Prosta struktura moich poranków, która daje mi spokój

Mój pies zachorował, i to na tyle poważnie, że nie mógł nawet chodzić do weterynarza. Weterynarz przychodził więc do nas, mieliśmy wizyty domowe. Codziennie o tej samej porze, wcześnie, przed otwarciem przychodni. I w całej tej stresującej sytuacji nauczyłam się jednej dobrej rzeczy – przyzwyczaiłam się do wstawania o tej samej porze, co bardzo pozytywnie wpłynęło na moją poranną rutynkę.

O tym, że rutynki są dobre i działają kojąco na spokój ducha, ale też doskonale na produktywność, wie każdy rodzic, opiekun psa albo… freelancer. To paradoksalne, ale większość osób z własną działalnością, które znam, czyli takich które teoretycznie mogłyby mieć każdy dzień zupełnie inny, dochodzi prędzej czy później do wniosku, że stała struktura pozwala działać o wiele skuteczniej. Chodźby tak prosta, jak zestaw kilku czynności, które wykonujemy co rano, żeby z przytupem zacząć dzień.

Dzisiaj opowiem Wam więc o moich porannych zwyczajach. Tych prawdziwych, nie o zapalaniu Instagramowej świeczki i piciu kawy na łóżku pełnym przypadkowych gadżetów, czytając New York Timesa do góry nogami. Instagram możecie oszukać, ale siebie nie oszukacie – a przecież chodzi o to, żeby tak sobie te poranki poukładać, żeby to nam służyły i sprawiały, by nasza codzienność była mniej chaotyczna i najzwyczajniej w świecie przyjemniejsza. Najbardziej docenimy to w tych najgorszych, najmocniej stresujących okresach.

Jeśli wolicie oglądać, niż czytać, to tutaj znajdziecie wersję video:

Pamiętajcie o subskrybcji kanału, bo nie wszystkie filmu lądują na blogu!


Porządek wieczór wcześniej


Moje poranne rytuały zaczynają się już wieczorem. Budzenie się w bałaganie jest dużo mniej fajne, niż budzenie się w porządku, więc staram się poświęcić 15 minut na ogarnięcie mieszkania poprzedniego wieczoru. Moja mama pewnie nie wierzy, ale tak właśnie robię – i za każdym razem wpisuję sobie plusik w moim bullet journalu, to jest dziwnie motywujące.


Szklanka wody


Potem nalewam sobie szklankę najzwyklejszej wody. Z kranu, bo warszawska kranówka nadaje się do picia. Zimą dolewam trochę wrzątku. No i wrzucam cytrynę, a jak chcę zaszaleć, albo czuję się podziębiona, to jeszcze kilka plasterków imbiru.

Łatwo zapomnieć o nawadnianiu się, a picie wody po przebudzeniu tak wchodzi w nawyk, że bardzo szybko zaczyna nam tego brakować, kiedy zapomnimy.


Poranna toaleta


Potem idę się ogarnąć, wiadomo. Myję twarz, spryskuję tonikiem i nakładam krem – aktualnie jest to eco krem przeciwzmarszczkowy z linii Lirene Natura, sponsora dzisiejszego wpisu. To seria kosmetyków polskiej marki, cruelty free, czyli nietestującej na zwierzętach. Kosmetyki z serii Lirene Natura są z naturalnych składników i pięknie, delikatnie pachną. Wybrane składniki i produkty są certyfikowane przez Ecocert. Opakowania z kolei nadają się do recyklingu, a wiele z nich jest szklanych. Cieszę się, że kolejna polska marka zrobiła krok w stronę bycia bardziej eko, mam nadzieję, że w ślady linii Natura pójdą też ich pozostałe produkty!

Zwykle się nie maluję. I zupełnie się już do tego przyzwyczaiłam – a pamiętam, że na studiach malowałam się nawet na wyjście do sklepu po bułki. Ale mam też wrażenie, że zmieniło się podejście społeczeństwa do tej kwestii. Pamiętam, że jak byłam dzieckiem, to koleżanki mojej mamy często mówiły o (niepomalowanej, faktycznie) sąsiadce, że “taka zaniedbana, nawet się nie maluje!”. Dzisiaj chyba już bardziej zdajemy sobie sprawę z tego, co jest prawdziwym “dbaniem o siebie” – i bardzo dobrze!

Moje ostatnie odkrycie to soniczna szczoteczka do zębów – dużo mniej instagramowa niż eko szczoteczka z bambusa, ale według mojego dentysty nieporównywalnie skuteczniejsza.


