Własna marka odzieżowa – jak zacząć?

Znienacka do mnie dotarło, że mija nie tylko rok, odkąd zamieszkał u mnie Chrupek (zrobię mu tort z pasztetu!), ale też rok, odkąd uruchomiłam Lunaby. Praca z piżamami daje mi mnóstwo przyjemności, ale była też dużo trudniejsza, niż się spodziewałam, zwłaszcza na początku. To, o co się bałam najbardziej, czyli brak zainteresowania, okazało się nie być problemem, pojawiło się za to mnóstwo innych trudności, które nawet nie przeszły mi przez myśl.

Byłoby mi dużo łatwiej, gdyby ktoś krok po kroku opowiedział mi, na co się przy starcie własnej marki nastawić. Dlatego postanowiłam napisać ten post, mam nadzieję, że ułatwi sprawę, tym, którzy się nad podobną działalnością zastanawiają.


POMYSŁ


Najczęściej zaczyna się od pomysłu i jest to całkiem słuszna droga. Niestety, bardzo często wygląda to tak, że ktoś pod wpływem impulsu wpada na pomysł „będę robić takie kolorowe laleczki z gąbki i sprzedawać je przy głównej ulicy”, koleżanka zakrzyknie „wspaniale, już widzę to piękne wnętrze i ciebie, jak uśmiechając się do klientów prostujesz laleczki z gąbki na półkach” i machina rusza. Rozrysowywanie laleczek, szukanie lokalu do wynajęcia i kupowanie pięknych złotych lampek jak z Pinteresta, które ozdobią wnętrze i idealnie pasują do charakteru marki. Później najczęściej przychodzi rozczarowanie – nikt nie chce wynająć lokalu na dwa miesiące, gąbka jest droższa i trzeba ją kupować w ogromnych ilościach, a w ogóle to nie ma ładnych kolorów.

Pół biedy, jeśli to na tym etapie się zniechęcimy. Znam przynajmniej kilka osób, które swój biznes zaczęły od szalonego entuzjazmu i pakowania się w koszty. To bardzo częsty błąd, wydaje nam się że skoro mamy już swoją działalność, to absolutnie nie możemy obejść się bez dużego biura, nowego sprzętu, firmowego samochodu i tak dalej. Zwykle nie tylko możemy, ale też powinniśmy.

Narada przy stole z kartką i ołówkiem w ręku wydaje się najnudniejszą rzeczą na świecie, ale naprawdę warto od niej zacząć. To nie musi być żaden wielki biznesplan, wystarczy zrobić prostą analizę SWOT (szanse i zagrożenia, mocne i słabe strony) i przede wszystkim zastanowić się, ile chcielibyśmy zarabiać i policzyć ile produktów ilu osobom trzeba co miesiąc sprzedać, żeby osiągnąć ten pułap (nie zapominając o podatkach). Tylko tyle i aż tyle. Na początku na pewno ciężko będzie oszacować koszty – ja na przykład nie miałam pojęcia ile kosztują materiały czy guziki – ale warto to zrobić chociaż mniej więcej, to też dobra okazja, żeby faktycznie podzwonić, powysyłać zapytania i zorientować się w cenach konkretnych usług czy materiałów.

piżama-niebieska-02s

nasz najbardziej klasyczny model i Taszka, pies mojej przyjaciółki Ani, podczas wiosennej sesji


TESTOWANIE POMYSŁU


Nigdy nie wiemy, czy nasz pomysł się spodoba komuś oprócz nas, jeśli go nie przetestujemy. Wiele osób boi się opowiadać innym o swoim pomyśle na biznes, ale o ile tylko nie wymyśliliśmy latającego samochodu ani żadnej innej żarówki, nie ma się czego obawiać. Znacznie większe znaczenie od samego pomysłu ma sposób, w jaki wdrożymy go w życie, czyli pięknie skopiowana z angielskiego „egzekucja”. W Krakowie są dziesiątki lodziarni, ale to właśnie do tej jednej, niepozornej, na Starowiślnej, ustawiają się kilometrowe kolejki. Ani Facebook, ani Google nie były oryginalnymi pomysłami – oni po prostu robią to lepiej niż inni.

Oczywiście, nie każdy pomysł da się przetestować, ale zdecydowaną większość jak najbardziej. Jeśli planujemy otworzyć catering z ciastami, warto na początek wypróbować nasze wyroby na bliższych i dalszych znajomych, wrzucić apetyczne zdjęcia na swojego Facebooka. Jeśli zamówienia same zaczną się sypać, będzie to jasny znak, że idziemy dobrą drogą.

Jeśli z kolei nasz pomysł jest niemożliwy do przetestowania, bo na przykład wymaga specjalistycznych maszyn (a może możemy je tymczasowo u kogoś podnająć?), warto się zastanowić, czy nie da się go jakoś uprościć (zwykle się da!). Prowadzenie biznesu to umiejętność jak każda inna, niezależnie od tego, czy sprzedajemy usługę robienia zdjęć na weselach czy produkujemy papcie w kształcie zwierzątek. Warto jest poćwiczyć na czymś mniej zobowiązującym, zanim zainwestujemy w skomplikowany pomysł oszczędności swojego życia.

Testowanie bardzo często powoduje, że pomysł naturalnie ewoluuje, upraszcza się, nabiera kształtu. Nigdy nie wiadomo, jaki aspekt chwyci najmocniej, często jest to duże zaskoczenie. W ostatnim podcaście Michała Szafrańskiego możecie usłyszeć o Oli Budzyńskiej, znanej jako Pani Swojego Czasu. Planowała otworzyć szkołę dla guwernantek, pozwalającą nianiom zdobyć dodatkowe umiejętności, a stanęło na kursach z zarządzania czasem, skierowanych do kobiet – zmiana spora, a pomysł dużo prostszy do zrealizowana, z dużo szybszym potencjalnym zwrotem z inwestycji. (edit: ta historia jednak nie do końca tak wyglądała, a nawet zupełnie inaczej, tutaj Ola wszystko prostuje)

koszulka-nocna-lunaby

różowa koszulka Audrey i Chrupek, zdziwiony, że mógł wejść na łóżko

Mam wrażenie, że zwłaszcza kobiety mają tendencję do wpadania na „romantyczne” pomysły biznesowe. Takie, które pięknie wyglądają w filmach czy na Instagramie, a tak naprawdę są bardzo, bardzo trudne, mało skalowalne i wymagają dużych inwestycji – urocza księgarenka dla dzieci, butik z luksusową biżuterią z czegoś dziwnego, stacjonarny sklep sprzedający ręcznie robione lizaki.

Kiedy okazuje się, że firma nie działa tak dobrze, jak się tego spodziewały, często obwiniają wszystkich dookoła – bezduszne państwo, które każe sobie płacić podatki, niewyedukowanych klientów, którzy wolą kupować w tanich supermarketach i tak dalej. Tymczasem rozczarowania można było uniknąć, testując pomysł, robiąc proste obliczenia i zadając sobie kilka prostych pytań:

  1. Czy na mój produkt jest wystarczająco dużo klientów? Ręcznie szyte, ozdobne buciki dla mopsów mogą się wydawać bardzo unikatowym i oryginalnym pomysłem, ale nie jest on unikatowy bez powodu. Ludzi, którzy lubią ubierać mopsy w buty jest po prostu bardzo mało. Tutaj trzeba być ostrożnym, żeby nie przesadzić w drugą stronę – ludzie mają naprawdę różnorodne upodobania.
  2. Czy mój produkt czymś się wyróżnia spośród innych z tego rodzaju? Poradziliśmy sobie z pierwszym pytaniem, nasz produkt spełnia potrzebę wystarczająco dużej grupy potencjalnych klientów – uświadomioną lub nie. Dlaczego jednak powinni wybrać właśnie naszą sukienkę czy świeczkę, a nie tą od konkurencji? Musimy zaproponować im coś, co sprawi, że wyróżnimy się od reszty – niepowtarzalne wzornictwo (jak Celapiu), łatwą dostępność (jak sieciówki), doskonałą obsługę klienta (jak Zappos), spójny i ciekawy branding (jak Risk) czy cokolwiek innego. Konkurowania wyłącznie ceną nie polecam.
  3. Czy mogę wykorzystać któryś z moich istniejących zasobów? Roboty Ręczne (Roboty od robotów, nie od robót!) powstały w dużej mierze dzięki dziergającej babci założycielki. Lunaby sprzedawało od pierwszego dnia (do dziś pamiętam, kto kupił pierwszą piżamę – Konrad Kruczkowski z bloga Halo Ziemia), bo marce przyświecają te same wartości, które promowałam od wielu lat na blogu. Wiele biznesów założonych przez młode mamy, na przykład te sprzedające chusty, wybiło się na dobrym słowie innych młodych mam z otoczenia założycielek.
  4. Czy mój biznes jest skalowalny, czy może się bezproblemowo rozwijać? Jeśli produkuję piękne notesy na starej, tajemniczej maszynie do drukowania, ile mogę ich wyprodukować w tygodniu? Co, jeśli zwiększy się liczba zamówień? Czy będę mogła dokupić kolejną, zatrudnić kogoś do jej obsługi? Bardzo wiele osób popełnia błąd i myśli „byle tylko byli klienci, wszystko inne ma drugorzędne znaczenie”. Tymczasem często ładuje się mnóstwo czasu i energii w biznesy, które mają bardzo jasno określoną, trudną do przekroczenia ścianę – można na nich zarobić tyle a tyle, a na więcej po prostu nie pozwalają moce przerobowe. Warto zawczasu pomyśleć o takich pułapkach i sposobach na ich obejście.
  5. Czy mój biznes będzie zarabiał, kiedy pojadę na wakacje? To wydaje się zupełnie drugorzędnym problemem, a jest naprawdę ważne. Mierzą się z nim często biznesy oparte o usługi i rękodzieło, zwłaszcza te oferowane przez rozpoznawalne osoby. Hipotetycznie, jeśli Radzka uruchomiłaby usługę personal shoppingu, to nawet jeśli zatrudniłaby masę asystentek, klientki i tak chciałyby chodzić na zakupy właśnie z Radzką. Jeśli przestałaby pracować na miesiąc, na przykład ze względu na urlop czy chorobę, nie zarabiałaby przez ten czas na swoim biznesie żadnych pieniędzy. Mnie bardzo zależało na czymś, co w razie potrzeby będę mogła oddelegować, bo mam już w 100% zależnego ode mnie i mojej pracy bloga.

 

 


Rozpoczęcie działaności


Pomysł przemyślany, testy przeprowadzone, robimy! Czekanie na idealny moment jest bez sensu, bo ten nigdy nie następuje, nigdy nie będziemy się czuć w stu procentach gotowi. Przygotowania warto ograniczyć do tego, co naprawdę potrzebne – jeśli potrzebujesz zrobić coś konkretnego w WordPressie, zobacz tutorial konkretnie w tym temacie zamiast tygodniami studiować grube książki poświęcone całości.

lunaby

nasz kolejny klasyk – uwielbiam ten materiał, kupiłyśmy jakiś kilometr, ale niestety już nam się kończy

Od czego warto zacząć? Od harmonogramu prac – czyli znowu nuda. Ale jeśli czegoś nie zaplanujemy i nie zapiszemy razem z jasno określoną datą końcową, najprawdopodobniej będziemy to przekładać w nieskończoność – zwłaszcza że najważniejsze zadania zwykle należą do tych trudnych i żmudnych.

Kiedy zakładać działalność? Tak późno, jak tylko się da. U mnie ta kwestia odpadała, bo miałam już wcześniej założoną działalność gospodarczą na potrzeby bloga, ale gdybym jej nie miała, poczekałabym do momentu, w którym faktycznie pojawią się pierwsze koszty – muszę kupić materiały czy komuś za coś zapłacić. To ważne z dwóch względów. Po pierwsze, każdy miesiąc prowadzenia działalności to kilkaset złotych, które trzeba zapłacić ZUS-owi, ale które na początku zwykle mają duże znaczenie. Po drugie, przez pierwsze dwa lata płacimy niższy ZUS, więc warto nie  marnować tej zniżki niepotrzebnie – przesiadka na wyższe stawki boli tak samo, jak utrata zniżek studenckich w tramwajach i pociągach.


Rozkład jazdy Lunaby


 

Pokażę Wam, jak to mniej więcej wyglądało u nas. Nie pamiętam już wszystkiego tak bardzo dokładnie, więc niektóre miesiące mogą się nie zgadzać. Nie wszystko było też z góry zaplanowane, no i całość trwała trzy miesiące dłużej, niż założyłyśmy.

Grudzień 2013: pomysł

Obudziłam się pewnego zimnego poranka i drepcząc do łazienki złapałam kątem oka swoje odbicie w lustrze. Wyglądało raczej smętnie. Pomyślałam, że na potargane włosy nic nie poradzę, ale na rozciągnięty t-shirt już jak najbardziej. Od miesięcy bezskutecznie szukałam ładnej i wygodnej piżamy, która nie będzie zrobiona z poliestru, więc wpadło mi do głowy, że może to ciekawa nisza. Tego samego dnia, siedząc w londyńskim autobusie, opowiedziałam o pomyśle mojej mamie, której idea bardzo się spodobała i postanowiła się zaangażować – akurat kończyła swoją poprzednią pracę.

Styczeń 2014: rozpoznanie – szycie i materiały, pierwsze prototypy

Zaczynamy działać. Uruchamiam wszystkie przychodzące mi do głowy kontakty związane z branżą odzieżową. Traczka zrobiła mi małe szkolenie z materiałów, dziewczyny z Celapiu podrzuciły wiele cennych wskazówek, a pani krawcowa, u której od lat robimy poprawki, skontaktowała nas z panią konstruktor bielizny. Nie było łatwo ją przekonać, żeby zrobiła dla nas próbne szablony, ale w końcu się udało. Myślę, że nie przypuszczała, jak bardzo zdeterminowanym duetem jesteśmy i spodziewała się słomianego zapału albo rezygnacji przy podliczeniu kosztów.

Rozrysowuję koślawy szkic pierwszej, klasycznej piżamy, kupujemy w sklepie kilka metrów materiału, w pasmanterii dobieramy dodatki. To wtedy uderza mnie, jak wiele elementów potrzeba, żeby uszyć ubranie. Na jedną piżamę składają się:

  • od 1,80 do prawie 3 metrów materiału, w zależności od modelu,
  • flizelina, czyli taka rozprasowana chmurka do wypełnienia kołnierzyka, żeby ładnie się układał
  • kolorystycznie dopasowane nici
  • kolorystycznie dopasowane lamówki
  • guma
  • guziki (jeśli to model z guzikami)
  • koronka (jeśli to model z koronką)
  • przycięte do odpowiedniej długości wstążki do wiązania przy spodniach
  • wszywka z rozmiarem
  • wszywka ze składem
  • metka z nazwą firmy

Kupowanie ich w pasmanterii nie było jeszcze żadnym problemem, schody zaczęły się, kiedy potrzebowałyśmy kupić ich więcej. Okazało się, że nigdzie nie ma takich guzików, jakich potrzebujemy, a jeśli są, to trzeba zamówić je w olbrzymich ilościach, które zupełnie nie wchodzą u nas w grę. Że odpowiednio miękkie koronki są zupełnie nie do znalezienia, hurtowni jest dosłownie kilka, a znalezienie ich graniczy z cudem. Wtedy zaczęło się nasze największe wyzwanie w Lunaby, czyli przygody z dostawcami.

Luty 2014: przeboje z hurtowniami i początek sklepu

Luty upłynął nam na wyprawach do Łodzi i nie tylko. To był moment, w którym naprawdę miałam ochotę się poddać. Zdarzało nam się spędzić na chodzeniu po hurtowniach cały dzień i wrócić z pustymi rękami. Z jednej strony znalezienie jakichkolwiek zadowalających nas materiałów było niezwykle trudne (trzy słowa: wszędzie sam poliester), z drugiej same dobrze nie wiedziałyśmy, czego szukamy i na co powinnyśmy zwrócić uwagę.

Skompletowanie wszystkich materiałów i dodatków zajęło nam długie miesiące i było zdecydowanie najtrudniejszą częścią tego biznesu. Zwłaszcza, że branża tekstylna nie funkcjonuje jak każda inna branża na wolnym rynku. Nikt nie odbiera telefonów, nie wspominając już o mailach, sprzedawcy są nieuprzejmi i nie zawracają sobie głowy takimi płotkami jak początkujący, kupujący 50 metrów materiału, obiecają wysłać próbki, które nigdy nie docierają, generalnie – szkoła biznesowego życia i ostoja PRL-u. Nie raz zdarzało mi się właściwie prosić kogoś, żeby wziął moje pieniądze, nie wspominając już o tym, że wszystko jest tajne i nie ma takiej możliwości, żeby ktoś kogoś polecił.

Na palcach jednej ręki mogę policzyć dostawców, którzy wywiązywali się ze swoich zobowiązań zgodnie z umową i w terminie – w ogromnej większości nadal z nimi pracujemy. Jeśli kiedyś zdecyduję się na porzucenie bloga, pisania i piżam, stoi przede mną otworem kariera w windykacji – stałam się ekspertem od namolnych telefonów i egzekwowania ustaleń, żadne niedocierające maile ani inne mętne wymówki nie są już w stanie mnie zbyć.

Oprócz tego skontaktowałam się z ekipą graficzno/programistyczną z prośbą o wycenę projektu sklepu. Zdecydowałam się na WooCommerce, bo znałam już WordPressa i wydał mi się najbardziej elastycznym, a przy tym stosunkowo niedrogim, rozwiązaniem. Ustaliliśmy wszystkie szczegóły wyglądu sklepu, podesłałam listę elementów, na których nam zależy i załączyłam opis charakteru marki, wraz ze zdjęciami, i prace ruszyły.

Marzec: poszukiwania szwalni

We współpracy z panią konstruktor powstały kolejne projekty piżam i okazało się, że będziemy potrzebować przynajmniej dwóch miejsc, w których będą się szyć nasze piżamy: jednego, wyspecjalizowanego w bieliźnie i drugiego, które zajmie się prostszymi modelami z bawełny.

Znalezienie ich nie było łatwe, podejrzewam że w Łodzi byłoby nieco prościej, nam jednak zależało na produkcji zlokalizowanej w Bielsku. Nasze zamówienie (na początku zamówiłyśmy około 130 sztuk piżam, w różnych fasonach i rozmiarach) było za małe dla większości szwalni, a drugiej strony wymagało kilku specjalistycznych maszyn. Po wielu, naprawdę wielu, telefonach, spotkaniach i testach w końcu się udało. Była to jednak kolejna poważna próba dla naszej nieustępliwości. Gdyby nie to, że jesteśmy z mamą w dwójkę i nasza energia wyczerpywała się naprzemiennie, więc zawsze mogłyśmy się nawzajem wesprzeć i zmotywować, pewnie bym się wycofała.

Tutaj zaczęły się też pierwsze poważne koszty: opłacenie szablonów (po kilkaset złotych za jeden, różne modele i rozmiary) i materiałów, których ciągle szukałyśmy i dokupowałyśmy (po kilkaset złotych za niewielką belkę).

Kwiecień: nazwa

Jakby tych wszystkich spraw było mało, nasz sklep wciąż jeszcze nie miał nazwy. Został roboczo nazwany Piżamexem (do teraz tak funkcjonuje w naszych rozmowach), a spośród wielu nazw, które rozważaliśmy, najbardziej przychylałam się do Rooshkin, bo zawiera wszystkie moje ulubione literki, ale czułam że to jednak nie to – strasznie skomplikowana, strasznie hipsterska. Lunaby powstało w wyniku burzy mózgów ze znajomymi w kolejce linowej na Szyndzielnię – jedna z koleżanek rzuciła „Luna”, druga „Lullaby” i połączenie tych słów od razu wydało mi się strzałem w dziesiątkę.

Od razu po powrocie do domu kupiłam domenę (na szczęście była wolna!) i zarezerwowałam nazwy we wszystkich możliwych social mediach.

Maj: logo

Skoro pojawiła się ostateczna nazwa, powstało też nasze logo z drozdem śpiewakiem – bardzo mi się wtedy spodobało i nadal jestem nim zachwycona. Maj był też miesiącem, w którym stało się jasne, że planowana przez nas data startu, czyli czerwiec, na pewno się przesunie – nie miałyśmy jeszcze wszystkich materiałów, piżamy dopiero zaczynały się szyć, sklep nie był skończony, a mnóstwo formalności czekało na załatwienie.

Czerwiec i lipiec: sesje zdjęciowe, metki, wszywki i opakowania

Oprócz tego, że wciąż testowałyśmy poszczególne modele, materiały i dodatki, był to też moment na załatwienie wszystkich drobiazgów związanych z wykończeniami i wysyłką – zamówienie metek i wszywek, wybranie pudełek i bibuły, wydrukowanie kopert, metek i naklejek.

W tych miesiącach zrobiłyśmy też zdjęcia większości piżam. Żeby nie mnożyć kosztów, zrobiłam je sama, organizacja sesji i obróbka zajęła mi sporo czasu, ale z kosztów zostało nam tylko wynagrodzenie modelki i makijaż. Tylko raz (w jesiennej sesji) wynajęłyśmy wnętrze, zwykle staramy się robić zdjęcia w plenerze albo wpraszamy się do stylowych znajomych.

Sierpień: regulamin, ceny i księgowość

Sierpień, czyli moment tuż przed startem, poświęciłyśmy na formalności. Ustaliłyśmy, jak będziemy księgować piżamy (na początku wystawiałyśmy faktury, dopiero po kilku miesiącach kupiłyśmy kasę fiskalną), jakie opcje wysyłki oferujemy, przygotowałyśmy regulamin. Zrobiłyśmy też wycenę poszczególnych produktów – tak, żeby po podliczeniu wszystkich kosztów i podatków mieć co zainwestować w rozwój biznesu, a z drugiej strony, żeby piżamy miały tak niskie ceny, jak się da.

Wrzesień: hosting, GIODO i packshoty

To był moment na ostatnie poprawki – wykupienie hostingu i SSL, przetestowanie działania strony, uzupełnienie jej o teksty i zdjęcia, upewnienie się, że ma wszystkie elementy, które zgodnie z prawem mieć powinna – a jest tego sporo. Zarejestrowałyśmy bazę danych osobowych naszych przyszłych klientów w GIODO, zgodnie z przepisami.

Wysłałyśmy też piżamy do studia fotograficznego, które przygotowało packshoty, czyli zdjęcia produktowe, bez udziału modelek. Wielokrotnie przydały nam się później do publikacji prasowych.

W końcu nadszedł ten wielki dzień w którym odpaliłyśmy sklep i… okazało się, że pracy wcale nie jest mniej. Oprócz wysyłek i odpisywania na maile klientów, musiałyśmy nauczyć się szybko uzupełniać braki towarowe, co jest bardzo trudne, biorąc pod uwagę opieszałość dostawców i myśleć przynajmniej o sezon do przodu. Na szczęście okazało się też, że zainteresowanie piżamami jest i ciągle rośnie, a my możemy się rozwijać i wprowadzać coraz to nowsze produkty.

Kiedy teraz patrzę, na te wszystkie elementy, których musiałyśmy dopilnować i całe rozpoznanie, które zrobiłyśmy, jestem z nas całkiem dumna – to naprawdę wymagało dużo samozaparcia. Trochę się cieszę, że nie wiedziałam, jak dużo – inaczej bym się pewnie nie zdecydowała. Kiedy robi się coś pierwszy raz, nawet najmniejsza rzecz wymaga mnóstwa energii. Potrzebna była też spora inwestycja finansowa. Kiedyś podawałam nasze początkowe koszty w odpowiedzi na pytanie którejś z Czytelniczek i mówiłam o 15 tysiącach złotych, ale mama przypomniała mi, że nie policzyłam wszystkiego i tak naprawdę całość zamknęła się zdecydowanie bliżej 20 tysięcy.


OBAWY VS RZECZYWISTOŚĆ


Większość moich obaw zupełnie się nie sprawdziła. Bałam się o to, że nie będzie zainteresowania, że okaże się, że nasze koszty, a więc i ceny, są za wysokie dla klientów w Polsce, że coś pójdzie nie tak i nagle wszystkie piżamy jak na komendę rozpadną się w strzępy, o problematycznych klientów – nic takiego się nie stało, a przynajmniej nie w dużym stopniu.

Pojawiło się za to mnóstwo problemów, które w ogóle nie przyszłymi do głowy – ogromne trudności ze znalezieniem materiałów, problemy ze znalezieniem szwalni, terminowość dostawców, magazynowe dziury, które trudno jest szybko zapełnić.

Pamiętam, że kiedy na początku zeszłego roku zastanawiałam się nad swoim prywatnym budżetem, pomyślałam sobie „no, od czerwca to już będzie spoko, bo startują piżamy”. Tymczasem na pierwsze pieniądze musiałyśmy poczekać dużo, dużo dłużej, a i tak ogromną większość inwestujemy z powrotem w firmę.

Martwiłam się też, czy wystarczy mi pomysłów na piżamy – okazało się, że ciągłe tworzenie wielu nowych fasonów nie jest dla nas dobrym rozwiązaniem, a „projektowanie” często przypomina bardziej kombinowanie z ładnymi materiałami, które udało nam się znaleźć, niż niczym nieograniczony proces twórczy. Zajmuje to może 5% czasu, który poświęcam na Lunaby. Zupełnie nieoczekiwanie okazało się za to, że świetnie sprawdzają się u nas różnego rodzaju dodatki – od papci po opaski.

papcie4

bestsellerowe papcie – właśnie czekamy na dużą dostawę

Ten post już dawno przekroczył przyzwoitą długość, dlatego więcej o codziennym prowadzeniu sklepu internetowego, platformach sprzedaży i promocji opowiem Wam więc przy kolejnej okazji. Na koniec chciałabym podkreślić to, co jeszcze moim zdaniem warto rozważyć, myśląc o niewielkim biznesie w branży zbliżonej do naszej.

 

To nie jest pomysł dla Ciebie, jeśli:

 

  • lubisz tworzyć, projektować, wymyślać, ale nie chcesz mieć nic wspólnego ze sprzedażą czy sprawami administracyjnymi
  • oczekujesz szybkiego zwrotu z inwestycji – wtedy pomyśl raczej o zaoferowaniu jakiejś swojej usługi, niż o pracy nad linią produktów
  • brakuje Ci determinacji i wytrwałości

 

Może być dla Ciebie, jeśli:

 

  • nie przeraża Cię rozwiązywanie niezliczonej liczby problemów
  • lubisz różnorodność w swojej pracy i sprawia Ci przyjemność uczenie się nowych rzeczy
  • potrafisz planować długoterminowo

 

 

 


 

Jeśli post Wam się spodobał albo znacie kogoś, kto rozważa własny biznes i mógłby na nim skorzystać, koniecznie podzielcie się nim na Facebooku, na przykład przez przycisk poniżej – będę się bardzo cieszyć i bardzo mi to pomoże!

 

 

118 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. almondcake

    Wow, jaki wyczerpujący wpis! Twoje piżamy są piękne, ale niestety nie na moją biedną studencką kieszeń – jednak rozumiem, że porządna jakość dużo kosztuje.

  2. http://pozamoda.blogspot.com/

    Oj, przyda się, przyda:) Kiedyś coś próbowałam z własną linią sukienek, później zawiesiłam temat, bo faktycznie jest problem z dobrej jakości materiałami (takimi jak wiskoza, szyfon, bawełna) – korci mnie, żeby jednak wrócić do tematu, tylko z większą determinacją i profesjonalizmem.. Ten post to skarbnica wiedzy:) Dzięki!:)

  3. Ula Łupińska

    Przygotowałaś świetny tekst, nawet nie poczułam, że jest długi, i z chęcią czytałabym dalej! Uwielbiam poznawać takie historie od kuchni. Nie miałam pojęcia, ile rzeczy składa się na taki biznes. Naprawdę dobra robota :)

  4. Marcin Mniej

    Absolutnie rewelacyjny wpis! Uwielbiam takie życiowe, konkretne wpisy od osób które mają rzeczywiste osiągnięcia.

    Ma to też swój wymiar edukacyjny. Można odesłać do takiego wpisu wszystkich którzy stwierdzają „Ty to masz firmę, czyli nic nie musisz robić. Ja muszę do pracy rano wstawać a Ty sobie możesz spać do dwunastej…”

  5. llellewyn

    Bardzo ciekawy tekst. Mimo, że nie planuję w najbliższym czasie rozpoczynać podobnej działalności, to warto było przeczytać i chętnie przeczytałabym więcej :)

  6. Agnieszka Skupieńska

    Bardzo dobry tekst. Jak wynika z rozkładu jazdy, przygotowanie piżam od pomysłu do sprzedaży trwało jakieś pół roku. Zaczynając biznes nie każdy zdaje sobie sprawę, że to pół roku (czasem więcej) naprawdę ciężkiej pracy, czasem codziennie po wiele godzin. I że w tym czasie nie zarobimy ani złotówki, więc oprócz pieniędzy na inwestycje trzeba jeszcze odłożyć pieniądze na życie w tym czasie.

    Czekam z niecierpliwością na drugi wpis, o promocji i sprzedaży :) Pozdrawiam!

  7. N.

    Ja czekam na powrót Shelly Blue i więcej zimowych wersji piżam (długie nogawki chociażby). I żeby były jakieś kapcie nie ze skórą :(

      1. N.

        Oj, szkoda. Tak bardzo się na nią czaiłam :( Mam nadzieję, że w ofercie zimowej będzie coś podobnego, albo jakaś fajniejsza krata :)

  8. Ola | Mikmok blog

    Super, dzięki za ten tekst, który choć praktyczny, to czytało mi się dobrze niczym powieść. Fajnie, że wspominasz m.in. o testowaniu pomysłu, bo wydaje mi się, że często jest dokładnie tak, jak piszesz – ludzie opowiedzą o pomyśle jednej przyjaciółce, która wszystkiemu bez rozmysłu przyklaśnie i wydaje się, że sukces gwarantowany. Poza tym, u Ciebie na plus zadziałał na pewno jeszcze jeden aspekt – poczytny blog i związane z nim – było, nie było – odzieżowe kontakty. Myślę, że totalny nowicjusz potrzebuje trochę więcej czasu na rozkręcenie biznesu, więc wytrwałość jak najbardziej wskazana. Pozdrawiam! :)

  9. D. od czerwonych psów

    Wiedziałam, że uruchomienie własnej marki to masa pracy, ale bardzo zaskoczyłaś mnie tym, gdzie pojawiały się największe problemy na Waszej drodze – wydawałoby się, że w dzisiejszych czasach każdy chce zarobić i konieczność wciskania swoich pieniędzy hurtowniom/ dostawcom materiałów mocno mnie zdziwiła. Widać na powiew świeżości na tym rynku trzeba poczekać do zmiany pokoleniowej.
    Nawiasem, kapcie są zachwycające! Patrząc na nie wciąż zastanawiam się, czy pachną jak super szarpaki Gambita i czy byłyby z góry skazane na pożarcie. :P

  10. Ania

    Super wpis, bardzo przydatny! Myślę że tymi zasadami rządzą się nie tylko odzieżowe biznesy. Sama nie nadaję się do założenia własnego biznesu, odpowiada mi praca „u kogoś” ale ten post jest idealny dla wszystkich ludzi którzy mają w głowie właśnie taki pinterestowy obraz firmy. Sama znam przypadek ludzi ze świetnym pomysłem, którzy zamiast podjąć solidne kroki zaczynali od fanpejdży, instagramów, loga i nazwy firmy a produkty były na szarym końcu, jak można się domyślać wszystko się posypało bardzo szybko.

  11. newania

    Tekst długi, ale nawet przez chwilę mi to nie przeszkadzało, bo pochłonęłam go w jednej chwili. Wiedziałam, że stworzenie swojego własnego materialnego produktu wymaga pracy, ale nie spodziewałam się, ze aż tyle! To naprawdę bardzo pożyteczny post. Dziękuję :)

  12. dobrymjud

    Naprawdę dobry i interesujący tekst – czytałam z wypiekami na twarzy do końca i chciałoby się więcej :) Fajnie, że pokonałaś te wszystkie trudności!

  13. Zenja

    Podziwiam, że bardzo się zaangażowałaś w powstawanie firmy. Na każdym jej etapie. Najcenniejsza dla mnie wskazówka jest na końcu, czyli że firma nie jest dla osób, które nie lubią sprzedawać. Smutne, ale prawdziwie. Pracuję obecnie nad tym, aby polubić sprzedaż i ją oddzielić od emocji.

  14. Marta

    Czekałam na taki post. Już Ci kiedyś wspomniałam, że odnalazłam swoją pasję i rozwijam ją… Oczywiście nie myślę od razu o wielkim biznesie, nie jestem w gorącej wodzie kąpana, ale mam z tyłu głowy taki mały cel. Za jakiś czas, jak (/jeśli) rozwinę swoje umiejętności i przemyślę to 100%, będę o tym myślała. Ten post jest dla mnie cenną wskazówką, myślę, że już dziś w ramach nauki zacznę sobie notować pewne rzeczy – moje pomysły i kwestie finansowo-organizacyjne (mam nadzieję, że moje ukończone studia na kierunku rachunkowo-finansowym trochę mi w tym pomogą).
    Kilka spraw mnie nie tyle zaskoczyło, co sprawiło, że wiem, że muszę bardziej daną kwestię przemyśleć i większy nacisk na nią położyć i za to Ci dziękuję! :)
    PS Chętnie przeczytam jeszcze jakieś posty na takie tematy biznesowo-organizacyjne. Twoja pasja i zaangażowanie jest zaraźliwe! :)

  15. Pannawberecie.pl

    Rewelacyjny tekst, bez owijania w bawełnę. ;) Widać, ile pracy i samozaparcia wymaga takie zajęcie, ale też ile radości można z niego mieć. Doskonała lektura dla kogoś, kto planuje zająć się czymś podobnym… Gratuluję sukcesu piżam! :)

  16. Natalia Sławek

    Jestem właśnie przed startem sklepu online i przeczytałam ten post z prawdziwą.. ulgą. Tak, ulgą, że nie tylko u mnie tak to wygląda. Coś się przesuwa, ktoś nawala, cośtam nie działa, cośinnego wyskakuje niespodziewanie.
    Teraz, czytając Twoje wspomnienia, widzę, ile samozaparcia musiałaś mieć, ile energii w to włożyć, o serduchu nie wspominając. Gratulacje.

  17. Praline

    Fantastyczny post!
    Sama bałabym się ruszać z tak wielkim przedsięwzięciem, ale może z czasem moje nastawienie się zmieni. Gratuluję i życzę powodzenia na kolejne lata! :)

  18. dorota / plants on the plate

    Ten post pojawił się w niezwykle odpowiednim momencie, wszystko zaczęło się przy naszym projekcie właśnie układać pod górkę. Wiem, że muszę zagryźć zęby, nie pielesić się nad sobą i działać, aż nie pojawią się nowe problemy ;) ale zawsze dobrze jest przeczytać takie przypomnienie, że każdy sukces to morze zainwestowanej determinacji. dzięki! pozdrawiam, dorota

  19. Jorun

    A dlaczego w zasadzie są takie problemy z hurtowniami tkanin? Mentalność czy są jakieś inne powody? Dlaczego są tak mało wolnorynkowe? A może właśnie są za bardzo wolnorynkowe i wykorzystują fakt że jest większy popyt niż podaż i mogą sobie lać na klienta? Jaka jest prawda Twoim zdaniem?

      1. kapua

        Jest to proste. Sa duze minima produkcyjne , a producenci materiałów maja bardzo drogie maszyny, ktore bardzo czesto wymagaja zalozenia duzego nawoju materialowego zeby bylo im oplacalne uruchomienie maszyny z danym wzorem itp. Np haft sklada sie z odpowiedniej ilosci punktow tkanych nici i im wiecej jest takich punktow tym drozszy haft. Zalozenie nici i zaprogramowanie dla bardzo malego metrazu jest zwyczajnie nieoplacalne, a maszyna ma rowniez minimalny nawoj tiulu. Hurtowni tez nieoplaca sie sprzedawanie na metry ale raczej na belki, bo ona nie będzie miala potem co zrobic z takimi krotkimi stokami materialowymi. To nie sklep.. A dostawcy i np ich minima do farbowania to.. oj mozna by pisać… Gratuluje wytrwałości i pozdrawiam z branzy bieliznianej :)

      2. Agnieszka szpilkiwszafie

        Jest i na to sposób. Warto mieć trochę znajomości, wtedy jest łatwiej. Ja już nie potrzebuję korzystać z dostawców tkanin,ale chętnie podziele sue tymi które dobrże znam.

        P.s pierwszy raz jestem na Twoim blogu, czytam dalej :-)
        Bardzo czasochłonny post. Wartościowy i od serca.
        A.

        1. Paulina

          Cześć dziewczyny, ja również pracuję nad rozwinięciem swojej marki odzieżowej. Już teraz widzę, że nie jest to łatwy kawałek chleba. Zależy mi na wysokiej jakości moich produktów, ale jest dokładnie tak jak opisujesz Joanno, cieżko znaleźć odpowiednie tkaniny, które byłyby POLSKIE i BAWEŁNIANE. Tkaniny, nie dzianiny.
          Czy mogłybyście podzielić się doświadczeniami i napisać z usług jakich producentów Wy korzystacie?
          Bardzo dziękuję za okazaną życzliwość!

  20. Guzik Ci do tego

    Trzeba wytrwałości aby takie przedsięwzięcia się się sprawdziły… Samo planowanie długoterminowe również nie wystarczy – potrzeba przy tym dużej elastyczności bo rynek się ciągle zmienia a my musimy się dostosować do sytuacji :)

  21. makate

    Pewnie bardzo się napracowałaś spisując wszystko! Bardzo się cieszę, że przy okazji poznawania Twojego biznesu od podszewki, mogłam też poznać kilka innych małych marek :))

  22. Lena

    Wow! To słowo pewnie nie raz padnie lub już padło w komentarzach ale jest bardzo adekwatne do wpisu :) Wielki szacun za wytrwałość, a teraz żeby nie przedłużać biegnę pobuszować w Waszym sklepie :) Powodzenia!

  23. edigre

    Czytało się dobrze, takie teksty wciągają, bo myślę, ze wciąż takich mało. To interesujące. Zastanawia mnie, jak to by wyglądało, gdyby nie rosnąca popularność bloga i tym samym rozpowszechniająca się znajomość marki. To zrozumiałe, że w jakimś stopniu to pomogło, a i piżamy bronią się same. Bez dobrego marketingu jednak dziś ciężko… Co byś zrobiła? Bądź inaczej, co robisz w tym kierunku? Czy masz jakieś specjalne dni/czas, kiedy zastanawiasz się nad promocją marki i wdrażasz pomysły? A jeżeli nie, to z czasem chyba plan marketingowy się przyda?

    1. Style Digger Autor wpisu

      Na pewno bez bloga byłoby nam duuużo, dużo trudniej. Nie wiem, czy zaczynałabym taki biznes bez jakiegokolwiek zaplecza w tym kierunku, raczej pomyślałabym, jak mogę wykorzystać swoje istniejące zasoby – ostatnio mama koleżanki opowiadała mi z kolei o swojej koleżance, której córka (:D jak w wenezuelskiej telenoweli) jest tancerką i tańczy na turniejach. Jej mama zaczęła szyć jej stroje, które tak się spodobały, że teraz sprzedaje je na pęczki na tych turniejach właśnie. Więc kombinowałabym raczej w tę stronę, ewentualnie wymyśliłabym biznes z jakąś fajną historią (jak Wisłaki), która może zainteresować dziennikarzy, media, blogerów i w ten sposób zapewnia rozgłos. Ale promocja to tylko jeden z wielu elementów, oprócz produktu jest jeszcze sposób podania/łatwość dotarcia, obsługa klienta i masa innych aspektów. I naprawdę nie warto się zniechęcać brakiem kasy na marketing, marketing to przede wszystkim relacje i umiejętność ciekawego opowiedzenia o tym, co się robi.

  24. beata redzimska

    Joasiu bardzo fajny post. Marzy mi się własny biznes, ale po przeczytaniu Twojego wpisu z jednej strony zapał ostygl, z drugiej strony zaczęłam myśleć o tym bardziej swiadomie, że nie sam pomysł, bo póki co tego mi brak, ale jeszcze i wdrożenie. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie beata

  25. Kasia z Po Sukces Na Szpilkach

    Wspaniały wpis! Choć sama nie planuję tworzenia marki odzieżowej, to Twój artykuł pozwolił mi zwrócić uwagę na kilka spraw, które są istotne w każdym biznesie. Cieszę się, że powstają tak merytoryczne artykuły, z których można czerpać wiedzę. Bardzo cenie sobie trud włożony w przygotowanie takiego rzeczowego materiału. Gratuluję i czekam na więcej :)

  26. Ania

    …”taka rozprasowana chmurka” made my day! :) Zdecydowanie lubię Twoje wpisy niosące swego rodzaju „know-how”. Jeśli kiedykolwiek, przy ogromie mojego słomianego zapału, wpadnie mi do głowy pomysł założenia własnego biznesu – na pewno tu wrócę! Pozdrowiam i życzę dalszych sukcesów biznesowych.

  27. Klaudia

    A planujesz może jakieś ciążowe modele? A i czy jest opcja żeby powstały jakieś koszulki nocne z rękawem przynajmniej za łokieć?:) nie jestem w stanie spać w pizamach na ramiaczkach bo bardzo marzna mi ręce:) pozdrawiam:)

    1. Style Digger Autor wpisu

      Mamy klasyczne koszule z długimi rękawami (tutaj), ale takich typowych koszulek nie planujemy, bo musiałyby być uszyte z dzianiny, żeby były wygodne, a tej unikamy. To samo dotyczy modeli ciążowych, ale może kiedyś coś wymyślimy:)

  28. aliny.pl

    Od startu Lunaby marzę o Audrey (teraz jest jeszcze gorzej, bo musiałabym wybrać któryś z kolorów – wtedy była tylko biała) i ogromnie się cieszę, że tak się to rozwinęło. Powoli rozważam zakup kilku par tych kapci na święta :D. Wydają się być fajnym prezentem. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

    A Wam życzę z całego serca dalszego powodzenia tego przedsięwzięcia!

  29. simplife.pl

    „Czekanie na idealny moment jest bez sensu, bo ten nigdy nie następuje, nigdy nie będziemy się czuć w stu procentach gotowi. ” złota rada na całe życie. Nie tylko to biznesowe :)

  30. Hezekiah

    Luźny komentarz z gatunku tych czepialskich (bo cały post przeczytam później): Google robił lepiej bo mieli naprawdę oryginalny pomysł – ten oryginalny pomysł był zawinięty w doktoraty Page’a i Brina. W ich przypadku „lepiej” = „oryginalny pomysł”. Ich wyszukiwarka poza jakością wyników przez długi czas niczym się nie wyróżniała od strony funkcjonalności czy interfejsu, a to wtedy się wybili.

  31. Klaudia

    Naprawdę świetny post (i wcale nie za długi)! Cieszę się, że podzieliłaś się swoimi doświadczeniami i wydaje mi się, że Twoje rady mogą mi się przydać nawet w niedalekiej przyszłości :)

  32. Karierownia

    Podziwiam! Zarówno za pracę włożoną w stworzenie marki, jak i za prace włożoną w tak szczegółowego posta. Masa przydatnych informacji, nie tylko dla tych, którzy chcą sprzedawać swoją odzież :)

  33. Ann

    Podziwiam za wytrwałość. Naprawdę ;)
    Sama tam po cichu trochę marzę o własnej marce odzieżowej (takiej fair trade, odpowiedzialnej społecznie itd.), ale potrzebowałabym kogoś bardzo ogarniętego do tych spraw „przyziemnych”, a sama najchętniej zajmowałabym się tą bardziej kreatywną częścią (projektowaniem ubrań, sesjami itp…). No, ale zobaczymy. Może coś się kiedyś zmieni ;)
    Pozdrawiam Asiu i naprawdę super, że wytrwałaś – bo piżamki są boskie! :)

  34. Ania

    Asiu wielkie dzięki, że podzieliłaś się całą historią i wszystkimi radami i informacjami! Sama teraz poszukuję wykonawców i wiem ile czasu, energii i zawziętości potrzeba by się nie poddać. Szczególnie gdy chodzi o niewielki nakład i nietypowe produkty, a wszyscy patrzą na Ciebie jak na ufo.
    P.S. A co do piżam na czas ciąży i karmienia, to myślcie intensywnie, bo tu bardzo brakuje czegoś ładnego i wygodnego :)

  35. Gabsahey

    Moim zdaniem trzeba skonczyc z rabunkowa polityka Zus, ceny wtedy beda mniejsze. Najpierw trzeba zapracowac na urzedasa, a co zostanie to twoje.

  36. Ania

    świetny tekst, bardzo inspirujący i zwracający uwagę jak można zaoszczędzić przy rozkręcaniu własnego biznesu :)
    jestem ciekawa jak oszacować cenę jednej sztuki produktu mniej więcej? np ile % zysku chciałabym otrzymać z jednej (w Twoim przypadku) piżamy?

  37. Mary Joan

    Witaj Asiu,

    Nie ukrywam, że sama czasem rozmyślam poważnie o założeniu własnej firmy, bo duzo lepiej jest samemu prowadzić swoj biznes niż siedzieć na etacie w korporacji, co potrafi strasznie wypruć człowieka z wszelkiej energii. Najbardziej jednak problemem są finanse – mogłabyś mi przedstawić jak to wyglądalo w przypadku Twojego Lunaby? Czy dla takich nowo otwierających się firm jest oferowana pomoc przez jakieś instytucje start upowe?

    Będę niesamowicie wdzięczna za odniesienie się do pytania :)

  38. Dorota Zalepa

    Ten post zdecydowanie zasługuje na podzielenie się nim dalej! W ogóle nie zauważyłam, że jest pokaźnych rozmiarów, dopóki o tym nie wspomniałaś w tekście, tak dobrze się go czytało. Przeszłyście z mamą ogromną drogę i naprawdę bardzo Was podziwiam. Wiem trochę jak to jest, sama prowadziłam sklep z odzieżą, którą już gotową sprowadzałam z zagranicy. Bardzo przydaje się wsparcie drugiej osoby. Piszesz, że obawiałaś się, że nie będzie popytu na piżamy, a jednak okazało się, że to nie był problem. Dla osób, które nie prowadzą bloga i nie mogą zaprezentować swoich produktów swoim czytelnikom, ta kwestia jest bardzo istotna. Ktoś musi przecież dotrzeć do naszego sklepu, a w gąszczu sklepów internetowych w sieci to nie jest łatwe. Dochodzą koszty reklamy AdWords, pozycjonowanie, szukanie rynków zbytu.
    Widziałam ostatnio Twoją piżamę w propozycjach InStyle i zastanawiałam się jak wygląda taka promocja poprzez różnego rodzaju media. Chętnie bym o tym poczytała w następnej części.
    Ogromne gratulacje dla Ciebie i mamy! :)
    PS Czy jest szansa zamówienia tych papuci w innym rozmiarze niż te dostępne na stronie?

  39. vesper

    Świetny wpis, długo na taki czekałam! Też nosiłam się z zamiarem założenia firmy, biorąc dofinansowanie z urzędu pracy (22 tysiące), ale niestety! Po pierwsze: pieniądze nie mogą być przeznaczone na działalność tylko internetową i nie można ich wydać na tyle potrzebnych rzeczy, jak zus, szkolenia czy czynsz, że odechciało mi się dofinansowań. Może faktycznie spróbuję od chwalenia się na facebooku, a później będę myśleć o firmie ;)

    Powodzenia!

  40. Ewa

    Dziękuję za ten wpis! Mam własną działalność gospodarczą z moim chłopakiem. Wprawdzie nie jest to linia ubrań, ale własnoręcznie zaprojektowane produkty wyposażenia wnętrz: zegary i lampy. Jesteśmy architektami, więc założenie firmy, księgowość, wiedza o marketingu to było coś, czego uczyliśmy się w trakcie i na własnych błędach. Również sporo czasu zajęło nam wyjście z naszymi projektami na światło dzienne: od prototypów, po wybór najlepszych materiałów, metod wykonania, opakowań, zrobienie zdjęć, strony internetowej, zdobycie potrzebnych certyfikatów na lampy, uruchomienie sklepu…. Dużo by wymieniać, koniec końców był to prawie rok. Cieszę się, że uzmysłowiłaś mi, że to jest normalny proces i że to wszystko zajmuje czas.

    Powodzenia!

  41. Domi

    Hej Kochana! Mam dwa pytania:) Po pierwsze czy te kapcie mają gumową podeszwę? I kiedy będą dostępne – jestem ogromnym zmarźlakiem :D I czy będą w innym kolorze?? Nie przepadam za czerwonym ;P

    I inne pytanie (no dobra trochę ich więcej). Czy płaszcz zimowy skład: 70% wełna 30% poliester jest ok?

    Z góry dzięki za odpowiedź!

  42. joly_fh

    Bardzo fajny post, a ja się podzielę własnym doświadczeniem. Pracuję w firmie udzielającej pożyczek dla osób zakładających własną działalność i nie masz pojęcia, ile przychodzi do nas osób, które nawet nie zadały sobie trudu, by policzyć sobie koszty i przychody, a więc czy to się będzie opłacać. Wszyscy zakładają, że „jakoś to będzie”, niewiele osób zadaje sobie te pytania, które Ty wylistowałaś, a wymóg zrobienia biznesplanu, tudzież skorzystania z DARMOWYCH szkoleń, jest postrzegane jako elementy ucisku. Załamuje mnie to. Do tego, nie wiem czy wiesz, ale własne firmy odzieżowe są niezmiernie popularne – roi się od pań, planujących projektować i szyć ubranka (głównie dla dzieci). I masz rację, że na tego typu dziwne pomysły, tj. fajne, ale niestety niedochodowe, wpadają głównie kobiety: kawiarenki, butiki z biżuterią, warsztaty dla dzieci (np. kulinarne), no i te nieszczęsne przedszkola…

  43. Koczilla

    Fajny, szczery wpis. Dobrze, że przekazałaś, że prowadzenie własnego biznesu wcale nie odbywa się na zasadzie „przychodzę się pobawić i jeszcze mam z tego pieniądze”, a branża odzieżowa to nie są burze mózgów w gabinecie Anny Wintour, za dębowym stołem konferencyjnym. A w każdym razie nie przede wszystkim. Odnoszę wrażenie, że orędownicy „pójścia na swoje” mają bardzo romantyczną wizję pracy i nie zdają sobie sprawy, jak trudne jest w gruncie rzeczy wyznaczanie sobie zadań i dotrzymywanie zobowiązań. Co do proszenia przedsiębiorstw, by łaskawie schyliły się po parę tys. PLN miesięcznie, to jest to smutna rzeczywistość nie tylko w tekstyliach. I nie tylko mali gracze się z nią borykają.

  44. Almer

    Post jest genialnie napisany. Tak dobrze mi się czytało, że wolałabym gdyby się nie skończył. Bardzo duża liczba osób ma chętkę na otworzenie czegoś swojego bo wydaje im się, że będą mieć dzięki temu więcej wolnego czasu, ale kolejna osoba pokazuje, że tak naprawdę własny biznes to ciężka praca. Że prowadzenie sklepu online to nie jest tylko leżenie na łóżku i czekanie na wpłaty pieniędzy. Gratuluje Ci odwagi oraz przede wszystkim samozaparcia, którego mi aktualnie trochę brakuje. Pozdrawiam.

  45. Mentalny Paw

    Asiu dziękuję Ci bardzo za ten post, naprawdę dużo daje! Chciałabym w przyszłości mieć porządny sklep internetowy z własnymi produktami (szyję hobbystycznie biżuterię z sutaszu, na razie tylko dla znajomych). Pomysł zakiełkował niedawno i chętnie poszukuję każdej przystępnej wzmianki na temat zakładania własnego biznesu i Twój post – mimo że mówi o nieco innym typie produktu – daje motywujacego kopa, bo pokazuje że można! :)

  46. MartaQ

    „Na palcach jednej ręki mogę policzyć dostawców, którzy wywiązywali się ze swoich zobowiązań zgodnie z umową i w terminie – w ogromnej większości nadal z nimi pracujemy.” – Czy zdradziłabyś może nazwy tych dostawców ?
    Poza tym post super !

  47. Ula Rożnowa

    Również przymierzam się do otworzenia własnego sklepu. Kiedyś z mężem prowadziłam działalność gospodarczą i wiem, że to nie jest łatwy chleb, wymaga sporo nerwów, a praca nie kończy się o 16, tylko bywa, że o 2 w nocy. I potwierdzam, w Polsce brakuje dobrych tkanin, brakuje dobrego wzornictwa. A jeśli tkaniny są, to zwykle drogie, albo sprzedawane w ogromnych ilościach, więc mały klient nie ma wielkich szans. Zresztą powstał u mnie jeden wpis, gdzie wspominam nieco o tym problemie. Bo problem rzeczywiście istnieje. Z czego wynika? Chyba z braku zakładów, które by się tym zajęły. Króluje u nas import z Chin, naszych tkanin jest mało. Marne wzornictwo to chyba wynik tego, że nie szkoli się już specjalistów w tej dziedzinie. A jeśli się szkoli, to chyba zbyt słabo. Doborem wzorów zajmują się (tak myślę) specjaliści od marketingu, a nie materiałoznawcy. Jaki jest skutek, każdy widzi w sklepach tekstylnych, w hurtowniach. Zaplecze technologiczne chyba jest u nas na całkiem niezłym poziomie, kiedyś było przynajmniej, więc nie sądzę, żeby ono było powodem kłopotów.

  48. Marta

    Świetny wpis, szkoda że nie powstał rok temu, zaoszczędziłby mi sporo błądzenia we mgle. I całkiem niezłą sumę pieniędzy, którą zmarnowałam przez niewiedzę.
    Dodam jeszcze od siebie 2 zasady, które zaobserwowałam prowadząc swój sklep internetowy od listopada zeszłego roku:
    1. Wypełnianie KPiR i liczenie podatku na trzeźwo jest niewykonalne
    2. Jeśli podczas pierwszych 6 miesięcy działalności masz „górkę”, oznacza to, że zapomniałaś zapłacić jakiegoś rachunku.

    Gratuluję przedsięwzięcia i trzymam kciuki za dalszy rozwój Lunaby!

  49. Wiola Starczewska

    Obszerny wpis Asia! Ale podoba mi się. Chciałabym kiedyś wystartować z własnym biznesem. Ogromnie podziwiam cię za kreatywność i zorganizowanie oraz wytrwałość w dążeniu do celu. Jak dorosnę, będę taka jak ty:)

  50. Monika

    Świetny, rzeczowy wpis! Kiedyś myślałam o marce odzieżowej dla dzieci, ale właśnie obawa, że nie dam rady znaleźć odpowiednich materiałów niestety skutecznie mnie zniechęciła. Zwłaszcza, że dochodziłaby konieczność drukowania własnych wzorów na tkaninach, więc … na razie na jakiś czas odłożyłam ten pomysł w czasie i postanowiłam skupić się na rozwijaniu „personal brandingu”, dzięki któremu na usługach może uda mi się zgromadzić kapitał na ruszenie z własną marką :)

  51. Monika Wyderka-Chodak

    Jestem pełna podziwu, że dzielisz się tak szczegółowo wszystkimi aspektami zakładania Lunaby. A zarazem dziękuję za wiedzę jaką zawsze warto czerpać od ludzi, którzy na własnej skórze już czegoś w biznesie doświadczyli. Wszystkie cenne uwagi biorę sobie do serca.

  52. Ola (Pani Swojego Czasu)

    Hej hej, z tym moim biznesem to nie do końca było tak jak to przedstawiła w podcaście Agata. Ale magia internetów jest taka, że co pójdzie w internetach zostaje już tam wiecznie prawda?
    Sytuacja wyglądała tak, że ja miałam założoną Agencję i Szkołę Guwernantek, która na dodatek przynosiła całkiem niezłe pieniądze. Jednak w międzyczasie u mojego 5 letniego syna zdiagnozowano cukrzycę typu 1 i to właśnie to wywróciło nasz świat do góry nogami i to było impulsem do założenia Pani Swojego Czasu. A nie kalkulacje na temat tego, co jest prostsze.
    W miarę gdy Pani się rozrastała ewidentnie widziałam, że skradła moje serce całkowicie więc też swoją energię postanowiłam skierować tutaj a Szkołę i Agencję zamknąć.
    Co nie zmienia faktu, że podczas planowania ZAWSZE należy wziąć pod uwagę fakt, że nigdy w 100% wszystkiego nie zaplanujemy. I mówię to ja – specjalistka od planowania :)

    1. Style Digger Autor wpisu

      Ojaaa, nie wiedziałam, musiałam źle zrozumieć Agatę, albo Agata coś przekręciła – przepraszam! Zaraz dopiszę PS, no i ogromne dzięki za uzupełnienie – to dopiero brzmi inspirująco.

  53. aga

    Wbrew pozorom trudno jest znaleźć dobrą jakościowo piżamę za rozsądną cenę. Ja szukałam kilka godzin w sieci (preferuje TYLKO koszule nocne, więc opcje ze spodniami/spodenkami odpadają) przeglądając koszule z misiami, żyrafami…..;/ makabra. Prawie się poddałam, aż tu nagle przypomniałam sobie o Lunaby:) Oh, jak dobrze że jest tu moja wymarzona koszula:)

  54. Aneta

    Witam
    ja jestem na podobnym etapie jak Ty byłaś kilka miesięcy temu. Poszukuje dostawców tkanin z certyfikatami (mój produkt docelowo skierowany ma być do tych najmniejszych ) – i wszyscy się chwalą, że mają itd., a jak się okazuje, to certyfikaty są albo przestarzałe, albo mają, ale na surowce z których są wytwarzane tkaniny. A kontakt – rzeczywiście bardzo słaby, nie mówiąc o stylu prowadzenia rozmowy bądź co bądź z potencjalnym klientem:)
    Ciągle szukam – jeśli macie jakiś sprawdzonych – chętnie przygarnę ;)
    Pozdrawiam
    Aneta

  55. Maria

    Świetny wpis! Bardzo żałuję że nie powstał pół roku wcześniej bo mnóstwo się z niego można dowiedzieć. Ja jestem teraz na etapie Twojego czerwca i lipca – czyli z metkami, opakowaniami i zdjęciami. Przeraża mnie to ile czasu to wszystko zajmuje, bo w moim pierwszym wyobrażeniu stworzenie własnej marki trwało znacznie krócej! Ale widzę, że nie tylko u mnie to wszystko tyle trwa, zwłaszcza jeśli się dba o niskie koszty. Chociaż przyznam, że nie miałam takiego problemu z materiałami i ich szukanie nie zajęło mi tak dużo czasu jak Tobie, bo do printów które robię akurat poliester jest idealny :)
    Bardzo się cieszę, że napisałaś o Łodzi. Ja ostatnio się do niej przeprowadziłam (właściwie wróciłam po 8 latach mieszkania w Warszawie) między innymi właśnie ze względu na dostępność zaplecza tekstylnego – hurtowni materiałów i dodatków, specjalistów od haftów, nadruków, materiałów brandowych i wszystkich takich rzeczy. I jestem bardzo zadowolona z decyzji, mimo że wielu moich znajomych pukało się w czoło.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę dalszych piżamowych sukcesów! :)

  56. Wioletta

    Świetny wpis! Jest dokładnie tak jak piszesz.! Niestety i stety… bo nie ma nic bardziej satysfakcjonującego jeśli realizuje się przy tym swoje pasje jednak wymaga to dużo pracy ! Ja dopiero skończyłam studia „projektant mody & nadruków” i właśnie pracuję nad otwarciem swojej marki „Violin”co od 15 roku życia jest moim marzeniem! Staram się obcinać koszta na wszystkie strony – mam tą przewagę, że potrafię robić sama wykroje i szyć, więc na początku będę to robić ja :P Praca w pokoju dziennym :) (żadnego biura). Mąż skombinował str. internetową (jest programistą) a ja potrafię robić zdj. Zamiast metek do pierwszych projektów będą dołączone zawieszki z informacją firmy i tkaniny. Chyba nie da się bardziej obciąć kosztów!
    A Ja Gratuluję wytrwałości i życzę dalszych sukcesów!
    Pozdrawiam
    Wioletta
    http://www.violinportfolio.com

  57. Ana @champagnegirlsabouttown

    Ja ja sie ciesze, ze wlasnie trafilam na Twoja strone! Kocham czytac (etykietki na butelkach tez) I rzadko odwiedzam blogi gdzie sa same zdjecia. Spedzilam u Ciebie caly ranek I tyle jeszcze do przeczytania :) Zycze Wam dalszych sukcesow I niecierpliie czekam na Nowe wpisy! Pozdrawiam slonecznie z Londynu :)
    Ana

  58. Pingback: Kilka porad blogowych. Linki tygodnia. - VADEMECUM BLOGERA

  59. ilfi

    Mam ogromną prośbę na zdjęciu w kuchni – pidżama i Chrupek – widać piękne płytki czy można prosić o informacje jakie to płytki?

  60. Pingback: prawo, biznes, design i marketing, czyli w sieci #8 - flaw.pl

  61. Marta

    Piżama marzeń, jaku Meg Ryan w Masz wiadomość :-) Od początku marki na moje wish list :-) Asiu, a czy one bardzo się gniotą? Prasowanie mnie przeraża… Na razie śpię w koszulach i piżamach z bawełnianego dżerseju, nie muszę ich prasować…Ale żeby tak pięknie wyglądać jak modelki na zdjęciach sklepu to bym chyba musiała :P Naprawdę sam poliester wszędzie? Ostatnio choćby w bonprix rzuciły mi się w oczy flanelowe piżamy o męskim kroju, może dlatego, że marznę… i relatywnie niskiej cenie, ale Twoje są bardziej wysublimowane. :-)

  62. Pingback: thoughtsblender

  63. arnier

    witaj,
    trafiłam na bloga szukając informacji pomocnych przy stworzeniu własnej marki odzieżowej, bo z takim zamiarem się noszę. Zamieściłaś wiele wskazówek dot. sklepu internetowego, wielkie dzięki! Jednak są jeszcze ludzie, którzy bezinteresownie dzielą się wiedzą. Obecnie szukam szwalni która podejmie się uszycia malej kolekcji, rzeczywiście jest ciężko. Problemy pojawiają się również w zakresie składu materiałów- na metce 100% bawełna a w rzeczywistości rozciąga się jak elastan… brak słów. Nie wiem też od której strony zabrać się za rozliczanie podatków i kasę fiskalną
    Jeśli mogłabyś udzielić mi pewnej informacji, bo nie mogę znaleźć tropu- jak to jest z metkami? Trzeba określić skład materiału- ok. Ale trzeba posiadać jakieś potwierdzenie tego składu od producenta. Bo na jakiej podstawie mam określić ten skład, tego nie rozumiem. Z góry dziękuję Ci za odpowiedź, jeśli tylko znajdziesz czas i chęć żeby mi odpisać. pozdrawiam:)

    1. Style Digger Autor wpisu

      Kupując materiał w hurtowni, musisz mieć informację, z czego jest zrobiony materiał – w innych nie ma co kupować. A bawełna jak najbardziej może się rozciągać, jeśli jest dzianiną:)

  64. Tomek

    Cześć Aśka,

    Bardzo pomocny i motywujący tekst. Jestem na początku drogi własnego biznesu. Wiele rzeczy się pokrywa z tym co opisałaś. jestem analityczny, wiele lat pracowałem w dużych firmach odzieżowych, gdzie podstawą jest praca na liczbach, KPI i P&L. Postanowiłem jednak, że spróbuję swoich sił i wdrożę własną matkę Fashion. Pomysł na biznes mam chyba wyjątkowy, i jestem pewien że chcę go zrealizować, Pomysł ma potencjał międzynarodowy jednak w pojedynkę jest mi trudno i chętnie skorzystał bym z doświadczenia osoby która już przez to przeszła, bo skróci to termin wejścia na rynek oraz pozwoli ograniczyć liczbę popełnionych błędów. jeżeli zechcesz porozmawiać na ten temat jestem otwarty.

    Pozdrawiam,
    Tomek

  65. Pingback: 7 rzeczy #11 | Jaidom.pl – Informacje

    1. Trish Martinez

      Akurat w tym przypadku znalazłam wpis na blogu bo szukałam informacji w Googlu o własnym biznesie odzieżowym. Liczy sie pomysł i nisza. No i nie zawsze starczy tylko 20tyś. na początek.

  66. Trish Martinez

    Hej, dzięki za ten wpis. Miałam wielkie szczęście ze wyskoczył mi Twój blog na zapytanie w googlu bo odpowiedział na wiele moich pytań. Oczywiście znalazłam ten wpis bo także szykuję takie wejście na rynek, mojego produktu. Jednak powstało naturalnie pytanie. Czy nie bałaś się że przecież na naszym rynku takich piżam jest setki, przecież nie miałaś gwarancji że zaczną się sprzedawać własnie Twoje. Szczerze powiedziawszy to nie słyszałam o Twojej marce ale może dlatego że się tym wcześniej nie interesowałam. I może jestem jedną z tych osób którym z kolei wisi w czym śpią, chyba ze w łóżku jest facet. Ja chciałabym pójść bardziej globalnie. Na razie mój pomysł pozostaje w fazie planu i strachu przed zrobieniem tego kroku w przód. Może napiszesz nowy post o odwadze?

  67. Karolina

    O ile same porady nie wywarły na mnie większego wrażenia (brakuje mi w tej materii punktu odniesienia), to historię o założeniu Twojej firmy przeczytałam mniej więcej tak, jak dobry kryminał – na brzegu krzesła, z zapartym tchem. Gratuluję własnej marki! Czyli jednak stereotyp o włókienniczej Łodzi okazał się prawdziwy? Byłam przekonana, że to taki XIX-wieczny stereotyp i to se ne wrati, a tu proszę!

    Wcześniej znałam Twojego bloga, jak to się mówi, z widzenia, ale po lekturze kilku wpisów widzę, że to jeden z najciekawszych głosów w polskiej blogosferze. Bardzo cenię kobiety, które potrafią pisać o kobiecych sprawach, nie popadając w banał. Będę tu częściej zaglądać

  68. joannabiawo

    Asiu,
    przeczytałam ten wpis dopiero teraz, ale nie wiesz, jak dużego dał mi kopa! Pracuję w „branży”, na co dzień widzę, jak wygląda taka produkcja ubrań w polskiej firmie i wiele innych tematów z tym związanych. Wokół mojego pomysłu chodzę od ponad roku i nie mogę zacząć działać, bo ciągle coś. Ale to „coś” wcale nie musi mi przeszkodzić wprowadzić małe marzenie w życie. Dzięki temu, że cały ten proces usystematyzowałaś (choć wiem bardzo dobrze jak to wygląda i tym bardziej powinnam zacząć działać już dawno!), zmotywowałaś mnie na 100%! Dziękuję Ci bardzo! I trzymam kciuki za Lunaby! :-*

    Pozdrawiam ciepło,
    Asia

  69. OlJ

    Kojarzyłam sklep Lunaby i nawet rozważałam zakup jednej z pięknych piżam i przypadkiem trafiłam na bloga, którego też jesteś założycielką. Co za niespodzianka! Fajnie, że ktoś opisał w detalach i bez owijania w bawełnę (^^) jak wygląda zakładanie marki odzieżowej. Jest to moje wielkie marzenie i takie teksty są nieocenione. Świetny tekst!

  70. Aga

    Super artykul,tego wlasnie szukalam! To znaczy szukam odpowiedzi na jeszcze jedno nurtujace mnie pytanie, ale to moze tutaj je zadam – czy zawsze materialy sa kupowane w hurtowniach tkanin? A wlasne projekty? Mam niemalo pomyslow na ciuchy ale wszedzie role wiodaca odgrywa material ktory poprostu wymyslam ja… dodam ze z rysowania/malowania jestem noga wiec watpie ze to namaluje tak jak to widze, po drugie nawet jesli – kto mi to wydrukuje. Zawsze sie zastanawiam skad firmy biora tkaniny. Za sze myslalam, ze same projektuja je. Ale moze niekoniecznie… bylabym bardzo wdzieczna za jakas wskazowke! Pozdrawiam

  71. Baga

    Bardzo dziękuję za ten wpis. Jakbym czytała swoją historię. Aż się uśmiechnęłam :-) Zapewniam wszystkich zaczynających, że jest dokładnie tak, jak zostało opisane. Największe zderzenie z rzeczywistością to byli właśnie dostawcy tkanin. Późna komuna wciąż trwa :-) Z dostawcami metek i wszywek nie miałam tego problemu. Każdy, kto zaczynać chce z własną marką powinien ten artykuł przeczytać, wydrukować i powiesić na biurkiem. Autorkę wpisu zapraszam do kontaktu- widzę pole do współpracy :-)

  72. Monisława

    Dzień Dobry Wieczór,

    dziękuję Ci za podzielenie się swoim doświadczeniem, spostrzeżeniami i czasem.
    Bardzo cenny artykuł!!! Wiele myśli i innych takich tam „rzeczy” mi uporządkował. Aż nie mogę się doczekać swojej przygody :D
    Pozdrawiam serdecznie i kolejnych sukcesów życzę ;)

  73. Megan

    Bardzo, bardzo ciekawy artykuł, będzie pomocny przy zakładaniu własnej firmy. Co prawda Wasze piżamy kompletnie nie są w moim guście ( że o cenach już nie wspomnę), ale wiedza zawarta w tym wpisie bezcenna. Dzięki!

  74. Ania

    Natrafiłam przypadkiem na ten artykuł, szukając informacji „od drugiej strony”. Jestem przedstawicielem dużej szwalni, k. Krakowa, często kontaktują się z nami osoby które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z tworzeniem własnej kolekcji, największym problemem z naszej perspektywy jest brak przygotowania przejrzystych projektów i niezdecydowanie. Do każdego klienta podchodzimy profesjonalnie i staramy się pomóc w przełożeniu pomysłu do realizacji, natomiast przed kontaktem ze szwalnią warto zadać sobie kilka pytań: jakie materiały? jakie ilości ? – czym więcej, tym taniej, krojenie wykonuje się nakładami zbyt duże rozdrobnienie na modele i rozmiary nie jest ekonomiczne. Jaki czas realizacji? czy nasz projekt jest wykonany precyzyjnie i czy jest realny? – papier przyjmie wszytko, natomiast nie wszytko jest możliwe do realizacji w szyciu serii.

    W zupełności zgadzam się z autorką, stworzenie własnej marki wymaga wiele trudu i zaangażowania. Zadaniem firmy, takiej jak nasza jest zadbanie o to by produkt był nie tylko ładny wizualnie ale przede wszystkim komfortowy i wysokiej jakości, w przeciwnym razie cała praca na marne.

    Życzę powodzenia! W razie pytań zachęcam do kontaktu z nami.

  75. garnush

    Super wpis !
    Znalazłam go (jak i również Twoją stronę) w poszukiwaniu różnych polskich niezależnych marek odzieżowych i informacji mogących mi pomóc w otwarciu własnej marki nad którą myślę już od dłuższego czasu !
    Dużo cennych informacji ! Super, dziękuję ! :)
    Piżamy bardzo kobiecie i sensualne :) Życzę samych sukcesów w rozwoju firmy !

    Pozdrawiam

  76. Renata

    Hej,
    fantastyczny wpis tym bardziej że zmierzam a właściwie zmierzyłam się dokładnie z tym co opisujesz (bo jestem już na końcu tej drogi – właśnie na dniach startuje strona ze sklepem www). Najtrudniejsze okazało się znalezienie odpowiednich materiałów, co zazwyczaj kończyło się rewizją samego pomysłu oraz terminy w szwalni. Czy mogłabyś podzielić się informacją skąd zamawiałaś wszywki z logo? Ja nie do końca jestem zadowolona ze swoich…

  77. Renata

    Hej,
    fantastyczny wpis tym bardziej że zmierzam a właściwie zmierzyłam się dokładnie z tym co opisujesz (bo jestem już na końcu tej drogi – właśnie na dniach startuje strona ze sklepem www). Najtrudniejsze okazało się znalezienie odpowiednich materiałów, co zazwyczaj kończyło się rewizją samego pomysłu oraz terminy w szwalni. Czy mogłabyś podzielić się informacją skąd zamawiałaś wszywki z logo? Ja nie do końca jestem zadowolona ze swoich…

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *