Joanna Glogaza

strona główna > artykuły

Fotografia ślubna – jak zacząć? Wywiad z Anitą Suchocką i start serii

Portret Anity Suchockiej

Bardzo często marzymy o jakimś zawodzie, nie wiedząc, jak tak naprawdę wygląda od kuchni. To prosta droga do rozczarowań i frustracji. 

Zainspirowana serią postów „So you want my job…” na blogu The Art of Manliness, postanowiłam wypytać dziewczyny, które robią coś ciekawego, niespotykanego albo zupełnie przyziemnego, jak na co dzień wygląda ich praca. Czy są jakieś rzeczy, które szczególnie w niej lubią albo takie, za którymi nie przepadają, co trzeba wiedzieć na początku, jakie cechy posiadać, żeby dobrze się w tym zajęciu odnajdywać.

Na pierwszy ogień idzie Anita Suchocka, wyjątkowo uzdolniona fotografka ślubna, którą mam przyjemność znać, odkąd napisała do mnie w 2008 roku z propozycją zdjęć. Przeczytajcie, jak wyglądała droga jej kariery i zobaczcie, jak piękne fotografie robi. Są naprawdę niezwykłe i wiele można się od niej nauczyć.

 

Zdjęcie wykonane przez Anitę Suchocką

 

Jak odkryłaś, że chcesz się zająć właśnie fotografią?

Wszystko się zaczęło od mojej przygody po drugiej stronie obiektywu, bardziej pseudomodelingowej, niż modelingowej. Robiłam pojedyncze pokazy i trochę pozowałam, ale to było naprawdę na amatorskim poziomie.

Po jednej z sesji trafiłam na forum dla fotografów i modelek, i zaczęłam śledzić wątki, bo wiedziałam, że fotograf wrzuci tam efekty. W pewnym momencie ktoś otworzył wątek z inspiracjami i jeden z fotografów wrzucił zdjęcie, uwaga uwaga, goryla, dokładnie goryla za kratami.

Pamiętam to zdjęcie do dzisiaj, wywołało we mnie ogromne emocje. Zwłaszcza oczy tego zwierzęcia. Poczułam wulkan emocji, byłam w szoku że fotografia może wywołać taki smutek czy przerażenie.

Mieszkałam wtedy w małym mieście, z Internetu korzystałam do mało wartościowych rzeczy, a fotografia to było dla mnie to, co widzę w „Claudii”, „Pani Domu” i na billboardach. Zupełnie nie miałam styczności z wartościową, artystyczną fotografią, ale że zawsze szukałam jakiegoś sposobu na wyrażenie swoich emocji, to po zobaczeniu tego goryla pomyślałam, że fotografia to może być to.

 

Zdjęcie wykonane przez Anitę Suchocką

 

Kiedy to było?

Wszystko zaczęło się na pierwszym roku studiów, kiedy zaczęłam przygody z modelingiem i trafiłam do tego środowiska w dużym mieście. Zaczęłam próbować sama robić zdjęcia modelkom, ale tak naprawdę moje początki to szukanie formy wyrazu przez autoportrety.

Miałam aparacik kompaktowy moich rodziców, chyba Minoltę, który robił zdjęcia zdecydowanie gorsze niż dzisiejsze komórki. I robiłam nim sobie zdjęcia, po nocach oczywiście, kiedy wena jest największa, emocje najwyższe i smutek najcięższy. Jakość była tragiczna, więc od razu przerzucałam je do Photoshopa i przerabiałam tak mocno, że stawały się bardziej grafikami. Ale dzięki temu, metodą prób i błędów, taką na chłopski rozum, nauczyłam się obsługi programu, bez żadnych kursów czy tutoriali, po prostu klikając i sprawdzając, co z tego wyjdzie. Ostatnio wrzuciłam nawet na bloga jeden z kolaży z czasów, gdy wyjechałam do Anglii.

Przez pierwsze dwa lata kręciłam się głównie wokół fotografii modowej. Nie była to do końca moja bajka – za dużo naśladownictwa, powyginane pozy modelek, zamiast szukania naturalności. Błędy typowe dla świeżaków. Ale gdybym nie przeszła tej ścieżki, nie odkryłabym innych rzeczy, więc absolutnie była potrzebna.

Potem, po dwóch czy trzech miesiącach studiowania, oczywiście ku radości mojej mamy, która jak sobie wyobrażasz była wręcz zachwycona, rzuciłam szkołę i zakomunikowałam, że chcę robić zdjęcia – to już w ogóle był gwóźdź do trumny.

No ale teraz mama jest chyba zadowolona?

Chyba powoli zaczyna do niej docierać, że zajmuję się tym zawodowo, ale nie jest to takie pewne, bo jeszcze z rok temu zdarzyło jej się podsyłać mi ogłoszenia o pracy.

 

Zdjęcie wykonane przez Anitę Suchocką

 

Rzuciłaś studia i co dalej?

Wyjechałam do Anglii, żeby zarobić na swój pierwszy aparat. To była naprawdę porządna szkoła życia i bardzo po tym doświadczeniu spokorniałam. Ale na aparat faktycznie udało mi się zarobić.

Wróciłam do kraju i kupiłam swojego Nikona D40, z obiektywem kitowym, ale bardzo szybko odkryłam magię stałoogniskowych i dokupiłam swoją ukochaną pięćdziesiątkę (obiektyw o ogniskowej 50mm). Jak raz się przesiądziesz na stałoogniskowe obiektywy, to nigdy nie wrócisz. Ta pięćdziesiątka służyła mi potem przez wiele lat, dopiero kiedy dostałam dotację, doposażyłam się w inny sprzęt.

Zawsze mówię, że pięćdziesiątka to idealny obiektyw dla każdej początkującej osoby, bo uczy pracy nad kadrem – musisz się poruszać do przodu, do tyłu, nie rozleniwia Cię. Do tego kosztuje grosze, jeśli weźmiemy pod uwagę stosunek jakości do ceny, można go mieć za 300-400 zł, a używany jeszcze taniej.

Razem z body zamknęłam się w budżecie około 2000 złotych. Nie pamiętam dokładnej kwoty, ale pieniędzy przywiozłam na styk. Oczywiście nie mogę nie zauważyć, że to wszystko i tak dzięki rodzicom, bo to oni dali mi pieniądze na bilet do Anglii i utrzymanie się przez pierwszy czas.

Wspierali mnie, mimo że nie byli zwolennikami mojego pomysłu. Zresztą zawsze mnie wspierają. Bez nich to by się nie udało.

 

Zdjęcie wykonane przez Anitę Suchocką

dwa lata temu Anita zrobiła zdjęcia do sesji Lunaby w pięknej Polnej Zdrój

Pamiętasz, jakie było Twoje pierwsze zlecenie?

Tak, i nie wspominam go dobrze, teraz bym powiedziała, że to wręcz oszustwo i naciągactwo. Robiłam zdjęcia do banku zdjęć, namówili mnie żebym założyła działalność i współpracowała z nimi, co było bardzo dużym błędem i długo się za mną ciągnęło. Założyłam firmę, której działalność trwała może miesiąc, a potem długo się z tych wszystkim papierków i biurokracji wyplątywałam. Na szczęście po raz kolejny pomogła mi moja mama. Więc moja rada – zdecydowanie nie zakładajcie za szybko działalności.

A pierwsze płatne zlecenie, które dobrze wspominasz?

Testy w agencjach modelek, zajmowałam się tym przez dwa lata. Robiłam początkującym dziewczynom zdjęcia i to też mnie wiele nauczyło. Zwykle były ładne, ale bardzo, bardzo młode i nic nie umiały, więc tak naprawdę musiałam je wszystkiego uczyć. Być jednocześnie fotografem, trenerem, rodzicem i psychologiem, robić wszystko, żeby się jak najlepiej poczuły, rozluźniły. To była esencja tego, co później stało się głównym elementem mojej pracy.

A w jaki sposób rozpoczęła się Twoja współpraca z agencjami?

Na pewno sama się do nich odezwałam. Chciałam zrobić jakieś zdjęcia z modelką, dla siebie, i zapytałam, czy jakaś dziewczyna byłaby dostępna. Najpierw zrobiłam trochę darmowych sesji i to była bardzo dobra decyzja.

Jeśli miałabym komuś coś doradzić, to zdecydowanie polecam, żeby nie pakować się od razu w sesje za pieniądze. Jeśli ktoś ci płaci, to automatycznie idą za tym wymagania, oczekiwania i przede wszystkim zobowiązania. A jak tych pieniędzy nie ma, to nawet jak nie wyjdzie, to okej, stracimy czas, ale nie będzie jakiejś katastrofy. Lepiej nie brać tych symbolicznych stu złotych, a zdobywać doświadczenie. To o wiele cenniejsze niż pieniądze.

W którym momencie się odważyłaś, stwierdziłaś że umiesz już tyle, że możesz wycenić swoją pracę?

Kiedy miałam za sobą już trochę testów z modelkami. Zresztą ten rodzaj fotografii nie wiąże się z takim obciążeniem psychicznym, jak na przykład reportaż ślubny, więc łatwiej jest się przemóc.

Zaczęłam wyceniać swoją pracę, gdy miałam już pewność, że jak zrobię sesję, to coś z tego wyjdzie. Że może nie będę miała stu super zdjęć, ale kilkanaście czy kilkadziesiąt to na pewno będą fajne ujęcia, które się klientowi przydadzą. Trzeba pamiętać, że mimo tej całej romantycznej i emocjonalnej otoczki musisz po prostu wypełnić warunki umowy i dostarczyć towar, usługę.

 

Zdjęcie wykonane przez Anitę Suchocką

 

Jak to się stało, że zajęłaś się fotografią ślubną?

Myślę, że zaczęło się w dużej mierze od Adama Trzcionki. To świetny fotograf, ale jest też bardzo wartościowym, życzliwym człowiekiem, który najzwyczajniej w świecie mi zaufał – każdemu życzę takiego człowieka na drodze.

Pamiętasz, kiedy robiłyśmy z Anią naszą budzikową sesję? Pytałam wtedy na forum o możliwość pożyczenia obiektywów i Adam, mimo że kompletnie nas nie znał, tylko nicki z forum, napisał „dziewczyny, ja Wam pożyczę”. I faktycznie pożyczył nam nie tylko obiektywy, ale też body. Pamiętam, że miałam w torbie na sprzęt tyle tysięcy, że trzymałam ją obiema rękami, a Adam nam jeszcze powtarzał „spokojnie, oddacie po sesji i wszystko będzie dobrze”. To było niesamowite.

I to właśnie Adam był pierwszą osobą, od której usłyszałam, że zajmuje się fotografią ślubną, bo po prostu lubi to robić. Nie dlatego, że jest z tego kasa czy że na to jest rynek.

Zupełnie nie miałam wtedy świadomości istnienia dobrej fotografii ślubnej, dla mnie były to tylko kolumienki, dmuchane łabędzie i styropianowe obrączki. Ujęło mnie nie tylko to, że Adam robił dobre zdjęcia, ale też sposób, w jaki o tym opowiadał. Pokazał mi, że to nie obciach robić zdjęcia ślubne, że można po pierwsze być w tym niesamowicie dobrym, po drugie stworzyć z tego nową wartość, że tak naprawdę jest wręcz zapotrzebowanie na to, żeby wprowadzić nową jakość.

Więc poszukałyśmy pierwszej pary i zrobiłyśmy z Anią zdjęcia, nawet dzisiaj nie pamiętam, czy za pieniądze, czy nie. I kiedy weszłam w ten świat ślubów z otwartym umysłem, okazało się, że nie ma drugiej takiej okazji fotograficznej, żeby pokazać tyle emocji i mieć tyle możliwości zrobienia jedynych w swoim rodzaju ujęć.

Tam ludzie rzadko pozują, chyba że ich zmusisz. Ja tego nie robię, jestem raczej takim podejrzanym typem zza kolumienki, któremu bliżej do paparazzi, niż do pana, który krzyczy „Dziewczyny, ogień! Teraz tańczymy!”. Są też tacy fotografowie i absolutnie nie mówię, że to coś gorszego, to po prostu nie moja bajka. Każdy ma swój styl, swojego klienta, który szuka fotografii w danej estetyce.

 

Zdjęcie wykonane przez Anitę Suchocką

 

Co z presją, jak sobie na początku radziłaś ze świadomością, że masz tylko jedną, jedyną okazję, żeby zrobić dobre zdjęcia?

Asiu, ta presja zdecydowanie nie zmalała, powiedziałabym wręcz, że urosła na przestrzeni lat. Mówiłaś, że chcesz mnie zapytać o rzeczy, których ludzie nie wiedzą o fotografii i to jest taka podstawowa rzecz, z której mało kto zdaje sobie sprawę.

Fotografia ślubna jest takim obciążeniem psychicznym, to jest tak cholernie stresujące, że nie dziwię się zupełnie znajomym, którzy od tego odchodzą. Naprawdę można mieć wyrobioną markę, nie martwić się o zlecenia, bo są bookowane z dużym wyprzedzeniem, a i tak to strasznie przeżywać.

Ja mam o tyle dobrze, że jak tylko przyjadę na miejsce reportażu, wysiądę z samochodu i zrobię pierwsze zdjęcie, to cały stres się rozchodzi, po prostu wpadam w wir wydarzeń i już wiem, że wszystko będzie dobrze. Ale dzień przed jestem rozdygotana, moi znajomi mają często problemy żołądkowe, biorą tabletki, to gorsze niż matura!

Zawsze mam zapas czasowy, ale wystarczy, że coś się wydarzy, jakiś wypadek na drodze, nawali Ci aparat, albo po prostu ludzie nie przyjmą Cię dobrze. Mnie się to nigdy nie zdarzyło, ale jest mnóstwo czynników, które mogą wpłynąć na to, że po prostu nie wykonasz pracy, na którą ludzie liczą, a ten moment już się nie powtórzy.

Wiadomo, że nie każdy moment musi być na zdjęciach, zwykle pary chcą mieć po prostu trochę migawek, które zapiszą ten dzień jako symboliczne wspomnienie. Ale wiem też, że są i tacy, którzy mają swoją wizję i nie da im się wytłumaczyć, że nie każda sekunda tego dnia musi się pojawić na klatce.

Zdarzają się takie sytuacje, że mama panny młodej pyta, dlaczego nie robię zdjęcia, jak dziewczyna się schyla, bo przecież tak ładnie wygląda. I nie przekonuje jej, jak mówię: „Bo nie muszę, sfotografowałam już coś innego”. Bardzo dużo jest borykania się z takimi drobiazgami, które sprawiają, że ta praca jest naprawdę stresująca.

Chociaż oczywiście jest też bardzo przyjemna, zwłaszcza, jak ma się fajnych ludzi, a ja mam szczęście do dobrych ludzi. I to największa radość, i dzięki temu fotografuję dalej. Za bardzo angażuję się emocjonalnie, jakbym trafiała na ludzi typu „płacę i wymagam”, rzuciłabym to w cholerę.

Z drugiej strony, dzięki temu, że podchodzę tak emocjonalnie, moje zdjęcia są, jakie są. Gdybym podchodziła do tego na zasadzie: „pójść, wykonać zadanie i wrócić”, na pewno byłyby całkiem inne. Więc ten stres jest ofiarą, która musi zostać złożona (tu Anitka chichocze).

 

Zdjęcie wykonane przez Anitę Suchocką

 

Zakładam, że fotograf ślubny musi umieć robić dobre zdjęcia. A jakie jeszcze cechy są potrzebne, żeby dobrze sobie radzić w tej branży?

Na pewno musi być bardzo otwarty i umieć nawiązywać kontakty z ludźmi. Musi najnormalniej w świecie chcieć poznać tych ludzi, chcieć z nimi rozmawiać, sprawić, żeby się dobrze czuli.

Ja zawsze zwracam się do wszystkich po imieniu i nawet jak mam na zdjęciach pięćdziesięcioletnią kobietę, która dostała sesję w prezencie od córek, to mówię: „przepraszam Bożenka, ale ja od razu przechodzę z Tobą na ty, inaczej nie zrobimy fajnych ujęć”. I tyle. Unikam wszelkich dystansów, oczywiście z pełnym szacunkiem, nie powiem do mamy panny młodej „cześć, stara!”. Ale skracam ten dystans na ile się da, staram się nawiązać koleżeńską relację.

Oczywiście to nie zawsze się udaje i nie zawsze mam na to ochotę, nie zawsze też ochotę mają młodzi, ale w dużej większości przypadków staję się na czas reportażu członkiem rodziny. Czuję się wtedy przyjęta do tego domu, do tej rodziny, z ogromną serdecznością. W tym też trzeba pomóc – być uśmiechniętym, być na tyle fajnym człowiekiem, żeby ludzie chcieli po prostu z tobą przebywać i rozmawiać.

A z takich trochę mniej przyjemnych cech, trzeba być zdyscyplinowanym. Jeśli fotograf, który już prężnie działa i ma regularne zlecenia, nie usiądzie do obrabiania zdjęć na bieżąco, to tak się zakopie, że wszystko zacznie się sypać. A zwłaszcza w moim przypadku, gdzie mam jeszcze milion innych zajęć, jakbym nie miała takiego podejścia, to bardzo źle by się to skończyło. Nie mogłabym się wtedy wywiązywać ze zobowiązań wobec ludzi, którym robię zdjęcia, a bardzo mi na tym zależy. Czasem słyszę, że niektórzy fotografowie oddają zdjęcia nawet po pół roku. Dla mnie to zupełna abstrakcja, u mnie młodzi czekają maksymalnie miesiąc, i to w sezonie. Raz mi się zdarzyło z jakieś ważnej przyczyny, że ktoś musiał poczekać odrobinę dłużej.

Ale ja też szybko obrabiam zdjęcia, na szczęście po latach wyrobiłam sobie pewne techniki, ale nie wyobrażam sobie takiego rozwlekania wszystkiego w czasie, dla mnie organizacja pod tym względem musi być tip top.

 

Zdjęcie wykonane przez Anitę Suchocką

 

Są jakieś elementy pracy fotografki, które lubisz mniej?

Tak, selekcję zdjęć! Myślę, że tu wielu fotografów łączy się w bólu, zwłaszcza że niektórzy przynoszą po kilka tysięcy zdjęć z reportażu. U mnie to zwykle około 1500 zdjęć, ale przy nich też trzeba usiąść i powybierać. Już wolę obrabiać, niż przebierać.

Jestem też niestety jednym z tych dziwnych ludzi, którzy nienawidzą kwestii finansowych. Kiedy robię na przykład zdjęcia plenerowe fajnej parze i przychodzi czas rozliczenia, myślę wtedy: „Spędziliśmy cudownie czas, zrobiliśmy cudowne zdjęcia, głupio mi brać za to pieniądze!”. I to jest dla mnie okropne, ale wiem, że muszę zapłacić rachunki, kupić chleb, że to moja praca, więc się przełamuję, choć to bardzo trudne. Z drugiej strony cieszę się, że mam taką fajną pracę, żeby w ogóle mieć tego typu dylematy.

 

Zdjęcie wykonane przez Anitę Suchocką

 

Jak wygląda Twój typowy dzień pracy?

Mój typowy dzień pracy zaczyna się o 21! Od rana do popołudnia jestem mamą. Czasem tylko, jeśli drzemki dzieci mi się zsynchronizują, udaje mi się odpowiedzieć na maile albo coś obrobić.

Po południu wraca mój mąż. Wtedy, póki jest jeszcze sezon, uciekam na 2-3 godziny na sesję. A wieczorami, kiedy dzieci idą spać, siadam do zdjęć i zaczyna się obróbka do nocy.

Mam taką zasadę, że przy dzieciach nie siadam do komputera, chyba że jest coś naprawdę pilnego do zrobienia, i to też tylko na chwilę. Wolę spędzić czas z nimi, nie chcę też żeby mojego syna zaczęło ciągnąć do komputera.

W weekendy praktycznie zawsze mam zdjęcia, a po nich chcę spędzić czas z rodziną i dopiero późnym wieczorem siadam do zdjęć.

Bardzo ważny jest wspierający partner. Nigdy nie słyszę narzekań, wyrzutów, że siedzę wieczorami nad obróbką. Gdyby nie Gniewko, nie dałabym też rady chodzić na sesje i reportaże. Podstawą udanej kariery fotograficznej jest więc dobry mąż!

 

Fotografia ślubna jak zacząć

 

Czyli tak naprawdę są trzy główne elementy pracy fotografki – robienie zdjęć, obróbka i kontakty z klientami?

Tak, i ludzie często nie zdają sobie sprawy, jak wiele czasu zajmuje ta ostatnia kwestia. Odpisywanie na maile jest bardzo czasochłonne, zwłaszcza jeśli nie mam czasu tego robić w ciągu dnia i wszystko kumuluje się wieczorem. A chcę wszystkim odpisać, nikogo nie zostawiać bez odpowiedzi, nawet jeśli 90% stanowią odmowy, bo nie mam już terminów.

 

Zdjęcie wykonane przez Anitę Suchocką

 

Pamiętasz, w którym momencie mogłaś zacząć utrzymywać się tylko ze zdjęć i nie martwić się o rachunki w kolejnym miesiącu?

Trudno to doprecyzować, bo nigdy tak naprawdę nie utrzymywałam się tylko z fotografii. Teraz mam męża, więc mamy wspólny budżet, ale myślę że od jakichś dwóch lat mogłabym spokojnie utrzymać się z robienia zdjęć. Wymaga to jednak umiejętności oszczędzania – w sezonie jest więcej pracy i więcej pieniędzy, ale trzeba umieć rozłożyć te fundusze na cały rok.

Zajmuję się też rękodziełem, mam Merry Meet Me, i to rękodzieło powstało właśnie z potrzeby przeżycia, zawsze było moim zabezpieczeniem, taki back up plan. Na początku było to oczywiście łatwiejsze, bo nie miałam rodziny, kredytów i to była kwestia takiego przeżycia studenckiego, byle móc zapłacić za mieszkanie i coś przegryźć. Jak wpadła jedna sesja w miesiącu, to już było nieźle.

Wszystkim polecałabym taką strategię, również ze względu na zdrowie psychiczne. Jakbym miała tylko i wyłącznie robić zdjęcia, roztrzaskałabym aparat na chodniku już parę lat temu. Tak samo, gdybym miała być tylko mamą, wyszłabym z siebie, dlatego dobrze jest mieć różnorodność i móc sobie zrobić od czegoś przerwę.

Nawet w branży fotograficznej można robić coś innego, na przykład warsztaty. Szukać innych odnóg, które dadzą więcej spokoju i niezależności. Ja na przykład planuję wypuścić swoją serię presetów do Lightrooma. Wiem, że jest wielu fotografów, którzy potrzebują pomocy z obróbką na początku swojej podróży. Nie boję się tym dzielić, bo wiem że na fotografię składa się przede wszystkim moment, światło, emocja, a obróbka jest tylko zwieńczającym wszystko elementem.

 

Zdjęcie wykonane przez Anitę Suchocką

 

Czy jest coś jeszcze, co poradziłabyś początkującemu fotografowi? Może zrobiłabyś coś inaczej?

Parę razy sobie zadałam to pytanie, czy mogłam zrobić coś inaczej, nawet nie odnośnie fotografii, ale całego życia. Myślę, że nie, bo cokolwiek zrobiłam źle, to i tak nakierowało mnie na właściwą drogę. I to, że dostałam po tyłku, też mi wyszło na dobre.

To, czego nie wiedziałam, a co jest super opcją, to kiedy dopiero buduje się portfolio, dobrze jest pójść na ślub jako drugi fotograf.  Ja już parę razy brałam kogoś pod swoje skrzydła. Ta osoba nie dostawała za to pieniędzy, chociaż miała oczywiście wyżywienie, po prostu robiła zdjęcia, bez tej presji, że muszą być udane. Każde fajne zdjęcie było tylko dodatkowym prezentem dla pary młodej. Dzięki temu mogła zdobywać doświadczenie, obserwować fotografa w pracy, no i zyskiwała konkretne zdjęcia do portfolio. To moim zdaniem najlepsza opcja, bo nie wiąże się z takim obciążeniem psychicznym, po prostu spokojnie pracujesz.

Z czasem trzeba się oczywiście przełamać, ale absolutnie nie polecam nikomu rzucania się od razu na zlecenia za pieniądze i stawiania sobie poprzeczki tak wysoko. To zrzuca na człowieka ogromny ciężar odpowiedzialności i zabija przyjemność z robienia zdjęć. Przejściu z amatorstwa na zawodowstwo musi towarzyszyć poczucie, że jestem w stanie zaoferować klientowi konkretny produkt, kawa na ławę, bo inaczej jak za to wziąć pieniądze? To byłoby zupełnie nieuczciwe. Dlatego lepiej jest zaczynać stopniowo.

Jeśli ktoś chce się zająć tym na poważnie, to musi też wziąć pod uwagę kwestie finansowe związane ze sprzętem. Zawodowy fotograf nie może sobie pozwolić na przyjście na reportaż ze zwykłą małpką. Sprzęt musi być przede wszystkim niezawodny, a i tak nie wyobrażam sobie pójścia na reportaż z tylko jednym aparatem. Nie mówię, że trzeba od razu kupić dwa, bo koszt jest ogromny, ale można od kogoś pożyczyć. To może być sprzęt gorszej jakości, ale mamy świadomość, że jeśli aparat nam się na chwilę zawiesi, popsuje, to mamy zapasowy, po który możemy szybko sięgnąć.

Warto też mieć przynajmniej dwa obiektywy, ja na ślubach najczęściej korzystam właśnie z dwóch, sporadycznie z trzech. Musi też być lampa błyskowa. Wtedy trzeba już założyć działalność i warto postarać się o dotację na sprzęt. Ja brałam dotację dwa razy, inaczej na pewno na początku sama bym na ten sprzęt nie zarobiła.

 

Zdjęcie wykonane przez Anitę Suchocką

 

W czasie Twojej fotograficznej kariery bardzo rozwinęły się social media. Czy wpłynęło to na sposób, w jaki trafiają do Ciebie klienci?

Tak, zdecydowanie! Bardzo często zdarza mi się z parą wymieniać wiadomości na Facebooku zamiast maili. Facebook to też świetne medium do rozsiewania zdjęć. Już robiąc zdjęcia wiem, które lepiej się rozprzestrzenią. Mówiąc wprost, ładni ludzie udostępniają się lepiej. Wiem, że fotografowie wręcz wynajmują modeli i przebierają ich w ślubne ciuchy, żeby zrobić sesje, które będą im potem służyć jako materiał promocyjny. Ja na szczęście nie musiałam nigdy tego robić, trafiają do mnie ludzie, którzy są piękni sami z siebie. Ale słyszałam kilka razy zarzuty, że ta czy tamta para jest taka ładna, że to na pewno nie jest prawdziwy ślub.

Nie musiałam też nigdy wydawać pieniędzy na reklamę. Wcześniej prowadziłam bloga szafiarskiego i tak zdobyłam pierwszą grupę obserwatorów. Bardzo fajnie jest mieć takich ludzi, którzy przyszli do ciebie, bo naprawdę chcieli, i dostawać od nich ogromne wsparcie. Mnóstwo razy miałam momenty zawahania, zastanawiałam się, czy ja w ogóle się do tego nadaję, nie mogłam patrzeć na aparat. Z tego ludzie też często nie zdają sobie sprawy, a pod tymi pięknymi, kolorowymi zdjęciami są fale upadków i wzlotów, i niekończących się dylematów. Wsparcie społeczności bardzo pomaga sobie z tym poradzić.

 


Podsumowanie


Jestem Anicie ogromnie wdzięczna za podzielenie się swoją wiedzą w tak otwarty sposób. Jeśli miałabym podsumować te największe konkrety, to głównymi wskazówkami byłyby:

  • Rób zdjęcia za darmo, by zdobywać doświadczenie bez presji
  • Buduj portfolio, pracując na ślubach jako drugi fotograf
  • Zawsze miej ze sobą na reportażu zapasowy sprzęt, choćby pożyczony
  • Nie zakładaj działalności zbyt szybko, a kiedy już to zrobisz, postaraj się o dotację
  • Naucz się planować budżet i dywersyfikuj przychody, nie trzymaj wszystkich jajek w jednym koszyku

 


To chyba najdłuższy wpis w całej historii bloga! Dajcie znać, jak Wam się podoba taka forma. Potrzebuję też nazwy dla cyklu, więc jeśli macie jakieś pomysły, koniecznie się podzielcie. Myślałam o „Dziewczynach Pracujących”, ale nie brzmi jakoś szczególnie porywająco. Wybranemu wymyślaczowi z przyjemnością podeślę w podziękowaniu moją książkę.

A jeśli chcecie o coś dopytać Anitę, to śmiało piszcie w komentarzach, poproszę ją, żeby zajrzała. Możecie też skontaktować się z nią bezpośrednio przez stronę czy Facebooka. A jeśli macie ochotę zarezerwować termin, to polecam działać z dużym wyprzedzeniem, bo chętnych jest wielu. 

PS Jeśli uważacie tekst za wartościowy i przydatny, to udostępnijcie go proszę na Facebooku – będę ogromnie wdzięczna!

 

 

 

Dzięki za lekturę!

Jeśli nie chcesz przegapić moich nowych artykułów, odcinków podcastu czy książek, zostaw swój adres e-mail:

136 thoughts on “Fotografia ślubna – jak zacząć? Wywiad z Anitą Suchocką i start serii”

  1. O matko, ależ wspaniały wpis!!! Nie wiem, czy dlatego, że fotografia jest mi ogromnie bliska i sama jestem na etapie budowania swojej marki, czy dlatego, że Ania ma tak wspaniałe i piękne spojrzenie na fotografię, czy dlatego, że po prostu jest pięknym człowiekiem.
    Dziękuję Ci, Asiu, za ten wywiad, był niesamowity!!! Oby jak najwięcej tak inspirujących ludzi!
    Wracam do obrabiania zdjęć. Życzę dobrego wieczoru!

  2. Cidownie sie to czyta :) nigdy nie komentuje a sledze Cię od początku, Anite też od dawna :) gratuluję dziewczyny ;) mimo tylu lat tez branży wasza znajomość przetrwała;) milo się na to patrzy a przede wszystkim czyta ;)

    Pozdrawiam ;)

  3. Niedawno kupiłam swój pierwszy poważny aparat,choć od dawna wzdychałam do pięknych,orginalnych zdjęć. Anita wkłada mnóstwo serca w swoją pracę,to widać! Najbardziej rozczulają mnie fotografie starszych ludzi. Spojrzenie na nich melancholijnym wzrokiem. I ta obróbka,te kolory! Same ochy i achy,wiem,ale inaczej na temat Anity nie umiem ;)

  4. Asiu! Wpis genialny w swej prostocie! Szkoda, że nie było takich gdy wybierałam się na studia! Jestem przekonana, że sporo czytelniczek skorzysta. To drugi po #myfirst7jobs sposób by pokazać, że satysfakcjonujące zajęcie – praca -zawód nie spada z nieba. Już nie mogę się doczekać kolejnego posta :) a pomysł na tytuł cyklu…może po prostu 'jak zostałam [wpisz odpowiedni zawód]’

  5. Super sprawa! :) Anita jest niezwykle utalentowana <3

    Jeżeli chodzi o nazwę cyklu to może: " Inspirujące dziewczyny" albo "Zainspiruj się" ? ;)

    Pozdrawiam
    Ola

  6. Bardzo mnie cieszy, że powstała taka seria wpisów. Uwielbiam zdjęcia Anity, średnio trzy razy w tygodniu wracam na jej fb żeby przeglądać zdjęcia, jest w nich niezwykła magia <3 I nie mogę się doczekać presetów do lightrooma, świetny pomysł! :)

  7. Uwielbiam zdjęcia Anity i zawsze z zapartym tchem oglądam jej nowe sesje ;) Cieszę się bardzo, że powstał taki cykl u Ciebie, będę go z chęcią czytać;) A nazwa serii, to może: Sekrety własnej marki? ;)

    Pozdrawiam
    Klaudia

      1. Bardzo sie ciesze, ze nie tylko freelanserki tu trafia. Czasami ma sie wrazenie ze w dzisiejszych czasach etat jest „passe” a to nieprawda. Uwielbiam na zagranicznych blogach wywiady np z projektantami akcesoriow duzych marek modowych albo dziennkarkami vouge. A to przeciez etatowiczki! Nazwa „pracujace dziewczyny” mi sie podoba, jest prosta. W przypadku freelancerk za to za czesto pojawia sie „inspiracja”,”sukces” a za rzadko „praca”. A potem ludzie nie traktuja ich pracy z szacunkiem. Czekam na kolejny wpis z serii!

  8. Anite znam jeszcze z jej starszego bloga uciec od codzienności. To jedna z niewielu osób, których podziwiam i inspiruje, i ktora tak szybko nie nudzi. To, co nie, Anita to osoba, z ktora zetkniesz to i tak będziesz pamiętać :) Wiedźma. :) O, to mógłby być tytuł cyklu – wiedźmy przecież cały czas rzucają uroki, takie pozytywne. Nudy z nimi nie ma – korzystają z uszu, oczu, nosa, smaku żeby jakoś swiat ogarnąć ;) I do tego jeszcze inspirują.
    Dlaczego dziewczyny? Faceci tez fajne historie maja :)

  9. Proponuję zamiast 'Dziewczyny pracujące’ – 'Zawodowe dziewczyny’.
    A w ogóle wpis rewelacja. Czekam na kolejne. Pozdrawiam. Dominika

  10. „Jak ona to robi?” – wydaje mi się, że możecie wyobrazić sobie w głowie ten pytający ze zdziwieniem głos, kiedy komuś dobrze się powodzi :)

  11. Świetny reportaż i cieszę się że mogę poczytać o swoich dwóch ulubionych blogerkach w jednym miejscu:) Anitę śledzę od dawna, i robi wg mnie najpiękniejsze delikatne ujęcia i bardzo chciałam żeby była moim fotografem w czerwcu 2017 ale niestety Zamość jest trochę za daleko od Jeleniej Góry. W każdym razie Anita robi jedyne zdjęcia w swoim rodzaju. I cieszę się że podzieliła się swoją wiedzą, podesłałam już linka do tego artykułu moim koleżankom bo to naprawdę kopalnia wiedzy na temat fotografii!
    Co do cyklu, to pierwsza moja myśl, skojarzenia z PRLem : „Kobiety na traktory” albo „Zuch Dziewczyna/y” i myślę że ta druga opcja bardziej przemawia do pracowitych kobiet które mają coś swojego do zaoferowania i nie bały się w pewnym momencie zaryzykować.

    Pozostaje tylko jedno pytanie: a kto zrobi taki wywiad z Tobą? Przecież Ty też jesteś idealnym przykładem Zuch Dziewczyny z Lunaby!:)
    Pozdrawiam, Magda

  12. Świetny wpis :) Mam nadzieję, że będzie takich jak najwięcej; dobrze będzie poznać kolejne interesujące, warte obserwowania kobiety. A co do nazwy dla cyklu, to może coś w stylu 'Dziewuchy od fuchy’? Brzmi trochę mało elegancko, ale bardzo konkretnie i bezpośrednio, z przymrużeniem oka :) Zwłaszcza, że słowo 'fucha’ kojarzy się bardziej z zawodami męskimi, a przecież kobiety są równie silne jak mężczyźni (coś mi się ostatnio feministyczny nastrój udzielił).

  13. I ty możesz być supermenką (zawód) – z tym dodatkiem supermenki lub nie :)

    Przyznam, że miło się czyta o kobiecie, która ma swoją pasję i nawet jak się człowiek nie zna, to ma sam ochotę spróbować!

  14. Anita jestes wzorem do naśladowania oraz muzą wielu początkujących fotografów :) super pomysł z tymi presetami, czekamy na realizację :)

  15. Fantastyczny wpis i cudowny początek cyklu :) Anitę znam i czytam jeszcze od czasów jak mieszkała w Krakowie, więc od bardzo dawna :) uwielbiam jej wrażliwość i umiejętność zatrzymania najpiękniejszych chwil w kadrach. No i jej boską suknię ślubną ;) Pozdrawiam, Asia. P.S. Może taka nazwa – (nie)zwykłe etaty

  16. Bardzo fajny pomysł na wpis, już nie mogę się doczekać kolejnych zawodów. Seria mogłaby się nazywać „Zawód od podszewki” lub „Od podszewki – zawody” (ten drugi tytuł daje możliwość stworzenia cyklu nie tylko o zawodach ;) ).

  17. Wpis o tak utalentowanej osobie po prostu musiał być rewelacyjny! Skrycie marzę, żeby Aife została kiedyś autorką mojego ślubnego reportażu…

  18. ’zwykłe-niezwykłe’
    :)

    uwielbiam zdjęcia Anity i tak jak większość tutaj śledzę ją od dawna i życzę jak najlepiej :)

  19. Genialna, genialna seria! Ja właśnie skończyłam studia i zastanawiam się często, co by było, gdyby… Gdybym właśnie założyła knajpę, gdybym otworzyła sklep z pościelą, gdybym została wokalistką…
    No i bardzo ciekawy wpis.
    A mój pomysł na wpis to Jobdigger :) Myślę, że (dość) zgrabnie nawiązuje do tytułu bloga i tematyki serii, a jednocześnie dość łatwo będzie się domyślić, o co chodzi :)

  20. Wpis świetny, na co składają się i dobre pytania i ciekawe, płynne i momentami zabawne odpowiedzi Anity :)))
    A co do nazwy cyklu postów, to faktycznie wywiady będziesz prowadziła tylko z kobietami? Faceci tez byliby spoko! Jak znajdziesz jakiegoś z ciekawym, inspirującym zajęciem to nazwa serii nakierowująca na kobiety, zamyka trochę furtkę do wywiadu.
    Jeśli miałyby być to wywiady i z kobietami i mężczyznami to może „Zawód/praca od kuchni: fotograf ślubny. Wywiad z Anitą Suchocką” Jako przykład;) „Praca” brzmi chyba przyjemniej niż „zawód”, ale to drugie bardziej profesjonalnie.

  21. To moja pierwsza wizyta tutaj, baaardzo podoba mi sie wpis :) Podziwiam wrazliwosc Anity, ale w zyciu nie pomyslalabym, ze tyle stresu ja to kosztuje :(
    Ja chyba zrezygnowalabym z „dziewczyny” w tytule. Pewnosc siebie, ktora cechuje dziewczyny odnoszace sukcesy (male i duze, na polu zawodowym i prywatnym) czyni z nich kobiety, a bycie kobieta nalezy celebrowac ! Dlatego ja proponuje: „Kobieta pracująca”, „Kobieta na (nie)etacie” :) lub prosto: „(nie)etaty”. Pozdrawiam serdecznie !

    1. O super, miło Cię widzieć! Kurczę, dla mnie nie ma takiej bezpośredniej korelacji „dziewczyna + pewność siebie = kobieta”, plus nie zakładam, że wszystkie moje rozmówczynie są pewne siebie plus lubię słowo dziewczyny:)

  22. Świetny cykl! Czytałam z dużym zaciekawieniem, tym bardziej, że sama interesuję się fotografią i mam za sobą póki co jedne zdjęcia ślubne. Anitę kojarzę jeszcze z BubbleFactory i zachwyca mnie, jak ewoluował jej styl – teraz prace są właśnie pełne emocji, eteryczne i magiczne. Po prostu kopalnia inspiracji! Czekam na kolejne wywiady :)

  23. Długi, ale bardzo ciekawy post! Aż się chce zostać fotografem :)
    Moje propozycje cyklu „Praca jest kobietą” albo „Praca jak marzenie” :)

  24. Świetny wywiad, sama dosyć długo jestem związana z fotografią, ale traktuję to bardziej hobbistycznie. W styczniu powiedziałam sobie, że wezmę się za robienie zdjęć, bo aparat jest, tylko jakoś mój zapał się skończył.. ale ten wywiad dał mi dużo do myślenia. Fotografia to coś magicznego, zatrzymanie momentu i emocji w jednym zdjęciu, momentu, który już nie wróci i to jest najcudowniejsze w tym wszystkim. Magia kolorów na zdjęciach Anity jest niesamowita, chciałabym kiedyś robić tak piękne zdjęcia, lecz brakuje mi motywacji i odwagi, aby zrobić krok w tym kierunku..

  25. Inspirujący wywiad, nie mogę się doczekać kolejnych :) ! Mój pomysł na cykl, to zdecydowanie „Woman’s Space”, bądź w polskim wydaniu „Kobieca przestrzeń” :) Kojarzy mi się z mocnym kobiecym akcentem, z taką chwilą wyciszenia po ciężkim dniu, kubkiem herbaty i dobrym artykułem o kobietach realizujących siebie z ogromną pasją!

    Pozdrawiam serdecznie:)

  26. Ten wpis zrobił mi cały dzień! Całe życie marzyłam o zostaniu fotografem i choć od jakiegoś czasu półprofesjonalnie się tym zajmuję, to nigdy nie próbowałam reportażu czy fotografii ślubnej – aż do zeszłej soboty. Dopiero widząc parę młodą razem z rodziną zdałam sobie sprawę, w jak odpowiedzialne zadanie się wkopałam i że jest dla mnie zdecydowanie za wcześnie, żeby pokazać wszystkie emocje towarzyszące temu wydarzeniu na zdjęciach. To bardzo trudne zadanie i absolutnie nie dziwi mnie, dlaczego tak wielu ludzi rezygnuje z tej pracy. Teraz mam nadzieję, że uda mi się zaczepić pod prawdziwych fachowców jako drugi fotograf i może coś ze mnie będzie. Kto wie, może kiedyś będę czarować tak, jak Anita? :)

  27. Kocham twórczość Anity jak i Twoją Asiu, proponuję nazwę: „Dziewczyny tworzą…” fotografię, modę, smaki, przestrzenie, sztukę, słowo, a przy tym każda na swój sposób tworzy magię, własną indywidualną ścieżkę na szczyt:)

  28. Bardzo fajny wywiad! Pamiętam Anitę jeszcze z bloga szafiarskiego. Bardzo mnie już wtedy inspirowała. Myślę nawet, chociaż nie pamiętam, że trafiłam na Ciebie właśnie z jej bloga!
    Seria jest super pomysłem, ale tytuł nie, okropnie mi się kojarzy (poza tym nasuwa mi skojarzenie z denerwującym trendem podkreślania, że kobieta może pracować, robić karierę, co moim zdaniem ma odwrotny skutek i sugeruje jakby to było coś rzadkiego i nienormalnego ;) ) Podoba mi się sugestia innej czytelniczki „dziewczyny inspirujące” bo to właśnie o tą inspirację moim zdaniem tutaj chodzi :) Pozdrawiam

  29. Genialny wywiad i super pomysł na serię! Przeczytałam jednym tchem.
    Mam dwa pytania do Anity. Jakie obiektywy zabierasz ze sobą na sesję (wspomniałaś o dwóch)? Jak wygląda sprawa dotacji? Napisz proszę coś więcej. :-)

    1. Większość zdjęć robię 50mm 1.4, sporadycznie 24mm 1.4 do zdjęć grupowych lub dynamicznych ujęć z zabawy, rzadko wyciągam 85mm. Co do dotacji, to programy ciągle się zmieniają, warto pójść do centrum informacji o dotacjach w danym mieście, powiedzą o wszystkich dostępnych na daną chwilę opcjach.

  30. Dziewczyny! Dziękuję Wam za ten wywiad! Potężna dawka inspiracji! Nigdy nie czytałam żadnych blogów, zwłaszcza szafiarskich, ale Was obie śledzę od bardzo dawna, a tu jeszcze takie połączenie:) Jeszcze milej się czyta wywiad, z którego wynika,że moje drogi są w gruncie rzeczy bardzo podobne do Anity! Fajnie, że spotkałaś na swojej drodze Adama. U mnie to był przypadek, zaczynałam od fotografii portretowej, potem zachłysnęłam się fashion i beuty i była walka o wszelkie publikacje w magazynach, aż w końcu znajoma poprosiła mnie o uwiecznienie jej ślubu. Niechętnie, ale się zgodziłam, po czym do ostatniego dnia kombinowałam jak to odkręcić!;p Nawet myślałam o opcji żeby dopłacić jakiemuś innemu fotografowi, ale żeby samej tego nie robić. W nocy przed ślubem spać nie mogłam ze stresu. Sam ślub i wesele okazały się genialne, zmieniły moje podejście do fotografii ślubnej o 180 stopni. Trafiłam też na parę, która była bardzo wyluzowana i traktowała ten ślub jako po prostu miły dzień z bliskimi, bez pompy, tortów, konkursów itd. Obiad i tańce w zwykłej restauracji na starówce. Wcześniej myślałam, że fotografia ślubna to nudne zdjęcia przy fontannie, w parku + goście jedzący kotlety a to wszystko okraszone tandetnymi efektami z photoshopa typu czarno-białe zdjęcie i czerwona róża:D A jednak, da się to zrobić zupełnie inaczej. A i emocje i satysfakcja z pracy jest zupełnie inna niż przy pozowanych zdjęciach z modelkami. W moim przypadku ten przełom nastąpił niedawno i czeka mnie jeszcze długa droga. Tym bardziej Twój wywiad mnie zmobilizował do działania i dodał energii. Szkoda, że mieszkam tak daleko, bo strasznie chciałabym Cię zaprosić na kawę posłuchać jeszcze więcej o Twoich doświadczeniach:) Może kiedyś marzenie się spełni:) Tymczasem życzę Wam obu dalszych sukcesów!

  31. Piękny wywiad! Bardzo mi się podoba, że Anita głośno mówi o tym, że to nie pieniądze są najważniejsze – szczególnie teraz, gdy mam wrażenie że wszędzie są głosy najmądrzejszych na świecie, że „nie pracuj za darmo” i prześmiewcze „będziesz miał do portfolio”. Oczywiście wiem, że są dwie strony medalu, ale namawianie amatorów, żeby w ogóle brali duże zlecenia, i to za pieniądze jest jakimś absurdem, a takie osoby bardzo często słyszą właśnie porady, żeby za darmonie pracować. Ja uważam (chyba jak Anita), że na początku trzeba, odpowiedzialność jest za duża, liczy się zdobycie doświadczenia – dopiero potem poziom zawodowy za pianiędze. Piszę trochę z perspektywy graficzki – w moim środowisku strasznie szykanowana jest praca „do portfolio” (nawet na początku! nie mogę tego zrozumieć). Ja dopiero powoli mam odwagę brać za pracę pieniądze, ale jakbym wcześniej nie brała prawdziwych zleceń od rodziny i znajomych, chyba NIGDY nie wzięłabym prawdziwego za pieniądze. Podkreślam prawdziwy, bo można zrobić tysiąc logo/zdjęć/czegokolwiek do szuflady, ale to nigdy nie będzie to samo co usługa czy towar dla kogoś :)

  32. Pamiętam jak pierwszy raz zajrzalam na jej stronkę i od razu 'zakochałam się’ w zdjęciach ślubnych robionych przez Anitę. Były tak piękne, tak wyjątkowe ze wówczas obiecalam sobie, że gdy przyjdzie mój czas na wesele na pewno poproszę Anitę o współpracę :)

  33. Koniecznie muszę napisać, że cudownie czytało się ten wywiad. Jestem zdecydowanie zachwycona i formą i treścią! Chce więcej takich podszewkowych wywiadów. Bardzo dobrym pomysłem było wziąć Aife na pierwszy ogień. Obie Was, Zuch Dziewczyny, śledzę praktycznie od samych Waszych początków w blogosferze. Kibicuje mocno i mam nadzieję, że i ja kiedyś się doczekam pięknej sesji ślubnej w wykonaniu Anity. :) Narazie pozdrawiam i jestem z Wami dalej!

  34. Świetny wpis! Uwielbiam zarówno Ciebie jak i Anitę więc nie mogło być inaczej :) a sama seria to strzał w dziesiątkę, zdecydowanie brakowało mi czegoś takiego w polskiej blogosferze!

  35. Ten tekst to ogromna inspiracja dla mnie. Przyjemnie sie go czytalo. Daje takiego „kopa” do roboty. Na pewno skorzystam z tych wskazówek. Jestem dopiero na poczatku drogi z fotografią, ale bardzo to lubie i czerpię z tego przyjemność. Czekam na wiecej wpisów o tej tematyce. :)

  36. Śledzę Anitę właśnie od bloga modowego i podziwiam jej prace. Chciałam aby robiła zdjęcia na moim ślubie jednak łączy nas zbyt długa odległość :( Mam pomysły na nazwę cyklu. Może coś Ci się spodoba:
    Zawodowiec dziewczyna, Dziewczyny zawodowo, Dziewczyny i ich prace, Dziewczyny w pracy i o pracy, Dziewczyńskie prace/zawody, Zapracowane dziewczyny, Dziewczyny pracy się nie boją, Ujarzmicielki pracy, Kobiece profesje, Dziewczyny tworzą, Etat w spódnicy, Praca płci żeńskiej, Dziewczyny z pasją/misją/pracą, Praca kobiecej ręki. Pozdrawiam!

  37. Naprawdę fajnie czytało się Waszą rozmowę ! Śledzę profil Anity od dłuższego czasu i ogromnie podbudował mnie jej przykład. Postanowienia zostania w ukochanych górach zamiast metropolii, jak i tego że oprócz fotografowania, tworzy piękną biżuterię a do tego jest mamą na pełen etat! Można tak wiele jeśli tylko się chce!

  38. Mi sie podoba „Dziewczyny Inspirujące” z wcześniejszego komentarza, właśnie w tej kolejności (w języku polskim ma to znaczenie – przymiotnik przed rzeczownikiem tylko go opisuje, natomiast gdy stoi za, wtedy zazwyczaj jest to cecha lub nazwa stała – Wódka Wyborowa to nie to samo co wyborowa wódka :D)

    Cykl zapowiada się świetnie, czekam na kolejne wywiady :)

  39. Bardzo ciekawy wywiad. Podziwiam Anitę i często wracam do jej zdjęć, postów, również tych starszych. Miło, że podzieliła się z nami kulisami jej pracy, opowiedziała. Zajmuję się hobbystycznie fotografią od siedmiu lat i wciąż nie umiem osiągnąć tego, co u niej widzę na zdjęciach. Emocje i świetny kontakt z osobą, której robi zdjęcia. Przychodzi mi na myśl, że niektórzy mają po prostu talent, a niektórzy muszą starać się trzy razy mocniej.

    Dzięki za ten wywiad, dziewczyny!

  40. Super wywiad z przeutalentowaną Aife! „Znam” ją od czasów bloga szafiarskiego, gdy mieszkała w Krakowie i zawsze bardzo mnie inspirowała, a jej posty dawały okazję do oderwania się od rzeczywistości.
    Aife, Twoje sesje ślubne są zachwycające. Nigdy nie marzyłam o ślubie, weselu, białej sukni ani nawet mężu, nie planuję legalizowania swojego związku i w ogóle cała ślubna otoczka bardziej mnie mierzi niż pociąga, to jedno do czego mi tęskno, to właśnie taka magiczna sesja u Aife. Kurcze, jeśli kiedyś jednak wezmę ślub, to dostosuję datę do Twojej dostępności!

  41. A mi skojarzyło się z filmem „Pracująca dziewczyna” z Melanie Griffith :)
    Co do tytułu: może „Pionierki” – wiem, że trochę kojarzy się z harcerstwem, trochę z komunizmem, ale co tam ;)
    Na jakie z „przyziemnych” zawodów można liczyć?
    Pozdrawiam :)

  42. Rewelacyjny wpis. Pierwszy raz miałam styczność z twórczością Anity jeszcze za czasów jej szafiarskiego bloga. Od lat obserwuję to co robi i o jej zdjęciach mogę powiedzieć tylko tyle- to jest magia. Mam nadzieję, że w przyszłości będę miała to szczęście poznać ją osobiście i poprosić o wykonanie zdjęć z mojego ślubu. Bardzo inspirująca osoba, a cykl zapowiada się naprawdę ciekawie- z niecierpliwością czekam na historie kolejnych osób.

  43. Bardzo fajny pomysł z tą serią, mam nadzieję, że się powiedzie. Proponuję tytuł „Zawód: inspiracja”.
    Sama chętnie poczytałabym o zawodach związanych z modą w polskich realiach.

  44. Moje gratulacje Dziewczyny! Anito, Twoje zdjęcia są przepiękne, dodajesz życiu magii! Asiu, pomysł na serię cudowny, przybliżysz nam niejedną zdolniachę! Jestem pod wrażeniem, obie robicie coś co sprawia Wam przyjemność i jesteście w tym coraz lepsze, podziwiam Was, dla mnie jesteście takie Zwyczajne-Niezwyczajne. Nie boicie się spełniać marzeń i to jest w tym wszystkim najpiękniejsze. Pozdrawiam Was i jeszcze raz składam słowa uznania moje Panie, brawo.

    Moje pomysły na nazwę to „Odlotowe Agentki” (Swoją drogą Asiu, nigdy nie mówiłaś nic o tej bajce, a nie wierzę, że Twoje dzieciństwo było bez niej…) i tak jak Was po mojemu nazywam „Zwyczajne-Niezwyczajne” :)

  45. Super mialas pomysl w ta seria! I ten wpis jest rewelacyjny. Bardzo chcialam by Pani Anita byla fotografem na moim slubie, niestety nie pochodzimy z tych samych okolic. W kazdym razie, podziwiam I cenie Was obie!
    Pozdrawiam I powodzenia w kolejnych wpisach!

  46. Bardzo dziekuje Ci za ten wywiad! Aife jest mega inspirujaca, sama przeczytalam jej bloga od deski do deski kiedys aby podbudowac w sobie wiare, ze droga do profesjonalnej fotografii jest dluga i mozolna ale warta wysilku. Sama stawiam pierwsze kroki, wreszcie pojawiaja sie pierwsze zlecenia, ale dalej pracuje na pelen etat i w weekendy biegam z aparatem. W 100% zgadzam sie, ze wparcie i akceptacja partnera jest bardzo wazna. Poswiecam kazda chwile fotografii i nie raz jest mi glupio, ze nie mam zbyt wiele czasu dla bliskich, ale moj chlopak jest bardzo wspierajacy i nie raz uratowal mi tylek lub doprowadzil mnie spowrotem do zdrowego rozsadku, gdyby nie on.

    Magia i emocje w zdjeciach Anity sprawily, ze troche ciagnelo mnie do fotografii slubnej i reportazu, ale to jednak nie bajka dla kazdego. W przeciwienstwie do Aife wybieram mode i portrety, poniewaz niesamowita satysfakcje sprawia mi tworzenie wlasnej rzeczywistosci, o wiele bardziej niz lapanie magii czyichs chwil.

    To dluga droga i moze nigdy nie dojde w 100% do utrzymywania sie z fotografii, ale mam jeszcze 40 lat do emerytury. To duzo czasu :) a nawet jesli nie zdaze, to przynajmniej bede miala satysfakcje, ze swego czasu, stworzylam pare pieknych fotografii.

  47. Czuję, że będzie to bardzo inspirująca seria wpisów. Pasuje mi do niej nazwa „(nie)zwyczajne kobietki”. Anita wykonuje magiczne zdjęcia, które przekazują dużo emocji. Chyba znalazłam już fotografa na przyszłość, o ile będą zgadzały się terminy ;)

  48. Wspaniały, wartościowy post, a zdjęcia przecudowne!
    Sama zastanawiam się, czy na swoim blogu nie opublikować (a przynajmniej nie wysłać zapytania do inspirującej blogerki – np. do Ciebie, Joasiu ?) wywiadów z osobami, które tworzą i w magiczny sposób zmieniają swoje życie na bogatsze o inspirujące dla innych kobiet – nie tylko, jeśli chodzi o pracę – zwłaszcza mam na myśli codzienność!

    I właśnie dlatego, że jest to takie magiczne – moje pomysły na nazwę serii to:
    „Czarodziejki Swojej Pracy”
    „Magia Pracy Dziewczyn”
    „Magiczne Dziewczyny”
    ☺️☺️

  49. Wspaniały, wartościowy wpis i cudowne zdjęcia!
    Sama zastanawiam się, czy u siebie na blogu nie opublikować (albo chociażby wysłać zapytanie do inspirujących osób – m. in. do Ciebie, Joasiu ?) wywiadów z blogerkami, które samwoją pracą i twórczością zmieniają w magiczny sposób swoje życie, a także przemieniają życia wielu rożnych kobiet…

    Dlatego też moje pomysły na nazwę tej serii to:
    „Czarodziejki Swojej Pracy”
    „Magiczne Dziewczyny”
    „Magia Pracy Dziewczyn”
    ??

  50. Co tu dużo mówić? Anita jest N I E S A M O W I T A!
    Znam jej twórczość od początku jej kariery. Uwielbiam lekki romantyzm, nostalgię i piękne kadry.
    Po fotografiach widać, że fotograf ma świetny kontakt z osobami którym wykonuje zdjęcie i stoi jakby z boku, robiąc zdjęcia dwójce zakochanych ludzi, uwieczniając ich czas, ich emocje. Bez zbędnego zadęcia jak niektórzy fotografowie: „a teraz zróbcie hop, a teraz biegnijcie….”
    Anita ma niesamowite wyczucie, potrafi uchwycić chwilę, taką jaka ona jest, oglądając jej fotografie ma się wrażenie, jakby reportaż ślubny, czy plener oglądało się na żywo!
    Zawsze marzyłam o tym, aby to Anita wykonała dla mnie reportaż ślubny, podczas zbliżającego się ślubu. Niestety, odległość w jakiej od siebie mieszkamy, mi to uniemożliwiła.

    Asiu! Wspaniale czytało się wywiad. Nie mogę się już doczekać kolejnych! :)

  51. Dziękuję za ten wywiad, jestem zachwycona. To jest właśnie to co jest za kadrem, taki podgląd na tę osobę po drugiej stronie aparatu, a przecież i tak widać tę wrażliwość na zdjęciach :) Trzymam kciuki za Anitę i sama marzę, by kiedyś uwieczniła tak piękne emocje z moim udziałem; a za Ciebie Asiu, by cykl był kontynuowany :) Pozdrawiam, Pat

  52. Inspirujące słowa. Dziękuję za nie, bo spotkały mnie w miejscu, w którym mają większe znaczenie niż mogłoby się to wydawać.

    Cała seria moim zdaniem mogłaby być okraszona nazwą „Swoją drogą”. Bo każda z nas ma swoją, osobistą, niepowtarzalną drogę do pokonania w życiu. Bywają one tak różne, a tak podobne zarazem. Czytanie o nich dodaje sił do przemierzania tej własnej.

  53. Obserwuję działalność Anity od dłuższego czasu i szczerze uwielbiam. Jest w nich magia :) Bardzo podoba mi się ta nowa seria. Co do nazwy: będą tylko historie dziewczyn? Może „Tajniki zawodu”, „Tak to się robi”, „Tak to robią dziewczyny”, ” Jak zarabiają kobiety”, „Moc kobiet”.

  54. Genialny pomysł! Seria, pokazująca w normalnych rozmowach pracę – jasne. Ale uwielbiam widzieć/czytać/słuchać/obcować z kobietami które mają w sobie mega pasję. Mimo kompletnie różnych profesji niekiedy, motywacja płynąca z takich spotkań mniej lub bardziej bezpośrednich jest jak najbardziej in plus

  55. Chciałam tylko napisać, że jestem ogromnie wzruszona czytając Wasze komentarze, brak mi słów, by opisać wdzięczność i radość jaką mam teraz w sercu.

  56. Świetny wywiad, a zdjęcia Anity to czysta magia <3

    Jeżeli chodzi o nazwę dla serii, to przychodzi mi do głowy: "Dziewczyny zaradne", "Dziewczyny z pasją", albo "Zawód/praca z pasją" :)

  57. Bardzo fajna zapowiedź dalszej części cyklu. Gratuluję pierwszego wyboru :) Obserwuję zdjęcia Aife jeszcze z czasów szafiarstwa i od samego początku w jej zdjęciach było 'to coś’. Niby zdawałam sobie sprawę, że podchodzi emocjonalnie do zdjęć, ale nie wiedziałam, że aż tak to ją stresuje. Zupełnie tego nie widać, a zdjęcia bardo przyjemnie się ogląda. Nawet czasem nie zdaję sobie sprawy, że mimo woli się przy tym uśmiecham ;)
    Wpis jest bardzo przyjemny, ale życiowy, widać, że nie zawsze jest łatwo i każdy ma swoje chwile zwatpienia. No i podsumowanie – duży plus :)
    Aife, mam nadzieję, że jeszcze długo będę się uśmiechać mimo woli przeglądając Twoje zdjęcia i kolejne wpisy na blogu :)

  58. Komentowałem już na facebook’u, ale napiszę i tutaj. Nie wiem jak i dzięki komu znalazłam jeszcze wtedy szafiarskiego bloga Anity, ale dzięki temu jestem tu, gdzie jestem. W dużej mierze. Dzięki dziewczyny za ten wpis!

    A nazwa serii… może „Inspirantki” ? Albo, gra głów, „Inspi-randki” ? :)

  59. Super wpis! Ja jestem szczęściarą, której Aneta robiła zdjęcia po ślubne w 2009 roku :)
    Zachwyciłam się już wtedy niesamowitą wrażliwością dziewczyn z bubble factory i pięknymi, pełnymi emocji zdjęciami. Zamarzyłam o takich samych a efekty sesji przerosły moje oczekiwania. Dodam, że jestem skrajnie niefotogeniczną osobą, spinającą się koszmarnie przed obiektywem a zdjęcia wyszły piękne, naturalne i pełne uczucia a samą sesję wspominam z dużą przyjemnością :)
    Pozdrowienia z Wrocławia :)

  60. Świetny reportaż! Zarówno Ciebie, Asiu, jak i Anitę śledzę od dluuugich lat i wiernie kibicuję w każdej działalności. Pamiętam Wasze wspólne sesje.
    Anitko, dajesz mi siłę swoimi zdjęciami i życiem.

  61. Blog Pani Anity był jednym z pierwszych jakie oglądałam :) jeśli kiedyś wezmę ślub to marzę, żeby to ona robiła zdjęcia!

  62. Bardzo ciekawy post, bardzo chętnie poczytam więcej …
    Nazwa dla serii postów… może Tajemnice Spełnionych Kobiet.
    Pozdrawiam :)

  63. Wspaniały merytorycznie wywiad, a do tego zjawiskowe zdjęcia :) Naprawdę mało kiedy zdarza mi się oglądać aż tak dobre zdjęcia ślubne. Przemawiają do mojego serca :) Jeśli kiedyś zachce mi się brać ślub, będę pamiętać!:)

  64. Jestem absolutnie na „tak”! Bardzo dobry pomysł na serię wpisów? Odnośnie tytułu, to może ” Morowe Dziewczyny”?? Albo „Gdzie diabeł nie może…” ???
    Pozdrawiam serdecznie i życzę Anitce dalszych sukcesów – wywiad czytało się świetnie:-) To musi być naprawdę fajna, dobra osoba :-)

  65. Mój pomysł na tytuł serii (pół żartem pół serio) ” jeśli nie korpo to co?” ;)) Jakbyś chciała porozmawiać z inspirującą osobą, to polecam mamę mojego męża, która jest kuratorem sztuki – prowadzi przy tym fantastyczne slow życie i jest cudowną osobą – Elżbieta Łubowicz :)
    Wywiad BARDZO ciekawy, rownież dla osoby nie zainteresowanej zostaniem zawodowym fotografem. Super jest poczytać, jak inna młoda kobieta radzi sobie z takimi przyziemnymi sprawami jak rozdzielenie czasu pracy od czasu dla rodziny, z psychicznymi obciążeniami w pracy (one są przecież w każdym zawodzie) albo ze spinaniem domowego budżetu. Bardzo mi się też podoba podejście Aife do pracy – dobrze jest poczytać o kimś, kto na prawdę lubi to, co robi, nie (tylko) dlatego że, ma do tego smykałkę i jest z tego dobra kasa, ale dlatego, że widzi w swojej pracy wartość dodaną, wykraczającą poza wymiar finansowy, swojego rodzaju misję. Brakuje mi wokół ludzi z takim nastawieniem do pracy.
    Asiu, ten cykl wpisów może być lekarstwem dla wielu ludzi takich jak ja – którzy ciągle nie wiedzą, co chcą robić, nie są przekonani, co powinno być głównym kryterium w ich wyborze. Taki cykl, prowadzony w ten sposób, to może być to!
    (Aife, tobie życzę dalszego rozwoju, dziękuję za cząstki Ciebie, które nam oferujesz w swoim rękodziele – z dumą noszę bransoletkę kupioną przed laty na Mery Meet Me).

  66. W punkt trafione, za dwa tygodnie mam pierwsze zlecenie komercyjne, właśnie reportaż ślubny uważam że juz nadszedł czas :)
    Jedno tylko mi siedzi w głowie i uniemożliwia patrzenie w dalszą przyszłość? Jak aife radziła sobie z tym że zlecenia bukuje się na długo do przodu, a ona była w ciąży, potem drugiej. Czy zdarzyło się jej odmówić umowione zlecenie? Ale to zapytam ją wprost może, chyba że to czyta ;)

    PS: jakbyś chciała wywiad z urzędnikiem (a tak!) to jestem ;)

    1. Przy pierwszej ciąży udało nam się to w miarę pogodzić, ponieważ poród wypadał na początek roku, do ok 6-7 miesiąca ciąży, czyli do końca wcześniej zabookowanego sezonu pracowałam. W drugiej ciąży dałam sobie o wiele wcześniej wolne. Mając świadomość, że staramy się o drugie dziecko, nie przyjmowałam zleceń na kolejny sezon.

  67. Łał! Bloga i zdjęcia Anity śledzę odkąd pamiętam – i od zawsze z zachwytem i podziwem. Przeczytanie, że tak utalentowana osoba miała wątpliwości, czy nadaje się do fotografii jest dla mnie z jednej strony bardzo zaskakujące, a z drugiej otrzeźwiające, bo z mojej perspektywy – tj. oglądacza zdjęć – Aife została wprost stworzona z aparatem w ręku oraz darem do łapania idealnych kadrów i nie przyszło mi do głowy, że może odczuwać silną presję albo kwestionować sens tego, co robi.
    Do dziś wyrzucam sobie trochę, że przed moim ślubem nie spróbowałam nawet skontaktować się z nią w sprawie zlecenia reportażu – bo wydawało mi się, że jest za fajna, za droga, pewnie nie dojedzie tak daleko, sama ma niedługo ślub więc pewnie nie przyjmuje zleceń, ja tak lubię jej bloga i jej zdjęcia, a ona pomyśli, że jestem głupia (albo przynajmniej niewystarczająco fajna)… Mamy co prawda bardzo ładne zdjęcia ze ślubu i wesela, ale żałuję, że przegapiłam być może okazję do poznania takiej świetnej osoby, i to z powodu dziwacznych, niczym nieuzasadnionych lęków.
    Nie popełnijcie mojego błędu :).
    Aife – jesteś cudowna!

  68. A ja chciałam Ci podziękować, bo niechcący niesamowicie mi pomogłaś – fotografuję biżuterię do swojego sklepu internetowego i od jakiegoś czasu miałam problem z ciemnymi zdjęciami. Po przeczytaniu artykułu przekopałam internet, poczytałam o obiektywach i udało mi się dorwać używaną 35mm za śmieszne pieniądze. Różnica jest kolosalna – dzisiaj pada deszcz, jest ciemno jak w d… znaczy bardzo ciemno jest :) a ja cykam zdjęcia i wychodzą ładniejsze niż kiedykolwiek.
    DZIĘKUJĘ!

  69. Pomysł na nową serię bardzo trafiony! Co do nazwy – jak dla mnie „So you want my job…” jest po prostu strzałem w dziesiątkę! Zastanawiam się, czy nie mogłabyś po prostu go spolszczyć…? Wracając do rozmowy – świetny wywiad i fajnie postawione pytania! :) Już nie mogę doczekać się kolejnych gości. Pozdrawiam :)

  70. Pingback: Jak przeżyłam sezon ślubny! | blog.magdalenamizera.pl

  71. Pingback: Podsumowanie września – Odważniej

  72. Pingback: Podsumowanie września – Odważniej

  73. Pingback: Prawda w portrecie – Hulaj Dusza

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *