

  26. Anonymous

    Jestem pod wrażeniem tego, że potrafisz połączyć świetny styl z rozsądnym podejściem do mody :) bardzo praktyczny i ciekawy wpis!

  27. Sanna's Land of Illusion

    Bardzo fajny post, zgadzam się z Tobą i podziwiam taką postawę, bo ja czasem jeszcze dam się wciągnąć w wir niepotrzebnych zamówień. Chociaż i tak jest już duża zmiana. Kiedyś rzucałam się na wszystko , co było super hitem, co było nowe, co mogłoby zaskoczyć czytelnika ;)
    Teraz zauważyłam, że im rzadziej kupuję, tym mniejszy mam głód wydawania pochopnie i szybko pieniędzy. Ostatnio wyznaczyłam sobie granice, nie będę ukrywać że spowodowały to inne, ważne wydatki, ale sprawia mi to radość. Określony budżet, określona lista potrzeb. Idę do sklepu i biorę tylko te jeansy, które są niezbędne i tę donicę przed dom do nowego iglaka. Satysfakcja :)

  28. szafiarki

    Hej Asia! :)
    Z racji tego, że już wiele razy komentowałam i zachwycałam się tutaj Twoim blogiem i stylem dzisiaj tylko się spytam:
    Na weekend wyjeżdżam do Krakowa. Z racji tego, że byłam tam tylko raz nie jest to miasto, które znam dobrze. Byłabym wdzięczna gdybyś poleciła mi jakieś fajne (może Twoje ulubione?) miejsca. Chodzi mi o kawiarnie, kluby, muzea, sklepy vintage, miejsca z klimatem.
    Mam nadzieję, że odpiszesz :)
    Pozdrawiam, Julia

    1. styledigger

      Hej Julia, większość swoich ulubionych miejsc w Krakowie opisałam w tym cyklu: http://styledigger.blogspot.com/search/label/Spot%20Digging, oprócz tego warto odwiedzić Muzeum Inżynierii Miejskiej, Muzeum Schindlera, Mocak, z ciekawostek ostatnio na Podgórzu otworzyła się kino-kawiarnia Kika, ale jeszcze tam nie byłam, z lokali gastronomicznych, których nie wymieniałam w postach fajny jest jeszcze Glonojad, Papuamu i podobno nowe Charlotte.

  29. magrat

    Ja też się podzielę czym staram się kierować podczas zakupów. Po zmierzeniu ciucha odpowiadam sobie po kolei na pytania:
    Po pierwsze: Czy dobrze wyglądam w tym ubraniu, czy podkreśla to co podkreślić chcę i ukrywa to co ukryte ma być (a więc czy dobrze się w tym czuję).
    Po drugie: Czy jest to stosowne dla mojego wieku, nie chcę wyglądać na starszą niż się czuję, ale też chcę uniknąć komentarzy, że odmładzam się na siłę.
    Po trzecie: Czy jest to ciuch w którym będę chodzić, czy mam go z czym połączyć.
    I po czwarte: Czy stosunek jego ceny do jakości jest zadowalający, czy nie przekracza moich możliwości i czy przez jego zakup nie będę zmuszona do jedzenia pasztetu przy odłączonym prądzie przez resztę miesiąca.
    Jeśli spełnia wszystkie cztery punkty – biorę i użytkuję z przyjemnością!

  30. odpoczywalnia

    Jestem pod wrażeniem!
    W czasach hulającego konsumpcjonizmu, kiedy na blogach widzimy przede wszystkim “musthave’y”, “nowych nabytków”, giwełeje itd…byle więcej i więcej…. jesteś takim promyczkiem, że można inaczej, lepiej i prawdziwiej:)

    pozdrawiam Cię serdecznie

  31. aga

    Świetny post :) Myślę, że najważniejsze w trakcie zakupów są elastyczność i otwarty umysł :D Podpisuję się zdecydowanie pod punktem 8, nie cierpię gdy ktoś przywiązuje taką wielką uwagę do rozmiarów. Wiadomo, że po pierwsze rozmiar rozmiarowi nie równy, a po drugie to wszystko co napisałaś! :)

  32. DORIS

    Czekałam, czekałam i w końcu doczekałam się nowego posta! Tekst jest absolutnie genialny, pomysł na serię o garderobie idealnej uważam za wspaniały. Tym bardziej teraz, kiedy blogerki prezentują niewyobrażalne ilości nowych sieciówkowych ciuchów, przez co ludzie odwiedzający blogi mogą się nieco pogubić. Podziwiam Cię, potrafisz świetnie pisać, Twoje teksty zawsze są przejrzyste, przyjemne w odbiorze i co najważniejsze, trafiasz w samo sedno. Mam nadzieję że to kwestia wprawy i szlifowania umiejętności przez te kilka lat prowadzenia bloga, bo chyba każdy chciałby osiągnąć kiedyś poziom porównywalny do Twojego.
    I musisz zdecydowanie częściej zapraszać znajomych, Laura jest urocza!
    pozdrawiam,
    -Doris

  33. LolaJoo

    Jakie to cudne, że tak solidnie podchodzisz do pisania postów. Niektórzy przez rok nie piszą ile Ty teraz. Dzięki. Jednak człowiek się czuje jakos lepiej, jak widać że podchodzisz do tego całego bloga z sercem.
    A co do zakupów ja nie lubię chodzić po sklepach..ceny niewspółmierne do jakości, za dużo czasu pochłaniają…przejść z jednego sklepu do drugiego w galerii to pół dnia się traci nie mówiąc o zakupach. Ale jak już idę to rzeczywiście stosuję się do większośći powyższych punktów.

  34. Lilienne

    Mądre słowa! Moje zakupowe zasady są bardzo podobne do Twoich i choć określałam je sobie od kilku lat, to dopiero od niedawna udaje mi się wprowadzać je w życie w satysfakcjonujący sposób. Zauważyłam, że największym problemem była niekonsekwencja (muszę przyznać, że w sporej mierze spowodowana “lekturą” olbrzymiej ilości blogów modowych) – często to, na co się napatrzyłam bardziej mnie kusiło, niż to, czego naprawdę potrzebowałam i co było w moim stylu. Teraz bardziej selektywnie podchodzę zarówno do lektury jak i do zakupów, i to się sprawdza :)

    Jedno tylko mnie wkurzyło i zabolało podczas planowania zeszłorocznej garderoby zimowej (zaplanowanej, przemyślanej i z odłożonymi funduszami) – okazało się, że ceny skórzanych butów wzrosły, i nie mogłam sobie pozwolić na zakup tej marki, która wpadła mi w oko. Takie to uroki kupowania, kiedy robi się zimno a w szafie brak odpowiednich butów, bo stare się wyrzuciło, żeby nie chodzić kolejnego roku w butach,w których źle się czuję ;)

    Pozdrawiam i czekam na więcej wpisów o Idealnej Garderobie!

  35. myeyesaregreen

    Uwielbiam taki praktyczny styl postów :) Chciałabym kiedyś dojść do punktu finansowego w którym już w 100 % będę miała uporządkowaną od taniego ,ale jednak taniego szfindla szafę.. nic tak nie demotywuje jak dzisiejsza jakość ciuchów. Dlatego niech żyją secondhandy, oaza dla studentów ;p
    A ps. Twoja koleżanka Laura ma świetny styl !

  36. aga

    wydaje mi się, że era szalonego konsumpcjonizmu powoli się kończy. zauważ jaki odzew mają notki z tego cyklu. świetnie, że usystematyzowałaś w taki sposób wnioski, które narzucają się chyba ostatnio każdemu, kto przy zakupach kieruje się odrobiną rozsądku. Bo kogo stać na wydawanie kasy na jednosezonowe szmatki, bo niestety kiedy chodzę po sklepach w trakcie wyprzedaży, mam wrażenie, że patrzę na tony szmat na wieszakach, które mimo, że przecenione, często nadal nie są warte swojej ceny…proszę o więcej i pozdrawiam

  37. Anonymous

    Co do punktu 8.
    Jak zaczęłam dietę, kupiłam spodnie, w których dopinałam się na styk. Tak specjalnie żeby wiedzieć że jak schudnę to będę miała w czym chodzić.
    Dwa miesiące później musiałam nosić do nich pasek bo inaczej mogłam je ściągnąć z siebie bez rozpinania a po kilku krokach spadały same.

    1. styledigger

      nie mówię że nikt kto kupił spodnie, nie schudł, tylko że za małe ubrania jako główna motywacja przy odchudzaniu to kiepska opcja, bo mało prawdopodobne żeby odniosła skutek:)

  38. kathy

    Witam :)
    Mam pytanie dotyczące jakości ubrań z Romwe, podejrzewam że jako blogerka miałaś doświadczenia z tym sklepem. Orientujesz się może, czy kupowanie tam jest opłacalne? Większość rzeczy wygląda świetnie, obawiam się, że tylko na zdjęciach…
    Fantatyczny post, pozdrawiam!

    1. styledigger

      Tak, przysłali mi parę razy paczkę z ubraniami, które wybrałam na stronie- najpierw były w miarę okej, ale kilka ostatnich przesyłek to same szmatki, no i okazało się że podrabiają ubrania, doszywają im metki projektantów etc- takie praktyki nie są dla mnie, więc poprosiłam o zakończenie współpracy. Nie polecam.

    2. Anonymous

      Też się z tym spotkałam, dlatego zrezygnowałam ze współpracy. Strasznie marna ‘jakość’ i dodatkowo wygląda się jak 3/4 populacji ;)
      Natalia

  39. Asia

    “To samo dotyczy u mnie butów na tyle wyciętych z przodu, że widać miejsce, w którym palce łączą się z resztą stopy” – mam to samo :)

  40. Anonymous

    Oczywiście Twoje podejście jest bardzo, ale to bardzo rozsądne i z pewnością korzystne dla portfela. Już pod wpływem Twojego poprzedniego posta postanowiłam robić listy ubrań przed zakupami i wracać do domu tylko z tym, co wpisuje się w mój styl, na pewno jest mi potrzebne oraz jest odpowiednie do figury. Twoja ‘idea’ pasuje mi, ale muszę stwierdzić, że wg mnie niektórych punktów nie da się spełnić, przynajmniej w moim wypadku i myślę, że jest dużo więcej takich osób. Chodzi mi dokładnie o nie kupowanie ubrań, które są “prawie idealne” – np.mam ulubioną koszulę, której materiał ma ciekawą fakturę, mój ukochany błękitny kolor, złote guziki, ale na dole ma gumkę, która przy wstawaniu nie układa się korzystnie dla mnie i czasem zapominam ją poprawić. Nie żałuję, że ją kupiłam bo od kiedy ją mam nie spotkałam nawet podobnej koszuli, a co dopiero mówić o tej perfekcyjnej. Mieszkam w pobliżu Warszawy, w moim mieście jest niewiele sklepów odzieżowych, więc na zakupy wybieram się mniej więcej co miesiąc, a w takim wypadku ciężko szukać rzeczy idealnej. Odnośnie punktu 10 – nie każdego stać na to żeby nawet raz na kilka lat kupić markowe buty, czy torebkę – może będą one służyć dłużej, ale ich cena to równowartość kilku butów gorszej jakości, a przecież w czymś muszę chodzić i nie mogę czekać na to, aż w końcu uzbieram np. na buty od TH. Wiem oczywiście, że Twoje punkty dotyczące tworzenia garderoby idealnej są subiektywne, ale chciałam przedstawić swoją opinie i ciekawa jestem czy są tutaj osoby, które zgadzają się z moją opinią :) Niemniej jednak bardzo dziękuję za zainspirowanie mnie do przemyśleń odnośnie kupowanych ubrań i stylu.
    Pozdrawiam
    Gabriela

  41. Anonymous

    Twoje miny… dżizas… dopisz kolejny punkcik tych przykazań- NIE ROBIĆ DZIUBKA DO ZDJĘĆ. Osttanio wydajesz się być jakby chora, nie wiem czy schudłaś, czy hemoglobinka ostro spadła, ale wyglądasz nie najlepiej wg mnie. Do tego stroje takie jakby z braku laku i nie ma tu nic z tego co piszesz, czyli np niepowtarzalne, oryginalne dodatki… wieje nudą.

  42. Anonymous

    Świetna notka, mam dokładnie takie same odczucia w kwestiach mody i doboru ubrań. Strasznie się cieszę, że idziesz własną drogą, bo już nie mogę patrzeć na niektóre sławne dziewczyny np. Charlize czy Maff, które włożą wszystko, co jest aktualnie na topie, bez względu na to jak w tym wyglądają, wciskając dodatkowo, że kochają wyrafinowany styl i prostą klasykę, wrr.

    Oby tak dalej.

  43. Czmiel

    Przede mną jeszcze dłuuga droga, żeby osiągnąć szafę idealną, ale swoimi postami działasz bardzo motywująco, dziękuję Ci!

    Pozdrawiam serdecznie,
    Czmiel

  44. Anonymous

    Tak pięknie nie wyglądałaś i tak mądrze nie pisałaś jeszcze nigdy. Z Twojego hejtera zamieniłam się prawie-fankę. Chapeau bas, szczery podziw i oklaski :)

  45. Anonymous

    Bardzo rzadko komentuję, ale tym razem byłoby mi szkoda nie dołączyć wyrazów uznania dla tej notki. Brawo za mądre spojrzenie! I bardzo cieszy mnie to zauważenie, jak moda każe nam być “seksi”. Czasem zdobycie rzeczy, jakie naprawdę człowiekowi odpowiadają graniczy z cudem. Sama mam dość długie nogi i problem z kupieniem krótkiej spódnicy/sukienki, która nie byłaby nijaką lub paniusiowatą “biurówą” do kolanka, ale i zasłaniałaby mi tak przy okazji coś więcej niż stricte samą pupę. W asortymencie sklepowym wyglądam nie tyle seksi, co jak idiotka. Okazuje się, że taki towar jest deficytowy. Ulubione spódnice i sukienki noszę więc do zdarcia, a tymczasem zabrałam się sama za szycie, licząc, że może kiedyś coś jeszcze rzucą. I do tego NIE z poliestru. Taki to człowiek wymagający. I dobrze.
    Pozdrowienia!

    hreczana

    PS Dorzucę jeszcze fajną radę od Man Repeller: nie kupuj czegoś, jeśli nie możesz tego połączyć z przynajmniej trzema rzeczami, które już masz w szafie.

  46. Anonymous

    Przeczytałam Twojego posta dziś przed wybraniem się na – jak ja to mówię – “resztka party”, czyli końcówki przecen, wzięłam sobie Twoje słowa do serca i bardzo krytycznym okiem patrzyłam na wszystkie okazje -70%. Jestem z siebie dumna, bo wróciłam tylko z rzeczami, które wiem, że na pewno będę nosić, a kiedyś bywało różnie ;) Pozdrawiam!

  47. Olfaktoria

    Uwielbiam Twoje podejście do tematu – może dlatego, że znaczna większość punktów prezentowana przez Ciebie ma odzwierciedlenie w mojej “filozofii zakupów”, wyznaję podobne poglądy. BTW: Bardzo ładnie wyglądałaś :)

  48. Karolina

    Hej :) Komentowałam już pod innym Twoim postem (tym, gdzie jesteś ubrana w bluzkę w paski i dżinsy), ale chyba nie wysłało mojego komentarza. Chciałam napisać, że to bardzo zabawne, w jaki sposób zmienia się podejście do ubierania się. Ja mam już za sobą takie blogi jak Dead Fleurette czy inne pokrewne (nawet nasza Ajka – minimalistka o tym pisała już jakiś czas temu, mam na myśli filozofię ubierania się i kupowania ubrań) i na początku faktycznie się nimi zachwyciłam. Można na nich znaleźć identyczne porady jakie Ty oferujesz u siebie na blogu (nie zarzucam plagiatu, bo oczywiście ilustrujesz te porady przykładami z własnego życia). Tylko mam nadzieję, że nie zamienisz się w kolejną chudą dziewczynę w drogich dżinsach, bluzce w paski i botkach od Isabel Marant – bo po przejrzeniu bloga DF odkryłam całą kupę podobnych blogów i te dziewczyny wszystkie jak jeden mąż wyglądają tak samo: bluzki w paski, dżinsy, koszule, mokasyny, botki od Isabel Marant, statement jackets itd… pół biedy jak dziewczyna w tym wygląda okej, ale niestety w 70% tak nie było.

    Ja tam lubię Cię ze “środkowego okresu twórczości”, ale teraz też wyglądasz pięknie :)

    1. styledigger

      Hej Karolina- to prawda, cały ten “gang” wygląda tak samo, nawet się zastanawiałam ostatnio skąd się to wzięło? Przejście do drużyny IM raczej mi nie grozi, także dlatego że nie bardzo mnie stać:) Dzięki jeszcze raz!

  49. Anonymous

    Znajomi z couchsurfingu? ;) Jeśli jestem zbyt dociekliwa, to wybacz. ;-)

    Pamiętam, że jakieś 4 lata temu dowiedziałam się z Cogito o Twoim blogu i ogólnie, że jest coś takiego jak szafiarstwo. ;) Odwiedzałam sporo blogów, ale to Ciebie odwiedzam regularnie od tylu lat. Nie zawsze mi się wszystko podobało, ale przyjemnie się na Ciebie patrzy. Wypracowałaś swój styl, a niektóre stylizacje chętnie bym skopiowała. ;) Nie jesteś chodzącą reklamą, fajnie piszesz i odpowiadasz na komentarze czytelników. No i uwielbiam Twoje zdjęcia i relacje z podróży. :)

    Pozdrawiam!

  50. xSzkrabx

    Bardzo podoba mi się ten post. Swoją drogą wydaje mi się, że mamy kilku wspólnych znajomych, ale mogę się mylić… Zgadzam się z Tobą w większości podpunktów, mimo wszystko sama nie jestem w stanie wcielić ich w życie. Pracuję w Holandii, w magazynie (pierwszy raz przyznaję się do tego publicznie…) i muszę kupować ubrania pod kątem ‘pracy fizycznej’ (brzmi strasznie). Jeżeli już kupię coś ładnego i wygodnego, coś, w czym ‘w 100% czuję się sobą” to okazuje się, że po dwóch tygodniach dane ubranie nie nadaje się do noszenia… Zaznaczę, że przy moim trybie i czasie pracy, żeby podzielić stroje na ‘do pracy’ i ‘po pracy’ musiałabym ciągle chodzic w… dresie. Twoje uwagi są celne, ale mimo chęci nie byłabym w stanie się do nich zastosować. Ukochane ubrania? Z żalem oglądam na wieszaku w pokoju.

  51. Anonymous

    Mam w dużej mierze zbieżne z Twoimi poglądy:).
    Uwielbiam Twój styl pisania! Jesteś piękna i super.
    –> bardzo inteligentnie to brzmi, ale to właśnie chciałam powiedzieć.
    Pozdrawiam!:)

  52. Karina Jońca

    Cześć! Twojego bloga czytam już od dawna. Cenię go za to, że mogę obserowować, jak się rozwijasz- dojrzewasz :) Twoje wybory są coraz bardziej świadome, mądre, umotywowane. Lubię styl, w jakim się wypowiadasz. Większość obecnych w sieci blogerek interesuje się szmatkami i łaszkami, kopiuje manekiny z zary lub nasty gal. Ty robisz cos swojego i to uważam za najgardziej wartościowe. Trzymam kciuki za dalszy rozwój i mam nadzieję, że ze swoim zdrowym i mądym podejściem bedziesz jeszcze bardziej doceniana!

  53. Anonymous

    Trochę z innej beczki, bardzo lubię zaglądac do archiwalnych postów, ale nie wiem, czy tylko u mnie, czy znaczna częśc zdjęc z 2008 roku się nie wyświetla? Da się to jakoś naprawic?

  54. APPLE LOVES MINT

    Twój kolejny super tekst. Ostatnio uwielbiam wchodzi na Twojego bloga nie tylko z racji tego, iż mam pewność, że zasypiesz nas masą fantastycznych zdjęć, ale też nieprzeciętnym tekstem.
    Ostatnio po przejrzeniu szafy stwierdziłam, że mam sporo ubrań, które są modne i trendy, ale zupełnie nie w moim stylu, dlatego także postanowiłam robić listę ubrań, które potrzebuję, do których mam pewność, że będę się w nich uczyła komfortowo a przy tym dobrze wyglądała. ;)

    pozdrawiam, Ania.

  55. Pati Jang

    ostatnio zauważyłam to zjawisko ‘braku bazowej garderoby’ kiedy miałam się spakować na miesięczny wyjazd nad morze. Zajęło mi pół dnia aby coś do siebie dobrać aby nie wyglądać jak w dwóch kompletnie niepasujących do siebie ubrań, które znalazły się na mnie przypadkowo tylko dlatego, że kiedyś mój rozum i silna wola zostały w domu, gdy ja wychodziłam na zakupy. Myślę, że twoja lista jest dla mnie zbawienną metodą na przyszłość zakupową.
    Po za tym twoje posty są inspirujące w pewnym sensie, zawsze można odnieść twoje myśli, tekst który piszesz do własnego ‘ja’ i zastanowić się nad sobą. Bardzo lubię czytać twojego bloga.

  56. Anonymous

    Hej :)czytam i oglądam Twojego bloga dość długo, ale jakoś nigdy nie komentowałam – jednak Twój cykl ‘idealna szafa’ tak mnie zainspirował! Przyznam Ci się, że sama wzięłam się za swoją szafę, wyrzuciłam wszystko w czym nie chodzę i nagle… udaje mi się wymyślić same świetne zestawy! Nagle mam tyyyle ubrań! Co za paradoks :) Nic nam nie przszkadza w wybieraniu tych rzeczy, które naprawdę kochamy. Druga rzecz – jakość. Tutaj też mnie zainspirowałaś! Niestety po otworzeniu szafy z butami muszę z niechęcią przyznać, ze składa się ona w 95% z butów z bazarków,Primarków czy CCC. Są ładne, to fakt, ale jakość jest naprawdę słaba… Ubrania także – sztuczne materiały… Ostatnio mając na sobie jedwabną bluzkę i kaszmirwy sweterek czuję się ubrana elegancko, jakoś tak w zgodzie ze sobą!

    Dzięki, bo to dzięki Tobie ta zmiana! Jest mi z nią dużo lepiej!

    Teraz mam tylko do Ciebie małą prośbę – mogłabyś podpowiedzieć mi które marki mają dobrą jakość? (nie muszą być tylko dostępne w Polsce – 80% mojej szafy pochodzi z second handów i naprawdę można tam znaleźć wszystko! Mam nawet kilka rzeczy od projektantów w cenie 10 zł :D)
    Pozdrawiam serdencznie, powodzenia no i dzięki! :))

  57. Stilago

    Bardzo trafne spostrzeżenia i ciekawe przemyślenia. Chyba każdy powinien sobie napisać taki artykuł by uświadomić sobie co tak naprawdę jest ważne dla niego podczas robienia zakupów. Moim zdaniem Twoje przemyślenia spokojnie mogą posłużyć wszystkim zakupoholikom nie tylko modowym :) Pozdrawiam serdeczenie :)

  58. Katja Martita

    Napisałabym po raz kolejny, że tekst jest genialny, ale nie chcę wychodzić na psycho fankę. Praktyczna niemożliwość znalezienia podstawowych rzeczy w fajnej jakości i idealnym kroju (wspomniane przez Ciebie czarne rurki) jest niestety faktem. BTW – gdzie najczęściej kupujesz rurki?

  59. Anonymous

    Kuku,mieszkam na stale w Paryzu.Jesli jeszcze nie bylas w dzielnicy zydowskiej MARAIS to polecam,metro st Paul,zjesz tam pysznego falafela(rodzaj kebaba wegeterianskiego w bule a la gyros przepyszne!)pare krokow stamtad jest muzeum Carnavalet i muzeum Cognac Jay z pieknym wyposazeniem meblami bibelotami z 17 i 18 wieku prawdziwe perelki wstep zawsze za free,tak jak dzis w pierwsza ndz miesiaca wiekszosc muzeow jest za darmo;)))do tego malo oblegane;) polecam tez muzeum myslistwa le musee de la chasse prawdziwa perelka!piekny jest ogrod jardin des plantes z najstarszym zoo w Europie,muzeum prehistorycznym i palmiarniami,zaraz kolo dworca Austerlitz,udanego wypoczynku!

  60. Anonymous

    Mam ochotę wydrukować sobie ten post, oprawić w ramkę i powiesić nad łóżkiem. Względnie zrobić sobie z niego fototapetę na całą ścianę :P

  61. Kitty van Purr

    Świetny tekst, dowiedziałam się o nim z fb:) Zgadzam się zwłaszcza z punktem odnośnie wyprzedaży – sama najbardziej lubię chodzić na sam koniec, kiedy zostają rzeczy najbardziej oryginalne i jednocześnie najmniej uczęszczane. Przy specyficznym guście takie podejście bardzo pomaga:) Pod całą resztą też mogę się podpisać rękami i obcasami, ale ten punkt podbił moje serce!

  62. Arletha

    Asiu! Świetny tekst!
    Mam do Ciebie małą prośbę :) Nigdy w życiu nie byłam w “dobrym” sklepie typu second hand. Czy mogłabyś polecic dobre tego typu sklepy w Warszawie? :) Z góry dziękuję i życzę sukcesów blogowania :)

  63. J

    Styledigger! Wczoraj wybrałam się na zakupy i – słowo daję – miałam w głowie Twój wpis o racjonalnym kupowaniu. Po pierwsze, wiedziałam,czego szukam (żakiet). Po drugie, wiedziałam,ile chcę wydać pieniędzy. Po trzecie, szukałam “tego idealnego, jedynego na świecie”, nie takiego, który “może być” czy takiego, który “wyglądałby ładnie, gdyby …(i tu lista warunków)”. I tak trafiłam do Mohito,gdzie wybrałam dla siebie absolutnie cudowny,mięciutki,jedyny w swoim rodzaju żakiet z krzywym suwakiem.Nigdy w życiu nie miałam rzeczy,z której bym się aż tak cieszyła :) Aż tak :)

  64. Anonymous

    Oh,tego właśnie szukałam! Właśnie zdałam sobie sprawę, że w liceum miałam w szafie dwie pary dobrej jakości dzińsów (ciemne i jasne), dwie fajne spódnice, 1 fajną sukienkę i parę swetrów i bluzek- nosiłam to na okrągło i czułam się SOBĄ!!! nie wiem jak to się stało, że odeszłam od tego tak daleko, ale uświadomiłam sobie, że ostatnio co bym nie kupiła (dla dziwnej zasady, by wypróbować coś nowego), i tak rano zwykle mam ochotę wracać do swojej “klasyki”, typu bawełniane bluzki w paski, fajne dzińsy, długie włosy (bo z włosami też oczywiście kombinowałam)- tylko zwykle w bardziej uwspółcześnionej wersji… Pocieszam się, że czas eksperymentów się pomału kończy, co jest niechybnym znakiem że poznałam wreszcie siebie i zaczęłam bardziej słuchać siebie zamiast gazet, blogów o modzie itp.- a zatem dojrzałam :-)natomiast czeka mnie teraz wyrzucanie i sprzedawanie ubrań oraz zaopatrywanie się w zaniedbany dział “basic”, także w sferze bieliźniarskiej (lubię jasne koszulki, ale dobre, cielistego biustonosza brak)… tym samym dziękuję za podpowiedź, jak można to zorganizować, na pewno skorzystam jeszcze dziś! ;)

  65. Anonymous

    ja to wszystko rozumiem, bardzo ładna notka, ale to nie wnosi nic nowego – teraz ka żda blogerka pisze o tym, żeby nie patrzeć na trędy lecz na swoje gusta. co w tym odkrywczego ?

  66. Id

    Znów zaglądam do Ciebie, kiedy robię porządki w szafie. Choć mam zupełnie odmienny styl (też studiuję, ale ubieram się raczej klasycznie-elegancko + odrobina prostej ekstrawagancji; jest to dla mnie praktyczne, bo takie rzeczy mogę założyć i na co dzień, i na ważniejsze okazje), to ujęło mnie Twoje niezwykle zrównoważone podejście do slow fashion (trzeba też czasem kupić coś, bo nam się po prostu podoba, a nie we wszystkim, co bardzo bardzo nam się podoba, wyglądamy i czujemy się dobrze, czego przykładem genialne zestawienia Oliwki z Variacji, w których np. ja wyglądałabym okropnie). Też niedawno przeszłam okres fascynacji minimalizmem itp., itd., ale nigdy nie zastosuję go w skrajnej postaci. Niesamowita jest natomiast czystość umysłu, z jaką człowiek, wolny od bagażu rzeczy i trendów, spogląda na swoje życie i zabiera się do uporządkowanie innych, ważniejszych spraw. Ciuchów mam mniej więcej tyle co Ty (ale ciągle i tak myślę, że za dużo) i całkowicie zgadzam się z tym, że nawet te “modne” rzeczy muszą być dobrej jakości i być w naszym własnym stylu, by służyć nam dłużej. Nie stać mnie na miejsca lepsze od sieciówek, więc zaopatruję się głównie tam + w miejscach, które odkryję cudownym trafem. Prawda jest taka, że ubrań raczej nie niszczę, dbam o nie, po prostu zawsze dokładnie oglądam w sklepie, czy zaraz się nie rozlecą.
    Największy problem miałam z tym, co zrobić z workiem nieużywanych ciuchów – niezniszczonych, eleganckich (czasem za bardzo), do którego wciąż czegoś przybywało… “Minimalistą” ubraniowym byłam właściwie nieświadomie od dawna – częste porządki, lista itd. Niestety w komisach mają dziwne podejście, a o zbiórkach odzieży różne rzeczy się słyszy… Dlatego zawiozłam moje rzeczy do domu samotnej matki. Staram się od razu nosić kupowane ubrania, nawet jeśli (teraz już prawie wcale) coś szybko mi się odpodoba, bo nie chcę marnować pieniędzy, poza tym to jakaś forma nauczki na przyszłość ;) Ale zawsze jednak to poczucie wyrzucania worka z pieniędzmi jest. A kiedy te rzeczy komuś oddajesz, to po prostu tak, jakbyś wpłaciła, powiedzmy, 1000 zł potrzebującym.
    Niedługo zaczynam szkołę dla stylistów, bo ubraniami interesuję się nadal, i mam nadzieję, że uda mi się to jakoś pogodzić z rozsądnym podejściem do mody (za przykład stawiam sobie zawsze Emmanuelle Alt).
    Aale rozprawka mi wyszła. Pozdrawiam :)

  67. ketele

    Średnio interesuję się modą, ale fajnie byłoby znać polskie marki z tej branży godne polecenia. Jest szansa na taki wpis? A może jako stary wyjadacz możesz polecić mi miejsca gdzie mogę się czegoś dowiedzieć o polskim rynku modowym dla przeciętnego Kowalskiego?

    Na marginesie dodam, że jest pewien ubraniowy MUST HAVE dla każdej dziewczyny, o każdej porze roku: sweter jej chłopaka. :D

    Pozdro!

  68. Pingback: Co osiągnę w 2014 ! | masz to, na co się odważysz

  69. Pingback: Whassup, Doc? Follow dowolny dzień tygodnia. - tattwa | tattwa

  70. Pingback: Ulubieńcy NIEkosmetyczni | Książki, Muzyka, Internet | multishoper

  71. AGATA

    Punkt pierwszy :) Nic dodać nic ująć :) Ja od jakiegoś czasu też już nie daje się porwać jakimś chwilowym zachciankom, tylko robię zakupy świadomie :) Jest mi z tym niebo lepiej:) Zwykle sezonowo robie sobie listę ubrań o jakie chciałabym uzupełnić szafę – tak jak piszesz nie jest to lista A4 a kilka dobrze przemysląnych pozycji, robię ją na tyle wczęsniej aby mogłą chwilę poleżeć zanim zacznę ją realizować :) Ma to plusy bo 1. Jak trochę odleży i potem do niej zajrzę i nic nie chce wykreśłić tzn. że faktycznie jest to niezbędne must have 2. Mając konkretne rzeczy na liście łatwiej jest mi upolować promocję, mam świadomość ile dana rzecz kosztowała, a że jestem zainteresowana to śledzę dany produkt i czesto sie okazuje ze w miedzy czasie jest jakies promo typu -10 % – 20% wiec moge je nabyc w atrakcyjnej cenie (bo przezcież już jestem pewna że ją chce, bo normalnie nie ma nic gorszego niż słowo promocja :) )
    Tak samo robie zakupy spozywcze co sobote ukladam sobie menu na kolejny tydzien, robie pod nie konkretna liste potrzebnych produktów, w niedziele jade na zakupy i dzieki temu nic sie nie marnuje, a ja nie trace czasu na wymyslanie na biezaco co zrobic na obiad, a potem szybkie latanie po osiedlowych sklepach w poszukiwaniu produktow :) Dzieki temu systemowi nie wyrzucam ton jedzenia jak kiedys i nic sie nie marnuje, bo kupuje to co faktycznie bedzie mi potrzebne:) A nie tysiac roznych przypadkowych produktow, łudząc sie ze cos z nich wymysle:)

  72. Monika

    Nie lubię blogów i ich nie czytam. Na ten trafiłam przypadkiem i… nie powiem miło się zaskoczyłam. Nawet bardzo miło. Podoba mi się szczerość i prostota wypowiedzi. A przede wszystkim przekaz. Chyba normalnie będę tu zaglądać częściej :)

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *