Leopard prints & ballerina skirt.

Rozkloszowana spódniczka baletnicy była obiektem moich zachwytów od czasów dzieciństwa- pamiętam, że Mama nigdy nie chciała mi takiej kupić, mówiąc że nie będę miała gdzie w niej chodzić. Moje marzenie spełniło się kilka dni temu, kiedy znalazłam takową w dziale dziecięcym H&M. Pani przy kasie dziwnie na mnie patrzyła, ale postanowiłam się nie przejmować. Ku mojemu zdziwieniu odkryłam, że pasuje do naprawdę wielu rzeczy, więc pewnie będzie się dość często pojawiać. Poniżej wersja z ukochaną panterką i skórzaną kurtką, które kontrastują z “przedszkolnością” spódniczki. Czytaj dalej

Little black dress

Tym razem w roli głównej mała czarna- spopularyzowana przez Coco Chanel, mnie jednak kojarzy się głównie z Audrey Hepburn w “Śniadaniu u Tiffany’ego“. Mimo tego, że nie lubię stwierdzeń w rodzaju “musisz to mieć”, “obowiązkowy element w szafie kazdej kobiety” itp., muszę przyznać, że prosta czarna sukienka naprawdę się przydaje- nie raz ratowała mnie z opresji pt. “nie mam w czym iść”. Podobno w klasyczne ubrania powinno się inwestować- moja sukienka pochodzi z H&M, ale sprawdza się znakomicie- nie mam do jej jakości żadnych zastrzeżeń. Czytaj dalej

Little denim dress.

Jestem bardzo wdzięczna panu Levi Straussowi za to, że w 1884 r. wpadł na pomysł uszycia granatowych spodni z materiału, którego używano wcześniej do produkcji namiotów. I to nawet nie ze względu na same dżinsy, ale na tę denimową sukienkę- noszę ją chyba najczęściej ze wszystkich moich ubrań. Jest niesamowicie wygodna, pasuje niemal do wszystkiego i nadaje się na prawie każdą okazję. Harel pisała ostatnio o kozakach/botkach noszonych do letnich sukienek. Dla mnie to zadanie nie do wykonania- nie wyobrażam sobie chodzenia w upał w kozakach ani tym bardziej zamarzania w zimne dni z powodu braku rajstop i cienkiej sukieneczki. Czytaj dalej

The White Stripes.

Smutne, ale prawdziwe- paski pogrubiają, zwłaszcza szerokie, w kontrastowych kolorach. Jest jednak na to lekarstwo- wersja oversize. I nikt już się nie połapie gdzie my a gdzie ubranie:) Moja koszulka jest tak naprawdę dłuższą tuniką, jednak noszę ją włożoną do spodni, przez co zyskuje oversizową formę. No i zawsze wkładam do niej chustę, same paski wydają mi się zbyt piracko-więzienne.A teraz gwóźdź programu- denim jacket. Dżinsowe kurtki zawsze kojarzyły mi się jak najgorzej- z zespołami disco polo, ewentualnie z dziewczynami w rożowych/niebieskich golfach, przecieranych dżinsach i butach do szpica. Czytaj dalej

Kurde Balans.

Ech…znów ukradłam koszulkę Guźcowi. I wcale nie zamierzam oddawać. A już na pewno nie oddam, dopóki nie znajdę do niej lateksowych legginsów, ewentualnie szarych bawełnianych. Hmm…chociaż jeżeli znajdę to tym bardziej jej nie zwrócę. Tak czy inaczej, uwielbiam duże t-shirty z nadrukami, zwłaszcza białe. Genialne w swej prostocie, mogą być bazą dla wielu zestawów. W chłodniejsze dni zakładam dodatkowo kardigan, skórzaną kurtkę albo marynarkę- ta na zdjęciu poniżej jest akurat wyjątkowo sztywniacka. To ta sama konwencja co nerdowe okulary- maniak komputerowy/ księgowa z 20-letnim stażem;) Czytaj dalej