Archiwa tagu: slow fashion

Jakość a budżet

quality

W swoich wpisach często mówię o jakości ubrań i o tym, jak duża ma ona znaczenie. Niestety, to jedno z tych “słów-kluczy”, które używane jest wszędzie i w każdych okolicznościach, od blogów, przez magazyny, po informacje prasowe marek i jego znaczenie trochę się rozmywa. Chciałabym więc dzisiaj pozbierać swoje przemyślenia na temat jakości i budżetu.

Czytaj dalej

Na lepsze okazje

slow fashion

Kiedy byłam mała, miałam cały zestaw ubrań przeznaczonych na lepsze okazje. Sukienka w kwiatki z białym kołnierzykiem i biały słomkowy kapelusz z paskiem z tego samego kwiecistego materiału, rozkloszowany granatowy płaszczyk, znów z kapeluszem w komplecie, brązowy wełniany sweterek z paskiem a’la Robin Hood – wszystkie czekały na czyjeś urodziny, jakieś święta, ewentualnie wyjazd do Krakowa z karmieniem gołębi na Rynku jako główną atrakcją (brr!).

Z jednej strony jestem w stanie stosowanie takiego systemu u dziecka zrozumieć – oszczędzanie szczególnie ładnych ubrań na wyjątkowe okazje mogło choć trochę uchronić je przed zafarbowaniem na niebiesko garścią jagód czy rozdarciem na płocie. Z drugiej strony, w związku z tym że okazji nie było aż tak wiele, a ja wyrastałam z nich szybko, czasem zdążyłam założyć daną rzecz zaledwie kilka razy.

Czytaj dalej

Manifest slow fashion

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak prowadzenie bloga o modzie wpływa na jakość i funkcjonalność garderoby? Wydawałoby się, że ubrania podrzucane regularnie przez firmy odzieżowe i projektantów, częste zakupy i nieustające inspiracje płynące z innych blogów czy magazynów powinny skutkować szafą marzeń, w której problem „nie mam się w co ubrać” nie istnieje. Niestety, w rzeczywistości jest niemal odwrotnie, a przynajmniej było tak w moim przypadku. Tony ciuchów wypadały przy każdej próbie otworzenia szafy, powodując ciągły bałagan, rozpacz przy pakowaniu i stres przy każdej przeprowadzce. Czytaj dalej

|Peaches and lemons|

Dzisiejszy odcinek dotyczy głównie zakupów w second handach i właśnie mi się przypomniało, że nie powiedziałam jednej z ważniejszych rzeczy. Kiedy zaczynałam swoją przygodę z second handami, zdarzało mi się wpadać w swego rodzaju pułapkę- “hmm, nie wiem czy to mi się do końca podoba, ale w sumie jest tanie, więc wezmę”. W efekcie w szafie kłębiły mi się ubrania, w których w ogóle nie chodziłam- jeżeli czegoś nie nosimy, to choćby kosztowało 3 zł, to zawsze będzie to o 3 zł za dużo.

Czytaj dalej