Mój osobisty regulamin na 2017 – dlaczego warto go zrobić?

Codziennie podejmujemy dziesiątki decyzji. Małych i dużych.

Który z trzydziestu serków wziąć ze sklepowej półki? Iść na siłownię czy nie iść? Powiedzieć komuś, że nie podoba nam się jego zachowanie czy siedzieć cicho? Dawać pieniądze na ulicy czy nie?

To męczy, zabiera czas i wyczerpuje nasze rezerwy silnej woli. Codzienne drobiazgi wysysają z nas tyle energii, że brakuje jej nam na rzeczy naprawdę ważne.

Jest sposób, żeby choć trochę sobie z tym pomóc. Cześć decyzji możemy zautomatyzować, tworząc osobisty regulamin.

To ustalone przez nas samych zasady funkcjonowania, które ułatwiają nam życie. Każdy z nas do pewnego stopnia ma taki prywatny system w głowie, taką samą funkcję spełniają normy społeczne.

Osobisty regulamin pozwala pociągnąć to jeszcze dalej i wykorzystać korzyści płynące z jasnych zasad do poradzenia sobie ze sprawami, które nas frustrują, męczą, wprawiają w paraliż decyzyjny.

Nie w każdym przypadku, bo nie wszystko w życiu da się posortować na czarne i białe i nie wszystko należy, ale na pewno często.

Pokażę Wam, jak to wygląda u mnie. To kilka przykładowych zasad z mojego regulaminu:

  1. Nie chodzę na pokazy mody, prezentacje, śniadania prasowe ani żadne inne wydarzenia promocyjne organizowane przez marki dla blogerów. Zwyczajnie szkoda mi czasu, takie eventy w żaden sposób nie przyczyniają się do rozwoju mojego biznesu, no i zwykle są potwornie nudne, szczególnie dla kogoś, kto nie znosi small talków o niczym.
  2. Nie odpisuję na wszystkie maile. Dostaję ich bardzo dużo i żeby móc odpowiedzieć na wszystkie, musiałabym nic innego nie robić. Staram się odpowiadać na te, gdzie czuję że naprawdę mogę komuś pomóc, zwykle odpisuję też na te konkretne – bardzo często zdarza się, że mail ma trzy strony, a na końcu nie bardzo wiadomo, czego nadawca właściwie oczekuje. Zaakceptowałam fakt, że nie odpiszę na wszystkie i nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia.
  3. Wybieram 1-2 organizacje charytatywne, które chcę wspierać w danym roku na blogu czy w social mediach i faktycznie się w tę pomoc angażuję. Dziesiątkom innym organizacji, które się ze mną kontaktują, czasem charytatywnych, czasem CSRowych, odpisuję, że dziękuję, ale nie uda mi się w tym roku zaangażować wizerunkowo.

Kiedy jest siedemnasta, a moja skrzynka pęka w szwach, nie czuję, że mój dzień pracy był porażką. Zamiast ślęczeć nad komputerem, wrzucam go do szuflady ( i dla odmiany ślęczę nad książką albo drutami).

Kiedy przychodzi mail z prośbą o napisanie na blogu o jakiejś (często słusznej) inicjatywie, nie czuję się jak najgorszy człowiek na świecie, odmawiając.

W 2017 roku dorzucam do tych zasad dwie kolejne.


Nie kupuję ubrań w sklepach


Postanowiłam zrobić sobie roczny eksperyment i nie kupować nowych ubrań. Jak będę czegoś potrzebować, zawsze zostają mi second handy, które uwielbiam i w których potrafię znaleźć wszystko. Mogę też zanieść materiał do krawcowej i uszyć coś sobie na miarę.

Zdecydowałam się na tę zmianę z kilku różnych powodów.

Po pierwsze, mam wszystko, czego potrzebuję, więc zakupy w sklepach są mi niepotrzebne.

Po drugie, to moja osobista forma mierzenia się z ogromną ilością tekstylnych śmieci, które wciąż i wciąż produkujemy. Nawet jak popłynę w second handzie i kupię za dużo, to ucierpi na tym najwyżej moja szafa i portfel, ale nie środowisko.

Po trzecie, chciałam spróbować czegoś nowego i rozpromować kupowanie w second handach.

Ograniczyłam tę zasadę do ubrań, bo jak rozklei mi się sandał, to wolę kupić go w sklepie. Chciałam też w przyszłym roku przetestować buty czy torebkę ze sztucznej skóry, produkowane przed dość drogie, najczęściej skierowane do wegan marki. Jestem ciekawa, czy faktycznie różnią się czymś od powszechnie stosowanej, taniej “ekoskóry”. Sporo osób mnie o to pyta, więc chciałabym mieć jakieś doświadczenia, no i sama też jestem ciekawa.

Będę na pewno raportować, jak mi idzie!


Nie przyjmuję darów losu


Po drugie, nie przyjmuję tzw. darów losu. To przesyłki wysyłane blogerom czy dziennikarzom przez marki lub agencje. Teoretycznie niezobowiązujące, ale wysyłane oczywiście z nadzieją na publikację.

Od dawna nie przyjmuję “paczek-niespodzianek”, ale nawet, jak wiem, co zawiera przesyłka, to zwykle odmawiam. Od czasu do czasu się jednak zgadzałam, zwłaszcza jak pisała do mnie młoda, polska marka. Oczywiście bez gwarancji publikacji.

W przyszłym roku nie będę już tego robić, bo takie ustalenia zabierają czas, podobnie jak namierzanie kuriera czy odbiór na poczcie, nie mówiąc już o pozbywaniu się przedmiotów, które się nie sprawdziły – a odpowiedzialność za swoje śmieci to dla mnie ostatnio ważny temat. Do tego przesyłki zagracają mieszkanie i wiążą się z masą odpadów – owinięty siedmioma warstwami folii gigantyczny karton z małą paczuszką w środku to standard.

To była trudniejsza decyzja niż ta z ubraniami, bo mój wewnętrzny chciwek trochę stawiał opór. Od czasu do czasu takie paczki zawierają coś naprawdę fajnego, jak porządne kosmetyki. Wyobrażam sobie też, że odmowa może się też wielu osobom nie spodobać.

Jest jednak dużo rzeczy związanych z darami losu, które mi się nie podobają i czuję, że wymaga to radykalnej decyzji.

Poza tym wątpliwości i poczucie dyskomfortu to dobry znak. Gdyby tak łatwo było coś zmienić na lepsze, wszyscy bylibyśmy chodzącymi ideałami. Zmiana przyzwyczajeń jest trudna, niepopularne decyzje też!


Jak stworzyć osobisty regulamin?


Przy ustalaniu takich zasad ważne jest, żeby jasno, choć uprzejmie, je komunikować i niepotrzebnie się nie tłumaczyć. Ja na przykład przygotowałam sobie zwięzły szkic wiadomości, który wysyłam w odpowiedzi agencjom:

“Bardzo dziękuję, ale od 2017 r. nie przyjmuję tego typu przesyłek.

Dziękuję za zrozumienie, pozdrowienia,

Joanna”

Warto też nie komplikować sprawy niepotrzebnie i na początek zacząć od jednej czy dwóch zasad. Najprościej jest je stworzyć w tych trzech krokach:

  1. Zastanów się, co Ci przeszkadza, co wtrąca w paraliż decyzyjny, z czym się często boksujesz, czego masz dość.
  2. Sformułuj zasadę postępowania w tych sytuacjach, prosto i zwięźle.
  3. Trzymaj się zasady, komunikuj ją jasno i bez zbędnego tłumaczenia się, a potem ciesz się odrobinę uproszczonym życiem.

Doskonałą instrukcję napisała też moja ulubiona Alexandra Franzen, znajdziecie ją tu.

 


 

Dajcie znać czy macie jakieś swoje żelazne zasady, którymi się kierujecie. Albo w drugą stronę – czy są jakieś drobne aspekty codzienności, które Wam nie odpowiadają i czujecie że jasna zasada mogłaby pomóc?

 

 

 

 

157 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. Asia

    Genialny pomysł :D prosty a – dla mnie – rewolucyjny. Nigdy nie pomyślałam o takim regulaminie, a przydałby mi się bardzo. Wielkie dzięki za ten wpis! Komentarz cały rozentuzjazmowany, ale serio czuję, że taki regulamin sporo mógłby zmienić w moim życiu

  2. Asia

    Od 5 lat nie kupuje ubrań w sklepach- poluję na używki na portalach aukcyjnych (mieszkam w Londynie, ebay UK to skarbiec dobrej jakosci markowych ciuchow. Da się. Wbrew pozorom nie wygladam jak mniszka w burej wlosiennicy, lubie kolory, wzory i dobrej jakosci tkaniny i kroj. Z racji zawodu musze ubierac się dosc formalnie, więc z dzika satysfakcja przyjmuje komplementy angielskich wspolpracowniczek (gdyby tylko wiedzialy, że wiekszosc ciuchow jest w cenie ponizej Primarka). Do najwiekszych sukcesów zaliczam suknie z metka £210, kupiona za £11, sandalki za £5 (cena w sklepie £115) i… dużo by tu wymieniac. Żeby było zabawniej, charity shopy i second handy sa dla mnie nie do ogarniecia- nie umiem się odnalezc i cos sensownego wybrac, namiar rzeczy mnie oglupia :)
    Zwiazane z takim podejsciem nadwyzki pieniezne sa bardzo znaczace, a poczucie kontroli nad wlasnym konsumpcjonizmem- bezcenne. Przestalam lazic po sklepach i kupowac z nudow niepotrzebne nikomu ‚must haves’- na dluzsza mete każda shopping trip pozostawiala uczucie niedosytu (to i to i tamto by się przydalo) a jednoczesnie zmeczenia- ciuchy wrecz wylewaly się z szaf i momentalnie nudzily. Zamkniete kolo- im wiecej kupowalam tym mniej mialam w co się ubrac. Teraz wole kilka dobrej jakosci ubran niz mase tanich (wrecz jednorazowych) szmat.

    1. Kasia

      Od zaopatrywania się w ciuchy w second hendach powstrzymuje mnie jedynie moja nieporadność w takich miejscach. Czuję się tam zawsze jakaś taka zahukana – ciągle ktoś się przepycha, ledwo coś odłożę, już to znika… dla mnie to masakra :D

    2. Karolina Kacprzak

      moim hitem jest sukienka Vivienne Westwood z metką 560 euro, którą kupiłam dokładnie za 21zł :D ale ja buszuję po lumpeksach, uwielbiam to :) w sklepie kupuję mniej więcej raz na rok, zazwyczaj spodnie i buty, bo tych nigdy nie udało mi się upolować w second handzie.

  3. Hania Ananas

    Fajny pomysł z regulaminem, chociaż w gruncie rzeczy to bardzo podobna idea do popularnych postanowień noworocznych. Z mojej strony na pewno muszę podjąć radykalne kroki w obszarze koncentrowania się na jednej rzeczy w danym momencie. Od wielu miesięcy obserwuję, jak sama siebie rozpraszam, a to powiadomienie o nowym mailu, a to na FB coś mnie zainteresowało, kliknęłam w link, stamtąd przeniosłam się na następną stronę, a potem jeszcze następna i jeszcze następna… I tak odnajduję siebie na jakimś zagranicznym blogu o kuchni wegańskiej, gdzie nawet nie jestem weganką i nie jestem w stanie zrozumieć, co mnie na tą stronę przywiodło. Od pewnego czasu starałam się w myślach odtwarzać drogę, którą przebyłam na daną stronę, aby dotrzeć do początku i przypomnieć sobie, co miałam w danej chwili zrobić. Nie raz łapię się za głowę, jak bardzo potrafię oddalić się od jednej ścieżki przez jeden news w social media…

    Co ciekawe, już prawie rok temu dokonałam czystki w stronach, które obserwuję (http://www.pineap.pl/2016/01/doznalam-olsnienia/), a nawet w gronie znajomych – przestałam follować większość znajomych, marek, blogerów i wróciłam do opcji zakładek w przeglądarce. Wchodzę na danego bloga wtedy, gdy faktycznie mam czas na czytanie.

    Ale to nie wystarczyło i myślę, że tworząc regulamin (do czego mnie zachęciłaś), na pewno skupię się właśnie na tym. Aby popracować nad swoją koncentracją i eliminować łatwe pułapki, które powodują moją dekoncentrację.

    Dzięki za inspirację :)
    Pozdrowienia
    Hania z http://www.pineap.pl

    1. Karola

      Eh skąd ja to znam. Mam cały wieczór wolny, mam się uczyć lub poczytać książkę, włączam fejsa na 5minut a budzę się po 5 godzinach- zmęczona, zdenerwowana i rozczarowana zmarnowanym czasem. Co więcej, zauważyłam że FB zdecydowanie pogarsza mój humor- od nadmiaru chwalb, idealnych zdjęć z idealnych światów moich znajomych kręci mi sie w głowie. Stąd zastanawiam się nad usunięciem konta (niestety sprawy zwiazane z np uczelnia sa zalatwiane tylko tam). Ale rowniez potrzebuję radykalnego kroku, bo męczy mnie to ile czasu straciłam w tym roku na samego fejsa..

      1. Hania Ananas

        Uwierz mi, że gdyby nie to, że pracuję jako social media manager, już dawno skasowałabym konto :( Niestety na tym opiera się moja praca. Pozostaje mi zatem opcja skrupulatnego czyszczenia newsfeeda ze śmieciowych treści.

          1. Monika Gabas

            Dla wyjątkowo opornych od siebie polecę dodatkowo wtyczkę Stay Focusd, która pozwala na ustawienie maksymalnego czasu spędzanego w danej witrynie w ciągu dnia. Tworzysz listę takich stron na cenzurowanym i po upływie czasu, masz zablokowany dostęp.

            1. Mari

              A mnie bardzo pomogło korzystanie z groups, najczęściej tam jest to, czego potrzebuję, więc na zwykłego fejsa nawet nie wchodzę. Może to jest jakieś rozwiązanie?

      2. Ana

        Słyszałam o aplikacjach, za pomocą których można sobie dobrowolnie ograniczyć dostęp do fejsa. Może to się sprawdzi?

      3. Agnieszka

        Joasia już pisała o wtyczce, naprawdę warto ją zainstalować. Ja od roku ograniczyłam sobie fb i jestem z tym dużo szczęśliwsza. Mam wtyczkę, która mi blokuje news feed, ale widzę powiadomienia itd. Dodatkowo, NIE WCHODZĘ na fb w pracy. Odinstalowałam także aplikację fb z telefonu (zostawiłam tylko messages) i nie tracę już czasu na siedzenie w telefonie przed spaniem, tuż po obudzeniu i w kiblu ;) Od czasu do czasu (raz na tydzień, raz na dwa tygodnie) wpadam na fb i sprawdzam co tam moi znajomi powypisywali i zawsze mam poczucie, że to stracony czas.

    2. Iggi

      Co do popłynięcia w necie to chyba nikt mnie nie przebije. Szukałam ciekawego dokumentu o Australii, a skończyłam na oglądaniu porodu świnki morskiej… Zdecydowanie trzeba kontrolować czas i panować nad tym co robimy w sieci

      1. Ewelina

        Iggi może mało konstruktywny komentarz ale….. hahahahahaha, bosko! będę do tego wracać chcąc poprawić sobie humor w gorszy dzień

      2. dddd

        hahahahahahahahaahahahahahaahahahahahaahaahahahaahha przysięgam, ze popłakałam sie ze smiechu!!!!!!!! hahahahahaahahahaahahaahhahahaahaha dawno mnie nic tak szczerze nie rozbawilo hahahaahahahahahaah

  4. almondcake

    Omatkobosko, stworzyłam sobie regulamin i powiesiłam go na drzwiach dwa tygodnie temu :D U mnie też skupia się na celach, które chcę osiągnąć, czyli np płynne porozumiewanie się po portugalsku.

  5. lili

    Oooj mam chyba mentalny regulamin :) – np. Póki swiat się nie wali, nie ma rzeczy absolutnie tak pilnych, żebym musiała się naprawdę stresować ;) (to aprolcz a nie ignorancja ;) Nie chodzę na omprezy bożonarodzeniowe z pracy. Dużo jedzenia i picia za darmo, ale jak nie lubi się smoltokow – cóż. To pod-zasada głównej zasady – jeśli nie masz ochoty angażować się w społeczne aktywności z ludzmi, którzy nic nie wnoszą do twojego życia – nie rób tego. Świat się nie zawali bo nie robisz czegoś co „wypada”, niektórzy nawet nie zauważa, a ty będziesz szczesliwsza, spokojniejsza i bardziej zrelaksowana :).
    A wlasnie, jeszcze -nie trać energii na ludzi, którzy nie wnoszą do twojego życia nic dobrego. Niby egoistyczne, ale dobrzy ludzie zarażają i inspirują, neutralnie wymagają uwagi, a pozostali Asia energię energię i wyczerpują. Po co się meczyc?

    O mój temat poryszylas: buty wegańskie. Moze napiszę parę słów, bo w sumie sama nie znam osob, które mogłyby mi w tej kwestii doradzic. Noszę wege buty od ok 8-9 lat. Przygody z tanimi markami były bardzo zle. Drogie marki sa… drogie ale w kontekście ilości sezonów mają sens. mogę potwierdzic, tak jak zwykle buty trzeba czasem zanieść do szewca, lecz różnica jest ogromna w porównaniu z tanimi butami z Deichmann a itp. Zarówno jeśli chodzi o jakosc jak i wygodę i trwałość. Zwykle zamawiam na http://www.avesu.de z przesyłką do polski (sklep z Berlina), sezonowo jest sporo wyprzedaży więc warto tam zaglądać zanim wyprzedażą twój numer, ale ja tez mam bardzo typowy rozmiar i wszystko dobrze na mnie leży. Marki które noszę 3-4 sezon to novacas (2 pary sandałów/obcasów w tym jezuski. Casualowe i uwielbiam te modele) johny vegan (chyba tak jakoś – zimowe czarne buty 3sezon takie oficerki za kostkę ,wygodne ciepłe nie obcieraja palcow), niezniszczalne 8cm szpilki na każde wesele itp firma nae. Sukienki zawsze kupuję pod kątem tych butów bo nie mam innych. Koniec. Mam też dwie pary sportowych butów -native(uwielbiam absolutnie noszą się pieknie) i etnies białe ale te ostatnie szalenie ciężko się piora, wygodne bardzo ale polecam tylko ciemne kolory, mogłabym się obyc+1buty na silownie/biegania mam chyba z 5lat. +Kalosze no name allegro od 6 lat? Koniec. Aktualnie -wszystkie są w bardzo dobrym stanie więc nie przewiduje zakupów na przyszły sezon. Zimowe wymagajac będą szewca pewnie w lutym, mają 3cm obcas ktory się ściera i sznurowadło się przerwało ale sam but bez zarzutu. W Londynie dostaniesz też buty Vegan Willis,piekne klasyczne modele, pewnie bralabym gdybym potrzebowala I vegetarian shoes, te z kolei mi się nie podobają wizualnie, ale podobno bardzo trwałe. Inne marki widziałam też w sklepie stacjonarnie w Kolonii (biloveg coś z jakichś struktur ananasa czy czegoś takiego -but wygląda jak pomarszczona … Papier…? Cóż.. może i eko ale czy funkcjonalne nie wiem. Oraz fairfitters -ae nie wiem o nich wiele poza tym że sà, nie wypowiem się). Sportowe i casualowe buty zwłaszcza typu espadryle można z powodzeniem szukać na Zalando i w sklepach (Toma czy vagabond ma specjalne linie wegańskie podobno), cała reszta to niedostępne rarytasy.jesli lubisz mierzyć zaplanuj wyjazd do Berlina lub Londynu :)

      1. WALLBA

        i Ty i Asia spadłyście mi z nieba z wegańskimi butami! wolałabym jakieś lepszej jakości niż ekoskóra powszechnie dostępna. Będę czekać na recenzję z utęsknieniem!

    1. Style Digger Autor wpisu

      Oo, posprawdzam i pooglądam na pewno, ogromne dzięki! Native z pianki też mam i są ekstra, sto razy lepiej się w nich chodzi, niż w ciężkich zimowych traperach – kupiłam je na spacery z psem:)

    2. Zagubiony omułek

      Zainteresował mnie Twój komentarz bo przymierzam się do kupienia drogich wege butów. Do tej pory kupowałam w deichmannie i ew innych sieciowkach. Ale 3-4 sezony -wydaje mi się , że to mało. Ja deichmannowe nosze 1,5 roku do 2 lat (mówię o latach a nie sezonach, bo np w polbutach chodzę cały rok, oczywiście latem w chłodniejsze dni itp). Chodzę dużo na piechotę i niezbyt dbam o obuwie. Więc się zaczęłam zastanawiać czy faktycznie się opłaca…

      Do listy sklepów dodałbym polski Fairma – stacjonarnie w Krakowie i online.

  6. Pat

    Świetny pomysł, zdecydowanie bardziej konkretny niż postanowienia noworoczne i taki action oriented nawet jesli coś odcinamy. Od początku roku odcięłam się od wszelkich portali plotkarskich i newsów ze świata – kojące doznanie. Co do zakupów, w Internecie, daje sobie czas 24h na decyzje, nie od razu – pisałaś też o tym ostatnio. W nowym roku, a w zasadzie od teraz postanowiłam nie surfować po sieci przed spaniem, a znaleźć jakieś ćwiczenia na wyciszenie, może cos relaksującego czy medytacyjnego – zaczynam od jutra, dobranoc :)

  7. Gosia M.

    U mnie to też temat na tapecie. Niedawno namierzyłam rzeczy, które mnie frustrują. Powoli wprowadzam zmiany, ale często stare przyzwyczajenia biorą górę. Zaczynam od siebie. 1) Będę prosiła o pomoc. O dziwo (Serio, kto by pomyślał? Jak się okazuje napewno nie ja :) ) szybciej i łatwiej znajdę rozwiązanie problemu, jeżeli przyznam, że potrzebuję wskazówek.
    2) Nie bębę udawać, że czuję się świetnie.
    Od ponad pół roku mieszkam za granicą. Zdaję sobie sprawę, że to co czuję, to nic innego jak klasyczny przypadek home sickness ( wczoraj uczyłam się na pamięć Inwokacji…mam nadzieję, że mój stan się nie pogarsza ;) ) i nie pomagało, kiedy utrzymywałam, że czuję się wspaniale i wszystko ogarniam.
    3) Tęskie za moimi dziewuchami w Polsce. Skype mega pomaga, ale nie wystarcza. Dlatego postanowiłam bardziej udzielać się na platformach interentowych, które zawsze lubiłam. Zawsze to więcej kumpelek w kraju i nie musimy się przejmować planami dnia, różnicami czasu, żeby pogadać o szminkach i filmach. Także przygarnijcie kropka :)

    1. Anna Katarzyna

      Jesteś dzielnym pionierem polskiej dziewczęcej społeczności, szerz naszą polską dziewczęcość na skrajach cywilizacji ^^

    2. Marta

      Jeżeli Ci to jakoś pomoże – ja będąc na pierwszym roku studiów ( poza rodzinną miejscowością ) popłakałam się, kiedy przypadkiem stłukła mi się szklanka, którą dostałam od mamy. Serio ;)

    3. Gosia

      Gosiu ja miałam bardzo podobnie! Studiując w Anglii i strasznie tęskniąc za Polską i ludźmi, których tam zostawiłam siedziałam na plaży, czytałam Pana Tadeusza i też recytowałam w myślach Inwokację! :)))

  8. Izabela Łęcka-Wokulska

    Bardzo dobre postanowienie. Ja postanowiłam nie recenzować więcej niż 6 książek miesięcznie, bo nie mam czasu na własne lektury, ale nie wiem, czy to się uda, bo mi w tym ‚mój chciwek’ się odzywa. Dobre słowo. Podoba mi się.
    Pozdrawiam

  9. glonojad

    Kurcze, genialny temat! Zdecydowanie stworzę i wprowadzę sobie taki regulamin w życie. A poza tym wielki szacun za Twoją decyzję o nieprzyjmowanie darów losu, podczas gdy większość bierze gdyż „czemu nie” albo „byłabym idiotką gdybym nie wzięła” i biorą non stop jak leci, Ty masz tutaj swoje jasno określone zdanie.
    Nie no, naprawdę fajna osóbka z Ciebie :)

  10. Em

    Super, że chcesz przetestować wegańskie buty czy torebkę dobrej jakości! Pomijając kwestie etyczne, produkcja skóry jest mocno obciążająca dla środowiska. Sama teraz zniechęcona sieciówkowymi torebkami postanowiłam zainwestować w coś lepszego – zdecydowałam się na markę Matt&Nat, na promocji w całkiem korzystnej cenie, no i plusem jest to, że zrobiona jest z recyclingowych butelek. :) Zobaczymy jak się sprawdzi – mam nadzieję, że na trwałość jednak większy wpływ będzie miała jakość produktu, a nie to czy jest wykonany ze skóry naturalnej. Pozdrawiam i czekam na opinię w tej kwestii!

  11. Wu

    Spójne wizerunkowo w twoim przypadku byłoby również zrezygnowanie w 2017 z umieszczania w postach linków afiliacyjnych.
    Skoro nadmierna konsumpcja i przyległe jej zjawiska są dla Ciebie problemem (zdecydowanie to rozumiem i się z tym zgadzam) na tyle, że rezygnujesz z zakupów odzieżowych i z darmowych przesyłek, żeby nie generować śmieci, sporą hipokryzją byłoby namawianie do zakupów czytelników bloga. Tym bardziej, że ci, którzy tu są, przyszli prawdopodobnie dla minimalizmu i slow life, a nie poradników zakupowych, które są teraz na co drugim blogu.

    1. marmolada

      A ja się nie zgodzę. Ja przechodzę/ przeszłam (no bo trudno jednak określić taki moment, w którym można uznać to za „zakończony” proces) na minimalizm i slow life – powiem szczerze, że bardzo lubię te poradniki u Styledigger. Przecież jasnym jest, że nie dostajemy sygnału „masz i kup to”, ale raczej ratunek w sytuacji, kiedy już naprawdę trzeba coś kupić – np. na wesele. Szczególnie, że ja zupełnie nie orientuję się, co jest właśnie w sklepach i zwyczajnie szkoda mi czasu na przeglądanie sobie stron internetowych. Mi to odpowiada, bo odpowiada mi gust Asi, a także to, że jasno opisuje daną rzecz pod względem zalet, wad, składu – w życiu nie nazwałabym tego typowym poradnikiem zakupowym, to majstersztyk! :-)

      1. marmolada

        Co więcej – przyszło mi jeszcze do głowy – stworzyła się taka ciekawa społeczność dziewczyn, kobiet o podobnym guście i podobnych poglądach na temat kupowania, ja np. ostatnio w końcu musiałam kupić jakiś płaszcz i chętnie zajrzałam do poradnika Styledigger. Moją uwagę przykuł jeden, a z dyskusji dowiedziałam się, że ma nietypową rozmiarówkę – ktoś już go kupił i podzielił się swoją opinią.

        Rozpisuję się trochę, ale po prostu chciałabym zaznaczyć, ze nic nie jest tylko czarne, albo tylko białe – poradnik zakupowy nie jest „be” tylko dlatego, że nim jest. Zgodzę się, że większość spotykanych w sieci to bezmyślne, głupie listy przypadkowych rzeczy, ale odnoszę wrażenie, że te u Styledigger są naprawdę mocno przemyślane, dopracowane i zwyczajnie dobre w sytuacji, w której mogą pomóc.

        1. Wu

          Estetycznie są z pewnością super dopracowane :) ale pod kątem slow life, fair trade, składu – już niekoniecznie. Wbrew pozorom klikam i czytam, nie oceniam książki po okładce.
          Poza tym – dzięki za tak długi, przemyślany i sympatyczny komentarz, ale umknęło Ci sedno. Nie poradniki zakupowe mi zgrzytają, ale spójność (pisała o niej w tym tygodniu Minimal Plan, która Joanna kilka razy polecała i z wzajemnością). Wypowiedziałam się na temat posta mówiącego o planach autorki na 2017, po których widać, że w kwestii świadomości konsumenckiej i ekologicznej idzie w bardzo dobrą stronę. Tyle że promowanie konsumpcji przy jednoczesnym jej unikaniu pasuje jak pięść do kożucha. Nawet, jeśli poradnik uważasz za naprawdę przydatny, nie będzie tak, że skorzystają z niego jedynie te osoby, które bez konkretnych spodni czy butów będą miały nieudane wesele czy wyjazd. Ileś osób kupi i będzie zachwyconych, część odwiesi kupiona sukienkę do szafy i założy raz, a potem sprzeda w internecie lub wrzuci do kontenera, a jeszcze inne będą wkurzone, jak w przypadku pewnego sklepu, którego nazwa zaczyna się na le, a kończy na redoute. ;)

          1. Style Digger Autor wpisu

            Wu, poradniki zakupowe pod kątem składu odpowiadają temu, jak ja robię zakupy i jakie składy sprawdzają się u mnie. Nie muszą odpowiadać wszystkim, ludzie mają różne preferencje i potrzeby. Sama też nie kupuję odzieży Fair Trade, trudno mi sobie to w ogóle wyobrazić w masowym wydaniu, biorąc pod uwagę mnogość elementów, które się na ubranie składają.

            Poradniki zakupowe na pewno będą się w przyszłym roku pojawiać, bo po pierwsze służą wielu osobom. Jasne, ktoś może zrobić na ich podstawie nieprzemyślane i niepotrzebne zakupy, ale ja nie mam na to wpływu – zawsze piszę o tym, jak moim zdaniem warto robić zakupy, ale nie odpowiadam za czyjeś decyzje. Tak samo może zadziałać zdjęcie wrzucone na instagram, które linka afiliacyjnego nie zawiera.

            Dla mnie to jest na ten moment spójne, i to się dla mnie liczy – to w końcu mój blog. Rozumiem, że zawsze komuś coś się nie będzie podobało, czy to czytelniczce, czy innej blogerce, ale to moja ocena jest kluczowa. Nie ma obowiązku, żeby się z nią zgadzać, tak samo jak nie ma obowiązku lektury bloga.

            Mam wrażenie, że zarabianie na blogach cały czas jest problematyczne i nie byłoby takich dyskusji, gdyby linki nie były afiliacyjne. Tymczasem to jeden z bardziej sensownych sposobów zarabiania na blogu, który pozwala odrzucać wszystkie oferty współpracy z markami, które blogerowi nie odpowiadają w stu procentach, z korzyścią dla czytelnika. I na ten moment będę się go trzymać, ale nie mówię że w przyszłości nie zmienię zdania.

            1. Style Digger Autor wpisu

              A i jeszcze – moim celem jest popularyzowanie idei slow fashion. Chcę pokazać ludziom, że to może być fajne, przyjemne, nie za trudne. Nie jest moim celem analizowanie składu pierwiastków wchodzących w skład danego włókna albo samobiczowanie się za kupienie czegokolwiek innego niż organiczna bawełna. Można to robić, ale mnie takie ortodoksyjne podejście nie zachęca. I absolutnie niemożliwe jest wprowadzenie takiego podejścia do szerszej świadomości, to kompletnie nierealistyczne – to jakby Ewa Chodakowska kazała wszystkim biegać ultramaratony.

              Podejście „super że nie kupujesz ubrań, ale musisz jeszcze poprawić to, to i to” przypomina mi pojazd wegan po wegetarianach. Zamiast cieszyć się, że ktoś robi krok w dobrą stronę, demotywujemy. A można to robić dużo fajniej – jak Jadłonomia.

            2. Wu

              Standardowe. „Nie ma obowiązku lektury bloga”, „pojazd”, „ortodoksja”, „samobiczowanie”, „analiza pierwiastków”. Nie, moja droga. Spójność i uczciwość wobec czytelnika.
              To nie jest „podejście <>”, to jest podejście „skoro deklarujesz, że nie będziesz kupować, przestań zachęcać do tegoż kupowania innych”. Albo „skoro napisałaś dwie książki o mądrym kupowaniu, nie zachęcaj do zakupów mechacących się płaszczy z poliestru”. Całe to zarabianie na blogu nie jest tak problematyczne ani powszechne jak hipokryzja i brak umiejętności czytania ze zrozumieniem.
              Równie dobrze mogę napisać i ja: zamiast cieszyć się, że ktoś czyta zarówno twojego bloga, jak i blogi, które polecasz, stosujesz manipulacyjne sztuczki blogerów nieradzących sobie z rzeczywistością, do której przykładają rękę. Ale to byłaby twoja retoryka, a ta na tyle mi nie odpowiada, że nie mam zamiaru jej stosować.

            3. Ania

              Asiu bardzo lubię czytać Twoje wpisy, nie traktuje ich jak prawdy objawionej i nakaz tylko jak inspiracje i bodziec do własnych przemyśleń.
              Wszystkim obecnym w tym wątku proponuję jednak poddać się magi Świąt (chociaż już po Świętach :-) ).
              Pozwolę sobie napisać to co pisałam w tym roku wszystkim w życzeniach świątecznych i tych z okazji Nowego Roku:
              Niech więcej nas łączy niż dzieli.
              Pozdrawiam wszystkich gorąco

          2. Mia

            W pełni zgadzam się z Wu. I nie chodzi o to, że bloger czy blogerka zarabia na liku czy nie. Chodzi o podejście do czytelnika, któremu z jednej strony mówi się: „nie kupuj bez potrzeby”, „jak już kupujesz wybieraj mądrze” itp… a później przedstawia się co drugi post poradniki z (już nie tak mądrymi) wyborami dziesiątek ubrań. Co gorsza samemu w co którymś tam poście pokazuje się np. w całej masie nowych ubrań z Lidla – takie „niekupione” a otrzymane gratis się nie liczą? To już nie jest „nadmiar” posiadania? Można je wciskać ludziom jako dobrą jakość?

            1. Wiola

              Mnie się wydaje że poradników był ostatnio tu na blogu po prostu przesyt, i to duży, co nie znaczy żeby je zaraz wyrzucić całkiem. Kiedy pojawiały się raz na kwartał to były przemyślane, sezonowe, potrzebne rzeczy i człowiek zdążył zatęsknić i się ucieszyć na widok poradnika, a teraz to czuję zniesmaczenie na jego widok, bo to jest ostatni blog w którym była nadzieja, że nie będzie takiego czegoś…. Po za tym myślę Asiu, że nie musisz się oczywiście nikomu tłumaczyć ze swoich decyzji. Jednak jeśli coraz więcej słychać głosów niezadowolenia (a widzę je pod każdym postem) to jednak coś znaczy… ja szczerze powiedziawszy się zaczęłam rozczarowywać moją ulubioną do tej pory blogerką… przywróciłaś mi w pewnym momencie wiarę, że są blogerzy którzy robią wartościową, ciekawą robotę i zaczęłam śledzić każdy post i kupować Twoje książki. A teraz pomyślałam, że jestem zawiedziona, bo wszyskim polecasz kupowanie slow, masz świetną filozofię, lub zalecasz nawet odwyk od kupowania (co mi pomogło osobiście) i sama tak robisz, a jednocześnie ciśniesz te poradniki, na którzy ludzie są bardzo podatni. I jasne, nie muszą oni kupować z tych linków, ale takie tłumaczenie jest godne dziecka I nie pasuje do Ciebie, bo jest mega nieodpowiedzialne. Tak jakbyś się odcinała od czytelników. Musisz mieć jedynie świadomość że czytelnicy, którzy tu przychodzą są wymagający (ja na pewno) I to jest najłatwiejszy sposob żeby ich stracić. Też uważam, że jest to totalnie(!) niespójne. Przez co się wydaje nieprawdziwe. Nie pasuje do Ciebie. Czlowiek przestaje Ci ufać, bo o co chodzi? To sie nie zgadza…. A przede wszyskim chamskie wobec czytelników. Tyle.

          3. Majka

            Wu- ale to nie ma niespójności. Przejrzyj komentarze pod artykułami sprzed 3 lat, gdzie poruszane były tematy dotyczące tkanin, slow fashion i czytelniczki miały problem- gdzie znaleźć ciepłe kozaki na zimę? Gdzie t-shirty, które przetrwają kilka sezonów? Gdzie ciepły, wełniany płaszcz na zimę? A teraz masz odpowiedź na pytania czytelników, ale połączona z możliwością zarabiania na blogu.
            To trochę tak jak by Asia nagle powiedziała- od dziś nie kupuje ubrań, więc mój blog traktujący do tej pory w znacznej mierze o slow fashion przestaje być blogiem o tym jak kupować dobre jakościowo ubrania, spójne z wizerunkiem i stylem życia, od dziś jest blogiem o niekupowaniu ubrań. Czy to było by bardziej spójne wizerunkowo niż „w 2017 roku przeprowadzam eksperyment z niekupowaniem ubrań”.
            Z drugiej strony- Wu, jestem osobą, która nie jada rzeczy pochodzenia zwierzęcego nie licząc produktów pszczelich. Moje pobudki- większość innych produktów mnie brzydzi, tak zwyczajnie i po ludzku, na drugim miejscu są dopiero powody etyczne. Miód, pyłek czy pierzga nie wzbudza we mnie takich odczuć, ani nawet nie widzę też znacznych powodów etycznych, żeby nie jadać produktów pszczelich. Czy w związku z tym moja postawa jest niespójna, bo ktoś wymyślił coś takiego jak „dieta wegańska”, opisał to i nazwał czy może jest w tym sens, bo jadam zgodnie z własnymi odczuciami i sumieniem? Spójność wynika dla mnie z bycia w zgodzie ze sobą, a nie z systemu 0-1.
            Asia- pamiętam, że taki eksperyment przeprowadzała chyba przez pół roku Anio w okolicach 2011 i opisywała swoje wrażenia albo na blogu, albo może na forum?

          4. Ewa

            Odpowiedziałabym niżej, ale telefon nie pozwala; uwielbiam tego typu piętnowanie hipokryzji przez osoby, które są bezpiecznie anonimowe i w związku z tym same nie mogą podlegać tego typu ocenie. Nie jestem wcale psychofanką Asi, ale come on.

            1. MK

              Ręce mi opadają, mam wrażenie, że punktowanie innych staje się naszą dyscypliną narodową.Po co to ocenianie! Joasia dzieli się z nami swoim – moim zdaniem- bardzo osobistymi postanowieniami, przemyślanymi, robi to w dobrej wierze i co ………dostaje po łapkach w mało wybrednym stylu. Po co wszystko? Zostałam wychowana w taki sposób, że jeśli się przychodzi do kogoś w gości, nie obraża się gospodarza, a my tu korzystamy z gościnności Joasi, nikt tu nikogo nie zmusza do przyjęcia zaproszenia. Zarzucanie braku spójności, hipokryzji – co to w ogóle ma być. Nie odnoszę takiego wrażenia, nie będę dyskutowała z argumentami, zwyczajnie nie chce mi się, bo wiem ze nigdzie to nie zaprowadzi.Nie czuję się tu oszukiwana czy nagabywana, jestem dorosła, potrafię wybrać co dla mnie istotne z czytanych treści. Ważna jest dla mnie jakość rzeczy, które kupuję, sposób w jaki zostały wyprodukowane, sprawdzam to i podejmuję decyzje – swoje. Nie możemy nagle wszyscy przestać kupować w sieciówkach, bo 1. większości z nas nie stać na inne sklepy, 2. doprowadzi to do odebranie pracy ludziom np. w Indiach. Co możemy zrobić – starać się wpłynąć na firmy, żeby inaczej traktowały pracowników, piętnować nieuczciwe warunki pracy. Produkty Fair Trade są zwyczajnie bardzo drogie, a fasony, mam wrażenie, że w większości bardzo przaśne – nie dla mnie.
              I jeszcze jedna rzecz – każdy w swojej pracy idzie na jakieś kompromisy. Przestańmy się czepiać i wymagać od innych doskonałości, bo to niedorzeczne. Tyle.

          5. A.

            Chciałam tylko napisać, że akurat info Asi o koszulkach z Lidla spadło mi prosto z nieba, gdy po 2 latach bez pracy szukałam sobie taniej i dobrej jakościowo bazy do biura. Zawsze z przyjemnością czytam posty zakupowe, mimo, że w 99% przypadków nic nie kupuję. Ale kilka rzeczy czy marek dzięki Asi odkryłam i byłam bardzo zadowolona. Nie wydaje mi się, żeby Asia KIEDYKOLWIEK poleciła coś złej jakości- oczywiście na ten temat zawsze można toczyć dyskusje, ale to, że coś zawiera domieszki poliestru, nie przekreśla jeszcze tej rzeczy. Nikt nie nosi tylko jedwabiu i kaszmiru! Generalnie, ja tu nie widzę absolutnie żadnej niespójności, wręcz przeciwnie, zarówno Asi blog, jak i obie jej książki wydają mi się bardzo spójne. Zawsze to bardzo podziwiam, biorąc pod uwagę, jak młodą jest jeszcze osobą (ja mam 10 lat więcej i jestem dużo bardziej chaotyczna, niestety.)
            Wydaje mi się, że trzeba mimo wszystko jakiejś złej woli albo głębokiego niezrozumienia, żeby dopatrywać się w Asi przewodnikach zakupowych „promowania konsumpcji.”

    2. ania

      Ja szczerze mowiac, nie widze roznicy miedzy „darami losu” a zakupami afiliacyjnymi (i tu i tu jest zarobek za pokazanie produktu) i tez troche mi sie to gryzie z wizerunkiem Asi. Ale to jej wybor i tyle. Ja postow zakupowych nie lubie (w przeciwienstwie do marmolady nie uwazam, ze jest tu spolecznosc o podobnym guscie – raczej o podobnym podejsciu do ubierania sie), wiec ich akurat nie czytam. Ale wszystkie inne posty czytam z wielka przyjemnoscia;)

      1. Agnieszka

        Nie wiem w czym problem. To, że autorka nie chce kupować ubrań, bo je aktualnie ma, nie zmienia faktu, że np. ja jako jej czytelniczka w przyszłym roku planuję wymienić całą garderobę i z przyjemnością sięgnę po każdą wskazówkę lub sugestię fajnego, dobrego gatunkowo ciucha w rozsądnej cenie. A różnica między „darem losu”, a afiliacją jest taka, że w przypadku tego drugiego autorka może wybrać co chce polecić, co jest zgodne z jej przekonaniami i co uważa, że jest godne uwagi Czytelników, a gratisy są często narzucone z góry.

  12. mamuciadieta

    Ja od maja tego roku też postanowiłam przez rok nie kupować ubrań – robić to tylko wtedy, kiedy będzie niezbędnie konieczne i tylko używane (oprócz butów i bielizny) – jeśli faktycznie nie będę czegoś miała lub się zniszczy. I wiesz co? Już w czerwcu zostałam bez jeansów, bo się porwały. Tak samo jak koszula, która poszła w szwie pod pachą tak, że nie da się tego w estetyczny sposób zaszyć. W kolejnych miesiącach odpadały kolejne ubrania – głównie t-shirty, wszystkie poplamiły się tak, że nie da się tego w żaden sposób odplamić, do tego trochę schudłam. Jako że startując miałam naprawdę mało ubrań (dwie pary spodni, dwie spódnice, kilka koszulek i koszul, kilka swetrów – zrobiłam przegląd szafy, zostawiając tylko te ubrania, których noszenie mnie cieszy), to w tym momencie zostałam z jakąś garstką średnio pasujących do siebie ciuchów. A myślałam, że mam taką spójną szafę – wszystko w bieli, błękitach i granacie. Tylko okazało się, że nie wszystko do siebie pasuje krojem (np. żakiet do sukienki). Trochę mnie to zaczęło denerwować, bo piorę dużo częściej niż wcześniej (jednocześnie licząc na to, że w maju 2017 moje ubrania będą jeszcze jakoś wyglądać mimo ciągłego niszczenia), ale z drugiej strony – to świetne doświadczenie. Bo okazuje się, że wcale nie potrzebuję kolejnych sztuk do życia. Dlatego życzę Ci powodzenia w wytrwaniu ze swoim postanowieniem, żadnych nieodpieralnych plam i niezaszywalnych dziur :)

    1. Justyna

      Przeczytałam Twój komentarz z wielkim zainteresowaniem. Właśnie wcielam w życie podobne postanowienie i z chęcią poczytam o doświadczeniach innych osób, które podjęły się takiego zakupowego detoksu. To dla mnie bardzo cenne i motywujące, bo pokazuje, że da się świadomie zrezygnować z nowych ubrań i zdławić pokusę zaspokajania zachcianek wywołanych czynnikami zewnętrznymi:)
      Podzielcie się swoimi doświadczeniami:)

      1. Zuza

        Mnie samą zaskoczyło, jak po uporządkowaniu swojej szafy i spakowaniu ciuchów z gatunku „może kiedyś założę” i „szkoda wyrzucić” nie zauważyłam żadnego braku w szafie. Te ubrania okazały się zupełnie niepotrzebne. Kiedy były – irytowały i przypominały o jakiejś niegospodarności, ale od kiedy ich nie ma czuję się tak, jakby ich nigdy nie było. Nareszcie! Polecam każdemu :)

      2. AGNIESZKA - SZPILKIWSZAFIE.BLOGSPOT.COM

        Ja już nie kupuję od dawna, za to szyję – czy sama czy prosże krawcową, korzystam z wykrojów od thecostiumer.
        Dobrze je znam i lubię . Polecam spóbowac bo to nie jest wcale takie trudne.
        Dodam, że nie sa to wykroje typu gazetowego, czy Burdy – tylko profesjonalne i szybkie w uzycieu przygotowana formy – 1:1 już gotowe na dany rozmiar.
        a nie kupuję w sklepach – bo nei cierpię robić zakypów, a w szcegolności biegać galeriach handlowych..

        pozdrawiam;
        A.

    2. mamuciadieta

      Dodaję do listy rzeczy zniszczonych kolejne jeansy. Ponieważ stało się to ostatnio na wyjeździe i zostałam w legginsach, nie miałam ochoty przeszukiwać w nich lumpeksów przy -3 stopniach i kupiłam porządne big stary. Przepraszam świat, ale mam nadzieję je donosić przynajmniej do maja bez szwanku :) Wydaje mi się, że wystartowanie w takiej akcji z przynajmniej częścią w miarę nowych rzeczy byłoby o wiele łatwiejsze. Moje były wtedy ze mną długie miesiące albo i lata.

      Justyna, mi w głowie bardzo długo dźwięczała historia dziewczyny, która pozbyła się wszystkich ubrań, zostawiając sobie tylko jedne jeansy, jeden t-shirt, kurtkę jeansową i jedną sukienkę na większe wyjścia. Chodziła tak w ramach eksperymentu rok, a potem – dokupiła jeszcze po kilka sztuk tego samego. Jak sama mówiła, nie przeszkadzało jej, ani jej znajomym to, że chodziła ciągle w tym samym, większość nawet tego nie zauważała. A jej było łatwiej, bo nie musiała się zastanawiać, co dziś założyć ani wozić ze sobą walizki na wyjazdy. Okazuje się, że dobre jakościowo ubrania mogą nam służyć bardzo, bardzo długo i wcale nie musimy mieć tysiąca szmatek, żeby czuć się pewnie i dobrze.

  13. Kasia

    Ten regulamin jest genialnym pomysłem, korespondującym z typowymi „planami na nowy rok”. Są to tez w pewnym sensie plany, ale kiedy zamierzałam czytac wpis, spodziewałam się czegoś innego. I naszła mnie taka refleksja, że najbardziej w planowaniu celów na nowy rok (wpisania ich do kalendarza w moim przypadku), jest przeczytanie i odhaczenie tych zrealizowanych w mijającym roku- wlaśnie teraz to robię. To tak pozytywnie nakreca! okazuje się, że naprawde udaje sie realizowac sporo planow, nawet jesli wydaje sie, ze caly rok byl jakis nieudany bo np. koncowka byla trudna. Mnie osobiscie te listy bardo motywuja! A propos ubran natomiast ja mam juz drugi rok ten sam plan – dotąd niezrealizowany – aby nabyc kilka takich rzeczy, ktore beda trwałe, efektowne i po prostu dobre na długo. Uswiadomilam sobie juz nieraz, ze np czarny zwyczajny golf kupiony kiedys w second handzie wciaz jest w swietnej formie i choc chcialabym go juz wymienic na nowy;-) to szkoda, bo jest dobry. A nowe ubrania kupowane w sieciowkach maja bardzo ograniczony czas trwalosci – 2 sezony to maks. W ubieglym roku kupilam dwie porzadne kurtki zimowa i przejsciowa – mam nadzieje,ze beda ze mna pare lat i ze w nadchodzacym roku rowniez uda mi sie zakupic np.klasyczna czarna sukienke czy porzadny dobry jakosciowo sweter, ktore na dluzej zagoszcza w szafie.

  14. magda

    Ja już od dawna uważam ze mam za dużo ubrań. Ale akurat kupowanie w ciucholandach tylko mi więcej ubrań przysporzyło .niestety w większości takich których się po jakimś czasie pozbył am. Kupowanie w normalnych sklepach ma dla mnie taki plus ze te zakupy są bardziej przemyślane i zawsze mogę ciuch zwrócić

    1. Justyna

      To chyba tylko złudne wrażenie, że w normalnych sklepach jest to bardziej przemyślane…
      Chodzę po lumpkach często i problemem nie jest SH sam w sobie, ale podejście ludzi, które przejawia się wrzucaniem do koszyka byle szmaty, bo jest za 2 zł bez zastanowienia czy będzie pasować, czy nie jest zniszczone, z czego to jest. Hitem są dla mnie przymierzalnie w SH, z których korzystam ja + kilka innych osób, bo większość ma podejście typu eee to tylko 3 zł, szkoda czasu na przymierzanie…
      Mnie nie szkoda. Trzeba tylko podejść do szperania w SH bardziej metodycznie. Ja najpierw przeglądam ubrania pod katem czy to mi się podoba, potem sprawdzam skład, jak mi odpowiada to do koszyka, jak mi się sporo uzbiera albo nic już nie wzbudza mojego zainteresowania to idę do przymierzalni, gdzie PRZYMIERZAM I OGLĄDAM UBRANIE. Jak są choćby drobne uszkodzenia to odkładam – znam siebie – nie będzie mi się chciało męczyć z plamą albo cerowaniem. Jak mam choćby drobne wątpliwości to też odkładam – tyle jest innych ubrań na świecie, że szkoda czasu na te niepewne ;)
      Tyle. Przemyślane zakupy opisane.

      1. Karola

        Ja też przerzuciłam się na SH, już nie pamiętam kiedy ostatnio kupiłam coś w którejś z sieciówek w centrum handlowym, a zwłaszcza w pełnej cenie. W moim rodzinnym mieście mam swój ulubiony SH i gdy tylko wpadam z wizytą, wybieram się tam z mamą :) Na początku też miałam takie podejście, że „eee to tylko kilka zł., takie tanie, najwyżej będzie do chodzenia PO DOMU”, po czym zauważyłam, że mam coraz więcej rzeczy „niewyjściowych”, a kiedy chcę gdzieś wyjść wieczorem to ciężko mi coś wybrać..dlatego diametralnie zmieniłam myślenie w tej kwestii i teraz kupuję właśnie tak jak Ty, czyli tylko jeśli jestem w pełni przekonana do danego ubrania. Jak się nad którymś muszę zastanawiać – odkładam. To jest naprawdę oszczędność pieniędzy i stresu, który pojawia się kiedy trzeba szybko coś wybrać i stojąc przed pełną szafą, nie ma się w co ubrać :)

  15. magda

    A poza tym wydaje mi się dość absurdalne twierdzenie ze ciuchy z ciucholandu są lepszej jakości niż sieciowkowe, jak ktoś wyżej wspomniał. Przecież w sh są głównie ubrania z sieciowek:)

    1. Style Digger Autor wpisu

      Myślę że nie ma reguły – są i ciuchy z Primarka i takich jest zdecydowanie najwięcej, i swetry Filippa K czy Repeat. Zależy też od second handu, zauważyłam że mają różne specjalizacje:) Ale na pewno jest tam sporo ubrań, które mają już przynajmniej kilka prań za sobą i można ocenić, jak je zniosły.

      1. Paulina

        Sama uwielbiam (żeby nie powiedzieć „jestem uzależniona”) od szperania w second handach i w większości, które znam jest już niestety tak, że 90 % to ubrania z sieciówek, które wyglądają gorzej niż niejedno moje ubranie do robót przy domu. To może frustrować, jeśli jest się z pokolenia lat 80., które przez całe dzieciństwo ubierało się w ciucholandach z naprawdę oryginalnym, dobrej jakości asortymentem. Coraz częściej wychodzę z takiego „sieciówkowego” ciucholandu zniechęcona. ALE – i tutaj w zupełności zgadzam się z Asią – czasem pośród tego odzieżowego badziewia trafiają się skarby: np. przepiękny komplet vintage YSL za 10 zł, płaszcz Alexandra McQueena za 4 zł czy lekki wełniany, czerwony płaszcz ze 100% wełny za 9 zł (to mój całkiem świeży nabytek, po czyszczeniu w pralni wygląda jak nowy). Bardzo ważne jest to, o czym wspomniała Asia w kontekście jakości: jeśli coś na wieszaku w ciuchlandzie uderza nas swoją jakością, jest niezmechacone, trzyma fason i formę, to jest bardzo duża szansa, że i nam długo posłuży (mam tak z białym t-shirtem Bossa kupionym za jakieś 2 zł: nadal wygląda o niebo lepiej niż większość nowych, sieciówkowych t-shirtów po pierwszym praniu :) ).
        Trzeba tylko nabrać wprawy w szukaniu tego, co naprawdę wartościowe.

    2. Marta

      Ja sobie radzę z opisanym powyżej problemem dość prosto. Zadaję sobie pytanie: „Czy kupiłabym to w cenie regularnej?”. I za tą odpowiedzią później podążam.

    3. Justyna

      Są SH i SH… Dzisiaj kupiłam 5 swetrów z doskonałej wełny i kaszmiru i dałam za nie… 5 zł. 1 zł za sztukę. Wolę takie zakupy niż wydanie kilkaset złotych za jeden sweter. To naprawdę robi różnicę a takich doskonałych swetrów nie znalazłam nigdzie poza SH.

      1. Kacha

        Torturują mnie takie wpisy! Nigdy nie znalazłam nic naprawdę wartościowego w SH, więc teraz aż mnie z zazdrości bolą zęby :D Na domiar złego zwyczajnie nie mogę sobie pozwolić na nowy wełniany płaszcz, więc nieumiejętność znalezienia go w SH jest małym dramatem.

        1. Turkuć podjadek

          :) Ostatnio znalazłam piękny płaszcz w SH z dużą ilością wełny! I byłam baaardzo szczęśliwa, bo i rozmiar mój (co nie jest takie oczywiste przy moim wzroście pod tytułem „z metra cięta” i wadze jak u dorodnego koguta) i krój! Ale moja miłość do SH i umiejętność szukania w nich skarbów to zasługa mojej cioci, do której jeździłam jako dziecko na ferie czy wakacje. I już ponad 20 lat mam praktyki w tym fachu! ;)

  16. Marta

    Cześć Asiu! Znasz może wtyczkę Momentum do Google Chrome? W każdej nowootwartej karcie przeglądarki pojawia się piękne zdjęcie krajobrazu, powitanie „Hello (tu wpisz imię)”, spersonalizowana to-do list oraz motywacyjny cytat :) Bardzo ją polecam! Miłego dnia!

  17. Agnieszka

    Ja w sumie w normalnych sklepach kupuję już tylko bieliznę i (czasami, choć dużo częściej na vinted) buty. Niestety, moje pobudki są mniej szlachetne. Po prostu uważam, że ceny w sklepach są mocno zawyżone i o ile na Zachodzie ceny ubrań przekładają się na zarobki (biorę tu pod uwagę najniższą średnią krajową), o tyle w Polsce już absolutnie nie. :)

    1. Justyna

      Mam to samo – ile udało mi się zaoszczędzić gdy z normalnych sklepów przesiadłam się na SH! Poczucie bezpieczeństwa związane z posiadaniem oszczędności bezcenne!

  18. Luiza

    Gdzie takie człowieki jak Ty się wycho(u)chowały?! ;) Nie mogę się doczekać postów o torebkach z ekoskóry – takich recenzji bardzo mi brakuje, a przez obawy śmigam od kilku lat z wielką materiałową. Polecam sprawdzić nie tylko Alexandrę K, ale trż Matt&Nat czy Willis London. :) W Krakowie niedawno otworzyło się także Fairma Ethical Design i oferuje także swoje towary online. :)

    Dziękuję Ci też za odpowiedź na maile dotyczącego pudełka na spinki do mankietów – w odniesieniu do wyznania, że nie na wszystkie jesteś w stanie odpisać, jestem wdzięczna podwójnie, bo podpowiedź o Etsy zaowocowała pięknym, drewnianym, nabytkiem. :)

    Pozdrawiam,
    Luiza

  19. Agata

    Najlepsza reguła, jaką stosuję to: nie truć sobie głowy rzeczami, które nie będą miały znaczenia jutro, pojutrze, za tydzień, miesiąc czy rok. Skupiać się tylko na tym, co naprawdę owocuje w przyszłości, pielęgnować to, co istotne. Najważniejszy jest mój komfort psychiczny. Ostatnio rozmieniałam się na dobre i bardzo tego żałuję. Dlatego od 2017 stawiam zawodowo na konkrety, a prywatnie na dużo małych przyjemności.

    1. Marta

      Stosuję podobną metodę! Pytam sama siebie: „Czy to będzie miało jakieś znaczenie za rok, dwa?” Jeżeli sama sobie odpowiadam: „nie”, czuję się lepiej i mimo wszystko trochę się uspokajam ;)

      1. Mari

        Dziękuję za podpopwiedź. Czuję, że tego mi brakowało, bo przecież większość wkurzających rzeczy nie będzie miała znaczenia za tydzień, a co dopiero za rok!

        1. Agata

          To naprawdę pomaga! Tym bardziej, że pochodzę z domu, w którym jedna nieumyta szklanka w zlewie potrafi rozpętać awanturę, zszargać nerwy i podnieść ciśnienie gospodyni, więc sama staram się wprowadzać w życie religię zdrowego olewajstwa ;)

  20. Dominika

    Czy w takim razie mogłabyś wskazać kilka ulubionych sh w Warszawie? Byłabym wdzięczna, bo mieszkam tu od ponad roku i nadal nie trafiłam na jakieś warte uwagi :(

  21. Domi

    Parę tygodni temu postanowiłam że nie będę niczego nowego poza bielizną kupować a ty mnie „skopiowalas” no ładnie. :) lumpeksy rulez.

  22. Piękna

    Z tymi ubraniami to cię podziwiam. Ja staram się nie kupować zbyt wiele ubrań, ale jednak postanowienie, aby nie kupować nic jest dla mnie zbyt radykalne! ;)

  23. Agata

    Bardzo fajny pomysł. Często układamy plany na kolejny rok, a nie zdajemy sobie sprawy, że jeżeli nie wyeliminujemy rzeczy które nam przeszkadzają albo utrudniają codzienność, to te plany będzie o wiele trudniej zrealizować. Poza tym takie konkretne założenia są dużo prostsze do wcielenia w życie, tylko trzeba w końcu podjąć decyzję i ruszyć do przodu. Co do ubrań, to ja mam ich za mało, co uświadomiłam sobie ostatnio. Przez poprzednie 2 lata systematycznie pozbywałam się ubrań w których nie chodziłam od dłuższego czasu, zostawiając te które wydawały mi się przydatne. Niestety okazało się, że w większości są one na mnie za małe, albo źle leżą. Stwierdziłam, że jednak te wszystkie ubrania bazowe, naprawdę się przydaję, gdy trzeba skomponować strój z dość oszczędnej garderoby. I choć często powtarzasz, że nie ma uniwersalnej bazy dla każdego, to jednak na swoim przykładzie stwierdzam, że bez tych kilku klasycznych rozwiązań w mojej szafie byłoby trudno. Przetestowałam też chodzenie tylko w ciuchach które lubię i choć było mi wygodnie, to po roku okazało się, że są one bardzo zniszczone, mimo naprawdę dobrych składów jeśli chodzi o materiał. Więc jednak skłaniam się do tego, że to nie ilość ubrań jest problemem, tylko to czy one do siebie pasują, tak żeby tworzyć z nich zestawy i czy te ubrania pasują do naszej sylwetki i stylu życia. Na marginesie, brak zakupów albo ich wąski zakres (tylko w sytuacjach np. zepsutych butów) też nie jest dobry, bo nagle człowiek zostaje prawie bez garderoby. Ja tak zostałam w wakacje bez sandałów, i musiałam zadowolić się gumowymi japonkami, do momentu, aż znalazłam sensowne sandały, które tak poza tym po 2 tygodniach się zepsuły. Myślę, że bieżące uzupełnianie ubrań jest lepszym rozwiązaniem, niż taka zupełna abstynencja. Teraz mam przed sobą duże wydatki ubraniowe.

    1. Style Digger Autor wpisu

      I choć często powtarzasz, że nie ma uniwersalnej bazy dla każdego, to jednak na swoim przykładzie stwierdzam, że bez tych kilku klasycznych rozwiązań w mojej szafie byłoby trudno. -> ja nie mówię, że tzw. klasyki są złe, jest mnóstwo osób którym pasują (dlatego są klasykami:)), ale niekoniecznie wszystkim i nie są jedyną możliwą drogą po prostu:)

      1. Agata

        Źle odebrałaś mój komentarz, nie uważam, aby z Twoich wpisów wynikało, że klasyki są złe. To zupełnie nie tak. Po prostu dzielę się swoim doświadczeniem, z którego wynika, że one się sprawdzają. A sama byłam do tego typu rzeczy nastawiona sceptycznie, ale życie zweryfikowało potrzebę ich posiadania. I osobiście jest mi z nimi łatwiej. Ale wiadomo u każdego może być inaczej :) Choć zaryzykuję stwierdzenie, że u większości osób, te klasyki będą rozwiązaniem częstych dylematów ubraniowych. Pozdrowienia :)

  24. Ada

    W przyszłym roku chciałabym kupować ubrania tylko na wymianę. Nie lubię SH, nie umiem tam kupować, plus mam wrażenie, że jak ciuchy kosztują po kilka czy naście złotych to mniej szkoda pieniędzy na nie :) Zostaję przy sklepach, ale tylko jak coś mi się zniszczy.

    I to w zasadzie tyle z nowości, bo podobnie jak Ty wybieram akcje charytatywne, które wspieram. Ja akurat zakładam sobie pewną kwotę na miesiąc i co miesiąc wspieram inny cel.
    Podejmując decyzje staram się myśleć, jakie to będzie mieć znaczenie za 5 albo 15 lat. Na ogół żadne ;) Pozwala to jednak nabrać dystansu do danej kwestii.

  25. Magda

    Bardzo pomocne. Już zrobiłam swoją listę tego co mi przeszkadza w codziennym funkcjonowaniu i obok listę jak reagować i postanowienia – takie właśnie z góry ustalone decyzje. Super.

  26. Ania

    Hej Asiu,
    Ja właśnie kończę z sukcesem swój roczny eksperyment nie-kupowania ciuchów. Z tym, że ja odrzuciłam nawet secondhandy. Powiem Ci, że jest to łatwiejsze niż myślałam. W nadchodzącym roku mam w planach pozbyć się 1/4 swoich ciuchów i kupować góra jeden ciuch w miesiącu.
    Pozdrawiam :)

  27. Adam

    Ja też nie wpadłbym na tak pomysł regulaminu, ale chyba się zainspiruję.. Już sama forma regulaminu zamiast postanowień przemawia do mnie tysiąc razy bardziej.

  28. Basia Kwinta

    Też mam taki kodeks, sprawdza się, porządkuje życie i ułatwia decyzyjność. Idealna pora na taki wpis, gdyby więcej osób miało jasne reguły było by prościej się komunikować.

  29. Ewa

    Kolejny inspirujący wpis u Ciebie! Paraliż decyzyjny mnie dotyczy bardzobardzobardzo. Nawet nie tyle w życiowo-społecznych sytuacjach, co bardziej w decyzjach dotyczących zakupów oraz usług (jaki samochód, jaki telefon, jaki mikser, jaki mechanik, jaki hydraulik) – potrafię wybierać konkretnego fachowca lub sprzęt kilka tygodni (sic!). Okropne to jest.
    Niemniej, nieco ulżyło mi, jak przeczytałam jakiś artykuł (chyba w którejś z książek o Skandynawii), że to zdefiniowany problem i ogólnie to domena internetu i współczesnego społeczeństwa.
    Chyba muszę opracować osobisty regulamin w sprawie właśnie zakupów i fachowców, żeby nie wpaść w gąszcz czytania miliarda opinii i uwag…

    1. Magda

      Jejku.. mam dokładnie to samo :( Potrafię godzinami, a nawet dniami czytać opinie i podejmować decyzje jakby na tym się miał skończyć świat. Męczące to jest bardzo

  30. Magdalena

    Bardzo dobry i oryginalny pomysł. O regułach, jakie wprowadzasz w przyszłym roku w swoje życie, rzadko kiedy można usłyszeć, Joanno. Ograniczanie? Przecież każdy z Nas chce więcej. Mimo to, prywatne, tego typu jak wybrane przez Ciebie, ograniczenia ukierunkowują Nas w bardzo dobrą stronę (moim zdaniem). Los środowiska naturalnego również leży mi na sercu, dlatego z każdym następnym rokiem eksperymentuję i stawiam sobie drobne wyzwania związane z rozsądnymi wyborami, odchodząc tym samym od zachłannego i szybkiego modelu życia, konieczności posiadania, podkreślenia statusu czy innych takich historii. Moim zdaniem nie warto jest szybko żyć, bo umyka Nam wtedy to, co stanowi podstawę Naszego bytu – My sami, jak i fakt Naszej przynależności do świata natury, który zastępujemy wiarą w to, że musimy brać udział w wirtualno-rzeczywistej farsie, zwanej rozwojem cywilizacyjnym.

    Uważam, że jesteśmy świadkami zmiany znaczenia pojęcia luksusu. Mimo, iż przez większość pojmowany jest on wciąż jako brak ograniczeń, wynikający z posiadania bogactwa – pieniędzy, przedmiotów, samochodów, żon, wielbłądów, diamentów i złota, a ludzie pławiący się w luksusach latają ,,złotymi” samolotami po ulubiony smoczek dla dziecka, i prześcigają się w liczbach i cenach posiadanych przedmiotów, służby, egzotycznych zwierząt, to coraz więcej ludzi uważa, że to co sobą reprezentujemy, doświadczamy, czym się dzielimy i co Nam Natura daje, należy przede wszystkim respektować. Ludzie, którzy wiele materialnie posiadają, napędzają chory cywilizacyjny model przymusów, chcąc podporządkować sobie świat i innych ludzi. Chęć posiadania to więc forma pożądania władzy. Obecnie uważam, że posiadać mniej, pozostawszy jednak w pewnych (poniekąd umownych) granicach normalności, jest luksusem. Co więcej, jest luksusem dla każdego dostępnym! Posiadanie, a więc władza, męczy i prowadzi do uczucia samotności i wyobcowania; do zagubienia, szaleństwa, stanów lękowych i depresji. Posiadanie jedynie tego, co Nam potrzebne, wzbudza poczucie akceptacji, zaufania do samych siebie, wolności, przynależności do świata w formie, w jakiej został (jakkolwiek) stworzony; radości z każdego przeżytego dnia i docenienia wartościowych osób. Uważam, że dziś takie rzeczy, jak wyspanie się, zjedzenie ciepłego obiadu, spędzenie czasu off-line, zabawa z pupilem, czy brak poszarpanych nerwów, zamiast nie bywania na eventach, dostawania miliona zbędnych gratisów i udawania bycia fajnym na siłę, są luksusem.

    Tego typu regulamin, jaki stworzyłaś, mimo iż jego postulaty mogą być mocno eksperymentalne, pozwala Nam na testowanie siebie. Odkrywa przed Nami czy dane reguły to faktycznie głos wnętrza, czy podyktowana mylnymi przekonaniami pusta zachcianka. Reguły własnej gry zawsze można zmienić. Eksperyment ten może więc pomóc zmienić perspektywę pojmowania świata.

    Tak skomplikowany komentarz, a jak zwykle mogłabym wciąż zagłębiać się w temat…

    Podsumowując – super inicjatywa.

    1. Izabela K.

      Totalnie się z Tobą zgadzam w kwestii tego, co jest dzisiaj uważane za luksus. Chanel powiedziała, że „Luksus nie jest synonimem bogactwa, a przeciwieństwem wulgarności” i ta prawda jest dzisiaj jak najbardziej aktualna. Szczurza pogoń za pieniądzem, obnoszenie się bogactwem – to wulgarność, niemająca nic wspólnego z klasą i szykiem, a już na pewno nie z luksusem. Cieszy mnie ten powrót do natury, do korzeni, życie w rytmie slow. Sama, odkąd mam mniej, czuję się spokojniejsza. Nie gonię już za lajkami na insta, niepotrzebne mi to. Wolę spędzić czas z narzeczonym i żyć autentycznym, fajnym życiem, choć niekoniecznie jak z pinteresta ;-)

  31. Monika

    Cześć Asiu, czy po dłuższym okresie mieszkania w Warszawie udało Ci się znaleźć jakieś godne polecenia lumpeksy, czy też może w razie potrzeby zamierzasz się udać do mniejszego miasta? :D Bardzo chętnie poznam jakieś ciekawe miejsca w Warszawie, bo choć mieszkam już tam dość długo – nadal nie przekonują mnie miejscowe lumpeksy… :( Drogo i kiepsko.

  32. Zuza

    Świetny pomysł! Sama od czasu do czasu postanawiam jakoś na czas nieokreślony czegoś nie robić czy coś robić, ale w sumie nigdy to nie wychodziło na dłużej. Ale może takie precyzyjne i jak najbardziej do zrobienia określenie regulaminu pomoże :-)

  33. Ksz

    Piszesz o srodowisku. Zastanawiam sie czy zdajesz sobei sprawe, ze hodowla zwierzat na mieso i mleko generuje wiecej zanieczyszczen niz np. caly transport razem wziety i ze te zanieczyszczenia sa gorszego kalibru? Pamietam jak jakis czas temu na blogu pokazywalas przepis na jakies mieso i troche mnie to zdziwilo.

    1. Justyna

      Naprawdę nie rozumiem dlaczego czytelnicy tego bloga są tak bardzo krytyczni i wymagający wobec Asi. Kurczę, ludzie, przestańcie krytykować i czepiać się, że dziewczyna je mięso! Doceńcie, że myśli o losie naszej planety, że w swoim życiu podejmuje drobne, ale znaczące decyzje i daje dobry przykład!
      Co rusz widzę pod tym postem głosy niezadowolenia i ciężko mi uwierzyć, że osoby, które postrzegają świat w taki przykry sposób ‚albo robisz wszystko jak ortodoks, albo każdy Twój czyn jest zły i be’ robią wszystko tak perfekcyjnie.
      A może tak wedle zasady – świat zmieniaj od siebie – zamiast krytyki podzielicie się Waszymi sposobami na dbanie o środowisko? Ale tylko tymi, które faktycznie rzetelnie wcielacie w życie, bo super się krytykuje robiąc mniej albo wcale. A warto przecież być przykładem, a nie krytkiem.
      Boli mnie to jak popularne jest krytykowanie dla samej krytyki zamiast wsparcia, zrozumienia i motywacji. Zwykłego dobrego słowa zamiast elaboratu pretensji i przytyków.

    2. Ada

      Ciężko jest wymagać od każdego takiej samej filozofii życiowej jak nasza. Pomijając fakt, że nie każdy może przejść na dietę wege (np. osoby z chorobami autoimmunologicznymi) i że jednak potrzeba wiedzy, żeby sobie nie zrobić krzywdy taką dietą to
      jest to wolny wybór każdego dorosłego człowieka.
      Nasze życie i wybory to nie jest „wszystko albo nic”. Asia pisze o środowisku i bardzo dobrze! Ty piszesz o środowisku w kontekście produkcji mięsa i nabiału – super, ale proponuję zacząć w trochę innym tonie, bo niestety, ale łatwo jest kogoś odstraszyć od najbardziej szczytnej idei prowadząc rozmowę w zły sposób.

    3. Karolina

      W ostatnich hatifantach Asia podlinkowała tekst o świadomym przechodzeniu na wege. Odsyłam do niego, bo autor (oraz grupa komentujących) świetnie opisał zalety, wady, wskazania i przeciwwskazania takiej diety. Nie każdy może. Weganie i wegetarianie zachowują się czasem jakby znali wyniki badań i przebytych chorób osób z całego globu… A dyskusja jest na poziomie rozmowy ze świadkami jehowy o przetaczaniu krwi (czyli nieważne jak mądre argumenty i badania przytoczysz, i tak jesteś zbrodniarzem).
      Może to zabrzmi egoistycznie, ale jak mam do wyboru moje życie i zdrowie (w kontekście osób dla których dieta wege jest niewskazana lub wręcz szkodliwa) a życie krowy/świnki/kury/indyka itd. to wybieram moje życie. Głodny tygrys jak spotka mnie na swoim terytorium też wybierze swoje życie a nie moje (a to chyba nikogo nie dziwi?). Instynkt przetrwania w ludziach nie zaginął, trochę go uśpiliśmy, ale ostatecznie po kilku miesiącach problemów zdrowotnych przestajemy się rozczulać nad całym światem i chcemy normalnie żyć. Bez bólu, bez tony leków… A jak wiemy dieta adekwatna do naszych potrzeb wiele pomaga. Pozdrawiam!

  34. Monika

    Nawiązując do śmieci, ja z moim partnerm w tamtym roku przed świętami Bożego Narodzenia postanowiliśmy wysłać do wszystkich znajomych i rodziny maile i smsy, że staramy sie ograniczać nasze śmieci i prosimy aby wszystkie życzenia i kartki świąteczne wysyłać albo mailowo albo do nas zadzwonić. Byliśmy niezmiernie miło zaskoczeni jak wiele osób spodobał się ten pomysł, a przed samymi Świetami dostaliśmy naprawdę wiele telefonów, często od ludzi z którymi bardzo dawno nie rozmawialiśmy. A w tym roku postanowiłam uszyć wielorazowe worki na prezenty :) Nam się bardzo podobają i mam nadzieję, że reszcie rodziny też przypadną do gustu.

  35. Ola

    Dziewczyny się tu skupiają na ciuchach, ale ja chciałabym się odnieść do spraw zawodowych. Jako prywatny nauczyciel języka angielskiego zmagam się z odwoływaniem lekcji. Wydaje mi się, że już wszystkim wyjaśniłam, jak to dezorganizuje moją pracę, ale ciągle ktoś, coś… i muszę tłumaczyć od początku. Bez problemu, jeżeli jest to robione z wyprzedzeniem, ale tak w ostatniej chwili, to zwyczajnie nie w porządku. No i właśnie rozkminiam, jak to ogarnąć, a tu wpis u Ciebie o tym regulaminie! I ten odnośnik do Alexandry Franzen, w punkt: „Are clients constantly cancelling at the last moment?” Jakbyście mi w myślach czytały. Trzeba szanować swój czas, już mam pomysł, jak się tym zająć, dzięki i pozdrawiam

      1. Ola

        Pomysł stary, ale natchnienie do wykonania nowe! Chodzi o rozliczanie za odwołane w ten sam dzień lekcje i pilnowanie tego. Po prostu za często odpuszczałam, uważałam, że jak jeden raz, to nic się nie stało, a to przecież nieprawda, jak się zsumuje te pojedyncze wypadki. Wydawało mi się, że skoro ustaliłam to z jednym, drugim, to i reszta będzie postępować podobnie. Niestety, nie zawsze, no i to ja byłam stratna. Więc planuję wysłać wiadomość do wszystkich o takiej zasadzie (nawet do tych, z którymi już to przerabiałam, z odpowiednim komentarzem). Chcę to jakoś połączyć z Nowym Rokiem lub nowym półroczem, a komu nie pasuje, to trudno, żegnamy się. Będę miała jasną sytuację i ulgę, że się tym zajęłam. Dzięki Karolina za komentarz pod spodem. Pozdrawiam i Wesołych Świąt

        1. ania

          mozesz tez wprowadzic oplate z gory z rabatem.
          Ja chodze na joge , ale nieregularnie, bo zdarza sie w tym czasie, ze mam prace, wiec place za kazda lekcje gdy na niej jestem. Instruktorka to akceptuje i tak bylo od poczatku dla wszystkich. Od tego roku, zeby zachecic do regularnego przychodzenia i zeby zapewnic sobie przewidziany zysk, zaproponowala zaplate z gory za np. 10 lekcji i jak ktos sie na to decyduje, to ma jakas znizke. Dla tych, ktorzy placa: motywacja, dla niej pewny pieniadz.

    1. Karolina

      A może opłata z góry za kilka zajęć? Np. na cały miesiąc? Jak nie przychodzisz albo nie dasz znać z odpowiednim wyprzedzeniem to kasa przepada. Myślę, że wtedy niejeden się zastanowi a Ty przynajmniej nie będziesz aż tak stratna.
      Nie wiem skąd ten brak poszanowania do czasu innych ludzi. Też się z tym cały czas spotykam, remont mieszkania doprowadzał mnie do granic wytrzymałości. 2 godziny spóźnienia? Fachowiec w ogóle nie przyszedł? Na porządku dziennym. Kiedy ja chodziłam na korki z angielskiego to byłoby nie do pomyślenia, żeby olewać korepetytorkę… Ale i podejście do szkoły i osób na odpowiednich stanowiskach było inne (nauczyciel, dyrektor, rodzic…). To chyba jedyna kwestia z lat ’90 i początku lat 2000 za którą tęsknię. Szacunek do drugiego człowieka.

  36. Elka

    Właśnie! Oglądam trochę YT i śledzę parę blogów. Strasznie męczące były te gdzie w kółko pokazywane są nowe nabytki i nowe dary losu szeroko zachwalane. I zaczęła mnie prześladować myśl co oni z tym wszystkim robią po wyłączeniu kamery…te wszystkie kosmetyki i gadżety, ciuchy. Pewnie pociskają znajomym którzy też już się zastanawiają co z tym robić…Straszne. Tyle nikomu niepotrzebnych rzeczy :( Śmietniki rosną. Ja już zmęczyłąm się oglądająć a co dopiero jak bym to ja tyle tego dostawała..

  37. misst

    Super pomysł z tym regulaminem! Mnie zaintrygowała wspomniana na początku”siłownia”. Ile razy mialam tak, że wracałam padnięta po pracy, trochę przeziębiona ale zaplanowałam sobie że pójdę na siłownię. I czasami nie umiałam się zebrać tylko szłam spać a później miałam wyrzuty sumienia, że jestem leniwa. Aż pewnego dnia po prostu stwierdziłam, że będę słuchała swojego ciała – jeśli daje mi ono znak że potrzebuje odpoczynku a nie kolejnego wysiłku to odpuszczam i nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia ;)

  38. Ryfka

    Ja dopisuję do mojego regulaminu nieodbieranie połączeń z numerów stacjonarnych (połączenia z ukrytych numerów zablokowałam już parę lat temu). Jak widzę takie połączenie, zawsze się waham, potem jednak odbieram i potem zawsze jestem wkurzona, bo to jakieś garnki, pościele albo jakaś durna ankieta. Koniec z tym.

    1. Dorota

      Dobry plan tak generalnie… Też nie znoszę tych garnków, polis i kredytów. Ja bym jednak obawiała się, że dzwoni ktoś ze szpitala, że komuś z bliskich coś się stało… Dla mnie zbyt radykalne jednak. Z dwojga złego wolę odebrać i grzecznie się rozłączyć…

    2. Beata Rzepka

      Zainstaluj sobie apkę Odebrać telefon? https://www.odebractelefon.pl/ – jest znakomita, szalenie ułatwia życie, uratowała mi tyle miłych chwil, w których nie odebrałam dzięki niej telefonu od garnków i kredytów! Zaznaczam, że nie płacą mi za reklamę ich :) Polecił mi kumpel i od tamtej pory polecam sama wszystkim, serio, jest święty spokój.

      1. Ryfka

        O, dzięki! Wypróbuję te aplikację :) Tłumaczenie wygląda tragicznie, ale jeśli skuteczna, to jakoś przeboleję. Zwłaszcza że garnki ostatnio dzwonią też z komórek, a ja głupia odbieram, bo myślę, że może kurier :/

  39. O.N.A

    Bardzo dobry pomysł z tym regulaminem, może zmobilizuje mnie to do dotrzymywania moich postanowień, bo narazie jest z tym kiepsko :) Zdecydowanie za dużo czasu spędzanego online i czas coś z tym zrobić :D

  40. Turkuć podjadek

    Regulamin napisałam wczoraj – natchniona Twoim postem! I niby założenie podobne do listy postanowień noworocznych, ale jakoś do mnie bardziej przemawia. :P Też zamierzam ściągnąć pomysł z zaprzestaniem robienia zakupów odzieżowych w sklepach (wyjątek będą stanowić sytuacje wyższej konieczności), ale do ciuchlandów będę chodziła! A co! Bo nie o to chodzi żeby wyjść z lumpeksu obładowanym dwoma siatami ciuchów (tak jak kiedyś mi się zdarzało), tylko żeby złowić coś świetnego i taniego! Życzę Tobie Joanno i wszystkim czytelnikom – zdrowych i wesołych Świąt. A niektórym mniej jadu i trochę autorefleksji! :)

  41. minimalplan

    Bardzo ciekawy, inspirujący wpis! Dziękuję:) Dotarło do mnie właśnie, że od jakiegoś czasu tworzę sobie tego typu regulaminy w głowie i staram się ich przestrzegać, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby je spisać, a to bardzo porządkuje sprawę. Pewnie wyglądałoby to tak:
    1) Nie pracuję za darmo (nie dotyczy to bloga, który traktuję jak rodzaj odskoczni i – przynajmniej na razie – nie zamierzam na nim zarabiać). Jeśli ktoś zgłasza się z ofertą, oznacza to, że ceni sobie moje kompetencje w danej dziedzinie i może za nie zapłacić.
    2) Selekcjonuję oferty pracy zarobkowej. Zarabiam głównie pisaniem, ale najważniejsze są dla mnie w tej sferze zadania oparte na własnych pomysłach, w których w pełni mogę zrealizować się twórczo, zachować spójność i które prowadzą mnie do określonego z góry celu na zawodowej drodze. Te pierwsze zadania są czasochłonne i wymagają skupienia na nich uwagi. Na drugim miejscu znajdują się mniejsze zlecenia wynikające ze stałej współpracy ze zleceniodawcami, na których mi zależy, więc realizuję je cyklicznie, dbając o terminowość. Jeśli chodzi o propozycje zewnętrzne, zastanawiam się, na ile są zgodne z moimi głównymi celami. W tym roku po raz pierwszy odrzuciłam trzy oferty dużych prac na zlecenie – tematyka była ciekawa, zleceniodawcy zacni, ale nie aż na tyle, by dzielić swój czas między nowe zadanie a to, nad czym aktualnie pracuję, zaś wynagrodzenie atrakcyjne, lecz nie aż tak, by opłacało się zrezygnować na rzecz tych zleceń z pozostałego, wolnego czasu. Jeszcze nie tak dawno pewnie przyjęłabym co najmniej dwie z tych ofert i potem zastanawiała się, jakim cudem to wszystko zrealizuję, ze szkodą dla jakości.
    3) Priorytetem jest dla mnie jakość, nie ilość. Zakładam, że w świecie, w którym istnieje mnóstwo tandety, wygra ten, kto zaoferuje rozwiązania nieszablonowe, szyte na miarę, dopracowane – już widać coraz większe na to zapotrzebowanie i zmęczenie wszechobecną bylejakością.
    4) Nie rozmawiam z akwizytorami i innymi ludźmi, którzy chcą mi wcisnąć „niezmiernie korzystną” ofertę – ucinam taką rozmowę uprzejmie, ale stanowczo i rozłączam się; nie muszę wyjaśniać obcym osobom, czemu nie interesuje mnie nowy abonament albo czemu nie chcę skorzystać z promocji. Formuła „nie, dziękuję” wystarczy. Z tego wypływa reguła ogólniejsza: Gdy rezygnuję z jakiejś propozycji, nie tłumaczę się z tej decyzji obcym ludziom. Wyjątki, w zależności od sytuacji, mogę robić dla bliskich osób.

  42. Iza

    Asiu, bardzo szanuję Cię za tak mądrego bloga. A tymi zasadami zaimponowałaś mi jeszcze bardziej. Chciałabym dojść do takiego stanu ducha, aby bez zbędnego rozmyślania ucinać niektóre dylematy w życiu na podstawie tego, że raz sobie sprawę dobrze przemyślałam i podjęłam decyzję, której się trzymam.

  43. Ewa z Wawy

    Cześć, super pomysł z tym regulaminem :) świeże spojrzenie na tak powszechne i typowe postanowienia noworoczne.
    Natomiast zmartwiło mnie Twoje stwierdzenie o kompletnym braku zakupów – kiedyś wspominałaś, że zrobisz post o jakości bielizny ;p Żartuję, przeżyję bez niego.
    Chciałam zabrać głos w sprawie linków afiliacyjnych – absolutnie nie widzę w nich nic złego, kilka razy zdarzało mi się wrócić do starych postów po inspiracje.
    Co do zakupowego postu to od razu przypomniałam sobie książkę ,,Mniej” którą kiedyś polecałaś i którą dzięki Tobie przeczytałam. Ciekawa jestem tego eksperymentu w Twoim wykonaniu, będę trzymać kciuki i czekać na relację na blogu :)

    Pozdrawiam serdecznie i świątecznie,

    Ewa

  44. Atra

    „Ecoskóra” nie ma nic wspólnego z ekologią, czy dbaniem o środowisko. Skoro spożywamy mięso zostaje po nim skóra, więc warto wykorzystać ją na buty czy torebki. Wyprodukowanie sztucznej skóry wymaga zużycia energii, dodatkowej emisji CO2 do atmosfery, a kolejne pytanie to ile lat ten szajs rozkłada się i co po tym rozkładzie zostaje w środowisku naturalnym. Gdy spojrzymy na to z tej strony okazuje się, że to skóra naturalna jest bardziej „ekologiczna” niż ten sztuczny wytwór. Przy zakupie torebki warto zastanowić się, jaki rodzaj skóry kupujemy i czy zwierzę, z którego pochodzi skóra jest przez człowieka wykorzystywane w pełni, czy tylko pozyskiwane dla pięknej powłoki.

    1. Majka

      Atra- jak w takim razie to się dzieje, że Twoje skórzane torebki nie rozkładają się po jakimś czasie tylko służą przez lata? Magia? Ale bardzo chętnie przeczytam raport porównujący energię i emisję CO2 oraz energię i czas potrzebny do utylizacji odpadów potrzebny do produkcji torby ze skóry sztucznej i naturalnej. Niestety nic takiego nie udało mi się znaleźć, ale z Twojej wypowiedzi wynika, że może dysponujesz takimi danymi.
      Czy skóra ekologiczna (nie sztuczna!) produkowana np. z butelek PET jest lepsza dla środowiska niż cały proces związany z hodowlą zwierząt (nawet zakładając tylko jakiś niewielki procent, skoro zwierzę pochodzi z chowu na mięso) i wyprawiania skóry naturalnej? Nie mam pojęcia, mi rozsądek podpowiada, że pierwsza opcja wydaje się być lepsza dla środowiska, ale bardzo chętnie zapoznała bym się z twardymi danymi na ten temat.

    2. Monika

      Po pierwsze trzeba zaznaczyć, że to co nasze mamy nazywały ecoskórą (to pojęcie chyba już nie funkcjonuje?) nie ma wiele wspólnego ze współczesną skórą wegańską. Kiedyś wszystko było wykonywane z PVC, a teraz zastąpiły je przede wszystkim poliuretany, które oddychają. Poza tym normy emisji zanieczyszczeń w większości krajów znacznie się zmieniły, więc warto wiedzieć skąd nasza torebka pochodzi. Dodatkowo wiele skór nie jest produktem ubocznym hodowli, ale jej głównym celem (zwłaszcza skóry egzotyczne) co sprowadza nas do faktu, że hodowla zwierzą generuje bardzo ilości zanieczyszczeń, nie wspominając o tym, że w wielu krajach rozwijających się metody zabijania zwierząt nie są humanitarne.
      Myślę, że najlepiej będzie jeśli każdy z nas podejmie decyzje samodzielnie, ale po dokładnym zbadaniu obu tematów. Sama obecnie mam torebki z prawdziwej skóry, ale koleżanka, która od lat jest weganką, jest dla mnie dowodem na to, że wegańskie buty czy torebki są równie trwałe i piękne.

  45. Ania

    Asiu bedac w Polsce zakupilam Twoje dwie ksiazki, tak naprawde to mialam kupic cos innego z polecenia bardzo znanej polskiej blogerki, ale zaczelam czytac jedna z Twoich ksiazek I porostu nie moglam sie oderwac! 5 miesiecy pozniej moja szafa wyglada swietnie, to znaczy jest w niej coraz mniej rzeczy. Oczywiscie nadal nad nia pracuje, a mianowicie likwiduje, likwiduje, likwiduje I stawiam na jakosc. Dziekuje, ze nie zasmiecasz naszych glow kolejnymi produktami!!!!! Twoj blog sprawia, ze czytelniczka zaczyna myslec i nie tylko o zmianie wlasnej szafy…

  46. Magda

    Ciekawa jestem jak ci sie uda z tym niekupowaniem, bo ja miałam ten plan w 2014 i zupełnie nie wypalił. Po 2 miesiącach pokus było zbyt wiele, a zaczynałam z przekonaniem ze mam wszystko. Zaczęło sie od bielizny- wiadomo, bielizna sie zużywa najszybciej. Potem jakaś super okazja, bazowy tshirt bo nie wypada chodzić w sprawnym itd. Będę z ciekawością śledziła jak realizujesz swój plan.

  47. Joanna

    Oj , zaskoczyły mnie niektóre postanowienia i to negatywnie. Ale przywilej młodości.
    1.” Nie chodzę na pokazy mody” – pracowałam kiedyś jako nauczycielka w szkole krawieckiej i pokaz produktów wykonanych przez uczniów był największym wydarzeniem, tam nauczyłam się cenić pracę projektantów, dopiero tam zobaczyłam ile nocy nasi ambitni uczniowie przepracowali i przepłakali, chcąc aby produkt dobrze wyglądał. Nigdy nie odważyłabym się nie pójść na pokaz mody, na który jestem zaproszona z szacunku dla pracy innych.
    2. Produkty sztuczne vs. naturalne. Każdy ma swoje zdanie , ale ja zawsze opowiadam moją historię. Daje do myślenia.
    30 lat temu, będąc w Grecji kupiłam futerko z norek. Chodzę w nim do dzisiaj, nie zniszczyło się, nie popruło, wygląda jak nowe, a chodzę w nim w każdy zimniejszy dzień. Jednocześnie co 2 lata kupuję kurtkę lub płaszcz z jakiegoś sztucznego materiału, na cieplejsze zimowe dni. Tak miałam w tym czasie 15 okryć z sztucznych materiałów, sztucznie farbowanych, sztucznie produkowanych, ile zanieczyszczono wody i powierza.
    I w tym roku podjęłam decyzję, postanowienie na rok przyszły- ŻADNYCH sztuczności- tylko produkty naturalne, starannie wyselekcjonowane, kupione w dobrych sklepach , trwałe, które mogą wytrzymać tyle co moje greckie futerko i będą jeszcze dla moich wnuków.
    Ja naprawdę chcę chronić środowisko , a nie tylko udawać , że je chronię

    1. elf

      Co innego pokaz mody uczniów szkoły krawieckiej, a co innego sztucznie napompowane wydarzenie towarzyskie. Jeśli byłabym nauczycielką w szkole krawieckiej, to tak jak Pani, poszłabym z poczucia szacunku na taki pokaz będący ukoronowaniem wysiłku pracy uczniów.. Myślę, że Joannie chodziło o inny rodzaj wydarzeń.
      Pozdrawiam, Dominika

    1. Karolina

      Ja noszę takie buty od lat i nigdy grzyba nie dostałam. Rzeczy w lumpeksach są poddawane specjalnemu czyszczeniu (stąd ten zapaszek) i prędzej złapiesz coś w sandałach w deichmanie po ludziach, którzy do mierzenia nie zakładają skarpetek niż po butach z ciucholandu ;)

  48. Inka

    Asiu, bardzo mi się podoba Twój regulamin – zwłaszcza że wdrożyłam go u siebie w ostatnich latach :P poza postanowieniem „nie kupuję w sklepach”, w tym przypadku wdrażam, zdaje się, że również Twój, pomysł zakupów raz na sezon.
    Podzielę efektami takiego regulaminu. Nie dostaję zaproszeń na pokazy mody, ale zrezygnowałam z czegoś podobnego, a mianowicie wszelkich form networkingu na konferencjach i udzielania się na imprezach integracyjnych. Nigdy nie byłam w tym dobra, nie cierpiałam small talków i wreszcie dałam sobie zgodę na to, że nie muszę być najbardziej towarzyską osobą na świecie. Zresztą nic nie muszę. Od razu poczułam się lepiej. Z pracy nikt mnie nie wyrzucił, a na konferencach/szkoleniach wynoszę tyle samo wiedzy co wcześniej.
    Nie odpisuję na wszystkie maile, ale przede wszystkim dbam by do nmnie nie docierały – dodaję męczących nadawców do spamu, nie zapisuję się do newsletterów. a część maili nawet kasuję bez czytania. Więcej czasu, więcej spokoju.
    Też wybrałam 2 organizacje charytatywne, które wspieram. Poświęciłam czas na ich prześwietlenie i wiem, że moje pieniądze trafiają we właściwe ręce. Moja pomoc w tych dwóch instytucjach jest bardziej konkretna, a moje dane osobowe nie fruwają po całym kraju i nie dostaję miliona ulotek od organizacji, którym dałam 5 zł dziesięć lat temu.
    Nikt mi nie przysyła darmowych produktów, ale nie biorę nawet darmowych próbek w sklepie, jeśli wiem, że z nich nie skorzystam. Więcej przestrzeni w domu, mniej śmieci, mniej zastanawiania się, co z nimi zrobić. Polecam!

  49. Nina Wum

    To niesamowite – dziewczyna pisze, jak zamierza dysponować swoim czasem i życiem, widać, że solidnie to sobie przemyślała – a w komentarzach jakieś dąsy i kwaśne uwagi. Ogarnijta się trochę.
    Nie interesują mnie poradniki zakupowe, więc je zwyczajnie omijam. Wybieram sobie z tego bloga te kąski, które uznaję za smaczne – i życie toczy się dalej, a niebo jeszcze nie zwaliło mi się na głowę. Metodę tę polecam.

  50. Ania

    W lumpeksie ludzie wszystko kupują, czekam tylko aż na półki trafią używane skarpetki i majtki. Myślę że to tylko kwestia czasu brrrr

    1. Karolina

      Czemu używane? Tam trafia wiele rzeczy ze zwrotów i z zachodnich sklepów to, co się nie sprzeda w danym sezonie. Mam masę rzeczy kupowanych z metkami ze sklepów… + dezynfekcja, której w sklepie sieciowym nie masz. Nie zauważyłam, żeby ktoś przeżywał jak są przechowywane ciuchy w sieciówkach (magazyny nie są sterylne jakbyś miała wątpliwości) a ciuchy są mierzone na bieżąco przez setki (tysiące?) ludzi. Na wyprzedażach leżą jak szmaty na podłodze, przewalane po koszach i jest ok? To chyba normalne, że jak coś się kupuje to idzie do prania – gdzie tu miejsce na „pozostałości” po kimkolwiek?
      Btw. Najwięcej zarazy ludzie przenoszą przez dłonie – bardzo dużo osób nie myje rąk po skorzystaniu z toalety (dlatego tak ważne jest mycie owoców i warzyw przed spożyciem). A teraz przypomnij sobie jak w sklepach ludzie macają ciuchy – tysiące nieumytych rąk maca twoją koszulkę, majtki, stanik. Ciucholand/lumpeks nie jest ani bardziej ani mniej czysty niż „normalny” sklep.

  51. Gosia

    Hej, w ramach rocznych podsumowań- to jedyny blog lifestylowy, na który zaglądam nie wchodzę ze względu na ciuchy- te wpisy po prosu omijam, ale dla idei, z którą się utożsamiam i jest mi bliska. Aa przepraszam, dzięki Styledigger odkryłam blog Jacka Kłosińskiego, tam bywam często ;)

    Dzięki temu postowi, napiszę dużymi literami i mam nadzieję, zrealizuję- 1000 razy obiecywałam sobie i ciągle nic z tego, więc teraz po raz 1001:

    ZAKUPY ZA PIENIĄDZE ODŁOŻONE A NIE Z BIEŻĄCEJ PENSJI !!!

    i zero tolerancji dla tłumaczenia, że nie mam z czego odłożyć, więc muszę już…

  52. Małgosia

    Niektórzy pałają żywą niechęcią do postanowień noworocznych. Uważam, że każdy powinien postępować w zgodzie ze sobą i do niczego się nie zmuszać, ale też nie obrzydzać tego innym ;) Twój regulamin to fajna alternatywa.
    Dla mnie okres świąteczno-noworoczny jest bardzo intensywnym okresem przemyśleń. Urodziny mam w sierpniu, więc po połowie roku z hakiem znów mam okazję do refleksji. Lubię też planować, wyznaczać cele.

    Zmierzam do tego, żeby zapytać Cię czy mogłabyś polecić jakiś dobry planner/kalendarz tygodniowy do wydrukowania. Dostałam na gwiazdkę kalendarz z Parfois, ładny, ale niestety kalendarium zupełnie mi nie odpowiada. Chcę go jednak zatrzymać, więc szukam czegoś do samodzielnego wydrukowania – do tej pory bezskutecznie. Oczywiście może też być gotowy wkład do segregatora, ale po pierwsze trochę jestem niecierpliwa, a wokół remanenty, a po drugie liczę, że znajdę coś niszowego, wartościowego.

      1. Małgosia

        Dzięki, Karolina! Ja jednak potrzebuję wersji z wydrukowanym kalendarium. Ale przeglądając Etsy znalazłam różne pomysły i łączę je sama w spersonalizowany kalendarz. Brzydkie to będzie, ale mam nadzieję praktyczne :D

  53. Paula

    Właśnie skończyłam czytać Twoją książkę ” Slow Life”, którą dostałam od przyjaciółki. Gratuluje wydania :) Książkę dostałam taką a nie inną, bo jak to dobra przyjaciółka – umie dobrać trafny prezent dla przyjaciółki.
    Zaglądam na bloga, bo szukam więcej. Bo odnalazłam krąg o podobnych zainteresowania, celach, wartościach i rozterkach. Muszę zbudować nawyk zaglądania tu częściej!

    Pozdrawiam

    Paula

  54. Gustavo Woltmann

    Bardzo dobry pomysł. Warto mieć w pewnych kwestiach sztywne zasady, których zawsze się trzymamy. Inaczej ludzie lubią wykorzystywać każdą słabość charakteru, taka jest niestety przykra prawda.

  55. Agata

    Podoba mi się Twój pomysł regulaminu, ale moim głównym problemem jest właśnie… trzymanie się regulaminów/postanowień, które sama sobie stawiam. Strasznie to frustrujące i w sumie nie do końca wiem jak to okiełznać;)

    Co do niekupowania ciuchów to ja przez wyjazd w prawie dwuletnią podróż (w której ciągle jestem) oszczędzałam na wszystkim. Nie kupowałam przez dobry rok rzeczy, które nie są mi potrzebne, które później tylko zajmą więcej miejsca w kartonach, żadnych durnostojek, biżuterii… da się! Co więcej od ponad roku chodzę w kółko w tych samych 5 koszulkach, 4 parach spodni (długich i krótkich), jednej bluzie itp. Jasne, że to już skrajne podejście, w moim przypadku konieczne, bo nie wyobrażam sobie wozić w plecaku całej szafy ubrań, ale nie niemożliwe. Czasami tęsknię za tym, co zostało schowane w pudłach, ale widzę też w jakie miejsce zaprowadziła nas ilość i wybór ubrań w sklepach. Na dalszy plan spadła sama funkcja ubrań jako okrycia, teraz wszystko musi ładnie wyglądać, pasować do siebie, dobrze leżeć. Wybór w szafie musi być na tyle duży, żeby tego samego zestawu nie założyć dwa dni z rzędu… a tymczasem siedzę w Indonezji, gdzie ludzie od 4 dni chodzą w tych samych portkach i koszulce, których w Polsce nikt by nie założył nawet „po domu”;) Nie chodzi mi o to, że skoro mamy kasę i możliwości to i tak powinnismy zostawić sobie 3 tshirty i 2 pary spodni… tylko po prostu jako przemyślenie, że serio nie potrzeba tego aż tyle.

  56. Żaneta Garczyńska

    Krótko, zwięźle i na temat! Przynajmniej będziesz pamiętała, czego w tym nowym roku chcesz i na pewno będziesz się tego trzymać. U mnie też mało, raczej zabieram się za ducha, niż materię ;)
    Intrygujesz mnie z tymi śmieciami. Człowiek nie zwraca uwagi na takie rzeczy.. Patrzę na bałagan w moim domu, bo robimy remont i mam nadzieję, że uda mi się wyrzucić lub oddać chociaż połowę śmieci i gratów, na które teraz patrzę!
    Dobrego Nowego Roku!

  57. Kamii232

    Ale świetny pomysł z tym regulaminem. Pomyślę o czymś takim
    Swoją drogą bardzo ciekawe te twoje blogerskie zasady. Dobrze wiedzieć,że są jeszcze osoby które nie robią z bloga słupa ogłoszeniowego.

  58. Ola

    Doskonały pomysł. Mam swoje zasady, ale nigdy ich nie spisywałam, przez co łatwo było się złamać. Bardzo spodobał mi się Twój pomysł o niekupowaniu ubrań w sklepach – w tym roku zaplanowałam lepiej poznać seconad handy, więc kto wie.

    P.S. Pozdrowienia dla Chrupka – to mój ulubiony „sieciowy” pies :)

  59. Zagubiony omułek

    Ja mam odnośnie ubrań dwa postanowienia- nie kupować nic spoza listy która stworzyłam (chyba że coś się niespodziewanie zniszczy i będzie wymagało zastapienia) a na liście jest zaledwie kilka pozycji, 2-3 tshirty, narzutka/marynarka w stylu kimonowym, spodnie, stanik i 2 pary butów. Drugie to zapisywanie co miałam na sobie danego dnia i robienie zestawienia np co kwartał – chce sprawdzić co noszę najczęściej i jak szybko się zużywają te rzeczy i wyciągnąć z tego wnioski na przyszłość.

  60. alina

    To może kogoś zdziwić, ale ja zamierzam w tym roku nie chodzić do pracy kiedy czuje, że nie mam ochoty. Jestem korepetytorkom i bardzo często zdarza mi się przyjmować ludzi na zajęcia, gdy jestem zmęczona, nie mam siły, nie jestem dobrze przygotowana tylko dlatego, że chcę jak najwięcej zarobić. Kończy się to tym, że jestem przemęczona, a pieniądze i tak wydaje na głupoty. Postanowiłam sobie, że nie będę przyjmować przypadkowych osób, albo tych, którzy płacą mi mniej niż na to zasługuje. Może to nie brzmi normalnie, ale uważam, że lepiej jest mieć mniej zajęć, ale prowadzić je porządniej. I chciałabym też ograniczyć swoją pogoń za pieniądzem. Kiedyś przeczytałam bardzo mądre zdanie „zanim coś kupisz, zastanów się czy czas, który poświęciłeś, by na to zarobić był warty tej rzeczy i jej ceny”, ja zamierzam to odwrócić czy mój czas jest wart tych pieniędzy?

    1. Justyna

      I to jest genialne podejście. Postepujesz zgodnie z sobą i swoimi odczuciami zamiast robić coś na siłę i wbrew sobie. Pieniądze są super, też mnie motywują, żeby pracować więcej, ale skoro pracując więcej wydawałam więcej na głupoty… Również zrobiłam tak jak Ty i nie żałuję! Było wartto!

  61. Olga Komorowska

    Pomysł z regulaminem to jest super sprawa! Bo jest duża szansa, że będziemy go przestrzegać. Wyzwanie, żeby nie kupować ciuchóww sklepach popieram całym sercem, chociaż je nie wiem, czy bym dała radę. W second handach kupuję rzeczy dla dzieci. Dla siebie jakoś nie mogę znaleźć.

  62. Natalia

    Wspaniały pomysł!
    Właśnie kładę się do łóżka, więc zrobię sobie bilans, wszystko obmyślę, a jutro z samego rana tworzę własny regulamin!
    dziękuję za super pomysł! :)

  63. Zapomniana Pracownia

    Ubrań inawet butów już dawno nie kupuje w sklepach. Ostatnio upolowałam trzewiki Ecco za 30 zł ;-) Polecam ubieranie się tylko w SH :-) Fajny wpis

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *