Porządne bluzy, wygodne majtki czyli moje odzieżowe odkrycia z kwarantanny

Przez kilka tygodni kwarantanny wkręciłam się w pielęgnację, czyli tak zwany WŁOSING i TWARZING. Swoją drogą, uwielbiam te nazwy i systematyzowanie podejścia do ubrań nazywam sobie teraz w głowie ODZIEŻING. Wracając do tematu – nie testowałam nawet jakiejś niesamowitej liczby nowości, bardziej o przyjrzałam się temu, co się u mnie sprawdza, a co nie i starałam się dowiedzieć dlaczego.

Pomyślałam, że dla wielu osób podobnie mogło się stać z ubraniami. Zamknięci w domach, ograniczeni do kręgu najbliższych osób, ubieramy się pewnie bardziej dla siebie i dla wygody. A jeśli do tego ze względu na niepewność dochodów ograniczyliśmy zakupy, to robi nam się taki detoks z automatu – czyli coś, co zawsze polecam na początek przygody ze slow fashion.

Warto to wykorzystać i przyjrzeć się temu, co wisi nam w szafie nienoszone. Jeśli to na przykład materiałowe spodnie na gumce, które teoretycznie idealnie by się sprawdziły, to co sprawia, że nigdy po nie nie sięgamy? Gumka wpija się w ciało? Rozcięcia na dole nogawek sprawiają, że nie da się ich podwinąć, a tak najbardziej lubimy nosić spodnie? A może materiał jest stuprocentowym poliestrem, z którego aż lecą iskry, kiedy przesuwamy się na kanapie? Albo wiskozą, która po praniu wygląda jak psu z gardła wyjęta, a nam nie chce się siłować z deską do prasowania? Czytaj dalej

6 polskich marek odzieżowych, które powinny być bardziej znane

Kolejny raz mam dla Was kilka polskich marek, które lubię i polecam. Poprzednią porcję znajdziecie tutaj. Bo o ile samo polskie pochodzenie czy polska produkcja nie gwarantuje nam automatycznie dobrej jakości, o tyle mamy całkiem sporo marek, które zasługują na zdecydowanie większy rozgłos. Niektóre są nowe, inne istnieją od lat, ale funkcjonują w “nieinstagramowej” rzeczywistości. Jedziemy! Czytaj dalej

Prosta struktura moich poranków, która daje mi spokój

Mój pies zachorował, i to na tyle poważnie, że nie mógł nawet chodzić do weterynarza. Weterynarz przychodził więc do nas, mieliśmy wizyty domowe. Codziennie o tej samej porze, wcześnie, przed otwarciem przychodni. I w całej tej stresującej sytuacji nauczyłam się jednej dobrej rzeczy – przyzwyczaiłam się do wstawania o tej samej porze, co bardzo pozytywnie wpłynęło na moją poranną rutynkę.

O tym, że rutynki są dobre i działają kojąco na spokój ducha, ale też doskonale na produktywność, wie każdy rodzic, opiekun psa albo… freelancer. To paradoksalne, ale większość osób z własną działalnością, które znam, czyli takich które teoretycznie mogłyby mieć każdy dzień zupełnie inny, dochodzi prędzej czy później do wniosku, że stała struktura pozwala działać o wiele skuteczniej. Chodźby tak prosta, jak zestaw kilku czynności, które wykonujemy co rano, żeby z przytupem zacząć dzień.

Dzisiaj opowiem Wam więc o moich porannych zwyczajach. Tych prawdziwych, nie o zapalaniu Instagramowej świeczki i piciu kawy na łóżku pełnym przypadkowych gadżetów, czytając New York Timesa do góry nogami. Instagram możecie oszukać, ale siebie nie oszukacie – a przecież chodzi o to, żeby tak sobie te poranki poukładać, żeby to nam służyły i sprawiały, by nasza codzienność była mniej chaotyczna i najzwyczajniej w świecie przyjemniejsza. Najbardziej docenimy to w tych najgorszych, najmocniej stresujących okresach. Czytaj dalej

Jak odpuszczać w święta?

Zaczęłam myśleć o tekście o odpuszczanie w święta i dotarło do mnie, że sami rzucamy sobie pod nogi coraz większe kłody. O ile kiedyś pucowaliśmy wszystkie kąty i zadłużaliśmy się na drogie prezenty, żeby pokazać się sąsiadowi i nielubianej kuzynce, o tyle teraz dochodzi nam jeszcze Internet. Z Instagramem i jego modą na zdjęcia w cekinowych kreacjach do ziemi pod dekoracją z miliona lampek. Jestem pewna, że sprzedaż akrylowych swetrów z reniferem spadłaby o połowę, gdyby panował zakaz ich fotografowania i wrzucania do mediów społecznościowych. Przy okazji: jeśli macie ochotę na taki sweter, to jest ich masa w second handach!

Zanim opowiem Wam o swoich sposobach na święta w stylu slow, to chciałabym zaznaczyć, że ten tekst nie ma na celu krytykowania kogokolwiek. Chciałabym napisać, że każdy spędza ten czas tak, jak ma na to ochotę, ale tu właśnie leży problem. Często dajemy się zapędzić w kozi róg przez oczekiwania rodziny, albo takie, które sami na siebie narzucamy, przez przyzwyczajenia czy rodzinne tradycje, które przestały się sprawdzać. W efekcie jesteśmy po świętach zestresowani, zmęczeni i właściwie to potrzebowalibyśmy wakacji. Czytaj dalej