Hatifnaty – inspiracje z sieci

Cześć! W dzisiejszych Hatifnatach mam dla Was szalenie wciągającą grę (dobrze się zastanówcie, czy chcecie zaczynać!), pyszne lody, piękne widoki i podsumowanie postów z ostatniego tygodnia. Zdecydowanie upłynął mi on pod znakiem (hi hi) książek, i to nie jednej, a dwóch! No dobra, ta druga to ebook, wszystkiego dowiecie się z poprzedniego posta. Miłego weekendu, mam nadzieję że spędzicie go naprawdę fajnie! Czytaj dalej

Czy można iść w białej sukience na wesele?

O ile weselny dress code dla panów jest dość jasno określony i blogerzy jak Mr.Vintage czy Miler Szyje nie raz już temat wyczerpująco opisali, to w przypadku kobiet nie ma tak konkretnych wytycznych. Z jednej strony daje to sporo wolności, z drugiej niestety skutkuje często strojami zupełnie niedostosowanymi do okazji.

Zastanawiałam się ostatnio jak to jest, że kobiety zwykle wkładają naprawdę dużo energii i pieniędzy, w to by wyglądać na takiej imprezie wyjątkowo, a efekty są często kuriozalne. Myślę, że winę ponosi tu “przedobrzenie”, naprawdę lepiej jest wyglądać skromniej, niż przesadzić w drugą stronę. Sandałki z pasków nieestetycznie wbijające się w stopy, sukienki tak wąskie, że podkreślają boczki, fryzury, gdzie żaden włosek nie przesuwa się ani o milimetr – to naprawdę powszechny widok. Postanowiłam więc napisać, jakich błędów ja staram się unikać, kiedy wybieram się na tego typu imprezę. Czytaj dalej

Moja książka o slow fashion – premiera i plan spotkań

Kiedy w grudniu wysyłałam gotowy tekst wydawnictwu, miałam wrażenie że połowa czerwca to tak odległy termin, że nie nadejdzie chyba nigdy. Zleciało tymczasem całkiem szybko i dziś był ten dzień, w którym kurier przyniósł mi pod drzwi karton pełen książek. Moich książek. 

Choć trudno w to uwierzyć, po tym jak tekst przeszedł ostatnią korektę, nie widziałam już całości. Oczywiście wiedziałam, jak będzie wyglądać okładka (tak się cieszę, że udało się ją zmienić!) i jaki mniej więcej będzie layout, ale i tak książka była dla mnie sporą niespodzianką.  Czytaj dalej

Jak się malować, czyli youtubowa szkoła makijażu

Niesamowicie żałuję, że kiedy byłam nastolatką, kosmetyczny Youtube nie istniał. Pamiętam, że mama zabrała mnie do swojej kosmetyczki, która pokazała mi, jak się malować, w jaki sposób nakładać podkład czy tusz, więc i tak pewnie udało mi się uniknąć najbardziej spektakularnych katastrof, ale była to sytuacja zdecydowanie mniej wygodna niż dzisiejszy bezproblemowy dostęp do profesjonalnej wiedzy, pokazanej w bardzo praktyczny sposób. 

Nadal nie jestem ekspertem, ale nauczyłam się malować na swoje potrzeby do tego stopnia, że osiągam dokładnie taki efekt, na jakim mi zależało. Mam jeden, codzienny makijaż, który pasuje do mojej urody i stylu, a kiedy mam ochotę na bardziej wymyślny, wieczorowy make up, dorzucam mocniejszy kolor szminki czy ciemniejsze cienie.  Czytaj dalej