Joanna Glogaza

strona główna > artykuły

Czy warto było się wyprowadzić na farmę na Żuławach?

Parę miesięcy temu postanowiłam rzucić to wszystko i wyjechać może nie w Bieszczady, ale na względnie rymujące się z Bieszczadami Żuławy. A konkretnie to chciałam mieszkać blisko morza, ale nie uśmiechało mi się wydawanie astronomicznych sum na trójmiejskim rynku nieruchomości – a jednak wciąż chciałam być blisko wspaniałego Gdańska i Gdyni.

I tak po przebudzeniu nie widzę już jamnika sąsiada na grochowskim skwerku, tylko bociana dziobiącego trawnik w moim ogródku. Cały proces poszedł bardzo sprawnie. Znalazłam niezwykłe miejsce, na widok którego wiele osób popukałoby się w czoło, ale do moich potrzeb jest idealne. To mieszkanie stanowiące połowę dawnej farmy – została zbudowana w 1941 roku dla niemieckiego hodowcy koni, a w PRL-u podzielona na mieszkania. Dość szybko zdecydowałam się na zakup (choć zaliczyłam też dodatkową wizytę ze specjalistą, by mieć spokojną głowę i upewnić się, że nic mi się nie zawali na głowę), jakimś cudem udało mi się też znaleźć wspaniałą ekipę remontową z terminem na już, bo akurat ktoś im wypadł z grafiku, przyblokowany za granicą przez pandemię. Trzy miesiące od wbicia pierwszego łomu w starą posadzkę jestem już rozpakowana, zadomowiona i jem owsiankę w ogrodzie, przy jasnym stole z desek, który zrobił własnoręcznie poprzedni właściciel.

Podobno w ciągu ostatniego roku agenci nieruchomości sprzedają walące się domy i zakrzaczone działki, które wisiały w portalach ogłoszeniowych od lat i pies z kulawą nogą się nimi nie interesował. Mieszkańcy starych siedlisk są nachodzeni przez zmęczone miejskim pandemicznym jednostki, pytające czy nie chcą może sprzedać, a jak nie to może sąsiad?

Do tego Instagram aż kipi od relacji z metamorfoz starych domów, zdjęć przed i po i romantycznych widoczków z hamakiem i szklarnią na pierwszym planie. Nie dziwię się zupełnie, bo stare domy są super! I totalnie rozumiem potrzebę natury i przestrzeni w pandemii. Ale mam też misję mówienia o ciemniejszych stronach ruderek, na które często nie ma miejsca w lukrowanych relacjach.

Uwielbiam moją farmę. Kocham to, że jest na niej cisza i spokój, przychodzą sarny i bocian, podobno czasem zdarzy się nawet łoś. Że mogłam pozwolić sobie na metraż, na jaki nie byłoby mnie stać w mieście i mam dodatkowo ogród i kawał pola. Że społeczność sąsiedzka jest zgrana i pomocna, że grzebię ziemi razem z sąsiadkami i uczę się o uprawie warzyw, że sąsiad podarował mi piękne stare meble ze strychu, a inny z kolei zrobił sobie altanę z moich starych desek podłogowych. 

I że z drugiej strony, mogę wsiąść w samochód i w ciągu pół godziny być w ulubionej kawiarni na gdańskim Dolnym Mieście. Że mam internet szybszy niż w Warszawie, bo przez moją wieś przechodzi światłowód. I że jak potrzebuję coś z Lidla czy Rossmana, to jadę do nich siedem minut. 

Ale mam wielką potrzebę powiedzenia też otwarcie że:

  • remont kosztował dwa razy tyle co zakładałam – choć sumarycznie i tak zapłaciłam za zakup i remont mniej, niż sam zakup dwa razy mniejszego mieszkania w Warszawie w 2017 roku
  • pojawiło się w nim sporo niespodzianek i nie wszystko mogłam zrobić tak jak chciałam – zrezygnowałam na przykład z kozy, bo brakło wolnego przewodu kominowego, a budowa nowego to spore koszty
  • miałam momenty, w których nie mogłam spać ze stresu, 
  • wciąż mam sporo rzeczy do zrobienia, na przykład zlikwidowanie azbestowego pokrycia budynków gospodarczych

PROJEKT: RUDERKA – ile to wszystko kosztowało i jak ogarnąć remont?


I tak dalej, i tak dalej. Całą moją remontową przygodę opisałam w szczegółach i dołączyłam do eksperckiego e-booka o remontach w kamienicach Kasi Antończyk, mojej architektki. W pakiecie znajdziecie też plik Excel z podsumowaniem kosztów zakupu, remontu i wyposażenia ruderki – wszystko dokładnie rozpisane, razem z namiarami na wykonawców.

Możecie zamówić PROJEKT: RUDERKA tutaj.

Jeśli planujecie zakup czy remont ruderki, scrollujecie bez końca ogłoszenia na portalach – bardzo polecam, starałyśmy się podzielić jak największym konkretem, by jak najwięcej osób mogło się nauczyć na naszych doświadczeniach i błędach, zamiast samemu je popełniać.

Ważne info: zagapiłam się z tym, żeby dać Wam znać na blogu, pakiet jest dostępny tylko do czwartku.

Wracając do głównego wątku: mam poczucie, że odlukrowywanie kolejnych dziedzin życia to nasza wielka misja na następne lata. Dzieje się to już trochę w obszarze rodzicielstwa. I w adopcjach psów – coraz więcej widzę ogłoszeń z konkretnymi informacjami o psie, coraz więcej współprac z domami tymczasowymi, które pomagają lepiej poznać psa i sparować go z odpowiednim domem stałym. I coraz mniej tekstów o “tęskniących oczkach, które chyba już straciły nadzieję” – które działają na emocje, ale często nie u tych osób, które byłyby w najlepszym interesie psa.

Ale z kolei praca kreatywna wciąż pławi się w lukrze. Podobnie jak ciągłe podróżowanie czy życie w kamperze – masa zdjęć samochodów zaparkowanych tuż nad oceanem, znacznie mniej tych z praniem, które nie schnie od tygodnia, bo ciągle pada. 


Takie są moje wrażenia – ciekawa jestem co w Waszej rzeczywistości wygląda na nadmiernie polukrowane? Dajcie znać, moim zdaniem na przedstawieniu pełnego obrazu rzeczywistości możemy tylko zyskać. Bo to nie jest przecież tak, że domów nie warto kupować, psów adoptować, a książek pisać. Chodzi po prostu o to, że większość wyborów w życiu można podsumować wspaniałym powiedzionkiem “coś za coś” – i im bardziej będziemy się orientować co konkretnie składa się na to nasze “coś”, tym większa jest szansa, że podejmiemy decyzję, z którą będzie nam dobrze.

I oczywiście zapraszam do zakupu pakietu PROJEKT: RUDERKA, jeśli macie w planach zakup czy remont starego mieszkania. Jest dostępny tylko do końca czwartku.

Dzięki za lekturę!

Jeśli nie chcesz przegapić moich nowych artykułów, odcinków podcastu czy książek, zostaw swój adres e-mail:

15 thoughts on “Czy warto było się wyprowadzić na farmę na Żuławach?”

  1. Obserwuję Twój farmiarski cykl na Instagramie i wspominam własny remont domku z lat 60. Super, że piszesz o tej niepolukrowanej stronie i stresie. Nie mogę uwierzyć, że udało Ci się to zrobić w trzy miesiące! Nam zajęło około roku. Twoje zdjęcia i wnętrze wyglądają przepięknie. Pozdrawiam serdecznie

  2. Jestem w trakcie lektury części dot. case study Twojej farmy i jestem pod wrażeniem – zarówno estetyki wydania, jak i przystępności samej treści, mimo że temat wcale nie jest łatwy. Zastanawiamy się z chłopakiem nad kupnem mieszkania i jedną z opcji jest kupienie „mieszkania w kamienicy do remontu” – ale pomna Twoich doświadczeń i świadoma swoich ograniczeń, chyba jednak z tego pomysłu zrezygnuję. Farma piękna, totalnie bym się chciała powylegiwać na leżaczku czy kocu w Twoim ogrodzie, i bardzo gratuluję zarówno udanej inwestycji i doprowadzenia domu do pięknego efektu końcowego, jak i świetnego pomysłu na ebook i współpracę z architektką!

  3. Cały czas mam w pamięci jak wyglądał Twój domek przed remontem ;)) Jestem pod mega wrażeniem, że udało Ci się go wyremontować tak szybko. Duże brawa również dla Kasi, Twojej architektki. Wyszło pięknie! W ogóle cała Twoja farma ma niesamowity urok! Ślicznie tam :))

  4. Joanna, gratulacje realizacji marzenia i to w takim stylu! Mam pytanie trochę z innej beczki, nie remontowej – jak oceniasz kwestie rozłąki, a może nie samej rozłąki, ale zwiększenia odległości np. do swojej Mamy czy znajomych którzy pozostali na Mazowszu/Śląsku? Masz jakieś złote porady dla tych, którzy szarpią się w temacie „coś” za „coś” pod tym kątem? ;) Pozdrawiam serdecznie!

    1. Nie mam rad niestety:( Sama wolałabym mieszkać bliżej. Ale sama przeprowadzka nad morze nie zrobiła dla mnie aż tak dużej różnicy, bo mam dobrą drogę i do domu rodziców jadę ok 6 godzin, a wcześniej z Warszawy około 5 – więc tak czy siak daleko:)

      1. Może kiedyś loty dywanem zasilanym solarnie albo teleportacja… przyjdą nam z pomocą. Powodzenia i dziękuję za inspiracje :)

  5. Na mnie największe wrażenie robi fakt, ze w tak młodym wieku osiągnęłaś pozycję, w której miejsce zamieszkania jest niezależne od miejsca zamieszkania. To cudowny luksus, którego Ci bardzo zazdroszczę. I to jest ten lukier, o którym nikt nie mówi; że przeprowadzka na romantyczną wieś przestaje byc romantyczna, bo trzeba zadbać o finanse.

  6. Zgadzam się co do konieczności „odlukrowania” naszego życia. Przez zwodnicze zdjęcia na Instagramie i innych mediach społecznościowych wiele osób kończy z nerwicą i długami, bo nie są w stanie uratować domostwa, które przecież miało być „do małego remontu”. Z psiakami podobnie, po kilka razy wracają do schronisk, a przecież wystarczyło napisać, że nadają się tylko do domu bez dzieci i innych zwierząt.
    P.S. Piękną podłogę masz w tej „ruderce” ;)

  7. Hej,

    Również planuje zakup domu na Żuławach – na lini pomiędzy Malborkiem a Tczewem.

    Czy nie obawiałaś się / obawiasz się ze są to tereny zalewowe i w przypadku podniesienia się poziomu wód w Bałtyku o jedyne 0,5m (ocieplenie klimatu) cała północna cześć żuław będzie pod woda?

  8. Podziwiam za odwagę. :) Po zdjęciach domu na blogu i instagramie widać, że opłaca się w życiu jednak ryzykować. Piękne wnętrze.

  9. Pierwsze mieszkanie kupiliśmy bez pośredników. Adaptacja strychu, 80 m, słupy, belki. Wtopiliśmy ;). Przeboje z piecem, z łazienką. Zimą zimno, latem gorąco. Drugie kupiliśmy już uzbrojeni w doświadczenie, w pośredników. Dość nowy budynek, wspaniała dzielnica i… wtopa. Bardzo kosztowna wymiana okien, problemy z ogrzewaniem, pył, pot i łzy. Każdy remont to dziesiątki niespodzianek, nieprzespane noce. Dobrze to wszystko odlukrować i spojrzeć realnie, a już szczególnie, gdy widzimy w ogłoszeniu „nieruchomość z potencjałem” ;). Dziękuję za bloga. Dobrze się czyta. Potrzebuję książki o porządkowaniu szafy.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *