Kanken – czy warto? O co chodzi z tymi plecakami?

Bardzo często pytacie mnie o marki, które polecam. Z ogromną przyjemnością bym to zrobiła, mnie samej też by to bardzo ułatwiło życie, gdybym mogła po prostu wyciągnąć z kieszeni listę firm, które bez pudła gwarantują nam świetną jakość. Niestety, to tak nie działa. Nie znam ani jednej marki, w której mogłabym każdy jeden produkt polecić w 100%. Zdarzają się gorsze i lepsze linie, czasem nawet w obrębie tego samego modelu zdarzają się świetne egzemplarze i buble. Dlatego zresztą warto znać swoje prawa i reklamować w takich przypadkach ile wlezie.

Nawet jeśli znajdę jakiś wspaniały produkt, to najczęściej po kilku tygodniach znika ze sklepów, i choćbym chciała, to nie mogę do niego wrócić. Dlatego jeśli trafiam na coś dobrego, na przykład zwykłą bluzkę z długim rękawem i dekoltem V, i po kilku praniach okazuje się, że jest okej, to często dokupuję drugi egzemplarz na zapas.

Ale jest wyjątek – marki, które skupiają się wokół kilku flagowych modeli i nie zmieniają ich z sezonu na sezon. Tu też nie ma uniwersalnych odpowiedzi – Crocsy się u niektórych sprawdzają, innym zdzierają stopy do krwi, tak samo Birkenstocki czy Conversy. Ale w takiej sytuacji jest już zdecydowanie łatwiej – mogę Wam chociaż opowiedzieć, jak coś sprawdziło się u mnie i odesłać Was do produktu, który wciąż jest dostępny. Albo sama kupić go ponownie po kilku, czy, w opcji idealnej, kilkunastu latach. Czytaj dalej

Rękojmia, gwarancja, zwroty – jakie mamy prawa jako klienci i co robić, gdy sklep odrzuci reklamację?

Rękojmia brzmi groźnie. Prawie jak rękoczyn. Na tyle groźnie, że wiele osób dochodzi do wniosku, że lepiej machnąć ręką na buty, który rozkleiły się po tygodniu, niż użerać się ze sprzedawcą. Tym bardziej, że w rozmowach o reklamacji często pojawia się jeszcze tajemnicza postać rzeczoznawcy, a pisma od sklepu napisane są takim językiem, że trudno z nich cokolwiek zrozumieć.

Tymczasem przepisy chroniące nas, konsumentów, są dość przejrzyste i naprawdę warto je poznać. Po pierwsze po to, żeby nie dać się robić w konia nieuczciwym sprzedawcom, którzy informują nas, że “po odejściu od kasy reklamacji nie uwzględnia się” albo że “nie mogą przyjąć reklamacji bez paragonu”. Czytaj dalej

Cena wygody

Dwa lata temu kupiłam sobie samochód. Wcześniej jeździłam dwudziestoletnim garbusem, który ciągle się psuł i dużo palił. Któregoś dnia postanowił po prostu nie odpalać, więc stwierdziłam że najwyższy czas na zmianę. Tym bardziej, że akurat tego miesiąca miałam w firmie dużą kumulację przychodów i to był dobry moment na zakup. Spory koszt zmniejszyłby kwotę, od której musiałam zapłacić podatek.

Wzięłam kartkę, ołówek i porównałam różne możliwości – zakup używanego samochodu, zakup nowego, wzięcie nowego w leasing. Ta ostatnia opcja okazała się najbardziej korzystna, z księgowych powodów, którymi nie będę Was teraz zanudzać. Leasing to taki trochę kredyt hipoteczny dla samochodów. Część kwoty płacimy gotówką, a resztą bank rozkłada nam na raty. Po spłaceniu wszystkich rat, w moim przypadku po pięciu latach, samochód jest nasz. Możemy go sprzedać albo po prostu jeździć nim dalej – i to właśnie był mój plan. Wybrałam model, który słynie z niezawodności, z założeniem, że będę nim jeździć do końca świata i o jeden dzień dłużej. Czytaj dalej