Spot Digging: Massolit

Z antykwariatów, czyli miejsc, w których przecina się moje zamiłowanie do kupowania książek i uwielbienie do wszelkich staroci, jest mnie, o dziwo, trudniej wyciągnąć niż ze sklepu z butami. Mogę godzinami przerzucać tytuły na półkach, wyćwiczonym okiem szukając grubych tomów o Indianach, piratach, ewentualnie ukrytych skarbach albo dalekich podróżach- zostało mi chyba z dzieciństwa. A jeżeli jest to miejsce z dodatkowymi atrakcjami, to właściwie mogłabym tam zamieszkać. W Massolicie, polsko-amerykańskiej księgarni na Felicjanek, kilka minut od krakowskiego Rynku, znajdziemy ich całkiem sporo. Po pierwsze, wszystkie książki są anglojęzyczne i w większości kosztują niewiele, często są używane- to ogromny plus, bo zagraniczne książki w polskich księgarniach zwykle mają kosmiczne ceny. Po drugie, Massolit to także kawiarnia, możemy nie tylko napić się tam kawy albo zjeść brownie czy bajgla, ale też posilić się konkretniej zupą marchewkowo-imbirową czy porowo-ziemniaczaną, w równie przyjaznych co książki cenach. I po trzecie, przy odrobinie szczęścia możemy trafić na koncert czy slam- nadchodzące wydarzenia warto śledzić na stronie Massolitu, znajdziemy tam też katalog wszystkich tytułów dostępnych w sklepie. Podsumowując- przytulnie, przyjaźnie i bez zadęcia, prędzej spotkamy tam eleganckiego starszego pana w muszce niż licealistę w kolorowych Ray Banach, zdecydowanie jedno z moich ulubionych miejsc w Krakowie!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

| Massolit Books & Cafe, Felicjanek 4, Cracow |

51 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. coczytamalita

    Wiesz, co w Massolicie jest dla mnie najpiękniejsze? Drabina do górnych półek z książkami! Żywcem wyjęta z “Pięknej i Bestii”. Poza tym – zgadzam się z każdym słowem.

  2. agata

    “Prędzej spotkamy tam eleganckiego starszego pana w muszce niż licealistę w kolorowych Ray Banach”- samo sedno. Bo takich miejsc mam już coraz bardziej dosyć ;).
    Cudowna atmosfera, jej, co kolejny post z serii Spot Digging, tym bardziej chcę kupić bilet na pociąg do Krakowa na majówkę.

  3. szafiarki

    Ach! Czemu w Toruniu takiego czegoś nie ma… Cudowne, klimatyczne miejsce.
    Podejrzewam, że byłabym stałą bywalczynią.
    Pozdrawiam Joasiu i w wolnej chwili zapraszam do nas ;)

  4. Kasiek

    uwielbiam takie urozmaicenia! cześto tu zaglądam, ale pisze pierwszy raz… nie wiem czemu tak długo zwlekałam ;)
    Uwielbiam to w jaki sposób prowadzisz blog! jesteś dla mnie inspiracją ;)

  5. Anonymous

    mimo iż jestem licealistką to nie noszę kolorowych raybanów i cenię sobie takie miejsca. jest schludnie i z klasą, tak jak być powinno!nie każdy lubi starbucksowy szum i wszechobecny tam lans. aż żałuję, że nie jestem z Krakowa… uwielbiam Twoje posty! pozdrawiam, Kornelia!

  6. ian wojcik

    Akurat wczoraj wrocilem z Krakowa :(

    A ja jestem w gimnazjum i chętnie bym sie wybral do takiego miejsca :) W pełni rozumiem co chialas powiedziec, ale niestety większość ludzi szufladkuje nas jako niedojrzalych szpanerow, czemu, mam nadzieję, przeczę…

    Rozgladalem sie bacznie po ulicach z.nadzieja że wypatrze Ciebie, Ale, Ryfke, Kasie albo Weronike, ale cos was widac nie bylo :D a taka ladna pogoda w ten weekend byla! I wogóle fajny ten wasz Krakow!

    Pozdrawiam!

  7. m_42na

    Czy ta torba z ostatniego zdjęcia należy do Twojej osoby towarzyszącej? Jeśli tak, to może wiesz gdzie można taką kupić? Będę wdzięczna za informację :)

  8. Midori

    Mieszkam obok od pół roku…zawsze mam ochotę zajrzeć, ale jakoś nigdy nie ma okazji:) Faktycznie, w środku jest super! Dzięki!
    I pozdrawiam:)

  9. Anonymous

    Hej :) Ale fajnie :))) Ja też chcę tam zamieszkać – mogę zmywać naczynia ;) Z rozrzewnieniem spojrzałam na okno ocieplone kocem – tak samo “ogrzewam się” w pracy. Moja nazwijmy to firma mieści się w zabytkowym budynku – klimat jest, ale niskie temperatury zimą i niebotyczne upały latem, masakrują ;) Planuję “majówkę” w Krakowie i Massolit wpisuję na listę. Zresztą jak tak przewertować Twój blog, to “lista wycieczkowa” może być o wiele bogatsza niż sugestie z przewodnika. Pozdrawiam :))) Vanessa

  10. Anonymous

    Tego mi było trzeba. Mam dosyć szpanersko-lansiarskich miejsc z wystylizowaną bracią.Nie cierpię miejsc “modnych”, w ogóle zauważyłam że mam dreszcze (z tych nieprzyjemnych) jak słyszę słowo “alternatywne”. Także zdanie “przyjaźnie i bez zadęcia, prędzej spotkamy tam eleganckiego starszego pana w muszce niż licealistę w kolorowych Ray Banach” robi mi dobrze.

  11. yellow

    to jedno z moich avbsolutnie ulubionych miejsc!:) zawsze mam szczęście trafić tam na ciekawych obcokrajowców, którzy rozmawiają o sztuce:)

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *