O planach i zmianach jak kanapka z tuńczykiem

Dokładnie dwa lata temu wyskoczyłam z pomalowanej na niebiesko i żółto łódeczki do błękitnego oceanu, spory kawałek od brzegu. Podwinęłam szorty, ale na nic mi to było, bo woda i tak sięgała mi do bioder. Na plecach miałam plecak z kilkoma t-shirtami, letnią sukienką i laptopem, w rękach buty. Tak zaczęło się moje tajskie workation (od słów work _ vacation) – razem z kilkoma koleżankami zapakowałam swoje bardzo mobilne biuro (czyli wspomnianego już laptopa) i ruszyłam na parę tygodni na rajskie wyspy, by zamienić burą zimę na ciepły piasek, parujący ryż i pachnące ziołami masaże.

Dzisiaj wydaje mi się, że to jakieś inne życie, inna rzeczywistość. A myślałam o tym niedawno nie tylko dlatego, że tęsknię za wyjazdami czy zwykłym wypiciem herbaty w kawiarni, ale też w kontekście kanapki z tuńczykiem jako metafory zmian.

Yyy, co? Czytaj dalej