Archiwa tagu: slow beauty

Spot Digging: Mood Scent Bar

Do całej ubraniowo-urodowej filozofii slow chyba najbardziej przyciągnęła mnie chyba kwestia idealnie wypracowanego uniformu. Takiego zestawu produktów, ubrań, dodatków, w których czujemy się w stu procentach dobrze, niezależnie od humoru, i które po pewnym czasie stają się dla nas charakterystyczne. Mam wrażenie, że z natury mam do tego predyspozycje, choćby dlatego że od lat noszę praktycznie takie same ubrania.

Tak samo jest w przypadku perfum. Odkąd tylko zaczęłam ich używać, czyli pewnie od jakichś dziesięciu lat, wybieram ten sam zapach – Burberry Brit, pisałam o tym w zeszłym roku, kiedy pytałam Was o stylowe nawyki. Nie pamiętam jak na niego trafiłam, pewnie powąchałam go przypadkiem w perfumerii i spodobało mi się, jak bardzo jest nieoczywisty. Wydał mi się ciepły, zaskakujący i z klasą. I po prostu mój – kupowanie perfum traktuję jak wybieranie różdżek na ulicy Pokątnej. Nie wystarczy, że zapach jest ładny, po prostu musi ze mną “kliknąć”. Dodatkowy plus ma za to, że nie pachnie nim połowa moich koleżanek – właściwie nie spotkałam jeszcze nikogo, kto by go używał. Kiedy kończy mi się jedna butelka, kupuję następną, i zupełnie nie ciągnie mnie do eksperymentów z innymi zapachami. A przynajmniej było tak do kilku tygodni wstecz.

Czytaj dalej

Slow beauty: pielęgnacja skóry twarzy

Dzisiaj kolejny wpis z cyklu o świadomym dbaniu o urodę, tym razem poświęcony pielęgnacji skóry twarzy. Mam wrażenie, że branża kosmetyczna jest wyjątkowo mętna, jeżeli chodzi rozdźwięk między obiecywanym, a faktycznym działaniem produktów. Drogie kremy ze składnikami, które nie mają prawa działać, “nawilżające” produkty, które na dłuższą metę przesuszają skórę, mnóstwo słów, jak hipoalergiczny, odżywczy, naturalny, którymi producenci szastają bezkarnie bez żadnego pokrycia. Nie jestem kosmetologiem ani dermatologiem, na moją ocenę z chemii w liceum spuszczam zasłonę milczenia, do tej pory czułam się więc jak dziecko we mgle. Wiedziałam, że poruszam się mocno po omacku, ale nie wiedziałam co dokładnie robię źle.

Czytaj dalej

Slow beauty: lakiery do paznokci

lakier Inglot

Jak pewnie wiecie, podejścia “slow” nie stosuję tylko w kwestii ubrań. Tak samo traktuję podróże, jedzenie i wiele innych spraw. Logiczne wydaje się więc, że nie mam też łazienkowej szafki, uginającej się pod ciężarem kosmetyków – pisałam o tym zresztą kiedyś tutaj. Mam za to wrażenie, że mój zestaw urodowy jest skompletowany dość przypadkowo i zaczyna mi to przeszkadzać, bo wiem, że mógłby działać lepiej. Krem, o którym przeczytałam na jakimś blogu, że jest dobry i w sumie jest okej, tusz do rzęs kupiony w pośpiechu na pierwszym lepszym stoisku w drogerii, bo poprzedni wyleciał w kontroli na lotnisku, balsam polecany na Wizażu, który nie do końca nie spełnia u mnie swoją rolę, ale jest, i tak dalej.

Czytaj dalej

My hair care routine and Philips competition

Pytania o moje włosy dostaję odkąd zaczęłam prowadzić bloga – nie wiem jak to jest, ale kosmetyki, pielęgnacja włosów i inne lakiery do paznokci zawsze wywołują spore emocje. Do napisania takiego posta zbierałam się więc całkiem długo, udało mi się w końcu go stworzyć z dwóch powodów – po pierwsze, w mojej pielęgnacji włosów jest w końcu jakaś myśl przewodnia, wcześniej używałam takich kosmetyków, jakie wpadły mi akurat w ręce. Po drugie, zmobilizował mnie Philips, zapraszając mnie do swojej akcji “Pokochaj swoje włosy”, zorganizowanej we współpracy z Jagą Hupało, która doradza wszystkim zainteresowanym w kwestiach pielęgnacji i stylizacji włosów – nie tylko tych z grzywkami.  Czytaj dalej