The White Stripes.

Smutne, ale prawdziwe- paski pogrubiają, zwłaszcza szerokie, w kontrastowych kolorach. Jest jednak na to lekarstwo- wersja oversize. I nikt już się nie połapie gdzie my a gdzie ubranie:) Moja koszulka jest tak naprawdę dłuższą tuniką, jednak noszę ją włożoną do spodni, przez co zyskuje oversizową formę. No i zawsze wkładam do niej chustę, same paski wydają mi się zbyt piracko-więzienne.A teraz gwóźdź programu- denim jacket. Dżinsowe kurtki zawsze kojarzyły mi się jak najgorzej- z zespołami disco polo, ewentualnie z dziewczynami w rożowych/niebieskich golfach, przecieranych dżinsach i butach do szpica. Czytaj dalej

Kurde Balans.

Ech…znów ukradłam koszulkę Guźcowi. I wcale nie zamierzam oddawać. A już na pewno nie oddam, dopóki nie znajdę do niej lateksowych legginsów, ewentualnie szarych bawełnianych. Hmm…chociaż jeżeli znajdę to tym bardziej jej nie zwrócę. Tak czy inaczej, uwielbiam duże t-shirty z nadrukami, zwłaszcza białe. Genialne w swej prostocie, mogą być bazą dla wielu zestawów. W chłodniejsze dni zakładam dodatkowo kardigan, skórzaną kurtkę albo marynarkę- ta na zdjęciu poniżej jest akurat wyjątkowo sztywniacka. To ta sama konwencja co nerdowe okulary- maniak komputerowy/ księgowa z 20-letnim stażem;) Czytaj dalej

Flo&fringles. Hippie a little bit.

Jak tylko zobaczyłam ten pokaz Dolce&Gabbana, natychmiast wyruszyłam na poszukiwania letniej sukienki w kwiatki. Najlepiej zszywanej z różnych kawałków materiału, patchworkowej. Byłam w Stradivariusie, H&M, Zarze, Pull&Bear, no wszędzie i nic nie znalazłam. Były albo za długie, albo za krótkie, za wąskie albo zbyt workowate, no i najczęściej przeźroczyste. Aż w końcu, w akcie desperacji, odwiedziłam New Yorkera, sklep który uważam za świątynię kiczu i tandety i..znalazłam! Jest dokładnie taka, jakiej szukałam. Czytaj dalej

Guziec’s t-shirt.

Co jakiś czas nachodzi mnie refleksja, że może warto mieć mniej rzeczy, ale porządnych, dobrze wykonanych. Z lepszych materiałów, no i z jakims snobistycznym logiem;) Szybko mi to jednak przechodzi, kiedy:a) obliczę ile rzeczy z Zary czy H&M mogłabym mieć za jeden marny tiszercik „z wyższej półki”.b) zobaczę jak wygladają te ubrania- albo klasyka albo przynajmniej jednosezonowe opóźnienie- dochodzę do wniosku, że do Polski wysyła się chyba to, co nie sprzedało się w zeszłym sezonie. W wyścigu nadążania za trendami takie sklepy przegrywaja z sieciówkami w przedbiegach, przynajmniej w Polsce.c) stwierdzę, że wcale aż tak bardzo mi na tym nie zależy i wolę jednak miec DUŻO ubrań;).Ale, ale…! Od czego jest Guziec. Mój niezwykle rozważny chłopak rozsądnie wydaje pieniądze i dlatego w jego szafie znajdują sie takie okazy jak np. pasiasta polówka Ralpha Laurena. Na nim to zwykła koszulka, na mnie wyglada jak sukienka do gry w tenisa, ale i tak ją uwielbiam. Połączona z brązowymi dodatkami tworzy bardzo wygodny zestaw na codzień w nieco marynarskim stylu. Całość stylizacji wieńczy mój ulubiony kapelusz, w którym ostatnio ciągle chodzę. Strój jest więc przekrojowy- od Ralpha Laurena, przez Cubusa i Zarę, po second hand:)


t-shirt- Ralph Lauren

cardigan- Cubus

bag- Zara

belt- second hand

hat- second hand

shoes- Jennifer Taylor

photos by Michał

Inspiration: Wild West

Ostatnio inspiruje mnie Dziki Zachód, Indianie i kowboje, flanelowe koszule, zamsz i frędzle. Ihaaaa. Jakiś czas temu zrobiłam spory zapas ubrań i dodatków nawiązujacych do westernowego stylu, więc będą się pojawiać. Nie wszystkie na raz oczywiście, nie chciałabym wyglądać jak gwiazda country:) Tak a propos westernu, w marcu, będąc we Włoszech, kupiłam Vogue i…zwariowałam! Pomijając jego oczywistą przewagę nad wszystkimi polskimi magazynami o modzie, urzekła mnie sesja Bruce’a Webera. Czytaj dalej