Joanna Glogaza

strona główna > artykuły

8 błędnych przekonań dotyczących prowadzenia własnej marki odzieżowej

Znam prowadzenie własnej marki odzieżowej od podszewki, obserwuję też sporo innych marek – zarówno tych nowo powstających, jak i tych, które już działają na rynku.

I mam jeden, główny wniosek. Mnóstwo osób skupia się na twórczych działaniach i niedoszacowuje, jak wiele czasu trzeba poświęcić na biznesową stronę prowadzenia własnej marki.

Ponieważ przygotowuję się właśnie do kolejnej edycji mojego praktycznego kursu online “Jak założyć własną markę odzieżową”, pomyślałam że podrzucę Wam listę kilku kolejnych błędnych przekonań na temat prowadzenia własnej marki, z którymi się spotykam.

Przy okazji – jeśli myślicie o założeniu swojej marki odzieżowej czy szyjącej akcesoria i jesteście zainteresowani kursem, zapiszcie się na listę osób zainteresowanych na stronie kursu. Niezależnie od decyzji od zakupie wyślę Wam w międzyczasie sporo dodatkowych materiałów, dam Wam też znać o dacie webinaru, w którym omówię kolejne kroki budowania własnej marki odzieżowej i opowiem, dlaczego wiele osób zabiera się za to od najgorszej możliwej strony.

PS Warto doczytać (albo chociaż doscrollować) dzisiejszy post do końca, bo tam znajdziecie listę błędów, które ja sama popełniłam, tworząc Lunaby. Z konkretnymi przykładami, do pobrania w ładnym pdf-ie. Leniwki mogą po prostu kliknąć tutaj.


1. Najważniejsze to kochać modę/rękodzieło/trendy


To błąd bardzo często popełniany przez właścicieli małych biznesów. Ktoś rezygnuje z pracy, by oddać się swojej największej pasji – pieczeniu. Piecze dla rodziny, znajomych, zamówień spływa coraz więcej. W końcu postanawia wynieść swój biznes na kolejny poziom i otwiera cukiernię. Pracuje ciężko przez wiele miesięcy czy lat, by w pewnym momencie zorientować się, że właściwie to zupełnie już nie ma czasu na pieczenie, bo poświęca go cały na zarządzanie biznesem, pracownikami, załatwianie formalności. Pamiętaj, że możesz realizować swoje zainteresowania zawodowo bez zakładania własnej firmy, po prostu pracując dla kogoś czy rozwijając je hobbystycznie, w wolnym czasie.

A jeśli chcesz prowadzić własny biznes, to przede wszystkim musisz lubić… prowadzić własny biznes. To prowadzenie małego przedsiębiorstwa jest Twoim głównym zadaniem, nie szukanie inspiracji czy projektowanie kolekcji.

Musi sprawiać Ci przyjemność rozwiązywanie kolejnych problemów, wyszukiwanie nowych rozwiązań, samodzielne wyznaczanie sobie zadań i skuteczne zarządzanie swoim czasem. Musisz też umieć sprzedawać. To słowo, które u wielu osób wywołuje ciarki – zupełnie niepotrzebnie. Pokażę Ci autentyczne podejście do biznesu, w którym sprzedaż przestanie Ci się kojarzyć z wciskaniem komuś czegoś na siłę.


2. Właściciel własnej marki odzieżowej najwięcej czasu spędza na projektowaniu


To mit, który wynika z poprzedniego. Wiele osób wchodzi do biznesu przekonanych, że projektowanie będzie ich głównym zajęciem. Tymczasem pozostałych obowiązków jest tyle, że przy jednoosobowej działalności czy nawet małym zespole projektowanie nie zajmuje więcej niż kilka procent czasu.

Prowadzenie sklepu internetowego z odzieżą, nawet własną, to przede wszystkim zajmowanie się sprzedażą. Dbaniem o to, by do sklepu trafiło wystarczająco dużo osób potencjalnie zainteresowanych kupnem, o odpowiednie wyeksponowanie produktu i podkreślenie jego zalet, o komunikację w mediach społecznościowych i za pomocą listy mailingowej, o sprawną wysyłkę, świetną opiekę nad aktualnymi klientami i przyciąganie nowych. Do tego dochodzi cała organizacja produkcji, kontakt z podwykonawcami, szukanie materiałów i tak dalej.

Przy okazji – jeśli jesteś w grupie osób, które martwią się, że brak umiejętności szycia, projektowania czy konstrukcji uniemożliwi im skuteczne prowadzenie własnej marki, to mam dobrą wiadomość – w ogóle nie musisz tego umieć, wystarczy że wiesz komu to zlecić. I tym też się w dalszej części kursu zajmiemy.


3.  Żeby odnieść sukces, musisz mieć znajomości, pojawiać się w mainstreamowych mediach, a najlepiej ubierać celebrytki.


A, i jeszcze mieć sklep w Warszawie, najlepiej na Mokotowskiej! To kolejny bardzo często powtarzany mit, który niepotrzebnie zniechęca wiele osób.

Jak najbardziej możesz budować swoją markę lokalnie, a w dobie internetu autentyczna, szczera komunikacja skierowana do osób, które naprawdę mogą zidentyfikować się z Twoim produktem, może odnieść dużo lepsze efekty niż próby zaistnienia w masowej świadomości.

Idealnym przykładem z pokrewnej branży beauty jest Ministerstwo Dobrego Mydła – świetnie sobie radzą, a ich klienci i fani w mediach społecznościowych są tak zaangażowani, że można ich niemal nazwać wyznawcami. Dziewczyny piszą o tym, jak naprawdę wygląda prowadzenie biznesu, ze szczerym entuzjazmem informują o kolejnych krokach w rozwoju firmy, ale i o mniejszych czy większych trudnościach i zamiast kombinować, jak wepchnąć się na czerwony dywan, autentycznie komunikują świetny produkt – i to wystarcza!


4. Sklep stacjonarny to wyznacznik sukcesu i cel, do którego powinno się dążyć.


Guzik prawda! Sklep online pomaga przetestować swój pomysł i sprawdzić, czy własna marka odzieżowa to coś dla Ciebie, dużo mniejszym kosztem, z dużo mniejszym ryzykiem.

Wyznacznikiem sukcesu firmy jest przede wszystkim nadwyżka finansowa, a bardzo trudno jest ją wypracować przy ogromnych kosztach, jakie pociąga za sobą sklep stacjonarny.

Często nawet duże, doświadczone firmy nie radzą sobie z tym wyzwaniem – przykładem jest niedawny upadek Tallindera, marki LPP, do którego należy także Reserved czy Mohito.

Uruchomienie własnego sklepu stacjonarnego wcale nie jest też obowiązkowym czy oczywistym krokiem na drodze rozwoju marki – jest mnóstwo marek, które świetnie sobie radzą i wciąż się rozwijają, nie posiadając sklepu stacjonarnego, jak na przykład brytyjska marka People Tree, szyjąca ubrania w nurcie eko i fair trade, docierająca do jasno sprecyzowanej grupy docelowej.


5. W dwa miesiące postawię sklep i będę zarabiać tyle, co na etacie


O ile uruchomienie sklepu w dwa miesiące jest możliwe, jeśli ktoś naprawdę się spręży, to nastawianie się na szybki zarobek prowadzi do rozczarowań. A także do niepotrzebnego stresu i presji oraz przejadania pieniędzy, które lepiej byłoby zainwestować z powrotem w firmę.

Dużo bezpieczniej jest zachować dotychczasowe źródło zarobku i rozwijać własny biznes po godzinach, na boku. Najbezpieczniej jest nastawić się na regularne, bezpieczne dochody po przynajmniej roku-dwóch prowadzenia działalności. Oczywiście trzeba stworzyć konkretny plan, który nas do tego miejsca zaprowadzi (pokażę Ci jak to zrobić!) i krok po kroku konsekwentnie go realizować.


6. Do uruchomienia swojej marki odzieżowej online potrzeba bardzo dużo pieniędzy.


Bo przecież profesjonalna sesja zdjęciowa to dziesiątki tysięcy złotych, wynajem biura i magazynu kosztuje, no i nie ma co startować bez wielkiego budżetu na reklamę.

Właściwie nie ma górnej granicy budżetu, jeśli chcesz wystartować z rozmachem. Dobra wiadomość jest jednak taka, że wcale nie musisz tego robić.

Znam sklepy online, które fantastycznie wykorzystują społeczność Instagrama i osiągają świetne obroty, pokazując swoje produkty na selfie zrobionych telefonem. Jak Selfieroom – w tym przypadku “mało profesjonalne” zdjęcia to zaleta, bo klientki od razu mogą zobaczyć, jak dane ubranie będzie prezentowało się na ich Instagramie. Sklep doskonale zna swoje klientki i wie, że to dla nich ważna sprawa.

Za biuro i magazyn na początek wystarczy Ci Twoje mieszkanie. My działamy tak do tej pory.

A jeśli uda Ci się zbudować wokół swojej marki zaangażowaną społeczność, nie będziesz musiał wydać na reklamę ani złotówki. Będziesz mógł, oczywiście, reklama na Facebooku to świetny sposób na dotarcie do nowych klientów i przypomnienie się starym, ale jest możliwe działanie i bez tego.


7. Do uruchomienia swojej marki odzieżowej online potrzeba bardzo mało pieniędzy.


Uruchomienie własnej marki online jest zwykle tańsze, niż zrobienie tego stacjonarnie, ale nie jest darmowe. Oprogramowanie sklepu, sesja zdjęciowa, regulamin, materiały, metki, wszywki – to wszystko kosztuje.

Ile? Trudno jest określić zarówno górną, jak i dolną granicę, ale moim zdaniem plan minimum to mniej więcej 3-5 tysięcy złotych – kilkaset złotych na postawienie sklepu i formalności, 2-3 tysiące na wyprodukowanie kolekcji. Weź jednak pod uwagę, że jeśli oszczędzasz pieniądze, musisz poświęcić dużo czasu na naukę robienia wielu rzeczy samodzielnie.

My potrzebowałyśmy prawie 20 tysięcy, ale dziś zorganizowałbym to zupełnie inaczej, obcięłabym wiele kosztów, zmniejszyła liczbę projektów i w efekcie wydawała dużo mniej.

Jeśli nie masz oszczędności ani zewnętrznego finansowania (na przykład dotacji z Urzędu Pracy), narażasz się na frustrację i ciągnący się miesiącami proces, który najprawdopodobniej zakończy się rzuceniem wszystkiego w kąt i zmarnowanym czasem i pieniędzmi.


8. Włożę dużo pracy na początku, a potem będę tylko zbierać jej owoce


Bardzo często spotykam się z przekonaniem, że w biznesie odzieżowym najtrudniejszy jest start, a potem to już jest z górki – po prostu sprzedajemy i liczymy spływające pieniądze.

Zupełnie tak nie jest, śmieję się czasem, że własna marka odzieżowa to biznes z kategorii #99problems.

Żeby utrzymać sprzedaż, trzeba ciągle przypominać klientom o swoim istnieniu i przyciągać nowych. Kiedy kończy się pracę nad jedną kolekcją, trzeba od razu zabierać się za kolejną. Nawet dostawcy i współpracownicy nie są dani raz na zawsze i cały czas trzeba szukać i testować nowe rozwiązania.

Nie wspominając już o tym, że codzienne prowadzenie biznesu też zabiera sporo czasu – a to trzeba wysłać paczki, a to namierzyć zaginioną przesyłkę, a to przygotować informację prasową czy udzielić wypowiedzi dziennikarzowi, a to dowieźć do szwalni brakującą tasiemkę, gumkę czy flizelinę.

To dziesiątki małych zadań, które muszą zostać każdego dnia wykonane. Uwierz mi, jest co robić!


Żeby uniknąć rozczarowania, zanim zabierzesz się do planowania działań nad swoją własną marką, odpowiedz sobie szczerze na poniższe pytania:

  • Czy potrafisz oszczędzać i planować wydatki?
  • Czy masz oszczędności, które pozwolą Ci przeżyć rok albo masz inne źródło regularnych dochodów?
  • Czy interesuje Cię nie tylko kreatywna strona prowadzenia własnej działalności, ale też strona formalna, marketingowa, sprzedażowa?
  • Czy lubisz uczyć się nowych rzeczy i potrafić samodzielnie docierać do potrzebnych Ci w danej chwili informacji czy umiejętności?
  • Czy lubisz szukać rozwiązań problemów z najróżniejszych kategorii?
  • Czy nie wstydzisz się zadawać pytań i nie dajesz się łatwo zbyć?
  • Czy jesteś gotowy na żmudną, codzienną pracę i mozolne wykonywanie jednego kroczku po drugim przez kolejne miesiące, a potem lata?
  • Czy potrafisz radzić sobie z krytyką?

PS Jeśli uczestniczyliście w poprzedniej edycji kursu, możecie kojarzyć ten tekst – służył jako wstęp do właściwej, praktycznej części. Postanowiłam odpicować kurs, żeby był jeszcze bardziej skupiony na konkretach i pokazywaniu jak dokładnie dany krok wykonać.

Wiele osób chwaliło kurs za to, że wytycza jasną ścieżkę i układa w głowie cały proces budowania własnej marki, ale mnie zależy na tym, żeby z tej ścieżki usunąć każdą kłodę, która może potencjalnie stopować. Sama zamieniam się w spetryfikowaną jaszczurkę, kiedy pojawia się przede mną trudność, za którą nie wiem jak się zabrać, więc bardzo chciałabym żeby moi kursanci mogli tego uniknąć.

Dlatego staram się jeszcze bardziej przeprowadzać za rękę przez kolejne praktyczne zadania. Postanowiłam więc pozbyć się z kursu wszystkiego, co nie jest niezbędne, tak żeby nie przytłaczał długością – w tym teoretycznego mini-wstępu. Ale pomyślałam że komuś może się przydać, więc wylądował na blogu.


Dajcie znać, czy chodzi Wam po głowie jakiś własny biznes i co Was stopuje lub czego najbardziej się obawiacie. Jestem bardzo ciekawa!

 

 

 

 

Dzięki za lekturę!

Jeśli nie chcesz przegapić moich nowych artykułów, odcinków podcastu czy książek, zostaw swój adres e-mail:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.