Grace: a Memoir – autobiografia Grace Coddington

Grace Coddington

Dawno nie było wpisu z kategorii “Diggs of the month”, gdzie przedstawiam Wam swoje najnowsze odkrycia. Powodem nie jest brak tych odkryć, wręcz przeciwnie – pojawiło się ich ostatnio tyle, że smutno mi się robi na myśl o ściskaniu ich treści w jednym, krótkim akapicie, zwłaszcza jeżeli chodzi o książki. Postanowiłam więc zmienić nieco formułę i tym najciekawszym, albo najbardziej zbliżonym do tematyki bloga, poświęcać osobne posty, do których pewnie jeszcze wrzucę link w ogólnym zestawieniu ciekawostek.

Na początek chciałabym Wam opowiedzieć o autobiografii Grace Coddington, rudowłosej dyrektor kreatywnej amerykańskiego Vogue’a, którą szersza publiczność poznała po filmie “The September Issue”, relacjonującym powstawanie najważniejszego, wrześniowego numeru magazynu – pisałam o nim tutaj.

Po kilkudziesięciu latach, przepracowanych w branży mody na najróżniejszych stanowiskach, Grace postanowiła spisać swoje wspomnienia. Jako że wśród jej licznych profesji nigdy nie było zawodu dziennikarki, pisanie nie jest jej ulubionym zajęciem i, jak sama wspomina, w książkach i magazynach głównie ogląda obrazki, postanowiła zaprosić do projektu współautora, brytyjskiego dziennikarza Michaela Robertsa.

Grace zaczyna klasycznie, od opisu swojego dzieciństwa. Pochodzi z walijskiej wysepki Anglesey, gdzie jej rodzina prowadziła mały hotel – to miejsce z branżą mody miało tak niewiele wspólnego, jak to tylko możliwe. Wyjątkowo spodobał mi się fragment opisujący jej samotne wycieczki do jedynego na wyspie kina, które zachwyciło ją opowiadanymi za pomocą obrazów historiami. Ta miłość do wizualnych opowieści towarzyszyła jej później przez całe życie.

grace3

Tego, jak Coddington trafiła w sam środek modowego biznesu, a przy okazji i życia towarzyskiego swingującego Londynu lat sześćdziesiątych, dowiadujemy się z kilku kolejnych rozdziałów. Swoją ścieżkę w branży rozpoczęła jako modelka, jak sama zaznacza, raczej “charakterystyczna” niż klasycznie piękna. Wygrała konkurs na “nową twarz” brytyjskiego Vogue’a i odtąd jej kariera zaczęła prężnie się rozwijać. Kilka rozdziałów poświęconych temu procesowi jest świetnym źródłem wiedzy o środowisku fotografów i modelek tamtych czasów.

Jedną z rzeczy, które najbardziej mnie uderzyły, było to, jak bardzo wyspecjalizowana jest dziś ta branża. Grace wspomina, że na sesjach zdjęciowych modelki były odpowiedzialne za swój makijaż, fryzury, dodatki, a często i ubrania, nigdzie się więc nie ruszały bez olbrzymiego kufra z najróżniejszymi przyborami. Wyobrażacie sobie fotografa proszącego na sesji Kate Moss czy Anję Rubik, żeby same się pomalowały? Fascynujący jest też sam przebieg kariery Grace, o rzadko dziś spotykanym rozrzucie profesji – od modelki i okazjonalnej makijażystki, przez pracę fotoedytora, pozycję “design directora” u Calvina Kleina, po dyrektor kreatywną amerykańskiego Vogue’a.

grace2

Później następuje długa litania mniej czy bardziej zawiłych relacji z postaciami, które kojarzymy dziś raczej z ich dorobkiem artystycznym niż imprezowymi wyczynami. Próbujący wprosić się na herbatę Roman Polański czy umiarkowanie subtelne zaloty Micka Jaggera (ja bym nie wybrzydzała!) na pewno są ciekawymi smaczkami dla czytelnika, ale mnie najbardziej ujęły przewijające się tu i tam opisy elektryzujących londyńską bohemę trendów. Miniaturowe spódniczki Mary Quant, pod które projektantka musiała zacząć dorabiać pasujące mikro-szorty, nagła fascynacja stylem lat 30 i polowania na stare sukienki na targach staroci w Chelsea czy zachwyt paryskimi projektantami – świetnie się te opisy czytało, zwłaszcza gdy były okraszone zdjęciami i ilustracjami.

Dalej Coddington przechodzi do opisu swojej pracy w redakcjach Vogue’a, najpierw brytyjskiej, później amerykańskiej, gdzie odpowiadała głównie za organizację sesji zdjęciowych. I mimo że jej relacje, początkowo szczegółowe i rozbudowane, stają się tym uboższe, im nowszego okresu dotyczą, to i tak jest to jeden z moich ulubionych elementów jej opowieści. Detale pracy ze znanymi fotografami i historie ich wspólnych przygód podczas zagranicznych wypraw na sesje są tym ciekawsze, że z wieloma z nich znała się również prywatnie – Grace opisuje między innymi sielskie wakacje u Bruce’a Webera, których charakter był bardzo spójny ze stylem znanym z jego fotografii.

grace4

Ciekawy jest również wątek wieloletniej współpracy autorki z demonizowaną w mediach Anną Wintour, ujęty zupełnie inaczej niż moglibyśmy się tego spodziewać. Dość zaskakujący jest też rozdział poświęcony ukochanym kotom Grace, chyba jedyny moment, w którym autorka opisuje swoje emocje. Trochę mi takiego podejścia brakuje w innych częściach książki, Coddington często po prostu relacjonuje fakty bez dzielenia się swoją opinią. Mam wrażenie, że opis kolejnych etapów jej kariery trochę na tym ucierpiał, fragmentami czyta się go jak wpis biograficzny na Wikipedii. Zdecydowanie na plus są za to częste dygresje na temat twórczości projektantów, fotografów czy modelek – tam Grace nie szczędzi czytelnikowi swojego zdania na ich temat, a jest ono tym ciekawsze, że często diametralnie różni się od opinii przyjętych przez większość branży.

Stosunek Grace do tak zwanego “światka” to też bardzo ciekawa sprawa. Z jednej strony obraca się w takim centrum branży, że bardziej już się nie da, z drugiej mocno się od niej dystansuje, choćby otwarcie ignorując “zasługi” celebrytów znanych z tego, że są znani, niejednokrotnie zupełnie zbijając ich tym z tropu przy okazji okładkowych sesji. Mogłoby wydawać się to zblazowaniem czy sztucznie przybraną pozą, ale ja wyczuwam w Grace pod tym względem bratnią duszę. Bardzo rozbawiło mnie też jej stwierdzenie, że jest chyba ostatnią osobą, która chodzi na pokazy mody po to, by je oglądać, nie po to by samej się pokazać – poruszyłam m.in. tę kwestię w moim zeszłorocznym poście, napisanym pod wpływem spaceru po londyńskim Somerset House w czasie tygodnia mody.

 


 

Przez autobiografię Grace przebija miłość do mody w jej najróżniejszych odsłonach, od polowania na ubrania dopiero co odkrytych projektantów, po kreowanie niesamowitych wizualnych opowieści razem z zespołem zdolnych fotografów, fryzjerów, makijażystów. To jedna z tych inspiracji, które potrafią mi przywrócić mi ochotę na wkładanie pięknych ubrań nawet w najbardziej deszczowo-łóżkowy dzień czy chęć na pisanie nawet w okresach największego zniechęcenia “tą całą branżą”. Bardzo ją więc polecam wszystkim zainteresowanym okołomodowymi tematami, poza bogatą w doświadczenia Grace treścią znajduje się w niej mnóstwo zabawnych rysunków i wiele wspaniałych zdjęć, czy to z prywatnego archiwum autorki (zdjęcia rodzinne, dokumentacja jej wczesnej kariery modelki), czy z przepastnych archiwów Vogue’a – porównanie dawnych sesji z tymi z najnowszych numerów jest bardzo ciekawym doświadczeniem.

Całej reszcie świata wcale tej książki nie polecam – jest wiele dużo lepiej napisanych biografii, o bardziej wciągającej budowie i lepszym wybalansowaniu poszczególnych części. Jak pisałam na początku, sama autorka przyznaje, że z pisaniem nigdy nie miała wiele wspólnego i dużo łatwiej jest się jej komunikować za pomocą obrazów. Jednak postać Grace, z jej ikoniczną burzą rudych włosów, przywiązaniem do czarnych strojów i płaskiego obuwia, naturalnie starzejącą się twarzą i poczuciem humoru bardzo w moim typie, jest dla mnie na tyle fascynująca, że przeczytałam książkę z ogromną przyjemnością, zupełnie nie zwracając uwagi na jej warsztatowe niedociągnięcia. Mam jednak wrażenie, że to właśnie ze względu na nie książka nie do końca oddaje charakter Grace, a nie znający jej wcześniej czytelnik może łatwo ocenić jaką jako kolejną “płytką fashionistkę”. Wydaje mi się więc że Roberts, współautor książki, który miał zapewnić wysoką jakość tekstów, mocno nawalił i biografia wiele na tym straciła.

Drugim minusem jest pobieżne potraktowanie wielu wątków – momentami tekst przypomina wyliczankę romansów, rozwodów i znanych współpracowników Grace. Rozumiem, że wynika to z jej bogatego życiorysu, ale warto byłoby narzucić wątkom jakiś kuratorski nadzór i wybrać te najbardziej adekwatne, ważne czy interesujące albo zdecydować się na większą objętość książki i rozwinięcie wszystkich.

Bardzo jestem ciekawa opinii innych, więc jeżeli mieliście okazję tę książkę przeczytać, koniecznie dajcie znać. Niestety, nie ukazało się jeszcze polskie tłumaczenie, ale język jest bardzo lekki i prosty, więc gdyby ktoś miał obawy, że może mieć z nim problemy, to niech je porzuci.

 

38 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. Asia

    Asiu,
    Wykrzycze to na samym poczatku: PIĘKNIE PISZESZ! Zamiast skupiać się na samej treści Twojej małej recenzji analizowałam zdania utworzone przez Ciebie. Niektóre kilkakrotnie czytałam i tak wiesz dwa/trzy razy kręciłam głową na boki z usmiechem, tak z zachwytu! I do tego mówiłam pod nosem ‘ale ładnie’. Zawsze czytam absolutnie wszystko co napiszesz, nie ważne czy post nie ma końca czy jest to raptem 3-4 akapity, czytam zawsze! Naprawdę masz lekkie pióro, literacki talent i poczucie humoru, które bardzo do mnie trafia. Chciałabym tak pisać, na razie ucze się od Ciebie:)
    Pozdrawiam
    Również Asia!

  2. Michelle

    Zawsze mnie w takich historiach porusza to, jak toczy się życie innych. Czytamy o kimś, kto – kurcze! – teoretycznie nigdy niczego takiego nie planował, a potem jedno wydarzenie i bum – następuje coś pięknego. A takich historii jest przecież wiele, takie przypadki są naprawdę intrygujące.

    Zdjęcia jak zwykle przepiękne! Szachy kojarzą mi się z Bożym Narodzeniem i Twin Peaks, idealne połączenie. ;-)

  3. Dolina Kulturalna

    Nie dość, że to opowieść o interesującej postaci, to na dodatek bardzo podoba mi się szata graficzna książki. Zarówno okładka, jak i zdjęcia oraz ilustracje bardzo mi się podobają, a czcionką to już w ogóle jestem zachwycona. Wreszcie większe interlinie! Od razu tekst staje się bardziej czytelny i lepiej przyswajalny. Szkoda że taka droga :)

    Mi chyba bardziej podoba się podawanie informacji o bohaterze biografii w taki suchy, bezosobowy sposób. W ten sposób nie wszystko jest podane na tacy, możemy sami domyślić się co czuła postać. Z drugiej strony, dobrze byłoby znaleźć ten złoty środek między ciekawym a nużącym obiektywizmem :)

  4. FashandRoll

    Grace to jedna z moich ulubionych postaci ze świata mody.
    Książka leży i czeka w kolejce do przeczytania.

    A tak nawiasem – w mojej dość licznej biblioteczce to pierwsza książka o pomarańczowej okładce. Mało teraz książek o pomarańczowych okładkach, prawda?

  5. Pola

    Asiu, bardzo jestem ciekawa Twoich innych książkowych odkryć, wyczuwam w Tobie bratnią dusze pod wieloma względami. Masz może konto na lubimyczytać, biblionetce albo jeszcze gdzieś? Wpadłam w jakiś marazm książkowy i coś nie mogę trafić na coś, co by mnie rzuciło na kolana

  6. Marta

    Hej, Asiu.
    Czytalas moze “Overdressed. The Shockingly High Cost off Cheap Fashion”? Przeczytalam po Twoim poleceniu “To Die For” Lucy Siegle i jestem pod niesamowitym wrazeniem i powoli staram sie wprowadzac zmiany w swojej szafie i sposobie robienia zakupow :-) Zastanawiam sie, czy warto siegnac po “Overdressed”, czy tez moze tematy sie pokrywaja? Przeczytalam kilka stron na podgladzie na Amazonie i zapowiada sie ciekawie. Jesli czytalas (albo ktoras z Czytelniczek), daj znac, czy warto. Pozdrawiam serdecznie i wielkie dzieki za polecenie “To Die For”!

    1. muki

      Ja czytałam “Overdressed” ;) Całkiem ok – przyjemnie się czyta, przybliża temat choć to nie naukowa książka. Jest trochę danych statystycznych, ekonomii i historii ale też sporo obserwacji własnych autorki. Tej drugiej książki nie miałam w rękach (czy raczej na Kindle’u) więc niestety też nie wiem czy tematy się całkowicie nie pokrywają. Tak poza tym to mnie też się wydawało, że właśnie na tym blogu przeczytałam rekomendację “Overdress”, widać mi się pomyliło :)

  7. Doodoti

    Ostatnio obejrzałam ‘wrześniowy numer’ i bardzo mnie ta postać zaintrygowała ;) chętnie przeczytam jak będę miała okazję!

  8. Marysia

    Mam pytanie techniczne. Subskrybuję Twojego bloga via InoReader i dziś po raz pierwszy pojawił się problem – mianowicie, wyświetlił mi się tylko pierwszy, niepełny w dodatku, akapit, i jedno zdjęcie. Po wejściu na Twoją stronę wszystko widzę normalnie. Masz jakiś pomysł, co mogłoby być tego przyczyną i czy da się to jakoś naprawić? Bardzo nie chciałabym tracić kontaktu z Twoim blogiem :(

    Pozdrawiam!

    1. Style Digger Autor wpisu

      Może InoReader zmienił politykę i postanowił oddać ruch twórcom stron:)? Nie wiem co może być tego powodem, a inne blogi wyświetlają się normalnie? Z czytników polecam Feedly!

      1. Marysia

        Niestety, Feedley też testowałam i zupełnie mi nie podpasował. IR przypominaj mi świętej pamięci Czytnik Google…

        Inne blogi działają normalnie, odnotowałam podobną sytuację tylko z blogiem Azja od kuchni. Napiszę do supportu i dam Ci znać, może się kiedyś przydać.

        O swój ruch nie musisz się martwić, nawet jeśli nie wchodzę skomentować, to i tak kilkam z FB :P Swoją drogą, ciekawe, ile statystyk “traci się” przez czytniki.

        Pozdrawiam!

        1. lemonmaoam

          wydaje mi się, że jest to związane z “ucięciem” posta na stronie głównej bloga i wprowadzeniem opcji “czytaj dalej”. (tak przynajmniej wynika z moich obserwacji)

  9. Carla

    Śledzę Twojego bloga 2 lub 3 lata i muszę Ci powiedzieć, że bardzo się zmienił na przestrzeni lat. Nie tylko pod względem merytorycznym. Mam wrażenie, że ‘dorósł’. Jeden z tych blogów, gdzie na wpis czeka się z niecierpliwością. ;-)

  10. Hedgehog Girl

    Mimo że moda niekoniecznie mnie interesuje, czytam Cię od około trzech lat dla samej przyjemności czytania i chłonięcia Twojego podejścia do ubrań. Spodobał mi się tekst Grace o pokazywaniu się na pokazach mody i w związku z tym zastanawia mnie – i pewnie nie tylko mnie – jedna rzecz: dlaczego to nie Ciebie wysłano na NYFW…? Żałuję, że nie dane mi przeczytać właśnie Twojej relacji ;)

  11. Zuza

    Ja z innej beczki: jak mogę teraz obserwować Twojego bloga? Czy w ogóle mogę? Pisząc “obserwować” mam na myśli wyświetlanie go na bloggerze, bardzo by mi to ułatwiło sprawę :)

  12. mjuffily

    W komentarzach pod poprzednim wpisem czytałam, że planujesz z Ryfką wyprzedaż 22.09. Czy te plany są ciągle aktualne? Jeżeli tak to możesz tak ogólnie napisać czego będziecie się pozbywać? Planuję zakupy w weekend i nie wiem z czym się wstrzymać, a co mogę brać ;)
    Mam tylko cichą nadzieję, ze nie będziecie mieć jakichkolwiek butów w rozmiarze 36-37, bo większość swoich zostawiłam u Mamy w USA i dostanę je nie wcześniej niż za 4 tygodnie. Ocalały tylko niesamowicie zniszczone balerinki, w których podróżowałam i buty na zimę, których nie brałam… W związku z tym pewnie wzięłabym wszystkie pasujące, bo ja jestem trochę stuknięta, jeżeli o nie (buty) chodzi. Zresztą samo to, że wzięłam na 2 miesiące wakacji 8 par i na miejscu kupiłam jeszcze 5 świadczy wystarczająco o moich “problemach” ;) Co zrobić, Troopa boots od Maddena były w TJ Maxxie (W UK i PL TK Maxx) za 59$… i tak dalej i tak dalej.

  13. Domii

    Opisałaś książkę tak, że mam ochotę do Francji i przez Kanał do Anglii tylko po to, aby ją zakupić. Czytając twojego i jeszcze kilka innych blogów modowych coraz bardziej zagłębiam się w ten “światek” wszystkich fashionistów, projektantów itd. Jednak nie interesuje mnie on tak mocno jak relacje z pierwszej ręki, wspomnienia, coś rzeczywistego. Mam nadzieję, że polska publikacja się ukaże, a ja o niej nie zapomnę i kiedyś ją przeczytam.

    1. Style Digger Autor wpisu

      Przeglądałam w księgarni i w ciągu pięciu minut przeczytałam jakąś 1/3 – strasznie pusta się ta książka wydaje, dosłownie i w przenośni, i na pewno skierowana raczej do nastoletnich zagorzałych fanek. Moje pierwsze wrażenie – nie warto.

      1. mjuffily

        “Wywiad z Alexą Chung. Pada w nim, że książkę ‘It’ pisała dla piętnastolatek, szkoda że nie ktoś nie napisał tego na okładce, zaoszczędziłabym 17 funtów. Wywiad, chociaż to ‘Guardian’, też trochę na poziomie ‘Teen Vogue’, coś o chłopakach, coś o ubraniach. Chung powinna mieć lepszą książkę. I fajniejszy tekst.” Anna Gacek https://www.facebook.com/Powiekszenie.w.Trojce Naprawdę nie warto ;)

  14. agata

    Dzisiaj skończyłam czytać wspomnienia Grace, dziękuję za inspirację :-) Nie określiłabym ich jednak ani biografią, ani też autobiografią, wspomnienia mają to do siebie, że płyną dość swobodnym torem, poruszając tylko wybrane wątki :-)

Odpowiedz na „ZuzaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *