Naucz się przeżywać emocje, a zakupy przestaną tak kusić

niebieska sukienka, o której piszę we wpisie – w wydaniu codziennym

Moja przyjaciółka miesiąc temu urodziła syna. Ostatnie dni czekania, aż bejbik pojawi się na świecie, były – jak to często bywa – pełne emocji.

Miałam dla niej przygotowany prezent, ale chciałam podarować też coś maluchowi. Słyszałam nie raz, że nowi rodzice są zawalani niepotrzebnymi gadżetami czy ubraniami, więc po prostu zapytałam, co jej potrzebne.

Okazało się, że sweterek. Znalazłam więc w jednym ze sklepów online bawełniany kardigan w stonowanym, gołebioszarym kolorze.

Wybrałam rozmiar, wrzuciłam sweterek do koszyka i już miałam płacić, kiedy moją uwagę przykuła jeszcze propozycja, która wyświetliła się poniżej. Buty. Ale nie urocze papućki dla niemowlaka. W moim koszyku wylądowały czarne sandały z materiałowych pasków, na całkiem konkretnym obcasie. Czytaj dalej

Magia Wordle, czyli moja nowa
internetowa obsesja

Jakiś czas temu przez moją tablicę na Twitterze przetoczyła się fala zrzutów ekranu z wynikami w Wordle. To gra słowna, którą kilka miesięcy temu kupił od jej twórców New York Times. Spróbowałam i przepadłam. Teraz Wordle towarzyszy mi każdego poranka. Piszę o tym, bo ciekawi mnie co składa się na jej fenomen – uważam że ktoś to fantastycznie rozkminił.

Naszym zadaniem w Wordle jest odgadnąć hasło – pięcioliterowe słowo. Dążymy do tego, podając inne pięcioliterowe słowa. Dostajemy info zwrotne – które litery pasują, które nie pasują, a które są w słowie-haśle, ale aktualnie są na niewłaściwym miejscu. Mamy sześć prób. Jeśli graliście kiedyś w starą planszową grę Mastermind, to jest to bardzo podobny schemat.

Nowa gra z nowym hasłem pojawia się raz dziennie. To moim zdaniem ogromny składnik sukcesu Wordle. Dostajemy po rozwiązaniu dawkę dopaminy, ale gra nie wciąga nas na długie godziny i nie przemiela do totalnego wyczerpania, bo w przeciwieństwie do Instagrama czy Facebooka ma jasno określony limit. Rozwiązanie zajmuje parę minut, a następne hasło pojawia się dopiero kolejnego dnia. Czytaj dalej

Co zmieniło się w moim podejściu do ubrań przez ostatnie lata

Moja mama na święta zwykle wybiera bilety na balet jako swój prezent. Tak było też w tym roku – w ubiegły weekend wybrałyśmy się do Opery Narodowej zobaczyć Mayerling. To nie będzie post o balecie, bo jedyne co jestem w stanie o nim powiedzieć, to że mógłby trwać o połowę krócej. To będzie post o ubraniach – a zaczynam operą, bo w przerwie doszłyśmy z mamą do wniosku, że ludzie są ubrani zupełnie inaczej, niż kiedy byłyśmy na balecie ostatnio – w lutym 2020, tuż przed pandemią. 

Wieczorowe suknie ustąpiły czarnym bo czarnym, ale jednak dżinsom, zamiast szpilek pojawiły się adidasy, była nawet dziewczyna w dresie – takim wełnianym, ale wciąż dresie. Absolutnie tego nie oceniam, nie ma dla mnie znaczenia w co ubierają się inni ludzie. Stwierdzam fakt, że te dwa wieczory bardzo się od siebie różniły pod względem ubioru widowni. I zaczęłam się w związku z tym zastanawiać czy to wpływ pandemii – i jak pandemia odzieżowo wpłynęła na mnie. Ostatni post o tym, co zmieniło się w moim podejściu do slow fashion napisałam w 2019 roku, więc postanowiłam odświeżyć temat. Bardzo jestem też ciekawa Waszych zmian i przemyśleń. Czytaj dalej

Na bogato, czyli co moja babcia robiła w każdą sobotę przez całe życie

Codziennie zabieram psa na długi spacer. Zwykle słucham przy tym podcastów. I kilka miesięcy temu trafiłam na wywiad Tima Ferrisa z Ramithem Sethi, w którym Ramith opowiadał o swojej kategorii „na bogato”. Chodzi o takie rzeczy, na które nie szczędzimy pieniędzy, bo robią nam tak dużą różnicę w jakości życia, że w ogóle ich sobie mentalnie nie księgujemy jako ekstrawaganckiego wydatku. Mimo, że w innej kategorii pewnie byśmy tyle lekką ręką nie wydali.

Ramith dużo podróżuje w związku z pracą. Jego kategoria „na bogato” zawiera w sobie latanie w klasie biznes zawsze, kiedy lot trwa dłużej niż 4 godziny. I wysyłanie swojego bagażu kurierem prosto do hotelu, żeby nie musieć się z nim rozbijać po lotnisku i czekać aż zostanie wypakowany z samolotu. Czytaj dalej