Joga


Potem rozwijam matę do jogi. Aktywność fizyczna jest dla mnie ogromnie ważna, widzę dzięki niej wielką różnicę w swoim samopoczuciu. A jeśli odkreślę ją z listy rano, od początku dnia mam poczucie, że zrobiłam coś produktywnego. No i przypominam sobie, że w ogóle mam jakieś ciało, mogę się poprzeciągać, porobić skłony, poruszać palcami u stóp i sprawdzić, jak się danego dnia czuję i na jaki typ praktyki mam ochotę.


Spacer z psem


No i żelazny element mojego poranka, czyli spacer z psem. Tu nie ma zmiłuj, nie ma miejsca na prokrastynację – Chrupek nie wybacza! Bardzo lubię te nasze poranne przechadzki, może trochę mniej w grudniu, ale wciąż miło jest pospacerować po okolicy czy kupić jabłka do owsianki w pobliskiej budce z warzywami. Kilka razy w tygodniu staram się zaciągnąć Chrupka do parku i pobyć trochę z naturą.


Śniadanie i czytanie


I w końcu – śniadanie! Jestem strasznym nudziarzem i jak już trafię na jakieś smakujące mi danie, to potrafię je jeść w kółko przez 2 miesiące. Aktualnie zafiksowałam się na owsiance z tartym jabłkiem i słonecznikiem. Mój ulubiony moment to picie tego łyczka soku jabłkowego, który zostaje po tarciu – zawsze myślałam, że nie lubię soku jabłkowego, dopóki sama go sobie nie zrobiłam! 

 

Wiem, że przy jedzeniu powinno się skupiać na jedzeniu, ale ja zwykle czytam albo uzupełniam swój bullet journal. Uwielbiam to i mam wrażenie, że jestem dzięki niemu dużo bardziej produktywna i lepiej zorganizowana – dajcie mi znać, jeśli interesuje Was ten temat, to zrobię o nim osobny materiał!

Napiszcie mi też w komentarzu, jaki jest ulubiony element Waszych poranków – a jeśli chcieliście mi napisać wielkimi literami NIC, to może warto spróbować przemycić do nich choćby najmniejszą miłą rzecz dla siebie? 

Oczywiście nie każdy mój poranek tak wygląda, ale im jest ich więcej, tym lepiej się czuję. No i mega ważna sprawa – im później w tym wszystkim spojrzę na telefon i wyłączę w nim tryb samolotowy, który zawsze włączam na noc, tym lepiej!

29 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. Karina

    U mnie ciepła (50 stopni:)) woda z plasterkiem cytryny w dużym kubku i owsianka albo jaglanka – chyba od 10 lat jadam takie śniadania i tylko dodatki typu owoce, czy orzechy się zmieniają :) … później kawa ale tu jest warunek, że muszę ją wypić w spokoju, siedząc przy stole i gapiąc się na drzewa za oknem (jeśli się spieszę to kawy nie piję) … Co jakiś czas wracam do porannej jogi (to tak między wodą z cytryną a śniadaniem) i to mi robi dzień – własnie jak Ty mam poczucie, że coś zrobiłam fajnego dla siebie i teraz własnie odpuściłam sobie ale zaraz po świętach wracam na matę :) Rano też odkurzam mieszkanie :) bo mam 2 koty i nie cierpię żwirku pod stopami a nie noszę kapci :), więc często jeszcze przed śniadaniem mam czyste podłogi. Poranek to też oczywiście sprzątanie kuwety, mycie kocich misek, karmienie kotów – właściwie kolejność jest odwrotna :)

  2. Paulina z simplistic.pl

    Ja uwielbiam swoją poranna rutynkę! Podczas wyjazdów nie mogę się doczekać, gdy wrócę do swojego normalnego cyklu dnia, w którym czuję się bezpiecznie. :)

    Podobnie jak Ty, codziennie rano piję wodę (u mnie to dwie szklanki), karmię kota, ogarniam się i lecę do pracy. Zawsze miałam ogromny problem z piciem odpowiedniej ilości płynów, a dzięki takiej powtarzalności czynności, w końcu wyrobiłam w sobie nawyk nawadniania organizmu. :)

    I odpowiadając na Twoje pytanie – chętnie przeczytam wpis o Twoim bullet journalu! Przyznaję, że sama miałam kilka podejść do tego typu aktywności, ale każde z nich kończyło się porażką. Potrzebuję inspiracji! :D

  3. Joanna

    Dla mnie najwazniejszym punktem poranka jest niespieszne sniadanie. Zwykle na goraco i raczej wieksze, bo inaczej jestem glodna i jem smieci w pracy. Spokojnie sobie cos gotuje/smaze potem niespiesznie jem i popijam kubkiem mocnej herbaty. Moi znajomi sie dziwia jak mozna tyle zbierac sie do pracy, ale dla mnie to jest czas dla siebie, takie spokojne “wslizgiwanie” sie w nowy dzien.

    A przy okazji, bardzo przepraszam, ze tu sobie pozwole. Bardzo mnie razi kalkowanie z angielskiego slowa “rutyna” . Ja wiem Asiu, ze nie jestes jedyna osoba, ktora to robi, to bardziej ogolna uwaga, Jest wiele slow, ktore w angielskim i polskim maja odrobine inne znaczenie (np wyjatkowo popularny “balans”) i przez to czesto spotyka sie je uzyte niewlasciwie. Wklejam tu link do strony Slownika Jezyka Polskiego, moze kogos zainteresuje.

    https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Rutyna-poranna-a-poranny-rytual;17379.html

    1. Monika

      Joanno! Oświeciłaś mnie tą informacją. Do tej pory używałam słowa „rutyna” w połączeniu z „poranna/wieczorna”, a tu takie zaskoczenie – to nie tak! Fajnie, że się tym podzieliłaś. 😊

    2. Ida

      Joanno, zgadzam się z inną komentatorka: super, że się tym podzielilas! Osobiście nie znoszę słowa “dedykowany”, jakby nie istniały dużo mniej pretensjonalne “przeznaczony” czy “stworzony dla/z myślą o”!
      Jednak w tym wypadku u mnie chyba wygra “rutyna”, bo jej pejoratywny wydźwięk wydaje mi się słabszy niż podniosłosc “rytuału”. Dla mnie rytual musi być uswiecony tradycja, picie wody z rana to po prostu zwyczaj i prędzej stanie się rutyna niż rytuałem, w moim subiektywnym odczuciu :) Ale cieszę się, że dowiedziałam się czegoś nowego!

      Asiu – Autorko: Czekam na wpis o bullet journal! Nie trafiają do mnie, ale podejrzewam, że umiejętnie użyte mogą być skuteczne. Proszę, podziel się :) (a jakby się dało tak, by móc się Twoimi radami wspomóc juz przy postanowieniach noworocznych, to by bym już w ogóle była wdzieczna!)

  4. Monika

    Bardzo mi przykro z powodu choroby Chrupka. Sama mam dwa futrzaki i wiem, jakie to przykre patrzeć jak cierią. Mam nadzieję, że to coś uleczalnego. Przesyłam mu wirtualne drapanie za uchem!

    Co do rytuałów, to tkwi w nich jakaś moc. Jestem freelancerem i doszłam do podobnego wniosku, co znajomi, o których wspominasz w artykule. Za każdym razem kiedy coś popsuje mi ten poranny rytuał, moja produktywność leci w dół.

    Twoje poranki brzmią bardzo spokojnie i przyjemnie! U mnie jednym ze stałych elementów jest szklanka lub dwie wody. Czasem z cytryną, cześciej bez (zazwyczaj jestem zbyt zaspana). Pózniej ubieram się i wychodzę z partnerem z psami. Często chodzimy do lasu, czasem gdzieś dalej w osiedle – wiadomo, żeby nie wiało nudą trzeba zmieniać trasy. ;) Po spacerze narzeczony przygotowuje śniadanie (zazwyczaj owsiankę, próbowałaś kiedyś połączenia jabłko + suszona śliwka? Ja jestem absolutnie zachwycona!), a ja w tym czasie ściele łóżko i odkurzam (ach te psiaki!). Po śniadaniu myję zęby i siadam do pracy. Nie mam zazwyczaj czasu rano na jogę, więc praktykuję głownie po pracy. To przynosi niesamowitą ulgę ciału, które cały dzień siedziało przed komputerem.

    Rozpisałam się! Ale muszę jeszcze coś dodać – rzadko komentuję, jednak tym raczej poczułam taką potrzebę. Śledzę Twojego bloga od dawna i bardzo się cieszę kiedy pojawia się kolejny artykuł. ❤️Cudownie piszesz, widać w tym ogromny warsztat! Nigdy nie czytam w pośpiechu. Teraz delektuję się herbatą, pierniczkami i Twoim artykułem właśnie.

    Ściskam!

  5. Ida

    Asiu, mogłabyś w dwóch zdaniach napisać, jak przyrządzasz owsianke (ja wiem, że to proste, a zapomniałam, jak się robi :D a Twój przepis był poddany dwumiesięcznym testom!) :)
    I ile czasu zwykle poświęcasz na joge? Raczej 15 min czy 1.5h? Nie jesteś głodna w trakcie?
    Podrawiam :)

    1. Ania

      Co prawda pytanie jest skierowane bezpośrednio do Asi, ale ze swojego doświadczenia dodam, że lepsze 15 minut codziennie lub prawie codziennie niż długa praktyka raz w tygodniu (Asia chyba też mówi o tym w filmie na YT). Dodatkowo dużo łatwiej jest się zebrać na 15 minut, a dzięki temu aktywność fajnie wchodzi w nawyk :)

      1. Ida

        Dziękuję bardzo, że podzielilas się ta uwaga :) Mam nadzieje, ze mnie to zmobilizuje do tych 15 min!
        Kojarzy mi się, że Asia o tym wspominała, ale jestem ciekawa, jak to teraz wygląda.

  6. Aliso

    W moim domu, w którym codziennie rano trzeba do pracy i szkoły wyprawić 5 osób, nie ma czasu na puste przebiegi. Każda minuta jest cenna. Każde potknięcie zbiera tragiczne żniwo, a foch powoduje straty nie do odrobienia. Nadal zdarzają nam się wpadki.

    Sam również staram się organizować sobie poranki, dzięki temu dzień jest znacznie łatwiejszy do przejścia.

  7. Magdalena

    Twój Chrupek ma tak urocze spojrzenie, że pewnie potrafi skusić każdego na poranny spacer;)
    Ja również rano uwielbiam jogę. Wcześniej ogarniam dom,ścielę łóżko, płuczę usta olejem, piję sok z selera albo ciepłą wodę z cytryną.
    Pozdrawiam świątecznie:)

  8. Natasza

    Fajnie, że pojawiły się nowe posty, wolę jednak czytać ciekawe teksty niż oglądać youtube. Lubię sposób, w jaki piszesz. :)
    Mój poranek: dobudzam się myjąc twarz zimną wodą, zęby, śniadanie, czasem joga. Im później zaglądam w telefon i internet tym lepszy mam dzień.

  9. Ewa

    Obowiązkowym – i do tego baaaardzo przyjemnym rytuałem jest intensywne przeciąganie się jeszcze zanim wstanę z łóżka.
    Nocą kręgosłup i mięśnie wypoczywają, a ja lubię słuchać tego, jak wyluzowane kręgi chrupią przy ich wyciąganiu. Taki mały dialog z własnym organizmem, zanim ruszy do boju.
    Serdecznie polecam :-))

  10. Namcy

    A ja lubię sobie zapalić naturalna świeczkę rano jak
    czytam, ale to dopiero teraz, jak jestem w ciąży i mój poranek potrafi przedłużyć się do 4h – ciagle muszę się kłaść bo a to mnie plecy bolą, a to muszę odsapnąć, a to odczekać po połknięciu suplementów… ale ma to swój urok;)

    1. Joanna

      Zwykle moje poranki to pospiesznie działanie na autopilocie 😉 Ale żelaznym punktem jest dla mnie śniadanie. Nic więcej raczej rano nie wcisnę, bo nie mam zamiaru wstawać wcześniej niż o 6:00. Poranną aktywność odhaczam jadąc do pracy rowerem i staram się to robić cały rok.

  11. Doradca Finansowy Katowice

    Śledząc biografie najbogatszych ludzi na świecie doszedłem do wniosku, że każdy ma swoją i to nie prawda, że trzeba wstawać o 5:00 rano aby odnieść sukces w życiu ;) Najważniejsze to znaleźć swój własny balans…

  12. Ula

    Sama nie zwracałam kiedyś uwagi na to o której godzinie się kładę oraz o której godzinie wstaję. Ostatnio jednak postanowiłam wyregulować sobie tryb dnia oraz kładę się i wstaję o regularnych godzinach. Dzięki temu jestem bardziej wypoczęta i nie mam przynajmniej problemu aby zwlec się z łóżka. Przekonalam sie też do porannych ćwiczeń Kilka minut ćwiczeń pozwala mi się szybciej rozbudzić oraz łatwiej mi się z rana pracuje.

    Wstaję codziennie o godzinie 7 rano Kążdy powinien znaleźć sobie odpowiednią godzinę na budzenie się.

  13. Alicja

    Ja niestety codziennie muszę wstawać o 7, weekend dużo nie zmienia :) Na chwilę obecną również staram się uregulować jakoś sobie wieczory, żeby wstawać mimo wszystko jeszcze wcześniej, bo rano jest dużo czasu do wykorzystania, gdzie za bardzo nikt nie zawraca mi głowy.

  14. Ulka

    Ja też mam swoje codzienne rytuały, których przestrzegam. Dzięki temu żyje mi się dużo spokojniej. Niestety ostatnio mój spokój zburzyła awaria McBooka, który jest mi niezbędny do pracy. Na szczęście szybko znalazłam odpowiedni serwis Apple i udało się sprawnie rozwiązać problem.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *