Prosta struktura moich poranków, która daje mi spokój

Mój pies zachorował, i to na tyle poważnie, że nie mógł nawet chodzić do weterynarza. Weterynarz przychodził więc do nas, mieliśmy wizyty domowe. Codziennie o tej samej porze, wcześnie, przed otwarciem przychodni. I w całej tej stresującej sytuacji nauczyłam się jednej dobrej rzeczy – przyzwyczaiłam się do wstawania o tej samej porze, co bardzo pozytywnie wpłynęło na moją poranną rutynkę.

O tym, że rutynki są dobre i działają kojąco na spokój ducha, ale też doskonale na produktywność, wie każdy rodzic, opiekun psa albo… freelancer. To paradoksalne, ale większość osób z własną działalnością, które znam, czyli takich które teoretycznie mogłyby mieć każdy dzień zupełnie inny, dochodzi prędzej czy później do wniosku, że stała struktura pozwala działać o wiele skuteczniej. Chodźby tak prosta, jak zestaw kilku czynności, które wykonujemy co rano, żeby z przytupem zacząć dzień.

Dzisiaj opowiem Wam więc o moich porannych zwyczajach. Tych prawdziwych, nie o zapalaniu Instagramowej świeczki i piciu kawy na łóżku pełnym przypadkowych gadżetów, czytając New York Timesa do góry nogami. Instagram możecie oszukać, ale siebie nie oszukacie – a przecież chodzi o to, żeby tak sobie te poranki poukładać, żeby to nam służyły i sprawiały, by nasza codzienność była mniej chaotyczna i najzwyczajniej w świecie przyjemniejsza. Najbardziej docenimy to w tych najgorszych, najmocniej stresujących okresach. Czytaj dalej

Jak odpuszczać w święta?

Zaczęłam myśleć o tekście o odpuszczanie w święta i dotarło do mnie, że sami rzucamy sobie pod nogi coraz większe kłody. O ile kiedyś pucowaliśmy wszystkie kąty i zadłużaliśmy się na drogie prezenty, żeby pokazać się sąsiadowi i nielubianej kuzynce, o tyle teraz dochodzi nam jeszcze Internet. Z Instagramem i jego modą na zdjęcia w cekinowych kreacjach do ziemi pod dekoracją z miliona lampek. Jestem pewna, że sprzedaż akrylowych swetrów z reniferem spadłaby o połowę, gdyby panował zakaz ich fotografowania i wrzucania do mediów społecznościowych. Przy okazji: jeśli macie ochotę na taki sweter, to jest ich masa w second handach!

Zanim opowiem Wam o swoich sposobach na święta w stylu slow, to chciałabym zaznaczyć, że ten tekst nie ma na celu krytykowania kogokolwiek. Chciałabym napisać, że każdy spędza ten czas tak, jak ma na to ochotę, ale tu właśnie leży problem. Często dajemy się zapędzić w kozi róg przez oczekiwania rodziny, albo takie, które sami na siebie narzucamy, przez przyzwyczajenia czy rodzinne tradycje, które przestały się sprawdzać. W efekcie jesteśmy po świętach zestresowani, zmęczeni i właściwie to potrzebowalibyśmy wakacji. Czytaj dalej