Nasz ślub w Pałacu Ślubów i kameralne wesele w Willi Białej w Warszawie
Jako fotografka ślubna widziałam już sporo ceremonii – ale nie spodziewałam się, że mój własny ślub będzie dla mnie aż tak dużym przeżyciem. Przydarzyło nam się tego dnia wiele wpadek – od makijażu, który się nie odbył, więc malowałam się sama, po wdepnięcie w psią niespodziankę pod urzędem tuż przed ceremonią. Ale mam wrażenie, że sprawiły one tylko, że ceremonia była jeszcze bardziej wzruszająca, a przyjęcie pełne radości.
Na pamiątkę zostawiam parę fotografii, które zrobiła nam niezwykle utalentowana Anita Suchocka. Jeszcze bardziej doceniłam rolę fotografa ślubnego – gdyby nie spokój i poczucie humoru Anity, to przygotowania z ich wszystkimi potknięciami byłyby dużo bardziej stresujące. Bardzo się cieszę, że mogłam mieć przy sobie tego dnia nie tylko osobę z niezwykłym talentem, ale też ciepłą, dyskretną i taką, na którą naprawdę mogę liczyć.








Jeśli chodzi o oprawę naszego wydarzenia, bardzo zależało mi żeby było tak „po naszemu”. Vintage suknia ślubna marzyła mi się od zawsze – i udało mi się znaleźć taką, w której czułam się i wyjątkowo, i jak ja. Jest nieistniejącej już fińskiej marki Kaisu Heikkilä.
Kwiaty ułożył dla mnie Mateusz z Gładki Studio, kolejna osoba z wielkim talentem. Niesamowite, jak widać wrażliwość artystyczną człowieka, niezależnie od tego czy patrzymy na ułożone przez niego kwiaty, zrobione zdjęcia, namalowany obraz czy udekorowany tort. Dalie, kosmosy i nawłoć połączyły się w idealną wrześniową nostalgię.


Obrączki robiliśmy „sami” – to znaczy na warsztatach w mokotowskiej pracowni Wasze Obrączki. Opinie, jakie o nich czytałam, były bardzo entuzjastyczne i już wiem dlaczego – świetnie jest zobaczyć, jak powstaje biżuteria i uczestniczyć w tym procesie. Przetapialiśmy rodzinne złoto, więc oprócz wymiaru sentymentalnego ciekawie było też zobaczyć, jak obrączka dziadka zamienia się w złotą kroplę, a następnie w mikroskopijną sztabkę, którą wspólne rozwałkowaliśmy. Dużo się dowiedziałam i bardzo miło spędziłam czas – to super pomysł na randkę przed ślubem, zwłaszcza przy bobasie, kiedy tego czasu dla siebie na codzień jest niewiele.


Zależało nam, żeby przyjęcie odbyło się w Warszawie, najchętniej w jakimś miejscu z historią – i z naprawdę dobrym weselem. Znalezienie miejsca na miejskie wesele na około 50 osób okazało się trudniejszym zadaniem, niż mogłoby się wydawać, ale udało się – wspaniale ugościła nas Willa Biała na Starym Mokotowie. Jedzenie, obsługa, zaangażowanie – wszystko było na najwyższym poziomie. Byliśmy pod wrażeniem, tak samo jak nasi goście.
Z kolei pyszny i piękny tort zamówiliśmy w Blended&CO – wybór z kilku naprawde pysznych kompozycji też trochę nam zajął, ale w końcu zdecydowaliśmy się na opcję z rozmarynowym biszkoptem i był naprawdę niezwykły.








Na koniec dwa słowa o kontrowersyjnej decyzji, którą podjęliśmy przed ślubem i z której jesteśmy bardzo zadowoleni. W wiadomości z logistyką poprosiliśmy naszych gości o to, by schowali telefony do kieszeni i po prostu byli z nami w ważnych momentach, zamiast robić zdjęcia czy nagrywać. Wiedzieliśmy że Anita zrobi piękne zdjęcia, poprosiłam też zdolną koleżankę o zrobieniu kilku filmików telefonem – ale poza tym bardzo zależało mi na pełnej obecności naszych bliskich. Udało się i cieszę się, że mogę teraz patrzeć na zdjęciach na drogie mi twarze, a nie plecki telefonów.
Podczas przygotowań, mimo że impreza była raczej na małą skalę, miałam chwile zwątpienia i zastanawiałam się, czy nie lepiej było po prostu zaprosić rodziców na obiad i tyle. Ale ostatecznie bardzo się cieszę, że miałam być może jedyną w życiu okazję zobaczyć tyle bliskich osób w jednym miejscu. I zbiera mi się na łzy wzruszenia za każdym razem, gdy wracam do zdjęć.
zdjęcia – Anita Suchocka, miejsce – Willa Biała, obrączki – Wasze Obrączki, kwiaty – Gładki Studio, tort – Blender&CO