Archiwa tagu: recenzja

Esencjalizm

Nie wiem, czy zauważyliście, ale modnie jest być zajętym. Mówienie, że jest się zawalonym robotą, jest w dobrym tonie – nawet jeśli są to zajęcia nielubiane, na które bez przerwy narzekamy. Na tych, którzy kończą pracę o 17, albo czytają książkę przy śniadaniu, zamiast nerwowo przeglądać maile, patrzy się trochę krzywo. Przynajmniej w branży internetowej, przynajmniej w Warszawie.

Najdziwniejsze, że wielu z oceniających tak naprawdę bardziej stwarza pozory bycia zajętym, niż posuwa się do przodu. Pisałam o tym jakiś czas temu w recenzji książki “Decide”. To pułapka, w którą naprawdę łatwo wpaść – ja co rusz się na tym łapię, mimo że doskonale o niej wiem i staram się ze wszystkich sił jej unikać. Czytaj dalej

Decide – recenzja książki, która zmieniła mój plan dnia

decide recenzja

Kilka tygodni temu zaczęłam czuć się mocno zniechęcona tym, jak wyglądają moje dni w ciągu tygodnia. Miałam wrażenie, że non stop coś robię, a niewiele z tego wynika. Zanim uda mi się odpisać na zaległe pięćdziesiąt maili, przychodzi sto nowych. Strasznie mnie to stresowało.

Szczęśliwe, dokładnie w tym momencie koleżanka opowiedziała mi o książce, która pomogła jej uporać się z podobnymi problemami i zmienić jej myślenie o podejmowaniu decyzji – bo to w końcu właśnie decyzje, które na każdym kroku podejmujemy, wpływają na to, jak wygląda nasz dzień, tydzień czy miesiąc, i czy na końcu czujemy satysfakcję, czy zniechęcenie.

Czytaj dalej

“Mniej” Marty Sapały – książka, którą każdy powinien w grudniu przeczytać

Jest jedna rzecz, która niesamowicie mnie irytuje w prasie, książkach czy na blogach, a trudno przed nią dziś uciec. To powierzchowność. Artykuły pisane po dziesięciominutowym researchu, internetowi eksperci od wszystkiego. Przyzwyczailiśmy się do tego, że natychmiastowo uzyskujemy odpowiedź na każde pytanie. Często ktoś mnie zagaduje o coś związanego z jakością ubrań, ja odpowiadam że jeszcze nie wiem, na co osoba pytająca reaguje zaskoczeniem. Jak to nie wie?! Na pewno wie, tylko nie chce powiedzieć!

Dlatego prawdziwą przyjemnością i bardzo wzbogacającym doświadczeniem była dla mnie lektura książki Marty Sapały, w której opisywała swój trwający okrągły rok eksperyment. Przez dwanaście miesięcy ograniczała konsumpcję do absolutnego minimum. I jeśli myślicie, że absolutne minimum trwało do momentu, w którym skończył się tusz do rzęs, to jesteście w błędzie. Marta i jej rodzina nauczyli się uprawiać własne warzywa, wymieniać przedmioty i usługi na potrzebne im dobra, korzystać z pomocy innych.

Czytaj dalej

#GIRLBOSS – książka Sophii Amoruso z Nasty Gal

Większość z Was pewnie kojarzy Nasty Gal, nawet jeśli, podobnie jak ja, nigdy nie zrobiliście tam zakupów. To internetowy sklep z ubraniami, dodatkami i butami, skupiający różne, często niszowe marki, sprzedający również rzeczy produkowane pod własną marką i ubrania vintage.

Zanim powstał sklep, Sophia Amoruso założyła w 2006 roku konto na eBayu i nazwała je Nasty Gal Vintage. Sprzedawała ubrania i dodatki sprzed kilkudziesięciu lat, które wyszukiwała w lokalnych second handach i na garażowych wyprzedażach. Później je czyściła, prasowała, komponowała stylizacje, fotografowała na zatrudnionych za hamburgera koleżankach-modelkach, wstawiała do sklepu, odpowiadała na pytania klientów i własnoręcznie wysyłała. Jak podkreśla przy każdej okazji, strona wizualna była dla niej niezwykle ważna. Dbała o to, żeby sylwetki były kobiece, stylizacje ciekawe i nadające do noszenia, a modelki nie tylko piękne, ale i pełne energii, inspirujące, pasujące do rockowo-romantycznych ubrań. Sophia wspomina, że ubierając je czuła się, jakby ubierała siebie.

Siedem lat później jest właścicielką multimilionowego biznesu i zatrudnia ponad trzysta osób. Jak to się stało? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć w swojej świeżo wydanej książce, którą niedawno ściągnęłam jednym kliknięciem na Kindle’a – system Amazona jest jednocześnie niesamowicie wygodny i bardzo niebezpieczny dla portfela, chociaż i tak zapłaciłam trzy razy mniej, niż musiałabym wydać w polskiej księgarni.

Czytaj dalej

Szukając Vivian Maier

“Szukając Vivian Maier” to film, na który trafiłam wczoraj trochę przypadkiem.  W piątek przeczytałam post Zwierza Popkulturalnego, o tym, jak fajne jest chodzenie samemu do kina. Ponieważ, jak już pewnie zauważyliście w Hatifantach, uważam blog Zwierza za jeden z najbardziej wartościowych, jakie tylko znam, to postanowiłam przetestować ten tryb oglądania filmów na sobie. Natychmiast, mimo burzy i ulewy – to się nazywa wpływowość blogera! W kinie sama byłam do tej pory tylko raz, i to przez przypadek, bo nie ogarnęłam godziny. Sprawdziłam więc repertuar warszawskich kin i moją uwagę przyciągnął dokument o tajemniczej fotograf ulicy, wyświetlany w Kinie Muranów.

Czytaj dalej