Co u mnie słychać?

Ostatnie pół roku było chyba najbardziej intensywnym czasem w moim życiu. Tyle się działo, że nie miałam kiedy po prostu usiąść i napisać, co u mnie. Więc robię to teraz!

Wszystko zaczęło się jesienią, kiedy podjęłam dwie ważne decyzje: że kupuję mieszkanie i że napiszę książkę o grach.


Remontowe przygody


W moim nowym mieszkaniu staram się wykorzystywać jak najwięcej mebli z odzysku. Nowości, zmiany i owocne polowania możecie śledzić na moim Instagramie.

Dobrze, że nie wiedziałam, ile roboty, stresu i wydatków wiąże się z remontem mieszkania. Gdyby ktoś pokazał mi wcześniej pełną listę zadań, pewnie dwa razy bym się zastanowiła, czy jestem na to gotowa. Po paru miesiącach współpracy z ekipą, analizowania i przeliczania, która opcja szafek kuchennych będzie lepsza, umawiania się na odbiory na drugim końcu miasta z kurierami, którzy jednak zapomnieli przyjechać, każda niepasująca żarówka i każda krzywo przykręcona półka wysyłała mnie na granicę płaczu. Albo i za nią.

I tak byłam w komfortowej sytuacji. Niby kończyła mi się umowa o wynajem mieszkania, ale wiedziałam, że w razie czego ktoś mnie przygarnie. Nie brałam też kredytu, więc w razie jakiejś katastrofy zawsze mogłam to mieszkanie szybko sprzedać i wrócić do punktu wyjścia. Mocno trzymało to też w ryzach moje wydatki.

Wyszłam z tej przygody zmęczona, ale i dużo mądrzejsza. Spisałam swoje remontowe wnioski i niebawem się Wami z nimi podzielę. Dalej jestem fanką przeróbek i przebudów, ale jednak odświeżanie kuchni i malowanie frontów a rozwałka całego mieszkania znacząco się od siebie różnią. Cieszę się, że etap placu budowy jest już za mną i mogę sobie teraz na spokojnie dogrywać szczegóły, malując, szperając na targach staroci i, ku rozpaczy mojego chłopaka, monitorując okoliczne altany śmietnikowe.

Wiem już też, że w moim przypadku nie sprawdza się powielane często na minimalistycznych blogach przekonanie “po co kupować mieszkanie i uwiązywać się do jednego miejsca, lepiej wynajmować, to przecież to samo, a kto uważa inaczej, jest materialistą, snobem i bułą”. Dla mnie to nie jest to samo, ogromnie doceniam luksus urządzenia sobie wszystkiego pod siebie, tak jak mi pasuje. Mam na przykład wymarzoną sporą, osobną kuchnię, w której wreszcie wszystko mi się mieści na blacie, a na szerokim parapecie mogę założyć ziołową dżunglę. Ale jeszcze większym komfortem jest poczucie, że to mieszkanie jest po prostu moje. I że cokolwiek by się nie działo, nikt mnie z niego nie wyrzuci – no chyba że wspólnota mieszkaniowa, jak przestanę płacić czynsz.

Myślę, że wynajmowanie mieszkania rzeczywiście mogłoby dawać porównywalny komfort co zakup, gdyby rynek wynajmu w Polsce był bardziej ucywilizowany. Moja babcia mieszka w Niemczech, od wielu lat mieszka w tym samym, wynajmowanym mieszkaniu, ma swoje meble, swoje sprzęty, gwoździe powbijane gdzie jej się tylko podoba i gwarancję, że może tam zostać tak długo, jak będzie chciała. Z kolei moi znajomi niedawno wyprowadzili się ze swojego ukochanego poddasza na Żoliborzu, bo właściciel zdecydował się je sprzedać. Wynajęli mieszkanie parę ulic dalej, podpisując umowę na kilka lat i… kilka miesięcy później sytuacja się powtórzyła.

Są wolne duchy, które potrzebują miejsca tylko na chwilę, żeby przysiąść pomiędzy podróżami. Są osoby, którym nie robi większego znaczenia, jak wygląda przestrzeń, w której mieszkają i o ile jest w miarę wygodnie, to jest okej. Ale nie wszyscy tak mają i warto unikać uogólnień w stylu “kupowanie mieszkania to głupota, lepiej wynajmować i kupić inwestycję na wynajem”.

Ja jestem w moim niedużym mieszkaniu przeszczęśliwa. Z remontowych rzeczy zostały mi jeszcze tylko drobiazgi – zamontowanie górnych szafek w kuchni, powieszenie dwóch ostatnich lamp, uszycie zasłon do salonu, znalezienie dekoracji na ściany i tak dalej. Jak je dogram to pokażę Wam, jak urządziłam mój dom. To moja motywacja, żeby nic nie zostawiać na później. Jak wiadomo, prowizorka trzyma najdłużej i znam wiele przypadków rozwiązań, które miały być na chwilę, a zostały na 20 lat.


Książka o grach i jej niespodziewane konsekwencje


Ilustracje do “W to mi graj!” robiła Kasia Placek i lepszych nie mogłabym sobie wymarzyć!

Jak wielu z Was już pewnie wie, niedawno ukazała się moja trzecia książka – “W to mi graj! 97 gier, dzięki którym wygrasz w życie towarzyskie”. Tematyka niby zaskakująca, ale dla mnie bardzo w klimacie slow life. Widzę w social mediach, że już macie, gracie i dobrze się bawicie – bardzo się cieszę, bo jak chyba każdy autor czy każda autorka wypuszczałam tą książkę pełna wątpliwości. Niby wiedziałam, że naprawdę umila czas, niby znałam magię gier, niby testowałam ją na znajomych, ale to ziarenko niepewności zawsze pozostaje.

Jeszcze do 9 czerwca trwa okres premierowy, w którym można kupić książkę bez kosztów wysyłki i z moim podpisem. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście, co boli najbardziej po złożeniu kilku tysięcy podpisów jednego dnia, to powiem Wam że o dziwo nie ręce, nie nogi, ale kark – od ciągłego patrzenia w dół.

 

Zamów książkę z moim podpisem i darmową wysyłką!

 

Tak wyglądała linia produkcyjna podpisywania i pakowania książek.

Nie od dziś wiadomo, że gry łączą i integrują ludzi, ale absolutnie nie spodziewałam się, że napisanie tej książki odmieni moje życie tak bardzo. Kiedy zaczęłam się zastanawiać, gdzie jeszcze mogą czaić się ciekawe gry, odezwałam się do Piotra, kolegi zaangażowanego w teatr improwizowany. O tym, czym jest impro, pisałam więcej tutaj i tutaj. Piotr powiedział, że bez sensu żeby mi dawał suche opisy, najlepiej żebym wybrała się na warsztaty i wysłał mnie na zerówkę Szkoły Impro. Więc poszłam i od razu przyznałam mu rację – magii gier impro nie da się opisać, trzeba zagrać i przekonać się na własnej skórze. Oczywiście wiele z nich wylądowało w mojej książce, a ja wpadłam w impro do tego stopnia, że właśnie skończyłam trzeci poziom warsztatów i ciągle mi mało. Jestem dużo odważniejsza, dużo mniej zastanawiam się, jak wypadnę i dużo bardziej ufam swoim pomysłom. Lepiej opowiadam historie. Ogromnie też doceniam tą przestrzeń bycia z drugim człowiekiem na 100%, którą stwarza impro. W dorosłym życiu nie doświadczamy takich sytuacji zbyt często.

Ale miało być o ludziach i integracji. No więc weszłam na te pierwsze warsztaty impro i przy okazji gier dowiedziałam się dość przypadkowych faktów z życia moich współwarsztatowiczów. I był taki jeden chłopak, Michał, który trenował sztuki walki, i wyprowadzał pieski w schronisku, i adoptował piętnastoletniego kundelka, i był trochę nieśmiały, i śmieszyły mnie jego żarty. I szczęśliwym zbiegiem okoliczności też sobie o mnie pomyślał, że jestem fajna. Long story short – teraz próbujemy zintegrować ze sobą nasze pieski. Z marnym skutkiem, życiowym celem Chrupka wciąż jest odgryzienie głowy Bobikowi.


Nowe projekty


Pod koniec tego całego kołowrotku byłam już naprawdę stęskniona za moją domową rutynką – zdrowymi posiłkami, regularnym sportem, porządkiem i brakiem wszechobecnych kartonów. To rzeczy, które dają mi paliwo do działania i pomagają mi tworzyć. I jak coś jest z moim zapałem nie tak, najpierw zadaję sobie pytanie czy te podstawowe rzeczy są spełnione. Teraz mój kubeczek z czekoladą kreatywności jest na powrót pełen i jestem gotowa do działania!

Najpierw czekają mnie krótkie wakacje – razem z mamą wybieramy się do babci, właśnie tej która mieszka w Niemczech. W związku z zakupem mieszkania moje wakacje w tym roku to wypady na działkę, wyjazdy do babć i jestem tą perspektywą bardzo podekscytowana. Bardzo lubię u siebie tę cechę – mam mózg labradora, racjonalizuję pełną gębą i wszystko mi się zawsze podoba.

A potem… Od długiego czasu fascynuje mnie umiejętność skupiania się w czasach internetowych rozproszeń i optymalizowania swojej pracy tak, żeby działać sprytniej i skuteczniej, a niekoniecznie więcej. Często dostaję pytania, jak godzę ze sobą pracę nad blogiem i social mediami, pisanie książek, tworzenie kursów i Lunaby, a do tego wszystkiego mam czas na przedsięwzięcia typu impro, wycieczki albo leżenie na kanapie i czytanie.

Nie jestem żadnym tytanem pracy, po prostu nauczyłam się pracować w skupieniu nad odpowiednimi rzeczami, sprytnie rozplanowywać działania, grupować, automatyzować i zlecać co się da. W moim nowym kursie o optymalizowaniu pracy opowiem więc o wszystkich swoich trickach (czasem trochę kontrowersyjnych), pokażę jak korzystam z konkretnych narzędzi i co robię, żeby mój biznes zarabiał, nawet gdy ja się obijam. Krótko mówiąc – pomogę kursantom uporządkować i usystematyzować ich biznesową działalność, tak aby odzyskali czas na kreatywność i nie mieli wrażenia, że spędzają całe życie przed komputerem, a lista zadań wcale się nie zmniejsza. A tym, którzy dopiero myślą o własnej działalności, od początku tworzyć go w uporządkowany sposób i z głową.

To są ogromnie ważne umiejętności, i będą coraz ważniejsze, a nikt nas ich nie uczy – ani w szkole, ani na studiach, ani nawet w pracy, przynajmniej w większości przypadków. Kurs jest już prawie gotowy, jego robocza nazwa to “Pracuj sprytniej”. Teraz wszedł w fazę testów i początkiem lipca powinien pojawić się w sprzedaży. Jeśli brzmi to jak coś dla Was, możecie zapisać się na niezobowiązującą listę zainteresowanych tutaj – będę Wam wtedy podsyłać materiały związane z tym tematem i poinformuję o starcie sprzedaży kursu.

 

Zapisz się na listę zainteresowanych kursem!

 

Do szybkiego napisania! Na publikację czeka masa postów, możecie się więc spodziewać mnie częściej. Mam też w rękawie jeszcze jedną nowość, ale z nią się jeszcze chwilę powstrzymam. Dobrego dnia!

 

 

37 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. Hania Ananas

    Widzę ścianę pomalowaną do połowy! Zrobiłam niedawno dokładnie ten sam zabieg w mojej jadalni/kuchni i uważam, że tak prosty zabieg gwarantuje mega efekt! Poza tym lubię takie zbiorcze teksty w stylu “co słychać”, możesz częściej milknąć, jeśli będziesz wracać z takimi podsumowaniami ;) I gratulacje z okazji wydania kolejnej książki :) / Hania

    1. Hania Ananas

      Aaaach jeszcze odnośnie tego wynajmowania! Szczęśliwie ominął mnie motyw zakupu mieszkania (Luby dostał takie niejako “w spadku”, więc decyzja podjęła się sama), ale podzielam Twoje zdanie, że gadki w stylu “tylko głupcy kupują w tych czasach mieszkanie” są co najmniej irytujące. Nie ma w Polsce (na razie) takiego komfortu w kwestii wynajmu, aby wynajem był opcją lepszą niż własne “m”. Ja także jestem z tych, którzy lubią wygrzane, własne “siedlisko” i nie wyobrażam żyć w stresie, że za miesiąc ktoś mnie z mojego ciepłego kąta wyrzuci, bo AirBnB okaże się bardziej opłacalne. Szkoda, ale na złote czasy dla wynajmujących musimy sobie jeszcze poczekać (i pewnie zapracować).

      Jestem natomiast z tych, którzy preferują mieszkania z drugiej ręki i chociaż powtórzę się – nie wybieraliśmy sobie mieszkania, to cały czas dziękuję niebiosom, że trafiło nam się mieszkanie 20+ letnie. Żaden wypasiony apartamentowiec nie zadowoliłby mnie bardziej i wszystkich znajomych zachęcam, aby szli w nasze ślady (chociaż słyszę od nich, że z kupnem mieszkania z rynku wtórnego jest więcej zachodu niż z deweloperką). Poczyniłam na ten temat kilka tekstów na blogu, jeden mocno z temacie – mam nadzieję, że się nie obrazisz, że podrzucam link, może zainteresuje Ciebie lub pozostałych Czytelników :) http://www.pineap.pl/2016/09/cala-prawda-o-mieszkaniu-starym-budownictwie/

      I z niecierpliwością oczekuję na więcej tekstów remontowych! ;)

  2. Kasia

    A ja właśnie po raz drugi czytam Slow life, bo zaczynając przygodę z własną działalnością wpadłam w kołowrotek stresu. Pamiętam, że kiedyś pisałaś o kursie Sprzedawaj z wdziękiem (czy jakoś podobnie :P), to był tylko pomysł, czy coś z tego będzie? :)

    Powodzenia z integracją piesków!!!

      1. Joanna Glogaza

        To była sprzedaż bez obciachu! :) Zrobiłam warsztaty na Skype i stwierdziłam, że nie chcę się tym w tym momencie zajmować, bo w praniu wyszło, że wiele rzeczy, których kursantki potrzebowały, pokrywało się z materiałem Jak Założyć Własną Markę Odzieżową.

  3. marta

    “życiowym celem Chrupka wciąż jest odgryzienie głowy Bobikowi”- troszku straszno, troszku śmieszno :P

  4. Ewa

    Joasiu, a z tego kursu skorzystają głównie przedsiębiorcy, czy normalsi na etacie, których praca wymaga przeskakiwania między rutyną a kreatywnością też…?

  5. Ida

    Joasiu, bardzo nie chcę wyjść na złośliwca, ale spokoju mi to nie daje: dlaczego tak nagle zaczęłaś dużo pisać o swoim życiu uczuciowym? Mam na myśli te częste wstawki o “moim chłopaku”, dzisiaj ten wpis na fb szczerze mnie zdziwił. Tak jakbyś zachęcała do przeczytania posta nieco w stylu plotkarskich gazet, wejdź to dowiesz się jak poznałam XY. Jak dotąd byłaś oszczędna w takim wchodzeniu w prywatne życie i bardzo mi się to podobało. Czy ta zmiana ma jakieś uzasadnienie, o którym nie wiemy?

    1. Anika

      Ales ty ciekawska.Nie przypominam sobie,zeby Asia unikala tematow o zyciu uczuciowym,wrecz przeciwnie,robila i nadal robi to z gracja i taktem.

      1. Edyta

        Jednak w przypadku poprzedniego chłopaka były najwyzej pokazane nogi podczas odkurzania. Też to zauważyłam. Ale może nowy chłopak jest mniej skryty :)

        1. Nina

          Wydaje mi się, że po prostu to jest bardzo fajna historia warta pokazania światu – jeden mały krok spowodował lawinę zdarzeń, trochę na zasadzie “If you change nothing, nothing will change”. Asia udowadnia, że czasem warto wyjść poza strefę komfortu, bo tam tak naprawdę dzieją się najfajniejsze rzeczy. Mnie przekonuje. :)

          1. Zadowolona

            A mnie się wydaje, że to po prostu efekt bycia zakochaną :) Być moze jeszcze większej otwartości na skutek impro. I hej – emocje są po to, aby je wyrażać! Ja tam wolę taki świat spontanicznych ekspresji niż dopracowanego w detalach wizerunku.

        2. almondcake

          Zauważyłam to samo, a rzadko zwracam na takie rzeczy uwagę, bo uważam, że prywatne sprawy to prywatne sprawy.

    2. Joanna Glogaza

      A nie wiem, wydaje mi się że zawsze się to jakoś przewijało. I opowiadam wszystkim dookoła tą historię, więc pomyślałam że dlaczego by na blogu nie. A co do pokazywania nóg i innych części ciała, to tu przecież decyzja nie należy do mnie tylko do osoby która chce być fotografowana albo nie:)

  6. Marta

    Bardzo miło jest przeczytać takie wspaniałe wieści :)

    Co do kwestii wynajmu mieszkań i w ogóle problemu mieszkaniowego w Polsce – szczerze polecam reportaż Filipa Springera “13 pięter”. Świetnie napisana książka, która dotyka wszelkich naszych “mieszkaniowych bolączek”. Niejeden polityk powinien tę książkę przeczytać!

      1. Hania Ananas

        Też chciałam o niej wspomnieć, bo porusza dokładnie ten sam temat – problemów z wynajmem. Świetna książka, każdy młody, startujący z własnym “m”/wynajmem “m” powinien przeczytać i przemyśleć :)

  7. domi

    Bardzo ciekawy post i juz nie moge sie doczekac jak napiszesz o efektach remontu. A zdradzisz skad ta liczna sukienka /bluzka ze zdjecia gdzie podpisujesz ksiazke?😊

  8. Zadowolona

    Joasiu, nie mam Insta, więc nie mogę tam zadać Ci pytania-wspomniałaś tam o Stacji Smaku, będąc w pobliżu zajrzeliśmy tak i architektura mnie zachwyciła. Czy dowiadywałaś się może, kto robił ten projekt? W necie udało mi się znalexć tylko info, że jest z lat 60-tych, a póki co nikt nie odbiera u nich telefonu. A jak coś mi się spodoba to uwielbiam poznawać historię i detale :)

    1. Joanna Glogaza

      Nie mam pojęcia, nawet wypytywałam panie na miejscu o historię, jak tam byłam, ale niczego się właściwie nie dowiedziałam. Daj znać koniecznie jak coś wytropisz:)

  9. Ela - themomentsbyela.pl

    Zakup mieszkania uważam za bardzo racjonalny i w dalszym ciągu jest to lokata kapitału. Kiedy będziesz chciała wyjechać to zawsze mieszkanie można wynająć. My budujemy dom, co niektórym może wydać się jeszcze bardziej dziwne, a jednak.
    Książka zapowiada się świetnie, czasem podczas spotkań brakuje pomysłów co zrobić, a w to lato nudzić się na pewno nie będziemy :)

  10. Karo

    To jest właśnie jeden z tych punktów gdzie nasze cokolwiek poukładane finansowo-oszczędnościowe życie rozjeżdża się z radami finansowych guru. Życie to nie tylko oszczędzanie i inwestycje, to po prostu…życie ;)

    Nic nie jest dla mnie więcej warte niż nasze mieszkanie, przytulne chociaż minimalistyczne, ze zwierzakami, starymi sąsiadami i piękną zalesioną okolicą:)

  11. Beata

    Fajnie, że Ci się tak fajnie układa w życiu, kibicuję Ci :) Lubię czytać Twoje wpisy osobiste, są jak takie pogaduchy przy kawie :) I dlatego dużym zgrzytem była dla mnie wpleciona w ten tekst niby mimochodem informacja o planowanym nowym kursie z opcją zapisu na wstępną listę… Serio? Poczułam się jakbym poszła z koleżanką na kawę, która po kwadransie fajnej rozmowy okazała się z jej strony spotkaniem, pt.”szukam klientów wśród znajomych, mogę Ci założyć lokatę za półdarmo, Ty będziesz mieć konto, którego nie potrzebujesz, a ja dostanę prowizję.” Po prostu czar prysł, został niesmak. I cała wcześniejsza rozmowa na tematy prywatne stanęła pod znakiem zapytania, bo dla mnie była serdeczną rozmową, a dla niej wstępniakiem do akcji sprzedażowej. Bardzo nie lubię tego w życiu, bardzo nie lubię tego na blogach, a zdarza się to coraz częściej. Rozumiem, że ten nowy kurs jest tym, co planujesz na najbliższą przyszłość, więc w pewien sposób wpisuje się w temat “co u u mnie”, ale można z tego zrobić oddzielny post “biznesowo-infromacyjny”. Ja się poczułam agitowana pod przykrywką zwierzeń, i budzi to moją rezerwę w stosunku do kolejnych tekstów.

    1. Joanna Glogaza

      Dla mnie to zupełnie normalna sprawa, książka też jest jakby nie patrzeć produktem, który ktoś w moim imieniu sprzedaje i w życiu bym nie pomyślała że ktoś to może tak odebrać. Często wspominam w innych postach, na przykład w Hatifnatach, nad czym aktualnie pracuję, więc nawet się nad tym nie zastanowiłam ani przez sekundę. Porównanie dla MLMów czy innych szemranych finansowych afiliacji trudno mi zrozumieć, znajomym też mówię co u mnie i co w danym momencie robię, nikogo do niczego nie nakłaniam.

  12. Lawyerka

    Z tych zdjęć z nowego mieszkania, które do tej pory pokazywałaś na Instagramie i na blogu wnioskuję, że będzie ono wyglądało fantastycznie :) Nie mogę się doczekać aż pokażesz więcej :) Bardzo podobają mi się meble z odzysku. Wiele z nich nie tylko świetnie się prezentuje, ale są też niezwykle funkcjonalne, a swoją trwałością i wygodą użytkowania potrafią zaskoczyć :)

  13. dzelo

    Post o remoncie i jego efektach to jeden z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie tekstów! Mam nadzieję, że wkrótce się pojawi :)

    1. Joanna Glogaza

      Efekty na zdjęciach jeszcze chwilkę muszą poczekać, bo na razie wiszą u mnie żarówki na gołych kablach, przynajmniej tu i ówdzie;) Ale przedpokój już się zbliża ku końcowi dekorowania, więc pewnie pójdzie na pierwszy ogień:)

  14. Dorota

    Cześć Asiu! Bardzo ciekawy pomysł na nowy kurs, nie mogę się doczekać kolejnych szczegółów. Przymierzam się do przeprofilowania na własną działalność, ale wiem, że nie brakuje mi takich umiejętności i przydatnych tricków. Już zaczęłam korzystać ze “Skupić się” – przydatne informacje :) Pozdrawiam!

  15. Zalewaja

    Uff… czyli nie tylko ja monitoruje okoliczne śmietniki w poszukiwaniu mebli vintage. Mój mężczyzna też nie jest tym zachwycony. Jednak znaleziska typu toaletka z lat 60 czy 2 stare walizki, cieszą jak wygrana w totka.

  16. Namysłowska 3

    Podziwiam. Zakup mieszkania to poważna decyzja i inwestycja. Nie wiem, czy miałabym tyle odwagi. Inna sprawa, że mieszkam właśnie w DE, mieszkanie wynajmujemy i….dla mnie to oczywista oczywistość.

  17. Kamila

    “mam mózg labradora, racjonalizuję pełną gębą i wszystko mi się zawsze podoba.” <3
    Świetnie to ujęłaś! Pewnie tak mi się to sformułowanie podoba, bo też tak mam :P

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *