Zawodowe dziewczyny – programistka. Wywiad z Martą Sztybor

Jeśli kiedykolwiek wydawało Wam się, że programowanie to musi być jakaś straszna nuda, to zapewniam, że po przeczytaniu wywiadu z Martą zmienicie zdanie. A jeśli jesteście po przeciwnej stronie barykady i kusi Was programowanie, ale nie bardzo wiecie jak zacząć, to też koniecznie przeczytajcie – Marta podrzuca wskazówki a nawet konkretne miejsca, gdzie można stawiać pierwsze kroki. I to za darmo.

Jaka jest różnica między programowaniem a kodowaniem?

Kodowanie to bardzo ogólne pojęcie: piszesz komendy i dzięki temu komputer coś robi zgodnie z wytycznymi. Programowanie jest bardziej niskopoziomowe: wchodzisz w szczegóły instrukcji, krok po kroku każesz wykonać komputerowi jakiś algorytm. Kodowanie można porównać do przepisu na ciasto – ubij jajka, wsyp mąkę itd. Istnieje też możliwość rozpisania tego na małe kroczki: jak rozbić jajka i uruchomić mikser.

Czy możesz podać przykład czegoś, co jest kodowaniem, a nie jest programowaniem?

Chociażby język opisu stron internetowych HTML. Można to określić jako kod, bo to nie jest język, którego używamy w rozmowie, tylko kod, którego używasz, żeby powiedzieć komputerowi, by wyświetlił tekst w jakimś formacie. W dany sposób opisujesz dokument, ale nie są to szczegółowe instrukcje. Nie jest to programowanie w tym sensie, że każesz komputerowi wykonać konkretne obliczenia, czyli np. wyświetlić tekst dwa piksele od góry.

Mówisz o sobie, że jesteś programistką?

Tak.

Jak wpadłaś na pomysł, żeby się tym zająć?

To długa historia. Nie od początku wiedziałam, że chcę się zajmować komputerami. W wieku 12 lat dostałam od rodziców swój pierwszy komputer, który działam na Windowsie Millennium, a ja podchodziłam do niego jak pies do jeża. Miał zainstalowane jakieś gry, ale nie ciągnęło mnie do nich. Kiedy się zawieszał, trochę panikowałam, nie wiedziałam, co zrobić. Wtedy nie mieliśmy też jeszcze w domu dostępu do Internetu. Co ciekawe, z kodowaniem miałam styczność już w podstawówce, nauczyciel pokazywał nam, jak robić strony w HTML-u. Wstawialiśmy takie śmieszne GIF-y ze skaczącymi króliczkami, przesuwający się tekst dzięki znacznikowi marquee. Nie myślałam o tym poważnie, moje zainteresowania nie były do końca związane z komputerami. Czasami zaglądałam do pisemek typu „Komputer Świat”, czytałam tutoriale o tym, jak za pomocą skryptu sprawić, aby np. wyskoczyło okienko na stronie. Wtedy były to dla mnie magiczne komendy, ale już próbowałam coś robić.

Skoro czytałaś „Komputer Świat”, to znaczy, że ciągnęło Cię do tych spraw.

Trochę tak, interesowałam się różnymi rzeczami, ale nie myślałam, że będę się tym zajmować zawodowo. Uważałam się za ścisły umysł, uwielbiałam czytać książki o astronomii, fascynował mnie kosmos i nawet marzyłam, żeby zostać astrofizykiem. W liceum poszłam do klasy matematyczno-fizyczno-informatycznej. Na rozszerzonej informatyce mieliśmy programowanie w Turbo Pascalu – pisałyśmy takie śmieszne programiki, które miały na przykład obliczać pola figur geometrycznych. Stwierdziłam, że to jest ciekawe i może kiedyś mi się przyda, a na pewno poszerzy moje horyzonty. Kiedy wybierałam studia, jako mol książkowy i pasjonatka języków myślałam o czymś związanym z językami i pisaniem, jak filologia angielska, którą bardzo poważnie rozważałam. Ale zaczęłam kalkulować, co będę robić, gdy skończę ten dość popularny kierunek. Sporo ludzi z klasy wybrało politechnikę, wtedy panowała moda na kierunki zamawiane i było dużo szumu medialnego wokół tej uczelni.

Czyli marketing politechniki był skuteczny.

Możliwe, ale ja nie brałam tego pod uwagę, myślałam o tym bardzo pragmatycznie – że będę miała dobry zawód, że nigdy nie zabraknie popytu na inżynierów. Nie poszłam jednak na informatykę, wybrałam coś, co się wtedy nazywało “Makrokierunek: Elektronika, Informatyka i Telekomunikacja.” Pomyślałam, że to na tyle szeroki kierunek, że będę mogła sobie coś wybrać. Na studiach okazało się, że elektronika mnie zupełnie nie interesuje, lutownicy dotykałam może dwa razy w życiu, kiedy chciałam sobie naprawić słuchawki, i jeszcze tata mi pomagał. Zresztą lutuje się raczej po technikum elektronicznym. Nas uczyli, jak się tworzy obwody, układy scalone. Miałam z tego całe przedmioty, z których musieliśmy też zaliczać laboratoria.

Jesteś zatem na studiach i wiesz, że elektronika i telekomunikacja to nie to…

Co ciekawe, programowanie to też nie było to. Poznałam na roku ludzi, którzy mieli tę zajawkę od dłuższego czasu, więc kiedy przychodzili na podstawy programowania, domagali się ambitniejszych projektów. Myślałam wtedy: „Co ja tu robię?”. Pamiętam, że przez święta Bożego Narodzenia musiałam poprawiać jakiś prosty projekt i wyjątkowo się z tym męczyłam. Teraz zajęłoby mi to może kilka godzin. Nie szło mi, więc się zraziłam. Zresztą projekty na studiach są czasami oderwane od prawdziwych problemów albo bardzo podstawowe.

Przez pierwszy rok było bardzo trudno, jeśli chodzi o ilość materiału: dużo matematyki, elektroniki, technicznych spraw. Podjęcie dorywczej pracy było wtedy praktycznie niemożliwe. Niektórzy dorabiali sobie korepetycjami, ale ja stwierdziłam, że nie dam rady. Skupiłam się na tym, żeby jakoś przetrwać ten pierwszy rok. I całkiem nieźle mi się to udało, miałam tylko jedną poprawkę. Na studiach człowiek nie myśli, co będzie dalej, jest zadowolony, że zalicza kolejne przedmioty. Przyszedł jednak czas, kiedy większość z nas podejmowała praktyki, nie tylko z inicjatywy uczelni, oferta praktyk w tym zawodzie jest na tyle szeroka, że można wybierać z ogłoszeń. Ja zatrudniłam się w korporacji, w której programowałam aplikacje mobilne. Miałam wybór między praktykami w sieci telekomunikacyjnej a programowaniem i wybrałam to drugie, dlatego że te praktyki były płatne. Mimo to wciąż nie czułam, że w przyszłości chcę się tym zajmować.

Jak trafiłaś na te praktyki? Dzięki ogłoszeniu?

Tak, znalazłam ogłoszenie w Internecie. Przyszły wakacje i pomyślałam, że może już nie będę szukała czegoś dorywczego. Oprócz tego, że trzeba było dostarczyć papierek na uczelnię, warto było wreszcie zacząć przygotowywać się do życia.

Fakt, że praktyki są płatne, świadczy o tym, że takich ludzi się ceni.

Rzeczywiście, bardzo komfortowe jest to, że to rynek pracownika. Potem jednak z własnej woli zdecydowałam się odbyć praktyki w Playu. Praktykanci dostawali tam takie podstawowe zadania jak obsługa zgłoszeń i abonentów, np. komuś nie działał Internet na balkonie albo nie docierały do niego SMS-y, bo miał przepełnioną skrzynkę. Niektórzy robili ciekawsze rzeczy, nadzorowali te sieci. Pomyślałam, że może przez rok dałabym radę tam pracować, ale czy byłabym w stanie zajmować się tym przez całe życie? Stwierdziłam, że raczej nie.

Musiałaś w końcu dojść do wniosku, że programowanie jednak jest fajne.

Ten moment nadszedł chyba wtedy, kiedy na praktykach zrobiłam apkę, która służyła do rozpoznawania kolorów – na podstawie fragmentu zdjęcia podawała nazwę koloru. Miała pomagać w określeniu, jaką coś ma barwę. Wykorzystałam listę kodów kolorów dostępną w Internecie.

Zostałaś tam po stażu?

Zaproponowali mi to, ale nie chciałam robić trzech rzeczy jednocześnie: studiować, pisać inżynierki i pracować. W takiej sytuacji albo nie miałabym życia, albo musiałabym przeciągnąć któryś z tych tematów. Zależało mi, żeby skończyć studia, skoro tak się umęczyłam na początku. Po Makrokierunku miałam do wyboru trzy ścieżki: elektronikę, systemy telekomunikacyjne oraz bardziej ogólną radiokomunikację, w tym wszystkie te bezprzewodowe systemy telekomunikacyjne. Oprócz tego były tam jeszcze takie ciekawe rzeczy jak multimedia, czyli np. praca radiowca, ale od tej drugiej strony.

Co to znaczy „od tej drugiej strony”?

Od strony realizatora. Przez rok miałam okazję realizować niektóre audycje w studenckim radiu Politechniki RadioAktywne. Oprócz tego na studiach, na zaliczenie jednego z przedmiotów musieliśmy zrealizować nagranie zespołu rockowego. To było bardzo ciekawe doświadczenie.

Poszłaś więc na studia magisterskie i co się potem działo?

Kontynuowałam temat inżynierski, bo miałam ciekawy temat związany z lokalizacją w pomieszczeniach. Na magisterce jest luźniej, więc postanowiłam się rozejrzeć za pracą, szukałam jej w obszarze programowania. Udało mi się zatrudnić na część etatu jako programistka aplikacji mobilnych. Pierwszego dnia powiedzieli mi: „OK, Marta, pewnie kiedyś będziesz robić te apki, ale na razie bardzo potrzebujemy kogoś w innym projekcie, takim webowym. Może byś tam poszła?”. Byłam wtedy jeszcze zupełnie zielona, moja wiedza z programowania sprowadzała się do projekcików na studiach i tych jednych praktyk, nie wiedziałam, jak wygląda proces tworzenia oprogramowania takiej komercyjnej aplikacji z prawdziwego zdarzenia. Wcześniej pracowałam solo, a praca w zespole wyglądała już tak poważnie. Posadzili mnie przy projekcie webowym, czyli tym, co jest teraz bardzo popularne, i mamy podział na część kliencką i serwerową. Ja dostałam tę część od strony klienta, czyli to, co ma się wyświetlać użytkownikowi w przeglądarce internetowej. I pisałam w JavaScripcie.

Znałaś JavaScript wcześniej czy musiałaś się go nauczyć?

Ze studiów znałam Javę i C++, ale to coś innego niż JavaScript, więc niestety musiałam bardzo szybko nadgonić, żeby umieć tam zrobić coś, co zadziała.

Tak się chyba najszybciej uczy.

To prawda, ale kiedy sobie przypomnę swoją pierwszą pracę, to stwierdzam, że nie był to kod, z którego mogłabym być dumna. Choć to raczej normalne; gdybym myślała inaczej, to nie świadczyłoby o mnie zbyt dobrze. Do tej pracy ciągnęło dużo studentów, jednak na szczęście było tam też kilka osób starszych stażem, które mogłam prosić o pomoc.

Jakiego rodzaju to były projekty?

Pierwszy był projekt systemu dla call center, teraz to mi się wydaje nudne, ale wtedy było ciekawe ze względu na to, że uczyłam się nowych rzeczy. Inny projekt był e-commerce’owy, wówczas przerzuciłam się z powrotem na Javę, ale też od strony przeglądarki, od strony klienta. I wtedy połknęłam bakcyla, jeśli chodzi o wygląd strony. Koduje się to w języku CSS, który jest bardzo deklaratywny, czyli nie trzeba mówić komputerowi, żeby wyświetlił coś w danym pikselu. To język typu klucz–wartość, elementy układa się trochę jak klocki, w już przystępny sposób.

Pomyślałam, że skoro znam Java Script i CSS, to może pójdę w tym kierunku. W tamtej firmie nie miałam takiej szansy, to była praca na pół etatu, tylko na czas studiów. Poszłam jednak na Warszawskie Dni Informatyki, a tam spodobała mi się prezentacja przedstawiciela pewnej firmy na temat user experience, czyli doświadczenia użytkownika. Pomyślałam, że skoro oni robią to dobrze, może do nich dołączę i przy okazji nauczę się jeszcze więcej o front-endzie, o tych przeglądarkowych rzeczach, bo to też mnie ciekawiło. I tak zrobiłam – zmieniłam pracę. W tamtym czasie kończyłam studia, więc mimo zajęcia na cały etat jeszcze przez pół roku pisałam magisterkę po godzinach.

Jak to jest z tymi językami programowania: czy jeśli znasz jeden, to łatwiej nauczyć się drugiego? Czy są np. rodziny tych języków, które są do siebie podobne?

Można to porównywać do ludzkich języków, np. jeśli znasz hiszpański, to łatwej nauczyć się francuskiego. Najtrudniej jest poznać pierwszy język. Nie umiem doradzić, od którego zacząć, choć początkujący często o to pytają. Powiedziałabym, że na początku warto wymyślić sobie jakiś problem i potem spróbować go rozwiązać. Może jest język, który będzie pasował do tego problemu?

Istnieją języki, które są częściej używane po stronie back-endowej, czyli po stronie serwera, a Java-Script jest językiem, który powstał po to, żeby rozumiały go przeglądarki. Jeśli ktoś interesuje się webem, programowaniem dla Internetu od strony front-endu, wtedy najlepszy będzie Java-Script.

Mogłabyś podać przykład takiego problemu?

Powiedzmy, że coś trenuję i chcę ułożyć sobie wartościową dietę. W takiej sytuacji może to być aplikacja, która pomaga mi zaplanować posiłki albo stworzyć listę zakupów.

Jaki język by się do tego nadawał?

Myślę, że większość. Mogłabym to zrobić w Javie, Pythonie, C#, a potem stworzyć interfejs użytkownika, używając Java Scriptu, CSS-a i HTML-a i uruchomić to w swojej przeglądarce. To bardzo fajne środowisko, bo uniwersalne. Każdy może zrobić to w domu.

Wróćmy do Twojej pracy: znalazłaś zatrudnienie na pełny etat…

Okazało się, że moje oczekiwania nie do końca się spełniły, bo niestety byłam jedynym front-endowcem w zespole. Byłam wtedy typowym juniorem, to była moja pierwsza poważna praca po studiach, ale niestety nie miałam tam szans nauczyć się dobrych praktyk. Zespół był mały i jeszcze nie miał wdrożonych wszystkich zasad, żeby wiedzieć, w jaki sposób dbać o juniorów, czyli ludzi, którzy są na początku drogi. Chłopaki pracujący w zespole byli back-endowi, a ja zajmowałam się stroną estetyczną projektu, który tworzyliśmy, i nie miał mną kto pokierować.

Jeśli to możliwe, w firmie powinien być ktoś, kto przejrzy nasz kod, zanim trafi on do głównej bazy kodu i wskaże, gdzie popełniliśmy błąd i co mogliśmy zrobić lepiej. Łatwo jest napisać coś, co działa w danym momencie, ale bardzo trudno napisać coś, co ma jeszcze się skalować i dawać się łatwo utrzymywać w dłuższym horyzoncie czasowym. Projekt żyje, pracuje nad nim dużo osób jednocześnie, a kod ma być czytelny nie tylko dla komputera, ale też dla innych ludzi – to jest kluczowe, nie wiem, czy nie ważniejsze niż umiejętność kodowania samych algorytmów.

Czyli najlepiej byłoby dojść do celu najprostszą drogą, choć pewnie dróg jest dużo.

Sama często komplikowałam swoje rozwiązania, wybierałam te nie najprostsze, a ważna jest prostota.

Długo tam pracowałaś?

Chyba rok. Kodowałam tam w CSS i trochę projektowałam. Jako dziecko nie lubiłam rysować, nie ciągnęło mnie do tego. Zupełnie nie odnajdywałam się więc w projektowaniu graficznym, ale wtedy to była konieczność. W pewnym momencie nadarzyła się okazja, żeby zmienić pracę, i trafiłam do super miejsca, w którym pracowali pasjonaci programowania. Bardzo dbali o jakość tego, co robią.

Co to było za miejsce?

Firma typu software house, która robi aplikacje dla start-upów na zamówienie klientów, w większości zagranicznych.

Nadal tam pracujesz?

Już nie. Niedawno zmieniłam pracę, ale byłam tam przez trzy lata i bardzo dużo się nauczyłam. Warto się upewnić, że w firmie pracują ludzie, którym zależy na jakości tego, co robią, i po prostu to lubią.

Gdzie teraz pracujesz?

Pracuję w korporacji zajmującej się reklamą i PR. My jesteśmy takim małym wewnętrznym zespołem programistów, który tworzy dla jej pracowników narzędzia i bibliotekę multimediów, by mogli tam przechowywać swoje projekty i dzieła.

Czy patrząc z perspektywy swoich doświadczeń zawodowych, uważasz, że studia Ci pomogły? Czy dałabyś radę robić to samo, gdybyś studiowała na przykład prawo?

Wiem, że się da, że to jest możliwe bez żadnych studiów, tylko trzeba do tego odpowiednio podejść. To specyficzny i piękny zawód pod tym względem, że aby dostać pierwszą pracę, nie trzeba udowodnić, że skończyło się jakieś studia czy jakikolwiek formalny kurs. Wystarczy, że pokażesz, co potrafisz. Ale nie powiem, że studia mi przeszkodziły, nauczyłam się na nich mnóstwa rzeczy, które choć są mi w życiu niepotrzebne, poszerzyły moje horyzonty, nauczyły mnie inżynierskiego myślenia, rozwiązywania problemów, tej prostoty, czyli szukania najprostszej metody. Oprócz tego, i nie wiem czy to nie jest najważniejsze, na studiach nauczyłam się przyswajać duże ilości trudnych rzeczy w krótkim czasie. To bardzo się przydaje w pracy programisty, dla własnego dalszego rozwoju.

I zawsze możesz naprawić słuchawki, jeśli Ci się zepsują.

Tego akurat nauczyłam się sama, nie na studiach. Chodzi o szersze horyzonty. Niektórzy twierdzą, że brakuje im formalnego wykształcenia, uporządkowania wiedzy od niskiego poziomu, czyli jak działają komputer, procesor, systemy operacyjne. Nie powiedziałabym, że próg wejścia, by napisać aplikację, jest niski, bo jedną kwestią jest nauczenie się pisania kodu, a drugą – poznanie środowiska, w którym ten kod działa. To się bardzo przydaje, gdy pojawiają się jakieś problemy, coś działa za wolno, albo w ogóle nie działa. Powinno się znać szerszy kontekst, np. kiedy pisze się webowe aplikacje, trzeba wiedzieć, jak dane są przesyłane między serwerem a komputerem, jak działa Internet, DNS-y. Na przykład strona, którą masz, mieszka na serwerze, jest w jednym miejscu, a możesz ją otworzyć niemalże wszędzie. Telekomunikacyjna wiedza czasami się przydaje, np. kiedy tworzy się strony, które muszą działać na urządzeniach mobilnych, telefonach, kiedy jest wolniejsze połączenie i chcemy sprawdzić, dlaczego działają za wolno.

Co byś doradziła komuś, kto chce się zajmować programowaniem, ale jest już po innych studiach?

Studia nie są konieczne, w pewnym sensie są fajne, ale ja większość wiedzy i tak musiałam zdobyć sama. Można iść na filozofię i, jeśli ma się odpowiednio dużo zacięcia, bez problemu zostać programistą.

Od czego w takim razie zacząć? Załóżmy, że chciałabym się przebranżowić z blogowania na programowanie.

Trzeba się przygotować na mnóstwo pracy. I nawet jeśli ktoś będzie w stanie napisać prostą aplikację, stronę czy cokolwiek i uda mu się zdobyć pierwszą pracę, to musi nadal pogłębiać tę wiedzę i ją aktualizować. Tempo zmian jest spore, w związku z czym trzeba się dokształcać, tak jest zresztą w każdym specjalistycznym zawodzie.

Czy są jakieś tutoriale na YouTubie, kursy on-line?

Wiem, że jest cała masa różnych kursów, nawet darmowych. Jeśli ktoś chce zacząć np. od Java Scriptu, to polecałabym wymyślić sobie jakiś problem, ale nie taki zupełnie oderwany od rzeczywistości. Nie chodzi o napisanie drugiego Facebooka albo wymyślenie koła na nowo, to powinien być jakiś prosty problem związany z codziennymi zajęciami, z optymalizacją codzienności. Na bazie tego próbowałabym zbudować fundamenty wiedzy, dowiedzieć się, jak działa i myśli komputer. Od jednego problemu można przejść do kolejnego – i krok po kroku odkrywać to dalej.

Jest teraz dużo stacjonarnych kursów, prowadziłyście też z Agą Naplochą warsztaty. Czy jest różnica między kursem stacjonarnym a on-line?

Niektórzy mówią, że jest im łatwiej, kiedy mogą twarzą w twarz porozmawiać o problemie z prowadzącym albo coś mu pokazać. My stworzyłyśmy warsztaty nie po to, by przyciągnąć ludzi do zawodu, tylko by pokazać im kodowanie. Zajmujemy się tworzeniem stron internetowych, chciałyśmy  więc udowodnić innym, że to jest fajne, że to pomoże im rozwiązać ich codzienne problemy, np. gdy ktoś chce stworzyć stronę dotyczącą swojego pobocznego projektu albo nowego biznesu. Byli też tacy, którym udało się wskoczyć do zawodu i którzy zostali junior front-endowcami. Warto znaleźć sobie mentora będącego w zawodzie już parę lat, może to być znajomy programista, który będzie chętny poświęcić nam trochę czasu. Wielu programistów bardzo lubi to, co robi, więc myślę, że nie powinno być z tym dużego problemu. Kiedy się na czymś utknie, dobrze jest pokazać to komuś bardziej doświadczonemu, by znalazł prostsze rozwiązanie.

Opowiedz więcej o The Awwwesomes, czyli Waszych warsztatach.

Z Agą stworzyłyśmy społeczność skoncentrowaną na tym, co jest po stronie użytkownika. Skupiałyśmy się na tworzeniu stron internetowych i front-endzie, na przecięciu projektowania i kodowania. Udało nam się przyciągnąć sporo projektantów. Wprawdzie na początku patrzyli na programistów jak na ludzi, którzy ciągle mówią: „Nie da się”, jednak poznali nasz sposób myślenia i zdobyli dzięki temu nowe narzędzia do swojej pracy.

fot. Piotr Pawłowski

Czy Wasze warsztaty były darmowe?

Tak, i otwarte. Często chodzi o to, żeby przyciągnąć dziewczyny do branży, jednak my nie chciałyśmy się zwracać tylko do nich, ale do wszystkich. Mimo to trzy czwarte naszych odbiorców w mediach społecznościowych to dziewczyny.

Czy te warsztaty nadal działają?

Akurat ja zdecydowałam, że rezygnuję z tego typu działalności, ale Aga ma ponoć mnóstwo pomysłów na przyszłość!

fot. Adam Banaszek

Jak wygląda Twój typowy dzień pracy?

Obecnie w zarządzaniu projektami popularne są tzw. metodyki zwinne, czyli agile. Pracuję w Scrumie, który wymaga uczestniczenia w różnych rytuałach, a czasami nawet grania w pokera! To typowa praca biurowa, ale ponieważ pracujemy w zespole, musimy jakoś rozdzielać zadania. Mamy zestaw wymagań, które są opisane od strony oczekiwań użytkownika, np. użytkownik chciałby mieć możliwość zalogowania się do systemu. Planujemy pracę w tzw. sprintach, czyli np. na dwa tygodnie. Na początku każdy z nas mówi, ile jest w stanie zrobić w danym momencie, szacujemy czas, jaki może nam zająć wykonanie danego zadania. Używamy do tego kart z numerkami, którymi oznaczamy, jaka jest według nas złożoność zadania – to jest tzw. planning poker. Kiedy już oszacujemy, że jesteśmy w stanie to wszystko zrobić w ciągu dwóch tygodni, zabieramy się do pracy.

Codziennie odbywają się krótkie, 15-minutowe spotkania, podczas których każdy członek zespołu na stojąco mówi, co zrobił i co zamierza zrobić, a jeśli ma jakieś problemy, prosi o pomoc. Dzięki temu dokładnie wiadomo, co się dzieje w danym momencie. Nie jest jednak tak, że po spotkaniu tylko siedzimy każdy przed swoim komputerem. Przez część czasu faktycznie jesteśmy bardzo skupieni, niektórzy pracują ze słuchawkami na uszach, ale też wymieniamy się informacjami i w razie potrzeby prosimy o pomoc. To jest praca umysłowa, którą wykonuje się w skupieniu, więc należy wypracować sobie dużo nawyków, żeby ją usprawnić. Ja teraz pracuję w międzynarodowym zespole, z ludźmi z Londynu i Portugalii, i używamy komunikatora Slack. Trzeba to zbalansować i nie sprawdzać komunikatora co chwila, bo to bardzo rozprasza.

Należy się nastawić na dużo czasu spędzonego przy komputerze?

Niestety tak, to jest praca siedząca. Ja lubię czasem rozprostować kości, przejść się, popatrzeć przez okno, a jeśli widzę, że koledzy nie są tak mocno skupieni, to sobie rozmawiamy. W Polsce mam w zespole cztery osoby, w tym trzech chłopaków.

Programowanie długo uważano za męski zawód, ale niedawno modne stały się warsztaty dla dziewczyn.

To ciekawa sprawa, bo jeszcze w latach 80., kiedy programowało się na kartach perforowanych, a w Polsce były komputery Odra, sporo kobiet się tym interesowało.

Wtedy trzeba było umieć stworzyć jakiś algorytm, aby na przykład przetworzyć dane statystyczne, a to już wymagało zdolności matematycznych. Kiedy moja mama chodziła do szkoły policealnej i uczyła się programować, w jej grupie większość stanowiły dziewczyny. Wtedy były czasy stanu wojennego i nie było tak jak teraz, że programista może przebierać w ofertach. Mama została więc nauczycielką. Mówiła, że gdyby mogła pokierować się tym, co chce robić, toby chyba programowała.

Jak uważasz: dlaczego ten zawód zrobił się taki męski?

Istnieje hipoteza, że kiedy komputery stały się mniejsze, to zaczęły być traktowane jak gadżety do gier, więc bardziej interesowali się nimi chłopcy. Trudno powiedzieć, czy to prawda. Ale wygląda na to, że na politechnice jest coraz więcej dziewczyn.

Z którego Ty jesteś rocznika?

90. Na roku było nas ok. 180 osób, w tym chyba 15 dziewczyn. W jednej z poprzednich prac byłam jedyną dziewczyną na 20 chłopaków.

Co najbardziej lubisz w swojej pracy?

Lubię to, że można się uczyć ciągle czegoś nowego, że jeśli znudzi mi się technologia, front-end, to będę mogła się nauczyć innej, będę mogła coś zmienić. Ma to swoje dobre i złe strony, bo trzeba przeznaczyć trochę czasu po godzinach na naukę.

Sama się wtedy uczysz?

Jest mnóstwo tutoriali. Te bardziej zawansowane często są płatne, ale część jest otwarta. Na przykład teraz moja firma udostępnia konto na jednym z takich portali, żebyśmy mogli się douczać. To jest coraz częstsze. Firmy programistyczne bardzo dbają o pracowników i ich edukację. Moja poprzednia firma raz do roku wysyłała nas na konferencję. W biurze były konsole do gier, piłkarzyki, hamaki w ogródku, jedzenie w kuchni. Rozpieszczali nas, zakładali, że bez dobrej kawy nie będziemy pracować.

To oznacza, że firmom zależy, aby chcieli w nich pracować dobrzy programiści.

Zachętę stanowią nie tylko zarobki, ale też różne ciekawe dodatki, a wszystko po to, żeby była dobra atmosfera w pracy i ludzie chcieli tam zostawać. I faktycznie, dzięki temu, że jest popyt na programistów, nie ma niezdrowej konkurencji. Z moich obserwacji wynika, że pracownicy są raczej pozytywnie do siebie nastawieni. Podoba mi się to, że ta społeczność jest spora i że programiści lubią się dzielić wiedzą. Powstają różne meet-upy, spotkania, na których ludzie robią prezentacje na temat tego, czego się ostatnio nauczyli. Organizuje się też konferencje programistyczne.

Myślisz, że rynek się w końcu nasyci?

Coraz więcej naszego życia dzieje się w sieci, postępuje automatyzacja. Branża IT jest nie tylko dla programistów, ale i dla różnych zawodów typu menedżer zespołu, analityk biznesowy, tester albo projektant UX. Jest więc całkiem pojemna.

Jakie są widełki zarobków, kiedy jest się juniorem?

Jeśli ktoś chce zmienić pracę, musi się liczyć z tym, że będzie traktowany jak ktoś, kto zaczyna. W Warszawie może to oznaczać pensję 2000–3000 zł na rękę. O innych miastach nic nie wiem. Warszawa jest oczywiście uprzywilejowana, to w końcu stolica i największe miasto w Polsce.

Zarobki pewnie dosyć szybko rosną.

Trzeba się jednak przygotować na to, że nie jest to zawód dla każdego, nie każdy to polubi, nie każdy sobie z tym poradzi.

Jakim trzeba być człowiekiem, żeby to polubić i zostać dobrym programistą?

Dużo się mówi o predyspozycjach do analitycznego myślenia, że to się przydaje, ale warto się przygotować na dużo pracy w skupieniu. Trzeba być bardzo cierpliwym, bo to jest praca, która polega na rozwiązywaniu problemów. Czasami te problemy są powtarzalne, takie rutynowe, ale bywa, że musimy coś uprościć, zoptymalizować, wyeliminować jakiś błąd. Widziałam dużo śmiesznych memów na temat pracy programistów. One w jakimś stopniu pokazują prawdę, bo widać w nich dwa stany: „Jestem Bogiem” albo „Nie mam pojęcia, co robię” i obrazek małpy siedzącej przed komputerem – to drugie zdarza się nawet częściej. Na pewno przyda się dużo samozaparcia.

A jest coś, czego nie lubisz w swojej pracy?

Może tego, że jest to praca siedząca. Trzeba o siebie zadbać po tych ośmiu godzinach.

Pewnie męczą Ci się oczy, kręgosłup. Czy masz na to jakieś sposoby?

Nie jestem typem sportowca, ale jeśli się siedzi tyle czasu, to trzeba pamiętać o tym, żeby po pracy być aktywnym. Ja lubię jeździć na rowerze, robić długie wypady. W tym roku podczas majówki byliśmy na Green Velo na Podlasiu, było cudownie. Czasem jeżdżę też po mieście. Przez jakiś czas chodziłam na pole dance, staram się również odwiedzać siłownię, bo robienie martwych ciągów robi dobrze na kręgosłup.

Oczy też się męczą, więc warto czasami odejść od monitora. Nawet w prawie pracy jest zapisane, że należy się odrywać co godzinę na pięć minut. Na każdym szkoleniu BHP mówią o tym, by podejść do okna i popatrzeć na jakiś odległy obiekt. Różnie z tym u mnie bywa, czasami się zasiedzę na dwie–trzy godziny. Na wszelki wypadek noszę w torebce krople do oczu.

Czy krążą jakieś fałszywe mity na temat zawodu programisty?

Istnieje stereotyp faceta we flanelowej koszuli, który siedzi w piwnicy, takiego nerda, w czym pewnie jest ziarnko prawdy. Ale z moich obserwacji wynika, że programowanie to praca nie tylko z komputerami, ale i z ludźmi w zespole, więc trzeba umieć się komunikować, wytłumaczyć swój problem. Jeśli przeglądasz czyjś kod i chcesz mu delikatnie i uprzejmie powiedzieć, że zrobił coś źle, wymaga to umiejętności interpersonalnych. Poza tym lubimy sport i rozrywki, jak zwyczajni ludzie.

Mam wrażenie, że programiści mają dużo fantastycznych cech, np. potrafią udzielić szybkiej i konkretnej odpowiedzi, która pomoże rozwiązać nawet najbardziej przyziemny problem. To się pewnie wiąże też z tym, jacy ludzie zostają programistami.

Akurat podejście do rozwiązywania problemów można sobie wypracować: codziennie coś rozkminiasz, więc musisz umieć się do tego zabrać.

Czy dziś inaczej byś poprowadziła swoją ścieżkę kariery?

Gdybym wiedziała, gdzie będę pracować, to na studiach nie bałabym się programowania, nie zrażałabym się niepowodzeniami. Niestety studia odebrały mi trochę pewności siebie, poprzeczka była ustawiona tak wysoko, że w siebie zwątpiłam. Powinnam była się skupić na tym, by robić dobrze to, co robię, i może nieco wcześniej zacząć się sama uczyć tego, co mnie interesuje, niekoniecznie zgodnie z programem studiów. Było dużo ciekawych przedmiotów, ale źle prowadzonych, co mnie zniechęciło.

Mam taką samą opinię o swoich studiach. Myślę, że trzeba porządnie potrząsnąć uczelniami.

Niestety są skostniałe. Smuci mnie to tym bardziej, że chodzi o politechnikę, czyli miejsce, gdzie tworzy się innowacje. Na laborkach pracowaliśmy na wiekowym sprzęcie, na takich starych oscyloskopach, które pamiętają chyba epokę PRL-u

Oscyloskopach…?

To przyrząd dla elektroników do badania sygnałów przesyłanych w obwodach.

Co byś robiła, gdybyś nie programowała?

Pewnie robiłabym coś związanego z językami albo byłabym pisarką – to moje marzenie z dzieciństwa.

Wiem, że starasz się jeździć na rowerze, chodzić na siłownię, ale co robisz, by tak całkowicie się zrelaksować?

Czytam książki science fiction i reportaże, ostatnio czytałam pierwsze wydanie „Non/fiction”. W sumie czytam to, co mi wpadnie w ręce, bo jestem prawdziwym molem książkowym. Jeśli chcę się odciąć, to siadam sobie na pufie z kubkiem herbaty i książką albo wychodzę na spacer. Lubię eksplorować Warszawę, odkryłam w niej dużo zakątków.

A jakie jest Twoje ulubione warszawskie odkrycie?

Ostatnio narzeczony zaprowadził mnie na ulicę Profesorską, koło nas, na Solcu, to trochę willowa dzielnica przy Myśliwieckiej.

Nie wiem jak Wy, ale ja mam ochotę rzucić wszystko, co robię, i zacząć się uczyć programowania. Dajcie znać, czy Wam też ta ścieżka kariery wydała się tak fascynująca i o jakich jeszcze zawodach chcecie przeczytać – konkretne kandydatury oczywiście mile widziane!

 

Jak zwykle wielkie dzięki dla Vichy za sponsorowanie serii wywiadów. A do Was mam pytanie, a właściwie prośbę – jeśli znacie jakąś lubiącą swoją pracę, chętną do rozmów leśniczkę, dajcie mi koniecznie znać. Bardzo chciałabym z taką zawodową dziewczyną porozmawiać. Oczywiście ciągle też czekam na Wasze pozostałe propozycje.

 

 

61 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. Ela - themomentsbyela.pl

    Mega ciekawy wywiad. Trochę jest mi to bliskie. Uczyłam się w technikum informatycznym, więc nieznacznie wiem o czym jest artykuł. Nasza nauczycielka która chyba nie miała zielonego pojęcia czego tak naprawdę uczy skutecznie zniechęciła nas do jakichkolwiek przejawów programowania. Po latach myślę że może szkoda. Chodzi o rozwijanie horyzontów gdzie sama mogę zdecydować co mi się podoba. Co ważne dla mnie, a co bardzo wynika z wszej rozmowy to to, żeby nie stać w miejscu i stawiać na rozwój i tego się trzymajmy.

    1. Ela - themomentsbyela.pl

      Bardzo chętnie przeczytałabym wywiad z fotografką/ fotografikiem ( w sumie nie wiem czy jest odpowiednik damski) . Bardzo się ostatnio w to wkręciłam. Relacja osoby która codziennie zmaga się ze sprzętem i klientami byłaby super.

  2. Beata

    Hej, ciekawy wywiad. Dla osób zainteresowanych tą tematyką polecam bloga i vlogi devstyle.pl. IT ma swoje blaski ale ma i cienie. Pozdrawiam

  3. Jusia

    Super jest ten cykl, strasznie lubię go czytać :) swoją drogą zawsze jak się pojawia nowy post, to się później zastanawiam, jak się potoczy moja kariera zawodowa i co będę mogła powiedzieć o tym, co robię teraz, za 5, 10, 15 lat…
    A z innych rzeczy, to prosiłabym jeszcze o jakiś wpis o Chrupku! Ostatnio przeglądałam pierwszy, który o nim napisałaś i ten, który podsumowywał bodajże rok Waszego wspólnego mieszkania, ale jestem też ciekawa, jak to wygląda teraz. Proszę go też ode mnie wymiziać, jestem wierną fanką!
    Trzymajcie się cieplutko :)

  4. Zuza

    Ten cykl jest po prostu najlepszy. Myslisz, ze byloby mozliwe przeprowadzic wywiad z kims, kto zalozyl fala firme kosmetyczna?
    Takie Lunaby wśród kosmetyków :)

      1. Asia

        To może jeśli nie producent, to ktoś inny z obszaru kosmetyków – polecam się jako safety assessor. Może nie jest to zawód spektakularny, ale chyba wciąż niewielu “zwykłych” konsumentów wie o jego istnieniu :)

  5. Centrum Pożyczek 360

    Piękny wywiad! Naprawdę przyjemnie się go czyta, ani razu moja uwaga się nie rozproszyła :) Największe zaskoczenie to właśnie te 27 lat :D Pozdrawiam i życzę jeszcze fajniejszych wywiadów w cyklu

  6. Asia

    Super wywiad :) Jestem w trakcie podobnych studiów jak twoja bohaterka, także dzięki za inspirację ;)
    Chyba najciekawsze są wywiady osób, których na co dzień się nie widzi i nie ma z nimi styczności :)

  7. Arnika

    Ja bym chętnie poczytała o jakimś zawodzie prawniczym :) Adwokat, radca prawny, prokurator, notariusz, sędzia, korpo… Istnieje wiele możliwości :)

  8. Joanna eSz

    Fajny wywiad, teraz gdy go czytam po przebranżowieniu się na programistkę zupełnie inaczej na to patrzę. Wydawało mi się na początku, że to nie może być trudne, wszystkie organizacje zachęcające do nauki i szkoły programowania twierdzą, że wszyscy się mogą tego nauczyć.
    Po pół roku pracy dochodzę coraz bardziej do wniosku że to zdecydowanie nie jest praca dla wszystkich, jest naprawdę wymagająca, niestety.
    Ja to lubię, poza tym otwierają się ogromne perspektywy, chcę pracować zdalnie itd. Ale wcale nie jest tak prosto jak niektórzy przekonują. Trzeba się naprawdę dobrze przygotować do takiej zmiany :)

    1. Marta

      Joanna, gratulacje, że udało Ci się zmienić zawód! Masz 100% racji, to nie jest łatwe, jakby się wydawało patrząc na programowanie z zewnątrz. Trzeba to trochę polubić, żeby te długie godziny przed komputerem spędzane na nauce nowych rzeczy i tworzeniu kodu nie były męczarnią ;) Ba, myślę, że programowanie jest całkiem trudne (i miało taką reputację zanim organizacje i szkoły programowania stały się tak popularne)!

      Życzę Ci powodzenia na przyszłość, oby udały się plany dotyczące pracy zdalnej! ;)

  9. Johny

    G**o prawda wg autorki kodowanie jest w htmlu bo tam nie da się dokładnie określić położenia tekstu a przecież to nie jest prawdą. Da sie określić dokładnie…. A po za tym to jakies babskie terminy wziete z kalendarzyka małżeńskiego…

  10. Kasia

    Fajny wywiad! Dziewczyna mówi prawdę, że im dalej w las tym trudniej. Zawód programisty jest super, ale nie każdy się nadaje. Mój mąż jest programistą i on kocha to co robi. Mógłby siedzieć i kodować bez przerywy i pracować nawet za darmo.Pracuje w firmie o jakiej zawsze marzył, ale to zawód nie dla każdego. Trzeba być baaardzo cierpliwym, uważnym i dokładnym. Ja bym nie mogła tego robić.I Ci, którzy mówią, iż można tego zawodu, czy programowania nauczyć się w kilka miesięcy a później jeszcze iść do korpo i robić karierę, ściemniają…

    1. Marta

      Dzięki :) A, to zależy z jakiej strony się na to spojrzy, bo mnie na początku było dużo trudniej, a teraz, kiedy już wiem co robię idzie mi dużo lepiej. Super, że Twój mąż robi to co lubi najbardziej – sama znam wielu pasjonatów programowania i czasem im zazdroszczę, że po godzinach kodują, bo mnie po pracy czasem nie starcza samozaparcia, a wiem, że powinnam douczyć się tego i owego.

      Oj, i w kilka miesięcy nie da się tego zawodu nauczyć, jest zbyt specjalistyczny. Ale w firmie, która jest do tego dobrze przygotowana, można bardzo dobrze “wytrenować” juniora na niezłego programistę. W ogóle znam całkiem sporo przypadków ludzi, którym się udało zmienić branżę (czasem z zupełnie odległych, bardziej humanistycznych zawodów) z powodzeniem i bardzo, bardzo ich podziwiam bo to kosztuje mega dużo pracy i samozaparcia. Niestety zdarzali się tacy, którzy po zmianie branży rezygnowali z programowania stwierdzając, że to totalnie nie dla nich, mimo że branża jest bardzo otwarta :(

  11. Homerka

    Doskonale rozumiem moją imienniczkę, która udzieliła wywiadu. Czytając, miałam wrażenie, że jest to po części o mnie. W dodatku jesteśmy z tego samego rocznika :) Trzeba szukać pracy, w której czujemy się jak ryba w wodzie. Nie bez powodu mówi się żeby znaleźć pracę, którą się kocha a nie przepracuje się ani jednego dnia w życiu. Moim marzeniem było projektowanie wnętrz. Niestety za pierwszym razem nie dostałam się na wymarzone studia i poszłam na Architekturę Krajobrazu. Na szczęście nie uważam, że był to stracony czas. Dostałam jeszcze większego kopa i za drugim podejściem, po ukończeniu poprzednich studiów, zostałam przyjęta na ASP. Teraz prowadzę własną działalność, kocham to co robię i za żadne skarby z nikim bym się nie zamieniła. Pozdrawiam ciepło :)

  12. anika

    Asiu, ja tak z innej beczki, jeszcze nawiązując do artykułu o wnętrzach. Pewnie jestes na topie z czasopismami wnętrzarskimi, ale jesli nie zauważyłaś, to w najnowszym wydaniu Czterech Kątów, w artykule “Strzał w dziesiątkę”, na str. 64-55 jest coś…hmm… Twojego…co na pewno wprawi się w dobry humor (jeślibyś go akurat nie miała) :)

    Pozdrawiam:)

  13. Paulina

    Świetny wywiad :) Sama kodzę trochę na uczelnię, trochę dla siebie i chyba nie ma czynności, która jest jednocześnie równie frustrująca jak i satysfakcjonująca.
    Asiu, chodzi mi ta sprawa po głowie od wielu, wielu dni i w końcu zebrałam się żeby napisać: jakiś czas temu z powodów etycznych przeszłam na weganizm, no i jestem trochę w potrzasku: nie chcę kupować ciuchów zawierających produkty odzwierzęce, ale też nie chcę kupować niewygodnych butów z ekoskóry, która rozbije się dopiero w momencie wrzucenia butów do kosza ani cieszyć się codziennie naelektryzowanymi włosami. Pamiętam, że kiedyś pisałaś o tym, że chciałabyś przetestować jakieś wege buty, więc może masz jakieś porady i spostrzeżenia dotyczące tego jak szukać produktów zrobionych ze sztucznych materiałów, które są po prostu porządne?

  14. Askadasuna

    Zawsze niesamowicie się cieszę, kiedy pojawia się post z tej serii. Dają kopa i pokazują jak wiele mogą osiągnąć kobiety i jaką drogę przeszły. Za każdym razem, kiedy mam jakiś większy przestój, lubię wracać do postów z serii zawodowe dziewczyny i po przeczytaniu kilku jest mi tak jakoś lepiej i budzę ze snu swoją motywację ;)

  15. Agnieszka

    Asiu, skoro jesteś na etapie remontu i urządzania mieszkania, to może wywiad z architektem / projektantem wnętrz? :)
    Od dawna interesowało mnie, jak oni to robią – wchodzą do zapuszczonego wnętrza, z którego ja pewnie miałabym ochotę uciec czym prędzej i od razu widzą, co z nim można zrobić i są to w stanie sobie (i klientowi) zwizualizować?

  16. Ula

    Świetny wywiad, uwielbiam tę serię!

    Ponawiam swoją kandydaturę, haha, mianowicie – tłumacz. Techniczny. W branży górniczej ;-)

  17. Magdalena

    Cześć Asiu : ) Na wstępie chciałabym powiedzieć, że wywiad był świetny. Jestem w trakcie studiów na politechnice i na moim kierunku również przeważają mężczyźni. Studiuję budownictwo. Zawód, który wielu się wydaję typowo męskim zajęciem.

    Chętnie przeczytałabym wywiad z kobietą pracującą na budowie, kierownikiem budowy lub inżynierem.

    1. Magda

      Cieszę się, że pojawiają się też wywiady z dziewczynami pracującymi w tych trochę bardziej “męskich” zawodach. Sama skończyłam w Polsce budownictwo, ale pierwsze doświadczenia zawodowe zdobywałam za granicą. Najpierw w biurze projektowym w Londynie, teraz mieszkam w austriackich Alpach, gdzie pracuję jako konstruktor w firmie projektujacej tunele. Ja też przeczytam chętnie, jak radzą sobie dziewczyny w podobnych zawodach w Polsce. Dzięki, Asiu za tę serię!

      1. Marta

        O, ale ekstra! Zazdroszczę tego budowania tuneli :) Też mnie ciekawi budownictwo i jeśli trafiłby się ktoś, kto miał lub ma doświadczenie z budowaniem metra to byłoby super :D

  18. Kasia

    Jako studentka informatyki szczerze polecam początkującym język Python – jest bardzo prosty dla kogoś, kto zna angielski. Poza tym modny, uniwersalny, więc jest masa wszelakich materiałów do nauki.

    A z tym byciem programistą to ciekawa sprawa. Myślę, że można to prosto porównać do malarzy – jedni tworzą zawsze podobne obrazki, bez szczególnej inwencji, a inni malują prawdziwe dzieła sztuki, przy których można zachwycać się pomysłem, techniką i kunsztem. Obie te grupy potrafią malować.

    Uważam, że można się nauczyć w kilka miesięcy i z pewnym powodzeniem pracować w różnych firmach, nawet bez ukończonych studiów związanych z zawodem, ale taka praca przypomina bardziej rzemieślnictwo. Żeby być dobrym programistą, trzeba albo być urodzonym geniuszem, albo włożyć bardzo dużo wysiłku w naukę.

    1. Gosia

      A ja polecę język C++ jako pierwszy. Uczy obiektowości w programowaniu a to przydaje się w każdym innym języku programowania. Coś jak łacina dla programisty.

      1. Kasia

        Ale w pythonie też jest obiektowość, a w dużo bardziej przystępnej formie dla kogoś, kto chce zacząć. Grębosz (choć nie wiem, czy miałaś też z nim styczność) i C++ to świetny początek – sama z C/C++ zaczynałam, ale, patrząc na doświadczenia dzieci i mniej technicznych znajomych, stwierdzam, że Python jest dużo lepiej przyswajalny i wygodniej się w nim pisze.

        1. Marta

          O, w wywiadzie zdecydowałam się nie rozwijać tego tematu, ale może powiem, jak ja to widzę ze swojej perspektywy :) Faktycznie, Python może być fajny dla kogoś, kto jest zupełnie początkujący, bo jest przystępny i można bardzo szybko nauczyć się w nim pisać pętle, instrukcje warunkowe i proste struktury danych i dzięki temu szybko zbudować coś działającego i mieć satysfakcję. Ja dość słabo znam Pythona, więc nie umiem polecić go tak z czystym sumieniem i z ręką na sercu, ale powinien być OK na start. Tym bardziej, że nie trzeba się męczyć ze środowiskiem uruchomieniowym, jak to bywa z kompilowanymi językami (Java, C++, C#…). I w sieci jest dostępny tutorial Django Girls :)

          Ale na studiach zaczynałam od C(!), czyli bardzo niskopoziomowo, a potem zaraz C++ i Gosia ma tu sporo racji! Fajne porównanie z tą łaciną. Tym bardziej, że C i C++ pozwalają zrozumieć środowisko, w jakim działa kod, trzeba się mierzyć z takimi rzeczami jak przydzielanie i zwalnianie pamięci :) Jeśli więc miałabym doradzać jakąś kolejność to polecam na początek Python (a może nawet JavaScript?), a potem C++ ;)

          Aha, i początkującym odradzam Haskella (taki branżowy żarcik) :P

  19. Marta

    Dzięki za ciekawy wywiad! Temat jest mi bliski, bo też studiowałam elektronikę (bez powołania) i wylądowałam na stanowisku testerskim :D

  20. Pat

    Dziękuję za ten wywiad.
    Programowanie wydaję się być bardzo ciekawe z punktu widzenia rozwiązywania problemów, jednak już cała reszta wydaje mi się być nie do przeskoczenia, już nie do nadrobienia (rozumienie kontekstu/śrowodwiska o czym wspomniała Marta i nadążanie za tempem zmian czy bycie liderem tych zmian).

    Zdjęcia na Politechnice są piękne. Polecam odwiedzić Biliotekę SGH wraz z aparatem – jest przepiękna!

    1. Marta

      Oj, czemu tak uważasz? :( Jeśli miałabym coś doradzić każdemu, kto jest przerażony tym tempem zmian to byłoby to uczenie się tylko tego, czego w danym momencie potrzebujemy. Być może z czasem trafi się coś, co zainteresuje bardziej i wkręci w temat.

      No ale rozumiem, bo sama się często łapię na tym, że myślę, że umiem niewiele i niewiele rozumiem z tego, co robię, a w tym czasie inni są ekspertami i sami tworzą nowe rozwiązania. Ale ponoć to typowe i ma nawet swoją nazwę – syndrom oszusta :)

      1. Ag

        Uważam, że naprawdę nie warto gonić za nowymi językami programowania. Warto poznać bardzo dobrze jeden język obiektowy a reszta jest tak podobna, że szybko się ogarnie. I to, że tobie się nie chce po godzinach kodować nie znaczy, że będziesz/jesteś złą programistką. Ten zawód jest pasjonujący. Ale… często młodzi ludzie bardzo szybko się wypalają. Pracują za dużo, uzależniają się od dobrych zarobków, wpadają właśnie w pułapkę pędu za nowością. No i jest to wciąż niestety bardzo zmaskulinizowany zawód i ciężko być pracującą programistką. Szczególnie mamą – warto o tym pomyśleć na przyszłość.

  21. Ewa

    Sama pracuję jako programista i uważam, że jest to zawód trochę niedoceniany. Dobry programista musi posiadać cały wachlarz umiejętności, znajomość języków programowania i środowisk to dopiero początek. Jest to najczęściej praca w międzynarodowym środowisku, więc konieczna jest dobra znajomość angielskiego. Spotkania i szkolenia to też duża część naszej pracy, zdarza się, że trzeba coś zaprezentować przed dużą grupą ludzi, którzy zbombardują nas pytaniami. Oprócz tego może zdarzyć się, że wraz ze zmianą projektu zmienimy technologie i będziemy musieli wdrożyć się w nią w krótkim czasie. Rozwiązywanie problemów to esencja tej pracy, więc czasem bywa stresująca, bo może zdarzyć się, że nad rozwiązaniem jednego będziemy pracować kilka tygodni. Programista-odludek mający problemy z komunikacją to chyba najbardziej krzywdzący stereotyp. Pracujemy najczęściej w teamach i wymiana informacji oraz sprawna komunikacja jest konieczna by iść do przodu.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *