Joanna Glogaza

strona główna > artykuły

10 kolejnych książek, które chcę przeczytać w 2016

Ledwo opublikowałam listę dziesięciu książek na 2016 rok, zdążyłam przeczytać tylko kilka, a już uzbierała mi się kolejka dziesięciu kolejnych pozycji, które bardzo mnie zainteresowały. Sama lubię takie posty, więc się Wami z nimi dzielę.

  1. Księga cmentarna, Neil Gaiman – książka, którą aktualnie czytam, a właściwie słucham, w oryginalnej wersji językowej. Jest świetnie nagrana. To opowieść o chłopcu, któremu udało się uciec przed mordercą, który zabił całą jego rodzinę. Schronienie znalazł w dość nietypowym miejscu, bo na starym cmentarzu. Dorasta, otoczony opieką przez duchy zmarłych. Jak skończę, to dam Wam znać, jak moje wrażenia, ale na razie podoba mi się bardzo – a nie jest to typ książki, po którą normalnie bym sięgnęła.
  2. Wszystkie lektury nadobowiązkowe, Wisława Szymborska – faza na Szymborską trwa. Kiedy byłam w kwietniu z Znaku, dostałam prezencie cegłę, zbierającą felietony poetki na temat przeczytanych przez nią książek, przez lata publikowane w prasie. Wydaje mi się, że to lektura, którą trzeba się delektować i dawkować ją sobie porcjami. Już nie mogę się doczekać, liczę na to, że wyciągnę z niej trochę tytułów i wiele Szymborskiej spomiędzy wierszy.
  3. Dwóch panów branży, Katarzyna Czajka – Kasia, czyli Zwierz Popkulturalny, napisała książkę. Jestem strasznie ciekawa, jak osoba, która tak sprawnie porusza się w świecie opowieści poprowadziła fabułę. No i bardzo lubię historie osadzone w dwudziestoleciu międzywojennym, a ta o dwóch właścicielach kina zapowiada się doskonale.
  4. Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony KossakAnna Kamiśnka – majówkę spędziłam na Podlasiu, spotkał nas tam niezwykły zbieg okoliczności związany z Simoną Kossak – opowiem Wam w poście z podróży. Od razu przypomniała mi się wydana w ubiegłym roku, polecana przez wiele osób książka i szybciutko wciągnęłam ją na listę. Nic mnie tak nie inspiruje, jak ludzie, którzy mają odwagę żyć po swojemu,
  5. Astrid Lindgren. Opowieść o życiu i twórczości. Margareta Stromstedt – Bracia Lwie Serce byli najukochańszą książką mojego dzieciństwa. Uwielbiałam też Pippi, Dzieci z Bullerbyn, Madikę z Czerwcowego Wzgórza (zainspirowana jej przygodami skoczyłam z parasolem z dachu, na szczęście w miarę niskiego), przeczytałam zresztą chyba wszystko, co wyszło po polsku, łącznie z milionową częścią Pippi. Nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy sięgnięcie po biografię, ale przeczytałam o życiu autorki świetny artykuł w magazynie Książki i migusiem zapisałam sobie biografię do przeczytania.
  6. Okularnik, Katarzyna Bonda – tu historia jest następująca: strasznie chciałabym napisać powieść, ale nie wiem jak, więc zapisałam się do szkoły. Zanim to zrobiłam, kupiłam podręcznik pisania jej założycielki, Katarzyny Bondy. Jest praktyczny i rozsądny, bardzo mi się spodobał, więc postanowiłam sięgnąć również po któryś z jej kryminałów, zwłaszcza że moja mama mówi, że są super. Na pierwszy ogień poszedł „Okularnik”, bo dzieje się w podlaskiej miejscowości, w której niedawno byłam – w Hajnówce.
  7. Marsjanin, Andy Weir – historie dziejące się w kosmosie raczej mnie nie kręcą, ale Marsjanin zbiera same entuzjastyczne recenzje, no i jest najlepiej ocenianym audiobookiem na Audible. Został mi jeszcze jeden żeton na audiobooka do wykorzystania z mojego świątecznego prezentu i chyba to właśnie będzie tytuł, na który go wykorzystam.
  8. Pożegnania, Stanisław Dygat – Dygata kojarzyłam do tej pory głównie jako męża Kaliny Jędrusik. Ktoś jednak polecił mi jego książki w komentarzu, przeczytałam w recenzji, że jest polskim Irwinem Shawem i już byłam kupiona. Poza tym od dawna mam ochotę na jakąś starą polską książkę, „Pożegnania” będą jak znalazł.
  9. Idiota, Fiodor Dostojewski – Dostojewski to klasyk, którego nigdy nie ruszyłam, poza obowiązkową w liceum „Zbrodnią i karą”. Chciałabym się podszkolić w opowiadaniu historii, a od kogo najlepiej się uczyć, jak nie od wybitnych?
  10. Małe życie, Yanagihara Hanya – podobno przełomowa powieść, do której zachęcił mnie wywiad z autorką w magazynie Książki. Opowiada o czwórce przyjaciół, którzy rozpoczynają dorosłe życie w Nowym Jorku, o poświęceniu, cierpieniu i miłości. Usłyszałam też tyle opinii, że to „książka życia, Asia, książka życia!”, że na pewno przeczytam i to niedługo.

Jest jeszcze jedna książka, którą chciałabym Wam polecić, chociaż sama nie planuję jej czytać – zrobiłam to jakieś milion razy, zanim jeszcze ukazała się w druku. Ruszyła przedsprzedaż „Slow life. Zwolnij i zacznij żyć”, możecie ją kupić w niższej cenie w Empiku, a dodatkowo uzyskać 10% zniżki z kodem „ksiazkigo” – tylko koniecznie na komputerze, bo w wersji mobile Empik ma z nim jakieś problemy.

blog-5 (2)

A jeśli macie ochotę się ze mną zobaczyć (będzie też możliwość kupienia książki, oczywiście z dedykacją), to wpadnijcie na jutrzejsze Targi Książki na Stadionie Narodowym między 12 a 13, na stoisko Wydawnictwa Znak (63/D9).


Do zobaczenia i ogromnie Wam dziękuję! Popatrzcie:

empik

 

 

 

Dzięki za lekturę!

Jeśli nie chcesz przegapić moich nowych artykułów, odcinków podcastu czy książek, zostaw swój adres e-mail:

85 thoughts on “10 kolejnych książek, które chcę przeczytać w 2016”

  1. Simonę bardzo polecam, choć przez początek bardzo trudno przebrnąć. Ja właśnie zabieram się za Sagę puszczy Białowieskiej jej autorstwa. A do samej Puszczy mam nadzieję pojechać w te wakacje:)

    1. Na mnie też „Okularnik” już czeka na półce :)
      Ponadto planuję skończyć serię Lackberg oraz „Duma i uprzedzenie”, „Milenium” i oczywiście „Slow life. Zwolnij i zacznij żyć” :)

      1. Podpinam się, „Okularnik” jest kontynuacją „Pochłaniacza”, warto przeczytać w tej kolejności. Sama chciałam przeczytać mocno „Okularnika”, bo pochodzę z okolic Hajnówki, ale nie żałuję, że na pierwszy ogień poszła pierwsza część :) Szczególnie, że autorka bardzo lubi budować wielowątkowe historie.

  2. Fajna lista, mam nadzieję, że potem podzielisz się swoimi opiniami, bo znalazłam tu kilka książek, które chciałabym przeczytać:) Chociaż po biografię Astrid Lindgren sięgnę jak najszybciej, to moja ukochana autorka z dzieciństwa, Pippi była moją bohaterką!

  3. Mam tak samo z Astrid Lindgren! Też przeczytałam wszystko wiele razy, najczęściej „Braci Lwie Serce”. Praca o książkach AL była później moją prezentacją maturalną z polskiego ;) Nie czytałam biografii, tylko artykuły prasowe, ale na pewno będzie fascynująca – jak sama Astrid. Koniecznie daj znać, jak Ci się podoba :)

  4. „Okularnik” jest niezły, polecam. Ale moja ulubiona książka Bondy to chyba jednak Florystka. Sugeruję zacząć od „Idioty”. Mistrzostwo :)

    1. Nie przeczytałam jeszcze wszystkich książek Bondy, ale póki co też uważam „Florystkę” za najlepszą (tej autorki).

  5. Ciekawa lista i nie wiedziałam że zwierz wydał powieść! Nie mogę się zgodzić z radą żeby zacząć czytać od Idioty :D Nie mogłam po nim zabrać się za nic innego przez 2 miesiące. Niesamowita książka.

  6. Muszę to w końcu napisać – śledzę dosłownie 3 blogi – Sztywniarę, mle i Twój i zawsze jak sprawdzam po kolei czy są nowe wpisy to jak widzę, że pojawił się u Ciebie nowy wpis to czytam najpierw tamte a potem idę po herbatę i nananana StyleDigger dodała nowy post! Jupiii! Twoje posty zostawiam na koniec w myśl zasady ,,najlepsze na koniec” :) I zawsze czytam wszystkie komentarze :)

    Pozdrawiam w piątek, piąteczek piątunio :)

  7. ’Światło którego nie widać’ Anthony Doerr. Początek szedł mi powoli. a potem? jechałam autobusem zamiast metrem (w Londynie) aby móc jak najdłużej czytać, spóźniałam się do pracy i ukradkiem ocierałam łezki. A teraz sobie o niej rozmyślam i rozmyślam :)

  8. A dla mnie właśnie początek książki „Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak” był najciekawszy. Może dlatego, że z całej rodziny Kossaków Simona okazała się być dla mnie wybitnie nieinteresująca. Ta książka to był prezent, niestety nietrafiony, bo Simony jak się okazało nie lubię, zwierząt, o których jest tam wiele również nie lubię. Styl, w jakim została napisana książka nazwałabym poprawnym. ale oddaję jej to, że jest pięknie wydana i że autorka zabrała się za sprawę rzeczowo, sprawdzając wszystko, o czym pisze.
    Zdaję sobie jednak sprawę, że są gusta i gusta i znając w jakimś ułamku procenta to, co Ty lubisz Joanno wiem, że Tobie ta książka przypadnie do gustu : )

  9. Ostrzegam, że skorzystanie z poleceń Szymborskiej może wymagać od ciebie poszukiwań na Allegro, wizyty u jakiegoś przodka, który od lat siedemdziesiątych nieustannie powiększa swój eklektyczny księgozbiór, ewentualnie zapisania się do biblioteki. ;)

    A biografię Lindgren dopisuję sobie do listy.

  10. W zeszłym roku przeczytałam dwie książki Bondy: „Sprawa Niny Frank/Dzięwiąta runa” (książka zmieniła tytuł przy kolejnym wydaniu – dziwactwo jakieś) oraz „Pochłaniacz”. Zachęciły mnie bardzo pochlebne recenzje, no i w zeszłym roku pani Bonda była wszędzie – wywiady w prasie kobiecej, promocja w internecie itd. I nie, książki mnie nie zachwyciły. Z jednej strony pomysły ciekawe, ale jakby wykonanie zawiodło. Nie rozumiem też, dlaczego „Pochłaniacz” był tak długi – objętość tej książki rozmyła historię i po prostu zmęczyła. Moim zdaniem tytuł „polskiej królowej kryminału” jest zdecydowanie na wyrost (ale też nie znam innej polskiej autorki, która powinna go dostać).

    1. dokładnie, czytałam „Pochłaniacza” i okazał się dużym zawodem. z polskich kryminałów polecam powieści Miłoszewskiego.

        1. Podpisuję się rękami i nogami – nie ma mistrza nad Miłoszewskiego jeśli chodzi o kryminały, bo poza świetnie prowadzoną fabułą, jego książki posiadają kapitalne walory lingwistyczne, no i to poczucie humoru – momentami rżałam jak koń i do dziś nie mogę trafić wśród rodzimych autorów kryminałów na nikogo, kto mógłby mu dorównać. A co do Bondy: przeczytałam całą trylogię z Hubertem Meyerem w roli głównej i o ile dwa pierwsze tomy momentami wołają o pomstę do nieba (dużo nieściłości i brak autentyzmu – który gliniarz mieszkający na prowincji mówi do żony per „duszko” i dlaczego u licha autorka namiętnie ukochała wyraz „pęciny” w odniesieniu do damskich nóg, co chyba jeszcze bardziej tchnie sztucznością, no ale może się czepiam za bardzo ), o tyle trzeci, czyli Florystka – całkiem udany, zresztą sama autorka tak się o nim wypowiada. Na pewno sięgnę z ciekawości po tetralogię z Saszą Załuską w roli głównej, bo ciekawa jestem czy pisarski warsztat Bondy jakoś ewoluował, ale póki co królową polskiego kryminału na pewno w moim mniemaniu nie jest.

    2. Nie przebrnełam przez początek książki K. Bondy (nie pamiętam tytułu – o zamordowanej aktorce) i się poddałam – ani się nie mogłam wciągnąć w historię i styl ciężki. Moj mąż również ja porzucił, co nie jest do końca wyznacznikiem bo mamy często inne opinie o lekturach. Ale przez tą książkę zraziłam sie do tej autorki i sądziłam, że jest ona marketingowym wytworem.

  11. Zamiast Idioty polecam Braci Karamazow, a Marsjanin jest kapitalny! Wciąga jak ruchome piaski, nie sposób się oderwać!

  12. Ja też polecam Braci Karamazow lub Biesy zamiast Idioty (a na rozgrzewkę Gracza ;) ). Czytałam Biesy i Braci K. w poprzednim przekładach, dość już leciwych, są nowe. Tam to są prawdziwe dylematy moralne, relacje międzyludzkie i w ogóle bogate życie wewnętrzne ;)
    Z czystej rozrywki polecam Remigiusza Mroza, np. Rewizję: też dylematy moralne, za to w świecie warszawskich prawników i Mordoru. Palce lizać.

  13. Niestety przy Simonie utknelam w połowie książki. Na początku bardzo mi się podobała, ale później jakoś przestała mnie wciągać a może to kwestia tego, ze przypomniałas mi o Przeminelo z wiatrem i tamta zeszła na dalszy plan;);). Niestety mam tendencje do zaczyna nią kilku książek na raz. Ustawianie kupki książek w kolejności w jakiej będę je czytać a później jedno wejście do księgarni i tamte idą na potem. I tak lista się dłuży. Albo przypominam sobie o nieprzeczytanych/zaczętych książkach sprzed kilku lat.

  14. Mam już za sobą lekturę Simony – polecam. Ciekawy obraz „feministki” :) Jestem też po Bondzie – tutaj będę stronnicza – jako wielbicielka kryminałów wszystkich narodowości – byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Warto przeczytać pozostałe jej książki.
    „Slow life” na pewno przeczytam.
    Podobnie jak Gosia czytam kilka książek w jednym czasie. Teraz jestem na ” Święcie trąbek” Masady i „Wywiadzie z historią” Fallaci. Tą pierwszą polecam, drugą odradzam ;)

  15. oj…zazdroszczę Ci,że masz tyle czasu na książki..ja odkąd mam dwójkę malutkich dzieci muszę nieźle kombinować żeby czytać.Jednak pocieszam się postami takimi jak ten-daje przedsmak lektury :)

    1. Kochana, właśnie super, możesz czytać dzieciom fantastyczne książki Astrid Lindgren i sama się świetnie bawić ;) Dzieci z Bullerbyn są odpowiednie w każdym wieku :) :)

  16. Dla mnie tez Stanislaw Dygat to przede wszystkim maz mojej ukochanej Kaliny Jedrusik, ale jego Jezioro Bodenskie mam gdzies na polce, nieprzeczytane. Astrid Lingren i Dzieci z Bullerbyn, sama chetnie siegnela bym wlasnie po te ksiazke. Jestem ciekawa, jak odbieralabym ja po latach. Pozdrawiam serdecznie Beata

  17. Och. Mamy bardzo podobny gust ;) „Okularnik” genialny, a „Simona….”, „Wszystkie lektury nadobowiązkowe”, „Astrid…” oraz „Małe życie” również na liście książek obowiązkowych. Polecam również „Nic zwyczajnego” o Wisławie Szymborskiej. Czytałaś? Cudowna opowieść. Pozdrawiam ;)

  18. Niestety na pozycję numer 11 muszę poczekać jeszcze trochę, choć już przebieram niecierpliwie nóżkami! Zamówiona dziś na empiku, prawdopodobnie nie powinnam czytać nic innego żeby nie rozpraszać się i kończyć pracę dyplomową jeśli chcę się za chwilkę obronić, ale niestety ostatnio slow pisarstwo, jak na ironię, wciąga mnie za bardzo! Jestem Twoim „cichym” czytelnikiem od dawna, ale dziś miałam ochotę napisać jak zwyczajnie – niezwyczajnie Twój blog umila mi poranki przy kawie za co bardzo Ci dziękuję :) Dodatkowo odkrywając ostatnio przepiękne w swej formie i treści kwartalniki „fathers”, choć dedykowane dla ojców bardzo Ci polecam! Mówią wyjątkowo pięknie nie tylko o ojcostwie, choć ani matką, ani tym bardziej ojcem nie jestem i prawdopodobnie minie sporo czasu zanim dzieci będę miała, ale do tego zawierają niesamowite wywiady z inspirującymi ludźmi, którzy mówią o swoich indywidualnych ścieżkach w zmieniającym się teraz świecie + oprawa fotograficzna przepiękna! A nuż, sięgniesz w 2016 i po to i Ci się spodoba! Pięknego dnia życzę!

  19. Marsjanina przeczytałam jakiś czas temu i to jest kawałek naprawdę dobrego scifi, takiego bardzo realnego, bez żadnych fajerwerków czy innych cudów, ekranizacja też niczego sobie ( i zawiera Sebastiana Stana).
    Dwóch panów z branży skończyłam wczoraj i załuję, że to tak szybko. To jest tak niesamowicie sprawnie napisane, postaci dosłownie wyskakują z kartek, a literówki- no trudno, to przecież zwierz

  20. Nie czytaj „Idioty” Dostojewskiego, zacznij „Od Braci Karamazow” lub „Wspomnień z domu umarłych”. Pozdrawiam;)

  21. „Ksiega cmentarna” zrobila na mnie wrazenie, obawialam sie, ze to bedzie jakas wyjatkowo upiorna historia, a tu bardzo mile zaskoczenie, dobrze sie czytalo. Ksiazka nietuzinkowa.
    Asiu, gdzie mozna kupic taka piekna posciel, jak ta ze zdjecia?:-)
    Pozdrawiam!

  22. Trudno spoglądać mi na książki z „top listy” popularnych księgarni. Tam zawsze królują tytuły z cyklu „Jak być pięknym, młodym i bogatym”. :) To z pewnością wynik głębokiej fascynacji literaturą i krytycznego stosunku do rzeczywistości, a studia filologiczne tylko te rozpoznania pogłębiły. Nie umiem już czytać literatury popularnej w stylu Bonda; podobnie jak nie wierzę, że można się nauczyć pisać książki. Oczywiście to proces, który wymaga poświęcenia, pracy, wytrwałości, zaangażowania, ale trudno mi uwierzyć w „kurs dla początkujących pisarzy”. Pisarzem się rodzisz – z wyobraźnią, wrażliwością, wiedzą. Tego nie można się nauczyć. Pewnie można szkolić warsztat, ale efektem pracy będzie wypracowana rozprawa na jakiś temat, a nie strumień świadomości w stylu Molly Bloom. :) Trudno wyobrazić mi sobie Stasiuka, Pilcha, Rymkiewicza, Witkowskiego, Hłaskę czy Hermana Hesse na kursie z pisania powieści. Rozumiem jednak mechanizm – Bonda, która jest marką samą w sobie (czytaj na jej kryminałach wydawnictwo zarabia najwięcej) kuje żelazo póki gorące. Bardzo dziś dyskusje o literaturze spłycamy, oj bardzo. :) Pozdrawiam!

    1. Zgadzam się z Anią. Dzisiaj już wszyscy piszą książki. Jasne, niech piszą, nikt nikomu tego nie zabrania, ale nie nazywajmy tych wszystkich wytworów literaturą. Literatura to coś więcej niż wciągająca fabuła i zaskakujące zakończenie, to przede wszystkim język i twórcze przepracowanie wybranego tematu/problemu. Katarzyna Bonda może seryjnie produkować książki, ale żeby być pisarzem, trzeba czegoś więcej, refleksji, wrażliwości, no i chyba też talentu (czymkolwiek by nie był).

      1. Ależ ona pisze kryminały! Czego oczekujecie od kryminału jak nie wciągającej fabuły i zaskakującego zakończenia? Tego typu książki kupuje się np. jako audiobooki do słuchania w trasie żeby przypasowało wszystkim pasażerom, czy jak się nie ma siły na wielkie rozkminy.

        1. Ale kto powiedział, że skoro kryminał, to ma być źle napisany? Ja rozumiem, że ten gatunek czyta się często, kiedy potrzebuje się gumy do żucia dla mózgu (i świetnie, nie mam nic przeciwko), ale nie usprawiedliwia to braku dbałości o język ze strony autora. Pisarz to ktoś więcej niż osoba wymyślająca fabułę, ale rozumiem, że jeśli produkuje się książki taśmowo, to nie ma na to czasu. To się nie tyczy oczywiście tylko K. Bondy, ja po prostu mam wrażenie, że dzisiaj za dużo się wydaje i w efekcie mamy zalew złej literatury. Ale że to się sprzedaje, to wydaje się dalej.

    2. Dokładnie, dokładnie to pomyślałam, czytając ten post – łącznie z wyobrażeniem sobie Dostojewskiego na kursie pisania książek ;) Myślę, że takie kursy mogą bardziej przeszkodzić, niż pomóc.

  23. Czy mogę zapytać skąd pobierasz audiobooki w oryginale? Uwielbiam audiobooki, podwajaja moją wydolność czytelniczą. Pozdrawiam z Trójmiasta!

    1. Dwa tygodnie temu skończyłam czytać „Szczygła”. Kawał (również dosłownie) dobrej lektury. Ale po skończeniu miałam wrażenie, że przeczytałam trzy różne książki, tak poszczególne części się od siebie różniły.

  24. Witam, to moj pierwszy komentarz na blogu.
    Bardzo fajna lista i zaraz o niektore tytuly uzupelnie moja prywatna liste z ksiazkami, ktore chce przeczytac. Jedna z pozycji bedzie pewnie, ktoras z ksiazek Bondy. Wiele slyszalam, ale jeszcze nic nie przeczytalam.
    Ja polecam dwa moje odkrycia.
    „Zycie na miare” Marka Rabija. Jest to reportaz o tym skad pochodza nasze ubrania. Opowiesc o tym jak czesto z narazeniem zycia, ludzie z Bengladeszu szyja nam ubrania. Poruszyo mnie zwlaszcza zdanie ” dobra prezencja bywa kluczem do sulcesu, a metka na ubraniu ma znaczenie. Czasem to kwestia zycia lub smierci. Dla niektorych – doslownie”. Po lekturze inaczej patrzymy na ubrania.
    Druga pozycja, o ktorej pisze u siebie na blogu, to ksiazka z rodzaju ” musisz koniecznie przeczytac”. ” „Dzien w ktorym nauczylem sie zyc”, L. Gounelle. Jak dla mnie niesamowita. Tu tez podam jeden cytat z ksiazki „Sprobujcie zrozumiec… na przestrzeni dziejow ludzkosci szansa zycia w spokojnym kraju, swobodnego podrozowania i jedzenia tego, na co ma sie ochote, ot tak, na zawolanie, to wyjatkowe szczescie! Nam sie wydaje, ze to banalne, ale to wielki luksus!”
    Pozdrawiam i zycze milej lektury.

  25. Książka zamówiona, czekam z niecierpliwością :) Ze swojej strony mogę polecić książkę „Wszystkie jasne miejsca”. Ta historia rozerwała moje serce na pół i wciąż myślę o bohaterach, mimo że książkę przeczytałam parę miesięcy temu. Bardzo dobra.

  26. ,Moja walka’ Karl Ove Knausgaard – niesamowita literatura, gorąco polecam każdemu! Czekam na przetłumaczone kolejne 3 tomy, a czeka się bardzo ciężko ;) „Slow life” zamówione! :-)

  27. Historia obsadzona w 20-leciu między wojennym? To brzmi wspaniale! Ja również uwielbiam czytać o tych czasach, więc z przyjemnością sięgnę. Wstyd się przyznać, ale blog Kasi jest mi na razie obcy, będę miała co nadrabiać ;))
    Po za tym muszę dodać, że jestem niezwykle podekscytowana faktem, że lada chwila będę mogła poczytać Twoją kolejną książkę. Od dłuższego czasu szukałam podobnej pozycji, ale wszystko to wydawało się mało inspirujące. Slow Fashion bardzo przypadła mi do gustu i właściwie w ciemno zakładam, że Slow Life będzie równie udana :)

  28. Przeczytałam dziś Małe życie i powiem wprost, że to jest naprawdę ciężka książka. Zaczyna się tak jak w opisie, a potem to już z górki. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie, ale nie wiem czy gdybym mogła wybierać czy w ogóle bym ją przeczytała. To nie jest to co się wydaje.

  29. Miło Cię było zobaczyć na targach i zamienić choć dwa słowa! Bardzo się cieszę z nowej książki, poprzednią czytałam na molo na jednym z mazurskich jezior podczas urlopu, ale „Slow Life” chyba do urlopu nie doczeka, bo dopiero w sierpniu, zaraz się za nią zabiorę :)

    Zanotowałam sobie kilka pozycji z Twojej listy, lada dzień startuję z „Małym życiem”. Ostatnio (a sporo się tego przewija, jako „pani od przecinków” łykam sporo w pracy i poza nią ;) nic mnie jednak tak nie zachwyciło jak wspomniany wyżej „Szczygieł” i „Tajemna historia” Donny Tartt, byłam pod ogromnym wrażeniem!

    Mam nadzieję, że zgodnie z obietnicą Chrupek wytarmoszony, a my możemy czekać na ciąg dalszy Australii (i do reszty zzielenieć z zazdrości!).

  30. Ania Grochowska Vlog

    Uwielbiam takie listy, bo jestem straszliwym molem książkowym. Mama pewno coś trafi na,moja listę. Jako wierna fanka kryminału polecić mogę „Wołanie kukulki” Rowling. Po jej „Trefnym wyborze” miałam wątpliwości Ale jest naprawdę nieźle. Poza tym czytam powoli książkę „Kat miłości” Irvina D. Yaloma, to zbiór 10 opowiadań o miłości odartej z romantycznej formy, zapiski z terapii. Poza tym ostatnio otworzyła,mi ocZy i potwierdziła również moje myślenie ze „social media to sciema” B.J. Mendelsona. I oczywiście Slow Life trafia na listę do odhaczenia.

  31. Czytam teraz Shantaram, jak skończę, to chętnie sięgnę po coś z Twojej listy, bo chyba nic nie czeka w kolejce:)

    Z Dostojewskiego najbardziej spodobali mi się Bracia Karamazow (teraz jest nowy przekład, podobno dużo lepszy) i Biesy.
    „Marsjanin” bardzo mi się podobał, film zresztą też:)

  32. Szczerze odradzam Bondę! Ledwo zmęczyłam pochłaniacz – moim zdaniem to niej jest dobra pisarka fabularna, choc reportaże ma całkiem ciekawe. Dla mnie jej kryminały są po prostu słabe.
    Za to na Małe życie też mam chrapkę i z niecierpliwością będę czekać na recenzję :D

  33. Ha! A ja wlasnie czytam „Idiote” Dostojewskiego – w tym roku jade do Rosji takze na liscie moich ksiazek znalazlo sie pare pozycji rosyjskich autoro – dla molow ksiazkowych szczegolnie polecam GOGOLA.

    A po inspiracje podrozne skromnie polecam moj blog –
    http://www.wildesttales.com

  34. Nie polecam czytania „Marsjanina” w tłumaczeniu na polski, szkoda dobrej książki. Na forach i blogach branżowych toczy się jeszcze dyskusja nad sknoconym tłumaczeniem. Wkleję link, jeśli będziesz chciała, ale też łatwo można trafić samemy przy pomocy Googla.

  35. Pewnie napiszesz tę powieść i, o zgrozo, ktoś ją wyda. Rozumiem, że wydawnictwa muszą zarabiać na czytadłach blogerek, współczuję redaktorkom i redaktorkom, którzy z tej grafomanii muszą uczynić tekst w języku polskim. Czytałam (skanowałam wzrokiem -czytać to za duże słowo na odbiór tego chaotycznego zbioru zdań, powtórzeń, kopii z blogowów postów, języka tak potocznego i z błędami, że zastanawiasz się, czemu to jest na papierze) „Slow fashion” i nie znalazłam tam oczekiwanej wiedzy praktycznej dotyczącej organizacji szafy, tylko stertę banałów z pamiętnika nastolatki. Zrobiło mi się smutno,że rzesze ludzi nie wyczuwa czytając to, zgrzytów, co oznacza, że marny mają gust (czytelniczy). I zezłosciłam się, że wydałam na to pieniądze, jakoby postępując wbrew idei autorki tekstu -wyrzucając je na bezwartościowy produkt w chwili impulsu.

    1. Niestety, dokładnie takie samo wrażenie odniosłam, czytając fragment „Slow life” dostępny na Publio. Chociaż bloga i jego autorkę darzę dużą sympatią, to uważam, że książka w takiej formie nie powinna zostać opublikowana. Naprawdę nie każdy powinien pisać dłuższe formy (i publikować). To, co ujdzie w poście na blogu, niekoniecznie nadaje się na książkę. Tak, jak napisała Magda, razi potoczny język i chaotyczność tekstu. Wiadomo, że książka się świetnie sprzeda, i w sumie tego życzę autorce, ale to nie powinien być jedyny argument za jej wydaniem.

  36. Oj, nie powinnam czytać takich postów. Znów lista książek do przeczytania niebezpiecznie się wydłuży, a doba już nie. U mnie grzecznie czekają listy Sylvii Plath i 13 pięter Springera. Aa, Dostojewski wielkim pisarzem był :)

    1. Właśnie właśnie. Jestem po ponad połowie i… jestem głęboko zawiedziona. Ale doczytam do końca. Bardzo zaczynam się z tą recenzją Cieślika zgadzać. Zwykle nie czytam recenzji w trakcie lektury, ale ta książka zaczęła się fantastycznie a później nastąpiło coś… Że troszkę się skołowałam. Mam wrażenie, że autorka zmieniła koncepcję. A później jest już tylko gorzej… Jeśli to jest „arcydzieło”, to ja się nie zgadzam i czym w takim razie jest „Bohater naszych czasów”? Nad-arcydziełem ;-) ;-)

  37. Graveyard book jest fantastyczna jako audiobook, wiem, że nie wszystkim pasuje sposób czytania Gaimana, ale mnie jego głos absolutnie uspokaja. Świetny jest też audiobook The ocean at the end of the road, tego samego autora i też przezeń czytana… No i American Gods w najnowszej edycji zmiata z nóg, jest czytany na role, a sama historia jest niesamowicie bogata w drobne smaczki, warto przesłuchać więcej niż raz. A, i bardzo fajny jest Good Omens, to też Gaiman na spółę z Pratchettem, zrobiono niedawno słuchowisko na BBC, ale moim skromnym zdaniem nie umywa się do audiobooka czytanego przez Stephena Briggsa. Jezu, chyba mam lekką obsesję.

    A! i Marsjanin! FANTASTYCZNY audiobook! Śmiałam się jak głupi do sera. Sporo technicznego żargonu, ale nie tyle, żeby nużyło. Jeden z najlepszych angielskojęzycznych, w tym przypadku recenzje nie kłamią.

  38. Hej! Dzięki za inspiracje. Ciągle szukam czegoś fajnego do czytania. Z Twojej listy przeczytałam kilka książek, ostatnio: Marsjanin – fantastyczny!!! Okularnik – dość dobry, warto zacząć od pierwszej części tetralogii czyli Pochłaniacza. Zaraz zabieram się za małe zycie. Czytałaś coś Irvinga? Polecam Regulamin tłoczni win – czytanie to czysta przyjemność.

      1. Irving jest po prostu niesamowity. Regulamin tłoczni win jest idealnie wakacyjny. Został nawet zekranizowany – film był straszny. A Irving ma prawie same dobre książki. Ostatnio tylko trochę denerwuje mnie monotonna tematyka, ale starsze powieści – Syn cyrku, Świat wg Garpa czy Modlitwa za Owena są jak balsam… Czytasz i z każdą kartką chcesz więcej ;-)

  39. Marsjanina polecam w oryginale. Rodzime tłumaczenie niestety nie jest zbyt dobre, choć jako całość daje dobry efekt. Jednak jsk porównałam obie wersje, to momentami łapałam się za głowę ;-). Polecam w tej kwestii recenzję z bloga pana Pawła Pollaka – samo jej czytanie zapiera dech. Pozdrawiam!

  40. Małe życie jest dobre. Bardzo. Ale to pierwsza książka, którą odkładałam (wyłączałam czytnik ;)) na 10 oddechów, żeby się uspokoić. Niełatwa lektura.

  41. Książka Zwierza czeka już u mnie na kindlu, też jestem jej strasznie ciekawa! A „Slow Life” już przeczytane, pochłonęłam ją w dwa dni i miałam ochotę od razu zacząć od nowa… Ale chyba zamiast tego wrócę do „Slow Fashion” :D

  42. „Simona…”, to jedna z gorszych książek, jakie czytałam w moim życiu. Powierzchowna w historii, ledwie poprawna w stylu. Sama Pani Simona była na pewno bardzo ciekawą i barwną postacią, ale ta biografia jest jej kompletnym przeciwieństwem.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *